Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z oskarżeniami o zaniedbanie dzieci?

Jakiś czas temu, miałam spotkanie z psychologiem dziecięcym w przedszkolu. Chciałabym zweryfikować parę informacji. Zostało mi zadane pytanie czy wiem jak są postrzegane moje dzieci. Zaznaczę, że jesteśmy rodziną wielodzietną. Powiedziałam, z uśmiechem na twarzy, że chętnie się dowiem. I usłyszałam JAK DZIECI ZANIEDBANE. To mocne słowa, dlatego zapytałam co się na to składa. I dostałam odpowiedź, oczywiście wszystko było mocno rozwinięte, ale ja to po prostu spisze: czasem przykrótkie spodnie, zdarzy się, że i syn ma dziurę na kolanie (ale takie spodnie sama też kupuję ze sklepu albo wyciera podczas zabawy na kolanach), rozczochrane włosy (też nie zawsze, córka czasem nie chce się rano czesać, zdaniem Pani psycholog córki kurtka nie nadaje się na zime(kurtka kupiona puchowa w Zarze na dziale z kurtkami zimowymi), czasem mąż spóźnił się i polityka tego przedszkola jest taka, że za każdą rozpoczętą godzinę ponad normę płaci się 50zł(bez jakiego potwierdzenia przyjęcia płatności). I tak to mniej więcej zostało nam przedstawione. Ja z mężem prowadzimy firmę eventową i ustaliliśmy, że on bierze w zimowym sezonie mniej zleceń, a w lecie odwrotnie i to mąż w zimę odbiera dzieci. Usłyszałam, że to mąż się bardziej stara, a ja nie, bo nie ma mnie codziennie w przedszkolu. Napisałam wcześniej ten wpis ale chciała bym dodać jeszcze parę do niego. Na początku w gabinecie i tym sformułowaniem poczułam się na maxa źle…w życiu bym nie podejrzewałam że ktoś tak może o nas pomyśleć-nawet w 1%. Zwłaszcza, że mam wsparcie w mamie która jest socjologiem, oboje z mężem pracujemy, każdy weekend spędzamy wspólnie. Jeździmy na rowerach, układamy puzzle, gotujemy razem i razem wszyscy wyjeżdżamy. Staramy się dzieciom dawać jak najwięcej wspólnego czasu. Do tych twierdzeń przewinęło się też o tym że agresja ma różne przejawy. Np. U nas jest zasada że u nas na wszystko jest czas. Jak w przedszkolu. Jest czas na jedzenie itp. Ale po obiedzie nie ma opcji że nagle ktoś kto powiedział że jeść nie będzie nagle stwierdzi że chce i się mu daje. Czeka się wtedy na kolację czy obiad. W między czasie też nie ma słodyczy. Kiedy w domu jest wybuch złości dzieci, reagujemy w taki sposób że dzieci mają możliwość pójść w miejsce gdzie mogą się wyciszyć i dopiero po tym momencie rozmawiamy. I że to wszystko to jest agresja w stosunku do dziecka. Na końcu całej wizyty usłyszałam, że gdybym nie przyszła to Pani psycholog skierowała by sprawę do OPS i pewnie była by niebieska karta z marszu. Po tym całym spotkaniu, byłam dosłownie zmiażdżona. Wzięłam wolne na tydzień bo ciężko mi było się pozbierać. Zrezygnowałam z pracy, żeby odbierać dzieci wcześniej i nie dawać placówce kolejnych ale. Natomiast, cały czas nie daje mi to spokoju i odbija się echem to wszystko w mojej głowie…stąd kieruje się tutaj. Żeby zobaczyć inną perspektywę.
User Forum

Karolina

3 miesiące temu
Patrycja Wójcik

Patrycja Wójcik

To, co Pani opisuje, brzmi jak niezwykle trudne doświadczenie. Reakcja Pani organizmu – poczucie „zmiażdżenia”, konieczność wzięcia urlopu, a nawet rezygnacja z pracy – może być odpowiedzią na sytuację silnego stresu i naruszenia Pani poczucia bezpieczeństwa oraz kompetencji rodzicielskich.

Przedstawiony przez Panią sposób przeprowadzenia tej rozmowy budzi poważne wątpliwości z punktu widzenia etyki i metodyki pracy psychologa. Pozwolę sobie rozebrać tę sytuację na czynniki pierwsze, aby pomóc Pani odzyskać spokój.

