Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak zakończyć związek na odległość i poradzić sobie z zawodem miłosnym?

Witam. Mam problem. Nie wiem co mam robić. Jestem w związku partnerskim od 28.11.2015 roku. Nigdy nie mieszkaliśmy razem. Od ponad dwóch lat mój partner przebywa za granicą 600 km ode mnie. Zaczyna mi to przeszkadzać. Wyjechał, bo ma długi. Rozmawiałem z nim. mówi, że to nie takie proste. Dla mnie jest proste. Ja mam tu w Polsce stałą pracę i własne mieszkanie. On za granicą nie ma nic na stałe. Za wynajem płaci niecałe 800 euro miesięcznie. Z czego jeszcze dokłada mu firma agencja pracy do maja a potem całość bez pomocy. Chce aby wrócił, ale mam dość rozmowy z nim o tym , mam wrażenie, że to nic nie daje. Brakuje mi bliskości psychicznej, jak i fizycznej. Codziennych rozmów twarzą w twarz. Wspólnych randek raz w tygodniu. Mówię, że ma zapewnione mieszkanie u mnie. Musi spłacać tylko długi. Miał być rok, a jest już ponad dwa lata. Nie wiem co mam robić? Staram się dystansować i nie inicjować pierwszy rozmów, pokazać mu, że teraz on musi zrozumieć, czego chce. Czy wybiera mnie i życie ze mną w Polsce czy za granicą? Wielokrotnie mnie zdradzał. Wybaczyłem każdą zdradę. Chciałem za bardzo. Chce się wycofać całkowicie i odpisywać tylko wtedy, kiedy on napisze. Powielam tekst. Wczoraj dostałem esemesa o tym, że wyjazd do Budapesztu od 1 do 6 kwietnia planowany od października/listopada nie odbędzie się. Miał przyjechać na moje urodziny, wziąć wolne na 13 marca, ale nie - przesunął na 14 marca. Nigdy nie dotrzymuje obietnic. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Niepotrzebnie się łudziłem. Jestem głupi i naiwny. Rozmawialiśmy był u mnie 23/24 luty , nic to nie dało. Chodzi o przyjazd do Polski na stałe. Rozmawialiśmy spokojnie. Wczoraj, że jednak narazie nie da rady wrócić. Wszystko wymówka. Nie czuję się kochany. Jak mam to zakończyć ? Cierpię coraz bardziej. Przed najbliższymi udaje, że wszystko gra, a w środku rozpierducha na maksa. Mam dość! Odpisałem mu, że może do mnie nie przyjeżdżać, że mam tego dość , że wiedziałem, że tak będzie. Chce być szczęśliwy, nie samotny ....

Usunięty Ośrodek

Usunięty Ośrodek

Dzień dobry,

 

czytając Pana wiadomość, czuję ogromny ciężar, z jakim się Pan zmaga. Ukrywanie tak wielkiego bólu przed bliskimi i zakładanie maski, że „wszystko gra”, jest skrajnie wyczerpujące. Proszę wyrzucić ze słownika słowa „jestem głupi i naiwny”. Nie jest Pan. To, co Pana spotkało, to klasyczny mechanizm relacji o cechach toksycznych. Po zdradach partner dawał złudzenie poprawy - wchodziliście w tzw. fazę „miesiąca miodowego”. Obiecywał wyjazdy, wizyty na urodziny, dawał okruchy nadziei. Pana umysł łapał się tych momentów ulgi, dlatego tak trudno było odejść. To mechanizm psychologiczny, a nie Pana słabość! Teraz jednak ta iluzja prysła. Partner odwołuje plany, a Pan widzi jasno: on nie wróci, mimo że dał mu Pan wszystko na tacy. Związek na odległość ma rację bytu tylko wtedy, gdy obie strony mają wspólny cel i planują połączenie. Bez tego staje się fikcją, a tutaj partner wyraźnie unika odpowiedzialności za tę relację. Pisze Pan, że stara się dystansować i czekać, aż on napisze. To naturalny odruch obronny, ale to tzw. ciche dni, które przedłużą tylko Pana agonię i oddadzą kontrolę nad Pana życiem w jego ręce.

