Left ArrowWstecz

Adaptacja 5-letniego dziecka do przedszkola – lęk, płacz, objawy somatyczne rano a prawidłowe funkcjonowanie w grupie

Adaptacja 5-letniej córki do przedszkola Chciałbym prosić o opinię w sprawie adaptacji naszej córki do przedszkola. Córka ma obecnie 4 lata i 9 miesięcy (za ok. 3 miesiące kończy 5 lat). Jest dzieckiem wrażliwym emocjonalnie (stwierdzone to m. in. przez kadrę pedagogiczną w przedszkolu), ale jednocześnie rozwija się prawidłowo – dobrze funkcjonuje społecznie, bawi się z dziećmi (również bez naszej obecności), zostaje bez problemu z dziadkami, jest komunikatywna i samodzielna jak na swój wiek. Poprzednia próba (ok. 5–6 miesięcy temu) Podjęliśmy pierwszą próbę przedszkola: Początek był dobry (ok. 2 tygodnie bez większych problemów), potem pojawił się silny stres: płacz, napięcie, objawy somatyczne (odruchy wymiotne). Zdecydowaliśmy się przerwać, żeby nie pogłębiać trudności. Obecna sytuacja (nowe przedszkole) - Po kilku miesiącach wróciliśmy do tematu, tym razem w innym przedszkolu. Początek: Córka poszła chętnie, już pierwszego dnia chciała zostać długo (nawet do obiadu, ok. 4–5h), dobrze funkcjonowała w grupie: bawiła się, brała udział w zajęciach, jadła, nie chciała wychodzić do domu. Następne dni to tzw. „kryzys” Od ok. 3 dnia: rano pojawił się płacz i niechęć do pójścia, mówi, że nie chce iść, pojawiły się znowu objawy somatyczne („zaraz zwymiotuję” – raczej napięcie niż realne wymioty). Na razie nie ma tego dużo (córka była 4 dni). Jednocześnie po zostawieniu w przedszkolu uspokaja się, funkcjonuje prawidłowo: bawi się, wykonuje zadania, angażuje się (np. chciała iść z dziećmi na plac zabaw), potrafi powiedzieć, że chce zostać krócej (np. nie chce zostawać do obiadu). Obecnie dostosowaliśmy długość pobytu - obecnie chodzi ok. 3 godziny dziennie, to wydaje się dla niej na tę chwilę optymalne. Po przedszkolu jest raczej spokojna, dobrze się bawi, czasem chce pobyć sama (wyprasza nas z pokoju), nie chce dużo opowiadać o przedszkolu, ale: mówi pojedyncze rzeczy (np. o innych dzieciach, sytuacjach), pokazuje prace, odtwarza sytuacje w zabawie. No i też czasami się otwiera i opowiada, ale sama a nie jak jest zapytana. Przy odbiorze wychodzi szybko, bez większych emocji i bez pożegnań (jakby „zamykała temat dnia”). Nasze obserwacje i wątpliwości: Z jednej strony widzimy, że funkcjonuje w przedszkolu, angażuje się, potrafi się uspokoić, nie ma ciągłego napięcia w ciągu dnia. Z drugiej strony martwi nas silny opór rano, powrót objawów somatycznych (jak pół roku temu), to, że nie chce dużo mówić o przedszkolu, potrzeba bycia samej po powrocie. Zastanawiamy się czy to normalny etap adaptacji, czy oznaka, że sytuacja może się pogłębić? Czy nie „tłumi” emocji? Czy powinniśmy kontynuować adaptację w obecnej formie i czy uda się ją przejść jakoś? Finalnie czy i kiedy rozważyć konsultację z psychologiem dziecięcym? Czy taki przebieg (dobry start → szybki kryzys z płaczem i objawami somatycznymi → dobre funkcjonowanie w przedszkolu) mieści się w normie adaptacji? Jak interpretować fakt, że rano jest duży opór, ale w przedszkolu radzi sobie dobrze i jakie sygnały powinny nas zaniepokoić i skłonić do konsultacji z psychologiem? Dziękujemy z góry za pomoc.
User Forum

Pdd

1 miesiąc temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry. 