Przede wszystkim, w psychologii i pracy socjalnej „zaniedbanie” to chroniczne niezaspokajanie podstawowych potrzeb dziecka (fizycznych, emocjonalnych, edukacyjnych, medycznych), które zagraża jego zdrowiu lub rozwojowi. Dziura na spodniach (u aktywnego dziecka!), przykrótkie nogawki czy rozczochrane włosy (szczególnie rano lub po zabawie) nie są dowodami na zaniedbanie. To cechy charakterystyczne dla radosnego dzieciństwa w wielodzietnej, aktywnej rodzinie. Ocena jakości kurtki jako „nienadającej się na zimę” jest opinią subiektywną, a nie diagnozą kliniczną. To, który z rodziców odbiera dzieci, jest wewnętrzną sprawą rodziny. Sugestia, że matka „stara się mniej”, bo pracuje, jest krzywdzącym stereotypem, a nie profesjonalną obserwacją.

Najbardziej jednak niepokoi w Pani relacji styl komunikacji i "straszenie" OPS-em Rolą psychologa w placówce jest wspieranie rodzica i współpraca, a nie prokuratorskie oskarżenia i szantaż emocjonalny. Grożenie Niebieską Kartą „z marszu” za dziurę w spodniach czy spóźnienie męża jest grubym nadużyciem. Procedurę tę uruchamia się w przypadku podejrzenia przemocy w rodzinie. Sugerowanie jej w takim kontekście wygląda na próbę zastraszenia, co jest skrajnie nieprofesjonalne.

 

Z Pani opisu wyłania się obraz rodziny zaangażowanej, sprawczej i zintegrowanej. Wspólne wycieczki, puzzle, gotowanie i wsparcie babci to fundamenty, o których wielu terapeutów marzy dla swoich pacjentów.

 

Co warto teraz zrobić?

1. Zadbać o siebie: Proszę pamiętać, że Pani reakcja (rezygnacja z pracy) była próbą „ratowania” rodziny przed wyimaginowanym zagrożeniem. Teraz, gdy emocje nieco opadły, warto zadać sobie pytanie: Czy ta zmiana służy mnie i dzieciom, czy jest tylko wynikiem lęku przed oceną jednej osoby?

2. Rozdzielić fakty od opinii: Fakt: Syn miał dziurę na kolanie. Opinia psychologa: Jest Pani złą matką. Opinia nie jest faktem.

3. Weryfikacja placówki: Jeśli czuje się Pani tam systemowo oceniana, warto rozważyć, czy to przedszkole na pewno jest środowiskiem wspierającym rozwój Pani dzieci. Dobra placówka to taka, która gra z rodzicem w jednej drużynie.

4. Konsultacja u innego specjalisty: Jeśli nadal czuje Pani niepokój, warto umówić się na jedną wizytę u niezależnego psychologa dziecięcego (poza przedszkolem), opowiedzieć o metodach wychowawczych i usłyszeć obiektywną opinię. To pomoże Pani odzyskać zaufanie do własnej intuicji.

 

Dużo dobrego!

Patrycja Wójcik

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry. 

Przykro mi, że musiała Pani przejść przez tak trudne i obciążające doświadczenie. Jako psycholog muszę otwarcie powiedzieć: opisana przez Panią sytuacja brzmi jak głębokie nadużycie roli przez pracownika przedszkola. Sformułowania o „zaniedbaniu” z powodu dziury na spodniach czy fryzury dziecka, przy jednoczesnym ignorowaniu stabilnej sytuacji emocjonalnej i zaangażowania obojga rodziców, są nieuzasadnione i krzywdzące.

To, co Pani opisuje – wspólne gotowanie, wycieczki, rower, czy jasne zasady dotyczące posiłków i wyciszania emocji – to fundamenty zdrowego wychowania i stawiania dziecku bezpiecznych granic, a nie przejawy agresji. Grożenie Niebieską Kartą w takiej sytuacji jest formą zastraszania, która nigdy nie powinna mieć miejsca w gabinecie specjalisty.

Proszę spróbować spojrzeć na to z dystansem: opinia jednej osoby, oparta na powierzchownych aspektach (ubiór, spóźnienie męża), nie definiuje Pani jako matki. Rezygnacja z pracy pod wpływem tego lęku pokazuje, jak bardzo zależy Pani na dzieciach, ale proszę pamiętać, że szczęśliwa i spełniona mama to dla dzieci największa wartość. Warto rozważyć konsultację u innego, niezależnego psychologa dziecięcego, który spojrzy na Pani rodzinę obiektywnie i pomoże Pani odzyskać spokój oraz wiarę w swoje kompetencje, które zostały tak niesłusznie podważone.

