- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak zakończyć...
Jak zakończyć związek na odległość i poradzić sobie z zawodem miłosnym?
Witam. Mam problem. Nie wiem co mam robić. Jestem w związku partnerskim od 28.11.2015 roku. Nigdy nie mieszkaliśmy razem. Od ponad dwóch lat mój partner przebywa za granicą 600 km ode mnie. Zaczyna mi to przeszkadzać. Wyjechał, bo ma długi. Rozmawiałem z nim. mówi, że to nie takie proste. Dla mnie jest proste. Ja mam tu w Polsce stałą pracę i własne mieszkanie. On za granicą nie ma nic na stałe. Za wynajem płaci niecałe 800 euro miesięcznie. Z czego jeszcze dokłada mu firma agencja pracy do maja a potem całość bez pomocy. Chce aby wrócił, ale mam dość rozmowy z nim o tym , mam wrażenie, że to nic nie daje. Brakuje mi bliskości psychicznej, jak i fizycznej. Codziennych rozmów twarzą w twarz. Wspólnych randek raz w tygodniu. Mówię, że ma zapewnione mieszkanie u mnie. Musi spłacać tylko długi. Miał być rok, a jest już ponad dwa lata. Nie wiem co mam robić? Staram się dystansować i nie inicjować pierwszy rozmów, pokazać mu, że teraz on musi zrozumieć, czego chce. Czy wybiera mnie i życie ze mną w Polsce czy za granicą? Wielokrotnie mnie zdradzał. Wybaczyłem każdą zdradę. Chciałem za bardzo. Chce się wycofać całkowicie i odpisywać tylko wtedy, kiedy on napisze. Powielam tekst. Wczoraj dostałem esemesa o tym, że wyjazd do Budapesztu od 1 do 6 kwietnia planowany od października/listopada nie odbędzie się. Miał przyjechać na moje urodziny, wziąć wolne na 13 marca, ale nie - przesunął na 14 marca. Nigdy nie dotrzymuje obietnic. Myślałem, że tym razem będzie inaczej. Niepotrzebnie się łudziłem. Jestem głupi i naiwny. Rozmawialiśmy był u mnie 23/24 luty , nic to nie dało. Chodzi o przyjazd do Polski na stałe. Rozmawialiśmy spokojnie. Wczoraj, że jednak narazie nie da rady wrócić. Wszystko wymówka. Nie czuję się kochany. Jak mam to zakończyć ? Cierpię coraz bardziej. Przed najbliższymi udaje, że wszystko gra, a w środku rozpierducha na maksa. Mam dość! Odpisałem mu, że może do mnie nie przyjeżdżać, że mam tego dość , że wiedziałem, że tak będzie. Chce być szczęśliwy, nie samotny ....
Mateusz

Centrum Wsparcia Mentaly
Dzień dobry,
czytając Pana wiadomość, czuję ogromny ciężar, z jakim się Pan zmaga. Ukrywanie tak wielkiego bólu przed bliskimi i zakładanie maski, że „wszystko gra”, jest skrajnie wyczerpujące. Proszę wyrzucić ze słownika słowa „jestem głupi i naiwny”. Nie jest Pan. To, co Pana spotkało, to klasyczny mechanizm relacji o cechach toksycznych. Po zdradach partner dawał złudzenie poprawy - wchodziliście w tzw. fazę „miesiąca miodowego”. Obiecywał wyjazdy, wizyty na urodziny, dawał okruchy nadziei. Pana umysł łapał się tych momentów ulgi, dlatego tak trudno było odejść. To mechanizm psychologiczny, a nie Pana słabość! Teraz jednak ta iluzja prysła. Partner odwołuje plany, a Pan widzi jasno: on nie wróci, mimo że dał mu Pan wszystko na tacy. Związek na odległość ma rację bytu tylko wtedy, gdy obie strony mają wspólny cel i planują połączenie. Bez tego staje się fikcją, a tutaj partner wyraźnie unika odpowiedzialności za tę relację. Pisze Pan, że stara się dystansować i czekać, aż on napisze. To naturalny odruch obronny, ale to tzw. ciche dni, które przedłużą tylko Pana agonię i oddadzą kontrolę nad Pana życiem w jego ręce.
