Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Co mam zrobić, gdy nie radzę sobie z życiem, długi mnie pogrążają?

Co mam zrobić, gdy nie radzę sobie z życiem, długi mnie pogrążają, z nikąd pomocy...?
TwójPsycholog

TwójPsycholog

Dzień dobry. W sytuacji kryzysu (psychicznego, ekonomicznego), warto skorzystać z bezpłatnej pomocy pobliskiego Ośrodka Interwencji Kryzysowej. Ośrodki takie specjalizują się w pomocy osobom w kryzysie i zapewniają różne rodzaje wsparcia - psychologiczne, prawne itp. Ich mapę znajdzie Pan/i na stronie:http://www.oik.org.pl/ Możemy także zachęcić do skorzystania z bezpłatnej konsultacji z psychologiem/psychoterapeutą. Specjalista/tka będzie w stanie doradzić, jakie kroki najlepiej dalej podjąć, aby zadbać o swoje samopoczucie w kryzysie. Osoby, które świadczą takie konsultacje znajdzie Pan/i tutaj:https://twojpsycholog.pl/darmowe-wizyty

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To zupełnie zrozumiałe, że przy skumulowaniu długów i braku oparcia czuje Pani przytłoczenie, ale z tej sytuacji naprawdę można powoli wyjść. Pierwszym krokiem jest skorzystanie z bezpłatnego Kryzysowego Telefonu Zaufania 116 123, by uzyskać natychmiastowe wsparcie. Proszę pamiętać, że nie musi dźwigać tego ciężaru samotnie – istnieją specjaliści stworzeni właśnie po to, by pomóc Pani ułożyć plan wyjścia z kryzysu.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Zobacz podobne