 

Z pozdrowieniami

Bożena Nagórska

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Uważam, że to, co Pani usłyszała, było bardzo mocne i nic dziwnego, że poczuła się Pani zmiażdżona. Słowo „zaniedbane” to poważne oskarżenie a z tego, co Pani opisuje, widzę rodziców zaangażowanych, pracujących, obecnych i dbających o wspólny czas.Przykrótkie spodnie, dziura na kolanie czy rozczochrane włosy nie są dowodem zaniedbania, lecz zwyczajnego dzieciństwa. Zasady dotyczące jedzenia czy wyciszania emocji nie są agresją są strukturą a struktura daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa.

Najbardziej niepokojące w tej sytuacji brzmią słowa OPS-u na zakończenie rozmowy. To mogło uruchomić w Pani lęk i wstyd, które dziś wciąż w Pani pracują.

Proszę na chwilę odłożyć słowa tej jednej osoby i zapytać siebie:

Czy moje dzieci są kochane?

Czy mają czas, uwagę, wspólne chwile?

Czy w naszym domu jest troska?

Z Pani opisu wybrzmiewa dużo ciepła i odpowiedzialności. Warto zaufać także własnemu oglądowi siebie jako mamy.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pani usłyszała, mogło być bardzo trudne i przytłaczające – szczególnie że padły mocne słowa i zostały one skierowane bezpośrednio do Pani jako mamy. Nic dziwnego, że to wciąż w Pani pracuje i wywołuje tyle emocji.

Z Pani opisu widać duże zaangażowanie w życie dzieci, wspólny czas i uważność na ich potrzeby. Jednocześnie podczas spotkania pojawiły się konkretne obserwacje i interpretacje, które zostały nazwane w bardzo kategoryczny sposób.

To, co może być teraz ważne, to oddzielenie tego, co zostało powiedziane jako fakt, od tego, jak zostało to ocenione i nazwane. Sposób przekazania takich informacji ma duże znaczenie i może bardzo wpływać na to, jak są odbierane.

Naturalne jest też, że po takiej rozmowie pojawia się zwątpienie i napięcie – szczególnie jeśli dotyka to tak ważnego obszaru jak bycie rodzicem.

To, że Pani szuka innych perspektyw i chce to zrozumieć, pokazuje Pani uważność i troskę.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