Pyta Pan jak to zakończyć? Z szacunkiem do samego siebie - prosto i stanowczo, bez zostawiania furtki na kolejne negocjacje, które znowu zgaszą Pana na kilka miesięcy. Ma Pan pełne prawo powiedzieć lub napisać, że Wasze priorytety całkowicie się rozeszły i że jest Pan wyczerpany czekaniem oraz niedotrzymanymi obietnicami. Napisał Pan: "Chce być szczęśliwy, nie samotny". Paradoks polega na tym, że najgorszy, najbardziej niszczący rodzaj samotności to ten, którego doświadczamy, będąc z kimś w związku. Zakończenie tej wieloletniej relacji będzie bolało, to naturalny proces żałoby. Ale to będzie ból, który w końcu doprowadzi Pana do uwolnienia, a nie do kolejnych, niekończących się rozczarowań.
Wszystkiego dobrego
Tomasz Pastok
Centrum Wsparcia Mentaly
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Julia Otremba
Dzień dobry,
Z tego, co Pan pisze, widać ogromne zmęczenie i narastający ból – nie tylko z powodu odległości, ale przede wszystkim braku poczucia bezpieczeństwa, powtarzanych obietnic bez pokrycia i zdrad, które nadwyrężyły zaufanie. Sam fakt, że od lat funkcjonujecie osobno, że termin powrotu się przesuwa, a rozmowy nie przynoszą realnej zmiany, sprawia, że jest Pan w relacji bardziej „na czekanie” niż w realnym partnerstwie. Tęsknota za bliskością, codziennością, byciem wybranym nie jest wygórowanym oczekiwaniem – to podstawowa potrzeba w związku. Widzę też, jak dużo Pan już wytrzymał i ile razy dał kolejną szansę, być może kosztem siebie. To nie jest głupota ani naiwność, tylko silne pragnienie miłości i utrzymania relacji. Natomiast pytanie, które warto sobie teraz postawić, brzmi nie „jak go przekonać do powrotu”, ale „czy ta relacja w obecnym kształcie daje mi to, czego potrzebuję i czy partner realnie pokazuje, że chce budować wspólną przyszłość”. Zakończenie takiej relacji nie musi być dramatyczną sceną – może być spokojnym, jasnym komunikatem o swoich granicach: że potrzebuje Pan partnera obecnego, wiernego i zdecydowanego, a skoro on nie jest gotów tego dać, Pan wybiera siebie. Cierpienie często nasila się wtedy, gdy trwamy w zawieszeniu; decyzja, nawet bolesna, bywa początkiem odzyskiwania poczucia wpływu. Nie musi Pan dłużej udawać przed światem, że wszystko jest w porządku – najpierw ważne, by było w porządku wobec samego siebie.
Pozdrawiam ciepło,
Julia Otremba
Adam Bogdański
Panie Mateuszu, dziękuję, że podzielił się pan swoim cierpieniem.
W pana historii słychać głęboki konflikt między nadzieją a coraz większym poczuciem opuszczenia. Trwa pan w relacji, w której wielokrotnie doświadczał pan niespełnionych obietnic, a mimo to nadal czeka i wierzy, że coś się zmieni. To może wskazywać na silny lęk przed utratą więzi i samotnością, który bywa silniejszy niż złość czy rozczarowanie. Nazywanie siebie naiwnym brzmi jak głos wewnętrznego krytyka, który dokłada wstydu do już istniejącego bólu. Pytanie, jak zakończyć relację, jest równie ważne jak pytanie, dlaczego tak trudno panu odejść mimo cierpienia? Pisze pan o swoich potrzebach, to bardzo ważne. Ważnym krokiem będzie ich spełnienie.
