Piotr Ziomber
Witaj. To, co opisujesz, wcale nie brzmi „głupio” ale brzmi jak bardzo męczący, wieloletni sposób przetrwania, który w ostatnich miesiącach wszedł w fazę „zamrożenia”. I to, że umiałaś to tak precyzyjnie opisać, jest już jakąś formą kontaktu z sobą (nawet jeśli emocjonalnie czujesz pustkę). Na początek jedna ważna rzecz bezpieczeństwa: piszesz, że nie planujesz samobójstwa, ale myśli o śmierci są obecne i „spokojne”. To nadal jest sygnał, że jesteś w kryzysie i warto mieć pod ręką szybkie wsparcie, gdyby cokolwiek się nasiliło.
112 – gdy czujesz, że możesz nie dać rady utrzymać bezpieczeństwa (zagrożenie życia/zdrowia).Centrum Wsparcia (ITAKA) 800 70 2222 - bezpłatnie, 24/7, także czat/e-mail.
116 123 - pomoc dla osób dorosłych w kryzysie .
Jeśli wolisz linię „młodzieżową”: 116 111 (telefon/czat).
Wpisz te dane do telefonu i nie bój się skorzystać kiedy czujesz się gorzej.
Co tobie dolega, ale bez stawiania diagnozy?
Da się w Twoim opisie zobaczyć kilka nakładających się mechanizmów, które często idą w parze. Pierwszym jest huśtawka „pobudzenie → krach → odcięcie” To wygląda jak cykl, w którego skład wchodzą -tryb wysokiego pobudzenia (adrenalina, szybka motywacja, silne emocje, intensywne relacje, impulsywne myśli o śmierci), a potem przeciążenie,
i tryb odcięcia / zamrożenia: pustka, anhedonia (nic nie cieszy), wycofanie, spadek energii, „żyję jakby obok”. To nie musi oznaczać „lenistwa”. Bardzo często jest to reakcja układu nerwowego na przewlekły stres i lęk: kiedy nie da się już dłużej „ciągnąć na adrenalinie”, organizm przechodzi w oszczędzanie energii.
Drugie to są relacje jako „zapalnik”
Opis idealizowania („staje się święta”), a potem huśtawek, wybuchów i lęku przed bliskością pasuje do obrazu silnej wrażliwości interpersonalnej plus trudności w regulacji emocji. To bywa spotykane m.in. w zaburzeniach lękowych, po trudnych doświadczeniach rozwojowych/relacyjnych, przy cechach borderline, przy ADHD z dysregulacją emocji , ale tego nie da się można stwierdzić na podstawie postu. Ważne jest jedno. Jest to „uleczalne” umiejętnościami, szczególnie w terapiach skoncentrowanych na regulacji emocji i relacjach.
Trzecie to fluoksetyna i odstawianie leku bez konsultacji pod nadzorem psychiatry u części osób zmniejsza skrajne emocje, ale potrafi też dać efekt emocjonalnego spłycenia / apatii. Ty sama to podejrzewasz i to jest sensowny trop. Jeśli u kogoś występują epizody pobudzenia z małą potrzebą snu i „napędem”, lekarz zwykle chce wykluczyć spektrum CHAD, cyklotymii, bo wtedy sam SSRI może nie być najlepszym ustawieniem leczenia. To nie jest straszenie ale to jest temat do spokojnej rozmowy z psychiatrą.
Co bym doradził jako psycholog ?
1) Zrób „pakiet informacji” na wizytę u psychiatry (to mega pomaga)
Na kartce/ w notatkach (krótko, w punktach): jak wyglądał tryb „wysokiego pobudzenia”: ile godzin snu, gonitwa myśli, impulsywność, wydatki/ryzyko, libido, tempo mowy, poczucie mocy, ile trwały te okresy i co je wyzwalało, co jest teraz: energia 0–10 opisać na skali czyli zero nie ma a 10 maksymalne pobudzenie, sen, apetyt, koncentracja, myśli o śmierci,
od kiedy fluoksetyna i w jakiej dawce, co się poprawiło, co pogorszyło.
Powiedz wprost: „Huśtawki mniejsze, ale czuję głębokie zgaszenie i anhedonię; mam też spokojne myśli o śmierci.” To jest ważna informacja klinicznie. Lekarz nie jest od tego, aby Cię wyśmiewać, albo krytykować, ale aby DAĆ WSPARCIE!!!
2) Jeśli terapia „nic nie dała”, to często znaczy: zły rodzaj albo zła relacja terapeutyczna
Przy tym, co opisujesz, zwykle najlepiej „celują”:
DBT (dialektyczno-behawioralna) w której pracuje się nad regulacją emocji, niekontrolowanych wybuchach , relacjach z otoczeniem czy myślami "S", pomocna może być również terapia schematów, gdy rdzeniem są wzorce relacyjne i obraz siebie,
ACT , kiedy gdy dominuje pustka/anhedonia i utknięcie.
To nie jest reklama „kolejnej terapii”, tylko sugestia: możliwe, że miałaś terapię, która nie dotykała Twojego problemu narzędziowo.
3) „Lenistwo” zamień na test: minimalna aktywacja zamiast motywacji
Motywacja przy depresyjnym odcięciu prawie nigdy nie przychodzi „przed”. Ona przychodzi po małym działaniu. Propozycja na 7 dni (serio minimalistyczna):
codziennie jedna rzecz dla ciała: na przykład 10 min spaceru / rozciągania,
- jedna rzecz dla otoczenia: 5 min sprzątania jednego kąta,
jedna rzecz dla przyszłości: 10 min nauki albo jeden e-mail w sprawie praktyk.
To ma być żenująco małe. Celem nie jest „ogarnąć życie”, tylko odmrozić układ nerwowy i odzyskać poczucie sprawczości.
4) W relacjach zastosuj proste „bezpieczniki”
Gdy łapiesz analizowanie gestów/słów znajomych: Stop: „To jest mój lęk, nie fakt.”
Jedna alternatywa: wymyśl jedno inne, neutralne wytłumaczenie (nie dziesięć).
Opóźnij reakcję o 24h zanim coś napiszesz/urwiesz kontakt.
To są mikro-umiejętności, ale potrafią radykalnie zmniejszyć huśtawki.
5) warto też wykluczyć „biologię zmęczenia”
Przy takim spadku energii dobrze, żeby lekarz rodzinny zlecił podstawy (tarczycę, morfologię, ferrytynę/żelazo, B12, wit. D) bo niedobory potrafią udawać „lenistwo”
Jedna rzecz, którą chcę żebyś usłyszała wprost. To, że mieszkasz z rodzicami, masz 50 zł i czujesz pustkę nie jest dowodem, że jesteś bezwartościowa. To jest opis Twojej aktualnej wydolności psychicznej. Depresja powoduje odcięcie robią z człowiekiem dokładnie to co napisałaś: zabierają sens, napęd i przyszłość z wyobraźni. Udaj się proszę do psychiatry, a zobaczysz że po pewnym czasie (leki nie działają od razu) poczujesz zmianę w myśleniu i działaniu. Rozważ również psychoterapię na NFZ, jeżeli nie masz środków finansowych. Oczywiście czekanie będzie trwało, ale do tego czasu będziesz pod opieką lekarza psychiatry. Inna możliwość to skorzystanie z terapii niskopłatnej.














