- Strona główna
- Forum
- zaburzenia nastroju
- Czuję się...
Czuję się pozbawiona sensu i zdemotywowana - jak przerwać cykl emocjonalnego wypalenia?
Zuzanna
Piotr Ziomber
Witaj. To, co opisujesz, wcale nie brzmi „głupio” ale brzmi jak bardzo męczący, wieloletni sposób przetrwania, który w ostatnich miesiącach wszedł w fazę „zamrożenia”. I to, że umiałaś to tak precyzyjnie opisać, jest już jakąś formą kontaktu z sobą (nawet jeśli emocjonalnie czujesz pustkę). Na początek jedna ważna rzecz bezpieczeństwa: piszesz, że nie planujesz samobójstwa, ale myśli o śmierci są obecne i „spokojne”. To nadal jest sygnał, że jesteś w kryzysie i warto mieć pod ręką szybkie wsparcie, gdyby cokolwiek się nasiliło.
112 – gdy czujesz, że możesz nie dać rady utrzymać bezpieczeństwa (zagrożenie życia/zdrowia).Centrum Wsparcia (ITAKA) 800 70 2222 - bezpłatnie, 24/7, także czat/e-mail.
116 123 - pomoc dla osób dorosłych w kryzysie .
Jeśli wolisz linię „młodzieżową”: 116 111 (telefon/czat).
Wpisz te dane do telefonu i nie bój się skorzystać kiedy czujesz się gorzej.
Co tobie dolega, ale bez stawiania diagnozy?
Da się w Twoim opisie zobaczyć kilka nakładających się mechanizmów, które często idą w parze. Pierwszym jest huśtawka „pobudzenie → krach → odcięcie” To wygląda jak cykl, w którego skład wchodzą -tryb wysokiego pobudzenia (adrenalina, szybka motywacja, silne emocje, intensywne relacje, impulsywne myśli o śmierci), a potem przeciążenie,
i tryb odcięcia / zamrożenia: pustka, anhedonia (nic nie cieszy), wycofanie, spadek energii, „żyję jakby obok”. To nie musi oznaczać „lenistwa”. Bardzo często jest to reakcja układu nerwowego na przewlekły stres i lęk: kiedy nie da się już dłużej „ciągnąć na adrenalinie”, organizm przechodzi w oszczędzanie energii.
Drugie to są relacje jako „zapalnik”
Opis idealizowania („staje się święta”), a potem huśtawek, wybuchów i lęku przed bliskością pasuje do obrazu silnej wrażliwości interpersonalnej plus trudności w regulacji emocji. To bywa spotykane m.in. w zaburzeniach lękowych, po trudnych doświadczeniach rozwojowych/relacyjnych, przy cechach borderline, przy ADHD z dysregulacją emocji , ale tego nie da się można stwierdzić na podstawie postu. Ważne jest jedno. Jest to „uleczalne” umiejętnościami, szczególnie w terapiach skoncentrowanych na regulacji emocji i relacjach.
Trzecie to fluoksetyna i odstawianie leku bez konsultacji pod nadzorem psychiatry u części osób zmniejsza skrajne emocje, ale potrafi też dać efekt emocjonalnego spłycenia / apatii. Ty sama to podejrzewasz i to jest sensowny trop. Jeśli u kogoś występują epizody pobudzenia z małą potrzebą snu i „napędem”, lekarz zwykle chce wykluczyć spektrum CHAD, cyklotymii, bo wtedy sam SSRI może nie być najlepszym ustawieniem leczenia. To nie jest straszenie ale to jest temat do spokojnej rozmowy z psychiatrą.
Co bym doradził jako psycholog ?
1) Zrób „pakiet informacji” na wizytę u psychiatry (to mega pomaga)
Na kartce/ w notatkach (krótko, w punktach): jak wyglądał tryb „wysokiego pobudzenia”: ile godzin snu, gonitwa myśli, impulsywność, wydatki/ryzyko, libido, tempo mowy, poczucie mocy, ile trwały te okresy i co je wyzwalało, co jest teraz: energia 0–10 opisać na skali czyli zero nie ma a 10 maksymalne pobudzenie, sen, apetyt, koncentracja, myśli o śmierci,
od kiedy fluoksetyna i w jakiej dawce, co się poprawiło, co pogorszyło.
Powiedz wprost: „Huśtawki mniejsze, ale czuję głębokie zgaszenie i anhedonię; mam też spokojne myśli o śmierci.” To jest ważna informacja klinicznie. Lekarz nie jest od tego, aby Cię wyśmiewać, albo krytykować, ale aby DAĆ WSPARCIE!!!
