Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak zakończyć związek na odległość i poradzić sobie z zawodem miłosnym?

Witam. Mam problem. Nie wiem co mam robić. Jestem w związku partnerskim od 28.11.2015 roku. Nigdy nie mieszkaliśmy razem. Od ponad dwóch lat mój partner przebywa za granicą 600 km ode mnie. Zaczyna mi to przeszkadzać. Wyjechał, bo ma długi. Rozmawiałem z nim. mówi, że to nie takie proste. Dla mnie jest proste. Ja mam tu w Polsce stałą pracę i własne mieszkanie. On za granicą nie ma nic na stałe. Za wynajem płaci niecałe 800 euro miesięcznie. Z czego jeszcze dokłada mu firma agencja pracy do maja a potem całość bez pomocy. Chce aby wrócił, ale mam dość rozmowy z nim o tym , mam wrażenie, że to nic nie daje. Brakuje mi bliskości psychicznej, jak i fizycznej. Codziennych rozmów twarzą w twarz. Wspólnych randek raz w tygodniu. Mówię, że ma zapewnione mieszkanie u mnie. Musi spłacać tylko długi. Miał być rok, a jest już ponad dwa lata. Nie wiem co mam robić? Staram się dystansować i nie inicjować pierwszy rozmów, pokazać mu, że teraz on musi zrozumieć, czego chce. Czy wybiera mnie i życie ze mną w Polsce czy za granicą? Wielokrotnie mnie zdradzał. Wybaczyłem każdą zdradę. Chciałem za bardzo. Chce się wycofać całkowicie i odpisywać tylko wtedy, kiedy on napisze. Powielam tekst. Wczoraj dostałem esemesa o tym, że wyjazd do Budapesztu od 1 do 6 kwietnia planowany od października/listopada nie odbędzie się. Miał przyjechać na moje urodziny, wziąć wolne na 13 marca, ale nie - przesunął na 14 marca. Nigdy nie dotrzymuje obietnic. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Niepotrzebnie się łudziłem. Jestem głupi i naiwny. Rozmawialiśmy był u mnie 23/24 luty , nic to nie dało. Chodzi o przyjazd do Polski na stałe. Rozmawialiśmy spokojnie. Wczoraj, że jednak narazie nie da rady wrócić. Wszystko wymówka. Nie czuję się kochany. Jak mam to zakończyć ? Cierpię coraz bardziej. Przed najbliższymi udaje, że wszystko gra, a w środku rozpierducha na maksa. Mam dość! Odpisałem mu, że może do mnie nie przyjeżdżać, że mam tego dość , że wiedziałem, że tak będzie. Chce być szczęśliwy, nie samotny ....

Centrum Wsparcia Mentaly

Centrum Wsparcia Mentaly

Dzień dobry,

 

czytając Pana wiadomość, czuję ogromny ciężar, z jakim się Pan zmaga. Ukrywanie tak wielkiego bólu przed bliskimi i zakładanie maski, że „wszystko gra”, jest skrajnie wyczerpujące. Proszę wyrzucić ze słownika słowa „jestem głupi i naiwny”. Nie jest Pan. To, co Pana spotkało, to klasyczny mechanizm relacji o cechach toksycznych. Po zdradach partner dawał złudzenie poprawy - wchodziliście w tzw. fazę „miesiąca miodowego”. Obiecywał wyjazdy, wizyty na urodziny, dawał okruchy nadziei. Pana umysł łapał się tych momentów ulgi, dlatego tak trudno było odejść. To mechanizm psychologiczny, a nie Pana słabość! Teraz jednak ta iluzja prysła. Partner odwołuje plany, a Pan widzi jasno: on nie wróci, mimo że dał mu Pan wszystko na tacy. Związek na odległość ma rację bytu tylko wtedy, gdy obie strony mają wspólny cel i planują połączenie. Bez tego staje się fikcją, a tutaj partner wyraźnie unika odpowiedzialności za tę relację. Pisze Pan, że stara się dystansować i czekać, aż on napisze. To naturalny odruch obronny, ale to tzw. ciche dni, które przedłużą tylko Pana agonię i oddadzą kontrolę nad Pana życiem w jego ręce.

