Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zaburzenia nastroju, wykończenie psychiczne - jak sobie pomóc?

Co powinnam zrobić w momencie, kiedy opiekuję się osobą przewlekłe chorą (zaawansowane POChP - pomoc we wszystkich czynnościach), nie mogę liczyć na rodzinę (ataki w moją stronę), a sama choruje na c-ptsd i depresję i nie daję sobie już psychicznie rady?
Karol Bieńkowski

Karol Bieńkowski

Dzień dobry!

Muszę zadać Pani ważne pytanie - czy korzysta Pani z pomocy specjalisty? Jeżeli nie, to warto się po taką pomoc zgłosić. C-PTSD i depresja to poważne choroby, których główną metodą leczenia jest psychoterapia plus ewentualna farmakoterapia. Jest to niezbędne, by uporać się z przedstawionymi przez Panią problemami. Opieka nad osobą przewlekle chorą na pewno nadwątla dodatkowo Pani siły. W tym wypadku tym bardziej zalecam, by zgłosiła się Pani po pomoc do specjalisty, żeby zadbać o swoje zdrowie psychiczne.

Natomiast, jeżeli jest już Pani w terapii, to proszę pamiętać - psychoterapia to proces, który nie przebiega liniowo. Poprawa może nadejść dopiero po jakimś czasie, zdarzają się też gorsze momenty nawet po ówczesnej poprawie - i nie należy się tym zniechęcać.

Mam nadzieję, że moja odpowiedź w jakiś sposób Pani pomoże.

Życzę dużo zdrowia!

Pozdrawiam,

Karol Bieńkowski

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Furman

Piotr Furman

Dobry wieczór!

W obliczu opisanej przez Panią sytuację warto, by zastanowić się nad pomocą ze strony specjalistów - psychiatry i psychoterapeuty. Z tego, co Pani pisze, opiekuje się Pani przewlekle chorą, natomiast myślę sobie, że pomocy wymaga w obecnej sytuacji również Pani. Myślę, że nawet jeśli trudno byłoby Pani pojawić się w gabinecie psychiatry czy psychoterapeuty to obecnie są również dostępne inne formy pomocy, jak np. terapia online czy też Zespoły Leczenia Środowiskowego działające w ramach NFZ, gdzie psychiatra lub psycholog mogą dojechać do domu potencjalnego pacjenta. 

 

Pozdrawiam, Piotr Furman

Karolina Białajczuk

Karolina Białajczuk

Rozumiem, że jesteś w bardzo trudnej sytuacji, opiekując się osobą przewlekle chorą, jednocześnie borykając się z własnymi wyzwaniami zdrowotnymi. To sytuacja, która może być wyjątkowo trudna i wymagająca.

Szukaj wsparcia w swoim otoczeniu, takim jak przyjaciele, sąsiedzi lub organizacje pozarządowe, które mogą pomóc w opiece nad osobą chora. Nie krępuj się prosić o pomoc. Ponieważ sama borykasz się z C-PTSD i depresją, warto rozważyć terapię psychologiczną. Terapeuta pomoże Ci zrozumieć i radzić sobie z własnymi emocjami i wyzwaniami psychicznymi.

W niektórych miejscach istnieją organizacje, które oferują wsparcie specjalnie dla opiekunów. Mogą to być grupy wsparcia, warsztaty lub inne formy pomocy. Dla opiekuna jest bardzo ważne dbanie o własne zdrowie i odpoczynek. Postaraj się znaleźć chwilę dla siebie, nawet jeśli to tylko kilka minut dziennie. Jeśli sytuacja jest naprawdę trudna i przekracza Twoje możliwości, zastanów się nad zewnętrzną opieką nad osobą chora, jeśli to tylko możliwe. W niektórych przypadkach może być to konieczne, aby zapewnić właściwą opiekę dla obu stron.

Pamiętaj, że dbanie o siebie to ważny krok, który pozwoli Ci lepiej opiekować się osobą chora. Nie jesteś sama w tej sytuacji, i istnieją źródła wsparcia, które mogą pomóc Ci znaleźć równowagę między opieką nad innymi a troską o siebie.