2) Jeśli terapia „nic nie dała”, to często znaczy: zły rodzaj albo zła relacja terapeutyczna
Przy tym, co opisujesz, zwykle najlepiej „celują”:
DBT (dialektyczno-behawioralna) w której pracuje się nad regulacją emocji, niekontrolowanych wybuchach , relacjach z otoczeniem czy myślami "S", pomocna może być również terapia schematów, gdy rdzeniem są wzorce relacyjne i obraz siebie,
ACT , kiedy gdy dominuje pustka/anhedonia i utknięcie.
To nie jest reklama „kolejnej terapii”, tylko sugestia: możliwe, że miałaś terapię, która nie dotykała Twojego problemu narzędziowo.
3) „Lenistwo” zamień na test: minimalna aktywacja zamiast motywacji
Motywacja przy depresyjnym odcięciu prawie nigdy nie przychodzi „przed”. Ona przychodzi po małym działaniu. Propozycja na 7 dni (serio minimalistyczna):
codziennie jedna rzecz dla ciała: na przykład 10 min spaceru / rozciągania,
- jedna rzecz dla otoczenia: 5 min sprzątania jednego kąta,
jedna rzecz dla przyszłości: 10 min nauki albo jeden e-mail w sprawie praktyk.
To ma być żenująco małe. Celem nie jest „ogarnąć życie”, tylko odmrozić układ nerwowy i odzyskać poczucie sprawczości.
4) W relacjach zastosuj proste „bezpieczniki”
Gdy łapiesz analizowanie gestów/słów znajomych: Stop: „To jest mój lęk, nie fakt.”
Jedna alternatywa: wymyśl jedno inne, neutralne wytłumaczenie (nie dziesięć).
Opóźnij reakcję o 24h zanim coś napiszesz/urwiesz kontakt.
To są mikro-umiejętności, ale potrafią radykalnie zmniejszyć huśtawki.
5) warto też wykluczyć „biologię zmęczenia”
Przy takim spadku energii dobrze, żeby lekarz rodzinny zlecił podstawy (tarczycę, morfologię, ferrytynę/żelazo, B12, wit. D) bo niedobory potrafią udawać „lenistwo”
Jedna rzecz, którą chcę żebyś usłyszała wprost. To, że mieszkasz z rodzicami, masz 50 zł i czujesz pustkę nie jest dowodem, że jesteś bezwartościowa. To jest opis Twojej aktualnej wydolności psychicznej. Depresja powoduje odcięcie robią z człowiekiem dokładnie to co napisałaś: zabierają sens, napęd i przyszłość z wyobraźni. Udaj się proszę do psychiatry, a zobaczysz że po pewnym czasie (leki nie działają od razu) poczujesz zmianę w myśleniu i działaniu. Rozważ również psychoterapię na NFZ, jeżeli nie masz środków finansowych. Oczywiście czekanie będzie trwało, ale do tego czasu będziesz pod opieką lekarza psychiatry. Inna możliwość to skorzystanie z terapii niskopłatnej.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Paweł Franczak
Droga Zuzanno.
i ja, i inni specjaliści znajdziemy pewnie sto ciekawych analiz tego, co opisujesz, ale mam wrażenie, że nie potrzebujesz analiz, tylko psychoterapii. Nawet jeśli za pierwszym razem nie trafiłaś na właściwą osobę, nie znaczy to, że nie warto próbować.
I jeszcze jedno, co przyszło mi do głowy: skąd niby wiadomo, że po śmierci będzie łatwiej? Gdzie tak niby napisano?
Pozdrawiam,
Paweł Franczak
Zuzanna Zbieralska
Pani Zuzanno,
Dziękuję za podzielenie się swoim problemem, to musi być dla Pani naprawdę trudne...
Przede wszystkim, Pani problem nie jest głupi i jestem pewna, że istnieją podstawy do tego, aby czuła się Pani właśnie tak, jak się Pani czuje, ponieważ to nigdy nie bierze się znikąd. Objawy, które Pani opisuje wskazują na zaburzenia nastroju, natomiast aby postawić konkretną diagnozę, należałoby wziąć większą ilość informacji pod uwagę. Warto, aby jednak popracowała Pani nad tym z psychologiem lub terapeutą, aby znaleźć konkretne źródło/źródła problemów i pracować regularnie nad trudnościami oraz najlepszymi rozwiązaniami. Być może poprzedni terapeuta nie był odpowiedni dla Pani- tak czasem się zdarza. Ważnym jest, aby wiedziała Pani, że sama farmakoterapia nie wyleczy objawów, a może je jedynie złagodzić. Podstawową metodą leczenia takich zaburzeń jest psychoterapia, dlatego serdecznie Panią zachęcam do poszukania dla siebie odpowiedniego specjalisty. Warto zwrócić uwagę przy poszukiwaniach na to, czy w swojej ofercie specjalista jasno wskazuje, że pracuje z takimi właśnie obszarami. Warto również dopytać swojego psychiatrę, czy wskazuje na jakieś konkretne rozpoznanie chorobowe/diagnozę, wówczas także łatwiej będzie Pani dopasować specjalistę do współpracy.