Pyta Pan jak to zakończyć? Z szacunkiem do samego siebie - prosto i stanowczo, bez zostawiania furtki na kolejne negocjacje, które znowu zgaszą Pana na kilka miesięcy. Ma Pan pełne prawo powiedzieć lub napisać, że Wasze priorytety całkowicie się rozeszły i że jest Pan wyczerpany czekaniem oraz niedotrzymanymi obietnicami. Napisał Pan: "Chce być szczęśliwy, nie samotny". Paradoks polega na tym, że najgorszy, najbardziej niszczący rodzaj samotności to ten, którego doświadczamy, będąc z kimś w związku. Zakończenie tej wieloletniej relacji będzie bolało, to naturalny proces żałoby. Ale to będzie ból, który w końcu doprowadzi Pana do uwolnienia, a nie do kolejnych, niekończących się rozczarowań.

 

Wszystkiego dobrego

Tomasz Pastok

Centrum Wsparcia Mentaly

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Julia Otremba

Julia Otremba

Dzień dobry,

Z tego, co Pan pisze, widać ogromne zmęczenie i narastający ból – nie tylko z powodu odległości, ale przede wszystkim braku poczucia bezpieczeństwa, powtarzanych obietnic bez pokrycia i zdrad, które nadwyrężyły zaufanie. Sam fakt, że od lat funkcjonujecie osobno, że termin powrotu się przesuwa, a rozmowy nie przynoszą realnej zmiany, sprawia, że jest Pan w relacji bardziej „na czekanie” niż w realnym partnerstwie. Tęsknota za bliskością, codziennością, byciem wybranym nie jest wygórowanym oczekiwaniem – to podstawowa potrzeba w związku. Widzę też, jak dużo Pan już wytrzymał i ile razy dał kolejną szansę, być może kosztem siebie. To nie jest głupota ani naiwność, tylko silne pragnienie miłości i utrzymania relacji. Natomiast pytanie, które warto sobie teraz postawić, brzmi nie „jak go przekonać do powrotu”, ale „czy ta relacja w obecnym kształcie daje mi to, czego potrzebuję i czy partner realnie pokazuje, że chce budować wspólną przyszłość”. Zakończenie takiej relacji nie musi być dramatyczną sceną – może być spokojnym, jasnym komunikatem o swoich granicach: że potrzebuje Pan partnera obecnego, wiernego i zdecydowanego, a skoro on nie jest gotów tego dać, Pan wybiera siebie. Cierpienie często nasila się wtedy, gdy trwamy w zawieszeniu; decyzja, nawet bolesna, bywa początkiem odzyskiwania poczucia wpływu. Nie musi Pan dłużej udawać przed światem, że wszystko jest w porządku – najpierw ważne, by było w porządku wobec samego siebie.

Pozdrawiam ciepło,

Julia Otremba
 

Adam Bogdański

Adam Bogdański

Panie Mateuszu, dziękuję, że podzielił się pan swoim cierpieniem.

W pana historii słychać głęboki konflikt między nadzieją a coraz większym poczuciem opuszczenia. Trwa pan w relacji, w której wielokrotnie doświadczał pan niespełnionych obietnic, a mimo to nadal czeka i wierzy, że coś się zmieni. To może wskazywać na silny lęk przed utratą więzi i samotnością, który bywa silniejszy niż złość czy rozczarowanie. Nazywanie siebie naiwnym brzmi jak głos wewnętrznego krytyka, który dokłada wstydu do już istniejącego bólu. Pytanie, jak zakończyć relację, jest równie ważne jak pytanie, dlaczego tak trudno panu odejść mimo cierpienia? Pisze pan o swoich potrzebach, to bardzo ważne. Ważnym krokiem będzie ich spełnienie.

Psychoterapia pomoże panu zrozumieć, jakie głębsze potrzeby i lęki wiążą pana z tą relacją oraz wzmocnić pana w podejmowaniu decyzji opartych na szacunku do samego siebie i ustanawiania zdrowych granic. 

 

Wszystkiego dobrego,

Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

 

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To, przez co Pan przechodzi, to długo ciągnięta relacja, w której jest dużo tęsknoty, obietnic bez pokrycia, zdrad i realnego osamotnienia – nic dziwnego, że ma Pan poczucie, że jest „w środku rozpierducha na maksa”. Z faktów, które Pan opisuje, widać dużą nierównowagę: Pan oferuje stabilność (praca, mieszkanie, gotowość przyjęcia partnera), a w zamian dostaje Pan przede wszystkim kolejne odsunięcia decyzji, niedotrzymywane słowa i doświadczenie bycia na drugim planie.  

