
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Nie kontroluję...
Nie kontroluję używania wulgaryzmów, gdy się zdenerwuję. Jak się oduczyć?
J
Agnieszka Wloka
DZIEŃ DOBRY
PRZEDE WSZYSTKIM SUPER, ŻE to widzisz! na pewno na początek dobrze znaleźć sobie słowa zastępcze na takie momenty zdenerwowania albo jakiś zastępczy “rytuał” np. ściskanie dłoni czy palców u stóp. Jednak na dłuższą metę to bardziej kwestia radzenia sobie ze stresem, żeby zwyczajnie nie mieć potrzeby wybuchać. Stąd serdecznie zapraszam do pomyślenia nad terapią i pracą nad stresem.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Łukasz Piętal
Witaj!
Zaleciłbym prace z emocjami oraz stawianiem granic. Podejrzewam, że mozesz mieć problem z gromadzeniem emocji w sobie co w konsekwencji doprowadza do wybuchu. Przeklinanie może być pewnego rodzaju zaworem bezpieczenstwa, ktory wybija w momencie gdy nazbiera sie zbyt dużo aby to w sobie pomieścić. W dużym uproszczeniu praca z emocjami polega na tym aby nauczyc się je zauważać, nazywać, wyrażać i regulować. Zachecam do podjęcia współpracy z psychoterapeutą, który nauczy dostrzegać i nazywać emocje a później pokaże co z nimi zrobić. Pozdrawiam i życze powodzenia.
Anna Martyniuk-Białecka
Czyli jak rozumiem użycie wulgaryzmu w tym przypadku to taki zbyt szybko poczyniony skrót? Zamiast udzielić opisowej informacji zwrotnej od razu leci mocny wulgaryzm? A może warto byłoby też przyjrzeć się odroczeniu reakcji. Co się wówczas stanie, kiedy poczekasz chwilę ze skomentowaniem, odpowiedzią?

Zobacz podobne
Mój mąż ma depresję. Gdy chcę, żeby spędził czas ze mną i dziećmi, nie ma siły. Niezwykle rzadko spędza czas z dziećmi sam. Głównie to ja zajmuje się opieką i zabieram je gdzieś popołudniami czy w weekendy. Co jakiś czas mój mąż ma ochotę pojechać do kolegów, wyjechać gdzieś w kolegami. Ostatnio popłynął w kilkudniowy rejs, teraz wysłał mi informację o jakimś obozie dla mężczyzn. Po raz kolejny zwróciłam mu uwagę, że czuję jakby nie miał dla nas sił, a kiedy jakieś się pojawiają, jego priorytetem są jego własne potrzeby. Mówi wtedy, że nie rozumiem jego depresji i nie akceptuje jego choroby. Ale nielogicznym dla mnie jest, że nie ma siły dla nas, ale na coś z innymi ludźmi już tak. Jakbyśmy byli ciężarem. Jest to dla mnie bardzo przykre.
Czy to naprawdę tak wygląda, czy może to tylko wymówka? Ostatnio zdenerwowałam się i powiedziałam mu wprost, żeby nie zdziwił się kiedyś jak dzieciaki podrosną i będą dzwonić i przyjeżdżać do mamy, a my będziemy tylko współlokatorami. Znów usłyszałam, że nic nie rozumiem.