Pyta Pan jak to zakończyć? Z szacunkiem do samego siebie - prosto i stanowczo, bez zostawiania furtki na kolejne negocjacje, które znowu zgaszą Pana na kilka miesięcy. Ma Pan pełne prawo powiedzieć lub napisać, że Wasze priorytety całkowicie się rozeszły i że jest Pan wyczerpany czekaniem oraz niedotrzymanymi obietnicami. Napisał Pan: "Chce być szczęśliwy, nie samotny". Paradoks polega na tym, że najgorszy, najbardziej niszczący rodzaj samotności to ten, którego doświadczamy, będąc z kimś w związku. Zakończenie tej wieloletniej relacji będzie bolało, to naturalny proces żałoby. Ale to będzie ból, który w końcu doprowadzi Pana do uwolnienia, a nie do kolejnych, niekończących się rozczarowań.

 

Wszystkiego dobrego

Tomasz Pastok

Centrum Wsparcia Mentaly

Usunięty Ośrodek

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Julia Otremba

Julia Otremba

Dzień dobry,

Z tego, co Pan pisze, widać ogromne zmęczenie i narastający ból – nie tylko z powodu odległości, ale przede wszystkim braku poczucia bezpieczeństwa, powtarzanych obietnic bez pokrycia i zdrad, które nadwyrężyły zaufanie. Sam fakt, że od lat funkcjonujecie osobno, że termin powrotu się przesuwa, a rozmowy nie przynoszą realnej zmiany, sprawia, że jest Pan w relacji bardziej „na czekanie” niż w realnym partnerstwie. Tęsknota za bliskością, codziennością, byciem wybranym nie jest wygórowanym oczekiwaniem – to podstawowa potrzeba w związku. Widzę też, jak dużo Pan już wytrzymał i ile razy dał kolejną szansę, być może kosztem siebie. To nie jest głupota ani naiwność, tylko silne pragnienie miłości i utrzymania relacji. Natomiast pytanie, które warto sobie teraz postawić, brzmi nie „jak go przekonać do powrotu”, ale „czy ta relacja w obecnym kształcie daje mi to, czego potrzebuję i czy partner realnie pokazuje, że chce budować wspólną przyszłość”. Zakończenie takiej relacji nie musi być dramatyczną sceną – może być spokojnym, jasnym komunikatem o swoich granicach: że potrzebuje Pan partnera obecnego, wiernego i zdecydowanego, a skoro on nie jest gotów tego dać, Pan wybiera siebie. Cierpienie często nasila się wtedy, gdy trwamy w zawieszeniu; decyzja, nawet bolesna, bywa początkiem odzyskiwania poczucia wpływu. Nie musi Pan dłużej udawać przed światem, że wszystko jest w porządku – najpierw ważne, by było w porządku wobec samego siebie.

Pozdrawiam ciepło,

Julia Otremba
 

Adam Bogdański

Adam Bogdański

Panie Mateuszu, dziękuję, że podzielił się pan swoim cierpieniem.

W pana historii słychać głęboki konflikt między nadzieją a coraz większym poczuciem opuszczenia. Trwa pan w relacji, w której wielokrotnie doświadczał pan niespełnionych obietnic, a mimo to nadal czeka i wierzy, że coś się zmieni. To może wskazywać na silny lęk przed utratą więzi i samotnością, który bywa silniejszy niż złość czy rozczarowanie. Nazywanie siebie naiwnym brzmi jak głos wewnętrznego krytyka, który dokłada wstydu do już istniejącego bólu. Pytanie, jak zakończyć relację, jest równie ważne jak pytanie, dlaczego tak trudno panu odejść mimo cierpienia? Pisze pan o swoich potrzebach, to bardzo ważne. Ważnym krokiem będzie ich spełnienie.

