Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czuję się pozbawiona sensu i zdemotywowana - jak przerwać cykl emocjonalnego wypalenia?

W tym roku kończę 22 lata i mój problem jest trochę głupi, ale mimo to bardzo utrudnia mi życie. Chodzę na studia dzienne, jestem pasożytem i żyję na garnuszku rodziców. Zrobiłam sobie rok przerwy po maturze by tak bardzo bałam się podjąć złej decyzji i zmarnować sobie życia, że w końcu o ironio nic nie zrobiłam. Zawsze byłam bardzo ambitna i miałam wobec siebie ogromne wymagania. Ale jakoś od może roku wszystko straciło dla mnie znaczenie, nawet te rzeczy którymi się ekstremalnie stresowałam i nie mogłam się uspokoić miesiącami, teraz mogę być nazywana przez innym najgorszym śmieciem i bezwartościową osobą a mimo to nic nie czuję. Miałam od zawsze okresy gdzie sterowały mną bardzo silne emocje przez jakiś czas i zazwyczaj wiązało się to z konkretną relacją czy znajomością, ale zauważyłam że głębsze relacje, nawet przyjaźnie albo koleżankę, która nagle wydaje mi się idealna po kilku udanych rozmowach i w mojej głowie staje się święta, prowadzą zawsze do tego, że nie wytrzymuje psychicznie i mam niezłe huśtawki nastrojów i wybuchy. Próbowałam to jakoś zrozumieć na terapii, ale po zmarnowaniu na nią całego stypendium i nie potrafieniu znaleźć pracy nic mi ona nie dała. Więc z trybu wybuchowych emocji i adrenaliny wiążącej się z silnymi emocjami przechodzę w tryb izolacji, gdzie staram się nikogo do siebie nie dopuszczać z lęku, że będzie tak jak ostatnio. Pytanie kiedy znowu niespodziewanie mi się przełączy tryb na ten okropny... Eh problem polega ogólnie na tym, że albo mi się chce żyć i mogę zrobić wszystko pod wpływem adrenaliny i ogromnych emocji, jestem bardzo pobudzona i zmotywowana, pewna siebie albo wręcz przeciwnie teraz od kilku miesięcy tkwie w stanie by tylko jakoś przetrwać i odcinam się wręcz od faktu, że istnieje bo tak bardzo nienawidzę siebie i swojego życia ale już mi się nie chce nawet o tym myśleć i stresować. Wydaje mi się, że źródło problemu się nie zmieniło, ale co się zmieniło to forma w jakiej staram się funkcjonować i przetrwać. Chodzę do psychiatry regularnie od pół roku co kilka miesięcy i aktualnie biorę tylko fluoksetyne. Zauważyłam, że moje huśtawki nastrojów się prawie wyłączyły (chyba, że chodzi o zamyślanie się nad tym jak znajomi mogli zinterpretować najmniejsze slowo czy czynność jaką powiedziałam albo co ich najmniejszy gest symbolizuje pod ukryciem w stosunku do mnie). Za to czuję się jakbym wpadła w głęboką depresję. Nie mam motywacji ani siły ani energii na nic. Ledwo piszę ten post i jestem w szoku, że w ogóle udało mi się go napisać bo często czuję się tak bezsensu, że nie mam nawet siły komuś czegoś odpisać. Niby staram się jak mogę być na bieżąco ze studiami ale tak szczerze marzę o tym żeby je rzucić ale wiem, że jak je rzucę albo pójdę na jakiś inny kierunek to nic tym nie osiągnę bo wydaje mi się że nic mnie nie ucieszy w życiu ani nie zmotywuje. Ja chyba po prostu nie umiem się z niczego cieszyć. Tak jak wspominałam w tamtym trybie gdzie byłam emocjonalna myślałam o śmierci bardzo impulsywnie i emocjonalnie, albo kochałam życie i chciałam z niego jak najlepiej korzystać albo absolutnie chciałam zniknąć. Teraz za to wciąż