Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czuję się pozbawiona sensu i zdemotywowana - jak przerwać cykl emocjonalnego wypalenia?

W tym roku kończę 22 lata i mój problem jest trochę głupi, ale mimo to bardzo utrudnia mi życie. Chodzę na studia dzienne, jestem pasożytem i żyję na garnuszku rodziców. Zrobiłam sobie rok przerwy po maturze by tak bardzo bałam się podjąć złej decyzji i zmarnować sobie życia, że w końcu o ironio nic nie zrobiłam. Zawsze byłam bardzo ambitna i miałam wobec siebie ogromne wymagania. Ale jakoś od może roku wszystko straciło dla mnie znaczenie, nawet te rzeczy którymi się ekstremalnie stresowałam i nie mogłam się uspokoić miesiącami, teraz mogę być nazywana przez innym najgorszym śmieciem i bezwartościową osobą a mimo to nic nie czuję. Miałam od zawsze okresy gdzie sterowały mną bardzo silne emocje przez jakiś czas i zazwyczaj wiązało się to z konkretną relacją czy znajomością, ale zauważyłam że głębsze relacje, nawet przyjaźnie albo koleżankę, która nagle wydaje mi się idealna po kilku udanych rozmowach i w mojej głowie staje się święta, prowadzą zawsze do tego, że nie wytrzymuje psychicznie i mam niezłe huśtawki nastrojów i wybuchy. Próbowałam to jakoś zrozumieć na terapii, ale po zmarnowaniu na nią całego stypendium i nie potrafieniu znaleźć pracy nic mi ona nie dała. Więc z trybu wybuchowych emocji i adrenaliny wiążącej się z silnymi emocjami przechodzę w tryb izolacji, gdzie staram się nikogo do siebie nie dopuszczać z lęku, że będzie tak jak ostatnio. Pytanie kiedy znowu niespodziewanie mi się przełączy tryb na ten okropny... Eh problem polega ogólnie na tym, że albo mi się chce żyć i mogę zrobić wszystko pod wpływem adrenaliny i ogromnych emocji, jestem bardzo pobudzona i zmotywowana, pewna siebie albo wręcz przeciwnie teraz od kilku miesięcy tkwie w stanie by tylko jakoś przetrwać i odcinam się wręcz od faktu, że istnieje bo tak bardzo nienawidzę siebie i swojego życia ale już mi się nie chce nawet o tym myśleć i stresować. Wydaje mi się, że źródło problemu się nie zmieniło, ale co się zmieniło to forma w jakiej staram się funkcjonować i przetrwać. Chodzę do psychiatry regularnie od pół roku co kilka miesięcy i aktualnie biorę tylko fluoksetyne. Zauważyłam, że moje huśtawki nastrojów się prawie wyłączyły (chyba, że chodzi o zamyślanie się nad tym jak znajomi mogli zinterpretować najmniejsze slowo czy czynność jaką powiedziałam albo co ich najmniejszy gest symbolizuje pod ukryciem w stosunku do mnie). Za to czuję się jakbym wpadła w głęboką depresję. Nie mam motywacji ani siły ani energii na nic. Ledwo piszę ten post i jestem w szoku, że w ogóle udało mi się go napisać bo często czuję się tak bezsensu, że nie mam nawet siły komuś czegoś odpisać. Niby staram się jak mogę być na bieżąco ze studiami ale tak szczerze marzę o tym żeby je rzucić ale wiem, że jak je rzucę albo pójdę na jakiś inny kierunek to nic tym nie osiągnę bo wydaje mi się że nic mnie nie ucieszy w życiu ani nie zmotywuje. Ja chyba po prostu nie umiem się z niczego cieszyć. Tak jak wspominałam w tamtym trybie gdzie byłam emocjonalna myślałam o śmierci bardzo impulsywnie i emocjonalnie, albo kochałam życie i chciałam z niego jak najlepiej korzystać albo absolutnie chciałam zniknąć. Teraz za to wciąż myślę o śmierci ale zdecydowanie z ogromnym spokojem i tak jakbym się pogodziła już z tym, że i tak nigdy nic nie zrobię ze swoim życiem pożytecznego. Wiem, że tkwię w błędnym kole, ale starałam się jak mogłam zrobić cokolwiek żeby z niego wyjść odkąd pamiętam. Naprawdę od dziecka coś ze