Pozdrawiam 

Karolina Białajczuk psycholog 

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

Witam serdecznie. Ta sytuacja , o której Pani pisze, jest ogromnie obciążająca emocjonalnie.  Osoba przewlekle chora wymaga stałej opieki, która  jest wyczerpująca psychicznie i fizycznie zwłaszcza dla jednego członka rodziny, który się opiekuje chorym. 

W tym przypadku Pani potrzebuje również zatroszczyć się o siebie, pomyśleć o sobie. Zadbać o zbilansowane posiłki i zdrowe odżywianie, które Pani dostarczy więcej niezbędnej energii do zmagań życiowych. Proszę pamiętać, że taka nieustanna opieka powoduje wypalenie z sił. Jak Pani zadba o siebie, to tym bardziej pomoże  Pani osobie chorej. Wskazane byłoby wsparcie psychologiczne/psychoterapeutyczne/ i/lub farmakologiczne w tej niełatwej sytuacji. Można skorzystać też z organizacji, które się tym zajmują. Nie może Pani pozostać sama.

Serdecznie pozdrawiam i życzę dużo sił 

Psycholog, psychodietetyk

mgr Sylwia Kwaśny

Usunięty Specjalista_tka

dep.pop

Darmowy test na depresję poporodową (Edynburska Skala Depresji Poporodowej)

