Left ArrowWstecz

Przedszkolak zawsze chce mieć rację – jak reagować na upór i brak przyznania się do błędu?

Jak wpłynąć na przedszkolaka które chce mieć zawsze rację? To co ono mówimy jest prawdą, ono ma rację. Wyklóca się. Nawet jak kilka osób mówi - nie przyzna się, że się pomyliło lub zrobiło coś źle...
User Forum

Marzycielka

2 miesiące temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Takie zachowanie u przedszkolaka jest dość częste i zwykle wynika z etapu rozwoju. Dzieci w tym wieku dopiero uczą się, że można się pomylić, że inni mogą mieć inne zdanie i że przyznanie się do błędu nie oznacza „bycia złym”. Upieranie się przy swoim często jest sposobem na utrzymanie poczucia kontroli i obronę przed wstydem.
 

W praktyce pomocne bywa zwrócenie uwagi nie tyle na udowodnienie dziecku, że nie ma racji, lecz na modelowanie reakcji na błąd. Na przykład spokojne komunikaty w stylu: „Każdemu zdarza się pomylić, ja też czasem się mylę” albo „Sprawdźmy to razem” zamiast wchodzenia w spór. Gdy dziecko czuje się bezpiecznie, łatwiej mu przyznać się do pomyłki.
 

Warto też zauważyć momenty, kiedy dziecko jednak zmienia zdanie lub próbuje coś naprawić, i wtedy to nazwać: „Widzę, że spróbowałeś jeszcze raz” albo „To odważne przyznać, że coś się nie udało”. Takie wzmacnianie zachowań stopniowo buduje elastyczność.
 

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

W zachowaniu przedszkolaka, który za wszelką cenę chce mieć rację, często kryje się silna potrzeba budowania poczucia sprawstwa oraz lęk przed utratą akceptacji w momencie popełnienia błędu. Na tym etapie rozwoju dzieci dopiero uczą się oddzielać swoje działanie od swojej wartości, więc przyznanie się do pomyłki może być przez nie postrzegane jako bycie „złym” lub „gorszym”.

Zamiast wchodzić w bezpośrednią walkę na argumenty i udowadnianie dziecku błędu przed grupą osób, co tylko nasila jego opór i postawę obronną, warto zastosować metodę modelowania oraz dawania wyboru. Skuteczne może okazać się nazywanie emocji dziecka i pokazywanie na własnym przykładzie, że pomyłka jest naturalnym elementem nauki i nie wiąże się z żadną karą ani utratą miłości. Można spróbować komunikatu typu: „Widzę, że bardzo zależy ci, żeby było tak, jak mówisz, ale każdy z nas czasem widzi rzeczy inaczej i to jest w porządku”. Odwrócenie uwagi od tego, kto ma rację, na rzecz wspólnego szukania rozwiązania, pozwala dziecku wyjść z sytuacji z twarzą i uczy je, że elastyczność myślenia jest cenniejsza niż uparte trzymanie się własnego zdania.

 

Powodzenia

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

dzień dobry , 

Widać, że dobrze obserwuje Pani dziecko i zależy Pani na tym, żeby mu naprawdę pomóc, a nie tylko "wygrać" z nim dyskusję.

To, co Pani opisuje jest zachowaniem bardzo typowym dla wieku przedszkolnego. Między 3. a 6. rokiem życia dzieci są w pełni przekonane o własnej nieomylności — to nie jest zła wola, to etap rozwoju. Mózg przedszkolaka dosłownie nie jest jeszcze gotowy na pełne przyjęcie krytyki bez poczucia zagrożenia. Przyznanie się do błędu oznacza dla niego coś bliskiego: "jestem złym dzieckiem" — a nie po prostu: "pomyliłem się w jednej sprawie".

Co naprawdę pomaga — konkretnie:

Dzieci uczą się reakcji na błąd przez obserwację dorosłych. Jeśli widzą, że dorosły myli się i... nic się nie dzieje — zaczyna im być łatwiej z własną pomyłką. Nigdy proszę nie zmuszać do przyznania racji przy innych. Im więcej osób mówi dziecku "mylisz się", tym bardziej się zamyka — bo stawką staje się jego pozycja w grupie, nie samo zdarzenie.