myślę o śmierci ale zdecydowanie z ogromnym spokojem i tak jakbym się pogodziła już z tym, że i tak nigdy nic nie zrobię ze swoim życiem pożytecznego. Wiem, że tkwię w błędnym kole, ale starałam się jak mogłam zrobić cokolwiek żeby z niego wyjść odkąd pamiętam. Naprawdę od dziecka coś ze mną było nie tak, ale nieważne. Nie pamiętam nawet kiedy moje problemy się zaczęły bo już od przedszkola pamiętam jakie ogromne wyobcowanie bez powodu czułam. Nie wiem nawet dlaczego to piszę, może dlatego że jestem samotna albo po prostu muszę się wyżalić. Aktualnie też nie chce mi się płakać, a jeszcze jakieś pół roku temu płakałam codziennie i to bardzo dużo, lub kilka razy dziennie. No a teraz czuję się taka trochę przygaszona i nie płaczę prawie w ogóle, możliwe że to działanie leków ale tak naprawdę mam trochę wątpliwości czy one faktycznie na mnie jakoś działają, bo zawsze byłam taka w tym "cyklu" izolacji, że to tak nazwę. Więc albo się izoluję i nie czuję nic i niby jest ok, ale nic nie chce mi się robić ze sobą i nawet szukać pracy mimo że wiem że jestem w wieku gdzie powinnam natychmiastowo się ogarnąć i dbać o swoją przyszłość, ale nie. Mam 22 lata na karku, 50 zł na koncie, 0 marzeń, 0 chęci do czegokolwiek, jestem pasożytem, żyję z rodzicami, nie mam pracy i nawet nie umiem znaleźć praktyk, a może po prostu nie chce mi się ani pracować ani studiować, ani istnieć ani w ogóle nic, to trochę zabawne, ale czy można być aż tak leniwym człowiekiem jak ja? Kompletnie nic mnie nie interesuje, totalnie nic. Ale szczerze przynajmniej czuję przy tym wszystkim spokój i wolę to o wiele bardziej niż te wybuchy różnych randomowych emocji i wieczną niepewność, co będzie następne. Może o to chodzi, że ułożyłam sobie bezpieczną wizję przyszłości jako osoba która przegrała w życiu własnym lenistwem, brakiem zaangażowania i dyscypliny i dzięki temu czuję się spokojna, że już nie muszę się obawiać, że taka zostanę, gdy będę się starać, bo wystarczy się nie starać i wszystko jest łatwiejsze. Często myślę nad tym, czy śmierć tak naprawdę nie jest najłatwiejszą i najbardziej spokojną i przyjemną drogą na przyszłość, bo tak szczerze, no świat jest jaki jest i myślę, że to wręcz realistyczne, że nie chce żyć. Życie jest trudne, za ciężkie i zbyt wymagające dla mnie. Ludzie są potworami, wszystko jest nudne i nic mnie nie interesuje. Więc logicznie skoro nie widzę żadnych wartości w życiu, to dlaczego nie wybrać śmierci gdzie nie będę musiała się męczyć nawet z samą egzystencją, która mnie męczy bez powodu. Absolutnie nie planuję samobójstwa ani nic związanego z tym. Mam to gdzieś, nic mnie nie obchodzi, to czy umre też nie. Po prostu jestem i mnie nie ma i nawet już nie interesuje mnie co się ze mną stanie. Nie interesuje mnie już mój los ani moja przyszłość, mimo ze tak niedawno dostawałam ataków paniki na samą myśl jak niszczę sobie swoje życie i dlatego że nic nie robie itd. Czym może być mój problem? Byłabym bardzo wdzięczna za jakąś ciekawą analizę moich problemów i ogólnie nie wiem czego chce sama. Lubię po prostu czytać co ktoś o mnie myśli i jak postrzega moją egzystencję. Dziękuję za poświęcony czas i za odpowiedzi, jeśli będą! Jestem naprawdę w szoku, że chciało mi się w ogóle coś zrobić (napisać taki długi wpis)
User Forum