Zobacz podobne

Witam, chciałbym prosić o diagnoęe, wiadomo, niedokładną w sprawie moich zachowań.
Witam, chciałbym prosić o diagnoęe, wiadomo, niedokładną w sprawie moich zachowań... Mam straszne wahania nastrojów, bardzo łatwo mnie wyprowadzić z równowagi i ciężko mnie uspokoić chyba, że szybko uda się rozwiązać powód, przez który się zdenerwowałem, potrafię szukać jednej rzeczy w domu i zaczynam się denerwować, na tyle okropnie, że domownicy niestety muszą przyjąć ode mnie niemiłe słowa w krzyku, jak się uspokoję, żałuję całej kłótni lub mojego ataku rozwalania rzeczy i często po kłótni od razu przepraszam, potrafię z dobrego humoru przejść nagle w smutek, w kłótni z mojego powodu potrafię wykrzyczeć się lub coś powiedzieć i zaraz po tym przepraszać lub zachowywać się, jakby nic się nie stało... Kolejną rzeczą męczącą w moim zachowaniu jest ciągłe wymyślanie, że dziewczyna mnie zdradza, oszukuje, chce mnie zostawić, każda rozmowa z nią wygląda tak, że jej wypomnę coś albo jak o kimś wspomni, to od razu myślę, że mnie z nim zdradzi, ciągła nieufność i spisek, częste kłótnie przeze mnie, bo wypominam ciągle jakieś rzeczy. Moja dziewczyna ma już mnie dość a bardzo się boję, że mnie zostawi i robię wszystko tylko, żeby mnie nie zostawiła, bo tylko przy niej czuję, że mnie rozumie. Najgorsze, co może być z tego wszystkiego, to jak zobaczę osobę jakąś, która mi kiedykolwiek groziła czy wydaje mi się, że może mi coś zrobić taka osoba, zaczynam panikować i dziwne zachowanie prowadzi do czynności jak: namawianie znajomych, żeby szybko opuścić teren, ogromne nerwy, jąkanie się, pocenie, trzęsienie się ogromne, przerażenie lub agresja słowna wobec osób mi towarzyszących, aby uciec z tego miejsca. Do psychologa się trochę boję zapisać i do tego czeka się długo, żeby się dostać na nfz a jestem osobą młodą i nie mam pieniędzy na prywatnego psychologa. Proszę, po prostu, jakoś napisać mi chociaż przypuszczenie, co mogę mieć z głową :((
Psychiatra wykluczył depresję, ale mam pustkę i brak siły do codziennych czynności - czy skonsultować się z innym specjalistą?
Byłam u psychiatry-stwierdził że nic mi nie jest, jednak z tego co czytałam na codzień zmagam się objawami depresji, boję się że sobie to tylko w wmawiam ale jednak czasem jest mi trudno wykonywać nawet codzienne czynności nie wiem nie mam na nic ochoty i czuję poprostu pustkę w środku. Czy serio sobie to poprostu wmawiam czy powinnam udać się do jakiegoś innego specjalisty?
Przemoc w związku, myśli samobójcze i lęk – czy to PTSD i jak przełamać wstyd przed szukaniem pomocy?
Dzień dobry, Nie wiem od czego zacząć. Parę lat byłam z partnerem, z którym mam dwójkę dzieci. Związek ten doprowadził mnie do okropnego stanu, którego nie rozumiem i nie jestem w stanie wyjść z błędnego koła. Od początku poznania partnera zdradzał jakieś dziwne zachowania, które powodowały mój strach o jego zdrowie. Gnębił mnie, że jak odejdę to on sobie coś zrobi, przy tym stosował dużo fizycznej przemocy sobie (uderzał w drzewo, drzwi, ścianę raniąc siebie dotkliwie, rzucał różnymi przedmiotami). Ze strachu i przeprosin byłam z nim. Kiedy zaczął stosować przemoc wobec mnie (uderzył mnie nawet kiedy byłam w ciąży, szarpał, rzucał przedmiotami we mnie, rozpędzał samochód tak żebym się bała jednocześnie drugą ręką uderzając mnie, wyrzucał z samochodu, rzucał na łóżko i tak się szarpał że i ono pod naporem pękło, krzyczał że mnie zgwałci, nagrywał kiedy ze stresu i bolu wyłam, żeby pokazać jaka jestem okropna w sądzie, otwierał okna w mieszkaniu żeby wszyscy słyszeli jaka jestem kiedy prosiłam go żeby przestał). Tych sytuacji było tak wiele, że kiedy wyciął mi z główki, po którym zwymiotowałam, powiedziałam dość. Była policja, kurator, rozwód, rozmowy, próby ułożenia życia na nowo. Dzisiaj wiem, że ze wstydu i jego szantażowaniu byłam z kimś kto tak naprawdę mnie nie kochał bo takie traktowanie miłością nazwać nie można. Obwinianie mnie ciągle o jego złe samopoczucie, o jego wybuchowość, o to że mu kiedyś obiecałam że będę z nim, a małżeństwo traktował jako własność, bicie, poniżanie, doprowadziło do myśli samobójczych, bezsenności, wyczerpania, zmęczenia pomimo braku jakiekolwiek aktywności, zamknięcia w domu, rezygnacji z planów, marzeń, nic