Dziękuję za Pani pytanie. To, co Pani opisuje w funkcjonowaniu syna, jest sytuacją, z którą bardzo często spotykamy się u młodych dorosłych po przebytych zaburzeniach lękowych. Trudności ze snem, które utrzymują się przez lata, mimo zakończonej terapii, nie muszą oznaczać, że „coś zostało zaniedbane” albo że syn nie poradził sobie
z leczeniem. Układ nerwowy człowieka uczy się reagować na zagrożenie i napięcie bardzo szybko, natomiast powrót do pełnej równowagi bywa procesem znacznie wolniejszym.
Zaburzenia lękowe bardzo silnie wpływają na mechanizmy regulujące sen. Mózg osoby, która przez dłuższy czas funkcjonowała w stanie podwyższonej czujności, może utrwalić wzorzec nocnego pobudzenia, nawet wtedy, gdy subiektywnie lęk wydaje się już opanowany. W praktyce oznacza to, że organizm nadal pozostaje w trybie „czuwania”, szczególnie w godzinach wieczornych i nocnych, kiedy naturalnie spada ilość bodźców zewnętrznych
i pojawia się więcej przestrzeni na kontakt z własnymi myślami i napięciem.
To, że syn nie odczuwa bezsenności w ciągu dnia, a zasypia dopiero nad ranem i śpi do południa, bardzo wyraźnie wskazuje na rozregulowanie rytmu dobowego. Jego biologiczny zegar najprawdopodobniej przesunął się w kierunku późnych godzin nocnych, co w medycynie snu określa się jako opóźnioną fazę snu. Nie jest to kwestia lenistwa, braku dyscypliny czy złych nawyków, lecz realna zmiana w funkcjonowaniu układu nerwowego, która często rozwija się właśnie na podłożu długotrwałego napięcia i lęku.
Warto też podkreślić, że lęk nie zawsze musi być przeżywany w sposób świadomy. U wielu osób po zakończonej terapii nie występują już napady paniki ani wyraźne objawy lękowe, natomiast organizm nadal reaguje podwyższonym pobudzeniem, napięciem mięśniowym, trudnością w wyciszeniu i problemami ze snem. Można powiedzieć, że lęk „zostaje zapisany w ciele” i ujawnia się właśnie w takich obszarach jak sen, koncentracja czy ogólne zmęczenie.
To, że syn nie chce wracać do terapii ani sięgać po leki, również jest bardzo zrozumiałe. Wielu młodych dorosłych po długim okresie leczenia chce mieć poczucie, że radzi sobie samodzielnie, że zamknął już ten etap swojego życia i nie chce wracać do roli pacjenta. Często towarzyszy temu silna potrzeba autonomii i niezależności, a także obawa przed powrotem do trudnych doświadczeń z okresu choroby.
Jednocześnie warto wiedzieć, że problemy ze snem należą do tych objawów, które najlepiej poddają się leczeniu metodami psychologicznymi. Złotym standardem jest obecnie terapia poznawczo-behawioralna bezsenności (CBT), która nie koncentruje się na „leczeniu lęku”, lecz na przywracaniu prawidłowego rytmu biologicznego i wygaszaniu utrwalonego mechanizmu nocnego pobudzenia. Jest to zazwyczaj krótka, konkretna forma pracy, nastawiona na praktyczne zmiany w funkcjonowaniu, a nie na długotrwałą psychoterapię.
W tym przypadku jako adekwatne poleciłabym również terapię poliwagalną. Terapia oparta na teorii poliwagalnej jest nurtem terapeutycznym wywodzącym się z neurobiologii, który koncentruje się na regulacji autonomicznego układu nerwowego oraz na przywracaniu organizmowi zdolności do bezpiecznego przechodzenia pomiędzy stanami pobudzenia, mobilizacji i odpoczynku. Zakłada ona, że wiele objawów psychicznych, w tym zaburzenia snu, utrwalone napięcie oraz trudności w wyciszeniu, wynika z długotrwałej aktywacji układu nerwowego w odpowiedzi na doświadczenia stresowe i lękowe. Pozwala ona rozumieć trudności ze snem jako konsekwencję utrwalonej aktywacji autonomicznego układu nerwowego, który przez dłuższy czas funkcjonował w stanie podwyższonej mobilizacji związanej z doświadczeniem przewlekłego lęku. Organizm może pozostawać w stanie zwiększonej czujności, co utrudnia przechodzenie w fizjologiczny stan odpoczynku i regeneracji niezbędny do inicjacji snu. Praca terapeutyczna w tym nurcie koncentruje się na stopniowym przywracaniu zdolności układu nerwowego do samoregulacji poprzez oddziaływania ukierunkowane na obniżanie poziomu pobudzenia, wzmacnianie poczucia bezpieczeństwa oraz odbudowę fizjologicznych mechanizmów wyciszenia. Dla wielu pacjentów podejście to stanowi wartościowe uzupełnienie klasycznych oddziaływań poznawczo-behawioralnych i sprzyja trwałej poprawie jakości snu oraz ogólnego funkcjonowania emocjonalnego.
W wielu przypadkach już sama regulacja rytmu dobowego, wprowadzenie stałej godziny wstawania, ograniczenie odsypiania w ciągu dnia, ekspozycja na światło dzienne rano oraz nauka wieczornego wyciszania układu nerwowego prowadzą do stopniowej poprawy snu. Mózg ma dużą zdolność do ponownego uczenia się rytmu snu i czuwania, jeśli stworzy mu się odpowiednie warunki.
Jako mama robi Pani dokładnie to, co w tej sytuacji jest najważniejsze, zauważa Pani problem, traktuje go poważnie i szuka pomocy w sposób spokojny i odpowiedzialny. Warto, aby syn czuł, że nie jest oceniany ani naciskany, lecz że ma obok siebie kogoś, kto widzi jego zmęczenie i trud, i kto wierzy, że z tym również można sobie poradzić.
Podsumowując: tak, jest bardzo możliwe, że lęk wciąż w pewnym stopniu oddziałuje na jego układ nerwowy, nawet jeśli nie jest już przeżywany w sposób świadomy. Obraz, który Pani opisuje, jest spójny z utrwaloną bezsennością na tle lękowym i rozregulowanym rytmem dobowym. To stan, który można skutecznie leczyć, często bez konieczności farmakoterapii, w sposób nowoczesny, bezpieczny i dostosowany do młodego dorosłego.
Życzę dużo spokoju
psycholog Weronika Piłat