Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pomóc przyjaciółce w trudnej sytuacji rodzinnej i życiowej?

Witam, postaram się w skrócie i obiektywnie. Mam znajomą którą znam od około 15 lat. Wychowywała się bez ojca, matka dość ją cisnęła na naukę i dobre studia. Jednocześnie chciała mieć rodzinę. Miała kilku facetów, jednego przez kilka lat lecz nic nie wychodziło. W końcu poznała jednego który dość dobrze rokował, zapewnił ją, że też chce mieć rodzinę i dom. Generalnie jej wymagania były takie, że zajmuje się dziećmi i domem a mężczyzna utrzymuje rodzinę. Na 3. roku studiów zaszła w ciążę z nim po krótkiej znajomości. W międzyczasie on jednak się rozmyślił i się rozstali. Później rodzina ją też namawiała, żeby skończyła studia, ale nie miał kto się zajmować dzieckiem, więc odnowiła kontakt z byłym (nazwijmy go Adam) i on jej pilnował dziecka w zamian za pomieszkiwanie u niej (miał blisko do pracy) ja również pilnowałam jej dziecka. Bywało ciężko ale skończyła studia. W międzyczasie szukała nowego partnera i wyjechała na krótko za granicę, lecz parter odesłał ją. Później ten Adam namówił ją na założenie firmy, która generalnie nie wypaliła. W tym czasie ojciec dziecka płacił ustalone niewielkie pieniądze lecz nie miał zbyt dużego kontaktu z dzieckiem. Pożniej kilkakrotnie wyjeżdżała do poznanych parterów i próbowała z nimi i dzieckiem zamieszkać lecz zawsze jakoś nie wychodziło. W koncu znalazła jednego i zaszła w ciążę. W międzyczasie założyła sprawę o wyższe alimenty i ograniczenie praw dla ojca starszego dziecka, czuła się przez niego oszukana. Ograniczyła też kontakt z matką i całą rodziną, a zostawiła tylko ze mną, Adamem i kilkoma byłymi facetami i byliśmy od pomagania i doradzania. Adam bardzo się angażował, dziecko się do niego przyzwyczaiło. Bardzo jest za nią, nawet kazał mi iść na spotkanie z tym ojcem dziecka zamiast niej żeby nie zobaczył, że jest w ciąży, mówi też że trzeba pomagać i ogólnie czuje się jak osoba z rodziny, cały czas doradza co ma robić w konfliktach z nimi. Jednak mieszkał na odległość a ona z nowym parterem i dziećmi w innym mieście. Jej matka i ojciec dziecka zaczęli jej szukać i znaleźli, jednak ona powiedziała że nie chce kontaktu, ale oni żądają wyjaśnień. Ogólnie to pierwsze dziecko jest takie bardzo podobne do ojca i w wyglądzie i zachowaniu, ma ciężki charakter i teraz gdy poszedł do szkoły, okazało się, że nie wiadomo czy zda pierwszą klasę, wobec czego zaczęła wyrabiać mu orzeczenia i przepisała do szkoły zdalnej. Ona ma dość go, mówi że najchętniej by go oddała. Ale jak mówię, że można do babci lub ojca dziecka to nie chce bo oni będą go wypytywać. Od początku było ciężko, ale teraz już sytuacja zrobiła się kuriozalna, nie umie podjąć żadnej decyzji, dzwoni do mnie i tych byłych partnerów po kilka razy dziennie i pyta co ma robić, odsyłam ją do psychologa ale nie bardzo chce iść, zreztą nie ma pieniędzy, pomyślałam, żeby napisać na forum i pokazać jej odpowiedzi. --- mniej obiektywnie: generalnie narzeka, że nikt jej nie pomaga, że nikt nie chce się zajmować jej dziećmi, że wszyscy się na nią uwzięli i ogólnie ma bardzo ciężko. Parter i ojciec drugiego dziecka raczej żyje swoim życiem i nie angażuje się za bardzo. Ja i Adam wielokrotnie jeździliśmy do niej, nieraz zabieraliśmy dziecko do siebie na kilka dni, też pożyczamy jej pieniądze itp. Zanim podejmie jakąkolwiek decyzję dzwoni do kilku osób i każdy musi doradzić i powiedzieć swoje zdanie, ona przekazuje rezcie co powiedziały tamte osoby i wybiera jedną z opcji, następnie jeśli się to rozwiązanie nie sprawdzi, narzeka że ta i ta osoba źle jej podpowiedziała Co myślicie o tym wszystkim. Ja już nie mam sił.
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

