Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Przeżycia z dzieciństwa i reakcja na spotkanie z oprawcą w dorosłym życiu

Treść wrażliwa
Dobry wieczór Jeśli było się ofiarą gwałtu będąc dzieckiem , można nie pamiętać wszystkiego , chociaż ciało pamięta. Istotne jednak , że utrwalony wygląd twarzy sprawcy. Teraz pytanie: Będąc osobą dorosłą , widząc tę osobę na ulicy…Dlaczego pojawia się reakcja a raczej brak reakcji , bezruch …Jakby totalna ucieczka w głowie , myślach i nie można już nic zrobić a nawet nie ma się na to odwagi. Tym bardziej, że nikt nigdy się o tym nie dowiedział. Nie rozumiem . Czuję się winna i się wstydzę. Seks może dla mnie nie istnieć. Brzydzę się nim i wszystkim co z tym związane. Czasami myślę , jak bardzo duża chęć przeżycia musiała być we mnie… że mimo braku ojca , przemocowego ojczyma i nieobecnej schizoafektywnej matki -alkoholików i narkomanów , poradziłam sobie sama. Zawsze sama. Dopiero teraz poznaję siebie i czasem zastanawiam się nad tym co czuję , jak teraz. Od 14 rż brałam dużo psychotropów i szpitale nie miały końca w związku z tymi stanami więc byłam na tyle otępiona że średnio docierało do mnie co dzieje się dookoła. Teraz jestem trochę przerażona bo chyba to wszystko się budzi we mnie a leków już nie ma . Samotność się nie zmieniła. Zmieniłam jednak kraj.Chyba mam kryzys. Przepraszam. Pozdrawiam
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontalt z nami. Reakcja, o której Pani pisze czyli ten bezruch, „odcięcie” w głowie, to bardzo typowy mechanizm pourazowy. Układ nerwowy w obliczu zagrożenia potrafi przejść nie tylko w walkę lub ucieczkę ale też w zamrożenie (freeze). To dzieje się poza wolą: ciało rozpoznaje niebezpieczeństwo i „wyłącza możliwość działania”, żeby przetrwać. Jest to automatyczna ochrona. Podobnie działa pamięć. Przy traumie, szczególnie z dzieciństwa, często zostają fragmenty np. obrazy, twarz, odczucia  a inne części są niedostępne. Ciało przechowuje ślad doświadczenia, nawet jeśli umysł nie ma pełnego dostępu. Poczucie wstydu i winy bardzo często pojawia się u osób po przemocy seksualnej. To ciężar, który psychika próbuje jakoś „poukładać”, ale ważne jest jedno: odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy, nigdy dziecka. Wstręt do seksualności również bywa formą ochrony , jest odcięciem od czegoś, co zostało powiązane z krzywdą. To, że teraz tj. bez leków i w nowym miejscu  zaczyna się więcej czuć i pamiętać, też ma swoje znaczenie. Kiedy organizm przestaje być „znieczulony”, często wraca to, co było zamrożone. Może to wyglądać jak kryzys ale bywa też początkiem kontaktu ze sobą : pod warunkiem, że jest w tym wsparcie. Bardzo wybrzmiewa też ogrom siły: dziecko, które przeszło przez tyle trudnych doświadczeń i znalazło sposób, żeby przetrwać, ta część nadal w Pani jest. W takich sytuacjach szczególnie pomocna bywa (rekomenduję) terapia traumy (np. EMDR, podejścia somatyczne), bo pracuje nie tylko z myślami, ale też z reakcjami ciała. Ważne jest też powolne budowanie poczucia bezpieczeństwa tu i teraz  małymi krokami.

