
- Strona główna
- Forum
- zaburzenia lękowe, zaburzenia neurologiczne
- Pół roku temu...
Pół roku temu zasłabłam w aucie. Od tamtej pory miewam częste zawroty głowy.
Patrycja
Eliza Gifford
Pani Patrycjo,
w takich przypadkach gruntowne badania to podstawa. Neurolog/inny lekarz musi wykluczyć przyczyny fizyczne. Jednak jest możliwe, że po zasłabnięciu w aucie zaczęła się Pani bać tej sytuacji i oczekiwać, że omdlenie powtórzy się. Może Pani rozmyślać w ciągu dnia o tym, co będzie w samochodzie, albo martwić się o zawroty głowy. W takim przypadku można diagnozować zaburzenia lękowe. Z tego typu problemem polecam udać się do terapeuty CBT. Terapeuta zdiagnozuje problem, pomoże Pani zrozumieć mechanizm jego powstania i utrzymywania się, a potem zaleci odpowiednią terapię, aby pomóc Pani wyjść ze spirali lęku. Czasami problem psychologiczny powstaje na skutek realnego problemu zdrowotnego. Więc bez względu na podjęcie terapii podkreślam, należy wykluczyć lub leczyć przyczyny fizyczne.
pozdrawiam serdecznie
Eliza Gifford

Zobacz podobne
Byłam ostatnio w takiej sytuacji, że niespodziewanie dostałam ataku paniki, i to w naprawdę nieoczekiwanym momencie.
Było to w sklepie, stojąc przy półce, nagle poczułam przerażający lęk, serce zaczęło łomotać, a ręce mi zadrżały.
Miałam wrażenie, że wszystko wokół jest jakieś nierealne. Zaczęłam się zastanawiać, jak lepiej radzić sobie z atakami paniki, zwłaszcza kiedy są tak nieprzewidywalne.
Czy są może jakieś techniki, które pomogłyby odzyskać kontrolę, nim lęk całkiem mnie nie pochłonie?
Wiem, że zaburzenia lękowe łatwe nie są, ale chciałabym nauczyć się metod, które pomogą mi żyć bez stresu o nagłe ataki.
Witam, od dzieciństwa mam stwierdzoną depresję i stany lękowe. Sama u siebie podejrzewam autyzm, ale jest to moje podejrzenie, niekoniecznie diagnoza. Dzieciństwo miałam trudne – było bicie, karanie ciszą, brak przytulania, czułości i ciężka choroba w rodzinie, mojego taty, który dosyć szybko zmarł. Ja też jestem chora – mam genetyczną chorobę, która w wielkim skrócie sprawia, że moje ciało niezbyt przypomina zwykłego człowieka, ale nie na tyle, żeby od razu to zobaczyć. Głównie ciężko mi chodzić.
Mam wykształcenie średnie z powodu moich dolegliwości, bo opuszczałam szkołę i całe, w sumie, moje życie. Jako nastolatka leczyłam się lekami – dużą ilością leków przepisanych przez jednego psychiatrę, które według późniejszych specjalistów były dobrane źle. Do dzisiaj zastanawiam się, jaki mogły mieć na mnie wpływ. Byłam u kilku specjalistów, brałam w sumie kilka leków i byłam na kilkuletniej terapii – aż w końcu uciekłam. Z domu, z terapii, z leków. Zaczęłam żyć na własną rękę, zdobyłam pierwszą pracę i jakoś sobie radziłam. Stwierdziłam, że trzeba dawać radę za wszelką cenę.
W ciągu tego czasu miałam pierwsze związki, zostałam wykorzystana seksualnie i generalnie działy się rzeczy, które nie muszą być istotne w tym, czym chciałabym się podzielić. Pracę miałam w sumie dwie – za minimalną krajową, ale na tyle, żeby się utrzymać. Nagle zdarzyła się okazja, żeby się przebranżowić – zrobiłam wszystko, żeby ją zdobyć. Dosłownie. Zdobyłam ją i na samym początku było ok, ale po jakimś czasie mój zespół (praca biurowa) zaczął dziwnie mnie traktować, albo to moje wrażenie – co przełożona w rozmowie 1 na 1 zasugerowała. Co robiłam, było źle, czego nie zrobiłam – też było źle.
Uważam się za osobę chętną do nauki i nigdy nikomu nie powiedziałam, że nie pomogę, nie zaniosę, nie zrobię – mimo to jestem postrzegana tam jako osoba zamknięta w sobie, która słyszy, ale nie słucha – to usłyszałam. To mnie pogrążyło w depresji. Zaczęłam mieć myśli samobójcze – pierwsze od kilku lat, gdzie wcześniej zawzięcie walczyłam o siebie i, przysłowiowo, płakałam przy lustrze, ale z dumnie uniesioną twarzą malowałam się i udawałam, że jest dobrze. Na wyjeździe w góry z narzeczonym myślałam, żeby wskoczyć w przepaść. Ale to było falowe.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie pójść do pracy. Odkąd pamiętam, irytuje mnie tekstura ubrań, światło, wygląd jedzenia, zapach dezodorantu i kremu, którego wiem, że użyję przed pracą. Irytuje mnie dosłownie wszystko, a po pracy jestem tak przebodźcowana, że kładę się do łóżka i jem jak szalona – bo przez cały dzień nie jestem w stanie nic zjeść, dopiero gdy wrócę do domu, to jem. Przez sytuację z jedzeniem zaczęłam się bardzo karać, przytyłam jakieś 15 kg przez taką formę jedzenia – przez głodówkę, a później obżarstwo na sam koniec dnia, mimo że staram się mieć aktywność fizyczną.
Ale nie w tym rzecz. Dzisiaj nadeszło apogeum wszystkiego, czego się bałam – ubrałam się, umalowałam i coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Zaczęłam płakać, pisać do narzeczonego, co mam robić – jak małe dziecko. Jakbym nie była w stanie w żaden sposób podjąć decyzji, zrobić czegokolwiek. Nie poszłam w końcu – po dwóch godzinach czegoś w rodzaju ataku paniki – tylko płakałam nieustannie jak pies.
Zapisałam się do psychiatry online, który zawzięcie przepisał mi leki i wystawił L4 na miesiąc, którego nie do końca chciałam – o czym powiedziałam. Jak wrócę do pracy? Czy mnie nie wyrzucą? Pracuję na zastępstwo i bardzo się boję, że zaprzepaściłam swoją jedyną szansę, aby się rozwijać.
Specjalnie nie pojechaliśmy z narzeczonym wczoraj do jego rodziny (źle znosimy te wyjazdy ze względu na problem z alkoholem w jego rodzinie, ale to nadal rodzina), żeby przygotować się na dzisiaj. Przygotowałam ubranie, porozmawiałam z narzeczonym i poszliśmy spać przytuleni – uspokajał mnie, że będzie ok i że jestem dzielna. Nie byłam. Nie jestem. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Dziękuję za przeczytanie tych żałości.