Jedno ważne rozróżnienie:

Jeśli takie zachowanie jest bardzo nasilone, dotyczy wielu sytuacji i dziecko reaguje silnym lękiem lub agresją na każdą korektę — warto porozmawiać z psychologiem dziecięcym. Nie dlatego, że "coś jest nie tak", ale dlatego, że może być za tym coś głębszego — np. bardzo wysokie poczucie lęku przed oceną, perfekcjonizm, albo trudności w rozumieniu perspektywy innych.

Ale jeśli poza tymi sytuacjami dziecko funkcjonuje dobrze — najprawdopodobniej po prostu potrzebuje czasu, cierpliwości i dorosłych, którzy nie robią z każdej pomyłki "sprawy". 

 

z poważaniem

Karolina Rzeszowska-Świgut

psycholog, psychotraumatolog

2 miesiące temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, w rozwoju dziecka w wieku przedszkolnym często następuje taki etap (i jest on naturalny), w którym dziecko doświadcza przekonań na swój temat, że wszystko wie, wszystko potrafi, np. byłoby w stanie zbudować samolot i polecieć nim na księżyc albo zatrzymać rozpędzoną ciężarówkę siłą swoich mięśni. To normalny etap rozwojowy, który najczęściej w pewnym momencie mija. Brakuje mi konkretnego przykładu w Pani wiadomości, do którego mogłabym się odnieść, ale czasem warto po prostu odpuścić. Oczywiście nie chodzi o to, żeby pozwalać dziecku robić rzeczy, co do których się myli, np. kroić mięso ostrym nożem, nawet jeśli jest przekonane, że to potrafi, ale jeśli upiera się że kot na obrazku w książeczce to w rzeczywistości krowa można powiedzieć: no kto by się spodziewał, że tak może wyglądać krowa? Byłam przekonana, że to kot. Człowiek uczy się całe życie ;)

Wiem, że ta pozorna wszechwiedza dziecka bywa w tym etapie irytująca i jako dorośli mamy potrzebę, żeby pokazać dziecku, kto ma rację, a czasem boimy się że nieprawidłowe przekonania się utrwalą, ale ten etap - jak wiele trudnych momentów rodzicielstwa - po prostu minie, a dziecko zacznie zauważać, że nie zawsze wszystko wie i umie. 

2 miesiące temu
Aleksandra Czarnecka

Aleksandra Czarnecka

Dzień dobry,

Opisuje Pani sytuacje, które zdarzają się często u dzieci przedszkolnych a także wczesnoszkolnych. W takich momentach, zamiast koncentrować się na dochodzeniu prawdy można skupić sie na sferze emocjonalnej. Czasami dzieci kłamią, bo czują się niepewne, są zawstydzone, pochopnie ocenione lub chcą się ochronić przed negatywnymi konsekwencjami. Warto o tym mówić dziecku, poszerzać jego wiedzę o emocjach i opisywać sytuacje społeczne tak, aby mogło lepiej je rozumieć  i wiedzieć jak się zachować następnym razem. Dzieci potrzebują wsparcia w zrozumieniu, że perspektywa drugiej osoby może być zupełnie inna niż dziecka. Potrzebują dorosłego, który pokaże im, że ich zachowanie ma wpływ na drugą osobę i może wywołać różne emocje.  Czasami dzieci kłamią, bo są wystraszone emocjami drugiej strony np. zepsują zabawkę, zobaczą smutek albo złość drugiego dziecka i są bezradne, bo nie wiedzą co mogą zrobić, jak naprawić sytuacje. Wówczas kłamstwo wydaje się być najlepszym pomysłem. Warto wyposażać dziecko w strategie radzenia sobie w takich sytuacjach i być dla niego wsparciem, a nie kolejną osobą oceniającą. Jest duża szansa, że gdy poczuje się bezpiecznie łatwiej będzie mu się mierzyć z trudnymi emocjami i przyznawać do ewentualnych błędów.


Pozdrawiam,

Aleksandra Czarnecka

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Takie zachowanie dziecka wskazuje na silną potrzebę autonomii. Spokojna rozmowa, cierpliwość i dobra komunikacja sprawią, że młody człowiek w końcu zmieni swoje zachowanie. Trzeba rozmawiać, ale na poziomie komunikacyjnym, który rozumie. 

2 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Państwo opisują, jest bardzo typowe dla wieku przedszkolnego. Dzieci na tym etapie dopiero uczą się, że mogą się mylić, a przyznanie się do błędu bywa dla nich trudne, bo wiąże się z poczuciem wstydu lub obawą przed konsekwencją.

Upieranie się przy swoim nie musi oznaczać „złego zachowania”, tylko raczej potrzebę obrony siebie i swojego obrazu.

Często im więcej dorosłych przekonuje dziecko, że „nie ma racji”, tym bardziej ono się zapiera – bo czuje, że traci kontrolę i „przegrywa”.

Może być pomocne zauważenie, że ważniejsze od udowodnienia, kto ma rację, jest to, żeby dziecko uczyło się stopniowo przyjmować różne perspektywy.

To proces, który wymaga czasu i spokoju.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

2 miesiące temu
terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Rodzice wymagają pełnej opieki i odpowiedzialności za nich, w zamian nie dając wsparcia.
Dzień dobry. Sprawa jest złożona, ale postaram się opisać jak najbardziej konkretnie. Jestem przed 40. Mam męża i 2 dzieci. Zawsze byłam przywiązana do mojej rodziny. Mama była jedynaczką i mieszkała ze swoimi rodzicami. Ja mam jedną siostrę. Siostra po ślubie wybudowała dom zaraz obok rodzinnego, w jednym ogrodzeniu. Wszyscy myśleli, że jakoś się dogadamy. Mój mąż pracuje za granicą. W mojej rodzinie od zawsze nie mówiło się, co komu leży na duszy, ale po prostu przychodził czas boczenia się i nieodzywania i trzeba się było domyślić, za co tym razem te fochy. Ja, głupia ja, namówiłam męża, abyśmy zostali w domu rodzinnym...no przecież dom miał być dla nas, skoro siostra się wybudowała. No ale mimo, że chcielibyśmy wyremontować konkretnie ten dom (choć i tak włożyliśmy już w niego z 80 tys) to wszelkie pytania o zapis są zbywane. Najpierw mama musiała przejść na emeryturę, potem covid a na końcu dowiedziałam się, że najpewniej od razu oddałabym ich do domu starców... To, że ja chcę żyć po swojemu odbierane jest jako policzek, że nie robię tak jak oni by chcieli. Moja babcia jeszcze żyje i ona dużo złego zrobiła w relacjach między nami. Z siostrą nie rozmawiam. Obraziła się, bo powiedziałam jej, że wszystko dostała (rodzice i dziadkowie pomogli im wybudować dom, brali kredyty, które później spłacali...urządzili wesele, wspomagali finansowo) a ja nawet nie mogę mieć zapisanego obiecanego domu. Mama mówi, że nam tylko na zapisach zależy. Nie. Chcielibyśmy remontować na swoim, a nie, że po paru latach okaże się, że połowę domu jednak zapiszą mojej siostrze. Mój mąż mówi, że od początku czuje się nieakceptowany (bo nie daje sobą sterować) i kilka lat temu myśleliśmy o pójściu na swoje. Mnie powstrzymywała myśl, że rodzice się starzeją, że będą potrzebowali pomocy, też tej finansowej, no ale starsza córka jest lepsza, bardzo im się przymila i podejrzewam, że dużo też mąci. Konflikty z siostrą ( a raczej nieodzywanie się) wynika z tego, iż jej najmłodsza córka (obecnie 10 lat) od kilku lat jest wobec moich dzieci złośliwa, namawia ich do głupich rzeczy, pokazuje im swoje miejsca