Left ArrowWstecz

Przedszkolak oskarżany o złe zachowanie i kłamstwo – jak reagować jako rodzic?

Witam Na dziecko są skargi że coś zrobiło. Pokazało język, coś zabrało. Najczęściej od jednej osoby. Czasem zdarzy się że inna osoba powie i rówieśnicy potwierdzą. Chodzi o przedszkolaki. Gdy rozmawiamy zawsze twierdzi że nie. Tłumaczymy że najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo. Że upór jest zły. Że kłamstwo jest złe. Nadal zawzięcie że nie. Jak wypośrodkować takie sytuacje? Kadra mimo że nie widziała sytuacji, ufa drugiej stronie.
User Forum

Marzycielka

mniej niż godzinę temu
Piotr Włodarczyk

Piotr Włodarczyk

Dzień dobry. W przypadku przedszkolaków warto pamiętać, że dzieci często zaprzeczają nie z uporu, ale z potrzeby obrony siebie lub braku pełnego zrozumienia sytuacji. Zamiast skupiać się na tym, czy mówi prawdę, lepiej spokojnie rozmawiać o zasadach i konsekwencjach zachowań: co robimy, gdy coś zabierzemy, jak reagujemy, gdy jesteśmy źli. Dobrze też poprosić kadrę o bardziej uważną obserwację i unikanie ocen bez bezpośredniego potwierdzenia, a nawet jeśli jest potwierdzenie, to nie powinno być ocen, a tłumaczenie sytuacji. Najważniejsze to wspierać dziecko w nauce właściwych zachowań, a nie tylko w przyznawaniu się do winy. Pozdrawiam 

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

W przypadku przedszkolaka zaprzeczanie faktom mimo dowodów często nie wynika ze złośliwości czy chęci oszukania, lecz jest mechanizmem obronnym przed lękiem, wstydem lub utratą akceptacji w oczach dorosłego. Dziecko w tym wieku utożsamia przyznanie się do błędu z byciem „złym dzieckiem”, dlatego magiczne myślenie podpowiada mu, że mówienie „nie” sprawi, iż sytuacja po prostu przestanie istnieć.

Zamiast skupiać się na moralizowaniu o wyższości prawdy nad kłamstwem, co w tej fazie rozwoju może być dla dziecka zbyt abstrakcyjne i nasilać poczucie zagrożenia, warto zmienić strategię na „rozwiązanie problemu bez szukania winnego”. Można spróbować komunikatu, który zdejmuje presję z przyznawania się: „Widzę, że ta sytuacja jest dla ciebie trudna i może boisz się mojej reakcji, ale nie musimy już ustalać, kto zaczął – zastanówmy się, co zrobić, żeby jutro zabawa z kolegą była miła”. Takie podejście uczy dziecko, że błąd jest naprawialny i nie wiąże się z odrzuceniem, co z czasem naturalnie obniża potrzebę kłamania. W relacji z kadrą warto natomiast dążyć do wspólnego obserwowania procesów grupowych, sugerując, by skupić się na wspieraniu dziecka w nabywaniu umiejętności społecznych, zamiast jedynie na egzekwowaniu przyznania się do winy.

 

Powodzenia

Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

dzień dobry

Widać, że bardzo zależy Pani na tym, żeby zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się z dzieckiem. 

Dziecko, które kategorycznie zaprzecza — nawet wobec wielu osób, nawet gdy "wszyscy widzieli" — nie jest dzieckiem złym ani kłamcą w dorosłym rozumieniu tego słowa. W wieku przedszkolnym mózg dziecka nie jest jeszcze w stanie rozdzielić pojęcia "popełniłam błąd" od pojęcia "jestem złą osobą". Dlatego każde oskarżenie, nawet łagodne, uruchamia w dziecku mechanizm głębokiej obrony — i to właśnie ten mechanizm, a nie zła wola, sprawia, że stoi twardo przy swoim "nie". Im więcej osób naciska, tym silniejsza jest ta obrona. 