Nikt z zewnątrz nie podejmie za Pana decyzji, czy i jak to zakończyć, ale może Pan zacząć od przyjrzenia się nie jemu, tylko sobie: jak miałoby wyglądać Pana życie w związku, w którym czuje się Pan kochany i brany pod uwagę na co dzień? Jak wyglądałby zwykły dzień, gdyby było choć trochę mniej samotnie – co Pan by robił inaczej, jak by Pan się zachowywał, co by zauważyli inni? W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach bardzo konkretnie opisuje się taką „preferowaną przyszłość”, a potem sprawdza, jakie małe, realne kroki przybliżałyby Pana o choć „jeden punkt na skali” do tego obrazu.  

Można tam też spokojnie nazwać Pana granice: ile jeszcze czekania, niedotrzymanych obietnic i zdrad jest Pan w stanie przyjąć, żeby nadal móc patrzeć sobie w lustro z szacunkiem. Co musiałoby się wydarzyć, żeby mógł Pan kiedyś powiedzieć „to była dobra decyzja – niezależnie od tego, czy zostaliśmy razem, czy nie”. Już to, że Pan pisze, że „chce być szczęśliwy, nie samotny”, jest ważnym sygnałem – oznacza, że coś w Panu zaczyna mocniej chronić własne potrzeby. Terapeuta nie będzie Panu mówił, co ma Pan zrobić, ale pomoże uporządkować to, co Pan już wie, wzmocni to, co pomaga Panu przechodzić przez ten kryzys, i razem z Panem poszuka kroków, dzięki którym cierpienie będzie się stopniowo zmieniać w bardziej spokojne, własne życie.

 

Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Mateuszu, 

jako psycholog widzę, że znalazł się Pan w pułapce tzw. nadziei bez pokrycia. Wybaczone zdrady, przygotowany dom i lata czekania to ogromne koszty emocjonalne, które Pan poniósł, otrzymując w zamian jedynie kolejne wymówki i przesuwane terminy. W nurcie poznawczo-behawioralnym powiedzielibyśmy, że Pana partner nauczył się, iż każda obietnica – nawet złamana – zostanie przez Pana przyjęta, a każda nielojalność wybaczona. To bolesne, ale ta dynamika karmi Pana cierpienie i samotność, zamiast budować związek.

Zakończenie tej relacji to nie tylko pożegnanie z drugą osobą, ale przede wszystkim odzyskanie szacunku do samego siebie i swoich potrzeb, które od lat są spychane na boczny tor. Nie musi Pan już dłużej udawać przed bliskimi; przyznanie przed samym sobą, że ten układ Pana niszczy, jest pierwszym i najważniejszym krokiem do odzyskania spokoju. Zasługuje Pan na relację, w której obecność partnera jest faktem, a nie wiecznym oczekiwaniem.

Proszę pamiętać, że ma Pan prawo powiedzieć stop bez poczucia winy, stawiając swoje szczęście i godność ponad lęk przed samotnością.

Powodzenia!

Bożena Nagórska

Barbara Bryzek

Barbara Bryzek

Dzień dobry Panie Mateuszu


Z tego co Pan pisze widać, że od wielu lat zgadza się Pan na rezygnację ze swoich potrzeb w relacji, że wiele Pan był gotów oddać żeby ona trwała. Z tego co Pan pisze wygląda to tak, jakby Pana stary sposób bycia w relacji był bardzo silny a jednocześnie Pana potrzeby zaczynają dochodzić do głosu. 

To jest głos zdrowia. Wzmacnianie tego głosu może być bardzo pomocne do znalezienia drogi do wyjścia z uwikłania, w którym Osn się znajduje. 
Polecam gorąco wspierać się w tym psychoterapią, dzięki niej ma Pan szansę nie gubić wewnętrznego kompasu swoich emocji i potrzeb na rzecz tego, co jak słyszę przestaje być wystarczające. 


Pozdrawiam 

Basia Bryzek 

Psychoterapeuta, interwent kryzysowy 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Panie Mateuszu,

 

Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że to nie jest już pytanie „czy on wróci”, tylko „ile jeszcze mam czekać”. Najbardziej boli tu nie odległość, lecz brak bycia wybranym: niedotrzymane obietnice, zdrady, samotność w relacji.

Chciałabym zapytać:

Gdyby przez kolejne dwa lata nic się nie zmieniło, czy chciałby Pan tak dalej żyć?

Co musiałoby się wydarzyć w czynach, by poczuł się Pan naprawdę kochany?