intymne, a mój młodszy syn ma zaledwie 5 lat..miałam wiele razy o to pretensje. Dodatkowo a propos tego mieszkania w jednym ogrodzeniu, córka jak i starsi synowie bez problemu przychodzą do "naszego" domu, a moje dzieci nie mogą tam ( do domu siostry) chodzić, bo albo drzwi zamkniete albo zwyczajnie przyjmą ich na progu i powiedzą, że nie mają czasu. Moim dzieciom bardzo smutno z tego powodu, a nikt nie widzi w tym problemu. Nie wiem co robić, z jednej strony czuję się zobowiązana pomagać rodzicom, ale ewidentnie nie chcą nam tego domu zapisać, a wiedzą , że zrobilibyśmy generalny remont i im też żyłoby się wygodniej. Dom jest z lat 60 i wiele technologii też z tego czasu. Z drugiej strony jest mąż i dzieci, dzieci którym ciasno, które chciałyby mieć osobny pokój, które chciałyby wziąć prysznic....takie prozaiczne sprawy. I rodzice nie myślą o tym, że nam ciasno....każdy myśli o sobie. Teraz mąż mówi, żeby jakoś przecierpieć i że rodzice się starzeją i w końcu może zmiękną, a rodzice tak się dumą unieśli, że gdybym zostawiła na stole kubek na tydzień to stałby w tym samym miejscu. Kiedy bylismy na 2 tyg wakacjach to dom był tak zapuszczony po powrocie, ze pierwsze co musiałam czyścić toalety, do tego nikt się nie poczuwa. Ja w tym domu nie mam prawa głosu (choć jak już się postawię to są pretensje i obraza). Mąż mówi, że ....to nie są normalne relacje i że powinnam się od rodziny odciąć. Mnie samej jest bardzo źle, stałam się nerwowa, pesymistyczna, wszystko widzę w czarnych barwach i najgorszych możliwych scenariuszach, jeżdżę na masaże lecznicze, bo od napięcia zaczęłam mieć bóle i zawroty głowy. Na dodatek jestem z tym sama, bo mąż przyjeżdża co miesiąc na 3-4 dni i później ze wszystkim jestem sama, a mam tego pecha, że wszystko biorę do siebie. Teraz żałuję, że nie posłuchałam go te 8 czy 10 lat temu, że postawiłam na rodziców a nie na męża :( Nie widzę teraz żadnego wyjścia z sytuacji. P.S. Podczas jednej z "rozmów" mama niemalże chciała mi wmówić, że ojciec miał 2 zawały serca przeze mnie. Rozumiem, że on nie może się denerwować, ale palić i pić może i reagować na mój widok soczystą "kur*ą" mówioną pod nosem... Jak mogło do tego dojść, że choć ja miałam dobre intencje teraz w domu jest nie do wytrzymania dla wszystkich. I że moi rodzice aż tak mnie ..nie lubią? Nie odżegnuję się, bo mam swoje za uszami, ale w mojej rodzinie wszyscy są pamiętliwi i po kilku latach potrafią wyjąć (poważnie!) z pudełeczka karteczkę, gdzie jest napisane co i kiedy złego zrobiłam, czy powiedziałam. Żyję w ciągłym poczuciu winy względem męża, dzieci, że to ja zdecydowałam o naszym losie, że mimo lat pracy za granicą nie dorobiliśmy się niczego, bo ja naiwnie wierzyłam w zapewnienia "będzie wasza". Przepraszam za ten elaborat, szukam pomocy u kogoś, kto być może spojrzy na ten problem na zimno i powie, że może przesadzam...?
Syn nie akceptuje mojego nowego związku, po śmierci mojego męża.
Mam problem z synem. Mój mąż nie żyje, poznałam 6 miesięcy temu innego faceta, jesteśmy razem, ale nie mieszkamy ze sobą. Ale kiedy idę się z nim spotkać, mój syn wydzwania do mnie co pół godziny i tak cały czas, dopóki nie wsiądę do auta i przyjadę do domu. Jestem już tym taka zmęczona. Co ja mam robić dalej? Czy przestać spotykać się z facetem, nie wiem gdzie leży wina?
Samotność i utrata rodziny: Jak poradzić sobie z emocjonalnym bólem i tęsknotą