Trzymam kciuki i pozdrawiam ciepło,
Zuzanna Zbieralska, psycholożka
Dawid Bojarski
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo męczące doświadczenie i jednocześnie widać, że wkłada Pani dużo wysiłku w to, żeby to zrozumieć i „jakoś funkcjonować”.
Mocno zwraca uwagę język, jakim Pani o sobie myśli („pasożyt”, „leniwa”) - nasze myśli, mogą brzmieć jak fakty, ale nie muszą nimi być. Pomocne bywa krótkie pytanie: „Jakie mam dowody za i przeciw tej etykiecie?” — i tu sama Pani podaje informacje, które nie pasują do etykiety "nic nie robię” (np. stypendium, szukanie pomocy u psychiatry, próba terapii). Często problemem nie jest brak jakichkolwiek zasobów, tylko to, że przy gorszym stanie psychicznym umysł automatycznie je pomija albo umniejsza.
Jeżeli chodzi o to jak Pani czuje się po fluoksetynie (mniej huśtawek, ale więcej przygaszenia i braku energii), jest to ważny wątek do omówienia z psychiatrą. Taka rozmowa pomaga zdecydować, czy leczenie jest optymalnie dobrane i czy potrzebna jest korekta.
Na koniec: pisze Pani też o myślach o śmierci, braku istnienia i o tym, że „nic nie ma znaczenia”. Nawet jeśli nie ma Pani planów, warto opowiedzieć o tym wprost psychiatrze. Jeżeli poczuje Pani, że warto porozmawiać o tym co się dzieje to warto skorzystać również z darmowej pomocy z Centrum Wsparcia 800 70 2222 (działają całodobowo).
Dawid Bojarski, psycholog
Weronika Wardzińska
Dzień dobry Pani Zuzanno,
Pani problem nie jest lenistwem ani brakiem charakteru. To wygląda na długotrwały problem regulacji emocji połączony z depresją i silnym wyczerpaniem psychicznym. Ten „spokój”, który Pani teraz czuje, nie jest zdrową ulgą, tylko emocjonalnym odrętwieniem, mechanizmem obronnym po latach przeciążenia, huśtawek nastroju i bardzo wysokich wymagań wobec siebie. Organizm jakby powiedział: „już nie dam rady czuć więcej”. Wcześniejszy tryb, intensywne emocje, idealizowanie ludzi, nagłe spadki, myśli o zniknięciu, bardzo przypomina niestabilność emocjonalną, a obecny stan to jej „druga strona”: wycofanie, pustka, brak sensu i energii. To ważny sygnał, żeby koniecznie wrócić do psychiatry wcześniej niż „za kilka miesięcy” i powiedzieć wprost o pustce, obojętności i myślach o śmierci w spokojnym tonie, to są objawy kliniczne, nie „filozofia życia”. Bardzo istotne: fakt, że Pani myśli o śmierci bez paniki, „logicznie”, z dystansem, nie oznacza, że wszystko jest w porządku. To nadal są myśli depresyjne, tylko w formie zobojętnienia, a nie impulsu. Dobrze, że mówi Pani jasno, że nie planuje samobójstwa, ale ten stan wymaga realnej pomocy, a nie przeczekania. Terapia, która „nic nie dała”, mogła być niedopasowana, przy takich trudnościach często potrzebna jest terapia ukierunkowana na regulację emocji (np. DBT) lub pracę z długotrwałym poczuciem pustki i tożsamości, a nie tylko rozmowy. To, że udało się Pani napisać ten tekst, nie jest przypadkiem, to znak, że jakaś część Pani jednak jeszcze chce zrozumieć i nie zniknąć. Na teraz najważniejsze są trzy rzeczy: szybka konsultacja psychiatryczna z korektą leczenia, niepodejmowanie życiowych decyzji w tym stanie (rzucanie studiów, „przyjmowanie etykiety przegranej”), oraz potraktowanie siebie nie jak „pasożyta”, tylko jak osoby chorej, zmęczonej i przeciążonej od bardzo dawna. Z tym da się pracować, ale nie w samotności i nie siłą woli.
Pozdrawiam ciepło,
Weronika Wardzińska
Zobacz podobne
Witam. Mam 22 lata i od dziecka zmagam się z objawami zaburzeń integracji sensorycznej, nerwicy natręctw, tików, a ostatnio w pełni rozwiniętej nerwicy lękowej i depresji.