Moim zdaniem to nie wygląda na brak Pana cierpliwości, lecz na brak jego realnych decyzji. Może więc pytanie nie brzmi „jak go przekonać?”, ale „czy ta relacja daje mi to, czego potrzebuję?”.

Czasem zakończenie to nie porażka, lecz moment, w którym zaczyna Pan wybierać siebie, bo dziś  mimo że jest Pan w związku – jest Pan bardzo samotny, tak wnioskuję.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam,

napiszę wprost, konkretne, choć może zaboleć.

Partner Pana zwodzi i oszukuje. Manipuluje Pana uczuciami i potrzebami. Jest na chwilę po to, by Panu dać nadzieję i znika. Widział Pan rejestr jego długów? Ile ma do splacenia? Jeśli się ukrywa, sprawa jest "gruba" , a on zwyczajnie nieuczciwy. Czy warto inwestować nadal uczucia w kogoś, kto kręci, oszukuje i ucieka? Ja rozumiem, że Pan cierpi, że Pan kocha, ale on to rozumie? Czy pójście w waszej "relacji" takim w kierunku, jak obecny, jest rokujące na przyszłość? 

Radzę dobrą terapię, by wyplątać się z tego związku i otworzyć na świat, który staje się piękny ,słoneczny, wiosenny. Pozdrawiam serdecznie

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

z Pana słów bardzo wyraźnie widać zmęczenie, rozczarowanie i poczucie samotności w tej relacji. Z jednej strony jest potrzeba bliskości i wspólnego życia, z drugiej doświadczenie niespełnionych obietnic i braku realnej zmiany.

To, że pojawia się w Panu myśl „mam dość” i chęć wycofania, jest zrozumiałe w takiej sytuacji. Szczególnie kiedy długo Pan daje, czeka i ma nadzieję.

Wybrzmiewa też ważne zdanie: chce Pan być szczęśliwy, a nie samotny. To coś, co warto wziąć na serio.

Pozdrawiam,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

z Pana słów widać duże zmęczenie i samotność w tej relacji. Z jednej strony jest potrzeba bliskości i wspólnego życia, z drugiej powtarzające się rozczarowania i brak zmian.

Naturalne, że pojawia się ból i myśl „mam dość”, szczególnie kiedy ważne dla Pana rzeczy nie są spełniane.

Wybrzmiewa też ważne zdanie: chce Pan być szczęśliwy, a nie samotny. To sygnał, którego warto nie ignorować.

