Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak zakończyć związek na odległość i poradzić sobie z zawodem miłosnym?

Witam. Mam problem. Nie wiem co mam robić. Jestem w związku partnerskim od 28.11.2015 roku. Nigdy nie mieszkaliśmy razem. Od ponad dwóch lat mój partner przebywa za granicą 600 km ode mnie. Zaczyna mi to przeszkadzać. Wyjechał, bo ma długi. Rozmawiałem z nim. mówi, że to nie takie proste. Dla mnie jest proste. Ja mam tu w Polsce stałą pracę i własne mieszkanie. On za granicą nie ma nic na stałe. Za wynajem płaci niecałe 800 euro miesięcznie. Z czego jeszcze dokłada mu firma agencja pracy do maja a potem całość bez pomocy. Chce aby wrócił, ale mam dość rozmowy z nim o tym , mam wrażenie, że to nic nie daje. Brakuje mi bliskości psychicznej, jak i fizycznej. Codziennych rozmów twarzą w twarz. Wspólnych randek raz w tygodniu. Mówię, że ma zapewnione mieszkanie u mnie. Musi spłacać tylko długi. Miał być rok, a jest już ponad dwa lata. Nie wiem co mam robić? Staram się dystansować i nie inicjować pierwszy rozmów, pokazać mu, że teraz on musi zrozumieć, czego chce. Czy wybiera mnie i życie ze mną w Polsce czy za granicą? Wielokrotnie mnie zdradzał. Wybaczyłem każdą zdradę. Chciałem za bardzo. Chce się wycofać całkowicie i odpisywać tylko wtedy, kiedy on napisze. Powielam tekst. Wczoraj dostałem esemesa o tym, że wyjazd do Budapesztu od 1 do 6 kwietnia planowany od października/listopada nie odbędzie się. Miał przyjechać na moje urodziny, wziąć wolne na 13 marca, ale nie - przesunął na 14 marca. Nigdy nie dotrzymuje obietnic. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Niepotrzebnie się łudziłem. Jestem głupi i naiwny. Rozmawialiśmy był u mnie 23/24 luty , nic to nie dało. Chodzi o przyjazd do Polski na stałe. Rozmawialiśmy spokojnie. Wczoraj, że jednak narazie nie da rady wrócić. Wszystko wymówka. Nie czuję się kochany. Jak mam to zakończyć ? Cierpię coraz bardziej. Przed najbliższymi udaje, że wszystko gra, a w środku rozpierducha na maksa. Mam dość! Odpisałem mu, że może do mnie nie przyjeżdżać, że mam tego dość , że wiedziałem, że tak będzie. Chce być szczęśliwy, nie samotny ....

Usunięty Ośrodek

Usunięty Ośrodek

Dzień dobry,

 

czytając Pana wiadomość, czuję ogromny ciężar, z jakim się Pan zmaga. Ukrywanie tak wielkiego bólu przed bliskimi i zakładanie maski, że „wszystko gra”, jest skrajnie wyczerpujące. Proszę wyrzucić ze słownika słowa „jestem głupi i naiwny”. Nie jest Pan. To, co Pana spotkało, to klasyczny mechanizm relacji o cechach toksycznych. Po zdradach partner dawał złudzenie poprawy - wchodziliście w tzw. fazę „miesiąca miodowego”. Obiecywał wyjazdy, wizyty na urodziny, dawał okruchy nadziei. Pana umysł łapał się tych momentów ulgi, dlatego tak trudno było odejść. To mechanizm psychologiczny, a nie Pana słabość! Teraz jednak ta iluzja prysła. Partner odwołuje plany, a Pan widzi jasno: on nie wróci, mimo że dał mu Pan wszystko na tacy. Związek na odległość ma rację bytu tylko wtedy, gdy obie strony mają wspólny cel i planują połączenie. Bez tego staje się fikcją, a tutaj partner wyraźnie unika odpowiedzialności za tę relację. Pisze Pan, że stara się dystansować i czekać, aż on napisze. To naturalny odruch obronny, ale to tzw. ciche dni, które przedłużą tylko Pana agonię i oddadzą kontrolę nad Pana życiem w jego ręce.