W moim życiu niedawno zaistniały nowe dowody i napotkałem trudność, która mnie przerasta, utraciłem rodzinę, dom, i pieniądze to trzecie nie jest dla mnie nic nieznaczące i nie ważne, pracuje, by spłacać kredyty, pracuje, by się czymś zająć, pracuje, by kiedyś coś po mnie zostało, ale napotkałem trudność, nie mogę z nią sobie poradzić, nie może mi nikt pomóc, bardzo kochałem swoją żonę i dzieci bardzo kochałem dom, który otrzymałem od dziadków, już ich nie ma, pozostali w mojej pamięci, ten dom po opuszczeniu przez moją żonę i dzieci sprzedałem, a kupiłem mieszkanie z dala od byłej rodziny, byłej żony, by widywać się z dziećmi. Bardzo kochałem dzieci, bardzo kocham swoje najmłodsze dziecko, okazało się, że dom kupili pośrednicy, a pieniądze wyłożył ojciec biologiczny moich dzieci. Dwoje dzieci utraciłem, które są już dorosłe, po wychowaniu usłyszałem, że nie jestem ich ojcem, mam 53 lata dzieci odchodziły co 10 lat, co 10 lat się rodziły, pozostało mi najmłodsze dziecko, nie jestem biologicznym jego ojcem, niedawno się o tym dowiedziałam, to przez opuszczenie domu przez rodzinę szukałem odpowiedzi dlaczego? Dom sprzedałem i nie ma tu oszustwa. Ale ten dom kupiła była rodzina, ciężko przeżyłem utratę dzieci, nie widziałem najmłodszego syna rok, kiedy to po roku byliśmy razem szczęśliwi, wzajemnie nie mogliśmy się doczekać naszych spotkań, zbudowałem cudowną miłość, wiedząc, że nie jestem jego ojcem, będę zawsze, będę zawsze go kochał jak dzieci, które odeszły, te dzieci, które kochałem, z ich strony nasilił się atak na moją osobę, w sposób psychologiczny mówią, że całe życie ich źle traktowałem, źle traktowałem ich matkę, nie chcą utrzymywać ze mną kontaktów, bo jestem psychiczny to ich słowa, więc czym jest moja miłość? 

Jestem jedyną osobą, która może uwiarygodnić, co mi zrobiono. Wiem, że za 8 lat utracę ostatnią osobę moje serce i dziecko, pierw zezwalali, by był ze mną był całe nawet wakacje. 

Graliśmy w gry planszowe, jeździliśmy rowerami po lesie, obydwoje płakaliśmy, jak miał jechać do swojego domu, obecnie albo jest chory, dlatego nie mogę go widzieć lub dostaje wiadomość, że nie może, nie mam nikogo, nie mam rodziny pomimo, że jest duża, to oni mi to zrobili, chodziło o pieniądze, o pieniądze które dla mnie nie były ważne a jedynie potrzebne, przekładałem inne wartości. Poznałem kogoś, byliśmy razem rok czasu, pozwoliło mi to zapomnieć o byłej żonie, byłem bardzo szczęśliwy pomimo tego, co mi się przydarzyło, cudowna kobieta, próbowała naprawić relacje moje, z moją rodziną pomimo tego, co mi zrobiono, ale oni dalej brnęli. Moja dziewczyna zobaczyła, kim jest moja rodzina, wszystko przewidziała, mogłem być z nią lub z synem oddaleni byliśmy aż 300km, jeździłem do niej, jeździłem do syna, widziała, że się męczę, rozstaliśmy się, to ona podjęła tę decyzję. Mówiła, bym zamieszkał u niej, wybrałem widzenia z dzieckiem, z dzieckiem, które nie poszło spać, póki ja nie usnąłem, mam tylko jego, tak bardzo go kocham, że nie daje sobie z tym rady, tak bardzo się boję, że go za 8 lat utracę, wiem, że jak spłacę kredyty, to moja rodzina zaatakuje moje mieszkanie, nie mam komu przepisać mieszkania, skorzysta na tym biologiczny ojciec, ja czuję, że go utracę to zrozumiałe, taką samą miłością darzyłem dwójkę pozostałych dzieci, borykam się z niewyobrażalnym bólem i problemem, co mam zrobić, dokąd uciekać, a nie mogę, stoję w oknie i mam nadzieję, że przyjedzie do mnie najstarszy syn. Samotność to przerażające uczucie, praca jeszcze mi pomaga, ale się męczę, choć jest to praca nie męcząca, bardzo tęsknię za synem i świadomość, że on tęskni za mną, nie daje mi spokoju, nie mogę do niego pisać, bo odpisuje mi ktoś inny, to się po prostu czuję, od czasu do czasu wyślę mi mój syn esemesa i wiem, że to od niego, a są podteksty na przykład, ze pyta się, co ja teraz robię, ja mu na to, że piję kawę i mi odpisuje, pamiętam tę kawę, dobra była. Tak to wygląda, podchodzą do mojej osoby psychologicznie, a ja się coraz bardziej męczę, czuję, że jestem podśmiechiwany, w tych esemesach są podteksty cyt: dobry jestem: Miałem odebrać syna zrobiłem torta, kupiłem nowe gry planszowe, i nie może mi go dać, bo wyczerpałem już swoje widzenie, to przez pracę co trzy tygodnie tak zasadzili, borykam się z wielką niesprawiedliwością i brzemieniem kocham życie i boję się odejść, tak bardzo czuję się oszukany przez życie, tak bardzo po aż 3 latach nie wierzę w to, co mnie spotkało, zasypiam i chce się obudzić, że to był tylko koszmar, obudzę się w moim byłym domu, a mój najmłodszy syn będzie patrzał się na mnie i czekał, kiedy wstanę. Nie uważam, że przechodzę kryzys, ja tęsknię, tęsknię za rodziną, która mi została odebrana, ciężko mi iść dalej samotnie nikomu nie życzę tego, co mi wyrządzono, tęsknię za dziećmi, zapomniałem już o byłej żonie, wystarczył rok z kochającą osobą, która mi udzieliła krótkiego wsparcia, tęsknię też za nią, ja chcę się obudzić :)