Psychoterapia pomoże panu zrozumieć, jakie głębsze potrzeby i lęki wiążą pana z tą relacją oraz wzmocnić pana w podejmowaniu decyzji opartych na szacunku do samego siebie i ustanawiania zdrowych granic. 

 

Wszystkiego dobrego,

Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

 

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To, przez co Pan przechodzi, to długo ciągnięta relacja, w której jest dużo tęsknoty, obietnic bez pokrycia, zdrad i realnego osamotnienia – nic dziwnego, że ma Pan poczucie, że jest „w środku rozpierducha na maksa”. Z faktów, które Pan opisuje, widać dużą nierównowagę: Pan oferuje stabilność (praca, mieszkanie, gotowość przyjęcia partnera), a w zamian dostaje Pan przede wszystkim kolejne odsunięcia decyzji, niedotrzymywane słowa i doświadczenie bycia na drugim planie.  

Nikt z zewnątrz nie podejmie za Pana decyzji, czy i jak to zakończyć, ale może Pan zacząć od przyjrzenia się nie jemu, tylko sobie: jak miałoby wyglądać Pana życie w związku, w którym czuje się Pan kochany i brany pod uwagę na co dzień? Jak wyglądałby zwykły dzień, gdyby było choć trochę mniej samotnie – co Pan by robił inaczej, jak by Pan się zachowywał, co by zauważyli inni? W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach bardzo konkretnie opisuje się taką „preferowaną przyszłość”, a potem sprawdza, jakie małe, realne kroki przybliżałyby Pana o choć „jeden punkt na skali” do tego obrazu.  

Można tam też spokojnie nazwać Pana granice: ile jeszcze czekania, niedotrzymanych obietnic i zdrad jest Pan w stanie przyjąć, żeby nadal móc patrzeć sobie w lustro z szacunkiem. Co musiałoby się wydarzyć, żeby mógł Pan kiedyś powiedzieć „to była dobra decyzja – niezależnie od tego, czy zostaliśmy razem, czy nie”. Już to, że Pan pisze, że „chce być szczęśliwy, nie samotny”, jest ważnym sygnałem – oznacza, że coś w Panu zaczyna mocniej chronić własne potrzeby. Terapeuta nie będzie Panu mówił, co ma Pan zrobić, ale pomoże uporządkować to, co Pan już wie, wzmocni to, co pomaga Panu przechodzić przez ten kryzys, i razem z Panem poszuka kroków, dzięki którym cierpienie będzie się stopniowo zmieniać w bardziej spokojne, własne życie.

 

Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Mateuszu, 

jako psycholog widzę, że znalazł się Pan w pułapce tzw. nadziei bez pokrycia. Wybaczone zdrady, przygotowany dom i lata czekania to ogromne koszty emocjonalne, które Pan poniósł, otrzymując w zamian jedynie kolejne wymówki i przesuwane terminy. W nurcie poznawczo-behawioralnym powiedzielibyśmy, że Pana partner nauczył się, iż każda obietnica – nawet złamana – zostanie przez Pana przyjęta, a każda nielojalność wybaczona. To bolesne, ale ta dynamika karmi Pana cierpienie i samotność, zamiast budować związek.

Zakończenie tej relacji to nie tylko pożegnanie z drugą osobą, ale przede wszystkim odzyskanie szacunku do samego siebie i swoich potrzeb, które od lat są spychane na boczny tor. Nie musi Pan już dłużej udawać przed bliskimi; przyznanie przed samym sobą, że ten układ Pana niszczy, jest pierwszym i najważniejszym krokiem do odzyskania spokoju. Zasługuje Pan na relację, w której obecność partnera jest faktem, a nie wiecznym oczekiwaniem.