mną było nie tak, ale nieważne. Nie pamiętam nawet kiedy moje problemy się zaczęły bo już od przedszkola pamiętam jakie ogromne wyobcowanie bez powodu czułam. Nie wiem nawet dlaczego to piszę, może dlatego że jestem samotna albo po prostu muszę się wyżalić. Aktualnie też nie chce mi się płakać, a jeszcze jakieś pół roku temu płakałam codziennie i to bardzo dużo, lub kilka razy dziennie. No a teraz czuję się taka trochę przygaszona i nie płaczę prawie w ogóle, możliwe że to działanie leków ale tak naprawdę mam trochę wątpliwości czy one faktycznie na mnie jakoś działają, bo zawsze byłam taka w tym "cyklu" izolacji, że to tak nazwę. Więc albo się izoluję i nie czuję nic i niby jest ok, ale nic nie chce mi się robić ze sobą i nawet szukać pracy mimo że wiem że jestem w wieku gdzie powinnam natychmiastowo się ogarnąć i dbać o swoją przyszłość, ale nie. Mam 22 lata na karku, 50 zł na koncie, 0 marzeń, 0 chęci do czegokolwiek, jestem pasożytem, żyję z rodzicami, nie mam pracy i nawet nie umiem znaleźć praktyk, a może po prostu nie chce mi się ani pracować ani studiować, ani istnieć ani w ogóle nic, to trochę zabawne, ale czy można być aż tak leniwym człowiekiem jak ja? Kompletnie nic mnie nie interesuje, totalnie nic. Ale szczerze przynajmniej czuję przy tym wszystkim spokój i wolę to o wiele bardziej niż te wybuchy różnych randomowych emocji i wieczną niepewność, co będzie następne. Może o to chodzi, że ułożyłam sobie bezpieczną wizję przyszłości jako osoba która przegrała w życiu własnym lenistwem, brakiem zaangażowania i dyscypliny i dzięki temu czuję się spokojna, że już nie muszę się obawiać, że taka zostanę, gdy będę się starać, bo wystarczy się nie starać i wszystko jest łatwiejsze. Często myślę nad tym, czy śmierć tak naprawdę nie jest najłatwiejszą i najbardziej spokojną i przyjemną drogą na przyszłość, bo tak szczerze, no świat jest jaki jest i myślę, że to wręcz realistyczne, że nie chce żyć. Życie jest trudne, za ciężkie i zbyt wymagające dla mnie. Ludzie są potworami, wszystko jest nudne i nic mnie nie interesuje. Więc logicznie skoro nie widzę żadnych wartości w życiu, to dlaczego nie wybrać śmierci gdzie nie będę musiała się męczyć nawet z samą egzystencją, która mnie męczy bez powodu. Absolutnie nie planuję samobójstwa ani nic związanego z tym. Mam to gdzieś, nic mnie nie obchodzi, to czy umre też nie. Po prostu jestem i mnie nie ma i nawet już nie interesuje mnie co się ze mną stanie. Nie interesuje mnie już mój los ani moja przyszłość, mimo ze tak niedawno dostawałam ataków paniki na samą myśl jak niszczę sobie swoje życie i dlatego że nic nie robie itd. Czym może być mój problem? Byłabym bardzo wdzięczna za jakąś ciekawą analizę moich problemów i ogólnie nie wiem czego chce sama. Lubię po prostu czytać co ktoś o mnie myśli i jak postrzega moją egzystencję. Dziękuję za poświęcony czas i za odpowiedzi, jeśli będą! Jestem naprawdę w szoku, że chciało mi się w ogóle coś zrobić (napisać taki długi wpis)
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Witaj. To, co opisujesz, wcale nie brzmi „głupio” ale brzmi jak bardzo męczący, wieloletni sposób przetrwania, który w ostatnich miesiącach wszedł w fazę „zamrożenia”. I to, że umiałaś to tak precyzyjnie opisać, jest już jakąś formą kontaktu z sobą (nawet jeśli emocjonalnie czujesz pustkę). Na początek jedna ważna rzecz bezpieczeństwa: piszesz, że nie planujesz samobójstwa, ale myśli o śmierci są obecne i „spokojne”. To nadal jest sygnał, że jesteś w kryzysie i warto mieć pod ręką szybkie wsparcie, gdyby cokolwiek się nasiliło.

