
- Strona główna
- Forum
- inne, związki i relacje
- Przemoc emocjonalna...
Przemoc emocjonalna i fizyczna w związku - jak znaleźć siłę do działania?
Mój facet zrobił ze mnie najgorszą, bezwartościową osobę Czuje się nikim I nie mam chęci do życia. Do tego zaczął mnie bić. Nie ma dnia, bym nie płakała. Ciągle robię wszystko źle i nie tak. Co robić? Błagam, bo już nie mam siły walczyć z nim. Gdyby nie syn, to chyba bym odeszła z tego świata.
NajgorszaXYZ
Magdalena Pardo
Dzień dobry,
naprawdę bardzo mi przykro słyszeć, przez co Pani przechodzi. To, co Pani opisuje, to poważna sytuacja przemocy i emocjonalnego znęcania się, która wymaga natychmiastowej pomocy i wsparcia. Pani bezpieczeństwo i bezpieczeństwo Pani syna są w tym momencie najważniejsze. Zalecam, aby jak najszybciej skontaktowała się Pani z lokalnymi służbami wsparcia, takimi jak ośrodki interwencji kryzysowej, policja czy organizacje zajmujące się pomocą ofiarom przemocy domowej. Warto także porozmawiać z zaufanym bliskim lub znajomym, który może Panią wspierać w tej trudnej sytuacji. Proszę nie zostawać z tą sytuacją zupełnie sama. Jeżeli czuje się Pani zagrożona - proszę nie wahać się w powiadomieniu odpowiednich organów poprzez zadzwonienie na 112 lub udanie się do najbliższego miejsca, w którym może uzyskać Pani bezpośrednią pomoc.
Zasługuje Pani na poczucie bezpieczeństwa i traktowanie z szacunkiem! Być może teraz jest Pani trudno w to uwierzyć, prościej zaś w to, co wtłaczał Pani do głowy toksyczny i przemocowy (to tak należy te zachowania nazwać) mąż, natomiast musi Pani jak najszybciej uzyskać profesjonalną pomoc interwenta kryzysowego lub psychologa. Bardzo Panią proszę o skontaktowanie się ze specjalistą zdrowia psychicznego, który udzieli Pani natychmiastowego wsparcia. Nie jest Pani osobą najgorszą. Jest Pani osobą doświadczającą okrutnych zachowań przemocowych i musi Pani jak najszybciej uzyskać pomoc, aby być wsparciem również dla swojego syna, który w tej sytuacji może mieć zachwiane poczucie bezpieczeństwa.
Trzymam za Panią mocno kciuki. Nie jest Pani sama. Zasługuje Pani na wsparcie. Musi Pani zadbać o swoje bezpieczeństwo i uzyskać pomoc jak najszybciej.
Pozdrawiam,
Magdalena Pardo
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Joanna Grzywińska
Moja droga na co dzień pracuje z osobami doświadczającym i przemocy. Jakkolwiek sytuacja w tym momencie wydaje ci się być może bez wyjścia. Tak nie jest. Jeśli jesteście z synem zagrożeni, NIE Wahaj SIĘ prosić O POMOC. Dzwoń na policję, idź do OPS w swojej miejscowości. Tam są osoby, które wiedzą, co w takich sytuacjach zrobić. Pomogą ci znaleźć najlepsze dla ciebie i syna rozwiązanie.
Post, który tu napisałeś, jest pierwszym krokiem do szukania rozwiązania w tej sytuacji. Masz w sobie ten potencjał, więc zrobisz i kolejne. Pełna wiary w ciebie.
Joanna Grzywińska
Psycholog
Interwent kryzysowy
Kacper Urbanek
Dzień dobry,
Bardzo Ci współczuję tego, przez co przechodzisz. To, co opisujesz, to poważna przemoc zarówno psychiczna, jak i fizyczna. Nikt, absolutnie nikt, nie zasługuje na to, by być traktowany w taki sposób. To nie Ty jesteś winna, to on stosuje przemoc, by mieć nad Tobą kontrolę. Zasługujesz na bezpieczeństwo, spokój i szacunek.
Pierwszym i najważniejszym krokiem jest zadbanie o swoje bezpieczeństwo i bezpieczeństwo Twojego syna. Skontaktuj się z Niebieską Linią (telefon dla ofiar przemocy 800 120 002), możesz także zwrócić się o pomoc do MOPS-u, GOPS-u lub zgłosić sytuację na policji i założyć Niebieską Kartę. W takich miejscach otrzymasz konkretne wsparcie zarówno prawne, jak i psychologiczne, a także pomoc w znalezieniu bezpiecznego schronienia, jeśli będziesz tego potrzebować. Proszę, pamiętaj Twoje życie i zdrowie są ważne. Masz prawo żyć bez strachu, płaczu i bólu. To nie Ty jesteś nikim. To przemoc sprawia, że tak się czujesz, ale to on ponosi odpowiedzialność za swoje czyny, nie Ty! Przesyłam dużo ciepła i wsparcia
Z pozdrowieniami
Kacper Urbanek
Psycholog, diagnosta
Martyna Jarosz
Pani sytuacja jest niezwykle trudna, a to, co Pani opisuje, nigdy nie powinno mieć miejsca. Przemoc—fizyczna i emocjonalna—nigdy nie jest czymś, na co trzeba się godzić. Pani wartość nie zależy od tego, jak ktoś Panią traktuje, a słowa i działania partnera absolutnie nie definiują Pani jako osoby. Zasługuje Pani na szacunek, bezpieczeństwo i spokój.
Czy jest ktoś, komu mogłaby Pani zaufać—rodzina, przyjaciele, specjalista—kto mógłby Panią wesprzeć w tym momencie? Czy kiedykolwiek próbowała Pani skontaktować się z organizacją pomagającą ofiarom przemocy domowej? Proszę pamiętać, że istnieją miejsca, gdzie można uzyskać pomoc, zarówno psychologiczną, jak i prawną.
To, że Pani myśli o synu jako o powodzie, by trwać dalej, pokazuje ogromną siłę. Jednak równie ważne jest, aby Pani czuła się bezpieczna i miała przestrzeń do odbudowania swojego poczucia wartości. Czy mogłaby Pani zastanowić się nad tym, co powiedziałaby Pani bliskiej osobie, gdyby była w Pani sytuacji? Jakie słowa wsparcia i otuchy chciałaby Pani usłyszeć od innych?
Istnieją konkretne kroki, które można podjąć w celu uzyskania pomocy. Może Pani zgłosić swoją sytuację do Niebieskiej Linii - to ogólnopolski telefon dla ofiar przemocy domowej, który oferuje wsparcie psychologiczne, prawne oraz wskazówki dotyczące dalszych działań. Możliwe jest również założenie Niebieskiej Karty, czyli procedury interwencyjnej prowadzonej przez policję lub ośrodek pomocy społecznej, która ma na celu ochronę osoby doświadczającej przemocy i zapewnienie jej bezpieczeństwa.
Proszę rozważyć, co byłoby pierwszym krokiem w kierunku odzyskania kontroli nad swoim życiem—czy to rozmowa z kimś zaufanym, czy podjęcie decyzji o szukaniu pomocy. Nie jest Pani sama, a sytuacja, w której się Pani znalazła, nie musi trwać. Niech Pani spróbuje uwierzyć, że ma siłę, aby zacząć budować bezpieczniejszą przyszłość dla siebie i swojego dziecka.
Martyna Jarosz
psycholog

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam taką zagwozdkę co do szczerości mojej psychoterapeutki.
Zacznę po kolei jak to w moim odczuciu zaczęło się "psuć".