Nie ma w tym nic dziwnego ani „złego”, że tak reaguje Pani ciało i psychika, są to ślady po bardzo trudnym doświadczeniu i naprawdę nie trzeba już dźwigać tego w pojedynkę.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dobry wieczór,

to, co Pani opisuje, jest bardzo poruszające. Reakcja „zamarcia”, o której Pani pisze, jest znaną reakcją organizmu na zagrożenie – obok walki i ucieczki istnieje właśnie bezruch, odcięcie, „ucieczka w głowie”. To nie jest brak odwagi ani „coś z Panią nie tak”, tylko sposób, w jaki ciało próbuje się chronić w obliczu silnego lęku.

To, że pojawia się wstyd i poczucie winy, też jest częstym doświadczeniem po takich przeżyciach, choć nie oznacza, że Pani ponosi jakąkolwiek winę. To, co Pani przeszła, było przekroczeniem granic, za które odpowiedzialność leży po stronie sprawcy.

To, że teraz – bez leków – więcej Pani czuje i wracają różne wspomnienia czy reakcje, może być bardzo intensywne i przerażające. To często wygląda właśnie jak „budzenie się” tego, co wcześniej było przytłumione.

W Pani słowach jest też ogrom siły – przetrwała Pani bardzo trudne warunki i radziła sobie przez lata. Jednocześnie teraz może pojawiać się moment, w którym to wszystko domaga się zauważenia.

Jeśli ten stan się nasila i jest Pani trudno, warto nie zostawać z tym samej – można skontaktować się z linią wsparcia 116 123 lub 800 70 2222, gdzie można porozmawiać anonimowo.

To, co Pani czuje, ma sens w kontekście tego, co Pani przeszła.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Przede wszystkim chcę Pani powiedzieć, że nie ma Pani za co przepraszać – to, czym się Pani podzieliła, jest świadectwem niezwykłej woli życia i siły, która pozwoliła Pani przetrwać w warunkach, które dla wielu byłyby nie do udźwignięcia. To, że dziś, w nowym kraju i bez farmakologicznego otępienia, te wspomnienia i emocje budzą się”, jest znakiem, że Pani organizm poczuł się na tyle bezpiecznie, by zacząć proces wyrzucania z siebie tego ogromnego ciężaru, choć teraz odczuwa to Pani jako przerażający kryzys.

Pyta Pani o reakcję bezruchu na widok sprawcy – to, co Pani opisuje, to biologiczny mechanizm obronny zwany zamrożeniem. Kiedy jako dziecko stała Pani w obliczu zagrożenia, od którego nie można było uciec ani z nim walczyć, Pani mózg wybrał jedyną dostępną drogę ratunku - odcięcie się, bezruch i ucieczkę w głąb siebie. To nie jest brak odwagi ani Pani wina – to automatyczna reakcja układu nerwowego, który w ten sposób chronił Panią przed jeszcze większym bólem. Poczucie winy i wstydu, o których Pani pisze, są niestety bardzo częstymi, choć niezasłużonymi towarzyszami traumy z dzieciństwa; proszę spróbować pomyśleć o nich jak o pozostałościach tamtych trudnych lat, a nie o prawdzie o Pani samej.

Pani niechęć do seksualności i bliskości jest w tym kontekście w pełni zrozumiała – ciało, które doświadczyło tak głębokiego naruszenia granic, potrzebuje czasu i bardzo bezpiecznych warunków, by móc poczuć się inaczej. Fakt, że poradziła sobie Pani sama mimo tak trudnej sytuacji rodzinnej, świadczy o Pani ogromnych zasobach, ale nikt nie powinien nieść takiego ciężaru w pojedynkę przez całe życie. Samotność, o której Pani wspomina, może być teraz szczególnie dotkliwa, gdy stare mechanizmy obronne przestają działać.

Bardzo Panią zachęcam, aby w tym nowym miejscu, w którym Pani jest, poszukała Pani profesjonalnego wsparcia terapeutycznego, najlepiej u specjalisty zajmującego się traumą złożoną. Nie musi Pani już radzić sobie sama – ten etap przetrwania ma Pan za sobą, teraz zasługuje Pani na to, by ktoś towarzyszył Pani w drodze do odzyskania spokoju i poczucia bezpieczeństwa we własnym ciele. To, co się teraz dzieje, to bardzo trudny proces, ale jest on początkiem drogi do wolności od przeszłości.