Pyta Pan jak to zakończyć? Z szacunkiem do samego siebie - prosto i stanowczo, bez zostawiania furtki na kolejne negocjacje, które znowu zgaszą Pana na kilka miesięcy. Ma Pan pełne prawo powiedzieć lub napisać, że Wasze priorytety całkowicie się rozeszły i że jest Pan wyczerpany czekaniem oraz niedotrzymanymi obietnicami. Napisał Pan: "Chce być szczęśliwy, nie samotny". Paradoks polega na tym, że najgorszy, najbardziej niszczący rodzaj samotności to ten, którego doświadczamy, będąc z kimś w związku. Zakończenie tej wieloletniej relacji będzie bolało, to naturalny proces żałoby. Ale to będzie ból, który w końcu doprowadzi Pana do uwolnienia, a nie do kolejnych, niekończących się rozczarowań.

 

Wszystkiego dobrego

Tomasz Pastok

Centrum Wsparcia Mentaly

Usunięty Ośrodek

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Julia Otremba

Julia Otremba

Dzień dobry,

Z tego, co Pan pisze, widać ogromne zmęczenie i narastający ból – nie tylko z powodu odległości, ale przede wszystkim braku poczucia bezpieczeństwa, powtarzanych obietnic bez pokrycia i zdrad, które nadwyrężyły zaufanie. Sam fakt, że od lat funkcjonujecie osobno, że termin powrotu się przesuwa, a rozmowy nie przynoszą realnej zmiany, sprawia, że jest Pan w relacji bardziej „na czekanie” niż w realnym partnerstwie. Tęsknota za bliskością, codziennością, byciem wybranym nie jest wygórowanym oczekiwaniem – to podstawowa potrzeba w związku. Widzę też, jak dużo Pan już wytrzymał i ile razy dał kolejną szansę, być może kosztem siebie. To nie jest głupota ani naiwność, tylko silne pragnienie miłości i utrzymania relacji. Natomiast pytanie, które warto sobie teraz postawić, brzmi nie „jak go przekonać do powrotu”, ale „czy ta relacja w obecnym kształcie daje mi to, czego potrzebuję i czy partner realnie pokazuje, że chce budować wspólną przyszłość”. Zakończenie takiej relacji nie musi być dramatyczną sceną – może być spokojnym, jasnym komunikatem o swoich granicach: że potrzebuje Pan partnera obecnego, wiernego i zdecydowanego, a skoro on nie jest gotów tego dać, Pan wybiera siebie. Cierpienie często nasila się wtedy, gdy trwamy w zawieszeniu; decyzja, nawet bolesna, bywa początkiem odzyskiwania poczucia wpływu. Nie musi Pan dłużej udawać przed światem, że wszystko jest w porządku – najpierw ważne, by było w porządku wobec samego siebie.

Pozdrawiam ciepło,

Julia Otremba
 

Adam Bogdański

Adam Bogdański

Panie Mateuszu, dziękuję, że podzielił się pan swoim cierpieniem.

W pana historii słychać głęboki konflikt między nadzieją a coraz większym poczuciem opuszczenia. Trwa pan w relacji, w której wielokrotnie doświadczał pan niespełnionych obietnic, a mimo to nadal czeka i wierzy, że coś się zmieni. To może wskazywać na silny lęk przed utratą więzi i samotnością, który bywa silniejszy niż złość czy rozczarowanie. Nazywanie siebie naiwnym brzmi jak głos wewnętrznego krytyka, który dokłada wstydu do już istniejącego bólu. Pytanie, jak zakończyć relację, jest równie ważne jak pytanie, dlaczego tak trudno panu odejść mimo cierpienia? Pisze pan o swoich potrzebach, to bardzo ważne. Ważnym krokiem będzie ich spełnienie.

Psychoterapia pomoże panu zrozumieć, jakie głębsze potrzeby i lęki wiążą pana z tą relacją oraz wzmocnić pana w podejmowaniu decyzji opartych na szacunku do samego siebie i ustanawiania zdrowych granic. 

 

Wszystkiego dobrego,

Adam Bogdański Nowy Świat CPiP

 

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

To, przez co Pan przechodzi, to długo ciągnięta relacja, w której jest dużo tęsknoty, obietnic bez pokrycia, zdrad i realnego osamotnienia – nic dziwnego, że ma Pan poczucie, że jest „w środku rozpierducha na maksa”. Z faktów, które Pan opisuje, widać dużą nierównowagę: Pan oferuje stabilność (praca, mieszkanie, gotowość przyjęcia partnera), a w zamian dostaje Pan przede wszystkim kolejne odsunięcia decyzji, niedotrzymywane słowa i doświadczenie bycia na drugim planie.  

