Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Ciągłe zmęczenie życiem i brak energii – jak odnaleźć sens i motywację?

Czuję się tak, jakbym ciągle była zmęczona życiem, nawet wtedy, gdy fizycznie nic nie robię. Wstaję i od razu mam wrażenie, że wszystko jest za ciężkie — myślenie, decydowanie, zaczynanie czegokolwiek. Nic mnie nie pociąga, nic nie cieszy naprawdę, a rzeczy, które powinnam robić, wydają się ogromne i przytłaczające. Mam w głowie chaos, tysiące myśli naraz — analizuję każdą swoją reakcję, każde słowo, każdą przeszłą decyzję. Krytykuję siebie non stop, nawet za rzeczy błahe, stare, dawno nieistotne. Chcę normalnie funkcjonować — biegać, wychodzić na spacery, dbać o siebie, uczyć się, być obecna — ale czuję się, jakbym była odcięta od energii, jakby coś we mnie było zgaszone. Jest we mnie lęk, napięcie, poczucie, że przyszłość jest ciemna i że nie dam sobie rady, nawet jeśli bardzo chcę. Czasami mam wrażenie, że nie wiem, kim jestem, że wszystko mi się rozmyło — moje cele, charakter, sens. Jest we mnie jednocześnie ogromna potrzeba zmiany i kompletna niemoc, żeby ją zacząć. I to boli najbardziej: że chcę żyć lepiej, a czuję się, jakbym stała w miejscu, bez siły, bez światła, bez jasnej odpowiedzi, co dalej.
User Forum

emilia

2 miesiące temu
Karolina Kolwas

Karolina Kolwas

Objawy, o których tu Pani napisała, wskazują że warto zwrócić się o pomoc do specjalisty, który pomoże je Pani zrozumieć. W takiej sytuacji ważne jest również, aby z czułością podchodzić do siebie i świadomie zadbać o własne potrzeby w czasie kryzysu oraz szukać oparcia w bliskich relacjach.

 

Pozdrawiam ciepło,

Karolina Kolwas

2 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Anna Daniło-Wosek

Anna Daniło-Wosek

Dzień dobry,

wszystkie objawy o których Pani mówi składają się na obraz depresji. Jednak żeby zdiagnozować depresję najpierw zalecałabym zrobić badania, żeby wykluczyć chorobę tarczycy, zaburzenia nadnerczy czy na przykład niedobory i zaburzenia metaboliczne itp. Zalecałabym zrobienie badań, a potem udanie się do specjalisty z zakresu zdrowia psychicznego, który ustali odpowiedni plan leczenia. Depresja jest jednym z lepiej przebadanych zaburzeń psychicznych i psychoterapeuci dysponują skutecznymi narzędziami pomagającymi przezwyciężyć depresję.

2 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Emilio,

Rozumiem ten stan i chcę Panią zapewnić, że to, co czuje Pani jako niemoc, nie jest brakiem woli, lecz sygnałem wyczerpania układu nerwowego, który od dawna pracuje w trybie awaryjnym. Ten paraliż decyzyjny i natłok myśli sprawiają, że nawet najprostsze czynności stają się ciężarem ponad siły, bo cała energia zostaje zużyta na wewnętrzną walkę i samokrytykę. Proszę sobie wybaczyć to zmęczenie, to nie jest lenistwo, to stan, w którym Pani „system operacyjny” potrzebuje wsparcia i bezpiecznej przestrzeni, by móc się zregenerować. Wierzę, że ta silna potrzeba zmiany, o której Pani pisze, jest pierwszym krokiem do odzyskania sprawstwa. Terapia pomoże wypracować sposób na powolne odzyskanie energii i jasności, bez nakładania na siebie nierealnej presji.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

2 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.

Pani Emilio z Pani słów wybrzmiewa ogromne wyczerpanie i przeciążenie, jakby każdy najprostszy krok wymagał nadludzkiego wysiłku. Jednocześnie bardzo porusza mnie to, że mimo tego wciąż jest w Pani potrzeba, by żyć inaczej i odzyskać kontakt ze sobą. Ta część, która chce zmiany, jest wciąż obecna i bardzo ważna.Ten stan, w którym brakuje energii, pojawia się natłok myśli a wewnętrzny krytyk nie daje wytchnienia, potrafi całkowicie odciąć od poczucia sprawczości i sensu. Moim zdaniem to sygnał, że psychika jest przeciążona i potrzebuje wsparcia oraz bardzo łagodnego tempa.