1. Na ostatniej wizycie (jak do tej pory) poinformowałem psychoterapeutę, że znalazłem nową pracę i będzie problem, abym uczestniczył w sesjach tak jak do tej pory (co tydzień w piątek) ponieważ mam pracę dwuzmianową, Pani powiedziała, że będzie musiała coś wymyślić z grafikiem... no i tu nie ma nic dziwnego.
2. Tak jak wcześniej wspomniałem miałem wizyty co piątek, więc przyjechałem na kolejną pomimo tego, że w kalendarzu nie była zaznaczona (portal znany lekarz) ale też nie było nic mowy że Pani chcę zerwać kontrakt, albo sesję dobiegły końca (w każdym bądź razie, że nie mam w tym dniu być) czekając na swoją kolej wchodzi pacjent i zdziwiony zareagowałem " może mu się godziny pomyliły". Kończąc sesję Pani ze zdziwieniem stwierdziła, że nie powinno mnie dzisiaj być. I się ostatecznie ona nie odbyła.
3. Do wyżej wspomnianej sytuacji wystąpiło jeszcze jedna dziwna sytuacja na sesji opisanej w punkcie 1 spytałem się czy możemy przejść na "Ty" bo mi się to dziwnie słyszy (jestem stosunkowo młody) Pani stwierdziła że woli z pacjentami na Pan/Pani nie miałem z tym problemu uszanowałem to. No i wychodząc z gabinetu Pani mówi do mnie na "Ty" gdzie ponoć woli być z klientami na Pan/Pani.
4. Wyszedłem trochę wkurzony, ale nie chciałem robić szopki w środku więc napisałem sms-a, że uszanowałem to iż nie przechodzimy na Ty a z drugiej strony słyszę po imieniu nie był on w ogóle obraźliwy wyraziłem tylko swój żal.
5. Po tym sms-ie na drugi dzień Pani oddzwoniła do mnie i zaczęła przepraszać "nie powinno się tak wydarzyć, popełniła błąd itp." ja mówiący że mi to nie przeszkadza stwierdziłem tylko że idziemy albo w jedną albo w drugą. Następnie mówiła, że nie ma pojęcia dlaczego to się nie zaznaczyło w kalendarzu i powtórzyła że będzie musiała porozmawiać z pacjentami aby doprowadzić to jakoś do ładu mówiąc ok i rozumiejąc to skończyliśmy rozmowę w pokojowych stosunkach.
6. Po tygodniu odezwałem się czy już Pani coś ustaliła powiedziała mi, że nie jutro będzie dopinać grafik co się ostatecznie nie wydarzyło. Znowu po tygodniu napisałem z tym samym pytaniem na co dostałem odpowiedź że się rozchorowała i nie miała jak porozmawiać z pacjentami... no cóż każdy choruje nie wydawało mi się tu jeszcze nic dziwnego, lecz w tym tygodniu (wtorek) po raz kolejny napisałem że "wiem, że ma pacjentów, nie chcę przeszkadzać i czy mogłaby zadzwonić w wolnej chwili" na co dostałem odpowiedź "nadal choruje i postara się zadzwonić w dniu jutrzejszym" napisałem "rozumiem, zdrowia życzę, do usłyszenia" lecz żadnego telefonu nie było nawet dzisiaj. Nie wiem co robić w tej sytuacji najchętniej bym sam zadzwonił, ale nie chcę, żeby to wyglądało na jakaś "stopę koleżeńską" i "łamać" w moim odczuciu całego tego kontraktu terapeutycznego. Pozdrawiam.
Witam, mam nietypowe pytanie. Jestem osobą, która "nadmiernie" współczuje ludziom, przez co często wydaje zbyt dużo pieniędzy na akcje charytatywne - do tego stopnia, że mnie samej czasami brakuje pieniędzy. Co mogę z tym zrobić? Czy jest tu jakieś "kompromisowe" wyjście? Czy muszę "zmniejszyć" poziom empatii, żeby nie przesłaniał racjonalnego myślenia?