Z tego, co Pani opisuje, wygląda to nie tylko na trudną sytuację życiową tej kobiety, ale też na układ, w którym kilka osób zaczęło za nią dźwigać odpowiedzialność za jej decyzje. Pani, Adam, byli partnerzy, rodzina, ojciec dziecka. Każdy coś doradza, ktoś pomaga finansowo, ktoś opiekuje się dzieckiem, ktoś jedzie na spotkanie zamiast niej, ktoś ma łagodzić skutki jej wyborów. Nic dziwnego, że jest Pani zmęczona.

 

Najważniejsze jest to, żeby odróżnić pomoc od przejmowania czyjegoś życia. Pomocą może być jednorazowe wsparcie, rozmowa, zawiezienie do specjalisty, podanie numeru do OPS, szkoły, poradni, psychologa. Ale nie jest zdrową pomocą podejmowanie za nią decyzji, ukrywanie czegoś przed ojcem dziecka, uczestniczenie w rodzinnych konfliktach, pożyczanie pieniędzy bez końca albo bycie dostępną kilka razy dziennie na telefon.

Martwi mnie też to, co pisze Pani o starszym dziecku. Słowa matki, że „ma go dość” i „najchętniej by go oddała”, warto potraktować poważnie. Nie po to, żeby ją potępiać, tylko żeby sprawdzić, czy dziecko jest bezpieczne i czy matka ma realne wsparcie. Dziecko nie jest winne temu, że przypomina ojca, ma trudności szkolne albo że dorośli wokół niego są skonfliktowani. Ono potrzebuje stabilności, spokoju i dorosłych, którzy nie będą rozgrywać przez nie swoich żalów.

 

Moim zdaniem Pani nie powinna już być osobą od „ratowania sytuacji”. Może Pani powiedzieć wprost: „Zależy mi na Tobie, ale nie jestem w stanie dalej decydować za Ciebie, pożyczać pieniędzy i odbierać kilku telefonów dziennie. Mogę pomóc Ci znaleźć konkretną pomoc, ale nie mogę być Twoim psychologiem, prawnikiem, opiekunką i rodziną zastępczą jednocześnie”.

 

Jeśli ona nie ma pieniędzy, to nadal są miejsca, gdzie może szukać pomocy: OPS/MOPS, poradnia psychologiczno-pedagogiczna w sprawie dziecka, psycholog szkolny, lekarz rodzinny, poradnia zdrowia psychicznego, asystent rodziny, czasem fundacje lokalne. Jeżeli sytuacja dziecka jest poważna, szkoła i pomoc społeczna powinny o tym wiedzieć.

 

Ważne, żeby nie dać się wciągnąć w rolę osoby, która ma wybierać za nią rozwiązania, a potem ponosić winę, gdy coś nie wyjdzie. Można wspierać, ale z granicami. I czasem najbardziej pomocne zdanie brzmi: „Nie podejmę tej decyzji za Ciebie. To jest sprawa dla Ciebie, ojca dziecka, szkoły i odpowiednich instytucji”.

 

Rozumiem, że może Pani czuć wyrzuty sumienia, jeśli się odsunie. Ale proszę pamiętać, że Pani zmęczenie też jest sygnałem. Nie da się długo pomagać komuś, kto nie bierze odpowiedzialności za własne decyzje, a jednocześnie obwinia innych, gdy skutki tych decyzji są trudne. Tutaj potrzebna jest profesjonalna i instytucjonalna pomoc, nie kolejna osoba z otoczenia, która będzie próbowała wszystko posklejać własnym kosztem.

Serdeczności
Łukasz Dyłka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zapytaj asystenta AI
Asystent AI - anonimowo, bez logowania
Masz podobny problem? Asystent AI odpowie od razu i podpowie, do jakiego specjalisty się zgłosić.