Zuzanna

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Witaj. To, co opisujesz, wcale nie brzmi „głupio” ale brzmi jak bardzo męczący, wieloletni sposób przetrwania, który w ostatnich miesiącach wszedł w fazę „zamrożenia”. I to, że umiałaś to tak precyzyjnie opisać, jest już jakąś formą kontaktu z sobą (nawet jeśli emocjonalnie czujesz pustkę). Na początek jedna ważna rzecz bezpieczeństwa: piszesz, że nie planujesz samobójstwa, ale myśli o śmierci są obecne i „spokojne”. To nadal jest sygnał, że jesteś w kryzysie i warto mieć pod ręką szybkie wsparcie, gdyby cokolwiek się nasiliło.

112 – gdy czujesz, że możesz nie dać rady utrzymać bezpieczeństwa (zagrożenie życia/zdrowia).Centrum Wsparcia (ITAKA) 800 70 2222 - bezpłatnie, 24/7, także czat/e-mail.

116 123 - pomoc dla osób dorosłych w kryzysie .

Jeśli wolisz linię „młodzieżową”: 116 111 (telefon/czat).

Wpisz te dane do telefonu i nie bój się skorzystać kiedy czujesz się gorzej.

 

Co tobie dolega, ale bez stawiania diagnozy? 

Da się w Twoim opisie zobaczyć kilka nakładających się mechanizmów, które często idą w parze.  Pierwszym jest huśtawka „pobudzenie → krach → odcięcie” To wygląda jak cykl, w którego skład wchodzą -tryb wysokiego pobudzenia (adrenalina, szybka motywacja, silne emocje, intensywne relacje, impulsywne myśli o śmierci), a potem przeciążenie,

i tryb odcięcia / zamrożenia: pustka, anhedonia (nic nie cieszy), wycofanie, spadek energii, „żyję jakby obok”. To nie musi oznaczać „lenistwa”. Bardzo często jest to reakcja układu nerwowego na przewlekły stres i lęk: kiedy nie da się już dłużej „ciągnąć na adrenalinie”, organizm przechodzi w oszczędzanie energii.

Drugie to są relacje jako „zapalnik”

Opis idealizowania („staje się święta”), a potem huśtawek, wybuchów i lęku przed bliskością pasuje do obrazu silnej wrażliwości interpersonalnej plus trudności w regulacji emocji. To bywa spotykane m.in. w zaburzeniach lękowych, po trudnych doświadczeniach rozwojowych/relacyjnych, przy cechach borderline, przy ADHD z dysregulacją emocji , ale tego nie da się można stwierdzić na podstawie postu. Ważne jest jedno. Jest to „uleczalne” umiejętnościami, szczególnie w terapiach skoncentrowanych na regulacji emocji i relacjach.

Trzecie to  fluoksetyna i odstawianie leku bez konsultacji pod nadzorem psychiatry  u części osób zmniejsza skrajne emocje, ale potrafi też dać efekt emocjonalnego spłycenia / apatii. Ty sama to podejrzewasz i to jest sensowny trop. Jeśli u kogoś występują epizody pobudzenia z małą potrzebą snu i „napędem”, lekarz zwykle chce wykluczyć spektrum CHAD, cyklotymii, bo wtedy sam SSRI może nie być najlepszym ustawieniem leczenia. To nie jest straszenie ale  to jest temat do spokojnej rozmowy z psychiatrą.

Co bym doradził jako psycholog ?

1) Zrób „pakiet informacji” na wizytę u psychiatry (to mega pomaga)

Na kartce/ w notatkach (krótko, w punktach): jak wyglądał tryb „wysokiego pobudzenia”: ile godzin snu, gonitwa myśli, impulsywność, wydatki/ryzyko, libido, tempo mowy, poczucie mocy, ile trwały te okresy i co je wyzwalało, co jest teraz: energia 0–10 opisać na skali czyli zero nie ma a 10 maksymalne pobudzenie, sen, apetyt, koncentracja, myśli o śmierci,

od kiedy fluoksetyna i w jakiej dawce, co się poprawiło, co pogorszyło.

Powiedz wprost: „Huśtawki mniejsze, ale czuję głębokie zgaszenie i anhedonię; mam też spokojne myśli o śmierci.” To jest ważna informacja klinicznie. Lekarz nie jest od tego, aby Cię wyśmiewać, albo krytykować, ale aby DAĆ WSPARCIE!!!

