Left ArrowWstecz

Jestem w relacji z mężczyzną. Na początku, gdy się spotykaliśmy, ja wiedziałam, że on jest teoretycznie w związku, który się skończył, ale po prostu w nim tkwił.

Witam. Mam pytanie. Jestem w relacji z mężczyzną. Na początku, gdy się spotykaliśmy, ja wiedziałam, że on jest teoretycznie w związku, który się skończył, ale po prostu w nim tkwił. Zaczęliśmy się spotykać, ale nie określiliśmy tego jako związek, czy nawet relacja do pewnego momentu. W pewnym momencie moje życie mocno się skomplikowało, musiałam wyjechać do innego miasta, ale byliśmy w kontakcie non-stop. Zależało mi na nim coraz bardziej. Rozpoczęłam pracę, spotkałam się z innym mężczyzną i popełniłam błąd. Żałowałam tego, wiedziałam i pokazałam, że to był błąd. Mimo tego błędu wiedziałam, że zależy mi tylko na tym mężczyźnie. Oddałam mu się całkowicie. Wtedy zaczęły się kłótnie. Ten pierwszy, który nie mógł się nawet określić, kim jestem dla niego, stwierdził, że mnie kocha. Mimo szalenie złych kłótni rozwinęło się między nami ogromne uczucie. Ale on za każdym razem wracał do tej sytuacji i doprowadził do tego, że nawet nie umiałam sama powiedzieć, jak było, bo on mówił za mnie. Zaczął mnie oskarżać o wszystko. Kłóciliśmy się, ja z pokorą przyjmowałam każde wyrzutki, każde traktowanie mnie źle. Potrafił dzwonić do mnie w pracy, a ja musiałam pozwalać sobie na wyzwiska, mimo że słyszeli to klienci i inne osoby. Wszystko wytrzymywałam. Ja natomiast nigdy nie pokazałam mu nawet swoich nerwów, kiedy on mnie wkurzał. Nigdy nie wyzywałam osoby, z którą był. Wzięłam na siebie wszystko. W mojej głowie doprowadził, można powiedzieć, do traumy, że ja nie potrafię niczego odtworzyć sama i co się wiąże z tym, mam poczucie nawet utraty pamięci, bo poprzednia moja relacja była totalnym złym wyborem. On stał się moim wyborem życiowym. Jest miłością mojego życia. Oddałabym za niego życie. Chcę mu stworzyć rodzinę, dać pierwsze dziecko. Jestem pewna tego, jak niczego innego na świecie. Wie o moich wszystkich poprzednich relacjach, o moich błędach, i niestety wykorzystuje to przy każdej kłótni. Mówi, że jestem resztkami, używa słów, że jestem najgorsza. Zawsze mówi też, że mnie zabije. Kazał mi się zmienić - nie mówić o nas - po prostu się spotykać - robiłam wszystko, co chciał - czyli przez półtora roku nie powiedziałam słowa na nasz temat, na temat swoich potrzeb, czy tego, co mnie rani, a co nie. Nie obraziłam nigdy jego relacji i baby. Potraktował mnie nie raz jak śmiecia. Przyjęłam to, bo wiedziałam, że ja zrobiłam coś złego, ALE CHCĘ GO WCIĄŻ, BO GO KOCHAM naprawdę. Byłam do dziś na każde jego skinienie, podporządkowałam swoje życie totalnie jego życiu, czekałam co tydzień, czy zezwoli mi na przyjazd, pytałam o dziecko czy "mogę napisać", czy mogę powiedzieć coś. Będąc w gorszej sytuacji finansowej niż on, robiłam wszystko ponad siły, by jeździć, kiedy tylko chce być w miejscach, kiedy chce. Pamiętałam o każdej okazji, robiłam prezenty, jakie tylko mogłam. Nie podjęłam żadnej innej pracy, żeby nie dać mu powodów, pokazać, że on jest moim wyborem. Wybrałam pracę na czarno u rodziny, by dorabiać i mieć na przyjazdy w każdym momencie. Nie zrobił nic, byśmy mogli spędzić kilka dni ze sobą. Dał mi parę miesięcy niby na zrobienie czegoś - teraz zarzuca mi, że nie zrobiłam nic. Nie mogłam mówić niczego, co chcę (bo od razu jest szantaż, że mnie zablokuje albo zniknie z mojego życia), dlatego przez te miesiące nie mówiłam nic, znosiłam nawet miesiąc bez widywania się, bo miał ważne sprawy. Teraz zarzucono mi, że nie zrobiłam niczego, kiedy robiłam wszystko, co chciał, a przy kłótniach nawet nie wyzywałam go od głupka. Tak bardzo mi na nim zależy. Zarzuca mi, że to ja jestem niby toksyczna, a już sama nie wiem, które z nas. Mi zależy tylko na jednej szansie, żeby zobaczyć czy to wyjdzie. Bo ja nie powiedziałam na chwilę, że chcę rodziny, to była najpoważniejsza deklaracja w moim życiu. Jeśli nie wyjdzie, ok, odpuszczę, ale zależy mi na jednej szansie. Czy ja na to zasługuję?
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry, opisana przez Panią sytuacja dość mocno wskazuje na Pani uzależnienie emocjonalne od partnera. Zachęcamy serdecznie do przeczytania tego artykułu - myślimy, że będzie on bardzo pomocny i odpowie na wiele niezadanych pytań oraz pozwoli Pani przemyśleć sytuację z nowej perspektywy.