Na teraz warto zdjąć z siebie oczekiwanie „ogarnięcia wszystkiego”. Lepiej wybrać jedną małą, wykonalną rzecz dziennie – krótkie wyjście na świeże powietrze, ciepły posiłek, prysznic i potraktować to jak formę dbania o siebie, nie jak zadanie do zaliczenia.Gdy pojawia się surowy głos w głowie, można spróbować nazwać go objawem napięcia, a nie obiektywną prawdą o sobie.Poczucie zagubienia i utraty siebie często pojawia się wtedy, gdy ktoś bardzo długo funkcjonuje w przeciążeniu, to nie znaczy, że Pani „zniknęła”, tylko że dostęp do siebie jest teraz przytłumiony.Najważniejsze w tym momencie to nie naprawiać całego życia naraz, lecz sprawdzić, kto może Pani w tym towarzyszyć. Czy ma Pani możliwość skorzystania ze wsparcia specjalisty, z którym mogłaby Pani to unieść krok po kroku?Widzę w Pani dużo wrażliwości i realną chęć zmiany. To dobry punkt wyjścia, nawet jeśli dziś wydaje się bardzo daleko od światła.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

2 miesiące temu
Iga Borkowska

Iga Borkowska

Dzień dobry, 
Z tego, co Pani opisuje, wynika, że odczuwa Pani dużo przytłoczenia, zrezygnowania, czasem również lęku, to musi być dla Pani bardzo trudne. Jednocześnie jest w Pani motywacja do lepszego życia oraz brak energii, żeby o nie walczyć. Opisywane przez Panią objawy sugerują depresję, leczenie jest nie tylko możliwe, jest bardzo skuteczne. Pierwszy krok to konsultacja z lekarzem psychiatrą - w depresji tak jest, że tracimy energię, moc do działania, leczenie farmakologiczne ma pomóc ją odzyskać, abyśmy w realnym życiu, w codzienności mogli zacząć szukać sposobów na poradzenie sobie z problemami. Tu bardziej pomocna jest psychoterapia, indywidualna,  grupowa, treningi umiejętności...jest wiele dróg, to nie musi tak wyglądać. Ważne, by stworzyć warunki do działania tej stronie w Pani, która chce żyć inaczej, lepiej.
Pozdrawiam serdecznie, 

Iga Borkowska,  www.maturitas.pl

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Pani Emilio. Opis wskazuje na głębokie wyczerpanie psychiczne, które może przypominać objawy depresji, wypalenia zawodowego lub chronicznego stresu z ruminacjami. Objawy takie jak ciągłe zmęczenie bez fizycznego wysiłku, anhedonia (brak radości z czegokolwiek), chaos myśli, nadmierna autokrytyka i poczucie bezsilności pasują do kryteriów depresji wg DSM-5 (np. obniżony nastrój, utrata zainteresowań, zmęczenie, trudności z koncentracją. Ważne jest, aby występowało na co  najmniej 5 z 9 symptomów przez 2 tygodnie). Często towarzyszy temu wypalenie (wyczerpanie emocjonalne, cynizm wobec siebie) lub ruminacje powodujące błędne koło analiz przeszłości, blokujące działanie. Lęk o przyszłość i utrata tożsamości to dodatkowe sygnały, wskazujące na potrzebę diagnozy.bProszę zacząć od przerwania "ruminacji". Otwieramy "okno na myślenie" (np. 30 min dziennie), poza tym odkładamy myśli na później, jednocześnie praktykując głębokie oddychanie przez nos (wdech na brzuch, wydech z oporem).  Każdego dnia nawet kilka  5minutowych spacerów lub ćwiczeń oddechowych, bez presji na więcej, to buduje energię stopniowo. Wprowadzamy relaksację, chociażby progresywną relaksację mięśni lub uważność (np. 10 min dziennie), która redukują napięcie i lęk. Te techniki dają chwilową ulgę, ale nie zastępują terapii. Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) jest szczególnie pomocnai  uczy rozpoznawać i zmieniać negatywne myśli (np. autokrytykę), przerywać ruminacje oraz budować nawyki. W CBT pracujesz nad zniekształceniami poznawczymi i zrachowaniami, co szybko zmniejsza przytłoczenie. Warto umówić się na pierwszą wizytę u psychologa lub psychiatry gdyż jest to klucz do odzyskania energii i jasności. Jeśli czuje Pani silny kryzys, wtedy proszę dzwonić  na Telefon Zaufania 116 123.