 

Uważam, że wiele z tego, co Pan opisuje, mieści się w obrazie adaptacji dziecka wysoko wrażliwego. Poranny opór i objawy z ciała często są sposobem wyrażania napięcia przed rozstaniem a nie dowodem, że przedszkole jej szkodzi. Bardzo ważne jest to, że po rozstaniu córka się reguluje, bawi, angażuje i funkcjonuje dobrze. To dobry prognostyk.

Potrzeba ciszy po powrocie i niechęć do szczegółowego opowiadania też bywają normalne, dziecko „dochodzi do siebie” po intensywnym dniu. Często opowiada przez zabawę a nie przez pytania.Sądzę, że warto teraz utrzymać spokojny, przewidywalny rytm i krótszy czas pobytu, skoro 3 godziny jej służą. Bez presji, krok po kroku.

Do konsultacji skłoniłoby: narastanie objawów somatycznych, pogorszenie snu, wyraźne wycofanie, długotrwały smutek, silny lęk także po powrocie lub brak poprawy po kilku tygodniach.

Do refleksji dla Pana/Państwa:

Co pomaga córce rano choć odrobinę się uspokoić?

Jak reagujecie Wy....spokojem czy własnym napięciem?

Jakie małe sygnały pokazują, że jednak sobie radzi?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Opisany przez Pana  przebieg jest bardzo wyraźnie w obrębie typowego, choć trudnego etapu adaptacji, szczególnie u dziecka wrażliwego emocjonalnie. Wiele dzieci po początkowym dobrym starcie przechodzi potem przez kryzys drugiej fazy, czyli nawrót płaczu, napięcia i objawów somatycznych, mimo że w czasie dnia funkcjonują dobrze.

U wielu dzieci adaptacja wygląda mniej więcej także  początkowo przystosowanie, po kilku dniach lub tygodniach  ostrzejszy opór, marudzenie, płacz rano, krótkotrwałe objawy somatyczne (ból brzucha, odruchy wymiotne, „zamieranie”), przy jednoczesnym relatywnie dobrym funkcjonowaniu w przedszkolu. To zjawisko jest częstsze u dzieci wrażliwych, skrupulatnych, „dobrych” w sensie silnej chęci „zrobić dobrze”, które biorą bardzo na siebie atmosferę grupy i oddzielenie od rodziców. To, że Pana córka po zapewnieniu oparcia (np. ograniczona do 3 godzin długość pobytu) się uspokaja,bawi się, angażuje, negocjuje np. czas pobytu czasem spontanicznie opowiada o przedszkolu i odtwarza sytuacje w zabawi to bardzo dobre sygnały, że nie blokuje całkowicie kontaktu, tylko potrzebuje powolniejszego, bardziej dopasowanego tempa. Nie jest to automatycznie sygnał ucisku emocji. Chęć „bycia samej” po powrocie, ograniczone opowiadanie na pytanie, ale spontaniczny udział w zabawie i komunikat o tym, że „nie chce zostać do obiadu”, pokazują, że potrafi ustawiać granice czasu pobytu, ma środki do komunikacji swoich potrzeb, nie wykazuje trwałej apatii, zacofania w relacjach ani zaniku zainteresowań. To raczej obraz dziecka, które intensywnie przeżywa przejście, ale ma dość zasobów, by z tego wyjść w czasie dnia, a po powrocie potrzebuje relaksu i procesowania. Obecny sposób (krótkie, stopniowe, dopasowane dni) jest bardzo rozsądny i dobrze wpisuje się w zalecenia dla wrażliwych dzieci. Dobre, jeśli dalej utrzymałyście Państwo krótki, przewidywalny czas pobytu,macie stałą, spokojną rutynę rano ,nie robicie z niej „bohatera boleści” (np. nie wzmocniacie „zamiany domu” jako nagrody za płacz),po powrocie dajecie strefę bez pytania, ale też możliwość opowiedzenia, jeśli chce. Należy obserwować trend w ciągu 2 do 4 tygodni jeśli płacz i napięcie rano stopniowo mniej nasilają się, objawy zostają sporadyczne lub znikają, zaangażowanie w przedszkolu nie spada, a rośnie i to dobry znak, że adaptacja mimo trudności idzie dobrą drogą. Konsultacja z psychologiem  nie jest jeszcze konieczna, ale warto jej rozważyć, jeśli pojawią się dodatkowe czerwone znaki jak płacz i objawy somatyczne się nasilają zamiast stabilizować lub maleć (np. częstsze wymioty, ból brzucha utrudniający codzienność, tracenie apetytu na dłużej). Widoczna trwała zmiana zachowania czyli zanik chęci zabawy, wycofanie, strach, agresja, problemy ze snem.  Jeśli rodzice intensywnie przeżywają lęk za dziecko, czerwone flagi są też dla rodziców informacją, że psycholog może wesprzeć  cały układ rodzina - przedszkole - dziecko.  Skoro w szkole podkreślono, że dziecko jest wrażliwe emocjonalnie, dobrze będzie, aby utrzymać kontakt z wychowawczynią (regularne, krótkie informacje o tym, co się poprawia, a co sprawia trudność), oczywiście poinformować ją o wrażliwości emocjonalnej dziecka, obu wersjach historii adaptacji i obecnych objawach  to istotna część obserwacji. Utrzymanie krótkiego, przewidywalnego czasu pobytu (np. 3 godziny) jeszcze przez kilka tygodni, a dopiero potem bardzo powolne wydłużanie według jej reakcji. Krótkie, spokojne pożegnanie rano, bez długo rozmawiania o „nie chce mi się iść”, które może wzmacniać pęknięcie. Lepiej: „wiem, że jest Ci trudno, ale tu Cię zostawiamy, a ja przyjdę wieczorem i usłyszę, co było dziś fajnego”. Rozmowa po powrocie w formie opowiadania historii niż pytań typu „jak było?”, np. „A co dziś zabrałaś ze sobą?” lub „Jakie było dziś jajko?”  to częściej mobilizuje spontaniczne opowiadanie. Dobrze jest także obserwować sygnał „nie chce zostać do obiadu” jako ważny gdyż potrafi oszacować, ile ma mocy i to dobrze wykorzystujcie do modyfikowania planu.