Nikt z zewnątrz nie podejmie za Pana decyzji, czy i jak to zakończyć, ale może Pan zacząć od przyjrzenia się nie jemu, tylko sobie: jak miałoby wyglądać Pana życie w związku, w którym czuje się Pan kochany i brany pod uwagę na co dzień? Jak wyglądałby zwykły dzień, gdyby było choć trochę mniej samotnie – co Pan by robił inaczej, jak by Pan się zachowywał, co by zauważyli inni? W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach bardzo konkretnie opisuje się taką „preferowaną przyszłość”, a potem sprawdza, jakie małe, realne kroki przybliżałyby Pana o choć „jeden punkt na skali” do tego obrazu.  

Można tam też spokojnie nazwać Pana granice: ile jeszcze czekania, niedotrzymanych obietnic i zdrad jest Pan w stanie przyjąć, żeby nadal móc patrzeć sobie w lustro z szacunkiem. Co musiałoby się wydarzyć, żeby mógł Pan kiedyś powiedzieć „to była dobra decyzja – niezależnie od tego, czy zostaliśmy razem, czy nie”. Już to, że Pan pisze, że „chce być szczęśliwy, nie samotny”, jest ważnym sygnałem – oznacza, że coś w Panu zaczyna mocniej chronić własne potrzeby. Terapeuta nie będzie Panu mówił, co ma Pan zrobić, ale pomoże uporządkować to, co Pan już wie, wzmocni to, co pomaga Panu przechodzić przez ten kryzys, i razem z Panem poszuka kroków, dzięki którym cierpienie będzie się stopniowo zmieniać w bardziej spokojne, własne życie.

 

Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog psychotraumatolog 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Mateuszu, 

jako psycholog widzę, że znalazł się Pan w pułapce tzw. nadziei bez pokrycia. Wybaczone zdrady, przygotowany dom i lata czekania to ogromne koszty emocjonalne, które Pan poniósł, otrzymując w zamian jedynie kolejne wymówki i przesuwane terminy. W nurcie poznawczo-behawioralnym powiedzielibyśmy, że Pana partner nauczył się, iż każda obietnica – nawet złamana – zostanie przez Pana przyjęta, a każda nielojalność wybaczona. To bolesne, ale ta dynamika karmi Pana cierpienie i samotność, zamiast budować związek.

Zakończenie tej relacji to nie tylko pożegnanie z drugą osobą, ale przede wszystkim odzyskanie szacunku do samego siebie i swoich potrzeb, które od lat są spychane na boczny tor. Nie musi Pan już dłużej udawać przed bliskimi; przyznanie przed samym sobą, że ten układ Pana niszczy, jest pierwszym i najważniejszym krokiem do odzyskania spokoju. Zasługuje Pan na relację, w której obecność partnera jest faktem, a nie wiecznym oczekiwaniem.

Proszę pamiętać, że ma Pan prawo powiedzieć stop bez poczucia winy, stawiając swoje szczęście i godność ponad lęk przed samotnością.

Powodzenia!

Bożena Nagórska

Barbara Bryzek

Barbara Bryzek

Dzień dobry Panie Mateuszu


Z tego co Pan pisze widać, że od wielu lat zgadza się Pan na rezygnację ze swoich potrzeb w relacji, że wiele Pan był gotów oddać żeby ona trwała. Z tego co Pan pisze wygląda to tak, jakby Pana stary sposób bycia w relacji był bardzo silny a jednocześnie Pana potrzeby zaczynają dochodzić do głosu. 

To jest głos zdrowia. Wzmacnianie tego głosu może być bardzo pomocne do znalezienia drogi do wyjścia z uwikłania, w którym Osn się znajduje. 
Polecam gorąco wspierać się w tym psychoterapią, dzięki niej ma Pan szansę nie gubić wewnętrznego kompasu swoich emocji i potrzeb na rzecz tego, co jak słyszę przestaje być wystarczające. 


Pozdrawiam 

Basia Bryzek 

Psychoterapeuta, interwent kryzysowy 

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Panie Mateuszu,

 

Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że to nie jest już pytanie „czy on wróci”, tylko „ile jeszcze mam czekać”. Najbardziej boli tu nie odległość, lecz brak bycia wybranym: niedotrzymane obietnice, zdrady, samotność w relacji.