Artykuł: Uzależnienie emocjonalne w związku – czyli jak miłość staje się nałogiem [LINK]

3 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak radzić sobie z zazdrością w związku, gdy partnerka zarzuca niewierność

Moja dziewczyna jest ciągle zazdrosna. Pracuję w urzędzie miasta, gdzie w większości pracują kobiety, i przez to zarzuca mi, że szukam romansu na boku. Przestałem spotykać się ze znajomymi, bo ciągle słyszałem, że kłamię i jeżdżę do innej. W mieście czy w sklepie nie mogę nawet spojrzeć na inną kobietę, bo od razu jest awantura. Wczoraj szukałem jednej osoby na Facebooku. Dziewczyna to zobaczyła i znowu zrobiła awanturę, że szukam innej. Nigdy jej nie zdradziłem i nawet nie miałem takiego zamiaru. Kiedyś ja złapałem ją na zdradzie, ale za wszelką cenę kłamała, że nic się nie wydarzyło. Na każdym kroku kontroluje to, co robię. Dziś kazała mi się spakować i szukać sobie innej. Nie wiem już, co robić. Jesteśmy razem od 4 lat. Ja jej ufam, ale widzę, że ona mi nie. Dodam, że za niecały miesiąc urodzi nam się córeczka i nie chce, żeby wychowywała się bez ojca.

Jak radzić sobie z zazdrością partnerki wobec kontaktu z matką mojego dziecka?

Dzień dobry, 

Mam poważny problem z partnerką. Zacznę od początku: 

Byłem w związku z kobietą, z którą mam syna, obecnie nie jesteśmy ze sobą już 2 lata, a jestem niepełna rok z ówczesną partnerką. Na jej pytanie, ,,czy jeśli była ex zaprosiłaby mnie na kawę, to czy bym przyjechał? " odpowiedziałem, że "nie". 

Teraz niedawno zbliżały się urodziny mojego syna i córki ówczesnej partnerki 6.12 i 7.12. 23 listopada moja mama zapytała się, czy pojadę z nią do mojego syna na urodziny, bo była tam zaledwie raz, czy dwa. Bez przemyślenia zgodziłem się, bo z mamą i dla syna urodziny. Nie rozmawiałem na temat urodzin z byłą partnerką ani nic. Byłem zajęty innymi sprawami i obowiązkami domowymi i wyleciało mi to kompletnie z głowy o porozmawianiu o tym z partnerką. Zaczęliśmy o tym rozmawiać tydzień przed urodzinami i już była zła o to, że zgodziłem się na prośbę swojej mamy, aby pojechać razem do mojego syna. Zapytałem, co mam zrobić, żeby było dobrze, nie urażając partnerki, w odpowiedzi usłyszałem, że mam wziąć syna w inny dzień, a nie jechać tam, więc się zgodziłem i to uczyniłem. 

Od tej pory cały czas ma myśli, że dla swojej byłej chciałem tam jechać, że dla niej się gole, że dla niej idę do fryzjera, żeby dobrze wyglądać, a relacje moje z byłą partnerką są wyłącznie związane z synem. Cały czas partnerka uważa, że jadąc tam na urodziny własnego dziecka, jest równoznaczne, z tym że chce wrócić do niej. Za każdym razem zapewniam ją, że kocham tylko ją i jest dla mnie najważniejsza na świecie. Nie przyjmuje to do wiadomości. Według mnie i mojej mamy nie stało się nic złego, a według niej jest to coś okropnego, że to dziwne. Podważa moje uczucia, myśli i słowa, które mowie do niej. Rozumiem, że jest urażona i zazdrosna, ale czy jej myśli nie są zbyt wygórowane? 

Zmieniłem dla niej swoje życie o 180 stopni, pomagam jej we wszystkich czynnościach dnia codziennego. 

Często mówiła, że jestem dobrym i kochanym człowiekiem, a gdy po prostu zapomniałem z nią na ten temat porozmawiać, wszystko przekreśla. Dalej mieszkamy razem, zgodziła się nawet na terapie dla par, ale tylko po to, aby udowodnić to, kto ma racje z myśleniem. Kiedy jej mówię prawdę, a ona nie potrafi jej zaakceptować. 

Bardzo proszę o pomoc, jak się zachować w takich sytuacjach. Pozdrawiam.

Czy moje doświadczenia życiowe wykluczają mnie z możliwości stworzenia związku?

Witam. 

Moje pytanie jest następujące, czy facet taki jak ja, czyli (posiadający traumy dziecięce, złe doświadczenie w relacjach z kobietami, stany depresyjne, niską samoocenę, który przeżył niespełnioną i nieodwzajemnioną miłość do kobiety, który w wieku nastoletnim dopuścił się krzywdy seksualnej na młodszej siostrze, uzależniony od gier komputerowych, pornografii/masturbacji, miał jedną 'prawie' próbę samobójczą).