Tłumaczenie, że kłamstwo jest złe i że upór jest zły, niestety w tej chwili działa odwrotnie do zamierzonego — dziecko słyszy kolejny sygnał zagrożenia i odpowiada jedynym narzędziem, jakie ma: jeszcze mocniejszym "nie". Nie dlatego, że nie rozumie. Dlatego, że się boi. Dużo skuteczniejsze jest podejście bez oskarżenia.

Warto też pamiętać, że normalizowanie błędów przez dorosłych robi ogromną różnicę. Gdy dziecko regularnie widzi, że mama albo tata mylą się i świat się nie wali, że można powiedzieć "pomyliłam się" bez wstydu i kary — zaczyna budować w sobie bezpieczniejsze miejsce dla własnych pomyłek. Tej nauki nie da się przekazać podczas konfrontacji. Daje się ją codziennie, przy zupełnie innych, spokojnych okazjach.

Jeśli chodzi o sytuację w przedszkolu — ma Pani pełne prawo oczekiwać, że placówka będzie działała rzetelnie. Opieranie się na relacji drugiego dziecka lub grupowym "potwierdzeniu" rówieśników, bez naocznej obserwacji ze strony personelu, nie jest wystarczającą podstawą do wyciągania wniosków wobec Pani dziecka. Dzieci w wieku przedszkolnym funkcjonują w bardzo dynamicznej, emocjonalnej grupie — wzajemne oskarżenia i grupowe potwierdzenia są tam codziennością. Dobra kadra pedagogiczna powinna o tym wiedzieć. Ma Pani prawo zapytać wprost o procedury i o to, w jaki sposób przedszkole weryfikuje takie sytuacje — i ma Pani prawo oczekiwać konkretnej, merytorycznej odpowiedzi. Jeśli wzorzec skarg od jednej osoby się powtarza, warto ten wzorzec nazwać wprost i poprosić dyrekcję o uważniejsze przyjrzenie się dynamice grupy.

Pani dziecko potrzebuje kogoś, kto stanie po jego stronie — nie dlatego, że zawsze ma rację, ale dlatego, że każde dziecko zasługuje na to, żeby być wysłuchanym sprawiedliwie, z szacunkiem i bez z góry przyjętych założeń. I Pani ma pełne prawo tego wymagać — zarówno od siebie, jak i od przedszkola. 

 

z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut

psycholog, psychotraumatolog

3 miesiące temu
Weronika Trojan

Weronika Trojan

Dzień dobry, 

Dziecko w wieku przedszkolnym może zaprzeczać z lęku (np. przed karą), może być to też wyraz impulsywności czy niezrozumienia sytuacji. Warto pamiętać że dzieci nie rozumieją pojęcia kłamstwa tak jak dorośli. To co można zrobić to wyznaczyć dziecku granice, modelować pozytywne zachowania, uczyć odpowiedzialności i budować poczucie bezpieczeństwa. 
Pozdrawiam 

Weronika Trojan

3 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Przedszkole może być dla dziecka miejscem nie do końca bezpiecznym, dlatego tym bardziej warto podejść do tematu spokojnie i nie obwiniać ale raczej skupić się na nauce zachowania i konsekwencjach danego czynu, ale bez zastraszania czy szantażowania. Dziecko musi wyczuwać wsparcie a nie nagane, dlatego uczymy dziecko przez przykłady albo bajki np. terapeutyczne. 

3 miesiące temu
Daria Kaźmierczyk-Romańczyk

Daria Kaźmierczyk-Romańczyk

Jako psycholog dziecięcy spojrzałbym na tę sytuację trochę szerzej, nie tylko przez pryzmat „czy dziecko mówi prawdę”, ale przede wszystkim: co się za tym zachowaniem kryje i czego ono w danym momencie potrzebuje.

 

Przede wszystkim warto pamiętać, że dzieci w wieku przedszkolnym bardzo często zaprzeczają, nawet jeśli coś zrobiły. To nie musi oznaczać świadomego, „dorosłego” kłamstwa. Często wynika to z:

lęku przed konsekwencjami, chęci utrzymania dobrego obrazu siebie („ja jestem grzeczny, więc tego nie zrobiłem”),

trudności w przyznaniu się do błędu,

a czasem po prostu z niedojrzałości poznawczej i emocjonalnej.

