
Opinia psychologiczna dla 3-letniego dziecka po adopcji – zalecenia dla przedszkola w zakresie więzi i granic
Ola
Marta Łuszczykiewicz
Dzień dobry,
Pani Olu, istnieje taka możliwość. Wymaga to kilku spotkań z dzieckiem zazwyczaj np. od 3 do 5 żeby zauważyć istotne elementy zachowania i funkcjonowania dziecka. Należy również przeprowadzić rzetelny wywiad z rodzicami.
Po zebraniu kompletu informacji psycholog może napisać opinię, w której zawrze zalecenia. Jednakże placówka przedszkolna może jej nie uwzględnić, jest to dobra wola osób pracujących i zarządzających placówką, gdyż nie ma takiego prawnego obowiązku, jeżlei rodzic przychodzi z opinią od dowolnego psychologa.
W tej sytuacji skuteczniejsza może okazać się droga przez poradnię pedagogiczno-psychologiczną.
Są to palcówki państwowe, obejmujące diagnozą i wsparciem dzieci w różnych sytuacjach.
Dokumenty wydawane przez poradnię są znacznie bardziej respektowane przez placówki wychowawczo-opiekuńcze.
Proszę spróbować w ten sposób.
Pozdrawiam serdecznie
Marta Łuszczykiewicz
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Sytuacja, o której Pani pisze, jest niezwykle ważna dla prawidłowego rozwoju dziecka i budowania jego poczucia bezpieczeństwa w nowym środowisku, jakim jest przedszkole. Odmowy, z którymi się Pani spotkała, mogą wynikać z faktu, że nie każdy psycholog czuje się kompetentny w tak wąskiej i specjalistycznej dziedzinie, jaką jest psychologia traumy wczesnodziecięcej oraz zaburzenia więzi u dzieci adoptowanych.
Oczywiście istnieje możliwość sporządzenia takiej opinii, jednak kluczowe jest znalezienie specjalisty, który zajmuje się diagnozą funkcjonalną dzieci oraz posiada wiedzę na temat specyfiki funkcjonowania dzieci z doświadczeniem sieroctwa czy zmian opiekunów. Psycholog dziecięcy, po przeprowadzeniu obserwacji dziecka oraz szczegółowym wywiadzie z Panią, może wystawić dokument, w którym wskaże konkretne strategie dla nauczycieli – na przykład zalecenie unikania nadmiernej bliskości fizycznej ze strony osób trzecich, co jest kluczowe przy trudnościach z tzw. więzią bezkrytyczną.
Warto szukać pomocy w Ośrodkach Adopcyjnych, które często współpracują ze specjalistami rozumiejącymi ten temat, lub w poradniach psychologiczno-pedagogicznych, które mają uprawnienia do wydawania opinii o potrzebie wczesnego wspomagania rozwoju czy zaleceń do pracy w przedszkolu. Proszę się nie zrażać wcześniejszymi odmowami; Pani determinacja w dbałości o granice dziecka jest dowodem na Pani świadomość jako rodzica, a znalezienie odpowiedniego psychologa pozwoli stworzyć dokument, który realnie ułatwi dziecku adaptację i ochroni jego proces budowania więzi z Panią.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Agnieszka Włoszycka
Pani Olu,
Sądzę, że tak taka możliwość istnieje, ale zależy od tego, czy psycholog ma kontakt diagnostyczny z dzieckiem.Według mojej opini: opinia psychologiczna dla przedszkola jest możliwa, jeśli dziecko zostanie zbadane (obserwacja, wywiad, testy),
psycholog może wtedy opisać trudności i dać konkretne zalecenia dotyczące relacji i granic,
część specjalistów odmawia, jeśli nie prowadzi diagnozy lub nie ma wystarczającej liczby spotkań.Warto szukać psychologa dziecięcego lub poradni psychologiczno-pedagogicznej, tam najczęściej takie opinie są wydawane.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Kinga Osmulska
Dzień dobry,
tak - istnieje możliwość sporządzenia opinii psychologicznej dla dziecka, również w takim kontekście jak adopcja i trudności w obszarze więzi. Natomiast to, że spotkała się Pani z odmowami, też ma swoje możliwe wyjaśnienia.
Nie każdy psycholog pracuje z małymi dziećmi (szczególnie w wieku 3 lat) ani zajmuje się diagnozą i opiniowaniem w obszarze więzi czy rozwoju relacyjnego. Dodatkowo część specjalistów unika wydawania opinii „do instytucji” (np. dla przedszkola), jeśli nie prowadzą pełnej diagnozy lub nie mają doświadczenia w tym zakresie. W praktyce taka opinia zwykle powstaje po:
- obserwacji dziecka,
- rozmowie z rodzicami,
- czasem kilku spotkaniach diagnostycznych.