 

 

 

mniej niż godzinę temu
Iwona Chrzanowska

Iwona Chrzanowska

Dzień dobry,

to, o czym Pani pisze może wskazywać na zaburzenia o różnym podłożu. Może to być wypalenie, depresja ale także innego rodzaju zaburzenia. Pytanie, czy zdarzyło się coś co spowodowało zmianę w funkcjonowaniu i od jakiego czasu trwa taki stan. Należałoby przyjrzeć się objawom holistycznie uwzględniając również wykonanie podstawowych badań medycznych. Niezależnie uważam, że najlepiej się udać do psychologa i skorzystać z konsultacji, w czasie której po wstępnym wywiadzie ustalicie co dalej. Nie warto czekać, bo jak czytam, to czuję w Pani dużo cierpienia, a szkoda życia.

 

Z pozdrowieniami

Iwona Chrzanowska

Psycholożka

mniej niż godzinę temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 


To, co Pani opisuje, wygląda na stan głębokiego wyczerpania psychicznego, w którym energia potrzebna do życia jest niemal w całości pochłaniana przez wewnętrzne procesy o których Pani wspomina (nieustanną samokrytykę, analizowanie przeszłości i lęk o przyszłość). Ten stan „zgaszenia” i odcięcia od radości sprawia, że nawet najprostsze decyzje stają się ciężarem nie do uniesienia.

Poczucie rozmycia tożsamości i chaos w głowie mogą być wynikiem przeciążenia układu nerwowego, który w trybie przetrwania odcina dostęp do emocji i potrzeb. Z Pani wypowiedzi wnioskuję, że najbardziej bolesna jest sprzeczność między ogromną chęcią zmiany a brakiem sił, by ją zacząć. Proszę pamiętać, że ta niemoc nie wynika z braku silnej woli. Ona raczej jest sygnałem, że Pani zasoby zostały wyczerpane.

W takiej sytuacji skuteczną strategią jest rezygnacja z walki o „wielki przełom” na rzecz ekstremalnie małych kroków, które nie wymagają entuzjazmu, a jedynie fizycznego wykonania. Równie ważne jest stopniowe oddzielanie się od głosu wewnętrznego krytyka. Zamiast wierzyć w jego oskarżenia, warto potraktować je jako objaw Pani obecnego stanu.

Ze względu na opisane poczucie beznadziei i lęk, bardzo pomocna mogłaby być konsultacja z terapeutą lub psychiatrą. Proszę też pomyśleć o wizycie u lekarza POZ, aby wykluczyć ewentualne niedobory czy problemy zdrowotne. Wsparcie specjalistyczne pochadzace z różnych stron pomaga wyciszyć chaos i „włączyć światło”, którego Pani teraz tak bardzo potrzebuje.


Wszystkiego dobrego! 
Natalia Przybylska 

2 miesiące temu
Katarzyna Marzęda

Katarzyna Marzęda

Pani Emilio, 

 

To co aktualnie przeżywa jak tylko mogę się domyślać jest dla Pani bardzo trudnym doświadczeniem. Warto jednak pamiętać, że w tak trudnych momentach  w których chcielibyśmy coś zmienić, ale brakuje nam sił na wykonanie pierwszego kroku warto sięgnąć po pomoc. Serdecznie zachęcam do zasięgnięcia konsultacji lekarskiej, najlepiej z lekarzem psychiatrą. Warto, aby specjalista w oparciu o pogłębiony wywiad z Panią postawił ewentualną diagnozę, ustalił plan leczenia uwzględniający ewentualna farmakoterapię i/lub psychoterapię. Równocześnie warto uzupełnić diagnostykę o konsultację internistyczną, w celu wykluczenia zaburzeń hormonalnych, neurologicznych czy niedoborów, w tym anemii.  

Jeśli jest w tym momencie Pani trudno samodzielnie zmobilizować się do działania, a ma Pani w swoim otoczeniu osoby bliskie i zaufane to zachęcam do poproszenia ich o wsparcie.  Proszę pamiętać, że proszenie o pomoc w momentach dla nas trudnych nie jest oznaka słabości, ale odwagi i gotowości do zadbania o siebie. 

Serdeczności dla Pani.

 

Pozdrawiam,

Katarzyna Marzęda

2 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, co opisujesz, brzmi jak ogromne przeciążenie i wewnętrzne zmęczenie, które może ale nie musi być objawem depresji lub innych trudności np. endokrynologicznych. 