Zadaj to samo pytanie

Asystent AI nie zastępuje psychologa ani pomocy w nagłych wypadkach.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Szanowna Pani, 

opisana sytuacja to przykład wyuczonej bezradności i manipulacyjnego przerzucania odpowiedzialności na otoczenie. Pani znajoma od lat podejmuje chaotyczne, niedojrzałe decyzje życiowe, a koszty tych wyborów ceduje na Panią, Adama i byłych partnerów, traktując Państwa instrumentalnie jako pogotowie ratunkowe i emocjonalny bufor. Jej narzekanie, że nikt jej nie pomaga, w obliczu Państwa ogromnego zaangażowania finansowego i opiekuńczego, to klasyczny syndrom ofiary, który pozwala jej unikać konfrontacji z własną niewydolnością życiową i wychowawczą. Pokazywanie jej odpowiedzi z forum niczego nie zmieni, ponieważ ona nie szuka autorefleksji, lecz gotowych rozwiązań, za których ewentualne niepowodzenie znów obwini innych. Aby nie stracić resztek własnych sił, musi Pani natychmiast postawić radykalne granice: przestać pożyczać pieniądze, ograniczyć przejmowanie opieki nad dziećmi, a na każde pytanie „co mam zrobić” odpowiadać konsekwentnie: „to twoje życie i twoja decyzja”. Dopóki otoczenie będzie sprzątać chaos, który ta kobieta sama generuje, ona nigdy nie podejmie dorosłej odpowiedzialności za siebie i swoje dzieci. Ma Pani pełne prawo odsunąć się i zadbać o własny spokój.

Pozdrawiam

Bożena Nagórska

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Z opisu wybrzmiewa przede wszystkim ogromne przeciążenie zarówno po stronie Pani znajomej, jak i osób, które od lat próbują ją wspierać. Panie koleżanka prawdopodobnie funkcjonuje w dużym chaosie emocjonalnym, lęku i poczuciu osamotnienia, dlatego intensywnie szuka oparcia u innych i ma trudność z samodzielnym podejmowaniem decyzji. Jednocześnie można odnieść wrażenie, że odpowiedzialność za własne wybory nierzadko przerzuca na otoczenie, a wtedy bliscy zaczynają pełnić rolę „ratowników”, którzy mają rozwiązywać jej życiowe problemy i ponosić emocjonalne konsekwencje jej decyzji. To, że nie ma już Pani siły tak funkcjonować, jest całkowicie zrozumiałe. Pomaganie komuś nie powinno oznaczać rezygnowania z własnych granic, spokoju i życia. Czasem osoby, które stale ratują innych, zaczynają nieświadomie podtrzymywać ten mechanizm, bo druga strona uczy się, że zawsze ktoś przejmie odpowiedzialność. Najważniejsze wydaje się teraz oddzielenie współczucia od poczucia obowiązku. Można kogoś wspierać, a jednocześnie powiedzieć: „Nie jestem w stanie podejmować za Ciebie decyzji” albo „Nie mogę być dostępna cały czas”. To nie jest brak serca, tylko stawianie zdrowych granic. I być może właśnie wsparcie psychoterapeutyczne byłoby dla koleżanki teraz ważniejsze niż kolejne rady od znajomych. Wygląda bowiem na to, że problem sięga znacznie głębiej niż konkretna decyzja, która jest aktualnie do podjęcia.

Wszystkiego dobrego,

Joanna Cichosz

Elżbieta Byzdra-Rafa

Elżbieta Byzdra-Rafa

Dzień dobry!

Rozumiem Pani zapotrzebowanie, aby zebrać odpowiedzi pod tym postem i pokazać Pani przyjaciółce. Tylko zastanawiam się, co mogłoby być w tych odpowiedziach? Rady dla Pani przyjaciółki? Jakieś "spojrzenie z zewnątrz", aby ona "zrozumiała"? I co miałaby "zrozumieć"?