Proszę pamiętać, że ma Pan prawo powiedzieć stop bez poczucia winy, stawiając swoje szczęście i godność ponad lęk przed samotnością.

Powodzenia!

Bożena Nagórska

Barbara Bryzek

Barbara Bryzek

Dzień dobry Panie Mateuszu


Z tego co Pan pisze widać, że od wielu lat zgadza się Pan na rezygnację ze swoich potrzeb w relacji, że wiele Pan był gotów oddać żeby ona trwała. Z tego co Pan pisze wygląda to tak, jakby Pana stary sposób bycia w relacji był bardzo silny a jednocześnie Pana potrzeby zaczynają dochodzić do głosu. 

To jest głos zdrowia. Wzmacnianie tego głosu może być bardzo pomocne do znalezienia drogi do wyjścia z uwikłania, w którym Osn się znajduje. 
Polecam gorąco wspierać się w tym psychoterapią, dzięki niej ma Pan szansę nie gubić wewnętrznego kompasu swoich emocji i potrzeb na rzecz tego, co jak słyszę przestaje być wystarczające. 


Pozdrawiam 

Basia Bryzek 

Psychoterapeuta, interwent kryzysowy 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Panie Mateuszu,

 

Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że to nie jest już pytanie „czy on wróci”, tylko „ile jeszcze mam czekać”. Najbardziej boli tu nie odległość, lecz brak bycia wybranym: niedotrzymane obietnice, zdrady, samotność w relacji.

Chciałabym zapytać:

Gdyby przez kolejne dwa lata nic się nie zmieniło, czy chciałby Pan tak dalej żyć?

Co musiałoby się wydarzyć w czynach, by poczuł się Pan naprawdę kochany?

Moim zdaniem to nie wygląda na brak Pana cierpliwości, lecz na brak jego realnych decyzji. Może więc pytanie nie brzmi „jak go przekonać?”, ale „czy ta relacja daje mi to, czego potrzebuję?”.

Czasem zakończenie to nie porażka, lecz moment, w którym zaczyna Pan wybierać siebie, bo dziś  mimo że jest Pan w związku – jest Pan bardzo samotny, tak wnioskuję.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam,

napiszę wprost, konkretne, choć może zaboleć.

Partner Pana zwodzi i oszukuje. Manipuluje Pana uczuciami i potrzebami. Jest na chwilę po to, by Panu dać nadzieję i znika. Widział Pan rejestr jego długów? Ile ma do splacenia? Jeśli się ukrywa, sprawa jest "gruba" , a on zwyczajnie nieuczciwy. Czy warto inwestować nadal uczucia w kogoś, kto kręci, oszukuje i ucieka? Ja rozumiem, że Pan cierpi, że Pan kocha, ale on to rozumie? Czy pójście w waszej "relacji" takim w kierunku, jak obecny, jest rokujące na przyszłość? 

Radzę dobrą terapię, by wyplątać się z tego związku i otworzyć na świat, który staje się piękny ,słoneczny, wiosenny. Pozdrawiam serdecznie

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

z Pana słów bardzo wyraźnie widać zmęczenie, rozczarowanie i poczucie samotności w tej relacji. Z jednej strony jest potrzeba bliskości i wspólnego życia, z drugiej doświadczenie niespełnionych obietnic i braku realnej zmiany.

To, że pojawia się w Panu myśl „mam dość” i chęć wycofania, jest zrozumiałe w takiej sytuacji. Szczególnie kiedy długo Pan daje, czeka i ma nadzieję.

Wybrzmiewa też ważne zdanie: chce Pan być szczęśliwy, a nie samotny. To coś, co warto wziąć na serio.

Pozdrawiam,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

z Pana słów widać duże zmęczenie i samotność w tej relacji. Z jednej strony jest potrzeba bliskości i wspólnego życia, z drugiej powtarzające się rozczarowania i brak zmian.