mnie nie cieszy, nie smuci. Czuję wewnętrzna pustkę. Moje ciało pomimo nic konkretnego nie robienia ciągle jest napięte, myśli wariują, mam wrażenie że wpadnę w jakiś obłęd, ataki lęku, strachu, bóli somatycznych i uczucie wielkiego cierpienia. Z dziewczyny, która była ambitna, pełna pasji, stałam się osobą zamknięta z wieloma lękami. Doświadczenia jakie zdobyłam z tą osobą zmieniły mnie, pokazały jakie toksyczne osoby potrafią być, jak trudno odejść od takiej osoby, jaki wstyd towarzyszy temu. Jak trudno zgłosić się po pomoc i opowiedzieć to co leży na sercu bo to co opisane to tylko skrawek. Czy to są skutki stresu pourazowego? Jak przełamać wstyd i zgłosić się po pomoc?
Trudności w podjęciu decyzji o wspólnym mieszkaniu z partnerem po 8 latach związku
Witam Przychodzę dosyć spory kryzys w związku. Jestem z moim partnerem prawie 8 lat, nigdy nie mieszkaliśmy razem. I to właśnie jest głównym problemem. Mamy po 28 lat, mieszkamy od siebie 100 km, spotkamy się co 2 weekend. I nie możemy się dogadać gdzie zamieszkać. Każdy z nas ma już po części ułożone życie w miejscu w którym mieszka w tym głównie dobra pracę, ale też każdy po prostu przyzwyczaił się do danego miejsca i nikt nie chce się przeprowadzić. Każdy z nas chce razem zamieszkać, ale jest zgrzyt gdzie.Ja mieszkam w większym mieście ( ok.350 tys mieszkańców), wynajmuje pokój w mieszkaniu, a partner w małym miasteczku z rodzicami ( około 15 tys mieszkańców). Partner posiada też swoje mieszkanie w bloku, które wynajmuje. I to jest jego argumentem, że mielibyśmy gdzie mieszkać i nie trzeba płacić wynajmu. Ja nie wyobrażam sobie mieszkać w małym mieście, a on w dużym. Jemu przeszkadzają korki ( chociaż nie są jakieś duże), że wszędzie jest dalej i traci się czas na dojazdy, wyższe ceny mieszkań, brak możliwości mieszkania w domu, bo jest to bardzo droga inwestycja i nas nie stać, podobno ciężkość w znalezieniu pracy ze względu na specyficzne warunki pracy w jego zawodzie ( chociaż ja myślę, że spokojnie by znalazł, ale jednak w jego mieście po prostu wszystkich zna i ma już jakieś "układy "). Teraz zarabia bardzo dobrze, a jego zdaniem gdyby przeprowadził się do mnie to w większym mieście zarabiałby mniej w swojej branży że względu na to, że są niższe ceny za tą usługę i nie miałby możliwości dorobić prywatnych robót tak jak może to teraz. Czyli reasumując mielibyśmy wtedy mniej pieniędzy razem jako gospodarstwo. Natomiast mi było by ciężko znaleźć pracę w mniejszej miejscowości, chociaż jego zdaniem są jakieś oferty w moim kierunku, ale jest ich mało. Większe miasto oferuje większe możliwości, jego zadaniem mimo większych możliwości to konkurencja jest większa również i to nie jest argument według niego. Jeżeli chodzi o finanse to pomimo większych cen mieszkań w większym mieście razem i z pomocą rodziców udałoby się nam kupić mieszkanie z niewielkim kredytem. Kolejna rzecz gdzie większe miasto mnie przekonuje to większą możliwość co do różnego rodzaju aktywności towarzysko-rekreacyjno- rozwojowych typu siłownie, baseny, zajęcia sportowe, warsztaty, koncerty, nauka języków. Po prostu w małym miasteczku pomimo że są jakieś atrakcje, to jednak jest ich mniej, chociaż jego zdaniem miasteczko się rozwija i są atrakcje. Ale nigdy nie będzie ich tyle co w większym siła rzeczy. Ze względu na to, że nie planujemy mieć dzieci i odchodzą nam wszelakie obowiązki z tym związane to jednak ta towarzyska część życia jest przynajmniej dla mnie ważna. Partner mówi, że zawsze można pojechać autem gdzieś dalej jeżeli byłaby jakaś atrakcja. Ale nie wiem czy to realnie by się wydarzało.Z jego strony padła też propozycja, żebym szukała pracy w jego miejscowości, lub zrezygnowała z tej i się przeprowadziła i wtedy szukała i gdy będzie ciężko znaleźć lub nie będzie takiej jakiej chce to wtedy przeprowadzimy się do tego większego miasta. Nie wiem co mam o tym myśleć. Po prostu żyjemy 2 oddzielnymi życiami i spotykamy się co 2 weekend. Ja już tego nie wytrzymuje, zawsze wszystko trzeba dopasowywać do weekendu. Ostatnio mieliśmy kłótnię, bo chciałam żeby przyjechał później o 2 godziny, bo miałam trening z trenerką i obraził się i powiedział, że w ogóle nie przyjedzie( winą z mojej strony było to, że powiedziałam mu to dzień przed a