Z Pani listu wynika, ze Pani i były partner przyjaciółki troszczycie się o nią, wyciągacie z kłopotów, jesteście bez względu na wszystko, a ona "rezygnuje" z podejmowania własnych decyzji lub podejmuje impulsywne... To Wam zależy na jej dobrostanie, a ona często demonstruje bezradność, niepewność... I jak na osobę bezradną, jest zadziwiająco skuteczna w korzystaniu z Waszego czasu, energii pieniędzy... Może nie jest tak bezradna, jak Wy ją widzicie? Jeśli spojrzeć z tej perspektywy na Waszą relację, to przyjaciółka nie ma powodu do podejmowania terapii, bo przecież skoro Wy zawsze jesteście, to po co się trudzić...

Ale pojawia się jeszcze jedno pytanie: Czemu Pani tkwi w tej zaplątanej, uwikłanej relacji pozornie pomocowej? Czy chodzi o bycie potrzebną, czy docenioną? Czy towarzyszy Pani przekonanie, ze gdyby jej cos nie wyszło, to będzie Pani wina? Podobne pytanie warto zadać p. Adamowi. 

A jeśli na któreś moje przypuszczenie Pani odpowie "tak", to może warto pomyśleć o terapii dla siebie i o nauce stawiania granic?

Bo dobrze postawione granice lepiej zmotywują kogoś do terapii niż najgorętsze prośby ;)

Pozdrawiam

Elżbieta Byzdra - Rafa

terapeutka Gestalt

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

Czytam ten opis i mam poczucie, że w tej historii jest bardzo dużo chaosu, zależności i pomieszania ról. I jednocześnie mam wrażenie, że Pani znajoma od bardzo dawna próbuje jednocześnie dwóch rzeczy – być całkowicie niezależna i jednocześnie mieć wokół siebie ludzi, którzy będą przejmować odpowiedzialność, pomagać, podejmować decyzje, ratować sytuację.

To nie brzmi jak świadoma manipulacja „dla korzyści”, bardziej jak bardzo trudny sposób funkcjonowania, w którym jest dużo lęku przed zostaniem samemu z konsekwencjami własnych decyzji. I wtedy inni ludzie zaczynają stopniowo wchodzić w role wspieraczy, opiekunów, doradców… aż sami zaczynają być tym wszystkim przeciążeni.

Mam też poczucie dużej polaryzacji w niej samej. Z jednej strony potrzeba wolności, życia po swojemu, odcinania ludzi, którzy „narzucają” coś z zewnątrz. Z drugiej ogromna zależność od opinii innych i trudność w samodzielnym utrzymaniu decyzji czy odpowiedzialności za nie.

I być może właśnie temu warto byłoby się przyjrzeć terapeutycznie.

To, co Pani opisuje – ciągłe telefony, niemożność podjęcia decyzji, życie w konflikcie, przeciążenie dzieckiem, poczucie chaosu – brzmi jak coś, co może wymagać większego i bardziej regularnego wsparcia niż pojedyncze rady bliskich osób. Być może rzeczywiście dobrym kierunkiem byłoby bardziej intensywne wsparcie psychologiczne czy oddział dzienny, gdzie można byłoby przyjrzeć się temu szerzej i nie zostawać z tym samemu.

Ale czytając to wszystko, mam też poczucie, że bardzo ważna jest tutaj Pani. Bo wygląda trochę tak, jakby życie tej znajomej zaczęło bardzo mocno zajmować również Pani życie emocjonalne. Jakby była Pani wciągana w odpowiedzialność za jej decyzje, dzieci, konflikty, relacje.

I chyba ważne jest zobaczenie, że nie da się przeżyć życia za drugą osobę. Nawet jeśli bardzo chcemy pomóc.

Można być wspierającym, obecnym, nieobojętnym. Ale jednocześnie potrzebne są granice – takie, które chronią też Panią przed całkowitym przeciążeniem i wejściem w rolę osoby, która stale „ratuje”.

