
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Udawałam dokonanie...
Udawałam dokonanie samobójstwa, ponieważ przyjaciółka mnie zaczęła olewać, nie odzywała się, nie odpisywała.
Niedoszła samobójczyni
Joanna Łucka
Dzień dobry,
rozumiem, że poczuła się Pani odrzucona przez Pani wieloletnią przyjaciółkę. Dodatkowo powód zmiany dotychczasowego kontaktu był dla Pani niejasny - zdaje się, że przez to jeszcze bardziej bolesny.
Pyta Pani czy postąpiła Pani paskudnie. Jednak zdaje mi się, że Pani sama zdaje sobie sprawę z sytuacji - pisze Pani “zrobiłam okropną rzecz”.
Wyrzuty sumienia, poczucie winy, to mechanizmy niezwykle istotne. Choć nieprzyjemne i męczące, dają nam jasny przyczynek do podjęcia autorefleksji, do retrospekcji pod kątem tego, jak chcemy w przyszłości, kolejnym razem działać, myśleć, komunikować, prowadzić relacje lub wręcz przeciwnie - z jakich środków czy sposobów nie chcemy korzystać, by ponownie nie odczuwać tak silnego dyskomfortu w związku ze podejmowanymi przez siebie zachowaniami.
Proszę rozważyć, czy chce Pani kontynuować relacje ze swoją przyjaciółką mimo zaistniałego konfliktu. Być może w tej więzi jest wiele cennych elementów, które chciałaby Pani ocalić - wartość, która jest w stanie wyprowadzić tę relację ponad obecny kryzys.
Proszę wziąć pod uwagę, że Pani przyjaciółka mogła w tamtym czasie (zmniejszenia aktywności w kontakcie) przechodzić kryzys psychiczny, niemając jednocześnie zasobów, by informować o tym środowisko - nawet najbliższe. Z doświadczenia w kontakcie z pacjentami w kryzysie lub epizodach depresyjnych wiem, że są to niekiedy momenty tak wielkiej bezsilności, że łatwiej jest wycofać się z kontaktów niż dać jasny komunikat “potrzebuję przerwy”. Pojawienie się sprawy, o tak dużej wadze, jak planowane przez Panią samobójstwo mogło nie wzbudzić dlatego oczekiwanego przez Panią efektu - gdyż Pani przyjaciółka mogła nie mieć zasobów i sił już wcześniej. A kryzys samobójczy, to wydarzenie, które przerasta nawet osoby w pełnym zdrowiu i dobrym momencie życiowym. To mogło być dla niej za wiele, by otrzymała Pani to, czego oczekiwała.
Wyobrażam sobie, że jeśli chciałaby Pani wrócić do kontaktów z przyjaciółką, warto poinformować ją o tym wprost - jak czuła się Pani podczas obniżenia intensywności kontaktów i powiedzieć prawdę o próbie samobójczej. Może to być początek szczerej rozmowy i nakreślenia potrzeb obu stron wobec przyjaźni. Może rozmowa ta pozwoli Pani także zrozumieć, jakie były powody rzadszych kontaktów - co zadziało się w jej życiu i przez jakie doświadczenia wówczas przechodziła oraz jakiej formy pomocy na tamten moment potrzebowała.
Na koniec chciałabym podkreślić - szantaż samobójstwem jest zawsze złym pomysłem. Szczera rozmowa, przedstawienie swoich potrzeb, a czasem nazwanie tego, co widzimy po drugiej stronie np. w ten sposób: Mam wrażenie, że ostatnio dzieje się u ciebie coś trudnego - rozmawiamy mniej niż zwykle. Brakuje mi ciebie. Czy wszystko w porządku? Czy mogę coś dla Ciebie zrobić? to droga do otwartej, życzliwej komunikacji, opartej na obopólnym wsparciu.
Życzę Pani wszystkiego dobrego!
Pozdrawiam serdecznie
Joanna Łucka
psycholożka

Zobacz podobne
Pytanie jest trudne .. Tkwię w małżeństwie, w którym żona najprawdopodobniej już nie kocha .. Nie zauważa.. Nie rozmawia.. mamy 4 letniego syna.. Co robić.
