Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Witam, mam taki problem, że jestem po wypadku. Siedzę na wózku i teraz narzeczona mnie wyrzuciła z domu

Witam, mam taki problem, że jestem po wypadku. Siedzę na wózku i teraz narzeczona mnie wyrzuciła z domu, nie chce ze mną być czy jest nadzieja, czy do mnie wróci, czy jak, bo nie powinna tak zrobić. Wyrzucić faceta na wózku i iść do innego.
Adam Jegliński

Adam Jegliński

Dzień dobry,

Jeśli powodem takiego postępowania partnerki jest Pana niepełnosprawność spowodowana wypadkiem, mało prawdopodobne, że partnerka wróci. Być może nie uniosła tego. Jeśli powód jest inny, warto się temu przyjrzeć. Ważne jest zorientować się, czy Pana nadzieja ma realne podstawy, czy jest złudna i służy samooszukiwaniu się. W tym drugim przypadku, podtrzymywanie iluzji kosztowałoby dużo energii, którą można by zużyć na odbudowywanie się w nowej, trudnej sytuacji, po odbyciu żałoby za utraconą pełną sprawnością i związkiem. 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Co ma zrobić człowiek, który ma dziecko z inną i bardzo chce się z nim widzieć
Witam, nie wiem, co zrobić, pytanie sformułuję w formie wypowiedzi, którą miałem napisać do przyjaciela, ale ostatecznie napisałem ją, ale nie wysłałem, nie chcąc, aby mój pogląd na sprawę był powodem do wieszania na kimś przysłowiowych psów, ale myślę, że taka forma najlepiej wyrazi mój stan, bo pisałem to pod wpływem emocji. Liczę, że taka forma będzie dla Państwa również odpowiednia, sam nie wiem, czego oczekuję tak naprawdę... (z góry również przepraszam, za wulgaryzmy, miało to być napisane do przyjaciela, więc język jest, jaki jest) "Co ma zrobić człowiek, który ma dziecko z inną i bardzo chce się z nim widzieć i widzi raptem 2 weekendy w miesiacy bez nocek, ale widzenie z nim okupione jest wiecznym pierdoleniem i kłótniami jak to ja wole jedno dziecko od drugiego i jedzie człowiek rozdarty, w i czasem w zwykłym tygodniu potrafi być podobna odklejka i jedyną czasem opcja wydawałoby się zrobić to samo co kiedyś (rozejść się), ale zniszczysz życie kolejnej rodzinie i poza tym nie chce mieć takiego kontaktu z (tu imie 2- latka), jak mam z (imię 10-latk), więc trzymam się tego, co jest rekami i nogami i zagryzam zęby, wiec tkwisz, raz jest lepiej raz gorzej, ale praktycznie pewnym jest, że co dwa tygodnie będzie niezadowolenie (co najmniej 2 tyg) tracisz już chęci do wszystkiego wylaczasz się, jesteś wyprany z emocji wobec wszystkich (chociaż nie - jedyna emocja zostala - zlosc i frustracja, która czasem tez się wylewje ) , oprócz swoich dzieci, bo tylko one dają Ci jakkakolwiek sile, paradoksalnie, bo może, gdyby człowiek spierdolił gdzieś, to dla całej reszty byłoby to prostsze, nie dla mjie to nie jest egoistyczne tylko dla reszty, każdy by miał spokój ... i to jest właśnie to błędne kolo bez jebanego wyjścia... bo jak wyjdę z niego to i tak ja będę tym najgorszym, który zostawił dzieci itp... tylko to będzie fakt, a tylko ja wiem, jak to wygląda, poza tym nie chce już drugiego zostawiać, uwielbiam z nim być... i to jest też właśnie problem.. W dodatku w chuj bym chciał wziąć już starszego na noc, ale wiem, że to tez zaraz będzie problem i to myślę, że już nie dla tamtej matki, tylko obecnej... i jest mi w chuj zle z tym, bo czuje, że tamta mogłaby się już zgodzić, bo młody śpi u kolegów nawet nie raz i czasem coś wspomni, kiedy u mnie i co ja mam temu biednemu dziecku powiedzieć... ... ale wiem, że to będzie problem w domu zaraz... " Jestem ojcem 10-latka z poprzedniego związku i 2-latka z obecnego. Z obecną żoną jestem od około 7 lat, więc nie "dorobiłem" sobie dziecka na boku, wiedziała, w co wchodzi, a nagle wręcz potrafi to powiedzieć, że drugie dziecko jest problemem i na pewno wolałaby, żebym zerwał kontakt lub coś takiego, ale wie też, że z mojej strony nie jest to możliwe. NIGDY W ŻYCIU, zerwę kontakt ze wszystkimi, ale nie z dziećmi. Trochę chaosu w tym, nie wiem co to za strona, ale powoli się ze mnie wylewa i szukam różnych upustów na frustracje zamiast trzymania tego w sobie... Pozdrawiam Państwa..
Jak odzyskać zaufanie i wiarę w miłość po zakończeniu długiego związku ze zdradą?

