Czy śmiech naprawdę może być zaraźliwy? O przekazywaniu nastroju i emocji innym ludziom

NaukaZdrowie i styl życiaRelacje
Autor:Alicja Telejko
Czas czytania5 min
Opublikowano15.10.2021

Rodzice bliźniąt z pewnością wiedzą, ile frustracji może dostarczyć zjawisko zarażania emocjami – szczególnie wtedy, gdy pogodne, najedzone i zrelaksowane niemowlę słyszy płacz brata lub siostry i nagle samo zaczyna płakać. Co współczesna psychologia mówi na temat przenoszenia się emocji i nastroju pomiędzy ludźmi?

Empatyczne niemowlaki czy pierwotny mechanizm?

Zarażanie emocjami to proces, w którym biorą udział co najmniej dwie osoby – nadawca i odbiorca (może być ich wielu). Nadawca jest osobą, której stan afektywny (np. smutek) lub jej ekspresja (np. płacz) wywołuje stan afektywny odbiorcy. Sięgając po przykład powyżej: jedno z dzieci, nadawca emocji, zaczęło płakać, co wywołało płacz u odbiorcy – drugiego dziecka.

Mechanizm działania zarażania afektywnego może przypominać empatię, w której również stan emocjonalny jednej osoby wywołuje określony stan u drugiej. Czy w takim razie te procesy są w rzeczywistości wariantami jednego zjawiska? 

Współcześnie uważa się, że pomimo podobieństwa, należy je od siebie oddzielić. Badacze argumentują, że empatia wymaga zdolności rozumienia stanów emocjonalnych innych osób. Nie pojawia się też w rozwoju od razu, przychodzi wraz z wiekiem i umiejętnością decentracji, czyli poczucia odrębności i świadomości, że perspektywa innych ludzi jest inna niż moja własna.

Skoro empatia wymaga zaangażowania złożonych procesów poznawczych, czy może być dostępna dla noworodków, które nie mają jeszcze zdolności różnicowania „ja-inny” (innymi słowy, noworodki nie mają świadomości własnych granic, nie rozróżniają również pochodzenia odbieranych bodźców)? Na to pytanie można odpowiedzieć jednoznacznie: nie.

Zarażanie afektywne możemy obserwować u nowo narodzonych dzieci, ponieważ nie wymaga ono zaawansowanych rozwojowo procesów. Malutkie dziecko nie rozumie, że jego nastrój uległ zmianie po usłyszeniu płaczu brata – reaguje płaczem automatycznie. Ponieważ nie rozróżnia jeszcze bodźców zewnętrznych od tych płynących z jego wnętrza, płacze tak, jakby samo odczuwało smutek albo złość.

Po co nam umiejętność zarażania się emocjami?

Na wiele towarzyszących nam dziś procesów należy patrzeć szeroko – tak szeroko, by objąć czasy, w których człowiek był częścią zbieracko-łowieckiej społeczności i, zamiast nagrywać filmy na TikToka, polował na mamuty. Wiele zjawisk zachodzących w naszych organizmach jest dziedzictwem czasów minionych – na przykład to, że nasze ciało przygotowane jest do rozładowywania stresu przez ruch. Miało to kiedyś bardzo ważną funkcję, gdy w obliczu zagrożenia (np. ataku tygrysa) kluczowa dla przetrwania była szybka ucieczka. Obecnie, gdy stresorem dla człowieka częściej jest prezentacja wygłaszana przed zarządem, stres (a raczej jego fizjologiczne markery) „zostaje” w ciele, co ma niekorzystny wpływ na zdrowie.

Zarażanie afektywne również miało ważną funkcję wtedy, gdy ludzie tworzyli społeczeństwa warunkujące przetrwanie dla jednostek – życie poza nimi nie istniało, ponieważ jeden człowiek nie miał szans w pojedynkę zdobyć pożywienia i zapewnić sobie schronienia. Kolektywne przeżywanie emocji, które umożliwia zarażanie afektywne, jest bardzo istotnym elementem funkcjonowania grupy, pomaga w mobilizacji, koordynuje działania jej członków, zapewnia skuteczność. Chroni również przed rozpadem, który może poprzedzać spolaryzowanie się członków grupy, różnice w celach i sposobach na ich osiąganie. 

Czy oznacza to, że zarażanie afektywne to dziś przestarzałe, ciążące nam dziedzictwo? 

Nauka zaprzecza – możliwość zarażania się emocjami pełni ważne funkcje podczas nawiązywania i budowania relacji także w XXI wieku. Transfer emocji pozytywnych wzmacnia więzi między ludźmi, transfer emocji negatywnych może nieść informację o zagrożeniu i pobudzać czujność. Warto również pamiętać, że dzielony przez dwie osoby nastrój upodabnia dwie osoby do siebie, a ponieważ ludzie preferują rzeczy znane i podobne do nich samych, łatwiej w ten sposób o pogłębienie sympatii i wzmocnienie relacji.  