wiedziałam już wcześniej). Koniec końców zrezygnowałam z treningu i przyjechał normalnie. Wszystko zaczyna mnie już denerwować, bo zwyczajnie brakuje czasu, nie rozmawiamy przez telefon tylko piszemy ( bo on nie chce rozmawiać, bo nie chce żeby rodzina słyszała za ścianą o czym rozmawia). Co jest problematyczne, bo zawsze o 20 powinnam być tylko dla niego, a mam też inne rzeczy, bo zaczęłam zdrowo się odżywiać i chodzić na siłownię i przychodzić później. I to wszystko po prostu zajmuje czas. Czuje się samotnie, zaczęłam szukać koleżanek na grupach na Facebooku, to też kłótnia z jego strony, bo on uważa, że to nie jest normalne. I jego największy zarzut to to, że przedkładam inne rzeczy nad związek typu koleżanki, siłownia, jakieś inne aktywności. Owszem zdarzyło mi się kilka razy później wrócić, ale chyba to nic złego, bo to było może pół godziny, czy do godziny. Dużo się kłócimy, mamy problem z komunikacją, on często w kłótni się unosi, stosuje ironię, widać po mimice duże zdenerwowanie ja wtedy zaprzestaje rozmowy i mówię, że wrócimy jak się uspokoisz. To zarzuca mi, że uciekam od rozmowy. Potem zauważa to , że niepotrzebnie się uniósł, ale potem znowu się to powtarza. Tłumaczy mi, że po prostu zbiera się na to już kilka sytuacji i wtedy nie wytrzymuje. Zarzuca mi też, że dużo rzeczy zapominam o czymś o czym rozmawialiśmy i że to jest przez to, że zajmuje się siłownia, koleżankami a nie rozmowa z nim. Zarzuca mi, że zapominam o jakichś drobnych rzeczach dla związku, okej zdarzyło mi się, ale zwyczajnie zapomniałam, a nie, że nie miałam czasu przez siłownie i koleżanki. Może powinnam popracować nad tym, żeby pamiętać o jakichś rzeczach dla związku. Wiem też, że czasami upieram się przy swoim nie mając racji, to moja wada. Ostatnio właśnie mieliśmy dużo poważnych rozmów o przyszłości, o naszych problemach komunikacyjnych. Jednak każdy z nas po prostu ma inną wizję wspólnego zamieszkania. Ale narazie to są tylko rozmowy, nie padły żadne wiążące słowa, nie wiem jak to rozwiązać. Może żeby każde z nas szukało pracy w tej drugiej miejscowości i wtedy jeżeli ktoś znajdzie coś ciekawego to podjąć decyzję? Czy może to ja mam ulec i spróbować w mniejszym mieście? Czy odłożyć to na jakiś czas, żeby przemyśleć ( np rok ) i wtedy zadecydować? Proszę o szczera opinie jako osoby trzeciej jak to wygląda.
Mąż już raz prawie się ze mną rozstał przez romans. Teraz znów chce to zrobić. On jednak uważa, że nie ma dokąd pójść, wspieram go w tym wszystkim.
Witam, jestem w związku małżeńskim od ponad 30 lat. Mąż trzy lata temu oświadczył, że chce odejść. Pozew został złożony, nie zrealizowany. Przyczyną była inna kobieta. Byłam wówczas w szoku i skorzystałam z psychologa. Mąż w tym czasie zaczął się plątać w tym co mówił i robił. Okazało się, że kobieta w której zadurzył się nie chciała go, a relacja jej z moim mężem nie była taka, jaką on przedstawiał. Rozpoczął terapię i razem również chodziliśmy. Nie było łatwo. Czas obecny: znów zauważyłam dziwne zachowania męża. Spytałam wprost. W odpowiedzi usłyszałam , że jest ktoś. Że chce być z tą osobą. Powiedziałam, że nie mam siły przechodzić drugi raz tego samego i najlepszym rozwiązaniem będzie rozstać się. Wówczas usłyszałam , że nie ma dokąd iść, gdzie ma mieszkać ? Że wyrzucam go z domu itp. po czym dodaje, że z tą kobietą nie łączą go bliskie kontakty. Zachowuje się jakby nic nie stało się , a za chwilę płacze i przytula mnie, powtarzając, że mnie krzywdzi, zmarnował życie i chce zniknąć. Zasugerowałam, by koniecznie udał się na wizytę do psychiatry , ewidentnie potrzebna jest pomoc. Do tej pory miał i cały czas ma wsparcie we mnie. Zaczynam zastawiać się nad wszystkim. Mam w głowie mętlik i nie wiem już jak postępować. Jeśli chory, to trudno zostawić kogoś bez pomocy, a z drugiej strony jestem zmęczona zachowaniami męża , huśtawką itp . Może sama potrzebuję psychologa, który ukierunkował by mnie, jaki obrać kierunek ?
problemy wychowawcze

Problemy wychowawcze - jak je rozpoznawać i skutecznie rozwiązywać?

Problemy wychowawcze to powszechne wyzwanie dla rodziców. Zrozumienie ich przyczyn i skutecznych metod rozwiązywania jest kluczowe dla rozwoju dziecka. Oto praktyczne wskazówki pomagające radzić sobie z trudnościami wychowawczymi.