1 miesiąc temu
Zuzanna Różycka

Zuzanna Różycka

Dzień dobry, 

to wspaniałe, że jesteście tak uważnymi i czujnymi rodzicami. Z tego opisu wynika, że przede wszystkim chcecie dobra córki i z troską jesteście gotowi zabrać ją z przedszkola, gdyby miało to źle na nią wpłynąć. Staracie się też, żeby czas jaki spędza ona w przedszkolu był optymalny dla adaptacji. To piękna baza Waszej miłości i wrażliwości. 

Adaptacja do przedszkola jest procesem, który trwa niekiedy wiele tygodni, a nawet miesięcy, a objawy stresu związane z pójściem do placówki nasilają się i słabną w różnym stopniu (niekiedy po zakończonej adaptacji bywają momenty powrotu do trudności przed wyjściem do przedszkola, np. po dłuższej nieobecności wywołanej chorobą). Najważniejsze pytania, jakie należy sobie zadać i być może skonsultować z opiekun(k)ami w przedszkolu: czy podczas zajęć pojawiają się jakieś niepokojące objawy: te objawy somatyczne, o których piszecie, wyfocanie, lęk, płacz, brak apetytu, niemożność uspokojenia się; czy macie podstawy, żeby podejrzewać, że w przedszkolu dzieje się coś, co negatywnie wpływa na córkę; czy zauważacie, że córka w jakiś sposób odreagowuje tłumione emocje? 