Zarażanie afektywne w służbie marketingu

Nie jest tajemnicą, że nasz nastrój ma duże znaczenie w procesie podejmowania decyzji. Liczne badania potwierdzają, że inaczej decydują osoby zadowolone, inaczej te z obniżonym nastrojem. Klasyczne już badania na temat huśtawki emocjonalnej pokazują, że pojawiający się po (bezzasadnym) lęku stan ulgi niesie ze sobą ryzyko braku trzeźwej oceny sytuacji – wówczas osoby, które tego doświadczają, łatwiej ulegają wpływowi społecznemu niż osoby, które „nie były na huśtawce”.

Emocje, które odczuwamy, wyraźnie wpływają na nasze oceny i decyzje. Traktujemy je często jako podpowiedź albo intuicję — na przykład wtedy, gdy niepokój interpretujemy jako „złe przeczucie”. Co jednak, jeśli niepokój ten został w nas wywołany przy użyciu mechanizmów zarażania afektywnego?

Szereg przeprowadzonych na ten temat badań pokazuje, że dobry nastrój sprzedawcy, który udziela się konsumentom, wpływa na lepsze oceny samych sprzedawców, lepsze samopoczucie konsumenta i deklarowanie większej lojalności do marki. Jak to działa?

Afekt, który wywołuje sprzedawca, jest wskazówką dla kupującej lub kupującego na temat samego produktu. Dlatego po kontakcie z radosnym sprzedawcą ludzie lepiej oceniają neutralne produkty (np. wodę mineralną), ponieważ ich nastrój im to „podpowiada”.

To zagadnienie wiąże się z ważnym zjawiskiem, które jest owocem wiedzy na temat zarażania afektywnego, czyli tzw. pracą emocjonalną. Pracodawcy coraz częściej wymagają od pracowników prezentowania oznak konkretnego nastroju – np. euforycznego tonu albo eleganckiego uśmiechu. Ten proceder może budzić wiele wątpliwości etycznych na temat tego, gdzie powinien kończyć się wpływ pracodawcy i co regulować. Pracodawcy mogą podnosić, że niestosowanie się do wymagań jest działaniem na szkodę firmy (odkąd wiemy, że dobry nastrój sprzedawcy poprawia sprzedaż), pracownicy natomiast – że uśmiech nie jest wymagany do nienagannego wykonywania obowiązków w pracy, a jego oczekiwanie jest nieetyczne – nastrój, będący wynikiem kondycji psychicznej i okoliczności życiowej nie powinien być regulowany przez miejsce pracy. Z pewnością ten temat jest ważnym zagadnieniem do publicznej debaty.

Kto może skorzystać z wiedzy o zarażaniu afektywnym?

Trudno wybrać grupę społeczną, która mogłaby uznać wiedzę o zarażaniu afektywnym za zupełnie nieprzydatną – wystarczy wspomnieć, że skutków zarażania emocjami może doświadczyć każdy, kto ma kontakt z innymi ludźmi.

Szczególnie ważne może okazać się to dla osób, których zawody oparte są na częstych spotkaniach z innymi oraz dla ludzi, którzy pracują w stresujących warunkach. Wiedza, którą dostarczają badania nad zarażaniem afektywnym, pozwala odpowiedzieć na pytanie, jak katastrofalne skutki może mieć panika zespołu stewardess i stewardów na pokładzie samolotu. 

Z odkryć badaczy mogą korzystać osoby, które dużo czasu spędzają z małymi dziećmi – a zatem opiekunki i opiekunowie w żłobkach, przedszkolach i, przede wszystkim, rodzice. Na pewno wielu z nich doświadczyło sytuacji, w której małe dziecko „zaraziło” się nerwową atmosferą towarzyszącą spóźnionemu wyjściu do lekarza albo niespodziewaną wizytą krewnych. Świadomość natury procesów, które są odpowiedzialne za trudne sytuacje, często pomaga znosić je z większym spokojem i z większą skutecznością szukać dobrych rozwiązań.

Bibliografia:

  • Doliński, D. (2005). Techniki wpływu społecznego. W: E. Biernacka (red.), Huśtawka emocji. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Scholar.

  • Wróbel, M. (2016). Zarażanie afektywne. O procesie transferu emocji i nastroju między ludźmi. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.

Szukasz pomocy psychologicznej?

Znajdź sprawdzonych psychologów i psychoterapeutów na naszej platformie i łatwo umów wizytę

Alicja Telejko

Psycholożka, absolwentka Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Ukończyła specjalności Psychologia Kliniczna Dziecka i Rodziny oraz Psychologia Wychowawcza Stosowana. Prowadzi psychoedukacyjny profil na Instagramie @czuly.tlumacz.