Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przedszkolak zawsze chce mieć rację – jak reagować na upór i brak przyznania się do błędu?

Jak wpłynąć na przedszkolaka które chce mieć zawsze rację? To co ono mówimy jest prawdą, ono ma rację. Wyklóca się. Nawet jak kilka osób mówi - nie przyzna się, że się pomyliło lub zrobiło coś źle...
User Forum

Marzycielka

1 miesiąc temu
Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Takie zachowanie u przedszkolaka jest dość częste i zwykle wynika z etapu rozwoju. Dzieci w tym wieku dopiero uczą się, że można się pomylić, że inni mogą mieć inne zdanie i że przyznanie się do błędu nie oznacza „bycia złym”. Upieranie się przy swoim często jest sposobem na utrzymanie poczucia kontroli i obronę przed wstydem.
 

W praktyce pomocne bywa zwrócenie uwagi nie tyle na udowodnienie dziecku, że nie ma racji, lecz na modelowanie reakcji na błąd. Na przykład spokojne komunikaty w stylu: „Każdemu zdarza się pomylić, ja też czasem się mylę” albo „Sprawdźmy to razem” zamiast wchodzenia w spór. Gdy dziecko czuje się bezpiecznie, łatwiej mu przyznać się do pomyłki.
 

Warto też zauważyć momenty, kiedy dziecko jednak zmienia zdanie lub próbuje coś naprawić, i wtedy to nazwać: „Widzę, że spróbowałeś jeszcze raz” albo „To odważne przyznać, że coś się nie udało”. Takie wzmacnianie zachowań stopniowo buduje elastyczność.
 

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

W zachowaniu przedszkolaka, który za wszelką cenę chce mieć rację, często kryje się silna potrzeba budowania poczucia sprawstwa oraz lęk przed utratą akceptacji w momencie popełnienia błędu. Na tym etapie rozwoju dzieci dopiero uczą się oddzielać swoje działanie od swojej wartości, więc przyznanie się do pomyłki może być przez nie postrzegane jako bycie „złym” lub „gorszym”.

Zamiast wchodzić w bezpośrednią walkę na argumenty i udowadnianie dziecku błędu przed grupą osób, co tylko nasila jego opór i postawę obronną, warto zastosować metodę modelowania oraz dawania wyboru. Skuteczne może okazać się nazywanie emocji dziecka i pokazywanie na własnym przykładzie, że pomyłka jest naturalnym elementem nauki i nie wiąże się z żadną karą ani utratą miłości. Można spróbować komunikatu typu: „Widzę, że bardzo zależy ci, żeby było tak, jak mówisz, ale każdy z nas czasem widzi rzeczy inaczej i to jest w porządku”. Odwrócenie uwagi od tego, kto ma rację, na rzecz wspólnego szukania rozwiązania, pozwala dziecku wyjść z sytuacji z twarzą i uczy je, że elastyczność myślenia jest cenniejsza niż uparte trzymanie się własnego zdania.

 

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

dzień dobry , 

Widać, że dobrze obserwuje Pani dziecko i zależy Pani na tym, żeby mu naprawdę pomóc, a nie tylko "wygrać" z nim dyskusję.

To, co Pani opisuje jest zachowaniem bardzo typowym dla wieku przedszkolnego. Między 3. a 6. rokiem życia dzieci są w pełni przekonane o własnej nieomylności — to nie jest zła wola, to etap rozwoju. Mózg przedszkolaka dosłownie nie jest jeszcze gotowy na pełne przyjęcie krytyki bez poczucia zagrożenia. Przyznanie się do błędu oznacza dla niego coś bliskiego: "jestem złym dzieckiem" — a nie po prostu: "pomyliłem się w jednej sprawie".

Co naprawdę pomaga — konkretnie:

Dzieci uczą się reakcji na błąd przez obserwację dorosłych. Jeśli widzą, że dorosły myli się i... nic się nie dzieje — zaczyna im być łatwiej z własną pomyłką. Nigdy proszę nie zmuszać do przyznania racji przy innych. Im więcej osób mówi dziecku "mylisz się", tym bardziej się zamyka — bo stawką staje się jego pozycja w grupie, nie samo zdarzenie.