 

Powodzenia i wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Magdalena Lasoń

Magdalena Lasoń

Wiele osób po doświadczeniu przemocy mierzy się z wstydem i poczuciem winy, ale to bardzo ważne, żeby to wybrzmiało jeszcze raz: to nie jest Pani wina. Odpowiedzialność zawsze leży po stronie sprawcy. Ten "bezruch" i 'nie czucie" jest także najprawdopodobniej jest jedną z reakcji na to czego Pani doświadczyła. Choć mogą być trudne i niezrozumiałe, nie świadczą o słabości, tylko o tym, że Pani układ nerwowy robił kiedyś wszystko, żeby pomóc Pani to przetrwać. Słyszę też, że w Pani życiu było więcej trudnych doświadczeń. To, że Pani tu jest, że Pani o tym pisze, że szuka Pani zrozumienia, mówi dużo o Pani sile i chęci przeżycia, o której Pani sama wspomina. Zastanawiam się, czy ma Pani teraz kogoś, przy kim może Pani być choć trochę mniej sama z tym co się dzieje teraz? Pisze Pani, że korzystała Pani wcześniej z farmakoterapii. Czy jest lekarz albo ktoś, z kim była Pani kiedyś w kontakcie i przy kim czuła się Pani choć trochę bezpiecznie? Jeśli tak, czy widzi Pani możliwość, żeby do niego wrócić (nawet w formie online) i spróbować opowiedzieć o tym co się teraz lub może spróbować z kimś innym? Rozumiem, że z uwagi na przeprowadzkę do innego kraju może być to utrudnione. Pozdrawiam i proszę pamiętać, że nie musi być Pani z tym sama.

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

Dziekuję za wiadmość. 
To, co Pani opisuje, jest bardzo trudne i naturalne w reakcji po traumie z dzieciństwa. To, że ciało i umysł reagują „bezruchem” lub odcięciem, nie oznacza słabości ani winy – to mechanizm obronny, który kiedyś pomógł przetrwać.

 

To, że teraz pojawiają się emocje i wspomnienia, pokazuje, że organizm próbuje je przetworzyć. Ważne jest, żeby nie zostawać z tym sama – rozmowa z psychologiem lub psychotraumatologiem może pomóc zrozumieć reakcje ciała, emocje i lęki, oraz powoli przywracać poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad własnym życiem.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

Psycholog, Doradca kariery

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Bardzo mi przykro, ze spotkało Panią coś takiego. Jeżeli dobrze rozumiem, spotyka pani oprawcę na ulicy. To co Panią spotkało, było aktem pedofili i należy to zgłosić. Nawet nie chodzi o sprawiedliwość po latach, ale też o Pani cierpienie. Na ulicy spotka Pani kogoś, kto wywołuje w Pani określone emocje  umyśle i ciele, powodując dyskomfort. NIGDY NIE BYŁA PANI NICZEMU WINNA!!! To ten człowiek jest winowajcą. Pani SOS jest wyraźne. Proszę zadzwonić na anonimowy telefon zaufania, nie przepraszać, gdyż nie ma Pani za co przepraszać. pani ciało i psychika woła o pomoc. Proszę rozważyć terapię, być może kolejną metodą brain spotting lub EMDR. Życzę dużo siły.

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry 

Proszę nie przepraszać. To, co Pani napisała, wymaga odwagi i zasługuje na pełną uwagę i szacunek.