2 miesiące temu
dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Dzień dobry. Mój problem polega na tym, że mam kilka wersji siebie
Dzień dobry. Mój problem polega na tym, że mam kilka wersji siebie i ta najbardziej pewna siebie, kobieca, seksowna wersja siebie, którą chcę być, a niestety pojawia się rzadko, jest stłumiona przez tą, która wątpi w siebie, nie czuje się kobieca i podchodzi do życia bardziej pesymistycznie. Gdy stwierdziłam, że przecież mogę być tą lepszą wersją siebie, to pojawia się wstyd ogromny, że przecież mam rodziców i nie mogę się tak czuć, bo... w sumie nie wiem, co ani jak to wytłumaczyć, po prostu wtedy czuję, że nie mogę się w pełni "puścić" i być sobą, bo prędzej czy później się z nimi zobaczę i wtedy nie wolno mi się tak zachowywać. Nikt mi tego nie powiedział, ale ja tak czuję i to od 2 lat i nie mogę tego ogarnąć. Ciężko żyć nie móc być sobą. Nawet gdy jestem przy rodzicach, moja mimika jest bardzo ograniczona, po prostu czuję, że to by było strasznie dziwne, gdybym okazywała emocje na twarzy. Jest to niedorzeczne, ale ja tylko przy nich tak mam. Czułabym wtedy, że to nie na miejscu i nieodpowiednie, strasznie bym się wstydziła. To na pewno nie w pełni ich wina, bo dużo złego też odegrało to, gdy po ukończeniu podstawówki wyprowadziliśmy się daleko, nikogo nie znałam, ciężko było sobie znaleźć towarzystwo i nigdy się do końca nie odnalazłam. Miałam od tamtego czasu kilka przyjaciółek, koleżanki, jednak zawsze się to kończyło po czasie, ale generalnie ludzie do mnie nie lgnęli, nie wiem czemu, po prostu po wyprowadzce wszystko się zmieniło, tak jakby tutaj siedziała jakaś niedobra energia, niesprzyjająca mi w relacjach z ludźmi. Ludzie kompletnie się mnie nie trzymają. Jestem już na studiach i teraz nie mam nikogo zupełnie. Wszystko rozmywa się po czasie, prędzej lub później. Jest mi z tym również ciężko i nie potrafię znaleźć wytłumaczenia, bo jestem dobrą osobą i często inicjuję kontakty, nie mam z tym problemu w nowym otoczeniu. Nieraz ktoś mówi"musimy się spotkać" albo "odezwę się". I na tym się kończy. Z koleżankami miałam kontakt, gdy ja się odzywałam. Myślę, że dostaję silne sygnały, że Polska nie jest dla mnie i muszę wyjechać, bo to niemożliwe, żeby tyle rzeczy się nie układało naraz. Chłopaka również nie mam, a jestem bardzo atrakcyjna i często to słyszę. Często ludzie dziwią się, że jestem sama. Czuję się, jakbym żyła w jakiejś odległej rzeczywistości i ktoś z góry zaplanował mój los, bo nie czuję kontroli nad niczym. Tak nie może być. Jak sobie z tym poradzić?
Problem dotyczy mojej relacji z mężem i jego relacji z dziećmi i ze mną.
Witam Problem dotyczy mojej relacji z mężem i jego relacji z dziećmi i ze mną. Czeka nas bardzo poważna rozmowa na temat dalszej wspólnej przyszłości. Czuję strach przed tą rozmową, boję się jego reakcji oraz tego, co będzie dalej. Boję się tego, że odpuszczę kolejny raz i nic się nie zmieni. Wiem również, że kryzysową sytuację zmienić muszę. Mąż jest osobą bardzo dynamiczną, energiczną, przemądrzałą i egoistyczną. Zawsze na pierwszym miejscu stawia siebie i swoje sprawy. Oczekuje, że cały świat będzie się kręcił tylko wokół niego. Do tego jest hałaśliwy, wulgarny i nieprzewidywalny. Na przestrzeni ostatnich 3 lat zdarzyło się tak wiele złych rzeczy, że czuję, że więcej nie wytrzymam, nie dam rady. Obraża się na mnie, o co tylko się da. Ostatnio obraził się o to, że popsuł się samochód. Mój samochód. Więc wina również moja. Potrafi nie odzywać się tygodniami. Dom, dzieci i wszystkie z tym związane obowiązki są tylko na mojej głowie. Dodam, że pracuję na pełen etat, także żeby wszystko ogarnąć, jestem na nogach od 6 do 23 bez przerwy. Dzieci są zawsze ze mną, jego to nie interesuje. Mąż prowadzi własną firmę i uważa, że skoro pracuje i zarabia, nie mam prawa już niczego więcej od niego wymagać. Ze wszystkim jestem sama i nie mam już siły. Krzyczy na dzieci, starszy syn nie rozumie, czemu tata taki jest. Z synem chodziłam do psychologa, bo w wyniku braku akceptacji ze strony ojca, zaczął być agresywny wobec innych dzieci. Poza tym mąż jest chyba uzależniony od telefonu i internetu. Nie rozstaje się z telefonem. Całymi dniami potrafi grać i oglądać. Nie liczy się z nami, nie szanuje nas, nie docenia i często traktuje jak powietrze, a dom jak hotel. To wszystko trwa już kilka lat, ale naprawdę źle jest od 2-3 lat. W ostatnim czasie sama już nie daję rady. Jestem znerwicowana, włosy wypadają mi garściami, boli mnie brzuch, źle sypiam i jestem cały czas rozdrażniona i wystraszona. Boję się jego powrotów do domu. Nigdy nie wiem, czego mam się spodziewać. W ostatnim czasie również zdarzyło się, że w środku nocy znalazłam go na klatce schodowej pijanego, leżał zarzygany i bez kontaktu pod drzwiami. Wpuściłam go do domu, ale kazałam zdjąć te brudne ubrania. A on wszedł do wanny i tam poszedł spać. Rano o niczym nie pamiętał... Takich sytuacji było więcej, przytaczam tylko te, najbardziej absurdalne. Postanowiłam ratować siebie i dzieci. Chcę postawić mu ultimatum, albo pójdzie na terapię do psychologa i zacznie być dojrzałym facetem, mężem i ojcem, albo chcę zamieszkać sama z dziećmi bez niego. Czy to ma sens? Czy on się ocknie?