Jedno ważne rozróżnienie:

Jeśli takie zachowanie jest bardzo nasilone, dotyczy wielu sytuacji i dziecko reaguje silnym lękiem lub agresją na każdą korektę — warto porozmawiać z psychologiem dziecięcym. Nie dlatego, że "coś jest nie tak", ale dlatego, że może być za tym coś głębszego — np. bardzo wysokie poczucie lęku przed oceną, perfekcjonizm, albo trudności w rozumieniu perspektywy innych.

Ale jeśli poza tymi sytuacjami dziecko funkcjonuje dobrze — najprawdopodobniej po prostu potrzebuje czasu, cierpliwości i dorosłych, którzy nie robią z każdej pomyłki "sprawy". 

 

z poważaniem

Karolina Rzeszowska-Świgut

psycholog, psychotraumatolog

1 miesiąc temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, w rozwoju dziecka w wieku przedszkolnym często następuje taki etap (i jest on naturalny), w którym dziecko doświadcza przekonań na swój temat, że wszystko wie, wszystko potrafi, np. byłoby w stanie zbudować samolot i polecieć nim na księżyc albo zatrzymać rozpędzoną ciężarówkę siłą swoich mięśni. To normalny etap rozwojowy, który najczęściej w pewnym momencie mija. Brakuje mi konkretnego przykładu w Pani wiadomości, do którego mogłabym się odnieść, ale czasem warto po prostu odpuścić. Oczywiście nie chodzi o to, żeby pozwalać dziecku robić rzeczy, co do których się myli, np. kroić mięso ostrym nożem, nawet jeśli jest przekonane, że to potrafi, ale jeśli upiera się że kot na obrazku w książeczce to w rzeczywistości krowa można powiedzieć: no kto by się spodziewał, że tak może wyglądać krowa? Byłam przekonana, że to kot. Człowiek uczy się całe życie ;)

Wiem, że ta pozorna wszechwiedza dziecka bywa w tym etapie irytująca i jako dorośli mamy potrzebę, żeby pokazać dziecku, kto ma rację, a czasem boimy się że nieprawidłowe przekonania się utrwalą, ale ten etap - jak wiele trudnych momentów rodzicielstwa - po prostu minie, a dziecko zacznie zauważać, że nie zawsze wszystko wie i umie. 

1 miesiąc temu
Aleksandra Czarnecka

Aleksandra Czarnecka

Dzień dobry,

Opisuje Pani sytuacje, które zdarzają się często u dzieci przedszkolnych a także wczesnoszkolnych. W takich momentach, zamiast koncentrować się na dochodzeniu prawdy można skupić sie na sferze emocjonalnej. Czasami dzieci kłamią, bo czują się niepewne, są zawstydzone, pochopnie ocenione lub chcą się ochronić przed negatywnymi konsekwencjami. Warto o tym mówić dziecku, poszerzać jego wiedzę o emocjach i opisywać sytuacje społeczne tak, aby mogło lepiej je rozumieć  i wiedzieć jak się zachować następnym razem. Dzieci potrzebują wsparcia w zrozumieniu, że perspektywa drugiej osoby może być zupełnie inna niż dziecka. Potrzebują dorosłego, który pokaże im, że ich zachowanie ma wpływ na drugą osobę i może wywołać różne emocje.  Czasami dzieci kłamią, bo są wystraszone emocjami drugiej strony np. zepsują zabawkę, zobaczą smutek albo złość drugiego dziecka i są bezradne, bo nie wiedzą co mogą zrobić, jak naprawić sytuacje. Wówczas kłamstwo wydaje się być najlepszym pomysłem. Warto wyposażać dziecko w strategie radzenia sobie w takich sytuacjach i być dla niego wsparciem, a nie kolejną osobą oceniającą. Jest duża szansa, że gdy poczuje się bezpiecznie łatwiej będzie mu się mierzyć z trudnymi emocjami i przyznawać do ewentualnych błędów.


Pozdrawiam,

Aleksandra Czarnecka

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Takie zachowanie dziecka wskazuje na silną potrzebę autonomii. Spokojna rozmowa, cierpliwość i dobra komunikacja sprawią, że młody człowiek w końcu zmieni swoje zachowanie. Trzeba rozmawiać, ale na poziomie komunikacyjnym, który rozumie. 

1 miesiąc temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Państwo opisują, jest bardzo typowe dla wieku przedszkolnego. Dzieci na tym etapie dopiero uczą się, że mogą się mylić, a przyznanie się do błędu bywa dla nich trudne, bo wiąże się z poczuciem wstydu lub obawą przed konsekwencją.

Upieranie się przy swoim nie musi oznaczać „złego zachowania”, tylko raczej potrzebę obrony siebie i swojego obrazu.

Często im więcej dorosłych przekonuje dziecko, że „nie ma racji”, tym bardziej ono się zapiera – bo czuje, że traci kontrolę i „przegrywa”.

Może być pomocne zauważenie, że ważniejsze od udowodnienia, kto ma rację, jest to, żeby dziecko uczyło się stopniowo przyjmować różne perspektywy.

To proces, który wymaga czasu i spokoju.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

1 miesiąc temu
terapia czy psycholog

Czy to moment na terapię lub wizytę u psychologa?

Zobacz podobne

Córka jest pod presją rówieśniczą, do tego ojciec jej koleżanek namawia ją do nieakceptowalnych dla mnie spotkań.

Witam serdecznie. Mam problem z córką. Ma 13 lat. Zawsze była i jest poukładaną, wesołą i mega wrażliwą dziewczynką, często nieśmiałą ( wrażliwość ma niestety po mnie ). Córka kumpluje się z kilkoma koleżankami w klasie. Część z nich , te najbardziej jej bliskie, to osoby z bardzo mocnym charakterem. Moje dziecko musi przeważnie dopasowywać się do nich. Nie patrzą na jej zdanie. Dwie z nich organizują ostatnio praktycznie co tydzień "nocowanka". Rozumiem wszystko, ale wydaje mi się, że co tydzień to lekka przesada. Córka idzie do nich w sobotę ok. południa i wraca do domu w niedzielę również około południa. Wraca oczywiście niewyspana, więc resztę dnia przesypia.

 Ostatnio zabroniłam tych nocowanek tłumacząc, że nie może się to pojawiać aż tak często, że jest szkoła, nauka. Zaakceptowała. Jednak koleżanki nie. Zabraniam również córce chodzić w dziwne miejsca, typu opuszczone budynki, stacje pkp , perony ( te są bardzo oddalone od naszego małego miasteczka), ponieważ uważam, że to nie miejsce na spędzanie czasu, kręca się tam dziwni ludzie, bezdomni, pijani. Jednak " koleżanki" córki twierdzą inaczej, robią jej wyrzuty z tego powodu, odrzucają ją . Twierdzą, że ma chorych rodziców, bo nie pozwalają jej tam chodzić. Ponadto jeden z ojców tych koleżanek stwierdził, że coś ze mną nie tak, skoro nie pozwalam im tam chodzić. Zabrzmi to absurdalnie, ale on ich namawia na chodzenie tam, bo przecież to normalne w tym wieku i on będąc dzieckiem tam chodził i super to wspomina. Ostatnio córka wróciła zapłakana, załamana do domu, ponieważ powtórzyła się sytuacja wyżej opisywana. Przyznam, że jestem załamana. Nie wiem jak jej pomóc... a może to ze mną jest coś nie tak? Może ja wyolbrzymiam ..... Nie wiem co robić?