W takiej sytuacji bardzo warto sięgnąć po wsparcie psychologa, psychiatry, lekarza rodzinnego. Rozmowa ze specjalistą może pomóc uporządkować myśli, zrozumieć źródło tego stanu i stopniowo odzyskiwać poczucie sprawczości. Nie musisz radzić sobie z tym sama. To ważne, że widzisz w sobie potrzebę zmiany — to już pierwszy krok. Teraz dobrze byłoby zrobić kolejny i pozwolić sobie na profesjonalne wsparcie.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Jak radzić sobie w związku z partnerem o dwóch obliczach? Czułość i agresja w relacji
Witam, chciałabym uzyskać obiektywną ocenę mojej sytuacji. Mam partnera (ja 36l, on 48l). Potrafi być bardzo czuły, troskliwy, poświęcać mi czas, uwagę, martwić się o mnie. Mam jednak wrażenie, że posiada drugie oblicze, w które czasem aż trudno mi uwierzyć. W sytuacjach napięciowych, nieporozumień, różnicy zdań staje się nerwowy, wybuchowy, impulsywny, używa wobec mnie inwektyw np. masz napierdolone w głowie, to co mówisz jest wyrazem bezdennej głupoty, pierdol się, pałuj się, jesteś głupia, cieszysz się jak końska dupa do bata itp. nie daje mi wówczas dojść do słowa, atakuje, a gdy wpadam w lęk mówi, że mam przestać się jąkać, forsuje swoje zdanie, mówi, że to, że się tak zachowuje jest moją winą, bo gdybym postąpiła inaczej, to by taki nie był, często w takich sytuacjach wypomina moje błędy z przeszłości, nawet sprzed roku, czy dwóch, używa sformułowań typu "odprowadzasz do tego, że nic nie będę od ciebie chciał" lub "leczysz mnie z uczuć do ciebie". Gdy podczas jazdy samochodem wywiąże się taki zgrzyt to gwałtownie przyspiesza bądź hamuje mimo, iż zwracam mu uwagę, że źle mi wtedy i nie czuję się bezpiecznie. Mam wrażenie, że gdy on robi te same rzeczy, o które potrafi napiąć się do mnie, to wówczas wcale to nie jest takie straszne np. to, że pomagam ludziom, słucham ich lub służę jakąś pomocą określa jako "skupiasz się na wszystkich a dla mnie nie masz czasu, zajmij się sobą i mną", podczas gdy jeśli on komuś pomaga, to wg niego jest to zaleta a pomaga im bo są dobrymi ludźmi, a nie to co moi znajomi. To tylko niektóre przykłady. Ostatnio powiedział, że moja mama ma chyba tak samo napierdolone w głowie jak ja skoro ma podobne zdanie na jakiś poruszony temat. Mam dziecko z poprzedniego związku, a gdy chce spędzić czas z córką (9l) mówi, że dziecko przesłania mi cały świat i "dla wszystkich mam czas, tylko nie dla niego". Poza tym jednak naprawdę potrafi być czuły, jest skłonny do poświęceń, dużo mi pomaga, stara się być przy mnie, twierdzi, że kocha mnie nad życie. Bardzo proszę o informację, jak wyglądają opisane przeze mnie sytuacje..
Mąż nadużywa alkoholu, nie mieszka wspólnie, nie interesuje się dziećmi - czy to moja wina?
Witam. ,,odeszłam ,, w końcu od męża . Wieczne kłótnie o alkohol. Mąż nadużywa alkoholu. Każda rozmowa kończyła się awanturą, że się czepiam i to ja mam problem i powinnam się zgłosić do psychiatry. Ale już od rana picie i jazda pod wpływem mnie przerosły. Trwało to dwa lata, jak próbowałam do niego dotrzeć.. Jak zwróciłam uwagę, że za dużo pije, to szedł do rodziców i już pił tam, ile chciał i wracał tylko spać do domu..dzieci wtedy nie zauważał- bo jak ze mną nie rozmawiał to dzieci też wtedy były dla niego niewidzialne .. od miesiąca mieszkam z dziećmi już sama. Z dziećmi się nie widział... on dalej nie widzi winy w sobie. Zaczynam się zastanawiać czy rzeczywiście coś ze mną jest nie tak? Może mogłam przymknąć oko?
Duże zmiany życiowe z partnerem- kłamstwo, moja depresja i rozpad związku.
Od dawna cierpię na depresję. Z aktualnym partnerem jestem 1,5 roku, ale żeby z nim być, zrezygnowałam ze swojego ślubu z toksycznym byłym partnerem na kilka dni przed, co pociągnęło za sobą konsekwencje. Straciłam wszystkie oszczędności, mocno zepsułam więzi rodzinne, skrzywdziłam byłego (pomimo że ten związek był toksyczny) i jego rodzinę i byłam gotowa iść pod most, żeby być z aktualnym partnerem. Po roku związku dowiedziałam się, że mój obecny partner ma dzieci w Polsce, na które nie płaci alimentów, mieszkamy za granicą. Dowiedziałam się dopiero po roku, pomimo że pytałam się zanim zaczęliśmy być razem czy ma dzieci, nie przyznaje się do nich i okłamał mnie na samym początku i ukrywał to przez rok. Pomimo że zaufanie do niego przestało istnieć to byłam gotowa nigdy nie wrócić do Polski na stałe, co jest dla mnie bardzo ważne i zostałam z nim, bo go bardzo kocham. Na początku miałam w nim duże wsparcie, ale teraz wpadłam w gorszy okres depresji i on mnie nie wspiera. Kilka dni temu zaczął mi wytykać, że nic nie robie całymi dniami, o finansach (studiuję) i o sprawach łóżkowych. To dobiło mnie do takiego stopnia, że spakowałam walizki i wyszłam, ale wróciłam tego samego wieczora. On nawet nie próbował mnie zatrzymać, próbowałam z nim rozmawiać i powiedziałam, że jestem gotowa nad nami pracować, ale stwierdził, że nasz związek skończył się kiedy z walizką zamknęłam za sobą drzwi, i nie widzi w tym rozpadzie żadnej swojej winy. Wiem, że źle zrobiłam wychodząc z domu, ale już miałam tego dość, on nie zabiega o mnie, nie zależy mu, nie odezwał się nawet słowem, kiedy pakowałam walizki. Według niego to ja skończyłam związek wychodząc z domu, czuję się oszukana i zdradzona, bo mimo ukrywania takiej sytuacji i budowania tej relacji na kłamstwie, zostałam z nim i próbowałam to naprawić. On teraz przy chwili mojej słabości zakończył związek zasłaniając się moim zachowaniem, pomimo tego przez co przeszłam, żeby z nim być i co dla niego poświęciłam. Czy naprawdę jestem w błędzie? Czy to naprawdę moja wina, że ten związek się rozpadł? Nie mogę sobie psychicznie z tym poradzić, proszę o radę.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć.
Zacznę od tego, iż przedwczoraj powiedziałam po prawie 2 latach swojemu partnerowi o sytuacji, która mnie męczyła, o której tak naprawdę bałam się mu powiedzieć. Sytuacja, o której mu powiedziałam, wyglądała w sposób taki, iż jego ojciec pewnego wieczoru, gdy wróciłam z pracy (opiekował się wtedy moim dzieckiem, a mój partner był na wyjeździe z wojska, jego żona również była na wyjeździe) zadał mi szokujące mnie pytanie, czy chce się z nim przespać. Gdy odpowiedziałam mu nie i jeszcze raz mówiłam nie i powtarzałam, że nie, że kocham jego syna, że nie ma takiej opcji, żeby coś takiego miało miejsce, zadał mi on kolejne pytanie, skoro nie chce się z nim kochać, to chociaż czy on może zrobić mi dobrze w kontekście minety. Po raz kolejny odpowiedziałam, że nie. Zdaję sobie sprawę, że mogłam powiedzieć o tej sytuacji wszystkim wcześniej, ale bałam się. Czułam, że jestem zastraszana. Gdy chciałam o tym powiedzieć, to od jego ojca usłyszałam, że to będzie moja wina, że ja rozwalę dwie rodziny, że nikt mi nie uwierzy, że to słowo przeciwko słowu. Gdy przedwczoraj była konfrontacja z mamą i tatą mojego partnera, pierwsze co na wejściu usłyszałam od jego ojca zdenerwowanego, że no dalej, dalej mów co masz do powiedzenia, że ja kłamie, gdy powiedziałam w spokoju, jak wyglądała cała sytuacja, zaczął się wściekać i rzucać na moją osobę bluzgami, gdy ja nic nie mówiłam, nie chciałam reagować krzykiem na krzyk. Ale gdy zaczął mi grozić, że ja jeszcze tego pożałuję, że on zniszczy mi życie, nie wytrzymałam i wykrzyknęłam, że kto kłamie, to kłamie, że on wie, jaka jest prawda. Fakt jest taki, iż dziś usłyszałam, że jego żona mi wierzy. Ma żal, że tak późno to powiedziałam, rozumiem to w 100%. Mój partner mi też