Naturalne, że pojawia się ból i myśl „mam dość”, szczególnie kiedy ważne dla Pana rzeczy nie są spełniane.

Wybrzmiewa też ważne zdanie: chce Pan być szczęśliwy, a nie samotny. To sygnał, którego warto nie ignorować.

Z uważnością,

Kinga Osmulska

Psycholog, Psychoterapeutka


 

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy terapia par pomoże nam odbudować relację po kryzysie?
Witam, jestem w czteroletnim związku. Mam 28 lat, moja partnerka 27. We wrześniu ubiegłego roku przechodziliśmy poważny kryzys i na jakiś czas się rozstaliśmy, jednak po rozmowie postanowiliśmy dać sobie jeszcze jedną szansę. Na początku wydawało mi się, że wszystko zmierza w dobrą stronę, jednak od dłuższego czasu partnerka ma trudność z ponownym zbliżeniem się do mnie emocjonalnie. Mówi, że mnie kocha i że jej zależy, ale jednocześnie czuje, że emocjonalnie się zamknęła i ciężko jej się na nowo otworzyć. Początkowo podejrzewała, że może to wynikać z problemów zdrowotnych lub hormonalnych, jednak to zostało wykluczone. Dodatkowo jesteśmy w trakcie wielu zmian życiowych, m.in. związanych z miejscem zamieszkania, co też może mieć na nas wpływ. Zaproponowałem terapię dla par — uznaliśmy, że jeśli nie uda nam się tam znaleźć wspólnej drogi, wtedy podejmiemy decyzję o rozstaniu. Bardzo mi na niej zależy i chciałbym z nią budować przyszłość, ale jednocześnie czuję, że zbliżam się do granic swojej wytrzymałości. Zastanawiam się, czy terapia par ma realną szansę pomóc nam odbudować bliskość i relację. Dodam, że próbowałem zachęcać partnerkę do większej wiary i bardziej pozytywnego podejścia, ale sam czuję się już wyczerpany — mam wrażenie, że wielokrotnie dawałem z siebie wszystko, a mimo to wciąż pojawiają się trudności. Będę bardzo wdzięczny za odpowiedź.
Mąż mnie unika, nie uprawiamy seksu, a sam codziennie się masturbuje i ogląda filmy pornograficzne - co robić?
Mam problem z mężem od dłuższego czasu mnie unika , nie ma współżycia seksualnego. A sam codziennie się masturbuje podobno przez sen i ogląda filmy pornograficzne i ciągle mnie obwinia że to moja wina i że go bardzo wkurzam już nie wiem co robić . Czy bardzo się staram jakoś to uratować tym bardziej mam myśli samobójcze ciągle mi się płakać się chce . Nic mnie nie cieszy
Wstydzę się za swoje myśli, które kompletnie się zmieniają w trakcie miesiączki.
Jestem z partnerem 7 lat, mało się kłócimy, spędzamy sporo czasu ze sobą, jest okay, mieszkamy razem, jesteśmy życzliwymi ludźmi, czuję, że partner mnie wspiera, jest przy mnie zawsze, gdy potrzebuje. 3 lata temu przez rok przyjmowałam leki na depresję, na co dzień jestem osobą bardzo wrażliwą i lękliwą, brak mi pewności siebie. Mam taki problem, że w tym tygodniu podczas miesiączki mój mózg stwierdził, że nie kocha już partnera, że chce być z kimś innym. Miałam też jeden sen, w którym filtrowalam ze swoim dawnym kolegą, z którym nie miałam nawet jakis bliskich relacji, po prostu znajomy. Aktualnie boje się, że mój związek się rozpadnie, jestem płaczliwa, płakałam chłopakowi, że doprowadzę do tego, że nie będziemy razem, że czuję jakbym zrobiła coś bardzo złego. Płaczę z powodu wyrzutów sumienia, jakbym nas zawiodła. Nigdy nie zdradziłam partnera, nigdy nie szukałam nikogo na boku, mój partner też nie robi takich rzeczy, ogólnie mam mało znajomych, ponieważ jestem introwertyczką, więc w sumie to nawet nie miałabym z kim zdradzać. Nie wiem co zrobić z takimi myślami. Pół roku temu miałam pierwszy raz podobną sytuację, tylko że przed miesiączką tak było, po miesiączce minęły takie mysli, ale od tamtego czasu już nie uważam, że mój parter jest taki słodki, nie rozczula mnie tak jak jeszcze pół roku temu. Zawsze czułam, że "to mój słodki chłopak", chciałam go tulić do siebie, bo mnie tak rozczulał A teraz czuję jakbyśmy byli po prostu znajomymi, jesteśmy dla siebie mili i to tyle. Chwilę przed tym pierwszym razem, gdy miałam takie myśli w głowie, to w pracy pojawił się jeden chłopak, z którym miałam bardzo miły kontakt, kontakt tylko online na chacie, bo nie poznałam go osobiście, on to był taki bajerant, pisał bardzo emocjonalnie to co kobieta chciałaby usłyszeć, nic do niego nie czułam, czasem gdzieś pojawiał się w myślach, i trochę czekałam aż do mnie napisze. Myślę, że on mógł mieć wpływ na to, że mój mózg zaczął coś wymyślać. Jak minęła miesiączka to nie myślałam już o tym chłopaku, ale jakiś lęk został. Ze strony chłopaka nic się nie zmieniło, wspiera mnie, wie o wszysktim, ale uważa, że to tylko chwilowe wahania nastroju, że między nami nic się nie zmieniło, że możemy żyć dalej. A ja nie wiem już co o tym wszystkim myśleć, to okropny stan, stan, w którym mam wyrzuty sumienia okropne, jakbym faktycznie zdradziła partnera, a ja naprawdę do niczego takiego nawet nie dążyłam. Proszę o podpowiedź co mogę z tym zrobić, czy to wgl jest normalne :( Wiem, że to minie, będzie lepiej, wrócimy do normalności, ale ta normalność już nie jest taka słodka jak kiedyś, chciałabym żeby znów mnie rozczulał Bo nadal chce z nim być, jest wspaniały Nie wiem co się dzieje w mojej głowie...
Czy warto ponownie nawiązać kontakt po trudnym rozstaniu?
Jakiś czas temu zaczęłam na nowo spotykać się z mężczyzną. Na ostatnim spotkaniu pokazałam mu zdj. z Baby Shower na którym byłam ze znajomymi z pracy. Zwrócił uwagę na jedną ładną dziewczynę. Spytał o Nią (ile lat, czy wolna). Stwierdziałm, że wiem, że nie jestem tak ładna jak ona, na co usłyszałam w odpowiedzi: może Ty taka jesteś, tylko nie wierzysz w siebie (tak - mam niskie poczucie wł. wart). Potem zaczął, niby żartem, prosić żebym dała mu jej numer. Powtórzył to kilkakrotnie, zapewniając zarazem, że nie mam być o co zazdrosna, bo gdyby chciał to już by sobie znalazł kogoś innego: "mało tu jest takich?". Rozstaliśmy się jak zawsze. Po powrocie do domu otrzymałam sms: dziękuję za miło spędzony wieczór. Pamiętaj załatwić mi nr do tej Pani". Zdenerwowałam się, jednak zaczęłam żartować pisząc: "jak ci będzie lepiej to idź; może pokażę jej twoje zdj jak będę pytać o ten nr", itp. Na końcu spytałam, czy na prawdę uważa, że jest ładniejsza ode mnie. W odpowiedzi (odczytanej następnego ranka) otrzymałam: "Co do Was to musiałbym ją zobaczyć na żywo". Wściekłam się - poczułam się brzydsza, gorsza i że na prawdę wolałby kogoś innego. W odpowiedzi napisałam, że ja nigdy nie będę jak ta laska, więc albo bierze co jest, albo niech spada na drzewo. Jeśli nie chce ze mną być to niech mi to powie wprost. Wieczorem zadzwoniłam i przeprosiłam, bo poczułam, że moja reakcja była jednak przesadzona. Najpierw usłyszałam w słuchawce” kazałaś mi spadać na drzewo, więc