Jak odnaleźć szczęście w mieście po życiu na wsi? Konflikt między pracą a rodziną
Witam. Opiszę w dużym skrócie moją historię. Od zawsze mieszkałem w domu, jak miałem 25 lat wyremontowałem sobie mieszkanie na 1 piętrze i zamieszkałem tam po moich dziadkach. 7 Lat temu poznałem swoją obecną żonę, pracowałem wtedy w delegacji i wtedy jeszcze dziewczyną widywałem się weekendami. Od tamtej pory leczę się u psychiatry, mam nerwicę/depresję. Zrezygnowałem z tamtej pracy i ogólnie jakoś sobie radziłem. Wzięliśmy ślub, urodził nam się synek, obecnie ma 3 lata. Jednak przez ostatnie dwa lata wydarzyło się u mnie dużo. Ze względu na konflikt rodziców i ich późniejszy rozwód, dla ratowania swojej rodziny wyprowadziliśmy się do miasta rodzinnego mojej żony, niedaleko około 30 km od mojego rodzinnego miasta. Znalazłem tutaj pracę, udało się wziąć kredyt, mamy czym jeździć. Wydaje się, że wszystko poukładane... Tylko nie u mnie, nie cieszę się z tego, co mam, jedynym co mnie trzyma jeszcze przy tym wszystkim, jest syn. Chodzę do terapeuty uzależnień w celu rzucenia papierosów. I dużo rozmawiamy głównie o tym, co się u mnie dzieje, na pozór powinienem być szczęśliwy, faszeruje się od 7 lat lekami na depresję i tak naprawdę nie czuję się nigdy, jak bym chciał. W głębi czuję, że mieszkając w bloku, ja nie będę szczęśliwy, ja jestem przyzwyczajony, że mogłem wyjść na podwórko cokolwiek zrobić, bardziej to wyglądało zawsze jak życie na wsi. A teraz przychodzę z pracy i oprócz zajmowaniem się synem nie mam czym się zająć. Lubiłem zawsze jakieś prace fizyczne, typu koszenie trawnika itp. (przy domu zawsze znajdzie się coś do zrobienia)... Moja żona ma tu wieloletnich znajomych, rodzinę, tą samą pracę od wielu lat. Ja mam nową pracę, ale wydaje mi się, że poświęciłem wszystko dla komfortu mojej żony, nie myśląc o sobie. Na dzisiejszy dzień zmagam się każdego dnia z objawami nerwicy, nie mam żadnego hobby (z piłki nożnej zrezygnowałem na początku znajomości z żoną ze względu na brak czasu, by się spotykać). Czuję się samotny mimo, że mieszkam ze swoją rodziną. Żona nie potrafi mnie zrozumieć, że nie mam tutaj przyjaciół, rodziny. Zrezygnowałem w 100% z alkoholu, chociaż czasami wypiłem piwko, to dawało mi to choć trochę radości. Nie mam komu się wygadać, w pracy nie mam przyjaciół. Do mieszkania już się nawet czasami nie chce wracać, wiedząc, że nikt mnie nie zrozumie... Czuję wewnątrz, że ja długo w takim maraźmie nie pociągnę. Chciałbym wrócić do domu, w którym mieszkałem większość życia do poprzednich znajomych. Mam jednego brata, który mieszka daleko i też nie chce zawracać mu głowy swoimi problemami.... Edit: dziękuję specjalistom za odpowiedź, w związku z odpowiedzią mam takie pytanie, czy można być szczęśliwym w mieście, żyjąc od zawsze prawie jak na wsi, lubić zajęcia fizyczne, nawet rolnictwo. Czy można odnaleźć szczęście jeśli otoczenie jest całkiem inne niż te które mi odpowiadało ? W tym sęk że z żoną pochodzimy z trochę odmiennych środowisk. Żona całe życie mieszkała w bloku a ja można powiedzieć pochodzę z peryferii/wioski. Życie w ciągłym pędzie w mieście nie odpowiada mi, lubię przebywanie na łonie natury, pójść do lasu, popracować w ogrodzie. Dodam że żona nie chce wracać tam gdzie mieszkałem więc na tym tle często rodzą się konflikty a ja że względu na to staram się nie podejmować już prób tego tematu, żeby syn nie słuchał kłótni itd. ogólnie rzecz biorąc wydaje mi się że nie żyje w zgodzie ze sobą. Kocham żonę i synka i chciałbym wrócić do poprzedniego miejsca zamieszkania ale dla dobra rodziny po prostu zaciskam zęby i staram się jakoś tu żyć, z tym że to nie dla mnie....