Czy takie 'bogate' doświadczenie życiowe, nie jest już wystarczającym czynnikiem do dyskwalifikacji o relację i związek z kobietą? Czy właściwie powinienem zapomnieć o tym?

Mąż chce mieszkać u rodziców, ja nie wyobrażam sobie tego. Nie mamy kompromisu.
Dzień dobry, Jestem w związku 8 lat. Małżeństwem jesteśmy od roku. A od 3 lat wynajmujemy mieszkanie z myślą, że "kiedyś kupimy swoje". Wcześniej martwiliśmy się sprawami związanymi ze ślubem, weselem i całą organizacją, więc też nie było zbyt dużo czasu, żeby jeszcze myśleć o jakichkolwiek formalnościach z kredytem, szukaniem mieszkania itd. Jeszcze krótkie nakreślenie sytuacji, że ja się wychowałam "na blokach", a mąż od dziecka mieszkał w domu - z dziadkami, rodzicami i rodzeństwem. On jest najmłodszy, reszta rodzeństwa się wyprowadziła, a dziadkowie już umarli. Tak więc jego rodzice zostali tam sami, ale obecnie oboje są sprawni i zdrowi. Piętro domu jest puste. Kiedyś było mówione, że to dla mojego męża. Jednocześnie rozmawiałam z nim i bardzo wyraźnie zaznaczyłam, że ja tam mieszkać nie zamierzam. Z wielu powodów - cenię sobie niezależność i prywatność, ale też teściowie mieszkają w innym mieście niż my obecnie i tu też pracujemy. No i tak mija już rok po ślubie a ja czuję, że dalej żyjemy „po studencku”. Bardzo chciałabym się wyprowadzić już na „swoje”, więc rozpoczęłam o tym rozmowy ze swoim mężem. No i niestety doznałam bardzo przykrego rozczarowania, gdy mąż oznajmił, że on jednak nie chciałby kupować mieszkania. Dla niego to zbyt mało miejsca, on się "dusi", on chciałby mieć kawałek trawy itd. Jakiekolwiek opcje alternatywne - mieszkanie z balkonem albo tarasem lub nawet szeregowiec - to dla niego za mało. Zakup standardowego domu - to zbyt duże koszta dla nas. Nie dostaniemy takiego kredytu. Więc jedyną opcją dla niego jest ta połowa domu rodziców, która na niego tak cały czas czeka... Jest to dla mnie bardzo trudne. Teoretycznie dalej mieszkamy i zachowujemy się tak samo. Ale czuję, że się bardzo oddalam od męża. I nie potrafię z nim już planować czegokolwiek - weekendu czy wakacji. Ciężko mi sobie to wyobrazić. Czuję jakby moje przyszłościowe plany legały w gruzach. Jednocześnie wydaje mi się, że rozstanie z powodu mieszkania-domu jest trochę śmieszne. Mieliśmy już kilka rozmów na ten temat i zawsze kończy się tak samo, że każdy zostaje przy swoim zdaniu... Nie znajduję tu kompromisu, bo wiem że z teściami nie zamieszkam. Tak na prawdę nie potrafię sobie wyobrazić tego rozstania, ale jednocześnie już nie umiem z nim planować przyszłości. Prócz tego ogólnie związek był ok. Dobrze się dogadujemy, staramy się wspierać, często spędzamy razem czas, uprawiamy razem sporty, dzielimy się obowiązkami domowymi itd. Ale obecnie nie wiem co mam ze sobą zrobić. :( Czuję się bardzo rozbita.
Partner zarzuca mi brak swojego życia towarzyskiego. Ja nie wychodzę tak często, choruję, ale zachęcam go do wychodzenia samemu.
Dobry wieczór, mój problem związany jest z partnerem tęskniącym za młodością, ja tak określam ten problem. Jesteśmy małżeństwem od 2 lat, znamy się 10 lat, oboje pracujemy, ja dodatkowo studiuje zaocznie. Mamy umiarkowane życie towarzyskie, dla mnie optymalne, dla partnera zbyt nudne. Ja dodatkowo dość poważnie choruję, stąd też ograniczam kontakty towarzyskie z powodu częstego złego samopoczucia. Ale zawsze mówię mężowi, żeby nie siedział razem ze mną w domu, jeśli dla niego to nudne, tylko, żeby wychodził do ludzi. Problem w tym, że on sam rezygnuje z tych aktywności, a potem za wszystko obwinia mnie, że to przez moje choroby itp. Próbowałam spokojnej rozmowy, tłumaczenia, zapewnienia, że może przecież sam, nic nie działa. W kłótniach często odwraca kota ogonem i mówi, że robi to dla mnie albo przeze mnie, i że przeze mnie jego samopoczucie jest zaburzone. Już nie wiem co robić. Czasem sama zaczynam myśleć, że fakt, że nie jestem towarzyska oraz, że często zdrowie nie pozwala mi korzystać z życia, wpływa na niego i niszczy mu życie.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.