Przede wszystkim chcę powiedzieć jedno: to, co Pani przeżyła, nie jest Pani winą. Ani jako dziecko, ani teraz. Ani trochę. To, co Pani opisuje: totalna ucieczka w myślach, niemożność działania w momencie zobaczenia sprawcy, ma konkretną nazwę i konkretne wyjaśnienie biologiczne. To reakcja zamrożenia, jeden z trzech podstawowych mechanizmów obronnych układu nerwowego obok walki i ucieczki. Kiedy mózg rozpoznaje zagrożenie, które kiedyś było nie do zniesienia, przełącza się w tryb przetrwania. Ciało dosłownie zatrzymuje się. To nie słabość. To nie tchórzostwo. To dowód na to, że Pani układ nerwowy zapamiętał i nadal Panią chroni, nawet jeśli ta ochrona teraz boli i dezorientuje. 

Napisała Pani coś bardzo mądrego i ważnego: że ciało pamięta. To prawda, dobrze opisana w psychiatrii i psychologii traumy. Pamięć traumy nie zawsze jest słowna ani obrazowa, często jest właśnie somatyczna, cielesna, i dlatego reakcje pojawiają się zanim w ogóle świadomość zdąży cokolwiek pomyśleć. To dlatego wstręt do seksualności, bezruch na widok sprawcy, wszystko to jest odpowiedzią ciała, nie wybraną przez Panią postawą. 

To, co Pani opisuje jako "budzenie się", jest bardzo typowym procesem. Przez lata leki i szpitale tłumiły część sygnałów. Teraz, bez leków, w nowym miejscu, w nowej ciszy, trauma zaczyna się upominać o uwagę. To nie znaczy, że coś poszło nie tak. To znaczy, że być może po raz pierwszy Pani układ nerwowy czuje się na tyle bezpieczny, żeby w ogóle to poczuć. To paradoks traumy, ale bardzo realny.

Napisała Pani, że była zawsze sama. I że się zastanawia, jak duża musiała być w Pani chęć życia. Chcę, żeby Pani to zdanie przeczytała jeszcze raz! Ta chęć życia, ta siła, która prowadziła Panią przez dzieciństwo bez ojca, z przemocowym ojczymem, z nieobecną matką, to nie był przypadek. To była Pani.

Napisała Pani, że zmieniła kraj. Nie wiem, w jakim kraju Pani jest, ale jeśli znajdzie Pani chwilę, proszę poszukać w tym kraju organizacji wspierających osoby po doświadczeniu przemocy seksualnej lub centrum kryzysowego. Jeśli jest to kraj w Europie, w większości z nich istnieją bezpłatne linie wsparcia i pomoc online w języku angielskim lub lokalnym.

Jeśli jest Pani nadal w Polsce lub ma kontakt z polskim systemem, proszę pamiętać o bezpłatnej linii 116 123 oraz Centrum Wsparcia 800 70 2222, czynnych całą dobę.

To, co Pani czuje teraz, to kryzys, ale nie koniec. To moment, w którym po raz pierwszy jest Pani wystarczająco blisko siebie, żeby go poczuć. I to jest, choć boli, formą odwagi.

 

z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut

psycholog, psychotraumatolog

Zobacz podobne

Jestem matką 3 dorosłych synów. Nie pracowałam, zajmowałam się domem i dziećmi.
Jestem matką 3 dorosłych synów. Nie pracowałam, zajmowałam się domem i dziećmi. Syn najstarszy bardzo dobrze się ma. Zerwał ze mną i z domem kontakt, nawet z siostrą 17 lat. Później odciągnął dwóch kolejnych synów. Mnie od 4 lat nic nie cieszy. Straciłam apetyt, chęć życia. Każdy dzień to straszna sprawa. Najgorsze, że od 4 lat ciągle płaczę i tęsknię. Nie mogę mówić o nich normalnie, bo zaraz płacz. Jak widzę młodych mężczyzn w ich wieku, zaraz płaczę. Wykańcza mnie ta sytuacja. Tęsknię też za wnukiem, którego mam u najstarszego syna. Nawet, jak ich tata zachorował poważnie, nie chcieli pomocy, interweniowali znajomi. Pomógł jeden, jako wysłannik. Mają niestrudzone serca. Ja nie rozumiem sytuacji, bo żyłam dla dzieci ,kochałam. Chodziły do dobrych szkół. Mąż pracował do nocy. Nawet z nim nie chcą kontaktu. Ja z nerwów mam problemy jelitowe, jestem bardzo, bardzo nerwowa. Widzę, że mnie ta sytuacja niszczy. Byłam u psychiatry, stwierdził syndrom żaloby. Co robić? Nie stać mnie na wizyty, bo mam naprawdę poważnie chorego męża i córkę, która potrzebuje wsparcia. Pozdrawiam
W dzieciństwie zostałam ofiarą przemocy seksualnej przez ówczesnego partnera mamy. Do teraz ciąży mi jej nieodpowiedzialna reakcja, gdy się dowiedziała.