Z uważnością,

Kinga Osmulska

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Zobacz podobne

Partner spłyca potrzeby i problemy, które mu komunikuję. Mamy trudną sytuację finansową, do tego dochodzi potencjalna duża zmiana zawodowo-życiowa. Nie wiem, co robić.
Postanowiłam wejść w związek z facetem, który przez ponad rok siedział biernie w domu bez pracy, ponieważ zdiagnozowano mu lekką depresję. Wierzyłam, że z tego wyjdzie, widziałam w nim potencjał, ale bałam sie zarazem niektórych jego zachowań. Mimo że ciągle zaznaczał, że chciałby być ze mną, ja zwlekałam rok, zanim zgodziłam się dać mu szansę. Z przyjaciół, weszliśmy w związek, kiedy zaczęłam zauważać porządne zmiany. Miałam rację. Wracał do siebie, łapał wiatr w skrzydła, ruszył przed siebie i zaczął dojrzalej myśleć. Przeprowadziłam się do niego i razem znaleźliśmy pracę. On popracował pół roku i znów trach… brak stabilizacji. Z jednej pracy przerzucono go do innego biura, żeby lepiej dogadał się z pracownikami… tam może i lepiej się dogadywał, ale nie osiągał dobrych wyników w sprzedaży. Takim sposobem popracował pół roku tu i tu, niedługo potem dano mu wypowiedzenie. Wrócił wcześniej do domu, niż wskazywał na to grafik. Był załamany, ale potem obrócił to w coś dobrego, bo zdobył czas na naukę obrony i poprawki licencjatu. Zgodziłam się z tym. Lepiej niech skupi się na edukacji, a praca nie zając - nie ucieknie, powtarzałam. Niedługo minie rok jak tu jestem. Stała praca okazała się zającem nie do prześcignięcia. Minął miesiąc… dwa… poświęcił minimum poszukiwaniom. Ale w końcu praca wpadła sama, zobaczył reklamę na fb o taksówkach. Teraz pracuje na umowę zlecenie 2-3 dni w tygodniu od grudnia. W czasie świąt oczywiście robił sobie więcej wolnego niż statystyczny Polak. Ostatnio zachorował, poświęcał dużo uwagi na zgłoszenia filmiku na YT, konkursowego, znalazł pracę w Grecji za 1000 euro, ale zrezygnował. Mówił, że ze względu na mnie - poniekąd mu wierzę, ale z drugiej strony czy to nie za małe zarobki, byśmy wspólnie opłacali mieszkanie w PL (w którym bym została), jego zakwaterowanie i studia, nawet z moją małą podwyżką, która w tym miesiącu dostałam? To byłaby jego szansa… owszem… ale ja nie znam języka, uczę się, ale zajmie mi to długo. Nie umiem się na niczym skupić. Wszystko mnie męczy i trapi ostatnimi czasy. Chciałabym więcej stabilizacji, jest krucho z pieniędzmi… a on się dziwi, że moja wypłata tak szybko niknie… wiara w niego zaczyna ze mnie ulatywać, bo do tego wszystkiego dochodzą kłótnie. Czasem nie słucha co do niego mówię, gdy w czymś się nie zgadzamy… a potem spłyca problem i zarzuca mi coś, co nie jest prawdą. Zdenerwowana krzyczę, potem on krzyczy, a gdy uspokajam się, chcę pogadać, on jest obrażony. Czuję się bardzo samotna w tym związku od jakiegoś czasu. Irracjonalne sytuacje mnie męczą, np. przez brak pieniędzy dziś, gdy szukał pracy, zasugerowałam mu, żeby wysłał CV tam, gdzie go przyjmą, a nie tam gdzie chce, skoro nie ma odezwu. Myślałam, że tego nie robi, bo już tyle czekam na to, by było stabilniej finansowo… Powiedział, że „jak śmiem się odzywać, będzie robił co chce i mam nic nie mówić”. Bardzo mnie bolą takie reakcje. Ostatnio zestresowałam się, że zachorował i że też zachoruję, więc powiedziałam, żeby chusteczki wrzucał do kosza, bo to na pewno pomoże nie rozprzestrzenianiu się zarazków. Potem dodałam, że może jestem nerwowa, ale naprawdę się stresuje chorobowym i wszystkim. Zaczął krzyczeć, że robię mu wojnę o chusteczkę. Znów spłycił to, co chciałam przekazać. Czuję się już głupia. Wiem, czasem przesadzam, pracuję nad sobą, ale czy w takich momentach to problem we mnie czy w nim? Nie wiem co robić.
Jak wyznać uczucia chłopakowi z klasy przed rozstaniem? Porady
Bardzo podoba mi się pewniej chłopak z mojej klasy, niestety ale za półtora miesiąca nie będziemy chodziło razem do klasy, nasze drogi się rozejdą. Ciągle o nim myślę, może to głupie ale czuję ciepło na sercu jak myślę o nim. Nie wiem co mam zrobić ponieważ boje się do niego podejść i powiedzieć mu że mi się podoba, ale z drugiej strony bardzo chce. Proszę o jakąś radę
Narastający dystans w 14-letnim małżeństwie: jak uratować związek?