I może zawierać konkretne zalecenia dla przedszkola, np. dotyczące granic, kontaktu fizycznego czy sposobu reagowania dorosłych. Warto szukać specjalisty, który pracuje w obszarze:
- psychologii dziecięcej,
- więzi / przywiązania (często w kontekście adopcji),
- wczesnego rozwoju dziecka.
To, że Pani tego potrzebuje, jest bardzo uzasadnione - szczególnie jeśli chce Pani wesprzeć dziecko i otoczenie w lepszym rozumieniu jego potrzeb.
Pozdrawiam
Kinga Osmulska
Psycholog, Psychoterapeutka

Zobacz podobne
Potrzebuję pomocy. Z moim partnerem jesteśmy razem kilka lat. Ja w tym roku skończę 34 a on 40 lat. Ja nie mam dzieci, on ma córkę nastolatkę z poprzedniego związku, jeszcze za czasów studenckich. Gdy się urodziła, to on wziął urlop dziekański, zajął się córką, by matka dziecka mogła dokończyć studia. Po kilku miesiącach okazało się jednak, że ma ona romans z kolegą z roku, wyprowadziła się i dziecko zabrała. Ograniczała kontakty, potem lata walki w sądzie, przepychanki itd. Na ten moment od kilku lat jedyny sposób komunikacji pomiędzy rodzicami dziewczynki to smsy. Oboje z moich obserwacji robią sobie na złość, a dziecko od zawsze było kartą przetargową dla rodzicielki. Gdy się poznaliśmy, jego córka miała 9 lat. Od razu się polubiliśmy, spędzaliśmy w trójkę dużo czasu razem. Pewne rzeczy mi nie odpowiadały, jak na przykład to, że mój partner na bardzo dużo jej pozwalał, dosłownie wchodziła mu na głowę. Gdy zwracałam mu delikatnie uwagę, że nie powinien jej na wszystko pozwalać, wszystkiego na zawołanie kupować, to niby to szanował, ale w rzeczywistości ona dalej robiła, co chciała. Zamieszkaliśmy razem po roku u mnie. Młoda dostała swój pokój, my "zamieszkaliśmy" w salonie. Często był płacz, że nie chce wracać do matki, że ojczym i młodsze siostry ją źle traktują, że u nas czuje się lepiej, namawiała ojca, by złożyć dokumenty do sądu, żeby była przy nas. Pomagałam w opiece nad nią, uczyłam jazdy konnej (mam swojego konia i często jeździła ze mną do stajni, bardzo to lubiła). Kupowałam jej ciuchy, bo potrafiła do nas zimą w śniegu przyjechać w dziurawych trampkach, kurtki, czapki, rękawiczki, piżamy, wszystko, co potrzebowała, miała. Zorganizowaliśmy jej komunię. W okresie pandemii partner przepisał ją do prywatnej szkoły, na którą na tamten moment nie było nas stać, ale on uważał, że to zaprocentuje w przyszłości. W finansowaniu szkoły dla młodej pomagała nam jego mama (moja teściowa). Co roku były też wakacje, często za granicą - wszędzie jeździliśmy we trójkę. Często mówiłam, że ją kocham. Naprawdę pokochałam to dziecko, zaakceptowałam, stawałam w jej obronie, gdy coś się działo. To do mnie zadzwoniła, jak pierwszy raz dostała okres, to ja uczyłam ją w łazience, jak zakłada się podpaski i to my kupiliśmy jej pierwsze środki higieniczne. Choć nie ukrywam, że pewne rzeczy mi ciążyły (chociażby to, że nigdy nie byliśmy na romantycznym wyjeździe sami we dwójkę, wakacje zawsze były planowane pod młodą), to akceptowałam sytuację. Nigdy też nie próbowałam zastępować jej matki. Zawsze powtarzałam, że mamę ma się jedną, a my możemy się przyjaźnić. Problemy zaczęły się w 2022 roku. Po kilku latach namowy ze strony córki mój partner zdecydował się złożyć papiery do sądu o zmianę miejsca pobytu dziecka. Młoda coraz gorzej radziła sobie z powrotami do domu matki i ojczyma, błagała wręcz ojca, by złożyć te papiery. W trakcie całej procedury dziecko jednak zmieniło zdanie. Tylko że nam o tym nie powiedziała, tylko zrobiła z mojego partnera totalnego idiotę przed sądem i ośrodkiem, w którym mieli robione testy. Dosłownie jak czytaliśmy opinie z poradni psychologiczno pedagogicznej, to nie wiadomo było czy śmiać się, czy płakać. W międzyczasie pojechaliśmy na wakacje. W pewnym momencie zobaczyłam, że w kosmetyczce ma leki, o których wcześniej nic nie wiedzieliśmy. Były to silne leki sterydowe na alergię. Wywiązała się awantura, i uważam że mój partner miał rację, bo jakby coś się stało na środku jeziora, to nie wiedzielibyśmy nawet, że przyjęła