
- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, zaburzenia lękowe
- Czuję uogólniony...
Czuję uogólniony lęk, mam napady złości - jak sobie poradzić?
Agnieszka Stetkiewicz-Lewandowicz
Dzień dobry,
myślę, że ważne jest to, że uświadamiasz sobie te nieprawidłowości. Szukanie odpowiedzi na pytania o przyczyny nie jest niczym złym, wręcz przeciwnie. Także zachęcam jak najbardziej do tego, szczególnie ze specjalistą ale możesz również pomyśleć sama/sam od kiedy pojawiają się te objawy, co byc może je spowodowało, kiedy czujesz się lepiej, a kiedy gorzej.
Pozdrawiam
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Małgorzata Korba-Sobczyk
Witam
Pytając o powód lęków i złości, nie tworzysz problemu , tylko starasz dotrzeć się do tego co doprowadziło, że odczuwasz takie emocje. Taka postawa jest bardzo dojrzała i odpowiedzialna, jednak musisz wiedzieć , że samemu może być ciężko dostrzec takie rzeczy. Przydatna dla Ciebie byłaby praca ze specjalistą , który może nakierować Cię we właściwym kierunku.
Zastanów się jakie sytuacje powodują , że czujesz strach lub złość. O czym wtedy myślisz? Konieczna jest praca nad przekonaniami, które doprowadzają do tych emocji.
Zadbaj też o swój odpoczynek i relaks, znajdź dla siebie czas, aby zająć się rzeczami , które sprawiają Ci radość.
Pozdrawiam
Małgorzata Korba-Sobczyk
Psycholog, trener rozwoju osobistego

Zobacz podobne
Właśnie po 17 latach małżeństwa żona ode mnie odeszła, wyprowadziła się z dziećmi. Wina leży w większości po mojej stronie, krytykowaniu jej, moim nerwowym zachowaniu i zdarzającą się agresją po upojeniu alkoholowym. Kilkukrotnie się poszarpaliśmy lub np. wykręciłem jej rękę, najgorsze, że na drugi dzień nic z tego nie pamiętałem. Nasze relacje bywały różne, raz lepiej raz gorzej. Byłem też o żonę często zazdrosny, nie lubiłem jak wychodziła gdzieś na imprezy z koleżankami. Po ostatniej takiej sytuacji, gdy wróciłem pijany i podczas kłótni wykręciłem jej rękę, postanowiła, że się wyprowadzi. Na początku mówiła, że potrzebuje czasu, żeby zobaczyć czy za mną zatęskni, ale mijał drugi tydzień i naciskałem, żeby się określiła co dalej i podczas rozmowy powiedziała, że nie tęskni i że nic do mnie nie czuje. Nie wiem czy to przez to, że naciskałem na nią i potrzebuje więcej czasu. Ja nie mogę się z tym pogodzić, bo ją bardzo kocham i nie dochodzi to do mnie. Nie mogę spać, straciłem mocno na wadze, mimo że staram się jeść normalnie. Ciężko mi się zmusić do czegokolwiek, stałem się obojętny. Tęsknię też mocno za dziećmi, choć widuje je, a dzieci sypiają u mnie, jeszcze nie wiedzą co zaszło. Dopiero teraz po kolejnych nieprzespanych nocach i przemyśleniach doszło do mnie jak skrzywdziłem moją żonę. Nieraz wcześniej mówiła, że to ostatnia szansa na moją zmianę, ale jakoś to do mnie nie dochodziło. Bardzo mi zależy na naszej rodzinie, na mojej żonie i chciałbym to wszystko odbudować, tylko że moja żona mówi, że już nic do mnie nie czuje. Czy to możliwe, że mogło jej uczucie do mnie całkiem wygasnąć? Jest szansa na uratowanie naszego małżeństwa? Czy to jeszcze za szybko i potrzeba czasu? Co mam robić?