Bo mam wrażenie, że Pani już zaczyna czuć, że niesie coś, co właściwie nie należy do Pani.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Sądzę, że tu nie chodzi już o „brak rad”, tylko o brak wewnętrznej decyzyjności i odpowiedzialności po jej stronie. Znajoma przerzuca ciężar wyborów na innych a potem obarcza ich skutkami, to naturalnie wypala otoczenie. Według mojej opinii to układ, w którym Pani i inni „ratownicy” nieświadomie podtrzymujecie jej funkcjonowanie ale odbieracie sobie granice i siły i to nie jest do udźwignięcia na dłuższą metę. Kluczowe jest jedno: nikt z zewnątrz nie uporządkuje jej życia za nią, bez podjęcia przez nią terapii i przejęcia odpowiedzialności, sytuacja będzie się tylko komplikować a Państwo będziecie coraz bardziej wyczerpani. Przepraszam też, że piszę tak bardzo wprost ale chciałam aby to wybrzmiało, taką mam perspektywę. Proszę zadbać o siebie, to ważne w tej sytuacji 

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

 

 Dzień dobry  Pani Mario 

 

   To brzmi jak układ, w którym Pani i kilka innych osób jesteście wciągani w rolę stałych „ratowników”, a ona coraz mniej samodzielnie podejmuje decyzje. Z opisu widać też silny chaos, przeciążenie i możliwe problemy emocjonalne lub organizacyjne po jej stronie. Najbardziej uderza kilka rzeczy to, że ona ma bardzo dużo niedomkniętych spraw naraz jak  dzieci, relacje, pieniądze, szkoła, kontakty z rodziną, partnerami i byłymi partnerami. Zamiast budować stabilny plan, stale szuka natychmiastowej ulgi w rozmowach z wieloma osobami. Każda osoba dostaje inną wersję sytuacji, a potem to ona wybiera to, co chwilowo brzmi najlepiej. Gdy rozwiązanie nie działa, winni stają się doradzający, a nie sam mechanizm działania. To nie wygląda jak jedna „zła decyzja”, tylko jak długotrwały wzorzec życia  w kryzysie. Nie da się jej diagnozować z opisu, ale taki sposób funkcjonowania często idzie w parze z  lękiem i potrzebą ciągłego potwierdzania, trudnością w braniu odpowiedzialności za konsekwencje, chaosem emocjonalnym po wielu rozstaniach i przeciążeniu rodzicielskim, przekonaniem, że inni mają ją „uratować”, bo sama nie daje rady.

To tłumaczy, czemu dzwoni po kilka razy dziennie i zbiera opinie od wszystkich, zamiast spokojnie podjąć jedną decyzję. Najważniejsze nie jest już to, czy ona ma rację w pojedynczych sprawach, tylko że Pani zaczyna płacić za to własną energią, czasem i spokojem. Jeśli po każdej decyzji masz poczucie winy, odpowiedzialności i obowiązku, to jesteś wciągana w system, który Cię wyczerpuje.

Najzdrowsze będzie przejście z roli „doradczyni 24 na 7” do roli „osoby z ograniczonym wsparciem”. Może Pani  powiedzieć krótko „Mogę pogadać raz dziennie przez 15 minut," „Nie będę wybierać za Ciebie," „Nie angażuję się w konflikty z jej rodziną i ojcem dziecka,"  „Jeśli chcesz, pomogę Ci znaleźć konkretny plan, ale nie podejmę decyzji za Ciebie.” Ważne, żeby nie tłumaczyć się za długo, bo im więcej argumentów, tym łatwiej będzie wciągnąć Panią z powrotem w dyskusję. Forum może jej pokazać, że problem widzą też inni, ale to nie zastąpi zmiany zachowania. Lepiej nie pytać „kto ma rację”, tylko postawić pytanie , jakie są granice pomagania, kiedy wsparcie staje się współuzależnieniem, jak przestać brać odpowiedzialność za cudze życie. Jej sytuacja wygląda na taką, w której potrzebny jest nie kolejny doradca, tylko uporządkowanie życia krok po kroku i profesjonalne wsparcie. 

Kamil Sułkowski

Kamil Sułkowski

Z opisu wynika, że Pani znajoma od lat funkcjonuje w dużym chaosie emocjonalnym i życiowym, a odpowiedzialność za swoje decyzje często przerzuca na otoczenie. Jednocześnie wokół niej stworzył się układ, w którym kilka osób stale ją ratuje, doradza i przejmuje część jej odpowiedzialności. To może dawać chwilową ulgę, ale długofalowo utrwala jej bezradność.