jakieś leki. Zawsze młoda była z nami bardzo szczera, więc takie zachowanie zbiło nas totalnie z tropu, było to do niej niewiarygodnie niepodobne. Od tego momentu zaczęły się schody. Kolejny rok był dla mnie bardzo nieprzyjemny. Za każdym razem jak młoda do nas przyjeżdżała to niby w żartach mi ubliżała, że jestem stara, jak się zmęczyłam idąc po schodach "no tak, wiek już nie ten, to już starość". Zaczęły się kłótnie z moim partnerem o nią, uważał, że przesadzam, że to tylko dziecko. Pojawiały się kłamstwa, jedno po drugim. Zaczęła ograniczać przyjeżdżanie do nas. Manipulowała i nami i swoją matką wykorzystując to, że jej rodzice ze sobą nie rozmawiają. W weekendy, w które miała być u nas, zaczęła nocować u koleżanek. Przełom nastąpił w kolejne wakacje, kiedy okazało się, że udając, że śpi podsłuchuje nasze rozmowy i wszystko przekazuje swojej matce. Wyszło to na jaw podczas rozprawy w sądzie. W pewnym momencie przy niej rozmawialiśmy już tylko o pogodzie. Po tych wakacjach była już u nas dosłownie z 3 czy 4 razy. W któryś dzień w listopadzie 2023 roku mój partner wyjechał w sprawach służbowych, uprosił mnie by na weekend jego córka mogła przyjść z koleżanką, zrobić sobie nocowanke u nas. Zgodziłam się. W pewnym momencie zamknęły się w łazience i zaczęły bawić się kosmetykami. W tym moimi. Zniszczyły mi kosmetyki, ufajdały całą łazienkę. Powiedziałam, że nie wyjdą na dwór, dopóki tego nie posprzątają. Chciało mi się płakać. Od tamtego momentu powiedziałam, że nie ma wstępu do mojego mieszkania. Partner to uszanował, nie zaprasza jej do nas. Spotykają się na mieście. Po tym jak ośmieszyła go w sądzie, w poradni w trakcie opiniowania, jak mnie obrażała niby w żartach, jak sprzedawała wszystko z naszego życia swojej matce, po tym jak odwdzięczyła się za prywatną szkołę 8 jedynkami na koniec ósmej klasy... (tak, nie dostała się do żadnego liceum w naszym mieście), powiedziałam, że nie chce jej widzieć i o niej słyszeć. W międzyczasie weszła w tzw. narkotykowe towarzystwo i zaczęła znikać na noc. Matka jej w tym wszystkim pobłaża, ponieważ używa dziecka jako tarczy przeciw byłemu partnerowi. Przez ten cały czas dzieciak gnoił wręcz mojego partnera. Krzyki przez telefon, wyzwiska, teksty, że nie jest jej ojcem, kłamstwa, manipulacje itd. Bywało, że przez 3-4 miesiące nie mieli w ogóle kontaktu. Trzy lata temu mój partner ciężko zachorował. Gdy powiedział o tym córce usłyszał, że chorobę sobie wymyślił i na pewno nie jest chory. Żeby sobie z tym wszystkim poradzić, mój partner poszedł na terapię. W listopadzie br. miał wypadek samochodowy. Córka ani razu do niego nie zadzwoniła, ani nie przyjechała go odwiedzić do szpitala. Teraz przed świętami zapytałam go czy planuje jej dac jakiś prezent. Powiedział że ustalił ze swoim terapeutą że jeśli ona wykaże jakąś inicjatywę to tak, da jej jakąś drobnostkę. Okazało się, że zamówił jej prezent za blisko 800 zł. Dla mnie drobnostka to zeszyt, kalendarz, kubek. Usłyszałam, że czepiam się o semantykę, że być może się przejęzyczył z tą "drobnostką". Od momentu, kiedy chodzi na terapię ciągle zasłania się swoim psychoterapeutą. Że wszystko z nim ustala, że wie co robi. Przestałam mu ufać. Poza tym jest cudownym mężczyzną. I gdybym chciała mieć dzieci to byłby najlepszym ojcem we wszechświecie. Na prawdę nie mogę mu nic zarzucić, poza tym, że jak pojawia się temat córki to traci głowę, rozum i pieniądze. Mam dosyć tych wiecznych przepychanek, spraw w sądzie, podwyższania co pół roku alimentów, kłamstw, kłótni... Mam żal o czas z nią spędzany. Uważam że po tym co mam zrobiła nie zasłużyła na nic. Rozmawialiśmy ostatnio dużo o przyszłości, zaręczynach, wspólnym dziecku. Powiedziałam, że dopóki nie domknie spraw związanych z byłą partnerką i córką, to nie mamy o czym rozmawiać. Doradźcie mi, proszę, co robić? P.S. Jestem zdecydowana na terapię dla siebie. Aktualnie szukam specjalisty, który nie powie, że wiedziałam, w co się pakuję, że byłam świadoma, że wchodzę w relację z facetem z dzieckiem.