Dlatego zdanie „najgorsza prawda jest lepsza niż kłamstwo” - choć słuszne w intencji bywa dla dziecka zbyt abstrakcyjne. Ono bardziej potrzebuje poczucia bezpieczeństwa w przyznaniu się, niż moralnej oceny. Druga ważna rzecz to kontekst sytuacji. Zwróciłbym uwagę na kilka kwestii:

- Czy te zachowania pojawiają się tylko w przedszkolu, czy też w innych środowiskach?

- Czy „skargi” faktycznie pochodzą głównie od jednej osoby?

- Jak wyglądają relacje dziecka z rówieśnikami, czy bywa prowokowane, czy raczej samo inicjuje takie sytuacje?

- Czy kadra opiera się na obserwacji, czy głównie na relacjach innych dzieci?

 

To ważne, bo u dzieci w tym wieku relacje rówieśnicze są dynamiczne, zdarzają się uproszczenia, nadinterpretacje, a nawet „przenoszenie winy”. Jeśli chodzi o reakcję dorosłych, kluczowe jest „wypośrodkowanie”zamiast naciskać: „przyznaj się”, lepiej powiedzieć spokojnie:
„Słyszę dwie różne wersje. Chcę zrozumieć, co się wydarzyło.” zamiast oceny: „kłamstwo jest złe”, warto skupić się na zachowaniu: „Jeśli ktoś zabiera zabawkę/ pokazuje język, to druga osoba może się poczuć przykro. Zastanówmy się, co można zrobić inaczej.”


Bardzo pomaga też oddzielenie prawdy od relacji: dziecko może nie być gotowe przyznać się wprost, ale może być gotowe rozmawiać o tym, co się wydarzyło i co można zrobić następnym razem. Jeśli sytuacje powtarzają się i dotyczą głównie jednej osoby zgłaszającej, warto: poprosić kadrę o uważniejszą obserwację bezpośrednią, a nie tylko opieranie się na relacjach, dopytać o konkret: kiedy, w jakiej sytuacji, co dokładnie się wydarzyło,

sprawdzić, czy nie tworzy się etykieta dziecka „tego, które robi problemy” bo to może wzmacniać cały mechanizm.


A tej sytuacji nie chodzi tylko o „czy dziecko kłamie”, ale o budowanie warunków, w których będzie mogło mówić prawdę bez lęku oraz o rzetelne przyjrzenie się sytuacji w grupie. W tym wieku ważniejsze od wymuszenia przyznania się jest rozwijanie rozumienia emocji, konsekwencji i alternatywnych zachowań :) 


Pozdrawiam! 

3 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to częsta i trudna sytuacja w wieku przedszkolnym – dzieci na tym etapie nie zawsze kłamią „świadomie”, tylko często bronią się przed konsekwencją, wstydem albo po prostu inaczej pamiętają sytuację.

Upór i zaprzeczanie w tym wieku nie muszą oznaczać złej woli, tylko raczej brak gotowości, by przyznać się wprost.

Warto zauważyć, że im więcej nacisku na „musisz powiedzieć prawdę”, tym częściej dziecko może się jeszcze bardziej zamykać i zaprzeczać.

Pomocne bywa skupienie się nie tyle na tym, czy powiedziało prawdę, ale na tym, co się wydarzyło i jak można to naprawić.

To też naturalne, że kadra czasem opiera się na relacjach innych dzieci – choć dla Państwa może to być trudne.

To, że dziecko zaprzecza, jest częścią rozwoju i uczenia się odpowiedzialności – ten proces zwykle wymaga czasu i spokoju.