spadam”. „Obrażony” – pomyślałam. Zadzwoniłam znowu – rozpoczynając od słów: dobra ale nie obrażaj się, zapomnijmy o tym. Przeprosiłam, wytłumaczyłam, że nie zrozumiałam żartu; Z drugiej strony usłyszałam że: sama Go kusiłam, po co mu to zdjęcie pokazywałam; że nie szanuję Go, bo użyłam „spadaj na drzewo”, co to w ogóle jest; że myślał nad tym cały dzień i stwierdził, że to nie ma sensu, rozstańmy się w zgodzie; że nie pasujemy do siebie, że nie będzie się z dzieckiem bawił (bo jestem nerwowa, znowu przyjdę obrażona, a potem go zostawię bo posłucham innych), po co mu to itp. Tłumaczyłam, że ja mogę jedynie przeprosić i jeśli tak uważa jak uważa to zostańmy przyjaciółmi; że ja TYM razem zadzwoniłam i przepraszam, nie uciekam, nie słucham się nikogo; że z każdej trudności która jest między nami wynoszę jakąś lekcję dla siebie. Jeszcze raz przeprosiłam ze łzami w oczach i powiedziałam, że możemy być przyjaciółmi. 8 marca dostałam życzenia na Dzień Kobiet. Nie powiem, że się nie ucieszyłam. Podziękowałam. Za jakiś czas wysłałam mu sms że polecam wyjść z psem bo piękna pogoda. Pod wieczór napisał, że był i spytał jak mi minął dzień. Odpisałam za 3 godz. Za chwilę przesłał do mnie sms, który nie miał trafić do mnie, a zapewne do jego siostry. Stoczyliśmy krótką rozmowę, w której wyjaśnił, że to nie była wiadomość do mnie, spytał ponownie jak mi minął dzień i spytał, czy wpadnę. Odparłam: ooo, no teraz i tak nie przyjadę (było dość późno). Odpowiedział, że wie i że no on chciał tylko życzenia złożyć bo się znamy. Twierdził, że nie jest obrażony, no ale… Życzył mi dobrego wieczoru. Odpisałam, że ja zawsze na kawę wpaść mogę, ale już raczej nie jako jego dziewczyna, ale koleżanka. W odpowiedzi dostałam kilka smsów w stylu: czy chciałabym się przytulać do kolegi, że ma na mnie ochotę etc. jednocześnie deklarował, że wiem, że czuje cos więcej do mnie, zawsze myśli o mnie i jest ze mną. Zaproponowałam szczerą rozmowę, a On się przeraził? i odpisał: „ nie dziękuję nie spotykamy się”. W następnym sms dałam mu do zrozumienia ze z mojej strony nic się nie zmieniło, że chciałabym żeby było jak 2 tyg temu, ale jeśli mamy być znajomymi to proszę aby nie pisał mi o tuleniu. Dwa dni później złożyłam mu życzenia na dzień mężczyzny oraz raz spytałam, czy to nie go mijałam w przejeżdżającym samochodzie. Odpisał: „dziękuję” , „tak, tobie również miłego dnia” (normalnie). Z mojego punktu widzenia przyczyna rozstania ze mną jest głupia ( z 2 strony rozumiem, że może się bać, że znowu odejdę - bo faktycznie obraziłam się i pierwszy raz odeszłam mimo, że nie chciałam, bo posłuchałam innych - natomiast podczas mojej 3 dniowego pobytu w domu rodzinnym nawet się do mnie nie odezwał). Nie wiem, czy mówił poważnie o zerwaniu, czy pod wpływem emocji. Może to głupie, ale brakuje mi Go, był mi bardzo bliski, być może zbyt wiele sobie wyobraziłam, ale dawał mi do zrozumienia, że chce próbować. Popadam w paranoję, za dużo analizuję.. Chciałabym z Nim jeszcze raz porozmawiać, ale nie wiem, czy ma to sens. Czy może czekać na jego ruch, bo właściwie jeśli żywi prawdziwe uczucie to się odezwie… Bardzo proszę o poradę w tej kwestii – odezwać się, spytać o pewność jego decyzji i ewentualnie się pożegnać, czy zostawić sprawę samej sobie?
Jak radzić sobie z bólem po rozwodzie i brakiem wsparcia od bliskich?