Witam. 

Kiedy miałam 9 lat byłam molestowana przez sąsiada. Moja mama przez jakiś czas była z tym człowiekiem w związku. Kiedy szła do pracy zostawiała mnie pod jego opieką. Wydaje mi się, że po prostu mu zaufała, że nawet przez myśl by jej nie przeszło to,by mógł mnie skrzywdzić. 

Zanim jeszcze powiedziałam jej o tym wszystkim, a byłam już nastolatką - była taka sytuacja. Kiedy miałam założone stringi i obcisłe spodnie (jak to nastolatki czasami mają) ten sąsiad był akurat u mamy. W momencie kiedy przeszłam się z pokoju do kuchni mama mnie zawstydziła (o niczym jeszcze wtedy nie wiedziała) nie pamiętam już co powiedziała, ale coś na temat tego co mam na sobie. No i zaśmiali się wtedy oboje. Ja nie pamiętam jak na to zareagowałam. Do dziś zastanawiam się co to miało znaczyć. To było bardzo dziwne i nadal jest w moim odczuciu. 

Dziś kiedy mam 32 lata, nie umiem poradzić sobie z myślą, że kiedy po kilku latach od zdarzenia przyznałam jej się do tego, to zareagowała chyba nieadekwatnie do tej wiadomości. Zaczęła mówić coś w stylu "o Boże, o ludzie - no wiecie co", po prostu na swój jakiś tam sposób się zdenerwowała. (Oni wtedy nie byli już dawno razem). 

 

Sytuacja wygląda tak, że dzisiaj mam ogromny żal do mamy, że w momencie kiedy się o wszystkim dowiedziała nie poszła do tego sąsiada i nie powiedziała czegoś w stylu "jak mogłeś jej to zrobić" czy np. "nie zbliżaj się więcej do moich dzieci" (mam dwie starsze siostry, one nie były skrzywdzone przez niego). Wydaje mi się, że to nie ja wtedy powinnam naprowadzić mamę na to co ma z tym zrobić, tylko to ona jako mój opiekun mogłaby to w tamtym momencie jakoś załatwić. Nawet kiedy już wiedziała, o wszystkim co mnie spotkało to były sytuacje, że pozostawała na stopie koleżeńskiej z tym sąsiadem, on wchodził do mamy do mieszkania na kawę, lub po prostu porozmawiać. (Nigdy więcej już mnie nie dotknął.) 

Ale dziś kiedy już wiem coraz więcej, to ta sytuacja wydaje mi się co najmniej dziwna. Nigdy nie byłam też taką osobą, by przy nich powiedzieć "to może teraz sobie porozmawiamy o tym co się kiedyś wydarzyło". Chyba się bałam jakoś może podświadomie, jakiś "paraliż" czy coś. Tylko raz między mną a mamą był poruszony ten temat, w momencie mojego przyznania się do tego. (Mogłam mieć w momencie przyznania się jakieś w przedziale 15 do 17 lat). Nigdy więcej obie nie poruszyłyśmy już tego tematu. 

W naszym domu nigdy nie rozmawiało się otwarcie, po prostu nie było szczerych rozmów. Zarówno ja, jak i moja mama nie umiemy rozmawiać o problemach. 