Pozdrawiam,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

2 miesiące temu
dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Bezpłodność - czy można przepracować samemu ten problem?
Dzień dobry, mam 26 lat, dwa lata temu dowiedziałam się że nie mogę mieć dzieci. Diagnoza straszna, poczułam że cały mój życiowy plan się posypał. W ciągu tych paru lat "przetrawiłam" trochę cała tą sytuację, jestem w stanie otwarcie mówić o swojej przypadłości. Niestety nadal czuję niepokój jeśli chodzi o przyszłość. Czuję wewnętrzna blokadę przed planowaniem przyszłości z partnerem, który cały czas mnie wspiera. Boje się że coś co planuje i czego bardzo chce znów legnie w gruzach. Dodatkowo problemem staje się obecność dzieci. Coraz trudniej mi przebywać w ich otoczeniu. Czuję też zazdrość i niesamowity żal, kiedy dowiaduje się że znajomi spodziewają się dziecka(mimo to staram się cieszyć ich szczęściem). Nie chce dopuścić do sytuacji kiedy stanę się zgorzkniałą starszą panią, z garstką kotów, tym bardziej że bardzo chciałabym stworzyć rodzinę. Rozważam adopcje, choć tak jak pisałam wcześniej boję się czegokolwiek planować. Niezwykle irytuje mnie także obecna sytuacja w kraju ,gdzie nie ma kompletnie wsparcia dla osób bezpłodnych. Nie otrzymałam żadnej pomocy psychologicznej, właściwie więcej o swojej diagnozie dowiedziałam się chodząc od lekarza do lekarza. Tutaj moje pytanie czy jest sposób aby samodzielnie przepracować ten problem?
Gnębiona córka, niemożność zakończenia sytuacji, co robić?
Witam serdecznie. Jest początek listopada, urodziny córki, zaproszone koleżanki, świetna zabawa i dogadywanie. Po urodzinach zaprosiła wspólną koleżankę i zaczyna się... Od połowy listopada 2022 roku córka ma problem z koleżanką z klasy (obecnie 5 klasa) . Zaczęło się niewinnie od jakichś drobnych uwag i przeszło do obrażania, drwienia typu - Boże, ale Ty jesteś głupia, skarżysz a moja mama i tak wierzy mi, a nie Tobie i Twojej mamie, debilka, kujonka, nienawidzę Cię itd. ( z naszej niewiedzy sytuacji odbija się to zmianą zachowania i wylewaniem frustracji w domu) Po rozmowie z córką i dotarciu do tego, co jest powodem takiego zachowania, idę na rozmowę z mamą i naszymi córkami z prośbą o wyjaśnienie sytuacji. Pierwsze moje pytanie zabrzmiało, co się stało i czy moja M. ją może jakoś obraziła, że tak zaczęła traktować M. - Odpowiedź brzmiała " NIE , ale jej nie lubię (gdzie znają się od malucha. Były nocki,wspólne zabawy)po dłuższej rozmowie i przyznaniu się przez nią do wyzwisk i dokuczania, jej mama powiedziała do mojej córki, że nie może tak brać wszystkiego do siebie i , że życie jeszcze Ją doświadczy, ale porozmawia z dzieckiem i wyjaśni zasady, że tak nie wolno. Za każdym razem, gdy moja M. wracała ze szkoły, pytałam, jak się sprawy mają i czy jest już jakaś poprawa, odpowiedź brzmiała " Nie, jest chyba nawet gorzej"? Niestety rozmowa która się odbyła nie przyniosła