Mam trudności w komunikacji z mężem, obarcza mnie. W tym wszystkim mam też trudności z relacją z synem.
Dzień dobry, Nie układa mi się z mężem , mamy 4 miesięcznego syna i 10 letniego .Kłócimy się o to, że nic nie robie całe dnie, ale i mało rozmawiamy, nie sypiamy razem, mąż śpi w pokoju z 10 latkiem .W 2020 roku miałam wypadek i po długiej mojej nieobecności i rozłące straciłam kontakt z synem, jest związany bardziej z tatą, nie wiem teraz jak z nim rozmawiać i widzę, że bardziej lgnie do taty, maja więcej tematów, a mąż ciągle ma kłótnie i przychodzi ofochany, ja nie umiem z nim rozmawiać. Proszę o jakieś wskazówki, oczywiście zwala na mnie i czasem w emocjach mówię o rozwodzie ....
Mam 29 lat i 2 lata temu przeprowadziłam się z rodzinnego domu na wsi do wielkiego miasta.
Witam, cześć, hej! Tak w zasadzie to nie wiem, czy jest sens zadawać pytanie odnośnie tego, co mnie męczy. Wychodzę z założenia, że trzeba poznać całą historię człowieka... No ale chcę spróbować poszukać gdzieś pomocy. Mam 29 lat i 2 lata temu przeprowadziłam się z rodzinnego domu na wsi do wielkiego miasta (ucieczka i jak najdalej). W domu rodzinnym zawsze czułam się inaczej, niezrozumiała, inna. Lubiłam się uczyć, czytać i mieć własne zdanie, jestem ambitna. Moja rodzina prosta, skupiona na rolnictwie i tv. Moja mama cicha i skromna, ojciec głośny i nadużywający alkoholu. W zasadzie do dziś słyszę, że nie spełniam oczekiwań, że nic nie osiągnie itp. W nowym mieście się odnalazłam i można powiedzieć - jestem spełniona. Co mnie dręczy? Sumienie i wyrzuty. Słyszę, że oni coraz starsi, że nie pomagam, że mam wrócić. Nie chcę tego... To nie dla mnie. Jest dużo do mówienia, pisania, ale... ;)
Żona zarzuca mi winę, kiedy ja chcę wyjaśnić sytuację. Nie wiem już jak się komunikować.
Witam, zwracam się z prośbą o doradzenie mi w sytuacji w jakiej się znalazłem, otóż w dniu dzisiejszym dzwoniły do mnie nauczycielki ze żłobka, ponieważ nie mogły dodzwonić się do żony , po 30 minutach wydzwaniania do niej spytałem zdenerwowany z lekko podniesionym głosem, dlaczego nie odbierała od 30 minut ani ode mnie, ani ze żłobka, po czym usłyszałem odpowiedź, że nie mogła odebrać to nie odbierała i po co robię taką aferę . Chciałem się spytać, bo żona wmawia mi cały czas, że to moja wina, że zapytałem. Proszę o radę co mam zrobić w takiej sytuacji, ponieważ nie mam już siły wysłuchiwać, jaki to ja nie jestem zły. Z góry dziękuję za odpowiedź
problemy wychowawcze

Problemy wychowawcze - jak je rozpoznawać i skutecznie rozwiązywać?

Problemy wychowawcze to powszechne wyzwanie dla rodziców. Zrozumienie ich przyczyn i skutecznych metod rozwiązywania jest kluczowe dla rozwoju dziecka. Oto praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z trudnościami wychowawczymi.