Sama niechęć do pójścia do przedszkola rano zazwyczaj jest naturalna. Dobrze zrobić takie odniesienie w myślach: jak my - dorośli - czulibyśmy/czujemy się, kiedy trafiamy do nowego środowiska? Piszecie, że to dopiero 4 dni w nowym miejscu, w którym córka spędza po 3h, a więc bardzo krótki czas. Pewnie wielu dorosłych po takim czasie miałoby trudność z regulacją swoich emocji np. po rozpoczęciu pracy w nowej firmie. Często nam również nie chce się wstać do pracy i wolelibyśmy zostać w domu. Te wszystkie sygnały u córki świadczą póki co o tym, że to dla niej nowa sytuacja, a Wasz dom jest ciepły, bezpieczny i - co naturalne - wolałaby w nim zostać. To dowód na to, że robicie świetną robotę jako rodzice :) Jednak skoro w przedszkolu bawi się chętnie, jest ciekawa aktywności oferowanych przez opiekunki, a po całym dniu towarzyszą jej pozytywne emocje (chętnie jeszcze by się pobawiła, została dłużej) to znaczy, że to miejsce jest najprawdopodobniej bezpieczne i wspierające. 

Wiele dzieci w tym wieku jeszcze nie opowiada tak spontanicznie o minionym dniu. Dzieje się tak z wielu powodów: to, co się wydarzyło to w umyśle dziecka już przeszłość i nie ma potrzeby opowiadania o tym, a woli po prostu pobawić się z Wami i tak spędzić ten czas, regulując swoje emocje albo wyciszeniem w samotności albo po prostu Waszą obecnością; niekiedy dzieci mają jeszcze w tym wieku przekonanie, że to, co widziały/słyszały/w co się bawiły to rodzice o tym wiedzą (teoria umysłu) - czasem dzieci są zaskoczone, że nie wiemy, co powiedział kolega w przedszkolu, bo przecież do tej pory wiedzieliście wszystko, co się działo w życiu córki. 

Martwicie się, że córka może tłumić emocje i że będą one się zmieniały w somatyzację. To na pewno warto obserwować, ale póki co nie widzę, żeby ona te emocje tłumiła. Płacz, napięcie - to wyraz emocji i to, co możecie zrobić to zauważać i akceptować jej uczucia. Można np. zauważyć: "widzę, że Ci dziś smutno na myśl o pójściu do przedszkola. Rozumiem to, mnie też często nie chce się iść do pracy. Pomaga mi wtedy przytulenie. Masz ochotę się przytulić? Sprawdzimy czy zadziała?". Pomocne może być też czytanie z córką książeczek o przedszkolu, np. "Jadzia Pętelka idzie do przedszkola", "Hela sama idzie do przedszkola" albo "Nunuś i serce przedszkolaka". Są tam też fajne podpowiedzi dla rodziców jak łagodzić lęk przed rozłąką. 

Korzystajcie też ze wsparcia opiekunek przedszkolnych, dopytujcie jak córce minął dzień, jak one oceniają jej aktywność, trudności, jak oceniają proces adaptacji. 

Pamiętajcie też, że to również dla Was nowa i stresująca sytuacja i zadbajcie również o swoje emocje. Wasz spokój i zrelaksowanie także będą wspierały córkę. Powodzenia

1 miesiąc temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry, 

To wygląda na typowy przebieg adaptacji: dobry start - szybki kryzys - stopniowe oswajanie.

Najważniejsze, że po rozstaniu córka się uspokaja i normalnie funkcjonuje – to znaczy, że trudność jest głównie w poranku i napięciu przed, a nie w samym przedszkolu.

Objawy typu „zaraz zwymiotuję” i potrzeba ciszy po powrocie też są u wrażliwych dzieci dość normalne. Na ten moment warto spokojnie kontynuować (krótsze pobyty to dobry kierunek) i obserwować.

Do psychologa, jeśli: brak poprawy po kilku tygodniach, objawy się nasilą albo przestanie sobie radzić w przedszkolu.