żadnych skutków, a nawet mam wrażenie, że nasiliła konflikt . Gdy córka przechodzi obok- Ta mierzy Ją wzrokiem, gdy córka rozmawia z koleżankami -Ta odciąga Je i mówi " chodźcie, nie zadawajcie się z Nią, bo jest głupia i skarży" Tłumaczę córce,że może jest zazdrosna o coś lub kogoś? Może Ją obraziła? Ale odpowiedź brzmiała zawsze NIE. Może wpływ na zachowanie ma to, że Jej rodzice kilka lat temu się rozwiedli? Nie wiem. Ale mówiłam, że córka ma Ją ignorować i nie odzywać się. Ostatni tydzień wakacji tego roku uświadomił mnie, że problem jest większy niż się wydaje. Koleżanki były na nocce u nas i zapytałam jak tam dziewczyny się dogadują (bo może rzeczywiście coś przeoczyłam w zachowaniu M.) Odpowiedziały, niestety, że tamta dziewczynka zawsze prowokuje i nie tylko obraża moją M. ale także własną kuzynkę i inne dziewczynki a nawet dostawała za takie zachowanie uwagi w szkole, choć głównie przytoczę, co mówi o mojej córce i Jej przyjaciółce do innych("po co One ścięły włosy? Wyglądają teraz jak mop do podłogi" ," ale A. wygląda jak wieloryb" " jak nie dostanę pochwały albo dobrej oceny z W-F u to chyba będę ryczeć, żeby dostać dobra ocenę", " M. to się musi wszystkim chwalić " ," Ona chyba nawet gaci nie pierze, jak dostanie nowe ciuchy, bo zaraz ubiera się w nie, żeby się przechwalać" ) Ostatnio ich grupka umówiła się na rowery i mówię, że może, by warto wyciągnąć rękę i zaprosić ją też. To był mój błąd. Na wycieczce silnie zaznaczała swoją obecność a ku końcowi wycieczki mojej M. spadł koszyk z bagażnika i nie mogąc sobie poradzić mówi" może byś mi pomogła?" a ta dziewczynka do mojej córki " masz ręce, co się tak gapisz, wydłubię Ci kiedyś te oczy" i wstawiła się E. I mówi "daj już spokój z tym zachowaniem, nie podoba się nam, że tak traktujesz M. Doszło do tego, że dziewczynka obraziła się jeszcze na nie i naskarżyła swojej mamie, że to moja córka zaczyna, że się tak odzywa obraźliwie do niej. Dziewczynki zgodziły się potwierdzić złe zachowanie tamtej, ale jak zadzwoniłam zapytać, co się wydarzyło na wycieczce, mama oznajmiła do mnie z podniesionym tonem, że Jej córka wyjaśniła, jak to wygląda i moja M. Wszystko zaczyna od początku. To, co dziewczynki opowiadały mi tamta dziewczynka zrzuciła na M., żeby się wybielić a jak mówiłam, że większość dzieci z klasy może potwierdzić złe zachowanie jej córki to stwierdziła, że nie ma takiej potrzeby, bo wierzy w zaparte swojej córce(ręce opadają), zastanawiam się nad kupnem dyktafonu i udowodnieniu Jej winy lub o spotkaniu rodziców z wychowawcą, by coś z tym zrobić ale boję się, że sytuacja przyniesie odwrotny skutek. Co robić? Naprawdę jestem już zmęczona i trochę zdesperowana. Obawiam się, że dziewczynka nie zapanuje nad sobą i dojdzie do rękoczynów (jest bardzo impulsywna). Proszę o pomoc i radę. Mama gnębionej Córki.
Obsesja na punkcie chorób zamiast radości z powrotu do zdrowia - jak sobie z tym radzić?