112 – gdy czujesz, że możesz nie dać rady utrzymać bezpieczeństwa (zagrożenie życia/zdrowia).Centrum Wsparcia (ITAKA) 800 70 2222 - bezpłatnie, 24/7, także czat/e-mail.

116 123 - pomoc dla osób dorosłych w kryzysie .

Jeśli wolisz linię „młodzieżową”: 116 111 (telefon/czat).

Wpisz te dane do telefonu i nie bój się skorzystać kiedy czujesz się gorzej.

 

Co tobie dolega, ale bez stawiania diagnozy? 

Da się w Twoim opisie zobaczyć kilka nakładających się mechanizmów, które często idą w parze.  Pierwszym jest huśtawka „pobudzenie → krach → odcięcie” To wygląda jak cykl, w którego skład wchodzą -tryb wysokiego pobudzenia (adrenalina, szybka motywacja, silne emocje, intensywne relacje, impulsywne myśli o śmierci), a potem przeciążenie,

i tryb odcięcia / zamrożenia: pustka, anhedonia (nic nie cieszy), wycofanie, spadek energii, „żyję jakby obok”. To nie musi oznaczać „lenistwa”. Bardzo często jest to reakcja układu nerwowego na przewlekły stres i lęk: kiedy nie da się już dłużej „ciągnąć na adrenalinie”, organizm przechodzi w oszczędzanie energii.

Drugie to są relacje jako „zapalnik”

Opis idealizowania („staje się święta”), a potem huśtawek, wybuchów i lęku przed bliskością pasuje do obrazu silnej wrażliwości interpersonalnej plus trudności w regulacji emocji. To bywa spotykane m.in. w zaburzeniach lękowych, po trudnych doświadczeniach rozwojowych/relacyjnych, przy cechach borderline, przy ADHD z dysregulacją emocji , ale tego nie da się można stwierdzić na podstawie postu. Ważne jest jedno. Jest to „uleczalne” umiejętnościami, szczególnie w terapiach skoncentrowanych na regulacji emocji i relacjach.

Trzecie to  fluoksetyna i odstawianie leku bez konsultacji pod nadzorem psychiatry  u części osób zmniejsza skrajne emocje, ale potrafi też dać efekt emocjonalnego spłycenia / apatii. Ty sama to podejrzewasz i to jest sensowny trop. Jeśli u kogoś występują epizody pobudzenia z małą potrzebą snu i „napędem”, lekarz zwykle chce wykluczyć spektrum CHAD, cyklotymii, bo wtedy sam SSRI może nie być najlepszym ustawieniem leczenia. To nie jest straszenie ale  to jest temat do spokojnej rozmowy z psychiatrą.

Co bym doradził jako psycholog ?

1) Zrób „pakiet informacji” na wizytę u psychiatry (to mega pomaga)

Na kartce/ w notatkach (krótko, w punktach): jak wyglądał tryb „wysokiego pobudzenia”: ile godzin snu, gonitwa myśli, impulsywność, wydatki/ryzyko, libido, tempo mowy, poczucie mocy, ile trwały te okresy i co je wyzwalało, co jest teraz: energia 0–10 opisać na skali czyli zero nie ma a 10 maksymalne pobudzenie, sen, apetyt, koncentracja, myśli o śmierci,

od kiedy fluoksetyna i w jakiej dawce, co się poprawiło, co pogorszyło.

Powiedz wprost: „Huśtawki mniejsze, ale czuję głębokie zgaszenie i anhedonię; mam też spokojne myśli o śmierci.” To jest ważna informacja klinicznie. Lekarz nie jest od tego, aby Cię wyśmiewać, albo krytykować, ale aby DAĆ WSPARCIE!!!

2) Jeśli terapia „nic nie dała”, to często znaczy: zły rodzaj albo zła relacja terapeutyczna

Przy tym, co opisujesz, zwykle najlepiej „celują”:

DBT (dialektyczno-behawioralna) w której pracuje się nad regulacją emocji, niekontrolowanych wybuchach , relacjach z otoczeniem czy myślami  "S", pomocna może być również terapia schematów, gdy rdzeniem są wzorce relacyjne i obraz siebie,

ACT , kiedy gdy dominuje pustka/anhedonia i utknięcie.

To nie jest reklama „kolejnej terapii”, tylko sugestia: możliwe, że miałaś terapię, która nie dotykała Twojego problemu narzędziowo.