Chciałabym zapytać:

Gdyby przez kolejne dwa lata nic się nie zmieniło, czy chciałby Pan tak dalej żyć?

Co musiałoby się wydarzyć w czynach, by poczuł się Pan naprawdę kochany?

Moim zdaniem to nie wygląda na brak Pana cierpliwości, lecz na brak jego realnych decyzji. Może więc pytanie nie brzmi „jak go przekonać?”, ale „czy ta relacja daje mi to, czego potrzebuję?”.

Czasem zakończenie to nie porażka, lecz moment, w którym zaczyna Pan wybierać siebie, bo dziś  mimo że jest Pan w związku – jest Pan bardzo samotny, tak wnioskuję.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Gizela Maria Rutkowska

Gizela Maria Rutkowska

Witam,

napiszę wprost, konkretne, choć może zaboleć.

Partner Pana zwodzi i oszukuje. Manipuluje Pana uczuciami i potrzebami. Jest na chwilę po to, by Panu dać nadzieję i znika. Widział Pan rejestr jego długów? Ile ma do splacenia? Jeśli się ukrywa, sprawa jest "gruba" , a on zwyczajnie nieuczciwy. Czy warto inwestować nadal uczucia w kogoś, kto kręci, oszukuje i ucieka? Ja rozumiem, że Pan cierpi, że Pan kocha, ale on to rozumie? Czy pójście w waszej "relacji" takim w kierunku, jak obecny, jest rokujące na przyszłość? 

Radzę dobrą terapię, by wyplątać się z tego związku i otworzyć na świat, który staje się piękny ,słoneczny, wiosenny. Pozdrawiam serdecznie

Dr Gizela Maria Rutkowska

Psycholog

Terapeuta 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

z Pana słów bardzo wyraźnie widać zmęczenie, rozczarowanie i poczucie samotności w tej relacji. Z jednej strony jest potrzeba bliskości i wspólnego życia, z drugiej doświadczenie niespełnionych obietnic i braku realnej zmiany.

To, że pojawia się w Panu myśl „mam dość” i chęć wycofania, jest zrozumiałe w takiej sytuacji. Szczególnie kiedy długo Pan daje, czeka i ma nadzieję.

Wybrzmiewa też ważne zdanie: chce Pan być szczęśliwy, a nie samotny. To coś, co warto wziąć na serio.

Pozdrawiam,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

z Pana słów widać duże zmęczenie i samotność w tej relacji. Z jednej strony jest potrzeba bliskości i wspólnego życia, z drugiej powtarzające się rozczarowania i brak zmian.

Naturalne, że pojawia się ból i myśl „mam dość”, szczególnie kiedy ważne dla Pana rzeczy nie są spełniane.

Wybrzmiewa też ważne zdanie: chce Pan być szczęśliwy, a nie samotny. To sygnał, którego warto nie ignorować.

Z uważnością,

Kinga Osmulska

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Zobacz podobne

Czytałem w internecie, że człowiek z reguły zakochuje się trzy razy w życiu. Czy to prawda?
Jestem gejem przed trzydziestką. Zakochałem się w życiu dwa razy, dwukrotnie bez wzajemności (tak myślę). Mimo to za każdym razem uczucie ciągnie się u mnie latami - jest głębokie. Czytałem w internecie, że człowiek z reguły zakochuje się trzy razy w życiu. I że pierwsze dwie miłości mają za zadanie wiele nauczyć, i że są przygotowaniem do trzeciej, dojrzałej miłości. Czy to prawda? Bo tylko takie stwierdzenie trzyma mnie w nadziei, że kiedykolwiek będę szczęśliwy w miłości. Pozdrawiam
Jak poradzić sobie z samotnością w średnim wieku, bez wchodzenia w głębsze relacje?
Jak poradzić sobie z samotnością w średnim wieku, bez wchodzenia w głębsze relacje?
Problemy w związku: ograniczony czas i unikanie spotkań przez partnerkę