Pozdrawiam 

Kinga Osmulska 

Psycholog, psychoterapeutka

1 miesiąc temu

Zobacz podobne

Bardzo boję się omdlenia, przez co ciężko chodzi mi się do szkoły. Chodzę na psychoterapię, było bardzo dobrze, jednak ostatnio sytuacja się powtórzyła.
Dzień dobry, jak pokonać lęk przed konkretną sytuacją? Od jakiegoś czasu mam lęk przed zemdleniem, przez co ograniczałam najpierw ruch, np. nie ćwiczyłam na wfie w szkole albo musiałam częściej jeść, by zapobiec zemdleniu. Raz miałam naprawdę blisko do takiej sytuacji i wtedy wszystko się zaczęło. Od dwóch tygodni uczęszczam na terapię i po tym było mi o wiele lepiej, nawet myśli lękowe zniknęły a ataku paniki nie miałam jakieś dwa tygodnie. Niestety, ale mam wrażenie, że jak za długo jest dobrze, to musi pojawić się coś stresującego. Byłam dzisiaj w szkole i normalnie szłam do klasy z przerwy a nagle poczułam się tak, jakbym miała zemdleć. Było to dziwne, bo cały dzień czułam się dobrze i jadłam dosłownie parę sekund wcześniej. Weszłam jednak do sali i próbowałam się uspokoić, mówiłam sobie, że nic się nie dzieje i zaraz mi minie. Nie minęło i parę minut potem miałam nagłe pogorszenie samopoczucia, mam wrażenie, że na poziomie tego, jak parę miesięcy temu, gdy miałam pierwszą taką sytuację. Oczywiście, zawsze jak pojawia się to, czego się obawiam, to jednak ta panika się pojawia i w sumie to potem bardziej trzymały mnie własne emocje, miałam wrażenie, że mam jakiś zawał serca, bo tak mi waliło. Poczułam się taka bezradna, tyle włożyłam, by leczyć się z zaburzeń lękowych, a tu kolejny nawrót po tak pozytywnych tygodniach. Jest mi podwójnie ciężko walczyć z lękiem, ponieważ od urodzenia mam tendencje do lęków, które pojawiały się w różnych okresach życia. Terapeutka, do której chodzę potwierdziła to, co podejrzewałam od dawna, wiele moich cech pokazało na to, że nie jest to coś co wystąpiło nagle, a było to we mnie zawsze, ale ukryte i pokazywało się czasami . Teraz nie wiem co robić, jutro pewnie muszę iść do szkoły, a nie chcę, bo pewnie cała klasa będzie się śmiać z tego, co było dzisiaj. W dodatku, jak mój tata mnie odbierał powiedział pielęgniarce o moich lękach, sama nie wiem po co i gdy mówiła, że nie mogę się migać od życia, zaraz będę dorosła i nie mogę robić takich rzeczy, to po prostu wybiegłam ze szkoły z płaczem. Mam wrażenie, że sporo osób w moim otoczeniu nadal nie do końca rozumie tą rzecz, z którą się borykam. Nie mówiłam o tym w szkole nikomu, oprócz moich przyjaciółek, bo się boję reakcji nauczycieli, a klasie to nie ma co mówić. Co zrobić by nie martwić się o tą dzisiejszą sytuację? :(
Mama nadużywa alkoholu, a siostra jest w niebezpiecznej dla siebie sytuacji. Nie mam już siły wszystkich ratować.
Witam! Mam problem z mamą, która nadużywa od paru lat alkoholu ,mimo wielokrotnie zwracanej uwagi (przez swoje córki oraz siostrę) nie widzi w tym nic złego ,w konsekwencji nie chce się leczyć. Mam też chorą psychicznie siostrę (zespół Aspergera ,schizofrenia), która leczy się u psychiatry i bardzo się o nią martwię, boję sie, że przez to co dzieje się w domu, znowu targnie na swoje życie(jedna próba samobójcza).Jestem tym załamana i nie mam już siły walczyć z mamą i jej nałogiem.Ciągle płacze ,mam coraz częściej kryzysy psychiczne.Za każde rady będę bardzo wdzięczna.
Dzień dobry. Mam 13 lat oraz mam problem z atakami paniki.
Dzień dobry. Mam 13 lat oraz mam problem z atakami paniki. Od ponad roku doświadczam silnych napadów paniki. Wszystko zaczęło się w marcu 2022 roku. Pamiętam, że był to poniedziałek a na następny dzień bardzo nie chciało mi się iść do szkoły. Nagle zaczęło mi bardzo szybko bić serce. Zacząłem się denerwować, tętno było nadmiernie wysokie i nie wiedziałem, jak to opanować. Na myśl przychodziły mi dziesiątki złych myśli. Był to mój pierwszy atak paniki, więc był on o wyjątkowym nasileniu. Moja mama z bezradności zawiozła mnie do szpitala, było już późno, więc się trochę uspokoiłem i spędziłem noc w szpitalu. Mimo to, na następny dzień wciąż towarzyszyło mi poddenerwowanie. Następnie systematycznie co dwa/trzy tygodnie, regularnie występowały u mnie podobne ataki. W końcu postanowiłem pójść do psychologa, który nieco mnie uspokoił. Niestety około trzech miesięcy później (w lato) zaczęły mi dokuczać różne natręctwa myśli. (Miałem już podobne wcześniej ale nie o takich nasileniu). Były one różne, najwcześniej pojawiały się takie, aby wziąć nóż i zrobić sobie coś złego lub komuś innemu. Występowały takie, które kazały mi przestać oddychać. Moje natręctwa oraz stany lękowe lekko się uspokoiły mniej/więcej w listopadzie zeszłego roku, ale mimo to wciąż się pojawiały (lecz w mniejszym nasileniu). Przestałem wtedy również chodzić do psychologa, bo zacząłem czuć, że Pani psycholog pawała do mnie toksycznością i nie czułem się dobrze na jej wizytach. Wszystko było w miarę dobrze, aż do teraz. Moje stany lękowe oraz natręctwa powróciły. Pojawiły się też nowe, które ciężko mi wytłumaczyć. Na przykład czuję, że mam zatkaną jedną dziurkę w nosie lub w uchu i mnie to drażni mimo to, że robiłem różne badania, które nic nie wykazały. Ponownie zapisałem się do psychologa, ale innego. Ta Pani jest bardzo miła, ale nie czuję zmiany po wizytach z nią. Bardzo się boje i nie wiem co zrobić, czuje, że nikt nie jest w stanie mi pomóc i niebawem stanie się najgorsze. Wczoraj i przedwczoraj miałem napady paniki, dzisiaj również. Nie mam pojęcia, jak to opanować, w internecie nigdzie nie jest napisane o podobnych natręctwach, jakie ja mam. Boje się, że to nigdy nie przejdzie i będę tak miał do końca życia. Może mieć wpływ na to moja choroba. Kiedyś, jak miałem 5 lat, leżałem dwa lata w szpitalu, gdyż miałem guza mózgu. W tym czasie nie przejmowałem się tym bardzo, ale z perspektywy czasu, bardzo bym nie chciał do tego wrócić. Próbowałem różnych medytacji, głębokich oddechów lub relaksujących piosenek, aczkolwiek pomagają mi one tylko na chwilę, a później dalej się denerwuje. Czasem moje napady mają tak wielkie nasilenie, że muszę brać tabletki uspokajające (wiem, że nie powinienem, ale inaczej nie mogę wytrzymać). Bardzo proszę o szybką pomoc, ponieważ boje się o moje zdrowie psychiczne. Jestem młody, powinienem się rozwijać i cieszyć z życia, a nie ciągle zamartwiać, ale nie wiem jak to opanować. Bardzo, bardzo proszę o pomoc, nie wiem co zrobić, aby raz na zawsze pozbyć się moich lęków oraz natręctw.
Od dawna, jeśli nie nawet odkąd pamiętam, mam problem z relacjami, lękiem. Mam dopiero 16 lat
Dzień dobry, od dawna, jeśli nie nawet odkąd pamiętam, mam problem z relacjami, lękiem. Mam dopiero 16 lat, poznaję świat, ale to mocno utrudnia mi życie. Mianowicie zawsze jak kogoś poznaję, bądź nawet przy bliskich, czuję się jakby ludzie mieli mnie porzucić, mam wrażenie, że ich zanudzam, męczę czy cokolwiek. Czuję się praktycznie cały czas ciężarem dla innych, choć świadomie wiem, że tak nie jest. Również nie potrafię nawiązać relacji z ludźmi, ciągle się obawiam, że ta osoba sobie żartuje i mnie zostawi. Prawdopodobnie wiem, skąd może się to