
- Strona główna
- Forum
- rozwój i praca, zaburzenia lękowe, zaburzenia nastroju
- Zmagania z...
Zmagania z depresją, trudną przeszłością i problemami w pracy. Jak pokonać przebodźcowanie i lęki?
Witam, od dzieciństwa mam stwierdzoną depresję i stany lękowe. Sama u siebie podejrzewam autyzm, ale jest to moje podejrzenie, niekoniecznie diagnoza. Dzieciństwo miałam trudne – było bicie, karanie ciszą, brak przytulania, czułości i ciężka choroba w rodzinie, mojego taty, który dosyć szybko zmarł. Ja też jestem chora – mam genetyczną chorobę, która w wielkim skrócie sprawia, że moje ciało niezbyt przypomina zwykłego człowieka, ale nie na tyle, żeby od razu to zobaczyć. Głównie ciężko mi chodzić.
Mam wykształcenie średnie z powodu moich dolegliwości, bo opuszczałam szkołę i całe, w sumie, moje życie. Jako nastolatka leczyłam się lekami – dużą ilością leków przepisanych przez jednego psychiatrę, które według późniejszych specjalistów były dobrane źle. Do dzisiaj zastanawiam się, jaki mogły mieć na mnie wpływ. Byłam u kilku specjalistów, brałam w sumie kilka leków i byłam na kilkuletniej terapii – aż w końcu uciekłam. Z domu, z terapii, z leków. Zaczęłam żyć na własną rękę, zdobyłam pierwszą pracę i jakoś sobie radziłam. Stwierdziłam, że trzeba dawać radę za wszelką cenę.
W ciągu tego czasu miałam pierwsze związki, zostałam wykorzystana seksualnie i generalnie działy się rzeczy, które nie muszą być istotne w tym, czym chciałabym się podzielić. Pracę miałam w sumie dwie – za minimalną krajową, ale na tyle, żeby się utrzymać. Nagle zdarzyła się okazja, żeby się przebranżowić – zrobiłam wszystko, żeby ją zdobyć. Dosłownie. Zdobyłam ją i na samym początku było ok, ale po jakimś czasie mój zespół (praca biurowa) zaczął dziwnie mnie traktować, albo to moje wrażenie – co przełożona w rozmowie 1 na 1 zasugerowała. Co robiłam, było źle, czego nie zrobiłam – też było źle.
Uważam się za osobę chętną do nauki i nigdy nikomu nie powiedziałam, że nie pomogę, nie zaniosę, nie zrobię – mimo to jestem postrzegana tam jako osoba zamknięta w sobie, która słyszy, ale nie słucha – to usłyszałam. To mnie pogrążyło w depresji. Zaczęłam mieć myśli samobójcze – pierwsze od kilku lat, gdzie wcześniej zawzięcie walczyłam o siebie i, przysłowiowo, płakałam przy lustrze, ale z dumnie uniesioną twarzą malowałam się i udawałam, że jest dobrze. Na wyjeździe w góry z narzeczonym myślałam, żeby wskoczyć w przepaść. Ale to było falowe.
Dzisiaj coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie pójść do pracy. Odkąd pamiętam, irytuje mnie tekstura ubrań, światło, wygląd jedzenia, zapach dezodorantu i kremu, którego wiem, że użyję przed pracą. Irytuje mnie dosłownie wszystko, a po pracy jestem tak przebodźcowana, że kładę się do łóżka i jem jak szalona – bo przez cały dzień nie jestem w stanie nic zjeść, dopiero gdy wrócę do domu, to jem. Przez sytuację z jedzeniem zaczęłam się bardzo karać, przytyłam jakieś 15 kg przez taką formę jedzenia – przez głodówkę, a później obżarstwo na sam koniec dnia, mimo że staram się mieć aktywność fizyczną.
Ale nie w tym rzecz. Dzisiaj nadeszło apogeum wszystkiego, czego się bałam – ubrałam się, umalowałam i coś we mnie pękło. Nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Zaczęłam płakać, pisać do narzeczonego, co mam robić – jak małe dziecko. Jakbym nie była w stanie w żaden sposób podjąć decyzji, zrobić czegokolwiek. Nie poszłam w końcu – po dwóch godzinach czegoś w rodzaju ataku paniki – tylko płakałam nieustannie jak pies.
Zapisałam się do psychiatry online, który zawzięcie przepisał mi leki i wystawił L4 na miesiąc, którego nie do końca chciałam – o czym powiedziałam. Jak wrócę do pracy? Czy mnie nie wyrzucą? Pracuję na zastępstwo i bardzo się boję, że zaprzepaściłam swoją jedyną szansę, aby się rozwijać.