Psychoterapia pomoże panu zrozumieć, jakie głębsze potrzeby i lęki wiążą pana z tą relacją oraz wzmocnić pana w podejmowaniu decyzji opartych na szacunku do samego siebie i ustanawiania zdrowych granic.
Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański Nowy Świat CPiP
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
To, przez co Pan przechodzi, to długo ciągnięta relacja, w której jest dużo tęsknoty, obietnic bez pokrycia, zdrad i realnego osamotnienia – nic dziwnego, że ma Pan poczucie, że jest „w środku rozpierducha na maksa”. Z faktów, które Pan opisuje, widać dużą nierównowagę: Pan oferuje stabilność (praca, mieszkanie, gotowość przyjęcia partnera), a w zamian dostaje Pan przede wszystkim kolejne odsunięcia decyzji, niedotrzymywane słowa i doświadczenie bycia na drugim planie.
Nikt z zewnątrz nie podejmie za Pana decyzji, czy i jak to zakończyć, ale może Pan zacząć od przyjrzenia się nie jemu, tylko sobie: jak miałoby wyglądać Pana życie w związku, w którym czuje się Pan kochany i brany pod uwagę na co dzień? Jak wyglądałby zwykły dzień, gdyby było choć trochę mniej samotnie – co Pan by robił inaczej, jak by Pan się zachowywał, co by zauważyli inni? W terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach bardzo konkretnie opisuje się taką „preferowaną przyszłość”, a potem sprawdza, jakie małe, realne kroki przybliżałyby Pana o choć „jeden punkt na skali” do tego obrazu.
Można tam też spokojnie nazwać Pana granice: ile jeszcze czekania, niedotrzymanych obietnic i zdrad jest Pan w stanie przyjąć, żeby nadal móc patrzeć sobie w lustro z szacunkiem. Co musiałoby się wydarzyć, żeby mógł Pan kiedyś powiedzieć „to była dobra decyzja – niezależnie od tego, czy zostaliśmy razem, czy nie”. Już to, że Pan pisze, że „chce być szczęśliwy, nie samotny”, jest ważnym sygnałem – oznacza, że coś w Panu zaczyna mocniej chronić własne potrzeby. Terapeuta nie będzie Panu mówił, co ma Pan zrobić, ale pomoże uporządkować to, co Pan już wie, wzmocni to, co pomaga Panu przechodzić przez ten kryzys, i razem z Panem poszuka kroków, dzięki którym cierpienie będzie się stopniowo zmieniać w bardziej spokojne, własne życie.
Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut
Psycholog psychotraumatolog
Bożena Nagórska
Panie Mateuszu,
jako psycholog widzę, że znalazł się Pan w pułapce tzw. nadziei bez pokrycia. Wybaczone zdrady, przygotowany dom i lata czekania to ogromne koszty emocjonalne, które Pan poniósł, otrzymując w zamian jedynie kolejne wymówki i przesuwane terminy. W nurcie poznawczo-behawioralnym powiedzielibyśmy, że Pana partner nauczył się, iż każda obietnica – nawet złamana – zostanie przez Pana przyjęta, a każda nielojalność wybaczona. To bolesne, ale ta dynamika karmi Pana cierpienie i samotność, zamiast budować związek.
Zakończenie tej relacji to nie tylko pożegnanie z drugą osobą, ale przede wszystkim odzyskanie szacunku do samego siebie i swoich potrzeb, które od lat są spychane na boczny tor. Nie musi Pan już dłużej udawać przed bliskimi; przyznanie przed samym sobą, że ten układ Pana niszczy, jest pierwszym i najważniejszym krokiem do odzyskania spokoju. Zasługuje Pan na relację, w której obecność partnera jest faktem, a nie wiecznym oczekiwaniem.
Proszę pamiętać, że ma Pan prawo powiedzieć stop bez poczucia winy, stawiając swoje szczęście i godność ponad lęk przed samotnością.
Powodzenia!