Dziś kiedy jestem dorosła boję się poruszać ten temat z mamą na zasadzie by spytać ją o to: co sądzisz o tym co mnie spotkało? bo nigdy o tym nie porozmawiałyśmy". Boję się co mama mogłaby mi na to odpowiedzieć, może byłoby jej smutno, że znów do tego wracam. Ogólnie mama ma dużo swoich problemów (starsza siostra jest uzależniona od alkoholu) więc tak jakby nie chce jej dokładać, bo na tyle na ile znam jej reakcje - mogłaby na nowo nie udźwignąć mierzenia się z tym co mi się przytrafiło. Być może nawet popadła by w jakąś depresję. 

Często nie rozumiem postępowań mojej mamy, a chciałabym ulżyć też sobie, bo męczy mnie temat molestowania. Być może szczera rozmowa z mamą mogłaby zrzucić z moich barków ten wielki ciężar. Jednak bardzo się boję co będzie, gdyby ta rozmowa jednak się wydarzyła. Nie wiem już co jest lepsze - nie poruszać tematu kosztem siebie i zadręczania się, czy poruszyć temat i narazić się na konsekwencje w postaci nerwów mamy. Często nie rozumiem siebie i postępowania moich bliskich.

Silne symptomy i cierpienie po toksycznym związku, w którym były zachowania prześladowcze i zespół Otella
Witam, 17 lat życia z osobą toksyczną, przy czym w ostatnim roku doszły zaburzenia prześladowcze oraz zespół Otella. Życie na krawędzi. Non stop oskarżenia o zdrady, kontrola, podsłuch, kamery.. horror. Ja po rozwodzie, jednak nie znika poczucie lęku, strachu wewnętrznego. Nerwowość. Lęk w środku niby na tle psychicznym, jednak ciało od środka pali. Kołatanie serca, uczucie bezsilności. Jednak na zewnątrz uśmiech i ukrywanie wewnętrznego rozdarcia. Czy to minie? Bo nie wiem, ile da się to wytrzymać. Co mi pomaga - Doreta, którą dostałam na bóle pleców. Pomaga nawet spokojnie się położyć, tak nie mogę zasnąć. Dreszcze poty. Zimno ciepło.. proszę o poradę
Jak wspierać partnera z depresją i odbudować więź z dzieckiem?
Dzień dobry, Postanowiłam napisać, ponieważ czuje się bezradna, zmęczona sytuacją, sama już nie wiem gdzie szukać pomocy. Mój partner od roku ma ciężki nawracający epizod depresyjny. Niestety bez znaczącej poprawy. W tym czasie zmiana lekarza, leków, terapeuty. Czuje sie ciągle zmęczony, śpiący, wyczerpany, nie ma siły, nie ma energii, nic mu się nie chce. To, co kiedyś go interesowało/cieszyło teraz nie cieszy. W międzyczasie stracił pracę, nie umie się określić co dalej, w jaka stronę pójść, co ma ze sobą zrobić. Ma wobec siebie ogromny krytycyzm, niska samoocenę, perfekcjonizm i poczucie że musi być lepszy, najlepszy a nic w zyciu nie ma i nie osiągnął i pewnie już nie osiągnie. Myśli s i myśli rezygnacyjny czasem występują jednak już w mniejszym stopniu niż wcześniej. W przyszłym tygodniu idzie na diagnostykę i leczenie na oddział psychiatryczny, ze wskazań lekarza. Oprócz tego mamy 20miesieczna córkę. Po porodzie przez pierwsze 2-3 miesiące to ja miałam problem z epizodem depresyjnym po porodzie i to partner przejął opiekę i obowiązki nade mną i dzieckiem. Wyleczyłam się, czuje się dobrze, wróciłam też do pracy, ogólnie wszystko ok. Pracuje na zmiany, mam prace i w weekendy i na noce gdzie partner zostaje z córką sam. Od