Bożena Nagórska
Pani Krysiu,
zrozumienie, że autyzm nie jest chorobą, którą można „wyleczyć”, tylko odmiennym sposobem funkcjonowania układu nerwowego, jest kluczowe, by realnie spojrzeć na tę sytuację. Dwa lata terapii to w skali życia krótki czas, zwłaszcza gdy chłopak wraca po niej do domu pełnego kłótni, gdzie zamiast wsparcia spotyka chaos – w takich warunkach jego mózg jest w ciągłym trybie przetrwania, co uniemożliwia trwałą poprawę nastroju. Zamykanie się w obcym otoczeniu to naturalna reakcja obronna przed nadmiarem bodźców i lękiem społecznym, a fakt, że otwiera się przy Pani, świadczy o ogromnym zaufaniu, jakim Panią darzy.
Rokowania zależą nie tylko od samej terapii, ale przede wszystkim od stabilizacji jego otoczenia, co bez udziału rodziców w terapii rodzinnej będzie niezwykle trudne. Wahania nastroju, czyli tzw. „zjazdy”, mogą wynikać z ogromnego wysiłku, jaki wkłada on w udawanie osoby neurotypowej poza domem, co kończy się wyczerpaniem emocjonalnym. Choć trudności z komunikacją w pewnym stopniu mogą towarzyszyć mu zawsze, dzięki konsekwentnej terapii i Pani wsparciu może on nauczyć się lepiej zarządzać swoją energią i emocjami. Kluczowe jest jednak zadbanie o to, by miał miejsce, w którym czuje się bezpiecznie, bo bez fundamentu spokoju w domu każda terapia będzie przypominać budowanie na ruchomych piaskach.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska