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że cierpią na tym dzieci, szczególnie starsze, wobec którego pojawia się złość, odrzucenie i trudność w akceptacji. To jest sygnał, że potrzebna jest profesjonalna pomoc psychologiczna lub rodzinna, nie tylko doraźne wsparcie znajomych.

Warto też zauważyć, że Pani sama jest już przeciążona. Ma Pani prawo czuć zmęczenie, frustrację i stawiać granice. Pomaganie nie powinno oznaczać przejmowania odpowiedzialności za całe życie drugiej osoby ani bycia dostępną emocjonalnie przez całą dobę.

Materiały wspierające

Webinar
All you need is love? O namiętności w związkach
Magdalena Ogieniewska-Małecka

Magdalena Ogieniewska-Małecka

All you need is love? O namiętności w związkach

Webinar „All you need is love?” to spotkanie o namiętności w związkach – jej zmianach, naturalnych etapach i momentach, gdy warto zareagować. Dowiesz się, jak rozpoznawać sygnały kryzysu, kiedy szukać wsparcia i jak pielęgnować bliskość na co dzień.

miłośćnamiętnośćwebinarzwiązki
150 zl
Ebook
Karty Pracy: Wpłyń na związek w pojedynkę
Magdalena Dąbrowska

Magdalena Dąbrowska

Karty Pracy: Wpłyń na związek w pojedynkę

„Wpłyń na związek w pojedynkę” to karty pracy dla kobiet, które chcą odzyskać spokój i wpływ w relacji. Zawierają ćwiczenia, techniki komunikacji, stawiania granic i pracy z emocjami, pomagające wprowadzać zmianę – nawet bez udziału partnera.

bliskośćrelacjezwiązkizwiązki i relacje
39 zl
Ebook
Relacje
Instytut Psychoterapii i Rozwoju HiMind

Instytut Psychoterapii i Rozwoju HiMind

Relacje

„Relacje” to krótki poradnik z praktycznymi wskazówkami i technikami, które pomagają lepiej rozumieć siebie i partnera, poprawiać komunikację oraz skuteczniej radzić sobie z codziennymi konfliktami.

komunikacjarelacjećwiczenia
89 zl
Ebook
Psychologiczny duet o miłości. Pokonaj czterech jeźdźców apokalipsy Twojego związku.
Psychologiczny duet

Psychologiczny duet

Psychologiczny duet o miłości. Pokonaj czterech jeźdźców apokalipsy Twojego związku.

Praktyczny przewodnik, który pomoże Ci lepiej rozumieć to, co dzieje się w Twoim związku!

relacjezwiązki
69 zl
Ebook
Workbook dla Par ,,Offline. Czas na nas"
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Workbook dla Par ,,Offline. Czas na nas"

OFFLINE. Czas na nas. to workbook dla par od TwójPsycholog — 10 rozdziałów ćwiczeń, które pomagają lepiej się poznać, porozmawiać o wartościach, przyszłości i kryzysach. Bez ekranów. Twarzą w twarz

