
Problemy z traktowaniem córki z poprzedniego małżeństwa przez męża po narodzinach wspólnych dzieci
Witam, od 9 lat jest w związku małżeńskim. Wychowujemy wspólnie 3 dzieci . Ojciec mojej Pierwszej 14 letni córki już nie żyje. Mój mąż na początku dobrze traktował moją córkę. Jednak gdy pojawiły sie wspólne dzieci wszystko sie zmieniło. Najstarsza córka jest traktowana jak kopciuszek. Przynieś wyniesie pozamiataj. Mąż jej ubliża i ciągle zarzuca jej kłamstwa. Ona dobrze sie uczy, chętnie pomaga przy rodzeństwie. Musi chodzić o 20 godzinie spać. Kiedy zwracam mężowi uwagę, że tego nie akceptuje to on mówi że jego zdanie sie nie liczy i on to juz nic w tym domu nie ma do powiedzenia. Co robić? Rozmowy nie pomagaja
Joanna
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Pani Joanno to, co Pani opisuje, jest bardzo trudną sytuacją i w pełni zrozumiałe jest odczuwanie bezradności i niepokoju. Widzę tu przede wszystkim cierpienie dziecka, ale też Pani ogromne obciążenie emocjonalne związane z próbą ochrony córki. Z perspektywy psychologicznej sposób traktowania córki przez męża nosi znamiona przemocy emocjonalnej. Stałe krytykowanie, nadmierne obowiązki i brak adekwatnej do wieku autonomii mogą negatywnie wpływać na poczucie własnej wartości, bezpieczeństwo i rozwój emocjonalny dziecka. To, że córka dobrze się uczy i stara się pomagać, często bywa mechanizmem przystosowania się do sytuacji. Dziecko, które straciło biologicznego ojca, jest bardziej wrażliwe na odrzucenie i brak akceptacji. Stawanie w obronie córki, jest bardzo ważne i potrzebne, aby pokazać jej, że stoi Pani po jej stronie. W sytuacji, w której rozmowy z mężem nie przynoszą oczekiwanych skutków, rekomendowałabym szukanie wsparcia z zewnątrz. Może to być terapia rodzinna, poradnictwo wychowawcze lub konsultacja z psychologiem, gdzie jasno zostaną nazwane granice i potrzeby dzieci. Jeśli mąż nie będzie gotów na współpracę, warto rozważyć pomoc dla córki, aby nie została z tym doświadczeniem sama.
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Agnieszka Włoszycka
Witam p.Joanno,
Dziękujemy za wiadomość. Z Pani opisu wnioskuję, że takie zachowania męża mają znamiona przemocy emocjonalnej wobec dziecka i nie powinno być to normalizowane ani „znoszone dla spokoju”. Najstarsza córka została postawiona w roli gorszej, służebnej i to jest dla niej bardzo obciążające psychicznie. Kluczowe jest jasne, konsekwentne postawienie granic w jej obronie oraz poszukanie zewnętrznego wsparcia np. psychologa, pedagoga szkolnego lub terapii rodzinnej. Jeśli rozmowy nie działają, to znak, że problem nie rozwiąże się sam i że bezpieczeństwo emocjonalne dziecka musi być absolutnym priorytetem. To ważne, że pyta Pani o to co zrobić, to świadczy o tym,że chce Pani chronić córkę. Dobrze, że chce Pani zmiany i żyć w poczuciu zgody i bezpieczenstwa - jak się mogę tylko domyślać.
Gdyby potrzebowała Pani jeszcze się czymś podzielić, zapraszamy do kontaktu na forum.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Zuzanna Szczepańska
Dzień dobry. Z tego, co Pani opisuje, to nie jest już „surowe wychowanie” ani zwykły konflikt, tylko utrwalony wzorzec nierównego traktowania i przemocy psychicznej wobec 14-latki: ubliżanie, ciągłe podważanie jej wiarygodności, obciążanie obowiązkami w domu. Dla nastolatki to szczególnie szkodliwe, bo w tym wieku buduje się poczucie własnej wartości i bezpieczeństwa w relacjach, a długotrwałe bycie „kopciuszkiem” może zostawić ślad w postaci lęku, obniżonego nastroju, poczucia winy, a nawet samouszkodzeń czy wycofania. Reakcja męża typu „ twoje zdanie się nie liczy, ja już nic nie mam do powiedzenia” wygląda jak unikanie odpowiedzialności i odwracanie uwagi od meritum - a to w praktyce blokuje rozmowę i utrwala przemoc. W tej sytuacji kluczowe jest, żeby córka miała po swojej stronie dorosłego, który jasno staje w jej obronie - potrzebna jest granica, nie negocjacja („nie zgadzam się na ubliżanie i upokarzanie, to jest przemoc i w tym domu nie będzie na to zgody”), oraz reagowanie natychmiast, kiedy sytuacja się dzieje, czyli przerywanie, nazywanie zachowania i odcinanie córki od kontaktu z agresją, zamiast czekać na późniejsze „wyjaśnienia”. Warto też spokojnie, ustalić zasady dotyczące obowiązków tak, by były równe i adekwatne do wieku, a nie karzące. Polecałabym również porozmawiać z córką w cztery oczy: co dokładnie słyszy, jak się z tym czuje, czy boi się być w domu.... Ponieważ rozmowy z mężem nie pomagają, rekomendowałabym wprowadzenie „trzeciej strony” w postaci terapii par/rodzinnej, ale z ważnym zastrzeżeniem: terapia ma sens tylko wtedy, gdy mąż uzna, że ubliżanie i poniżanie są niedopuszczalne. Jeśli będzie to dalej minimalizował, priorytetem staje się ochrona dziecka, a nie ratowanie relacji. Jeżeli dochodzi do eskalacji, wyzwisk, zastraszania lub córka sygnalizuje, że czuje się zagrożona, proszę potraktować to jako sytuację wymagającą pilnej konsultacji ze specjalistą dziecięcym i - w razie potrzeby skorzystania z lokalnych form wsparcia (psycholog szkolny, poradnia, Niebieska Linia), bo dziecko ma prawo do bezpieczeństwa i szacunku, a Pani ma prawo i obowiązek to bezpieczeństwo realnie zapewnić.
Natalia Przybylska
Dzień dobry. Proszę mi pozwolić na dużą dozę szczerości: sytuacja, w której Pani córka jest traktowana gorzej od rodzeństwa, jest dla niej emocjonalnie dewastująca i wymaga od Pani zdecydowanej reakcji.
To, co robi Pani mąż wygląda jak uciekanie w rolę ofiary i twierdzenie, że „jego zdanie się nie liczy” najprawdopodobniej jest sposobem na uniknięcie odpowiedzialności za własne, niesprawiedliwe zachowanie. Ten sposób ucina dyskusję, zamiast skonfrontować się z faktem, że rani dziecko.
Jeśli rozmowy nie pomagają, warto poważnie rozważyć postawienie twardej granicy. Ubliżanie i nierówne traktowanie dzieci nie mogą być przedmiotem negocjacji. Pani 14 letnia córka potrzebuje w Pani widzieć osobę, która bezwarunkowo stanie po jej stronie. Dla nastolatki poczucie odrzucenia przez ojczyma przy jednoczesnej bierności matki może skutkować naprawdę ogromnym urazem, z którym będzie musiała się borykać w dorosłym życiu.
Dodatkowo jeśli komunikacja między Państwem jest w pewien sposób zablokowana, niezbędne wydaje się wsparcie np. terapeuty rodzinnego. Osoba z zewnątrz obnaży mechanizmy, których mąż nie chce przyjąć do wiadomości i pomoże wypracować równe zasady dla wszystkich dzieci.
Trzymam mocno z panią kciuki!
Natalia Przybylska
Karolina Grabka
Dzień dobry :)
Jeśli rozmowy z mężem nie przynoszą efektu, warto potraktować tę sytuację nie jako różnicę zdań wychowawczych, ale jako problem wymagający zewnętrznej pomocy. Zachowanie męża wobec córki może być formą przemocy psychicznej, nawet jeśli nie towarzyszy jej przemoc fizyczna. W takiej sytuacji kluczowe jest jasne postawienie granicy, że krzywdzenie dziecka nie jest akceptowalne, niezależnie od tego, jakie emocje czy frustracje ma dorosły.
Dobrze byłoby poszukać wsparcia u specjalisty, na przykład psychologa rodzinnego lub terapeuty, najlepiej takiego, który pracuje z rodzinami patchworkowymi. Jeżeli mąż nie będzie chciał uczestniczyć w terapii, warto rozważyć indywidualne wsparcie dla Pani oraz dla córki, aby miała bezpieczną przestrzeń do rozmowy i odreagowania emocji. Można też skonsultować się z pedagogiem szkolnym lub psychologiem w szkole córki, którzy mogą pomóc ocenić sytuację i wskazać dalsze kroki.
