Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy mogę być osobą aseksualną? Zmagania z identyfikacją orientacji seksualnej

Mam 21 lat. Jestem osobą, która nigdy nie była zainteresowana posiadaniem związku. Nie jestem przeciwna temu. Lubię czuć bliskość osób, którym ufam. Lubię dotyk i czułość jednak bardziej w kontekście platonicznym. Nigdy nie uprawiałam seksu. Nie czuję potrzeby ani zbytnio chęci aby to zrobić. Nie wiem jak mam się czuć z taka wizja. Z jednej strony ciekawość a z drugiej zażenowanie. Czasami się zastanawiam jakby to wyglądało i czy czułabym się dobrze lub jak moje ciało by reagowało na bodźce. Jednak masturbuje się regularnie aby zniwelować napięcie. Po tym nie czuję za wiele prócz ulgi, że napicie zniknęło. Zawsze przed tym czuję jak moje chciało chce tego ale umysł nie reaguje. Moje myśli nie łączą się z tym co chce ciało. Pustka i myśli czemu tak. Nigdy też nie czułam zauroczenia. Nie wiem co to znaczy, czuć pociąg do innej osoby w kontekście seksualnym. Nie potrafię powiedzieć jaki mam typ. Mam za to cechy, które lubię u innych. Nie podniecają mnie ale po prostu lubię patrzeć na osoby z tymi cechami. Podziwiać i komplementować. Nic więcej. Lubię kontakt z osobami, które pasują do moje charakteru. Lubię to uczucie gdy rozmowa jest luźna i komfortowa. Gdy mogę powiedzieć dokładnie co myślę, jak myślę i o czym myślę a druga osoba nie oceni mnie ani nie odrzuci. Zawieranie znajomości bywa dla mnie trudne. Jestem osobą z aspołeczną osobowością i ciężko mi znaleźć swoje miejsce w grupie. Dlatego tak bardzo przywiązuje się i lubię kontakt gdy czuję, że to jest ta osoba, przed którą mogę się otworzyć. Jednak bez wkraczania w sferę seksualną. Zainteresowanie mną w kontekście związków odbieram jako dziwne i nie komfortowe. Coś sprzecznego. Jednak nie odrzucam myśli posiadania partnera/partnerki. Prawdopodobnie jestem osobą LGBT ale nie jestem pewna w jaki sposób. Lubię kobiety i mężczyzn. Moje pytanie główne jednak brzmi: "Czy jest szansa, że jestem osobą aseksualną czy to jak się czuje i jak to opisuje to po prostu kwestia zbyt małego doświadczenia?"
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Tak, jest duża szansa, że jesteś osobą aseksualną, a Twoje odczucia i brak pociągu seksualnego do innych osób, separacja między fizycznym napięciem (które redukujesz masturbacją) a emocjami, ciekawość bez silnej chęci idealnie pasują do opisu tej orientacji. Aseksualność nie jest spowodowana brakiem doświadczenia, lecz wrodzoną cechą, niezależną od wieku czy liczby partnerów; to trwały brak pociągu seksualnego do nikogo, choć osoby  Nie czujesz seksualnego "ciągu" do kobiet czy mężczyzn, mimo lubienia ich cech wizualnych lub charakteru to podziw, nie podniecenie.

  Ciało reaguje napięciem (masturbacja daje ulgę, bez emocjonalnego połączenia), ale nie kieruje się na partnerów.

 Lubisz bliskość platoniczną, głębokie rozmowy i zaufanie – to może być np. biromantyczność (pociąg romantyczny do obu płci), co łączy się z aseksualnością.

  Brak seksu czy zauroczeń nie "powoduje" aseksualności a wiele osób aseksualnych odkrywa to właśnie w Twoim wieku (21 lat), bez wcześniejszych doświadczeń, i nie zmienia się to z praktyką. Ciekawość (np. reakcja ciała) jest normalna i nie wyklucza aseksualności; niektórzy testują seks z ciekawości, ale bez pożądania. Jeśli po masturbacji czujesz pustkę emocjonalną, to klasyczny znak rozróżnienia libido od atrakcji. Możesz być aseksualną osobą biromantyczną (lub panromantyczną) w spektrum LGBT kiedy  lubisz obie płcie platonicznie/romantycznie, bez seksu. Zainteresowanie Tobą seksualne jest dyskomfortowe, bo nie pasuje do Twoich granic, aseksualni tworzą szczęśliwe relacje oparte na emocjach, dotyku nieseksualnym i zaufaniu.

Nie musisz się spieszyć z etykietami gdyż aseksualność to spektrum, eksploruj na forach jak AVEN czy polskie grupy . Jeśli zażenowanie lub wątpliwości przeszkadzają, porozmawiaj z psychologiem specjalizującym się w seksualności – nie po to, by "leczyć", ale by poczuć się komfortowo. Jesteś normalna taka, jaka jesteś.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Bruno Mikrut

Bruno Mikrut

Dzień dobry!

Wiele wątków, o których piszesz, faktycznie opisuje doświadczenia osób aseksualnych. To nie wyklucza masturbacji ani ciekawości dotyczącej seksu. Aseksualność to spektrum, w którym osoby doświadczają różnych potrzeb i preferencji, a samo ciało może też reagować fizjologicznie, bez psychicznej potrzeby. Także też nie warto myśleć, że to coś wyklucza! Możliwe też, że jesteś na spektrum aromantycznym, skoro nigdy nie czułaś zauroczenia, a platoniczna relacja wydaje Ci się bliższa niż taka romantyczna. 

W Twoim opisie mocno wybrzmiewa potrzeba bezpieczeństwa emocjonalnego, zaufania i akceptacji. To wydaje się dla Ciebie dużo ważniejsze niż seksualność sama w sobie i to też jest całkowicie okej. Niektórzy ludzie budują relacje właśnie głównie wokół więzi intelektualnej albo platonicznej bliskości. Na spektrum ace/aro znajduje się też demiseksualność i demiromantyczność, czyli możliwość pojawienia się pociągu dopiero po bardzo silnej więzi emocjonalnej. Warto sobie więcej o tym poczytać, poczuć się pewniej, odwiedzić seksuologa.

Warto też pamiętać, że seksualność jest płynna i może się zmieniać to, jak się czujesz. Dać sobie czas i przestrzeń na eksplorowanie możliwości. Zastanowić się, czy przypadkiem coś innego nie przesłania tych potrzeb seksualnych, skoro zawieranie znajomości bywa trudne i jest dużo napięcia. Z samego wpisu trudno wywnioskować jednoznaczną odpowiedź, ale najważniejsze jest dać sobie przestrzeń na eksplorowanie tematu w sposób, który będzie dla Ciebie bezpieczny i komfortowy!

Pozdrawiam,

Bruno Mikrut:)

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Opisany stan bardzo wyraźnie wskazuje na spektrum aseksualności, gdzie brak pociągu seksualnego do innych osób nie wyklucza potrzeby bliskości, czułości czy estetycznego podziwu dla konkretnych cech u ludzi.  Relacje oparte na głębokim porozumieniu intelektualnym i emocjonalnym bez sfery seksualnej są pełnowartościową formą więzi, a dyskomfort związany z romantycznymi oczekiwaniami innych osób może wynikać z naturalnej różnicy w odczuwaniu potrzeb. Jest Pani wystarczająca dokładnie taka, jaka jest Pani teraz, a Pani odczucia nie są błędem ani wynikiem braku doświadczenia, lecz mogą być Pani unikalnym sposobem funkcjonowania w świecie. Zamiast zmuszać się do dopasowania do ogólnie przyjętych norm, warto dać sobie czas na spokojne odkrywanie własnych granic i budowanie relacji na Pani zasadach, gdzie otwartość i brak oceny są priorytetem.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

TW. Bardzo pragnę śmierci, czuję, że za nią tęsknię.
Witam, mam 37 lat. Jestem po prawie udanej próbie. Żyję, bo ktoś zadzwonił po pogotowie. Do próby doszło 5/6 lat temu. Po wyjściu ze szpitala obsesyjnie chciałam się dobić. Wtedy pojawiły się omamy (ta obsesja dobicia się była tak silna, że aż wywołała omamy słuchowe, czuciowe i wzrokowe, wcześniej ich nie miałam). Nie zrobiłam sobie krzywdy, bo nie miałam na to siły. Na początku nie mogłam utrzymać sztućców w ręce. Chodzenie - wysiłek ponad siły... Dziś biegam na małych dystansach (jak mam dobry dzień to 500m dam radę). Teraz niby jest dobrze w porównaniu do tego, co było wcześniej. Kiedy uspokoiłam silne pragnienie dobicia się, omamy prawie zniknęły. Pojawią się tylko w silnie stresowych sytuacjach (chciałabym dowiedzieć się jak takie coś nazywa się w psychologii - chodzi mi o omamy). Jednak cały czas tęsknię za śmiercią. Dla mnie to, że przeżyłam było tak samo silną traumą jak strata bliskiej osoby. Śmierć to dla mnie ktoś bliski. Prawie umarłam i bardzo tęsknię za uczuciem umierania. Psychicznie to uczucie zżera mnie od środka. Od jakiegoś czasu oglądam filmy edukacyjne na temat samobójstw na YT. To jak rozdrapywanie ran po stracie bliskiej osoby. To tak jakby rodzic oglądał filmy z imprez rodzinnych i patrzył na swoje dziecko... Lata chodzenia do psychologów i psychiatrów niczego nie zmieniają. 5 lat chodzenia do jednego specjalisty nie dało żadnej diagnozy (inni też nie dali żadnej diagnozy)... Nie wiem co mi jest, z czym się borykam. Nie wiem, czy mam jakieś zaburzenie, czy chorobę psychiczną za to wiem, że bardzo silnie wyuczyłam się ukrywać problemy. Dla otoczenie jestem spokojną, beztroską osobą, która robi co chce. Nikt nie zna prawdy o mnie. Nie wiem jakie chciałabym zadać pytanie. Bardziej chciałabym przeczytać opinię. Pozdrawiam serdecznie.
Jak radzić sobie z uzależnieniem od flirtu online i pornografii? Konsekwencje, przyczyny, pomoc
Witam.. Jak poradzić sobie z uzależnieniem od flirtu i pornografi w internecie ? Mój 8 letni związek z kobietą którą kochałem i nadal kocham zakończył się. Dziesiątki razy zostałem przyłapany na flirtowaniu w internecie z obcymi lub znajomymi kobietami. Mimo stawiania granic i moich obietnic że to ostatni raz w końcu i tak do tego wracałem. Za każdym po takiej rozmowie(flircie) czułem wstyd, czułem coraz większą pustkę w sercu, gryzące sumienie że okłamuje osobę którą naprawdę kocham.. mimo to wracałem do tego ze zdwojoną siłą. Wysylanie wzajemnie erotycznych filmow i zdjeć, umawianie sie na seks do ktrego nigdy nie dochodzilo (chodzilo mi tylko o flirt) ,ukrywałem, usuwałem rozmowy. Czuję ogromny ból, wstyd, nie czuje się kompatybilny z własną duszą i wartościami które mówią mi że to co robię jest potworne.. Dlaczego dalej to robiłem? Dlaczego to było ważniejsze niż moja wspaniala kobieta i moje całe życie które z nią tworzyłem? Nie umiem opisać jak bardzo zraniłem te kobiete... jak bardzo zraniłem siebie. Ona we mnie wierzyła a ja mimo obietnic i tak w końcu lądowałem na jakiś komunikatorze flirtujac.. aktualnie nie wiem kim jestem, mam myśli samobójcze, czuje wstyd przed samym sobą nie mówiąc już o partnerce czy rodzinie... Błagam o pomoc...
Niepokoi mnie zachowanie męża, jednocześnie jest agresywny, nieszanujący, zły, a zarazem normalnie pracuje, ma dobre relacje. Czy to psychopatia?
Dzień dobry, Mam przypuszczenia, że z moim mężem coś jest nie tak. Jego rodzice bardzo bagatelizują wszystkie zachowania i to co mówi, udają, że nie słyszą, kiedy mówi tak w ich towarzystwie, ale ja się martwię, że te zachowania mają związek z psychopatią lub jakimś zaburzeniem. Bardzo temperowałam męża, stawiając mu warunki, ponieważ potrafił powiedzieć do naszych małych dzieci "debile", kiedy syn wziął jego kanapkę, potrafił zrobić taką awanturę, krzycząc " chciałeś to żryj" , kiedy z łazienki zaczęłam krzyczeć co się dzieje, powiedział, że mam zamknąć mordę.. gdy kazałam mu wyjść z domu, podniósł na mnie i dziecko krzesło waląc nim w końcu w fotel obok nas. Po wielu kłótniach jego agresywne zachowania ustąpiły, ale czasem zupełnie bez powodu w zwykłej rozmowie padało wiele dziwnych słów o nas, jako rodzinie, gdy razem spędzamy czas z dziećmi w święta, "pierdolnięta rodzinka spędzi razem czas", gdy mówię , że to co mówi jest nienormalne, on znów zaczyna, że się czepiam, że mówił to w żartach, gdy nasz trzyletni syn schował się pod stołem, bawiąc się w chowanego, powiedział do niego, że " tak się schowałeś, że nawet twojego ciała tu nie znajdą". Takich zwrotów jest pełno. Między nami sytuacja nie jest najlepsza, gdy np. jestem o coś zła na męża, on odpowiada " jestem przecież kochanym misiem.." i to też każe mi uznać za normalne. Ten sam człowiek, czyta książkę naszemu dziecku, potrafi być uroczy, radzi sobie w pracy, gdzie ma dobre relacje. Proszę o pomoc..
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień.
Witam, sama nie wiem, do kogo powinnam zwrócić się o pomoc. Ciężko jest mi również wyrazić w sposób precyzyjny mój stan, który bywa zmienny z dnia na dzień. Odkąd pamiętam, jestem osobą niezwykle ambitną. Zawsze zależało mi na nauce, ale także często angażowałam się w wiele innych aktywności poza szkołą, takie jak śpiewania, nauka języków obcych, sport, podróże. Mój własny rozwój i aktywne działanie od zawsze sprawiało mi dużą satysfakcję, mimo że środowisko, w którym się otaczałam, nie dostarczało mi w tym odpowiedniego wsparcia. Nie mieliśmy tych samych priorytetów w życiu, ani podobnych pasji, nad czym bardzo ubolewałam, bo często ukrywałam moje problemy, pomysły, marzenia, sukcesy. Nie chciałam się z nikim dzielić tym wszystkim. Miałam wrażenie, że to nieskromne, że tak nie wypada, a poza tym oni mają inne zainteresowania i pasję, więc nie do końca się zrozumiemy. Z czasem niektóre relacje same się zakończyły, niektóre nadal utrzymywałam, ale nie czułam, że się w nich rozwijam, że mogę dzielić z kimś wspólne pasje, czy aktywnie spędzać czas. Za każdym razem, gdy chciałam zrobić coś ciekawego np. wyjechać w góry na weekend, wyjść na miasto, koncert usłyszałam słowa "super pomysł, jedziemy", po czym, gdy przychodziło co do czego, pojawiało się mnóstwo wymówek. W ostatnim czasie sporo w moim życiu się wydarzyło, szczególnie w trakcie pandemii. Byłam w klasie maturalnej, gdzie zajęcia były prowadzone zdalnie. Od gimnazjum i później przez okres liceum pasjonowały mnie języki obce, marzyłam o wymianie językowej (jednak moja szkoła nie oferowała takiej możliwości), pomyślałam więc o studiach za granicą, to było moje marzenie. W klasie maturalnej zaczęłam wszystko planować, dowiedziałam się wszystkich możliwych informacji na ten temat, rozmawiałam z mnóstwem osób. Byłam przekonana, że jest to do zrealizowania, ale brakowało mi tego wsparcia od ludzi obok, którzy nie potrafili mnie zrozumieć. Po maturze, która niestety nie poszła mi tak, jak chciałam, od razu poszłam do pracy na czas wakacji. Stwierdziłam, że wezmę sobie rok przerwy między studiami, aby móc lepiej się przygotować formalnie i zgromadzić oszczędności, które pomógłby mi w dalszej realizacji planu. W tamtym czasie straciłam kontakt z większością moich znajomych. Zostałam z tym wszystkim sama. Moi rodzice starali się wesprzeć mnie w moich planach, jednak czułam, że nie wierzą w ich realizacje. Sądzili, że to bardzo wymagający pomysł. Nie chciałam już obarczać innych moimi wymysłami, zaczęłam sama przygotowywać się do egzaminu językowego niezbędnego na studia, szukać lokum i tak dalej. Miałam wtedy jeszcze kontakt z jedną koleżanką ze szkoły średniej, mówiłam jej o moich planach, ale nie czułam, że do końca się rozumiemy. Zmieniłam pracę, gdzie środowisko było zupełnie różne, ludzi dużo ode mnie starszych, ustatkowanych, mających własne rodziny, stałą pracę i tak dalej. W tym miejscu trudno mi było znaleźć kogoś, z kim mogłabym nawiązać wspólny język. Mimo to, poza pracą próbowałam jeszcze szukać wsparcia w internecie i też nadal kontynuowałam przygotowania do egzaminu. Z czasem jednak straciłam wiarę, że mi się uda. Patrzyłam tylko, jak inni układają sobie życie na studiach, jak nawiązują nowe znajomości i jak ciekawie spędzają czas. Było mi przykro, byłam zła na siebie, że postawiłam tak wysoko, że wpadłam na pomysł nie do zrealizowania. Nie miałam się do kogo zwrócić, nie czułam, że ktokolwiek mnie rozumie, nie wiedziałam już co robić. Rodzina zbuntowała się przeciwko mnie, że popełniłam duży błąd, nie idąc na studia po liceum. Z biegiem czasu wybiłam sobie z głowy pomysł związany ze studiami za granicą. Przekonałam się, że jednak to chyba nie dla mnie, nie jestem w stanie zarobić tyle pieniędzy, mieszkać tak daleko od domu. Pomyślałam, że przecież uczelnie w Polsce oferują dużo ciekawych możliwości związanych z wymianami studenckimi typu Erasmus+. W czasie przerwy przemyślałam wszystko, zastanowiłam się poważnie nad tym, czego tak naprawdę chciałabym się uczyć, co w zasadzie najbardziej mnie interesuje. Wcześniej myślałam o psychologii po angielsku (właśnie za granicą). Jednak stwierdziłam, że przecież mogę studiować w Polsce i wyjechać na wymianę. Wzięłam się więc do działania i zaczęłam przygotowywać się ponownie do matury. W czasie mojego gap year z racji tego, że pracowałam, bardzo chciałam zacząć podróżować (w tani sposób). Pomyślałam, że później nie będę miała już tak wiele czasu. Jednak nie mogłam liczyć na moich znajomych. Informowałam ich zawsze dużo wcześniej, żeby mogli mieć możliwość zgromadzenia oszczędności. Uznawali zazwyczaj pomysł za świetny, jednak, gdy już przychodziło co do czego, to chętnych brakowało. Strasznie mnie to drażniło, że nie miałam z kim wykorzystać tego wolnego czasu w ciekawy sposób. Udało mi się poprawić maturę w maju, miałam jeszcze sporo wolnego czasu, więc stwierdziłam, że sama zacznę podróżować. Początkowo bardzo się bałam i stresowałam, ale pokonałam swój lęk, ostatecznie udało mi się odwiedzić trzy kraje. Może i niewiele, ale cieszę się, że przestałam czekać na innych i zaczęłam działać samodzielnie. W wakacje otrzymałam wyniki z uczelni, bardzo chciałam dostać się na studia dzienne (podobała mi się wizja mieszkania w akademiku i ogólnie życia studenckiego), ale dostałam się tylko na zaoczne. Tak też zrobiłam, stwierdziłam, że spróbuję. W końcu psychologia jest czymś, z czym chcę wiązać przyszłość, a poza tym będę mogła zdobywać doświadczenie w pracy. Od października łączyłam pracę ze studiami, byłam bardzo zafascynowana i z przyjemnością przykładałam się do nauki. Pod koniec roku straciłam pracę i przez dwa miesiące siedziałam w domu. Miałam wtedy sporo czasu na przygotowywania się do zaliczeń i egzaminów, jednocześnie też próbowałam znaleźć nową pracę, gdyż czułam, że moim rodzicom może to trochę przeszkadzać. Zresztą często pytali mnie, czy udało mi się już coś znaleźć itp. Nikt jednak się nie odzywał. Zastanawiałam się, czy nie znaleźć sobie może pracy związanej już z moim zawodem lub może podjąć jakiś staż. Sama już nie wiem, co mam robić, czego ja właściwie chcę. Boję się, że przez to nie będę już miała czasu na inne aktywności poza studiami. Chciałabym też jak najlepiej wykorzystać ten czas na studiach, poznać nowych ludzi, mieć czas na wyjścia itp. Z drugiej strony boję się, że faktycznie, jeśli nie zacznę działać w tym kierunku, to faktycznie będę żałować, że nie zaczęłam już zdobywać doświadczenia. Wszystkie osoby, które poznałam na studiach, studiowały wcześniej dziennie i miały też okazje skorzystania jeszcze z "życia studenckiego" i dobrze wspominają ten okres. Ja czuje się źle, że nie miałam szansy spróbować. Z jednak strony chciałabym studiować dziennie, chciałabym tego doświadczyć, ale teraz to nie wiem, czy uda mi się zmienić tryb i czy w ogóle mam szansę, czy to ma sens. Z drugiej strony fajnie jest zdobywać doświadczenie, pracować i mieć czas na inne rzeczy. Jeśli chodzi o relację, staram się być jak najbardziej otwarta na nowe znajomości. Nadal jestem bardzo ambitna i chciałabym realizować mnóstwo moich pomysłów, poznałam już kilka osób, jednak nie trafiłam jeszcze na osobę podobną do mnie. Cały czas czekam, że pojawi się ktoś, komu będę mogła się zwierzyć, kto zawsze będzie obok, z kim będę mogła wyjść na miasto, kto będzie chciał podróżować tak jak ja i przede wszystkim mnie zrozumie. Chciałabym podjąć terapię, czy konsultację psychologiczną, z kimś, kto pomógłby mi przepracować i przeanalizować wszystkie wydarzenia, które prawdopodobnie wpłynęły na mój stan, ale także to jak wygląda moje życie. Czuję, że posiadam mnóstwo schematów i przekonań, które blokują mnie przed osiągnięciem poczucia satysfakcji w życiu i budowaniu wartościowych relacji. Moja historia jest dosyć długa (i tak wiele wątków pominęłam) i z pewnością trudno jest wyczytać z niej, jaką naprawdę jestem osobą. Chciałabym jednak, aby ktoś zechciał wesprzeć mnie w tym, co przeżywam i pomógł odnaleźć mi właściwy kierunek w życiu.
Czy mój przyjaciel ma zaburzenia osobowości? Okazało się, że zmyślił ogromną historię życia, często depresyjny.
Dzień dobry, Podejrzewam, że mój bliski przyjaciel ma zaburzenia osobowości lub jest chory psychicznie. Znamy się od 5 lat, mamy codzienny kontakt telefoniczny, często spotykamy się, wyjeżdżamy, Dwa tygodnie temu nie zadzwonił, chociaż byliśmy umówieni, było to dla niego nietypowe, więc skontaktowałam się z jego mamą i przeżyłam szok. Okazało się, że został zabrany do zakładu karnego, bo nie wykonał zasądzonych prac społecznych, za kradzież z rozbojem. To była moja pierwsza w życiu rozmowa z jego rodziną, okazało się, że od początku naszej znajomości nic nie było prawdą. Wygląda to jakby zmyślił całą swoją historię i przedstawiał siebie jako kogoś zupełnie innego. Okazało się, że mieszkanie, w którym mieszkał, nie jest jego i został wrzucony za to, że nie płacił, że nie ma innych mieszkań, chociaż pokazywał mi ich plany, opowiadał o pracach remontowych, że jego tata żyje, że nie miał operacji i nie umarł, że nie umarła mu ciocia, że mama nie jest alkoholiczką, że nie była na odwyku, że nie mieszka z nowym facetem, że nie potrzebuje opieki, że przez rok nie kontaktował się z rodziną i nie wiedzieli gdzie on jest, że kłamał, że jest w jakimś związku i mieszka w innym mieście z dziewczyną, a cały czas mieszkał gdzieś w pobliżu rodzinnego domu, nie wiadomo gdzie, że wysyłał mamie zdjęcia z dziewczyną, która rzekomo była z nim w ciąży, ale poroniła, zdjęcia okazały się przerobione w fotoshop-ie, było tego bardzo dużo, wszystkie historie, które na bieżąco ze szczegółami mi opowiadał, okazały się kłamstwem, o historii z dziewczyną nic mi nie mówił. Często miał stany depresyjne, mówił, że nie lubi swojej rodziny, że oni go nie rozumieją, że tylko mi ufa. Nie mógł zagrzać miejsca w żadnej pracy, najpierw krótko był zadowolony, ale szybko mówił, że ktoś mu coś powiedział i z dnia na dzień rzucał pracę i przestawał odbierać od nich telefony. Mną też manipulował i moimi uczuciami do niego, w sumie 2 razy byłam na lekach przeciwdepresyjnych, chociaż nigdy wcześniej nie miałam takich problemów, myślę, że uruchomiła się we mnie jakaś obsesja, czułam jakiś przymus wewnętrzny kontynuowania tej relacji. Nawet teraz, kiedy wyszły na jaw jego kłamstwa, zamiast złości czuję pustkę i chcę mu pomóc. Czy to może być jakaś choroba psychiczna? Ogólnie w kontaktach ze mną, nigdy nie był agresywny, nie rozumiał żartów, poważny i raczej depresyjny, bałam się, że coś sobie zrobi, bo często mówił, że nie chce mu się żyć, łatwo nawiązywał kontakt z przypadkowymi ludźmi, zwłaszcza starszymi osobami, zawsze miły, uprzejmy, był lubiany, taki trochę dziwak, typ samotnika. Teraz jest w zakładzie karnym, boję się, że jest chory psychicznie i powinien być leczony, a nie osadzony.
komunikacja

Umiejętności komunikacyjne – klucz do skutecznej komunikacji

Skuteczna komunikacja to klucz do sukcesu w życiu osobistym i zawodowym. W tym artykule przyjrzymy się bliżej temu, czym są umiejętności komunikacyjne, jaką rolę odgrywają w naszym życiu i jak możemy je rozwijać.