Objawy po raz pierwszy pojawiły się w szkole podstawowej (łącznie z zaburzeniami sensorycznymi, co jest nietypowe, gdyż te przeważnie pojawiają się dużo wcześniej, na początku życia) i od tamtego czasu towarzyszą mi z różnym natężeniem, aż do dnia dzisiejszego. Nie pamiętam dokładnie, jak to wszystko się zaczęło, ale prawdopodobnie najpierw pojawiły się tiki nerwowe w formie zaciskania powiek, marszczenia czoła czy chrząkania.
Potem doszły do tego natręctwa związane z liczeniem i perfekcjonizmem. Liczyłem litery w słowach, wyrazy w zdaniach, linijki na stronie, zaczynałem często od nowa czynności, żeby zacząć je "idealnie". Wszystkie natręctwa były związane z nauką lub ogólnie pojętymi aktywnościami umysłowymi (jak czytanie książek np.).
W międzyczasie doszły zaburzenia sensoryczne (chociaż bardzo możliwe, że wszystko zaczęło się mniej więcej w tym samym czasie) objawiające się ogólnie mówiąc czuciem wszystkiego "bardziej". I to dosłownie. Po prostu zacząłem zdawać sobie sprawę, że bardziej czuję na sobie ubrania, rzeczy w kieszeniach, krzesła na których siadam czy przedmioty, których codziennie dotykam (jak np. telefon gdy coś na nim piszę).
Jeszcze wtedy nie wiedziałem, że właśnie to "czucie" doprowadzi mnie do szału i myśli samobójczych, jakie doświadczam obecnie w życiu dorosłym, ponieważ przypadłość ta bardzo obniża jakość mojego życia, ogranicza aktywności, jakie podejmuję w ciągu dnia oraz jest źródłem permanentnego stresu i lęku. Już opisuję, o co chodzi. Kiedy zakładam spodnie, to bardziej czuję je w pasie, kroczu i na pupie, co często zmusza mnie do ich opuszczania czy poprawiania (zwłaszcza przy zmianach pozycji ciała). Ale to nie wszystko. Bardziej czuję rzeczy w kieszeniach, jak telefon czy portfel. Bardziej czuję bluzkę na brzuchu, pod pachami i wokół szyi, buty na stopach, plecak na plecach itp. Ogólnie zasada jest taka, że im więcej mam ubrań na sobie i im większy jest ich "ciężar", tym bardziej niekomfortowo się czuję. Jak byłem dzieckiem, nie przeszkadzało mi to aż tak bardzo, ale w życiu dorosłym jest to często nie do zniesienia i doprowadza do kuriozalnych sytuacji, kiedy wychodzę z domu w krótkich spodenkach i t-shircie na 15°C, bo wolę zmarznąć niż odczuwać dyskomfort psychiczny (który i tak w pewnym stopniu występuje, bo ludzie dziwnie na mnie patrzą).
Z innych dziwnych zachowań, które "wymusza" na mnie ta przypadłość można wymienić wkładanie bluzek za spodnie, wkładanie rzeczy pod pachy z ich zaciskaniem (stymulacja sensoryczna) czy zaginanie rogów poduszki pod głową gdy na niej leżę. Sytuacja znacznie się pogorszyła po przebyciu covida 2 lata temu, bo "czucie" się wzmogło i doszły różnego rodzaju dziwne odruchy jak "dociskanie" ręki do ciała, nerwowe wymachy kończyn z ich prostowaniem, ocieranie kolanem o kolano czy grymasy twarzy.
Do tego cała gama objawów nerwicowych, jak napięciowy ból głowy, chroniczne zmęczenie, szumy uszne, kłucie w sercu, problemy z oddychaniem i wzmożone napięcie mięśniowe. Żadne leki nie pomagają, to samo z psychoterapią. Od roku dzień w dzień wykonuję ćwiczenia z diety sensorycznej zalecone przez specjalistę od zaburzeń integracji sensorycznej - również bez żadnej poprawy w objawach. Dodam jeszcze, że na początku podejrzewałem u siebie jakąś rzadką chorobę neurologiczną, ale żadne badania, które do tej pory wykonałem na to nie wskazują, a trochę ich było (rezonans magnetyczny głowy, EEG, EMG, ENG, próba tężyczkowa, test na boreliozę - wszystko w normie poza EMG z cechami uszkodzenia pierwotnie mięśniowego, ale dalsza diagnostyka to biopsja mięśnia, na którą muszę jeszcze kilka lat poczekać i nie jest to powiązane z objawami, które wymieniłem).
Nie mam również stwierdzonego autyzmu ani ADHD, tylko "zaburzenia czynnościowe ośrodkowego układu nerwowego". Tylko ja się czuję tak, jakby coś mi ten układ nerwowy, a konkretnie mózg, atakowało.
Nie wiem tylko jak i gdzie można takie rzeczy zdiagnozować. Bardzo proszę o pomoc, bo nie wiem jak długo wytrzymam jeszcze tę mękę.