Jestem od blisko 3 lat w związku, oboje jesteśmy świeżo po 40. Od przynajmniej pół roku moja partnerka ogranicza nasz wspólny czas. Nie mieszkamy razem. Ja dopiero niedawno dorosłem do poważnej relacji i zaangażowania się na 100%, założenia rodziny itp. Ale ona nie chce się spotykać na weekendzie, a jeżeli już do takiego spotkania dochodzi to rzadko i raczej krótko. Odpowiedzią na pytanie, dlaczego nie ma czasu, jest wymówka, że nie ma sił/źle się czuje, albo ma gości. Oczywiście w to nie wierzę. Gdyby taka sytuacja miała miejsce raz czy dwa jak najbardziej, jest to prawdopodobne, ale nie da się w to wierzyć, gdy słyszysz to regularnie od dłuższego czasu. Z jej strony jednak wychodzą inicjatywy wspólnych spotkań, wyjść, ale gdy dochodzi do terminu wyjścia, oznajmia, że nie może. Najczęściej nie czuje się dobrze, albo dopiero co wróciła do domu. Jak wyżej nie wierzę jej. Próbowałem, jak na razie łagodnie, z nią o tym rozmawiać. Powiedziałem, że czuję się odtrącony faktem, że planujemy wspólnie spędzać czas, ale jak co do czego to jej nie ma. Nie pamiętam czy użyłem słowa "ucieka", możliwe, ze się powstrzymałem. Zapytałem wprost, czy boi się czegoś, czy ma dosyć mojego towarzystwa lub, czy są inne powody (nie powiedziałem ktoś inny, bałem się przegiąć.). Zaprzeczyła i włożyła w to sporo uczucia. Obiecała, że postara się mnie mocniej zaangażować w swoje życie. Na razie czekam na egzekucję tych słów. Za mało czasu upłynęło, aby dało się to zweryfikować. Ale mieliśmy już zaplanowane kolejne wspólne wyjście. Znowu się w ostatniej chwili z niego wywinęła. Widujemy się regularnie na tygodniu wieczorami, gdy odbieram ją z pracy. Nie mieszkamy razem, mieszkamy niemal obok siebie. Mamy wtedy max. półgodzinny spacer. Raczej jest żywiołowa i chętna do rozmowy, ale w ostatnich dniach jest jakby bardziej przygaszona. Raczej tylko w takich okolicznościach jest mi dane z nią się widzieć. Jeszcze udaje się ją wyciągnąć na tygodniu ją na spacer, jeżeli powiem, że chcę pogadać. Ale nie robię tego zbyt często. Chodzimy za rękę, całujemy się, ale czuję w tym jakaś nieobecność. A może strach? Jestem gotów odejść, głównie dlatego, że zdrowie mi mówi, że nie warto cierpieć. Na razie jeszcze nie jestem na etapie pełnego pogodzenia się z tą decyzją. Pewnie potrzebuję jeszcze kilku dni, aby przetrawić sprawę, pogodzić się z własnym wyborem i rozstać w najmniej bolesny dla obojga, ale też stanowczy sposób, jaki jest możliwy. Nie dlatego, że wierzę, że będzie lepiej, bo nie wierzę, ale dlatego, że chcę załatwić sprawę z szacunkiem do niej, nawet jeżeli ona traktuje mnie jak śmiecia. Zadać sobie ten trud, a nie iść po najmniejszej linii oporu i napisać jej sms-a "Zrywam z Tobą". Ale zanim odejdę przedewszystkim chcę porozmawiać, co doprowadziło do takiego stanu. Kiedy i w jakich okolicznościach zaczęło się psuć? Jak pogodzić oba problemy? Czy odpuścić i odejść z podkulonym ogonem, jeżeli nie będzie chciała poważnie porozmawiać?