Specjalnie nie pojechaliśmy z narzeczonym wczoraj do jego rodziny (źle znosimy te wyjazdy ze względu na problem z alkoholem w jego rodzinie, ale to nadal rodzina), żeby przygotować się na dzisiaj. Przygotowałam ubranie, porozmawiałam z narzeczonym i poszliśmy spać przytuleni – uspokajał mnie, że będzie ok i że jestem dzielna. Nie byłam. Nie jestem. Nie wiem, co się ze mną dzieje.
Dziękuję za przeczytanie tych żałości.
Magdalena Wasielak
Sylwia, zaproponowałabym, żebyś skonsultowała się z psychologiem/psychoterapeutą. Nie musi być to płatna terapia - W każdym mieście są Ośrodki lub Punkty Interwencji Kryzysowej, w której możesz uzyskać darmowe wsparcie. To, co piszesz, brzmi jak wiele bardzo trudnych, bardzo dużych kawałków nakładających się na siebie i wynikających jedno z drugiego. Bardzo dziękuję, że miałaś odwagę napisać na forum! A myślę, że pisanie tego nie było najprostszą rzeczą. Masz w sobie bardzo dużo wątpliwości, więc też nic dziwnego, że nastrój idzie w dół. Cieszy mnie to, że jest obok Ciebie ktoś, kto (podejrzewam i mam taką nadzieję) Cię wspiera - narzeczony. Myślę, że to, że szukasz, działasz jest Twoim naprawdę dużym zasobem.
Wysyłam dużo ciepła! I życzę wszystkiego dobrego (bo wierzę, że małymi krokami znajdziesz rozwiązania)
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Weronika Wardzińska
Dzień dobry Pani Sylwio,
Dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. To, przez co Pani przechodzi, jest naprawdę bardzo trudne i każda opisana reakcja pokazuje, jak wiele Pani dźwiga już od dziecka. Ma Pani prawo czuć zmęczenie, bezradność, lęk czy załamanie. To nie świadczy o słabości, tylko o tym, że zbyt długo musiała Pani radzić sobie sama.
Bardzo ważne jest to, że zgłosiła się Pani do psychiatry i że dostała Pani L4. To nie jest oznaka porażki. To sygnał, że organizm i psychika powiedziały „dość” i potrzebują zatrzymania. Wypalenie, przebodźcowanie, trudności sensoryczne, jedzenie jako sposób radzenia sobie z przeciążeniem, poczucie przytłoczenia w pracy, to wszystko są rzeczy, które naprawdę mogą doprowadzić do załamania. Nie wydarzyło się to „bez powodu”.
Chcę Pani jasno powiedzieć, że to, co Pani doświadcza, wymaga wsparcia specjalisty i to nie jest nic wstydliwego.
Pani układ nerwowy jest wyczerpany. Takie reakcje nie biorą się z braku siły czy „niedojrzałości”, tylko z ogromnego obciążenia, które trwa od lat. Warto, aby poza pomocą psychiatryczną skorzystała Pani również z terapii.
Istnieją niskopłatne lub bezpłatne formy wsparcia psychologicznego (w poradniach, fundacjach czy projektach społecznych). Terapia może pomóc zrozumieć, co się z Panią dzieje, dlaczego ciało i emocje reagują tak silnie, i jak krok po kroku odzyskać równowagę.
Nie musi Pani przez to wszystko przechodzić sama. Jeśli myśli samobójcze znów się pojawią lub poczuje Pani, że sytuacja wymyka się spod kontroli, proszę zgłosić się po natychmiastowe wsparcie, na przykład dzwoniąc pod całodobowy, bezpłatny numer Centrum Wsparcia 800 70 2222. To bardzo ważne. Jest Pani dużo silniejsza, niż Pani o sobie myśli. Teraz potrzebuje Pani przede wszystkim troski, spokoju i bezpiecznej przestrzeni, żeby dojść do siebie i ma Pani pełne prawo ją sobie dać.
Pozdrawiam serdecznie,
Weronika Wardzińska
psycholog
Usunięty Specjalista_tka
To o czym tu Pani opowiada pokazuje kliniczny obraz konsekwencji Traum, zaniedbania: relacji i więzi. Wymaga terapii C-PTSD, co pokazuje reakcja dysocjacji i paniki w sytuacjach separacyjnych, zależnościowych. À propos ostatniego zdania: żałości żałują, mam nadzieję, że Pani większej ilości żalu (czego z serca życzę).