Dzień dobry. Jestem 14 lat po ślubie, mam 41 lat, żona 40, mamy 9-letnią córkę. Od dłuższego czasu w naszym związku narasta dystans zarówno fizyczny, jak i emocjonalny ze strony mojej żony, początek przypadł na moment po urodzeniu córki. Początkowo tłumaczyłem to sobie w ten sposób, że jest to zupełnie nowa sytuacja, w której trzeba się odnaleźć , oczywiste jest także to że dziecko radykalnie zmienia dotychczasowe życie. Rozwijałem firmę, żona zajmowała się córką , dwa lata spędziła w domu. W momencie, gdy córka poszła do żłobka, żona zaczęła pomagać mi w pracy - aczkolwiek co pragnę podkreślić nie naciskałem - mogła także wrócić do swojej poprzedniej pracy lub rozwijać się indywidualnie zawodowo. Stworzyłem dobrze zarabiającą firmę w branży e-commerce, jednak jak to przy swojej działalności bywa jest to okupione dużym stresem i ciągłą presją. Materialnie niczego nam nie brakuje, co więcej myślę, że jesteśmy w komfortowej sytuacji, bez kredytów etc. Ja sam jestem osobą bardzo aktywną fizycznie, zero używek, weekendowych spotkań z kolegami, nie oglądam się za innymi kobietami. Niestety nasz związek chyli się ku całkowitemu rozkładowi, żyjemy jak dwoje obcych ludzi, od roku śpimy osobno. Od momentu urodzenia córki, jakakolwiek czułość, chęć przytulenia, dotyk, luźna rozmowa nie mówiąc o seksie ze strony mojej żony, nie istnieje, jest bierna. Do pewnego momentu się starałem, jednak byłem skutecznie odtrącany, co więcej mam wrażenie, że nie lubi, gdy próbuje ją dotknąć. Nie mam kompleksów, ale miło by było być czasami zauważonym. Wielokrotnie próbowałem rozmawiać na ten temat, jednak zwykle kończy się to kłótnią, moja żona na moje pytania najczęściej odpowiada "nie wiem", twierdzi że ją atakuję i osaczam, widzę że nie do końca potrafi wyrazić swoje emocje i uczucia oraz potrzeby . Gdy ją pytam czy widzi co się dzieje z naszym związkiem , twierdzi że tak, jednak rozmowy niczego nie zmieniają. Nie rozmawiamy o przyszłości, wspólnych planach etc. nie jesteśmy w stanie zaplanować niczego. Ostatnio doszło do kilku sytuacji, w których poczułem się bardzo niekomfortowo i zacząłem zastanawiać się nad sensem trwania w tym związku. 1. Żona kupiła sobie nowy telefon - najnowszego iphone - nie mówiąc mi o tym - stary model schowała celowo do swojej szafy, ukrywając fakt zakupu, przypadkiem to odkryłem - poczułem się fatalnie, nie chodzi o sam zakup, bo gdyby mi powiedziała że chce nowy telefon sam bym jej go kupił, tym bardziej że mamy wspólne finanse, co więcej nigdy nie robię żadnego problemu z wydatkowaniem środków, straciłem zaufanie do żony. 2. W ciągu ostatnich 12 miesięcy moja żona była kilkukrotnie z koleżankami, na wyjazdach za granicą, proszę mnie nie zrozumieć źle, nie chcę trzymać żony w "złotej klatce w domu", ale my sami wspólnie nie jeździmy praktycznie nigdzie, a nasz związek się rozpada, nie możemy wspólnie pojechać na weekend w góry z jednym noclegiem. W rocznicę naszego ślubu moja żona pojechała z koleżankami do Włoch. Ja najczęściej jestem stawiany przed faktem, nie mam wyboru, muszę zostać z dzieckiem, firmą i psem :) Żona ze mną nie rozmawia , ja podejmując jakieś decyzję patrzę zawsze przez pryzmat mojej żony, bo chyba o to chodzi w byciu w związku z drugą osobą, żeby ją uwzględniać w swoich planach ? 3. W toku rozmów , żona przyznała się że nie lubi prezerwatywy jako metody antykoncepcji, rozumiem ogranicza spontaniczność, powoduje dyskomfort, nie naciskam żony na inne metody, postanowiłem poddać się zabiegowi wazektomi. Listopad to akurat miesiąc w którym mógłbym zrobić zabieg ze względu na czas, powiedziałem o tym żonie, Ona na to :"ale ja jadę z koleżankami do Tajlandii na dwa tygodnie" i w tym momencie już zupełnie opadły mi ręce. Pomijając fakt że akurat kraje azjatyckie są jednym z moich marzeń , jeżeli chodzi o podróże i bardzo chętnie chciałbym tam jechać wspólnie z żoną, to myślę że fajnie gdyby żona doceniła chęć poddania się takiemu zabiegowi, szczególnie że jestem aktywny fizycznie i ewentualne powikłania po zabiegu mogą mnie wykluczyć ze sportu. Jestem coraz bardziej załamany i sfrustrowany , coraz częściej wybucham - aczkolwiek myślę że jest to jeszcze wola walki o związek, nie jestem już w stanie efektywnie pracować - co widać po ostatnich wynikach finansowych firmy - straciłem motywację, uciekam w sport, ale treningi zaczynają już być autodestrukcyjne - biegam z kontuzjami i robię to świadomie. Obserwuję że powielamy schemat z domu mojej żony, gdzie jej matka (problemy alkoholowe) ma bardzo spłycone relacje ze swoim mężem, nigdy nie widziałem by okazywała mu jakiekolwiek uczucia, jest chłodna i despotyczna, w okresie dorastania mojej żony miała bardzo duże problemy z alkoholem, myślę że moja żona ma objawy DDA - aczkolwiek to powinien chyba ocenić specjalista. Rozważam rozwód ale nie chciałbym zostawić córki, myślę żę bardzo by to przeżyła, kocham moją żonę i chcę spróbować jeszcze powalczyć o związek. Myślę że w tym wszystkim jest też trochę mojej winy, ponieważ chciałem stworzyć relację partnerską, nie stawiałem żadnych granic i zbyt długo akceptowałem powolny rozkład naszego związku. Pytanie od czego zacząć? Indywidualna konsultacja ? Terapia dla par ?