2) Jeśli terapia „nic nie dała”, to często znaczy: zły rodzaj albo zła relacja terapeutyczna

Przy tym, co opisujesz, zwykle najlepiej „celują”:

DBT (dialektyczno-behawioralna) w której pracuje się nad regulacją emocji, niekontrolowanych wybuchach , relacjach z otoczeniem czy myślami  "S", pomocna może być również terapia schematów, gdy rdzeniem są wzorce relacyjne i obraz siebie,

ACT , kiedy gdy dominuje pustka/anhedonia i utknięcie.

To nie jest reklama „kolejnej terapii”, tylko sugestia: możliwe, że miałaś terapię, która nie dotykała Twojego problemu narzędziowo.

3) „Lenistwo” zamień na test: minimalna aktywacja zamiast motywacji

Motywacja przy depresyjnym odcięciu prawie nigdy nie przychodzi „przed”. Ona przychodzi po małym działaniu. Propozycja na 7 dni (serio minimalistyczna):

codziennie jedna rzecz dla ciała:  na przykład 10 min spaceru / rozciągania,

- jedna rzecz dla otoczenia: 5 min sprzątania jednego kąta,

jedna rzecz dla przyszłości: 10 min nauki albo jeden e-mail w sprawie praktyk.

To ma być żenująco małe. Celem nie jest „ogarnąć życie”, tylko odmrozić układ nerwowy i odzyskać poczucie sprawczości.

4) W relacjach zastosuj proste „bezpieczniki”

Gdy łapiesz analizowanie gestów/słów znajomych: Stop: „To jest mój lęk, nie fakt.”

Jedna alternatywa: wymyśl jedno inne, neutralne wytłumaczenie (nie dziesięć).

Opóźnij reakcję o 24h zanim coś napiszesz/urwiesz kontakt.
To są mikro-umiejętności, ale potrafią radykalnie zmniejszyć huśtawki.

5) warto też wykluczyć „biologię zmęczenia”

Przy takim spadku energii dobrze, żeby lekarz rodzinny zlecił podstawy (tarczycę, morfologię, ferrytynę/żelazo, B12, wit. D) bo niedobory potrafią udawać „lenistwo”

Jedna rzecz, którą chcę żebyś usłyszała wprost. To, że mieszkasz z rodzicami, masz 50 zł i czujesz pustkę nie jest dowodem, że jesteś bezwartościowa. To jest opis Twojej aktualnej wydolności psychicznej. Depresja powoduje odcięcie robią z człowiekiem dokładnie to co napisałaś: zabierają sens, napęd i przyszłość z wyobraźni. Udaj się proszę do psychiatry, a zobaczysz że po pewnym czasie (leki nie działają od razu) poczujesz zmianę w myśleniu i działaniu. Rozważ również psychoterapię na NFZ, jeżeli nie masz środków finansowych. Oczywiście czekanie będzie trwało, ale do tego czasu będziesz pod opieką lekarza psychiatry. Inna możliwość to skorzystanie z terapii niskopłatnej. 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paweł Franczak

Paweł Franczak

Droga Zuzanno.
i ja, i inni specjaliści znajdziemy pewnie sto ciekawych analiz tego, co opisujesz, ale mam wrażenie, że nie potrzebujesz analiz, tylko psychoterapii. Nawet jeśli za pierwszym razem nie trafiłaś na właściwą osobę, nie znaczy to, że nie warto próbować.

 

I jeszcze jedno, co przyszło mi do głowy: skąd niby wiadomo, że po śmierci będzie łatwiej? Gdzie tak niby napisano?

 

Pozdrawiam,
Paweł Franczak

1 miesiąc temu
Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Zuzanno,

Dziękuję za podzielenie się swoim problemem, to musi być dla Pani naprawdę trudne...

