Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Obecna dynamika tej relacji opiera się na destrukcyjnym schemacie, w którym bliskość fizyczna i seks stały się narzędziami do uśmierzania bólu, a nie budowania porozumienia. To dlatego po zbliżeniu czuje Pan nagły przypływ optymizmu – Pana mózg dostaje dawkę endorfin, która na chwilę przykrywa fakt, że Wasze życiowe cele są całkowicie rozbieżne. Ten stan „rozdwojenia” wynika z tego, że próbuje Pan pogodzić niemożliwe: swoją potrzebę bycia priorytetem i posiadania własnych dzieci z rzeczywistością, w której partnerka postawiła już twarde granice.
Fakt, że syn partnerki wykazuje więcej wyczucia w kwestii Waszej relacji niż ona sama, świadczy o tym, że dla niej rola matki całkowicie wchłonęła rolę partnerki. W jej świecie nie ma wydzielonego miejsca na związek mężczyzny i kobiety; Pan jest zapraszany do istniejącego już układu sił na partnerki warunkach, a każda próba zgłoszenia własnych potrzeb jest traktowana jak atak lub zbędny konflikt. Kiedy Pan ustępuje i „łagodzi” sytuację, uczy Pan partnerkę, że Pana granice są elastyczne i można je przesuwać bez konsekwencji. To sprawia, że czuje się Pan coraz bardziej samotny, bo w rzeczywistości nie jest Pan w związku z nią, ale z jej wyobrażeniem o tym, jak Pan powinien się dopasować.
Najbardziej niepokojąca jest kwestia potomstwa, ponieważ jest to fundament, którego nie da się wynegocjować „półśrodkami”. Nadzieja, że ona zmieni zdanie, to pułapka, która więzi Pana w poczekalni cudzego życia. Warto zadać sobie pytanie, ile jeszcze takich powrotów w żalu i złości jest Pan w stanie znieść, zanim ten konflikt wewnętrzny całkowicie Pana wyczerpie.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska

