Dzień dobry. Od prawie 13 lat mam jednego partnera, z którym wiele przeszliśmy.
Dzień dobry. Od prawie 13 lat mam jednego partnera, z którym wiele przeszliśmy. Kilka dni temu posprzeczaliśmy się i pierwszy raz dziwnie się zachowywał. Ja wiem, że nie powinnam, ale zajrzałam do jego telefonu i zobaczyłam jego rozmowy na pewnym komunikatorze z jego byłą partnerką. Umawiali się na seks, pisali o tym i innych rzeczach. Do spotkania nie doszło, ale wracali do pisania, co jakiś czas. On chciał i ona chciała się spotkać, ale nie doszlło do tego. Pisał z nią z przerwami od 2020r. Teraz tłumaczy, że to nic nie znaczy, że robił to tylko podczas naszych kłótni i żałuje, bo sprawdzał siebie i wie, że nigdy mnie nie zdradzi. Nie wiem, co mam zrobić, czuję, jakby mój świat się zawalił. Nigdy nie spodziewałabym sie tego po nim, bo tak bardzo mu ufałam. On ciągle tłumaczy, że to podczas kłótni i to się nie liczy i to tak, jakbyśmy nie byli wtedy ze sobą, bo ja spałam na kanapie albo chciałam się wyprowadzić. To, że tak mówi, pogarsza sytuację.
Partner przekracza moje granice, oboje jesteśmy po zdradach, a on pisał z koleżanką-klientką z pracy.
Dzień dobry. Od trzech lat jestem w związku z mężczyzną. Mój partner robi masaże twarzy. Ostatnio odkryłam, że od kilku miesięcy pisze do niego znajoma, czasem wysłała mu zdjęcie, czasem napisała na dobranoc lub na dzień dobry. Kilka razy zdarzyło się, że napisała około północy mówiąc mu gdzie jest i co robi, raz wysłała selfie z imprezy. Nie dawało mi to spokoju, więc sprawdziłam jego telefon. Kiedyś napisała mu, że kobieta która znajdzie się w jego ramionach będzie szczęściarą, on podziękował i tyle. Innym razem kiedy pisała wieczorem nie odpisał jej przy mnie, tylko dopiero kiedy wyszłam od niego z domu (nie mieszkamy razem, widujemy się głównie w weekendy). Na ogół pisał, że miał gości lub że był na wyjeździe. Nigdy nie wspomniał, że jest z kimś w związku. Po tym jak w majówkę wróciliśmy ze wspólnego wyjazdu znów napisała w nocy. Zdenerwowałam się, a on obiecywał, że napisze jej ,że jest ze mną i da do zrozumienia, żeby nie pisała do niego. Twierdził, że jej o tym mówił, tylko ona chyba nie pamięta. Zaczęłam mieć coraz więcej podejrzeń i po pewnym czasie znów zajrzałam do jego telefonu. Okazało się, że jedyne co jej napisał to "my wróciliśmy z wyjazdu majówkowego". Co miało znaczyć słowo "my" bardzo mnie zastanawiało. Twierdził, że podczas masażu opowiadał jej o tym naszym wyjeździe. Jednak to było kłamstwem, bo ona dalej do niego pisała, a on odpisywał. Może nie było z jego strony flirtu w tym co pisał. Nie daje mi jednak spokoju to dlaczego nigdy nie wspomniał o mnie. Bardzo mnie to zabolało i powiedziałam mu o wszystkim. Tłumaczył się, że nigdy nawet nie pomyślał o tym, żeby mnie zdradzać, że ona nie jest obiektem jego westchnień, że ona jest tylko fajną koleżanką i że odpisywał, bo ona polecała go jako masażystę innym koleżankom, dlatego chciał podtrzymywać kontakt. Przysięgał, że to było tylko koleżeństwo. Twierdził, że nie zależy mu na kontaktach z nią. Ale nie odpowiedział dlaczego na gdy o mnie nie wspomniał. Bardzo mnie to boli. Dobrze się rozumiemy, wszystko się między nami układało, a teraz nie wiem czy jeszcze mu zaufam. Nie wiem nawet czy cokolwiek zrobił w sprawie tej koleżanki. On stwierdził, że to były koleżeńskie relacje i nie będzie wracał do tematu. Wiem tylko, że usunął ich całą konwersację. Jestem po rozwodzie z powodu zdrady i on też. Sądziłam, że po takich przejściach nie zawiedzie mojego zaufania i niestety rozczarowałam się. Jestem z nim, ale czuję się jak naiwna idiotka w tym wszystkim. Nie wierzę, że mówi prawdę. Myślę, że nikomu o mnie nie mówi, ponieważ traktuje mnie jak opcję i szuka kogoś innego. Jest ode mnie starszy o kilka lat i wiem, że miał z tym problem. Obawiał się, że kiedyś odejdę z powodu różnicy wieku. Ma problem z zaangażowaniem się w relację.Nie wiem co mam zrobić w tej sytuacji. Zależy mi na nim, ale nie chcę pozwalać na takie zachowania i na przekraczanie moich granic.
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.