Mąż nie chce poznać mnie ze swoimi dziećmi.
Witam serdecznie. Od 6 lat jestem w związku, po ślubie 3 lata. Oboje z mężem mamy dzieci z poprzednich związków. Ja dwóch synów i mąż też, obecnie mamy jeszcze 5 miesięczną córkę. Mieszkamy z moimi dziećmi, relacje w domu są bardzo dobre, problem jest w tym, że mąż nie poznał mnie ze swoimi dziećmi, coraz częściej myślę o rozwodzie. Nie umiem sobie z tym poradzić, każda próba rozmowy kończy się na niczym. Bardzo mnie to rani, czuję się jak człowiek gorszej kategorii. Teraz mąż chciał zabrać naszą córkę na spotkanie ze swoimi dziećmi jednak nie zgodziłam się. W tej sytuacji jest to dla mnie nie do przejścia. Jak powinnam zachować się w takim układzie?
Martwię się, że mama wpada w nadużywanie alkoholu, rozmawiam z nią, ale jestem odepchnięta. Do kogo mam się zwrócić?
Witam serdecznie, mam taki problem z bliską mi osobą (mamą), mianowicie martwię się, że zaczyna być uzależniona od alkoholu. Nie wygląda to tak, że upija się do nieprzytomności, ale bardzo często sięga po piwo ostatnio w sumie codziennie, w weekendy nie kończy się na jednym piwie tylko czasami na dwóch czteropakach na cały weekend , o ile myślałam, że faktycznie może jest to sposób na odstresowanie o tyle zaczęłam się niepokoić jeszcze bardziej, gdy co jakiś czas zaczęła ona upijać alkohol, który stoi w szafce w kuchni i należy do ojca, nieraz dolewała tam dla niepoznaki wodę lub kupowała w sklepie świeży alkohol i go dolewała, rozmawiając z nią na ten temat tłumaczyła, że miała ochotę na drinka, ale nie chciała, żeby ojciec wiedział, że pije jego alkohol (dodam, iż jest on dosyć despotyczny i nerwowy, nieraz robił z tego powodu afery). Mało tego znajduję po szafkach puste puszki po piwie a ostatnio w torbie znalazłam pustą buteleczkę po setce... Nie wiem co robić, zawsze miałam z mamą świetny kontakt, martwię się , jak mogę jej pomóc? Dodam jeszcze, że obie mamy nienajlepszy czas w swoim życiu, dużo problemów dodatkowo mam wrażenie, że mama zaczęła przechodzić menopauzę. Jakiś czas temu próbowałam z nią rozmawiać, przyznała, że nie radzi sobie z problemami i dlatego czasem postępuje w ten sposób, ale w momencie gdy ostatnio zwracam jej uwagę, że może pije trochę za dużo piw oburza się i mówi, że ma prawo wypić sobie piwo po pracy i nie jest to nic złego. Nie wiem czy przesadzam czy nie wyolbrzymiam problemu, ale wolę zapytać niż później żałować, że czegoś z tym nie zrobiłam, nie mam się do kogo z tym zwrócić i o tym porozmawiać, dlatego piszę tutaj. Proszę o pomoc. Pozdrawiam
Poszukiwanie grup wsparcia dla rodziców dzieci z borderline - pilnie potrzebna pomoc
Szukam grup wsparcia/ terapii grupowej dla rodziców dzieci ze zdiagnozowanym borderline. Bardzo trudno w internecie znaleźć takie grupy stricte w tym obszarze, obdzwoniłam kilkanaście ośrodków i nic. Może tutaj ktoś może coś polecić lub zaprosić mnie do jakiejś grupy dyskusyjnej na tym portalu? Od kilku lat zmagam się z depresją córki, od kilku miesięcy zdiagnozowana jako borderline. Po jej próbie samobójczej rozpadłam się na kawałki. Potrzebuje się pozbierać by móc ją wspierać. Terapia indywidualna mnie zawiodła, bo potrzebuje konkretnych wytycznych jak sobie radzić ze swoimi emocjami w tym szczególnym przypadku i myślę że grupa ludzi z podobnym doświadczeniem mogłaby być dla mnie ogromnym wsparciem. Szukam czegoś na już, nie mam czasu na czekanie miesiącami na kursy, bo albo nie zdążę jej pomóc, albo sama rozpadnę się psychicznie tak, że nie będę już w stanie podołać temu wyzwaniu. Jesli macie jakieś pomysły to bardzo proszę o pomocne w temacie informacje.
dysleksja

Dysleksja - przyczyny, objawy, diagnostyka i wsparcie

Dysleksja to zaburzenie wpływające na czytanie i pisanie, ale nie na inteligencję. Jeśli Ty lub ktoś bliski ma trudności w nauce, warto poznać objawy dysleksji, jej przyczyny i metody wsparcia. Odpowiednia pomoc może znacząco poprawić jakość życia i nauki.