Dzień dobry, jestem mężczyzną w wieku 31 lat. Jestem DDA i mam duży problem ze swoimi emocjami. Od kilku miesięcy jestem singlem po długoletnim związku. Już wcześniej wiedziałem, że moja głowa nie reguluje emocji w zdrowy sposób, ale w jakiś sposób byłem w stanie z tym żyć. Mam wrażenie, że posiadam syndrom uzależnienia emocjonalnego. Wchodząc w nową relację, chorobliwie potrzebuje uwagi tej drugiej osoby i znaków, że nadal jest mną zainteresowana. Gdy ich nie otrzymuje wpadam, w jakiś stan nerwowy, który nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nic nie jest w stanie go zagłuszyć. Nie jestem w stanie odwrócić uwagi od tych emocji. Nie obejrzę filmu, nie przeczytam książki, nie mogę normalnie funkcjonować, bo cały czas moje myśli krążą wokół banalnego braku nowej wiadomości. Jednocześnie sam nie nawiążę kontaktu, ponieważ moja głowa uważa, że w ten sposób się narzucam i nie spełni to moich chorych oczekiwań i tak tłumię w sobie te emocje, które mnie powoli niszczą... Dopiero wracam do normalności, jeżeli moje podświadome wymagania zostaną spełnione i ta druga strona się do mnie odezwie albo w jakiś inny sposób pokażę, że jej zależy. Po zakończeniu rozmowy/spotkaniu za chwilę znowu wraca ten stan. Przed moim ostatnim związkiem sytuacja była podobna, ale wszystko się szybko potoczyło, bo zamieszkaliśmy razem i w jakiś sposób zostało to zamaskowane, bo jednak miałem tą świadomość, że się zobaczymy w domu, po pracy, natomiast przez te lata nie zniknęło to całkowicie i też było dużo sytuacji, w której potrzebowałem dowodu na zainteresowanie mną. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że moja inicjatywa nie wystarcza, a wręcz pogarsza sprawę. Potrafię też być złośliwy, wzbudzać specjalnie zazdrość, żeby naocznie zobaczyć, że zainteresowanie nadal jest, jednocześnie to ja jestem zazdrosny, ale nie chce tego pokazywać, bo uważam, że to oznaka słabości... Nie mogę tak żyć. Związek się skończył, buduję kolejną relację i mam wrażenie, że przechodzę przez piekło, a nie przez najlepszy czas relacji. Byłem u psychiatry i zostały mi przepisane psychotropy (Asentra). Mam wrażenie, że mój stan się delikatnie poprawił. Dostałem zalecenie od psychiatry, żeby uczęszczać na psychoterapie w kierunku "powtarzających się schematów". Generalnie już jakiś czas temu byłem dwukrotnie na spotkaniu z psychoterapeutą, ale bardziej skupiałem się na swoim dzieciństwie i sobie jako DDA i miałem wrażenie, że nie jestem rozumiany, że nie potrafię fachowo nazwać problemu, z którym przychodzę, że rozkopuję mnóstwo wątków. Spotkania polegały na moim monologu. Miałem wrażenie, że to ja prowadzę spotkanie. Teraz chyba potrafię nazwać to z czym się borykam - uzależnienie emocjonalne, ale czy na pewno? Stąd mój post u Państwa. Zraziłem się do spotkań z psychoterapeutą i nie wiem co robić, a nie mogę tak funkcjonować. Czuję, że każdy taki dzień mnie niszczy od środka. Słabo śpię, w sytuacji nerwicy nie jem... Wiem, że bez terapii nie dam sobie rady, ale od czego to znowu zacząć? Mam już dość opowiadania ciągle o tym samym. Tym razem widzę problem. Zakładam, że objaw uzależnienia emocjonalnego nie wpływa na mnie tylko przy budowaniu relacji, ale też w innych aspektach życia, aczkolwiek przy budowaniu nowej relacji działa na mnie najbardziej destruktywnie. Będę Państwu wdzięczny za każdą wskazówkę, bo mam już serdecznie dosyć i jestem na skraju :-(