powiedział, że wierzy, ale powiedział, że jeśli wyjdzie coś jakiś brud na mnie, że ja coś to nie będzie fajnie. Powiem szczerze, nigdy nie myślałam o tym człowieku pod kontekstem seksualnym czy partnerskim. Zawsze traktowałam go jako ojca mojego partnera. Boję się, że po groźbach, które usłyszałam od jego ojca, że coś wymyśli lub powie i znów zmanipuluje bliskimi. Boję się, że ja jako osoba niewinna padłam ofiarą osoby psychicznej, która i tak zryła mi łeb dosłownie. Byłam u psychiatry, który zapisał mi leki. Przez tego człowieka nie umiałam już dłużej trzymać w sobie czegoś, co nie jest moją winą w żaden sposób. Boję się, że on zniczy mnie moją psychikę jeszcze bardziej. Zniszczy moją rodzinę mojego partnera i nasze dziecko. Nie wiem, co mam teraz myśleć, potrzebuje pomocy.
Mój mąż ma dwie twarze, dla mnie chłodną i obojętną, a dla innych w towarzystwie dusza człowiek, komplemenciarz. Czuję się gorsza, niewystarczająca.
Ostatnio ciągle płaczę i jest mi źle, czuję się zaniedbywana przez partnera. Kocham go, jesteśmy 20 lat po ślubie. Potrzebuję miłego słowa i czułości w prostych gestach... Niestety, mój mąż nie ma takich potrzeb. Jest bardzo stereotypowy, wychodzi z założenia, że przecież wiem, że mnie kocha, że nie musi mi tego mówić jak już raz powiedział. Nie ma potrzeby przytulić mnie czy powiedzieć mi coś miłego. Najgorsze, że córkę (nastolatkę) też traktuje bardzo oschle i szorstko. Chyba zawsze taki był. Tylko w czasach narzeczeństwa stać go było na romantyczne gesty i okazywanie czułości. Dla mnie nie ma serca, ale jednocześnie koleżankom (naszym wspólnym) wysyła wierszyki na walentynki z serduszkami, zrobiłam mu o to awanturę, kiedy zobaczyłam takie smsy, nie widział problemu. Jest typem, który ma wszystko poukładane, zaplanowane... Ma swoje wymagania, oczekiwania... którym ja nie potrafię sprostać(czuję, że go zawiodłam, że się mną rozczarował) Nie jestem typem pedantki, a on bardzo lubi porządek... podczas naszych intymnych chwil też ma coraz większe oczekiwania, chociaż odczuwam przyjemność ze zbliżeń i bardzo się staram, to jednak czuję, że on chciałby wciąż czegoś więcej... Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze fakt, że jest typem narcyza. Lubi dobrze się ubrać i dobrze wyglądać. Ostatnio trzy razy w tygodniu chodzi na siłownie, jest przystojnym mężczyzną i cieszę się, że dba o siebie. Ale czuję się przy nim taka marna... Czuję, że mój mąż ma ogromną satysfakcję i przyjemność, że podoba się innym kobietom, ma się za playboja do tego stopnia, że kilka lat temu zdarzyła się taka sytuacja, gdzie żona najlepszego przyjaciela męża, stwierdziła, że coś poczuła do mojego męża. Zrobiła się z tego afera i o mały włos nie rozpadło się ich małżeństwo. Ona była moją przyjaciółką... Wybaczyłam i jej i jemu, całe zamieszanie wynikało ze swobodnego stylu bycia mojego męża... chociaż nadal mnie to bardzo boli, wszyscy udajemy jakby nie było wcześniejszej sprawy, ale je przeżywam odtąd każde nasze wspólne spotkania i obserwuję ich gesty, spojrzenia i słowa... ona jest atrakcyjną kobietą i wiem, że podoba się mojemu mężowi. Mój mąż ma dwie twarze, dla mnie chłodną i obojętną, a dla innych w towarzystwie dusza człowiek, komplemenciarz i brylujący przystojniak, który wszystko może... Wiem, że piszę bardzo chaotycznie, wiem że przez lata pozwalałam na takie traktowanie i patrzyłam przez palce na to, jak zachowuje się mój mąż... Wiem, że nie jestem doskonała, wiem, że jestem zazdrosna o niego i to jest zazdrość, która mnie niszczy, mam już tego dość, dłużej nie wytrzymam... co robić? Moje poczucie wartości jest na samym dnie, a do tego jeszcze martwię się jaki przykład daję córce...
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!