10 miesięcy temu mój 5-letni związek się zakończył, nie z mojej inicjatywy. Przyczyna? Dobre pytanie, aczkolwiek najprawdopodobniej osoba trzecia (po chwili od zerwania dodawane były zdjęcia z inną dziewczyną, więc nie ciężko mi się domyślić, że był to powód). Nasz związek nie był idealny, byłam, chociażby zdradzana, ale ja kochałam szczerze i prawdziwie. 

Ale mniejsza już o to, wiedziałam, że coś się psuło, że się odsunął i mimo moich starań, nic nie potrafiłam już zrobić. 

Odpuściłam i mimo płaczu przy zerwaniu, bo jednak były emocje, to nie prosiłam, żeby został, wiedziałam, że tak będzie lepiej. Pierwszy raz od pięciu lat poczułam może nawet lekką ulgę. Problem jest w tym, że ja wiem, że ma nową dziewczynę, że wszędzie się sobą chwalą i nie rozumiem, jak od razu po zerwaniu potrafił wejść w nowy związek. Czy jego „Kocham Cię” mówione do mnie było kłamstwem przez te 5 lat? Bo jak można tak szybko mówić to komuś innemu? U mnie minęło tyle miesięcy, a ja nie potrafię się zakochać, nawet zauroczyć się nie miałam okazji i boję się, że już nigdy nie będę umiała. Czuję, że mnie to zniszczyło, mimo świadomości, że tak jest mi lepiej i naprawdę masa dobrych rzeczy się wydarzyła. Spełniam marzenia, to ciągła myśl o tym, że on „ jest szczęśliwy” z kimś innym, a ja mimo wielu możliwości wielu spotkań i mężczyzn wokół, nie czuję nic do nikogo. Próbowałam, ale nie umiem sobie wmówić, że kogoś kocham, bo to trzeba czuć. Nie wiem, ile czasu to potrwa, chciałabym po prostu potrafić jeszcze obdarzyć kogoś tak wielką miłością, jaką dawałam mu. No jak na razie stałam się zupełnym przeciwieństwem siebie. Może to przez lęk, że znowu się poświęcę i ktoś mnie zostawi. Powiedziałabym, że może to przez to, że naprawdę był miłością mojego życia, ale z drugiej strony wiem, że nie mógł nią być. Był agresywny, zdradzał, więc to nie mógł być on. Ale ciągle mam go w głowie i to, że on o mnie zapomniał, jakbym nic dla niego nigdy nie znaczyła, to nie kwestia mojej tęsknoty a bardziej wściekłość na brak szacunku, jakim uważam, że mnie potraktował. 

Jak uwierzyć po czymś takim w miłość i jak na nowo nauczyć się ufać ludziom w ich intencje? Czy da się zapomnieć o kimś, kto naprawdę był dla nas tak ważny? Zmieliłam całe moje życie, ale tych myśli nie potrafię nadal.

