Usunięty Ośrodek
Dzień dobry,
czytając Pana wiadomość, czuję ogromny ciężar, z jakim się Pan zmaga. Ukrywanie tak wielkiego bólu przed bliskimi i zakładanie maski, że „wszystko gra”, jest skrajnie wyczerpujące. Proszę wyrzucić ze słownika słowa „jestem głupi i naiwny”. Nie jest Pan. To, co Pana spotkało, to klasyczny mechanizm relacji o cechach toksycznych. Po zdradach partner dawał złudzenie poprawy - wchodziliście w tzw. fazę „miesiąca miodowego”. Obiecywał wyjazdy, wizyty na urodziny, dawał okruchy nadziei. Pana umysł łapał się tych momentów ulgi, dlatego tak trudno było odejść. To mechanizm psychologiczny, a nie Pana słabość! Teraz jednak ta iluzja prysła. Partner odwołuje plany, a Pan widzi jasno: on nie wróci, mimo że dał mu Pan wszystko na tacy. Związek na odległość ma rację bytu tylko wtedy, gdy obie strony mają wspólny cel i planują połączenie. Bez tego staje się fikcją, a tutaj partner wyraźnie unika odpowiedzialności za tę relację. Pisze Pan, że stara się dystansować i czekać, aż on napisze. To naturalny odruch obronny, ale to tzw. ciche dni, które przedłużą tylko Pana agonię i oddadzą kontrolę nad Pana życiem w jego ręce.
Pyta Pan jak to zakończyć? Z szacunkiem do samego siebie - prosto i stanowczo, bez zostawiania furtki na kolejne negocjacje, które znowu zgaszą Pana na kilka miesięcy. Ma Pan pełne prawo powiedzieć lub napisać, że Wasze priorytety całkowicie się rozeszły i że jest Pan wyczerpany czekaniem oraz niedotrzymanymi obietnicami. Napisał Pan: "Chce być szczęśliwy, nie samotny". Paradoks polega na tym, że najgorszy, najbardziej niszczący rodzaj samotności to ten, którego doświadczamy, będąc z kimś w związku. Zakończenie tej wieloletniej relacji będzie bolało, to naturalny proces żałoby. Ale to będzie ból, który w końcu doprowadzi Pana do uwolnienia, a nie do kolejnych, niekończących się rozczarowań.
Wszystkiego dobrego
Tomasz Pastok
Centrum Wsparcia Mentaly
