Mąż pisze miłosne SMS-y do koleżanki z pracy i ukrywa rozmowy nocą – jak odzyskać zaufanie w małżeństwie?
Hej. Jestem z mężem 7 lat po ślubie i mamy dwójkę dzieci 5 i 7 lat. Parę miesięcy temu odkryłam w jego telefonie wiadomości na które ugięły mi się nogi. Dodam, że to kobieta która ma prawie lub ma 50 lat i w dodatku z nim pracuje. Wypisywał, że ja ją kocha, że chciałby z nią to robić, w pracy nie może się opanować. Na dowód, że zmyślam zrobiłam sobie zdjęcia tych wiadomości moim telefon. On oczywiście nie wiedział o czym mówię, wszystkiego się wypierał, że to było tak specjalnie. Parę dni wtedy nie rozmawialiśmy aż on zaczął pierwszy się odzywać, przepraszać itd nawet się rozpłakał. No dobra i było tak fajnie przez trzy miesiące. Aż teraz nakryłam, że wysyła SMSy i rozmawia z nią przez telefon po nocach. Ja naprawdę nie wiem co mam zrobić. Nie mogę mu ufać.
Presja społeczna na posiadanie drogich telefonów wśród młodych ludzi
Każdy nastolatek czy młoda osoba, którą widzę ma iphona oraz laptopa macbook i nie wiem, skąd ludzi na to stać i dlaczego społeczeństwo pozwala na tą idiotyczną presję społeczną. Sama jestem młoda i nie przyszłoby mi do głowy żeby wymuszać na rodzicach kupno tak drogiej elektroniki w imię pokazania się, to nieludzkie. Męczy mnie życie w tak powierzchownym społeczeństwie. Przecież to nie jest normalne, żeby musieć mieć najdroższy telefon czy laptopa. Na studiach dosłownie każdy miał taki telefon oraz laptopa. Gdy siedzę w autobusie, pociągu, jestem w sklepie, dosłownie każdy nastolatek, młoda osoba ma iphone. Mamy naprawdę duży problem i ktoś powinien to poruszyć, bo to jest toksyczne i niedojrzałe i prowadzi nieraz do odrzucenia. Odrzuca mnie nawiązanie znajomości z takimi ludźmi, bo jeżeli ktoś ma telefon który kosztuje prawie tyle co minimalna wypłata w Polsce( a tyle się mniej więcej zarabia w młodym wieku) to znaczy że albo ktoś musi naprawdę zrezygnować z wielu innych rozsądnych wydatków i chyba glodować, żeby mieć drogi telefon, albo zmuszać rodziców do kupna. Nie wyobrażam sobie zbudować bliskiej relacji z tak próżnymi ludzmi.
Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku
Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
Zazdrość i brak zaufania w małżeństwie: jak radzić sobie z problemem?
Cześć, piszę tutaj, bo już jestem całkiem zdezorientowana, załamana i zwyczajnie nie mam z kim porozmawiać.. Jesteśmy z mężem już prawie 10lat po ślubie. Był dobrym mężem, dobrym ojcem, uczestniczył w życiu rodzinnym, interesował się życiem rodzinnym, pytał czego mi potrzeba itp.Ale.. ma jedną bardzo dużą wadę. Interesują go kobiety, za bardzo. Zauważyłam to już przed ślubem, pisał z "koleżankami", lajkował ich zdjęcia itp.. Myślę że to była czerwona flaga i wtedy powinnam dać sobie z nim spokój. Ale kochałam go. Gdy się zaręczyliśmy powiedziałam, jak się z tym czuję, że nie chce by utrzymywał tego typu kontakty. Powiedział, że już nie będzie, kocha mnie.. Wzielismy ślub. Potem szybko pojawiło się dziecko. Zorientowałam się, że ogląda filmy porono, jego FB jest zawalony gołymi kobietami.. Poczułam się jakby mnie zdradził, byłam w połogu, po ciężkiej porodzie, z noworodkiem na rękach a on w tym czasie zabawiał się..Błagał, przepraszał.. wybaczyłam, ale dałam warunek żeby to się już nie powtórzyło. Do tej pory nie zauważyłam by dalej w tym siedział, ale doszła kolejna kwestia..gapi się, na każdą atrakcyjną kobietę. Ja rozumiem, że to jest facet, a ja nie jestem miss świata. Ale myślałam, że jak się jest w małzenstwie to nie potrzeba podniecać się innymi choćby z szacunku do drugiej osoby..Wierzcie mi, że żadnej nie przepuści. Potrafił przy mnie wymieniać się uśmieszki z innymi, obracać się.. Moje poczucie wartości jest już na dnie, czuje się brzydka, nieatrakcyjna, nic nie warta..mówiłam mu o tym, ale niewiele to pomogło. A najbardziej obrzydliwe, dla mnie jest gdy po takich "widokach" przychodzi do mnie strasznie napalony i chce seksu. Wtedy wiem, że nie myśli o mnie tylko o tym co widział np. na mieście. No i ostatnia wisienka na torcie i rzecz, która mnie przymusila to tego posta. Czułam, że coś jest nie tak. Wiem, że nie powinnam, ale sprawdziłam mu FB. A tam znów przeglądane co ładniejsze "koleżanki", a szczególnie jedna. Śliczna, jego ideał, znał ją od czasów szkolnych. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby raz na jakiś czas zajrzał co tam u niej. Ale odwiedza ją prawie codziennie, o 6 rano po przebudzeniu, o 22 przed spaniem.. to chyba nie jest w porządku, ani normalne tak często oglądać "koleżankę"? Wiem, że się zorientował, że zaglądałam, bo pokasował te wyszukiwania, lecz wczoraj znów to się powtorzyło. Dodam, że ona ma męża i nie sądzę by mnie fizycznie zdradził, ale przypuszczam że się w niej od zawsze podkochuje..mimo tych 10 wspólnych lat ciągle odwiedza jej profil. Powiedzcie czy ja przesadzam? Czy jestem jakoś chorobliwie zazdrosna? Sama już nie wiem, a szczerze mówiąc tak się źle z tym czuje, tak źle o sobie myślę, nie umiem się już cieszyć ani ufać, że rozważam rozwód..
Silne kłopoty neurologiczne - zawroty głowy, nieostry wzrok pojawiły się nagle, a lekarze wykluczyli zaburzenia fizyczne. Proszę o pomoc!
Witam, Około 3 miesięcy temu w dzień jak każdy inny zacząłem się dziwnie czuć. Mianowicie towarzyszyło mi uczucie zawrotów głowy, trudności w skupieniu, otumanienia, ucisku w głowie, wrażenie gorszej równowagi, pogorszonego widzenia . Od tamtej pory objawy występowały przez około 2 tygodnie aż końcu udałem się do specjalisty neurologa który nie wykrył żadnych problemów jednakże wskazał wykonanie tomografu jeśli objawy nie ustaną. Po około dwóch tygodniach nieustannych objawów udałem się na tomograf. Po upłynięciu 2 tygodni otrzymałem wynik z którego można było wywnioskować, że wszystko jest w normie z wyjątkiem jednej rzeczy. Odcinkowe zgrubienie śluzówki sitowia, co w mojej opinii nie ma wpływu na występujące objawy (Jak się później okazało lekarz też nie widział powiązania) tylko ma związek z dawnym zbyt długim stosowaniem kropli do nosa z xylometazolinem bez których nie mogłem funkcjonować lecz problem już minął. Objawy wciąż nie ustawały więc poszedłem do lekarza rodzinnego który zlecił wykonanie złożonych badan krwi (tarczyca, cukier oraz inne ogólne badania krwi) oraz polecił udanie się jeszcze raz do neurologa jak i okulisty. Badania krwi nic nie wykazały, wszystko w normie. Po kolejnych kilku tygodniach znów udałem się do neurologa który również nic mi nie powiedział oprócz zlecenia kolejnych badań takich jak rezonans z kontrastem oraz wizyta u kardiologa. Wizyta u okulisty również zakończyła się oznajmieniem, że wszystko jest w dobrze i lekarz nie widzi nic niepokojącego. Rezonans mam dopiero za 3 miesiące jak i kardiologa a objawy nie dają mi spokoju w codziennych czynnościach i bardzo utrudniają mi życie. Z moich obserwacji zauważyłem, że objawy są mniej zauważalne gdy jestem skupiony np: jazda samochodem czy też praca. Proszę o pomoc ponieważ zaczynam już wątpić, że ktokolwiek pomoże mi z moim problemem. Mam 20 lat i prowadzę zdrowy tryb życia. Nie pale oraz nie pije .
śmierć bliskiej osoby

Śmierć bliskiej osoby – jak sobie z nią poradzić?

Śmierć bliskiej osoby to jedno z najtrudniejszych przeżyć. Żałoba jest naturalną reakcją psychiczną, która pomaga zaakceptować stratę. Każdy przeżywa ją inaczej, a powrót do równowagi wymaga czasu i wsparcia.