3) „Lenistwo” zamień na test: minimalna aktywacja zamiast motywacji

Motywacja przy depresyjnym odcięciu prawie nigdy nie przychodzi „przed”. Ona przychodzi po małym działaniu. Propozycja na 7 dni (serio minimalistyczna):

codziennie jedna rzecz dla ciała:  na przykład 10 min spaceru / rozciągania,

- jedna rzecz dla otoczenia: 5 min sprzątania jednego kąta,

jedna rzecz dla przyszłości: 10 min nauki albo jeden e-mail w sprawie praktyk.

To ma być żenująco małe. Celem nie jest „ogarnąć życie”, tylko odmrozić układ nerwowy i odzyskać poczucie sprawczości.

4) W relacjach zastosuj proste „bezpieczniki”

Gdy łapiesz analizowanie gestów/słów znajomych: Stop: „To jest mój lęk, nie fakt.”

Jedna alternatywa: wymyśl jedno inne, neutralne wytłumaczenie (nie dziesięć).

Opóźnij reakcję o 24h zanim coś napiszesz/urwiesz kontakt.
To są mikro-umiejętności, ale potrafią radykalnie zmniejszyć huśtawki.

5) warto też wykluczyć „biologię zmęczenia”

Przy takim spadku energii dobrze, żeby lekarz rodzinny zlecił podstawy (tarczycę, morfologię, ferrytynę/żelazo, B12, wit. D) bo niedobory potrafią udawać „lenistwo”

Jedna rzecz, którą chcę żebyś usłyszała wprost. To, że mieszkasz z rodzicami, masz 50 zł i czujesz pustkę nie jest dowodem, że jesteś bezwartościowa. To jest opis Twojej aktualnej wydolności psychicznej. Depresja powoduje odcięcie robią z człowiekiem dokładnie to co napisałaś: zabierają sens, napęd i przyszłość z wyobraźni. Udaj się proszę do psychiatry, a zobaczysz że po pewnym czasie (leki nie działają od razu) poczujesz zmianę w myśleniu i działaniu. Rozważ również psychoterapię na NFZ, jeżeli nie masz środków finansowych. Oczywiście czekanie będzie trwało, ale do tego czasu będziesz pod opieką lekarza psychiatry. Inna możliwość to skorzystanie z terapii niskopłatnej. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paweł Franczak

Paweł Franczak

Droga Zuzanno.
i ja, i inni specjaliści znajdziemy pewnie sto ciekawych analiz tego, co opisujesz, ale mam wrażenie, że nie potrzebujesz analiz, tylko psychoterapii. Nawet jeśli za pierwszym razem nie trafiłaś na właściwą osobę, nie znaczy to, że nie warto próbować.

 

I jeszcze jedno, co przyszło mi do głowy: skąd niby wiadomo, że po śmierci będzie łatwiej? Gdzie tak niby napisano?

 

Pozdrawiam,
Paweł Franczak

Zuzanna Zbieralska

Zuzanna Zbieralska

Pani Zuzanno,

Dziękuję za podzielenie się swoim problemem, to musi być dla Pani naprawdę trudne...

Przede wszystkim, Pani problem nie jest głupi i jestem pewna, że istnieją podstawy do tego, aby czuła się Pani właśnie tak, jak się Pani czuje, ponieważ to nigdy nie bierze się znikąd. Objawy, które Pani opisuje wskazują na zaburzenia nastroju, natomiast aby postawić konkretną diagnozę, należałoby wziąć większą ilość informacji pod uwagę. Warto, aby jednak popracowała Pani nad tym z psychologiem lub terapeutą, aby znaleźć konkretne źródło/źródła problemów i pracować regularnie nad trudnościami oraz najlepszymi rozwiązaniami. Być może poprzedni terapeuta nie był odpowiedni dla Pani- tak czasem się zdarza. Ważnym jest, aby wiedziała Pani, że sama farmakoterapia nie wyleczy objawów, a może je jedynie złagodzić. Podstawową metodą leczenia takich zaburzeń jest psychoterapia, dlatego serdecznie Panią zachęcam do poszukania dla siebie odpowiedniego specjalisty. Warto zwrócić uwagę przy poszukiwaniach na to, czy w swojej ofercie specjalista jasno wskazuje, że pracuje z takimi właśnie obszarami. Warto również dopytać swojego psychiatrę, czy wskazuje na jakieś konkretne rozpoznanie chorobowe/diagnozę, wówczas także łatwiej będzie Pani dopasować specjalistę do współpracy.