Najważniejsze jest, aby córka miała jasny sygnał, że jest po Pani stronie, że wierzy jej Pani. Jeśli sytuacja będzie się utrzymywać lub nasilać, warto również zasięgnąć porady w instytucjach wspierających rodziny i dzieci doświadczające przemocy psychicznej, aby dowiedzieć się, jakie formy ochrony i pomocy są dostępne. Pani nie musi radzić sobie z tym sama, a dobro dziecka w tej sytuacji powinno być absolutnym priorytetem.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Piotr Ziomber
Pani Joanno
Rozumiem Pani trudną sytuację emocjonalną. Traktowanie Pani czternastoletniej córki przez męża jest nieakceptowalne i wymaga natychmiastowego działania. Priorytetem jest ochrona jej dobra emocjonalnego i fizycznego. Pani córka doświadcza emocjonalnego zaniedbania i przemocy werbalnej, co może wpłynąć na jej samoocenę i rozwój. Jako matka ma Pani prawo i obowiązek stawiać granice w relacjach mężem i pani dzieckiem jak zabronienie mężowi obrażania jej i nadmiernego wykorzystywania do prac domowych. Jeśli rozmowy nie działają, można ograniczyć jej kontakt z nim, kiedy jest agresywny, i zapewnić jej wsparcie poprzez rozmowy z nią sam na sam. Proszę także skontaktować się z psychologiem rodzinnym lub terapeutą. Tutaj bym wskazywał na terapię par lub rodzinną, ale jeśli mąż odmawia, proszę iść z córką. W Polsce możesz skorzystać także z bezpłatnych poradni psychologiczno-pedagogicznych przy szkołach, NFZ lub organizacji jak Niebieska Linia (800 120 002) dla ofiar przemocy domowej. To nie jest tylko konflikt, ale toksyczna dynamika, która wymaga interwencji specjalisty.
Proszę także stawiać granice i komunikować mężowi jasno: "Nie zgadzam się na takie traktowanie córki i będę działać, by to zmienić". Należy ustalić zasady domowe wspólnie z dziećmi, np. równe obowiązki i szacunek. Proszę dbać też o siebie, by mieć siłę na zmiany. Życzę wszystkiego dobrego.
Daria Składanowska
Dzień dobry,
to, co Pani opisuje, brzmi jak bardzo trudna i krzywdząca sytuacja dla córki — dobrze, że Pani to widzi i reaguje. Dziecko nie powinno być poniżane ani traktowane gorzej od rodzeństwa, a takie doświadczenia mogą mieć dla niej poważne konsekwencje emocjonalne.
Skoro rozmowy z mężem nie przynoszą efektu, warto poszukać wsparcia na zewnątrz. Pomocna może być konsultacja rodzinna lub indywidualna rozmowa z psychologiem, żeby ustalić, jak chronić córkę i stawiać jasne granice. Nie musi Pani radzić sobie z tym sama. Zachęcam do skorzystania z profesjonalnego wsparcia — to krok w stronę bezpieczeństwa i dobra Pani dziecka.
Składanowska Daria
Psycholog, Doradca zawodowy

Zobacz podobne
Dzień dobry. Po krótce opiszę, co mnie nurtuje. Staram się znaleźć odpowiedź, czy to ze mną jest problem i czas nad sobą popracować, czy z moją rodziną. Bardzo bym chciała uzyskać chociaż namiastkę odpowiedzi i kierunkowskaz. Chodzi o relacje z moją mamą. Moje relacje z mamą od zawsze były nie takie jak z pozostałym rodzeństwem. Na każdym kroku mama próbowała mi udowodnić, że nic nie umiem, że się nie nadaję i że nic nie wiem. Nigdy nie chwaliła, nie powiedziała słowa wręcz, czasem wrzucała takie półsłówka między wierszami, żeby wbić mi szpileczkę, że nie wystarczająco coś dobrze zrobiłam lub że się na tym w ogóle nie znam, że lepiej mam coś zostawić. A ja jak mantra starałam się jednak udowodnić, że jest inaczej. I tak całe życie - szkoła, studia, praca, kariera zawodowa - zawsze chciałam udowodnić, że umiem, potrafię, żeby tylko spojrzała łaskawym okiem i rzuciła „dobra robota, jestem dumna". Dodam, że na prawdę świetnie sobie radzę, zawsze najlepsza, itp. Wiem, że to banalne, ale mam 36 lat, męża, dzieci, a