Czuję, że inna osoba ma być moim sensem życia, że miłość trzyma w tym odpowiedzialność. Nie potrafię być w zdrowym uczuciu. Pomocy!
Cześć. Mam 28 lat, Około miesiąca temu poznałem za pomocą portalu kobietę 36 letnią. Generalnie, po kilku dniach zacząłem się wycofywać, bo nie satysfakcjonowała mnie płynność naszego kontaktu. Ona jednak potrafiła po kilku dniach przyznać się do błędu, zaproponować spotkanie itd. Generalnie, ze mną jest tak, ze ja po wielu wielu porażkach, zwiększam z każdą kolejną osobą wymagania i oczekiwania co do kogoś . Mnie interesuje tylko miłość i określone zachowania, doświadczenia, muszę w tej osobie widzieć. I ona miała to wszystko.., rozumieliśmy się, było naprawdę fajnie. Kiedy się spotkaliśmy , dogadywaliśmy się , przytuliliśmy, pocałowaliśmy się. No z mojego punktu widzenia te randki były dla mnie wielkim szczęściem. Lecz doszło pewnego razu do sytuacji, że ja wyrażając to szczęście, wyrażając, że życie nabrało dla mnie smaku, dostałem dość potężny cios w postaci informacji, że tą osobę przerażają moje nadzieje. Nie rozumiałem tego wszystkiego. Twierdziła, że ni ma ochoty być za kogoś odpowiedzialna. Wtedy jeszcze nie wiedziałem co ma na myśli. Po kilku rozmowach przez internet i randkach, wreszcie zacząłem szukać sensu w tym co się dzieje. Bo na żywo ta osoba była dla mnie kochana, rozmawialiśmy o jakiejś bliskiej przyszłości, żartowaliśmy na temat ewentualnych dzieci. Ona sama potrafiła powiedzieć ‘Ty masz rację, że cierpisz przez moich byłych’ (to dotyczyło jej przerażenia moją nadzieją) . Więc ja cały czas myślałem, że problem nie jest po mojej stronie. Rozumiałem to jako ostrożność w zaufaniu z jej strony, więc generalnie byłem spokojny, że jeśli ja tego nie zepsuje, to będzie kolorowo. Zdarzyły się jeszcze takie rzeczy, że gdy ją przerażały moje nadzieje, to przyśnił mi się taki sen , w którym ona po jednym dobrym dniu między nami, nagle postanawia się wycofać słowami ‘To jednak dla mnie nie ma sensu” . Gdy opowiedziałem jej ten sen, ona powiedziała „Tak, to jest możliwe” . To wszystko było dla mnie takie przykre. Ja wtedy jeszcze nie rozumiałem, że to ja mam problem. Potrafiło być tak, że później się spotykaliśmy i znów robiliśmy sobie nadzieje, rozmowami o przyszłości itd. Traktowałem to bardzo serio. Myślałem , że myśli o mnie poważnie. Zakładałem, że w jej wieku mówi się jak jest, nie gramy w żadne gry i nie potrzebuję się głębiej zastanawiać co się kryje za jej słowami. Budowała mnie bardzo wdzięczność z jej strony, docenialiśmy swoje zachowanie, poświęcenie sobie czasu. Ja kilka razy , gdy przesadnie mi dziękowała za mój czas, to powiedziałem, że ja nie robię tego by się podlizać, tylko po prostu tego potrzebuję. Ona uznała to za mądre podejście. Ja wtedy naprawdę bardzo nabierałem ochoty do życia. Byłem sam od 6 lat, jest mi ciężko, jestem stworzony do miłości, a zawsze jej brakuje, w ostatnich kilku miesiącach zacząłem się podnosić, lekko ale jakieś tam mniejsze cele zaczynałem realizować. Ona dopełniła moją energię do życia. I teraz tak. Któregoś razu znów dopadł mnie koszmar, że ona zrywa ze mną kontakt. Tym razem nie chciałem jej tego mówić, bo pocieszenie w stylu ‘tak się może zdarzyć’ jest dla mnie czymś bardzo przykrym. Natomiast gdzieś tam w ciągu dnia, mówiłem, że męczy mnie jakiś koszmar, wyraziła wsparcie, umówiliśmy się na kolejne spotkanie, znów było dobrze. Natomiast gdzieś wieczorem wyraziłem taką chęć, że chciałbym