Przede wszystkim, Pani problem nie jest głupi i jestem pewna, że istnieją podstawy do tego, aby czuła się Pani właśnie tak, jak się Pani czuje, ponieważ to nigdy nie bierze się znikąd. Objawy, które Pani opisuje wskazują na zaburzenia nastroju, natomiast aby postawić konkretną diagnozę, należałoby wziąć większą ilość informacji pod uwagę. Warto, aby jednak popracowała Pani nad tym z psychologiem lub terapeutą, aby znaleźć konkretne źródło/źródła problemów i pracować regularnie nad trudnościami oraz najlepszymi rozwiązaniami. Być może poprzedni terapeuta nie był odpowiedni dla Pani- tak czasem się zdarza. Ważnym jest, aby wiedziała Pani, że sama farmakoterapia nie wyleczy objawów, a może je jedynie złagodzić. Podstawową metodą leczenia takich zaburzeń jest psychoterapia, dlatego serdecznie Panią zachęcam do poszukania dla siebie odpowiedniego specjalisty. Warto zwrócić uwagę przy poszukiwaniach na to, czy w swojej ofercie specjalista jasno wskazuje, że pracuje z takimi właśnie obszarami. Warto również dopytać swojego psychiatrę, czy wskazuje na jakieś konkretne rozpoznanie chorobowe/diagnozę, wówczas także łatwiej będzie Pani dopasować specjalistę do współpracy.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

1 miesiąc temu
Dawid Bojarski

Dawid Bojarski

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo męczące doświadczenie i jednocześnie widać, że wkłada Pani dużo wysiłku w to, żeby to zrozumieć i „jakoś funkcjonować”.

Mocno zwraca uwagę język, jakim Pani o sobie myśli („pasożyt”, „leniwa”) - nasze myśli, mogą brzmieć jak fakty, ale nie muszą nimi być. Pomocne bywa krótkie pytanie: „Jakie mam dowody za i przeciw tej etykiecie?” — i tu sama Pani podaje informacje, które nie pasują do etykiety "nic nie robię” (np. stypendium, szukanie pomocy u psychiatry, próba terapii). Często problemem nie jest brak jakichkolwiek zasobów, tylko to, że przy gorszym stanie psychicznym umysł automatycznie je pomija albo umniejsza.

Jeżeli chodzi o to jak Pani czuje się po fluoksetynie (mniej huśtawek, ale więcej przygaszenia i braku energii), jest to ważny wątek do omówienia z psychiatrą. Taka rozmowa pomaga zdecydować, czy leczenie jest optymalnie dobrane i czy potrzebna jest korekta.

Na koniec: pisze Pani też o myślach o śmierci, braku istnienia i o tym, że „nic nie ma znaczenia”. Nawet jeśli nie ma Pani planów, warto opowiedzieć o tym wprost psychiatrze. Jeżeli poczuje Pani, że warto porozmawiać o tym co się dzieje to warto skorzystać również z darmowej pomocy z Centrum Wsparcia 800 70 2222 (działają całodobowo).

Dawid Bojarski, psycholog

1 miesiąc temu
Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry Pani Zuzanno,


Pani problem nie jest lenistwem ani brakiem charakteru. To wygląda na długotrwały problem regulacji emocji połączony z depresją i silnym wyczerpaniem psychicznym. Ten „spokój”, który Pani teraz czuje, nie jest zdrową ulgą, tylko emocjonalnym odrętwieniem, mechanizmem obronnym po latach przeciążenia, huśtawek nastroju i bardzo wysokich wymagań wobec siebie. Organizm jakby powiedział: „już nie dam rady czuć więcej”. Wcześniejszy tryb, intensywne emocje, idealizowanie ludzi, nagłe spadki, myśli o zniknięciu, bardzo przypomina niestabilność emocjonalną, a obecny stan to jej „druga strona”: wycofanie, pustka, brak sensu i energii. To ważny sygnał, żeby koniecznie wrócić do psychiatry wcześniej niż „za kilka miesięcy” i powiedzieć wprost o pustce, obojętności i myślach o śmierci w spokojnym tonie, to są objawy kliniczne, nie „filozofia życia”. Bardzo istotne: fakt, że Pani myśli o śmierci bez paniki, „logicznie”, z dystansem, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. To nadal są myśli depresyjne, tylko w formie zobojętnienia, a nie impulsu. Dobrze, że mówi Pani jasno, że nie planuje samobójstwa, ale ten stan wymaga realnej pomocy, a nie przeczekania. Terapia, która „nic nie dała”, mogła być niedopasowana, przy takich trudnościach często potrzebna jest terapia ukierunkowana na regulację emocji (np. DBT) lub pracę z długotrwałym poczuciem pustki i tożsamości, a nie tylko rozmowy. To, że udało się Pani napisać ten tekst, nie jest przypadkiem, to znak, że jakaś część Pani jednak jeszcze chce zrozumieć i nie zniknąć. Na teraz najważniejsze są trzy rzeczy: szybka konsultacja psychiatryczna z korektą leczenia, niepodejmowanie życiowych decyzji w tym stanie (rzucanie studiów, „przyjmowanie etykiety przegranej”), oraz potraktowanie siebie nie jak „pasożyta”, tylko jak osoby chorej, zmęczonej i przeciążonej od bardzo dawna. Z tym da się pracować, ale nie w samotności i nie siłą woli.
 