ja jakby coraz bardziej oczekuję tej aprobaty mamy (dodam, że budujemy nowy dom i teraz mieszkamy z moją rodziną, z mamą, co pewnie to wszystko utrudnia). Takie dziwne docinki, jak ja to mówię „szpileczki", są na różnych płaszczyznach - od właśnie pracy, rodziny, wychowywania dzieci, ważnych decyzji, po komentowanie tego, co jem, albo co kupuję w sklepie. Mam tak, że uciekam szybko do domu z zakupami, żeby nie gapiła się, co kupiłam, i tego nie komentowała. Boję się kupić piwo mężowi w sklepie, jak jestem z mamą, bo będzie to komentować i rozpowiadać, jaka jestem najgorsza, mojemu rodzeństwu. To plotkowanie o mnie też jest notoryczne z moim rodzeństwem. Mama zawsze zdaje relacje, co robię, siostrze i bratu - ma z nimi bardzo dobry kontakt. Dzwonią do siebie kilka razy dziennie, a ja nawet nie umiem z nią porozmawiać przy herbacie, a mieszkamy pod jednym dachem. Ta sytuacja zaczęła narastać, jak doszły dzieci i mąż. Frustruje się, że nic się nie odzywam, że nie umiem postawić granicy. Mąż to widzi i w sumie nie umie mi pomóc, bo to jest w mojej głowie od zawsze, tam zakotwiczone - że mama to mama, nie mogę jej nic powiedzieć. Czasami, jak próbowałam, to robiła się wielka awantura. Strach przed mamą - co powie, co pomyśli i jak to przekaże mojemu rodzeństwu. Nie wiem, dlaczego, pomimo tego, że miałam w miarę dobry kontakt z siostrą i bratem, teraz się do nich nie odzywam, unikam ich. A dodam jeszcze, że mama, jak już ze mną rozmawia, to rozmowa zawsze schodzi na siostrę i brata - ile to mają, ile zarabiają, że się im powodzi. Może przesadzam, ale czuję się wtedy porównywana, że ja jestem do niczego. Nie wiem, dokąd mnie to zaprowadzi, ale z roku na rok jest coraz gorzej. Dodam, że w miarę wszyscy zarabiamy podobnie, każdy się stara i żyje tak, jak tylko może. A ja przez te komentarze mamy, może jej nieświadome - nie wiem - staję się pracoholiczką. Myślę, że mogę więcej, że ja też potrafię. Myślę sobie, dlaczego o nich mówi tak dobrze, a mi nie powie dobrego słowa. Wiem, jak to się czyta, ale na prawdę mam z tym ogromny problem. Na dodatek widzę, że moja mama to widzi - że mnie to irytuje, że nie chcę słuchać wychwalania rodzeństwa - a robi to, żeby mnie wybić i zgnoić. Nie wiem, czy to moja zazdrość, zawiść, ale poprostu zaczynam tych ludzi nienawidzieć. Mama ogólnie - dodam, że jest straszną egoistką. Długo by pisać, ale tylko ona i ona. Jak coś jej potrzeba albo gdzieś zawieź, to to jest najważniejsze. Nie wiem, czy uda mi się tak szczerze już zmienić poglądy na ich temat, normalnie usiąść, porozmawiać, ale nie chcę sama się robić toksyczną osobą. Chcę dać dobry dom moim dzieciom i dobry przykład, a te wszystkie sytuacje powyżej czasami mnie tak denerwują, że nie mam na nic ochoty. Jestem zła, beznadziejna, że się do niczego nie nadaję, nerwowa. Wiem, że to idiotyczne, ale mnie to zżera od środka. Najchętniej nie chciałabym tych ludzi widzieć i o nich słyszeć - do takiego stopnia to urosło w mojej głowie. Dodam, że mama, delikatnie mówiąc, nie lubi mojego męża... wyrzucane z domu, kłótnie, awantury. To tylko dodatek do tego problemu, że nie umiem postawić granicy. Mam wrażenie, że teraz całe moje życie skierowałam na „opinię" mamy - co powie, żeby tylko nie urazić, żeby powiedziała siostrze i bratu, jaka jestem zaradna. Żeby udowodnić, że dam radę. Czy jest jakaś nadzieja, żeby to sobie jakoś wytłumaczyć? Może to ja jestem egoistką i tylko myślę o sobie, żeby mnie zauważono, a siostrze i bratu zazdroszczę w tym zachłannym świecie. Proszę o poradę, bo czasami mam takie czarne myśli, że tylko czekam, aż ci ludzie znikną z mojego życia.