dla parterapia parworkbook
Darmowy

Warto przeczytać

Zobacz podobne

Jak poradzić sobie z żalem i smutkiem po utracie domu rodzinnego?
Przeprowadziłam się 6 lat temu do innego miasta ale codziennie przyjeżdżałam do domu rodzinnego i siedziałam po 6h jak mąż był w pracy Teraz już nie przyjedżam bo rodzice kupili z nami dom Bliźniak i mieszkamy obok siebie . Jednak gdy podjechałam pod ten dom który został sprzedany. I wchodziłam tam do środka ogarnia mnie tak wielki smutek i żal, że płaczę nie wiem opisać te emocje taka pustka jakby samotność. Mimo że przecież rodzina jest ze mną to tam czuję tak żal i smutek to samo mam rano wstanę i jest mi mega przykro potrafię płakać codziennie byłam u psychiatry jednak nic nie stwierdził co mi jest ? Jak to leczyć? Proszę o poradę Jestem juz tym zmęczona
Bardzo trudne relacje z mężem
Dzień dobry. Ja i mój mąż nie mieszkamy razem i nie jesteśmy w stanie dogadać się w kwestii miejsca zamieszkania. Mamy 2 letnią córeczkę, z którą mieszkam i się opiekuję. Mąż mieszka i pracuje 80 km od nas. Jest nauczycielem, po ogromnych przejściach miłosnych - związek z 10 lat starsza kobietą ktora odeszła od meza alkoholika i odbila sie emocjonalnie dzieki mojemu mezowi a potem go rzuciła i nagle odciela sie od niego oraz związek z mężatka z 2 dzieki ktora zwodziła mojego meza przez.5 lat a potem z dnia na dzien wyjechala. Zdarzenia te zostawiły w mezu trwaly slad na jego zdrowiu i psychice. Podjął probe znalezienia pracy w naszym mieście i w zasadzie prace juz mial, ale nie podobała mu sie pani dyrektor szkoly i przedmioty jakich mialby uczyc. Stwierdzil, ze to za duzo stresu dla niego i on pracy nie zmieni bo jego zdrowie mu na to nie pozwala. Podczas urlopu macierzynskiego przeprowadzilam sie do meza razem z dzieckiem zeby sprobowac zycia razem (nie mieszkalismy nigdy wczesniej razem), jednak to co przezylam mieszkajac z nim w tym czasie to bylo cos do czego nigdy nie chcialabym wracac. Zostawalam z dzieckiem cale dnie sama. W nocy nie pomagal mi z karmieniem i przewijaniem. Narzekal jedynie ze ciagle jest niewyspany. Maz po pracy cieszyl sie ze ma zone i dziecko na miejscu i zamiast spedzac z nami czas lub mnie odciazyc jezdzil po pracy do rodzicow, pomajsterkowac przy aucie itd. Bardzo schudlam w tym czasie, nie mialam kiedy zjesc ani nawet sie umyc. bylam sfrustrowana i samotna. Nie moglam liczyc na pomoc mojej mamy a rodzice meza sa juz po 70. Maz mnie nie wspieral a tylko dolewal oliwy do ognia. Zobaczyl ze mu rachunki wzrosly i kazal mi sie do nich dokladac. Nie zrobilam tego - mialam kredyt i swoje rachunki na glowie, ktore musialam uregulowac mimo ze w mieszkania nie uzytkowalam. Nie potrafil nawet na chwile zajac sie dzieckiem tak zeby jej sie nic nie stalo. Za kazdym razem kiedy mowilam mu jak sie czuje slyszalam tylko: ,,czujesz sie tak bo chcesz sie tak czuc, ja robie wszystko zeby bylo dobrze”. Plakalam po katach. Bylam odcieta od bliskich. Ciagle sie klocilismy i to ja bylam ta zla: ,,głupia”,,,idiotka” z ,,ograniczonym mysleniem”. Mialam dosc. Przyszedl czas powrotu do pracy i odliczalam dni kiedy bede mogla wyjechać i sie uwolnić. Balam sie ze bardzo ze maz nas nie zawiezie, ale nie robił problemów. Od tamtej pory przyjezdzal na weekendy i zawsze kiedy mial wolne. Kilka tygodni przed moim pojawieniem sie w biurze okazalo sie ze moge pracowac 100% zdalnie przez 1,5 roku czasu. Obecnie przy dziecku pomaga mi mama, przyjeżdża na kilka dni w tygodniu ponad 100 km. Maz ma wakacje i niedawno oznajmil ze nie zamierza sie przeprowadzac. Ja mam mozliwosci i skoro pracuje zdalnie powinnam mieszkać u niego bo dziecko musi mieć dwoje rodziców. Według meza tworze,,niezdrowa sytuacje w której poszkodowany jest on i dziecko”. Nie możemy się dogadać