brać (matka mnie porzuciła jak byłam mała, a ojciec powiedział mi jak miałam 7 lat, że jeśli się nie zmienię to porzuci nas tak samo jak ona), jednak nie wiem, jak sobie pomóc. Te myśli są strasznie natrętne i ciągle wracają. Również mam olbrzymie wahania emocjonalne, o drobną rzecz potrafię się popłakać i czuję się od razu beznadziejnie, choć wcześniej było dobrze. I czasem w ułamku sekundy z dobrego stanu wpadam w takie coś, zdarza się, że mam wtedy myśli samobójcze (ale tylko myśli, nie zrobię tego nigdy, bo poza tym czuję sens życia, kocham pomagać i nie ma mowy o depresji, to tylko w danej chwili tak myślę, jak jestem pod wpływem emocji). Kompletnie nie panuję nad sobą, jak wpadam w złość to na całego, w smutek, radość i wszystko tak samo. W danej chwili żyję tylko tą emocją i potem dopiero jak to mija, analizuję swoje zachowanie i żałuję pewnych czynów. Również miewam ataki paniki, czuję się wewnętrznie osamotniona. Niby mam ludzi mi bliskich, ale nie czuję w nikim wsparcia, czuję się niezrozumiała i samotna. I to nie tak, że cały czas, tylko wiem, że to we mnie siedzi i w losowych momentach ze zdwojoną siłą się ujawnia. Też mam niezdrowe zachowania na tle nerwowym, nieświadomie obgryzam paznokcie, wyrywam je, obgryzam skórki do krwi, zdrapuję strupki paręnaście razy (mam od tego dużo blizn, bo od małego tak robię) i nie potrafię z tym przestać, bo robię to nieświadomie. Nie wiem, podejrzewam u siebie borderline, ale nawet jeśli, to nie wiem jak sobie z tym pomóc. Również mam co jakiś czas wrażenie bycia śledzonej, zamykam oczy jak wchodzę do ciemnych pomieszczeń, bo boję się, że coś tam jest a jeśli zaatakuje, to chociaż tego nie zobaczę, śmieję się z tego potem, ale i tak jest to przerażające w danej chwili. I trochę ponad miesiąc temu zaczęłam zbyt intensywnie reagować na nagłe głośne dźwięki, a zwłaszcza wrzaski, krzyki. Jak nauczyciel uderzy dłonią o stół, to już staję się nerwowa, czuję łzy w oczach i nie umiem ich powstrzymać. I potem przez resztę dnia jestem mocno rozchwiana emocjonalnie i co chwilę bez powodu lecą mi łzy. Już nie mówiąc o krzykach, nawet nie bezpośrednio na mnie. Wydaje mi się, że może być to trauma, wychowałam się w trochę ciężkich warunkach, wrzaski, policja to była norma jak byłam w przedszkolu, a po rozwodzie rodziców tato bardzo często krzyczał i unosił się o byle co, zdarzała się delikatna przemoc psychiczna, fizyczna (już teraz nie, kocham go, ale i tak skutki się teraz odbijają. A, i mam wrażenie, że mogę mieć parentyfikację). Bardzo proszę o jakąś radę, bo to wszystko mnie wyniszcza. I dziękuję za pomoc.
Kryzys suicydalny - czuję się niekochana, nierozumiana i samotna.
Nie mam już siły na nic. Mam dość wszystkiego. Chciałabym połknąć opakowanie tabletek nasennych i już się więcej nie obudzić. Chciałabym już nic nie czuć. Nie dogaduję się z rodzicami. Czuję się, jakbym była ich największym problem. Nigdy nie są ze mnie dumni, nigdy nie widzą, gdy się staram, a gdy staram się im wytłumaczyć, co czuję to mam wrażenie, że nie rozumieją co do nich mówię. Rano nie mam siły iść do szkoły. Psychicznie sobie nie radzę i nie mam z kim porozmawiać. Nie mogę na nikogo liczyć. Tęsknię za dzieciństwem, tęsknię za miłością. Chciałabym mieć normalną kochającą się rodzinę a nie codzienne krzyki i wrzaski. Chciałabym normalnie rozmawiać. Cały czas myślę. Nie wytrzymuję tego uczucia stresu, które bierze się znikąd. Nie wytrzymuję już. Chciałabym, by mnie ktoś zrozumiał.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.