Pozdrawiam ciepło,

Weronika Wardzińska

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Witam. Mam 17 lat. Chcę iść do psychologa, bo wiem, że moje traktowanie samej siebie i myślenie o sobie jest destrukcyjne, nie radzę sobie z huśtawką emocjonalną i możliwe, że mam też ADHD
Witam. Mam 17 lat. Chcę iść do psychologa, bo wiem, że moje traktowanie samej siebie i myślenie o sobie jest destrukcyjne, nie radzę sobie z huśtawką emocjonalną i możliwe, że mam też ADHD. Moja mama tego nie rozumie i mówi, że mam nie przesadzać . Moje starania i rozmowy z nią na ten temat, nie pomogły. Nie pozwala mi iść na terapię, mówi, że mam poczekać do skończenia lat 18, co nadejdzie w październiku. Co mam robić?
Diagnoza, dokąd? Wszystko odczuwam mocniej. Zaburzenia sensoryczne.

Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji. 

Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania. 

Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.). 

W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę). 

Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą). 

Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy. 

Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).

 Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało. 

Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.

Witam.Nazywam się Dawid mam 24 lata
Witam.Nazywam się Dawid mam 24 lata.Nie pamiętam dokładnie od kiedy, ale chyba od początku szkoły podstawowej miałem problemy z myśleniem,koncetracją,pamięcią.Nie miałem swojego zdania , byłem wycofany , lękliwy , miałem problem z nawiązywaniem kontaktów z rówieśnikami (zależało od dnia).Gdy zapisałem się na karate, to wydawało mi się, że każdy się na mnie patrzy i się śmieje ze mnie albo mnie obgaduje, z tego powodu szybko rezygnowałem i tak uczęszczałem też na inne dyscypliny sportowe na "chwilę" , byłem też leniwy, przyznaję.Muszę zaznaczyć , że moja mama nadużywała alkoholu i cierpiałem bardzo z tego powodu , byłem przez nią gnębiony psychicznie przez to , że miałem bardzo duże problemy z nauką i inne powody , których nie pamiętam.W wieku 14 lat pierwszy raz zapaliłem marihuanę , którą paliłem niemal , że dzień w dzień przez 3 lata i w tym okresie raz wciągnął kreskę mefedronu oraz popijałem nie raz alkohol.Po 3 latach odstawiłem marihuanę na 1,5 roku , ale w tym czasie zacząłem pić dużo więcej alkoholu i wciągać więcej mefedronu.Po tym okresie wróciłem do marihuany , a tamte nałogi zostały.Gdy zażywałem w tym okresie niemal , że codziennie miał odczucie niepokoju, lęku , smutku , dalej braku swojego zdania , fobii do ludzi itd.W 2018 roku miałem jakiś okres przerwy od alkoholu i 4 miesiące przerwy od mefedronu , pojechałem do Holandii i tam zacząłem zażywać amfetaminę.Po około miesiącu zażywania amfetaminy wciągnąłem 2-3 gramy , a rano gdy się obudziłem dostałem bardzo silnych lęków , niepokoju.Wydawało mi się , że ludzie się na mnie patrzą podejrzanie, jakbym coś zrobił i ja myślałem , że coś zrobiłem , a do tego gość z którym mieszkałem w domku dziwnie dogadywał.Zacząłem spać na ulicy , bo bałem się wrócić na obiekt.W połowie grudnia wróciłem do Polski.Nic się nie