Kilka lat temu zaczęłam chorować i pojawiła się u mnie obsesja na punkcie zdrowia, badań medycyny. Teraz mój stan się znacznie poprawił, właściwie poza wszczepionym rozrusznikiem i wadami serca jestem zdrowa. I tu leży problem. Nie cieszy mnie to, wręcz każda dobra wiadomość związana z moim zdrowiem wywołuje u mnie panikę, bo ja nie chce być zdrowa. Uświadomiłam sobie niedawno, że moim największym marzeniem jest zachorować na coś nieuleczalnego, co będzie wymagało ciągłego leczenia i to najlepiej coś, co będzie sprawiało psychiczny i fizyczny ból. Nie wywołuję u siebie żadnych chorób, objawów, ale obawiam się, że to w końcu może nadejść. 

Mam dzieci, chciałabym, by powrót do zdrowia mnie cieszył, zamiast mnie unieszczęśliwiać. Czy może to być zespół Munchausena ? Jak z tym walczyć ? Boję się, że dojdę do takiego etapu, że przestanę zdawać sobie sprawę z tego, że to nie jest normalne i doprowadzę do jakiejś tragedii. Chcę się leczyć, póki nie dotarłam jeszcze za daleko.

Komunikacja z rodziną-oni stosują komentarze, odwracają kota ogonem, krzyczą. Mój trud w wyrażeniu siebie odbierają jako słabość. Jak z tym żyć?
Dzień dobry, Mam problem z komunikacją z moją rodziną. Charaktery wszystkich 5 członków mojej rodziny są bardzo mocne i uparte. Problem polega na tym, że nie jestem w stanie z nimi porozmawiać nawet o błahej sprawie bez większej kłótni. Dla przykładu: Mamy psiaka, który ostatnio boryka się z problemami skórnymi. Dostaliśmy dyspozycję od weterynarza by nie karmić go naszym jedzeniem. Niestety nie wszyscy się do tego stosują. Po zwróceniu uwagi, że dla jego zdrowia nie możemy tego robić, wywiązała się wielka kłótnia, bo osoby które go dokarmiają zaczęły odwracać kota ogonem. Od razu zapomniały o sednie sprawy i zaczęły mówić, że to ja mam alergię i też nie powinnam jeść pewnych rzeczy. Kolejne próby skierowania rozmowy na właściwy tor tylko zaogniały sytuację. Nagle pojawiały się problemy typu skarpetki na podłodze, krzyki i niepotrzebne komentarze. Co robić w takich sytuacjach, gdzie rozmowa o błachej sprawie rośnie do rangi olbrzymiej kłótni, gdzie nikt nie chce ze sobą rozmawiać przez kilka godzin? Strasznie mnie to denerwuje. Dodam jeszcze, że sama borykam się z problemem wyrażania emocji i za każdym razem, gdy coś mnie emocjonuje, angażuje emocjonalnie, załamuje mi się głos, co reszta rodziny traktuje jako słabość. Ja nad tym nie panuję, oni dobrze to wiedzą, ale zwykle traktują to w stylu "przestań beczeć" co jeszcze bardziej mnie denerwuje. Nie wiem jak sobie z tym radzić.
Syn ma spektrum autyzmu, martwi mnie jego dystans i niechęć do spotkań towarzyskich, nawiązywania głębszych relacji.
Witam, mam syna Kubę, 15-letniego. Kubuś zawsze był cichy, milczący, trzymał się z boku. Ma Aspergera (chyba to lekki autyzm???). Na spotkaniach rodzinnych jest milczący, póki konkretnie ktoś o coś go nie zagada, nie zapyta. Taki za murem aspołeczny, zdystansowany, chłodny, ale zarazem jak już to sympatyczny. Małomówny. Nie ma kolegów i martwię się o niego. Nie umie nawiązywać bliższych relacji, jedynie pobieżnie powierzchowne, takie jednorazowe. Boję się, że będzie samotny i nawet przez rodzinę opuszczony w przyszłości. Jak sprawić, aby stał się towarzyski, umiał być tak czynnie aktywny na spotkaniach. Większość czasu spędza u siebie w pokoju, a ludzie mu nie są specjalnie potrzebni do szczęścia. Jestem zdołowana widząc, że tak żyje. Toż to uosobienie nieszczęścia, choć nie jest jako taki depresyjny, zdołowany, bo cieszą go wycieczki po lesie, po jurze skałkach, dopomina się kiedy znowu, w domu jest uśmiechnięty i spokojny, ale jego ekspresja zawsze jest raczej taka skromna. Uwielbia łamigłówki, ciekawostki popularnonaukowe i czarne dziury. Ale jak mówi lubi ludzi, ale jakoś nie bardzo umie z nimi być i też nie ma dużych potrzeb towarzyskich, ale nie, że całkiem do zera. Jakieś tam ma. Jednak mnie to bardzo martwi. Ta jego cichość... 😭😭😭CO MAM ZROBIĆ??
mutyzm1

Mutyzm - przyczyny, objawy i skuteczne metody pomocy

Czy Twoje dziecko nie mówi w określonych sytuacjach społecznych, mimo że swobodnie komunikuje się w znanym otoczeniu? Może to być mutyzm wybiórczy – zaburzenie lękowe, które wymaga odpowiedniego wsparcia.