Usunięty Specjalista_tka

Zobacz podobne
Obawiam się, że pech mnie dosięgnie także w nowym miejscu zamieszkania. Boję się powtórki - 3 lata temu byłam na 3-miesięcznym stażu w ukochanych Włoszech i miałam pecha - olewała mnie moja przełożona, byla oschła i nie dopuszczała do obowiązków, kłamała, że jej nie będzie dzisiaj, a potem ją widziałam na mieście, nie odpisywała. Mężczyzna, który mi się spodobał udawał, że mnie nie pamięta po czasie, nie nawiązałam koleżeństwa, dostałam mandat. Pod koniec chciałam już wracać. Naoglądałam się pięknych widoków - wszędzie sama.
Tutaj, gdzie mieszkam w Polsce jestem sama od kilku lat, bez przyjaciół, bez partnera. Mam się wyprowadzać do Holandii do prestiżowej uczelni, mam jednak problem ze znalezieniem mieszkania - w Holandii jest niedobór mieszkań. Są oferty typu mieszkania z kilkoma ludźmi i jedna łazienka - nie wiem, jak miałabym rano zdążyć się wyszykować na uczelnię. Obawiam się bardzo samotności - nie znam holenderskiego, oczywiście jest tam sporo emigrantów, ale nie wiem, czy uda mi się znaleźć znajomych, przyjaciół.
Do tej pory mam pecha i nie wiem dlaczego, jestem bardzo dobrą osobą i to nieraz ja wychodzę z inicjatywą, a po drugiej stronie nie widzę zainteresowania. Kompletnie tego nie rozumiem. Tym bardziej, że czasami poznaję koleżanki, z którymi się dobrze dogaduję, jednak po czasie po drugiej stronie widzę spadek zainteresowania albo zaprzestanie kontaktu, pomimo braku jakichkolwiek kłótni, spięć.
Dzisiaj leżałam i myślałam o tym wszystkim, czy znowu będzie nie tak, że się umęczę i będę żyć tylko studiami, tak jak było w Polsce. Czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, czy wykorzystałam wszystkie szanse na poznanie ludzi. I tutaj stało sie coś niepokojącego - zaczęłam czuć dyskomfort, a po chwili panikę. Zaczęłam czuć jakąś wręcz złą obecność. Jakby we mnie "weszło" coś, albo ktoś. Bałam się być sama ze sobą, wyszłam z domu na spacer. Wiedziałam, że ten stan paniki może się skończyć w moment, jednak ja bałam się przestać zadawać sobie pytanie, czy zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, by poznać nowych ludzi w obecnym mieście. Potem stwierdziłam, że muszę przerwać ten proces myślowy, że muszę odpuścić, bo chyba poszłam za daleko i to chyba o tym świadczy ta panika.
Byłam w tym roku na kilku sesjach i Pani powiedziała, że rzeczywiście widzi jakiś pech i to musi być uciążliwe. Zaniepokoiła mnie jednak ta panika, ponieważ doznałam jej w tym roku zimą, gdy z tej desperacji i samotności, zaczął mi się podobać mężczyzna, który wiedziałam, że nie powinien mi się podobać - intuicja we mnie krzyczała, że to nie jest dobra osoba dla mnie. I się to potwierdziło - ukrywał, że z kimś mieszka, brał używki, miał długi i w zasadzie to nie zaangażował się w relację ze mną, więc był to taki falstart. Ale z mojej strony było uwikłanie emocjonalne, i kiedy doszłam do tego, że on musi mi się przestać podobać, bo z tej relacji nic nie będzie - pojawiły się natrętne myśli - wulgarne, wrogie do mnie. Poczułam wtedy panikę, jakby "coś"" mnie atakowało, że chcę się wydostać, nie wiedziałam, o co chodzi. Odpuściłam więc i tkwiłam w tym zauroczeniu. Tylko że akurat wtedy nie powinnam była odpuszczać, bo trop był dobry - on nie powinien mi się był podobać. Więc skąd te natrętne myśli? Wiele jest tutaj obecnych wątków, które się na siebie nakładają i nie sposób ich od siebie oddzielić.

Wypalenie zawodowe - przyczyny, objawy i jak sobie z nim radzić?
Czy czujesz się ciągle zmęczony i zniechęcony do pracy? Możliwe, że doświadczasz wypalenia zawodowego – stanu wyczerpania, który dotyka coraz więcej osób. To poważny problem wpływający na zdrowie psychiczne – sprawdź, jak sobie z nim radzić.