 

Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,

Zuzanna Zbieralska, psycholożka

Dawid Bojarski

Dawid Bojarski

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo męczące doświadczenie i jednocześnie widać, że wkłada Pani dużo wysiłku w to, żeby to zrozumieć i „jakoś funkcjonować”.

Mocno zwraca uwagę język, jakim Pani o sobie myśli („pasożyt”, „leniwa”) - nasze myśli, mogą brzmieć jak fakty, ale nie muszą nimi być. Pomocne bywa krótkie pytanie: „Jakie mam dowody za i przeciw tej etykiecie?” — i tu sama Pani podaje informacje, które nie pasują do etykiety "nic nie robię” (np. stypendium, szukanie pomocy u psychiatry, próba terapii). Często problemem nie jest brak jakichkolwiek zasobów, tylko to, że przy gorszym stanie psychicznym umysł automatycznie je pomija albo umniejsza.

Jeżeli chodzi o to jak Pani czuje się po fluoksetynie (mniej huśtawek, ale więcej przygaszenia i braku energii), jest to ważny wątek do omówienia z psychiatrą. Taka rozmowa pomaga zdecydować, czy leczenie jest optymalnie dobrane i czy potrzebna jest korekta.

Na koniec: pisze Pani też o myślach o śmierci, braku istnienia i o tym, że „nic nie ma znaczenia”. Nawet jeśli nie ma Pani planów, warto opowiedzieć o tym wprost psychiatrze. Jeżeli poczuje Pani, że warto porozmawiać o tym co się dzieje to warto skorzystać również z darmowej pomocy z Centrum Wsparcia 800 70 2222 (działają całodobowo).

Dawid Bojarski, psycholog

Weronika Wardzińska

Weronika Wardzińska

Dzień dobry Pani Zuzanno,


Pani problem nie jest lenistwem ani brakiem charakteru. To wygląda na długotrwały problem regulacji emocji połączony z depresją i silnym wyczerpaniem psychicznym. Ten „spokój”, który Pani teraz czuje, nie jest zdrową ulgą, tylko emocjonalnym odrętwieniem, mechanizmem obronnym po latach przeciążenia, huśtawek nastroju i bardzo wysokich wymagań wobec siebie. Organizm jakby powiedział: „już nie dam rady czuć więcej”. Wcześniejszy tryb, intensywne emocje, idealizowanie ludzi, nagłe spadki, myśli o zniknięciu, bardzo przypomina niestabilność emocjonalną, a obecny stan to jej „druga strona”: wycofanie, pustka, brak sensu i energii. To ważny sygnał, żeby koniecznie wrócić do psychiatry wcześniej niż „za kilka miesięcy” i powiedzieć wprost o pustce, obojętności i myślach o śmierci w spokojnym tonie, to są objawy kliniczne, nie „filozofia życia”. Bardzo istotne: fakt, że Pani myśli o śmierci bez paniki, „logicznie”, z dystansem, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. To nadal są myśli depresyjne, tylko w formie zobojętnienia, a nie impulsu. Dobrze, że mówi Pani jasno, że nie planuje samobójstwa, ale ten stan wymaga realnej pomocy, a nie przeczekania. Terapia, która „nic nie dała”, mogła być niedopasowana, przy takich trudnościach często potrzebna jest terapia ukierunkowana na regulację emocji (np. DBT) lub pracę z długotrwałym poczuciem pustki i tożsamości, a nie tylko rozmowy. To, że udało się Pani napisać ten tekst, nie jest przypadkiem, to znak, że jakaś część Pani jednak jeszcze chce zrozumieć i nie zniknąć. Na teraz najważniejsze są trzy rzeczy: szybka konsultacja psychiatryczna z korektą leczenia, niepodejmowanie życiowych decyzji w tym stanie (rzucanie studiów, „przyjmowanie etykiety przegranej”), oraz potraktowanie siebie nie jak „pasożyta”, tylko jak osoby chorej, zmęczonej i przeciążonej od bardzo dawna. Z tym da się pracować, ale nie w samotności i nie siłą woli.
 

Pozdrawiam ciepło,

Weronika Wardzińska

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Obawy przed oświadczynami po 10 latach związku
Witam, jestem z moją dziewczyną ~ 10 lat i mam problem co robić dalej. Ona by chciała abym się jej oświadczył natomiast ja mam do tego obawy i nie wiem czy chce na razie tych oświadczyn. Nie jestem w stanie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy jestem z odpowiednią dla siebie osobą. Przez jakiś czas dostrzegam w tym związku więcej irytujących mnie rzeczy. Jestem ogólnie osobą w miarę dokładną i staranną, a moja partnerka mam wrażenie, że najlepiej robiłaby niektóre rzeczy z użyciem najmniejszej ilości energii i czasu. Często prosi mnie o pomoc w różnych sytuacjach, czy to jakieś pytanie, czy to fizyczna pomoc, gdzie odnoszę wrażenie, że sama powinna takie rzeczy rozwiązywać. Nie raz nawet nie spróbuje tylko od razu stwierdza, że się nie da i tyle, gdzie potem ja jej udowadniam, że się da i wystarczy tylko spróbować. Ogólnie jest osobą dość wrażliwą emocjonalnie, bardzo łatwo jej przychodzi płakać, panikować czy też wyolbrzymiać pewne sytuacje, gdzie ja jestem bardziej stonowany i bardziej duszę w sobie emocje. Nie wiem, czy jestem już wypalony tym związkiem, czy potrzebuję faktycznie kogoś innego. Być może ktoś miał podobne spostrzeżenia w swoim związku. Z jednej strony mam takie coś, że ciekawie byłoby spróbować znowu być singlem i zacząć się spotykać z innymi, a z drugiej strony obawiam się, że będę żałować tego co zrobiłem.
Jak poradzić sobie z emocjonalnym kryzysem po zakończeniu relacji online i odzyskać pewność siebie?

Witam,

Jestem mężczyzną w wieku 32 lat. Dodaję ten wpis z poczuciem całkowitej bezradności. Na portalu randkowym poznałem wartościową kobietę (ma 26 lat), skończyła studia magisterskie, ma dobrą pracę i mnóstwo pozytywnej energii. 

Mieliśmy wspólne poglądy i zainteresowania, był wspaniały kontakt, nasze marzenia i plany idealnie się pokrywały. 

Nie przeszkadzały jej moje wady, które szczegółowo opisałem. Pomimo tego, że przez miesiąc tylko pisaliśmy i rozmawialiśmy przez telefon, wprowadziła do mojego życia mnóstwo świeżości, sensu, dowartościowała mnie. 

Wróciłem do sportu, który znów zaczął mnie cieszyć. 

Zapisałem się na kursy, które odwlekałem w czasie. Zacząłem się uczyć, aby za rok rozpocząć studia. Znajomi i rodzina zauważyli zmianę i komunikowali mi, że jestem lepszą wersją siebie, wesoły, pełny pozytywnej energii. Tydzień przed spotkaniem, które sam zaproponowałem zaczęły nachodzić mnie negatywne myśli typu - co ja mogę jej zaoferować, nic nie osiągnąłem, zarabiam poniżej średniej krajowej, nie mam nawet samochodu, nie podróżuje jak ona itp. Do tego doszły inne problemy i stwierdziłem, że lepiej będzie dla niej, gdy urwę kontakt, bo to nie będzie miało sensu przetrwać. Przestałem się odzywać, ona też się nie narzucała. Niecały tydzień milczenia był dla mnie emocjonalną męczarnią. Myślałem nieustannie o naszej relacji i dostrzegłem jakieś światełko w tunelu, że może jak się zepnę i nadgonię kilka rzeczy, to może się to udać. Odezwałem się do niej dzień po zaplanowanym spotkaniu, do którego nie doszło. 

Napisałem, że sporo się działo, bo nie chciałem się przyznać do swoich uczuć. Napisała, że ta przerwa była dla niej wymowna, nie wie, co ma myśleć, ale raczej już nie zobaczy w tej relacji nic głębszego. Pomimo obaw, że wyjdę na desperata, przez tydzień próbowałem pokazać swoje intencje i zaangażowanie. 

Nie chciałem jej zamęczać, więc powiedziałem, że przyjadę do jej miasta jutro, na chociaż krótką rozmowę. Nie chciała, ale udało mi się ją namówić. Przed spotkaniem byłem dobrze nastawiony, ale gdy ją zobaczyłem na żywo i usłyszałem "mam max. godzinę", cała moja pewność siebie zgasła. 

Nie potrafiłem omijać drażliwego tematu, powtarzałem teksty i moje tłumaczenia z sms-ów.