w tej kwestii. Przez jego nacisk i presje przeprowadzki nie śpię od tygodni, mam bole brzucha, napady paniki i nerwice. Znowu zaczely sie wyzwiska w moja strone oraz nerwowe rozmowy. Nie ufam mezowi, nie dogadujemy sie. Jestem bardzo rozdarta w kwestii tego co powinnam zrobic. Nie wyobrazam sobie swojego zycia w miejscowosci w ktorej mieszka maz. Nie bede miala tam nikogo ani wsparcia ani pomocy od osob ktore mi dobrze zyczą. Uslyszalam jeszcze od meza ze dalej bedzie mnie wyzywał jezeli bede robila zle. Szczerze, zastanawiam sie czy my jestesmy sie w stanie sie dogadac bez wzgledu na miejsce zamieszkania. Jestem rozdarta a moj stan emocjonalny nie pozwala mi na podjecie właściwej decyzji. Z mezem nie rozmawiamy, nie ma zadnej bliskosci a ja noe moge na niego nawet patrzec. Nie chce zeby dziecko mialo weekendowego tate ani zeby nasza rodzina byla rozbita. Nie wiem co mam robic…
Czy mogę mieć problemy prawne związane z opieką nad dzieckiem gdy wzywam karetkę po męża z CHAD?
Dzien dobry, Moj maz zmaga się z Chad, jest pod stała opieka lekarza raz na parę lat jest hospitalizowany. Kiedy maz jest zabierany do szpitala za zwyczaj wzywam karetkę z informacją ze zagraża sobie. Znajomi nastraszyli mnie ze mogę mieć ja albo moj maz pozniej problemy jeżeli chodzi o opiekę nad dzieckiem pod względem prawnym. Czy mam się czego obawiać?
Jak powiedzieć mamie o tym jak się czuję?
Jak powiedzieć mamie o tym jak się czuję? Witam, mam 25 lat i nawet nie wiem jak mogłabym zacząć. Od naprawdę wielu lat, moje życie straciło jakikolwiek sens i smak. Jest po prostu codzienną egzystencja i katorgą walki z dnia na dzień. W tym czasie nazbierało się w nim na tyle problemów, że zaczęłam mieć z tego powodu problemy zdrowotne. Bóle głowy czy serca są u mnie na porządku dziennym. Oczywiście wszystko na bieżąco badane u lekarzy, którzy rozkładają ręce bo nie widzą żadnych problemów i wskazują zawsze na to samo - stres i nerwy. Towarzyszą mi one praktycznie na codzień i nagromadziło ich się na tyle dużo, że mam już dość. Natłok myśli jest już na tyle silny i męczący, że momentami w ogóle nie wstaje z łóżka i przesypiam całe dnie. Z perspektywy moich rodziców, z którymi mieszkam, zapewne wygląda to jak zwykłe lenistwo, może mają rację. Codzienne życie z natłokiem myśli stało się na tyle uciążliwe, że mam już tego dość i chciałabym w końcu poczuć jak to jest czuć szczęście i spokój w życiu. Tutaj pojawia się problem - strach. Nie wiem co robić, zbyt się boję podjąć jakieś działania. Mam już dość tego, że moi najbliżsi jak chłopak czy przyjaciółka, muszą mierzyć się z moimi codziennymi napadami gigantycznej agresji, furii, histerii i podobnych. Czuję, że w końcu będą mieli mnie dość i odejdą, chociaż nie będę się im dziwić. Chciałabym o wszystkim powiedzieć mamie, przestać ją okłamywać, że jest u mnie w porządku i nic się nie dzieje. Chciałabym, żeby mnie przytuliła, porozmawiała ze mną, spędziła czas. Czuję, że powinna wiedzieć. Wiem, że powinnam być już samodzielna ale nie potrafię. Czuję się jak dziecko we mgle potrzebujące kogoś, kto złapie je za rękę i poprowadzi. Nie wiem co robić. Boję się tego, że zacznie we mnie widzieć kogoś innego, może mnie znienawidzi. Boję się, że powie, że inni maja gorzej albo ze moje problemy to tak naprawdę nie są problemy. Jak mam jej o wszystkim powiedzieć? Co mam robić? Może nic jej nie mówić i wziąć się w garść, zacząć dorosłość. Tylko nie wiem jak..
Mama chce ustalać moje wesele, inaczej mówi, że się nie pojawi.
Mam pewien problem. Moja mama upiera się, żeby moje wesele było na 80 osób. Mój narzeczony ma dużą rodzinę . Mama nie zgadza się na duże wesele, jeżeli zrobię, to ona powiedziała, że nie pojawi się na nim.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.