pewnego czasu partner mówi, że jak jest z nią sam to nie czuje więzi z córką, że przebywanie z nią go po prostu męczy, wyczerpuje energetycznie. Bardzo ją kocha jednak przebywanie z nią jest dla niego ciężkie i to widać. Najczęściej to ja go zachęcam do kontaktu z córką, do zabaw, do interakcji. Zazwyczaj trwa to jakiś czas i partner wraca do swojego pokoju. Co robić? Jak mu pomóc odbudować tą relacje i więź żeby przebywanie z dzieckiem było dla niego przyjemnością, żeby sam chciał z nią przebywać bez mojej zachęty? Jestem naprawdę przeciążona, sfrustrowana biernością i niemocą partnera i zwyczajnie mam dosyć bo sytuacja trwa już długo i jest obciążeniem dla nas wszystkich. Czasem trudno jest mi wydobyć z siebie empatię i zrozumienie, gdy widzę jak jest znowu przybity, kiedy słyszę że po raz kolejny nie ma na coś siły albo gdy widzę że po 10min zabawy z córką po prostu położył się na podłodze i leży, a córka obok bawi się sama. Co robić? Szczerze mówiąc jestem już też pesymistycznie nastawiona i obawiam się, że ten pobyt w szpitalu niewiele pomoże i niewiele zmieni tylko co wtedy pozostaje? Z góry dziękuję jeśli ktoś przeczyta całość i będzie chciał odpisać, pomóc. Serdecznie pozdrawiam.
TW. Bardzo pragnę śmierci, czuję, że za nią tęsknię.
Witam, mam 37 lat. Jestem po prawie udanej próbie. Żyję, bo ktoś zadzwonił po pogotowie. Do próby doszło 5/6 lat temu. Po wyjściu ze szpitala obsesyjnie chciałam się dobić. Wtedy pojawiły się omamy (ta obsesja dobicia się była tak silna, że aż wywołała omamy słuchowe, czuciowe i wzrokowe, wcześniej ich nie miałam). Nie zrobiłam sobie krzywdy, bo nie miałam na to siły. Na początku nie mogłam utrzymać sztućców w ręce. Chodzenie - wysiłek ponad siły... Dziś biegam na małych dystansach (jak mam dobry dzień to 500m dam radę). Teraz niby jest dobrze w porównaniu do tego, co było wcześniej. Kiedy uspokoiłam silne pragnienie dobicia się, omamy prawie zniknęły. Pojawią się tylko w silnie stresowych sytuacjach (chciałabym dowiedzieć się jak takie coś nazywa się w psychologii - chodzi mi o omamy). Jednak cały czas tęsknię za śmiercią. Dla mnie to, że przeżyłam było tak samo silną traumą jak strata bliskiej osoby. Śmierć to dla mnie ktoś bliski. Prawie umarłam i bardzo tęsknię za uczuciem umierania. Psychicznie to uczucie zżera mnie od środka. Od jakiegoś czasu oglądam filmy edukacyjne na temat samobójstw na YT. To jak rozdrapywanie ran po stracie bliskiej osoby. To tak jakby rodzic oglądał filmy z imprez rodzinnych i patrzył na swoje dziecko... Lata chodzenia do psychologów i psychiatrów niczego nie zmieniają. 5 lat chodzenia do jednego specjalisty nie dało żadnej diagnozy (inni też nie dali żadnej diagnozy)... Nie wiem co mi jest, z czym się borykam. Nie wiem, czy mam jakieś zaburzenie, czy chorobę psychiczną za to wiem, że bardzo silnie wyuczyłam się ukrywać problemy. Dla otoczenie jestem spokojną, beztroską osobą, która robi co chce. Nikt nie zna prawdy o mnie. Nie wiem jakie chciałabym zadać pytanie. Bardziej chciałabym przeczytać opinię. Pozdrawiam serdecznie.
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!