Bożena Nagórska
Barbara Bryzek
Dzień dobry Panie Mateuszu
Z tego co Pan pisze widać, że od wielu lat zgadza się Pan na rezygnację ze swoich potrzeb w relacji, że wiele Pan był gotów oddać żeby ona trwała. Z tego co Pan pisze wygląda to tak, jakby Pana stary sposób bycia w relacji był bardzo silny a jednocześnie Pana potrzeby zaczynają dochodzić do głosu.
To jest głos zdrowia. Wzmacnianie tego głosu może być bardzo pomocne do znalezienia drogi do wyjścia z uwikłania, w którym Osn się znajduje.
Polecam gorąco wspierać się w tym psychoterapią, dzięki niej ma Pan szansę nie gubić wewnętrznego kompasu swoich emocji i potrzeb na rzecz tego, co jak słyszę przestaje być wystarczające.
Pozdrawiam
Basia Bryzek
Psychoterapeuta, interwent kryzysowy
Agnieszka Włoszycka
Panie Mateuszu,
Czytając Pana wiadomość, mam wrażenie, że to nie jest już pytanie „czy on wróci”, tylko „ile jeszcze mam czekać”. Najbardziej boli tu nie odległość, lecz brak bycia wybranym: niedotrzymane obietnice, zdrady, samotność w relacji.
Chciałabym zapytać:
Gdyby przez kolejne dwa lata nic się nie zmieniło, czy chciałby Pan tak dalej żyć?
Co musiałoby się wydarzyć w czynach, by poczuł się Pan naprawdę kochany?
Moim zdaniem to nie wygląda na brak Pana cierpliwości, lecz na brak jego realnych decyzji. Może więc pytanie nie brzmi „jak go przekonać?”, ale „czy ta relacja daje mi to, czego potrzebuję?”.
Czasem zakończenie to nie porażka, lecz moment, w którym zaczyna Pan wybierać siebie, bo dziś mimo że jest Pan w związku – jest Pan bardzo samotny, tak wnioskuję.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Gizela Maria Rutkowska
Witam,
napiszę wprost, konkretne, choć może zaboleć.
Partner Pana zwodzi i oszukuje. Manipuluje Pana uczuciami i potrzebami. Jest na chwilę po to, by Panu dać nadzieję i znika. Widział Pan rejestr jego długów? Ile ma do splacenia? Jeśli się ukrywa, sprawa jest "gruba" , a on zwyczajnie nieuczciwy. Czy warto inwestować nadal uczucia w kogoś, kto kręci, oszukuje i ucieka? Ja rozumiem, że Pan cierpi, że Pan kocha, ale on to rozumie? Czy pójście w waszej "relacji" takim w kierunku, jak obecny, jest rokujące na przyszłość?
Radzę dobrą terapię, by wyplątać się z tego związku i otworzyć na świat, który staje się piękny ,słoneczny, wiosenny. Pozdrawiam serdecznie
Dr Gizela Maria Rutkowska
Psycholog
Terapeuta
Zobacz podobne
Spotykam się z facetem od roku. Jestem mamą dwóch synów, oni niby akceptowali partnera, ale gdy przyszło do przeprowadzki do niego, stanowczo nie chcą, mówią, że za dwa lata jak skończą szkołę podstawową. On dał mi wybór albo się przeprowadzam, albo się rozstajemy ewentualnie konkretny termin. Inaczej się rozstajemy, bo nie ma to sensu. I gdy usłyszał, że chłopaki nie chcą, zostawił mnie, obarczając wina, że nie poszłam za nim, że rządzą mną dzieci. Co zrobić w takiej sytuacji??
Dzień dobry,
Mam problem, chcę zerwać kontakt z moją przyjaciółką.
Znam ją 9 lat i jest to trudne, bo obie się ranimy nawzajem.
Ja zaczęłam, niestety nie schowałam języka za zębami i się wyglądałam. Bardzo mi było przykro z tego powodu i ją przepraszałam, ale od tego momentu się wiele zmieniło i się kłócimy cały czas. Ona też mnie rani, nie chce się zmienić, choć ja się zmieniam - tak mi się wydaje.
Czy ja dobrze robię, że ja chce zerwać z nią kontakt ?