Witam serdecznie, byłam szczęśliwą mężatką przez 34 lata. Proszę mi wierzyć, nasze życie było dobre, dzieci, wnuki to były nasze priorytety. Byliśmy przykładem dla wielu osób. Nagle mąż oznajmił mi, że nie czuje się szczęśliwy i chce odejść. Świat mi się zawalił i mimo że jesteśmy trzy lata po rozwodzie, zawalony jest dalej. Było bardzo ciężko, ale mamy, że sobą w miarę dobry kontakt. Pozwoliłam mu odejść, chociaż zanim to się stało, wymęczył mnie bardzo przez rok odchodzenia. Myślę, że się bał tej decyzji i cały czas mnie trzymał w zanadrzu. Domyśliłam się, że prawda jest bardzo prosta. Miał romans w pracy (w naszej firmie) i miałam rację, obecnie ta kobieta mieszka w moim domu, śpi w moim łóżku itd. Jak to często bywa w tej sytuacji, traci się też inne rzeczy. Dla wielu osób stałam się przezroczysta, ponieważ byliśmy bardzo zamożni, po rozwodzie mój status materialny bardzo się zmienił. Zostali tylko Ci szczerzy, prawdziwi przyjaciele i to jest jedyny plus tej tragedii. Mamy dzieci już dorosłe 30+, i tu mam problem. Proszę mi wierzyć, że ja przeżyłam prawdziwy dramat, to wszystko widziały moje dzieci. Dzieci mają dobry kontakt z mężem i jego partnerką. I to jest dla mnie ok. Jednak moja córka bardzo i na wyrost zaakceptowała tą sytuację. Nie ma w niej empatii, współczucia i zrozumienia dla moich uczuć. To cholernie boli. Nie mogę źle mówić o partnerce męża, nie mogę cierpieć, jej syn ma mówić do nowej partnerki babciu itd. Nowa kobieta niestety nie ma klasy i komentuje, że nie powinnam dostać pieniędzy w rozliczeniu od męża, bo to on zarabiał, że uratowała mój dom, bo jak ja w nim mieszkałam, to był syf itd. Cierpię w ciszy, bo co mam zrobić. Teraz ex bierze ślub i moja córka ma być świadkową i tego już nie dam rady znieść, jak ona może być świadkiem ich miłości i szczęścia, kiedy wie, z jaką premedytacją wysadzili mnie z mojego życia, jaka krzywda się za tym kryje. Jestem jej matką i znowu czuje się zdradzona. Ona nie chce ze mną o tym rozmawiać. Poważnie zastanawiam się nad zerwaniem z nią kontaktów. Kocham ją bardzo, ale tak nie może być. Jestem upokorzona, oszukana i brak minimum lojalności od corki bardzo mnie boli. Przecież może iść na ślub, nie musi być od razu świadkową. I zastanawiam, się czy mam moralne prawo porozmawiać z byłym o sprawach majątkowych, przecież to co on ma, wypracowaliśmy przez 34 lata bycia razem. Nie wyobrażam sobie, żeby to trafiło w ręce obcej osoby, a nie naszych dzieci.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!