Witam serdecznie, mam obawy co do sąsiadów
Witam serdecznie, mam obawy co do sąsiadów, ponieważ upatrzyli sobie moją córkę 3-latkę i chcą pokazać światu, że oni by byli lepszymi rodzicami. Ode mnie słyszała od sąsiada, jak mówił do córki, jak chciał ją zabrać do siebie, a córką nie chciał iść, że ja to nie jej mamą, tylko za ścianą jest mama, czyli jego żona. Co zrobić.
Córka po rozwodzie, mam wrażenie, nie daje ojcu wolności w ułożeniu sobie życia i organizacji.
Partner po rozwodzie nigdy nie jest w stanie podać terminu naszych spotkań, gdyż dostosowuje się do dorosłej (18l) córki, która zawsze go szachuje, nie umie się określić, kiedy przyjedzie lub mówi 'może jutro się zobaczymy' lub w tym tygodniu, któregoś dnia zostanę u Ciebie....dotyczy to również Świąt.. nawet, gdy mówi, że go nie będzie w domu, córka zjawia się pod drzwiami i dzwoni informując go, nigdy nie daje możliwości zorganizowania ojcu życia. Córka jest dla niego najważniejsza i zależy mu, żeby się z nią widywać, przystaję na to, ciagle zabiera ją do restauracji, kupuje drogie prezenty..czasami mam wrażenie, że jest to adorowanie.... czy córka jest rozdarta między Matką a Ojcem, czy próbuje ich pogodzić i nie chce, żeby on ułożył sobie życie? Czy czas pomoże, żeby pogodziła się z rozwodem i dala Ojcu wolność? Czy on chce takiej wolności? Czy jest to próba wywierania wpływu? Czy takie relacje ojciec- córka są poprawne? Czy to jest zrowa miłość? Czy córkę należy traktować trochę jak narzeczoną? Czy są to wyrzuty sumienia za rozwód? A ojca tak przedmiotowo?
mutyzm1

Mutyzm - przyczyny, objawy i skuteczne metody pomocy

Czy Twoje dziecko nie mówi w określonych sytuacjach społecznych, mimo że swobodnie komunikuje się w znanym otoczeniu? Może to być mutyzm wybiórczy – zaburzenie lękowe, które wymaga odpowiedniego wsparcia.