zmieniło myślałem , że koledzy,mama chcą mnie zamordować itp.Straciłem z dnia na dzień wszystkich znajomych( z czasem z niektórymi coś tam gadałem , ale na dzień dzisiejszy poznałem nowe osoby , a ze starych znajomych to mam 1 kolegę)Cały czas odczuwałem ogromny strach,miałem depresje,myśli samobójcze,chciałem skoczyć z okna , ale nie potrafiłem.Chyba w marcu poszedłem do psychiatry , który przepisał mi Seronil i coś jeszcze , a ja dalej piłem alkohol i zażywałem mefedron.9 kwietnia 2019 roku odstawiłem wszystko , oprócz tabletek i czułem się lepiej (miałem lekkie lęki itd takie jak przed zażyciem jakiegokolwiek narkotyku) w październiku miałem jechać do Holandii z kolegą spoko fajnie i on mi nagle wysyła na facebook jakieś zdjęcie z opisem nie pamiętam dokładnie , ale coś w stylu "dzisiaj umrzesz" , dostałem takich lęków i niepokoju , ale pojechałem w takim stanie.W listopadzie 2019 roku zapaliłem marihuanę i po jakimś czasie miałem straszne paranoje , podsłuchiwałem, co gadają czy cos o mnie , jak ktoś szedł po schodach to otwierałem okno i chciałem skakać , bo myślałem , że zaraz ktoś wejdzie i mnie zabije.Wtedy też od listopada do 5 stycznia zjadłem około 5 kresek kokainy.Wróciłem do Polski i poszedłem do psychiatry gdzie została mi przepisana Olanzapina i lek na depresję ,które trochę pomogły i w kwietniu 2020 roku jak byłem w Niemczech pociągnąłem 3 machy z jointa.Po 3 tygodniach wróciłem do Polski i zacząłem palić dużo marihuany , a w czerwcu pojechałem do Holandii gdzie paliłem jeszcze więcej , zacząłem zażywać (wtedy pierwszy raz) MDMA przez 3 miesiące zjadłem około 50 tabletek.Czułem się dobrze naprawdę nie miałem lęków , nie pokoju , depresji , dobrze się dogadywałem z ludźmi , moja głowa myślała i umiała się skoncetrować.Niestety w tym okresie 3 miesięcznym , po 2,5 miesiącu dostałem znów ogromnych lęków , niepokoju itp. We wrześniu 2020 roku wróciłem do Polski i paliłem tylko marihuanę i czułem się w miarę okey , wróciłem do biegania i jazdy na rowerze oraz zacząłem morsować ,a 23 grudnia odstawiłem marihuanę i poszedłem do psychiatry.Znów zacząłem zażywać seronil oraz olanzapinę.W 2021 roku odbyłem 2 miesięczną terapię , która mnie bardzo postawiła na nogi , a w październiku zacząłem chodzić na mitingi i chodzę do teraz.Od 2,5 roku nie zażywam marihuany , a od 4 lat i 2 miesięcy alkoholu , czyli od 2,5 roku jestem całkowicie czysty i nie chce mi się zażywać , ale mam nie raz głody (zazwyczaj alkoholowe i nie raz na marihuanę , na nic innego).18 czerwca 2023 roku odstawiłem Olanzapinę za zgodą psychiatry i przez pierwsze 6-8 dni nie miałem żadnych leków ani nie pokoju , a 26 i 27 czerwca już tak i to dość silne, tyle jeśli chodzi i używki.Od 12/13 roku życia jestem uzależniony od masturbacji przez , którą mam niską samoocenę , lekką fobię do ludzi , ale nowo poznanych ,brak wiary w siebie i pewnie inne rzeczy.W 2022 roku udało mi się zachować abstynencję 2 miesiące , a w 2023 roku miałem abstynencję dwa razy po 5 dni i raz 7, a tak to 2-3 zawsze.Gdy chodziłem do psychiatry po tych mocnych problemach przez używki stwierdził psychozę paranoidalną i depresję.Chcę się zapisać na siłownię , bo przytyłem przez psychotropy , poznałem koleżankę i bardzo ją lubię itd i z tyłu głowy zostawiłem myśl , że chciałbym sobie z nią ułożyć życie , ale nie nakręcam się ma to , bo jak nie wyjdzie to skocze z okna...czasami mi się wydaje , że nie chce ze mną gadać , ale jak jej to powiedziałem to mówiła , że dała by mi znać gdyby tak było i przeszło mi trochę.Dalej mam ogromne problemy z myśleniem , koncentracją i pamięcią.Nigdy nie lubiłem czytać , bo mnie to nudziło , ale chyba głównym powodem było to , że ja w ogóle nie rozumiałem, co ja czytam i nic nie potrafiłem zapamiętać , ale chce zacząć na nowo to robić, może w końcu się uda.Odkąd jestem trzeźwy, mam więcej chęci do życia.Wierzę w Boga , ale jak mi przychodzą ciężkie stany na głowie, to powątpiewam.Modlitwa mi nie raz coś pomaga , nie raz w ogóle.Muzyka mnie wyciągnęła z wielu problemów , mam swojego idola i myślę , że gdyby nie on to już by mnie tu dawno nie było, ale już nie działa to jak kiedyś.Za nie długo się zapisuję na psychoterapię.Nie wiem co jeszcze mogę dodać może to , że od zawsze byłem bardzo słaby psychicznie.Proszę o jakąś pomoc.Z góry dziękuje i życzę wszystkiego dobrego.
Jak radzić sobie z sezonowymi zaburzeniami nastroju zimą? Terapia światłem, dieta i inne strategie
Zauważyłam, że każda zima przynosi ze sobą nie tylko chłód i krótsze dni, ale także pewne zmiany w moim samopoczuciu. Czuję, że sezonowe zaburzenia nastroju, o których tyle czytałam, stają się moim rzeczywistym problemem. Z każdym dniem coraz trudniej mi wstać rano z łóżka, a wieczorami czuję się przytłoczona i przygnębiona bez wyraźnego powodu. Wpływa to na moje codzienne funkcjonowanie i relacje z bliskimi. Zastanawiam się, jak skutecznie radzić sobie z tym stanem. Czy terapia światłem może być pomocna w przypadku takich zaburzeń nastroju? Jakie inne metody mogłyby przynieść ulgę podczas tych długich, zimowych miesięcy? Czy istnieją techniki terapeutyczne, które pomogłyby mi lepiej zarządzać moim nastrojem w tym okresie? Zastanawiam się, czy powinnam rozważyć suplementację witaminą D lub inne zmiany w diecie. Bardzo chciałabym otrzymać wskazówki, które pozwolą mi przetrwać zimę w lepszej formie psychicznej. Będę wdzięczna za wszelkie sugestie dotyczące terapii lub innych strategii, które mogą pomóc w walce z tymi sezonowymi zaburzeniami nastroju.
Jak radzić sobie z niską samooceną i stresem będąc DDA: poszukiwanie wsparcia i miłości
Tak całkiem szczerze to mam już naprawdę dość. Dość bycia silną, udając że daje sobie radę. Zakładam uśmiech i tłumie wszystko w sobie. Mam 20 lat i jestem DDA. Od lat zmagam się z niskim poczuciem własnej wartości, perfekcjonizmem, trybem przetwarzania i chronicznym stresem. Na samą myśl o moim obecnym życiu chce mi się płakać. Dalej mieszkam z rodzicami i widzę codziennie ich smutek, ich zmęczenie. A potem zaczynam obwiniać siebie, że przecież nie taka córkę chcieli. Chciałabym dać im więcej radości ale skąd mam ja brać. Studiuje, pracuje ale i tak czuje pustkę. Brakuje mi troski, wsparcia, miłości. I tak dorastam jako samotna dziewczynka w ciele 20latki.
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.