Bardzo trudne relacje z mężem
Dzień dobry. Ja i mój mąż nie mieszkamy razem i nie jesteśmy w stanie dogadać się w kwestii miejsca zamieszkania. Mamy 2 letnią córeczkę, z którą mieszkam i się opiekuję. Mąż mieszka i pracuje 80 km od nas. Jest nauczycielem, po ogromnych przejściach miłosnych - związek z 10 lat starsza kobietą ktora odeszła od meza alkoholika i odbila sie emocjonalnie dzieki mojemu mezowi a potem go rzuciła i nagle odciela sie od niego oraz związek z mężatka z 2 dzieki ktora zwodziła mojego meza przez.5 lat a potem z dnia na dzien wyjechala. Zdarzenia te zostawiły w mezu trwaly slad na jego zdrowiu i psychice. Podjął probe znalezienia pracy w naszym mieście i w zasadzie prace juz mial, ale nie podobała mu sie pani dyrektor szkoly i przedmioty jakich mialby uczyc. Stwierdzil, ze to za duzo stresu dla niego i on pracy nie zmieni bo jego zdrowie mu na to nie pozwala. Podczas urlopu macierzynskiego przeprowadzilam sie do meza razem z dzieckiem zeby sprobowac zycia razem (nie mieszkalismy nigdy wczesniej razem), jednak to co przezylam mieszkajac z nim w tym czasie to bylo cos do czego nigdy nie chcialabym wracac. Zostawalam z dzieckiem cale dnie sama. W nocy nie pomagal mi z karmieniem i przewijaniem. Narzekal jedynie ze ciagle jest niewyspany. Maz po pracy cieszyl sie ze ma zone i dziecko na miejscu i zamiast spedzac z nami czas lub mnie odciazyc jezdzil po pracy do rodzicow, pomajsterkowac przy aucie itd. Bardzo schudlam w tym czasie, nie mialam kiedy zjesc ani nawet sie umyc. bylam sfrustrowana i samotna. Nie moglam liczyc na pomoc mojej mamy a rodzice meza sa juz po 70. Maz mnie nie wspieral a tylko dolewal oliwy do ognia. Zobaczyl ze mu rachunki wzrosly i kazal mi sie do nich dokladac. Nie zrobilam tego - mialam kredyt i swoje rachunki na glowie, ktore musialam uregulowac mimo ze w mieszkania nie uzytkowalam. Nie potrafil nawet na chwile zajac sie dzieckiem tak zeby jej sie nic nie stalo. Za kazdym razem kiedy mowilam mu jak sie czuje slyszalam tylko: ,,czujesz sie tak bo chcesz sie tak czuc, ja robie wszystko zeby bylo dobrze”. Plakalam po katach. Bylam odcieta od bliskich. Ciagle sie klocilismy i to ja bylam ta zla: ,,głupia”,,,idiotka” z ,,ograniczonym mysleniem”. Mialam dosc. Przyszedl czas powrotu do pracy i odliczalam dni kiedy bede mogla wyjechać i sie uwolnić. Balam sie ze bardzo ze maz nas nie zawiezie, ale nie robił problemów. Od tamtej pory przyjezdzal na weekendy i zawsze kiedy mial wolne. Kilka tygodni przed moim pojawieniem sie w biurze okazalo sie ze moge pracowac 100% zdalnie przez 1,5 roku czasu. Obecnie przy dziecku pomaga mi mama, przyjeżdża na kilka dni w tygodniu ponad 100 km. Maz ma wakacje i niedawno oznajmil ze nie zamierza sie przeprowadzac. Ja mam mozliwosci i skoro pracuje zdalnie powinnam mieszkać u niego bo dziecko musi mieć dwoje rodziców. Według meza tworze,,niezdrowa sytuacje w której poszkodowany jest on i dziecko”. Nie możemy się dogadać w tej kwestii. Przez jego nacisk i presje przeprowadzki nie śpię od tygodni, mam bole brzucha, napady paniki i nerwice. Znowu zaczely sie wyzwiska w moja strone oraz nerwowe rozmowy. Nie ufam mezowi, nie dogadujemy sie. Jestem bardzo rozdarta w kwestii tego co powinnam zrobic. Nie wyobrazam sobie swojego zycia w miejscowosci w ktorej mieszka maz. Nie bede miala tam nikogo ani wsparcia ani pomocy od osob ktore mi dobrze zyczą. Uslyszalam jeszcze od meza ze dalej bedzie mnie wyzywał jezeli bede robila zle. Szczerze, zastanawiam sie czy my jestesmy sie w stanie sie dogadac bez wzgledu na miejsce zamieszkania. Jestem rozdarta a moj stan emocjonalny nie pozwala mi na podjecie właściwej decyzji. Z mezem nie rozmawiamy, nie ma zadnej bliskosci a ja noe moge na niego nawet patrzec. Nie chce zeby dziecko mialo weekendowego tate ani zeby nasza rodzina byla rozbita. Nie wiem co mam robic…
Mam wrażenie, że pomimo, że mieszkam i żyję z innymi osobami, nie czuję żadnego wsparcia
Mam wrażenie, że pomimo, że mieszkam i żyję z innymi osobami.. Nie czuję żadnego wsparcia, wręcz przeciwnie.. Ciągłe porównywanie, pretensje, krytyka.. zastanawiam się po co jestem tam potrzebna... skoro każdy mnie obraża itd..
Oboje jesteśmy po rozwodzie, a nowy partner powiedział, że jego była żona jest atrakcyjniejsza. Czuję się teraz bardzo źle.
Spotykam się z chłopakiem od ponad roku. Oboje jesteśmy po rozwodzie. Mój rozwód przebiegał bez żadnego problemu, mam dobre stosunki z byłym mężem. Rozwód mojego chłopaka był z powodu zdrady jego żony i bardzo go przeżył. Jestem atrakcyjną kobietą, o normalnej budowie ciała. Wiem, że mogę podobać się mężczyznom. Niestety po alkoholu z ust mojego chłopaka słyszałam słowa typu: „Oglądając zdjęcia byłej żony powinnam nabawić się kompleksów” Zawsze chwalił jej urodę, młody wygląd. Te słowa spowodowały, że poczułam się okropnie, obniżyły poczucie mojej wartości. Chłopak mówi mi czasami komplementy, ale po slowach, po których stwierdził, że jego była żona jest atrakcyjniejsza ode mnie przestałam mu wierzyć w jego słowa. Zaczęłam mieć kompleksy, na które wcześniej nie zwracałam uwagi. Czy da się tą relację jeszcze naprawić?
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.