Dopiero przez ostatnie 20-30 minut weszliśmy na jakieś zwykłe tematy. Na koniec zapytałem, czy coś już wie? Odpowiedziała, że się odezwie. Napisała po dwóch dniach, że przemyślała to, i (w dużym skrócie) chce odpuścić dalszy kontakt. 

Jako powód podała odległość. Napisałem, że jeśli tak uważa, to dziękuję za poświęcony czas itd. Od tamtej pory wpadłem znów w dawny tryb. Chodzę codziennie przygnębiony, nie uprawiam sportu, kursy odpuściłem, czuję się strasznie. 

Nie mam energii, żeby zrobić coś konstruktywnego ze sobą. 

Nie mogę się skupić. Rano ledwo zwlekam się z łóżka. 

Mam wrażenie, że straciłem szansę na udany związek i to na własne życzenie. Nie wiem, skąd biorą się te myśli, że jestem gorszy, że nie zasługuję na wartościową kobietę. 

Nie wiem, czy taką relację da się jeszcze naprawić. 

Chciałbym teraz skupić się na rozwoju, na budowaniu siebie, ale te czarne myśli w mojej głowie nie pozwalają mi nawet otworzyć laptopa. Nie wiem, czy to normalne, żeby w tak krótkim czasie poczuć tak silną więź z kimś poznanym w internecie. 

Niby podobam się kobietom, często bywałem na udanych randkach, ale ta konkretna wydawała się w końcu tą właściwą. Może to mnie przestraszyło. Co mogę zrobić, żeby znów zacząć normalnie żyć, odważyć się postawić na własny rozwój, nie zmagać się z destrukcyjnymi myślami? 

Bardzo proszę o jakieś porady.

Jak wygląda depresja?
Jak wygląda depresja?
Partner po 9 latach związku nagle zrywa: czy depresja ma wpływ na jego stan i czy jest szansa na powrót?

Od 17 marca do 6 czerwca byłam na kursie oficerskim. Przed nim było okej, ale kłóciliśmy się dość często z partnerem – byliśmy razem 9 lat. Od połowy maja był dziwny w sensie, że dużo spał, nie chciał jeść. Myślałam, że jest zmęczony, bo pracuje na delegacje. A i wspomnę, że w piątki zaczął wracać po alkoholu.

Na kursie bardzo często wracałam tylko na jeden dzień i większość czasu się kłóciliśmy, bo nie rozumiałam, co się z nim dzieje. Zresztą ja byłam zmęczona i nie potrafiłam powiedzieć, o co mi chodziło. Na kursie w kwietniu robił mi sceny zazdrości i mówił, że mnie kocha i chce mnie mieć, i że nie wie, co to miłość, ale tak po prostu czuje.

6 czerwca skończyłam kurs – to był piątek. W niedzielę pojechaliśmy na obiad do restauracji. Chciałam go złapać za rękę, ale nie chciał, stwierdził, że nie czuje potrzeby. 19 czerwca pojechaliśmy na wakacje, gdzie było widać, że coś jest nie tak. Zaczął pisać z dziewczyną o swoim stanie, cały czas w telefonie, i nagle na wakacjach ze mną zerwał.

Do mojej mamy napisał, że ma depresję albo coś innego i chce sam sobie poradzić, że nie ma chęci i radości do życia, i po co ma niszczyć komuś życie. Teraz ciągle powtarza, że chce być sam i że nie patrzy na przyszłość, jest dla mnie zdystansowany i że to koniec na zawsze. Mówi, żebym zajęła się sobą i że jemu jest dobrze samemu. Powiedział też, że mnie szczerze kochał, a teraz nie kocha niczego. I że jak jest sam, to wreszcie może żyć normalnie i stara się to robić. Nie chce przerwy, nie chce niczego – chce być sam.

Co to za stan i czy będzie szansa na powrót do siebie?

Jak zachować spokój i nie popadać w skrajną agresję i nie obwiniać się o swoje ja?
Jak zachować spokój i nie popadać w skrajną agresję i nie obwiniać się o swoje ja?
zaburzenia emocjonalne 1

Zaburzenia emocjonalne - przyczyny, objawy i metody leczenia

Zaburzenia emocjonalne to poważne problemy psychiczne wpływające na jakość życia. Kluczowe jest zrozumienie ich przyczyn, objawów i metod leczenia, aby skutecznie wspierać osoby, które się z nimi zmagają. Sprawdź, jak sobie z nimi radzić!