kilka wspólnych zdjęć. Ona odpowiedziała, że nie lubi takich rzeczy, bo dziś zrobi zdjęcia, a jutro coś się stanie i będzie koniec znajomości. I mnie to bardzo dobiło tego razu. Byłem już po tym śnie , ona tez sama z siebie lubi wspominać o tym końcu znajomości. Ciężko mi to było przełknąć, że ona tak jakby próbuje wymagać gotowości na taką ewentualność. Wypisałem do niej dłuższą litanię w tym temacie, że jej zachowanie na żywo nie pokrywa się z tym jak rozmawiamy przez internet, że często wspomina o tym końcu znajomości, przerażają ją moje nadzieje. W każdym razie wyraziłem duży żal. Ona bardzo się wycofała, zezłościła ją moja analiza. Wycofała się z całej tej relacji, wygarniając mi mój bardzo duży angaż. Wyjaśniła mi na czym polega jej niechęć do odpowiedzialności za czyiś sens życia. I wreszcie do mnie dotarło o co w tym wszystkim chodzi. Mam 28 lat i odnalazłem w sobie przypadłość, która się nazywa uzależnieniem emocjonalnym. Jest to dla mnie olbrzymi cios. Nie potrafię sobie wyobrazić, jak można inaczej . Zawsze byłem pewien, że moje myślenie (Kobieta, rodzina, dzieci, to priorytet, to sens życia , to szczęście, to moja energia, to jest dla mnie najważniejsze i o to będę dbał najbardziej) ,zawsze byłem pewien, że to najlepsze podejście jakie może mieć facet, który próbuje osiągnąć miłość. Niestety okazuje się, że to potworna choroba, lęk przed samotnością, brak własnego życia. Bardzo trudno wyobrazić mi sobie, żeby zacząć robić to inaczej, żeby przestać tak bardzo w kogoś wierzyć, przestać traktować to jak największy skarb, sens życia. Boję się , że nawet terapia , może mi w tym nie pomóc, że mogę posiąść dużą wiedzę teoretyczną, a jednak chęć najsilniejszej miłości będzie silniejsza ode mnie za każdym razem. Byłem tak wiele lat pewien, że to moje podejście jest jedyne właściwe, a jednak się okazuje, że sam sobie robię krzywdę. To dla mnie olbrzymi cios, nie potrafię się z tym pogodzić. Koniec końców ja wychodzę na koniec tych związków jako zły człowiek, a robiłem wszystko , żeby być jak najlepszym. Jest mi bardzo ciężko wyobrazić sobie kontynuowanie swojego życia. Jestem introwertykiem, domatorem, bardzo mało otaczam się ludźmi, często mnie to męczy i wracam niezadowolony do domu. Rzadko mam jakieś zajęcia poza pracą, żeby mnie coś pochłonęło. Ciężko mi wyobrazić sobie, żeby zmusić się do takich zmian, by być zdolny do zdrowej miłości.. Samotność bardzo często mnie boli, ale jedyne lekarstwo jakie na mnie działało, to kobieta myśląca o związku, nic innego nie dodawało mi energii w życiu jak poczucie miłości. Pomocy…
Będąc w związku myślę o innym poznanym chłopaku.
Dobry wieczór. Przychodzę z prośbą o radę w kwestii miłości-chłopaka. Jestem nastolatką i mam chłopaka, ale ostatnio jest ciężko między nami, niby zachowuje się normalnie i tak dalej, ale dla mnie jest jakoś inaczej, nie czuję się dobrze jak nazywa mnie słodko itp. On ciągle wspomina, że wyobraża sobie mnie jako żonę. Niedawno byłam na weselu i przy moim stoliku siedział chłopak, który do mnie zagadał, gadaliśmy dużo, a nawet trochę potańczyliśmy. Po weselu nie mogłam przestać myśleć o tym chłopaku. Po poprawinach było to samo, próbowałam, ale nie mogłam. Aktualnie piszemy ze sobą, a ja nie do końca wiem, dlaczego ciągle myślę o innym chłopaku i nie mogę przestać mając innego. Nie mam pojęcia co mogę zrobić. Byłabym wdzięczna za jakąś radę. Miłej nocy
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.