
Zaburzenie schizotypowe, objawy depresyjne i trudności w podejmowaniu działań
Anna Krokosz
Szanowna Pani, to, co Pani opisuje, to nie lenistwo, lecz bardzo silny, utrwalony przez lata mechanizm unikowy. W zaburzeniu schizotypowym świat realny i relacje społeczne są często tak przytłaczające, że Pani mózg już w dzieciństwie nauczył się, iż jedynym sposobem na przetrwanie lęku jest wycofanie się. Ponieważ przez 26 lat systematycznie unikała Pani trudności, Pani "mięsień" tolerancji na dyskomfort nie miał szansy się rozwinąć, dlatego dziś każda realna czynność wydaje się wysiłkiem ponad siły. Ucieczka w telefon po leku aktywującym jest naturalną reakcją - organizm dostał energię, ale ponieważ realne życie kojarzy się Pani z zagrożeniem, podświadomie skierowała Pani tę siłę tam, gdzie czuje się bezpiecznie i gdzie nie grozi Pani żadna ocena. Proszę spróbować spojrzeć na siebie z większą łagodnością: to, że widzi Pani ten mechanizm i potrafi go tak szczerze nazwać, to dowód Pani ogromnej świadomości. Wyjście z tego stanu będzie wymagało od Pani bardzo powolnego oswajania się z trudem poprzez metodę mikrokroków - robienie rzeczy, które trwają dosłownie dwie minuty, by pokazać mózgowi, że minimalny dyskomfort jest do przeżycia. To, że czeka Pani na psychoterapię, jest kluczowe, ponieważ to właśnie tam, pod okiem profesjonalisty, będzie Pani mogła bezpiecznie zacząć rozbrajać stare mechanizmy obronne i uczyć się budowania codzienności poza ekranem telefonu.
Pozdrawiam serdecznie,
Anna Krokosz
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Jacek Kerlin
Słyszę, jak dużo w Tobie ambiwalencji — z jednej strony pragnienie zmiany, a z drugiej ogromne zmęczenie i lęk przed wysiłkiem, który ta zmiana może wymagać. To, że przez lata uczyłaś się chronić przed trudnymi sytuacjami, mogło być wtedy ważnym sposobem radzenia sobie, a dziś możesz dopiero krok po kroku uczyć się nowych, łagodniejszych dla siebie dróg działania. Dobrze, że jesteś już w kontakcie z psychiatrą i czekasz na terapię — to realne wsparcie w procesie odzyskiwania wpływu na swoje życie, nawet jeśli na razie wydaje się on bardzo wymagający.
Adam Bogdański
Dzień dobry,
opisuje pani połączenie objawów depresyjnych z utrwalonym mechanizmem unikania trudnych sytuacji. Unikanie zwykle przynosi krótkotrwałą ulgę, ale z czasem osłabia poczucie sprawczości i sprawia, że coraz trudniej podejmować nawet drobne działania. Telefon czy internet łatwo wtedy stają się sposobem na regulowanie napięcia i wypełnianie energii, którą daje leczenie farmakologiczne.
Dobrze, że pozostaje pani pod opieką psychiatry i czeka na psychoterapię. W terapii można pracować nad stopniowym wychodzeniem z unikania, odbudowaniem małych kroków działania oraz nad lękiem społecznym i organizacją codzienności. Jeśli jest taka możliwość, warto rozważyć także wcześniejszą konsultację psychoterapeutyczną lub jeśli kontakt z innymi ludźmi jest dla pani "do zniesienia" mogą pomóc grupy wsparcia, bezpłatne. Proszę poszukać w swojej okolicy ośrodków lub instytucji, które takie spotkania organizują.
Wszystkiego dobrego,
Adam Bogdański CPiP Nowy Świat
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, wcale nie wygląda na wygodnictwo czy „arogancję”, tylko na bardzo utrwalony sposób radzenia sobie z lękiem, przeciążeniem i depresją. Unikanie trudnych sytuacji od dziecka było dla Pani wtedy jedynym znanym sposobem, żeby jakoś wytrzymać – nic dziwnego, że mózg nadal podsuwa tę strategię. To, że nazywa Pani to „wybieraniem telefonu”, w moich oczach nie świadczy o lenistwie, tylko o tym, jak silny stał się nawyk chronienia się przed napięciem i oceną.
Jest w tym, co Pani pisze, bardzo dużo samoświadomości: widzi Pani wzór unikania, łączy go z lękiem społecznym, zaburzeniem schizotypowym, depresją, zauważa, jak działa lek i jak wykorzystuje Pani energię. To są ogromnie ważne informacje – i one mówią o kimś, kto naprawdę chce zrozumieć siebie, a nie „zatopić się w nicnierobieniu”. Już sam fakt, że chodzi Pani do psychiatry, czeka na psychoterapię i tak precyzyjnie opisuje swój problem, pokazuje, że w środku jest część, która bardzo chce zmiany, nawet jeśli druga część na razie wybiera bezpieczny telefon.
Wsparcie w psychoterapii może być właśnie kolejnym, realnym krokiem w stronę wyjścia z tego schematu – nie przez brutalne „zmuszanie się”, tylko przez uczenie się małych, wykonalnych kroków: jak zrobić odrobinkę inaczej niż dotąd, jak tolerować trochę więcej lęku, jak wykorzystywać działanie leku także w „prawdziwym” życiu. To, że dziś ma Pani wrażenie, że „nie ma pojęcia, jak z tego wyjść”, absolutnie nie znaczy, że nie ma drogi – znaczy tylko tyle, że na tym etapie nie musi Pani jej znać sama, bo od szukania tej drogi ma Pani też specjalistów obok siebie.
Z poważaniem Karolina Rzeszowska-Świgut
Psycholog psychotraumatolog
Agnieszka Włoszycka
Witam,
Widzę, że zna Pani siebie bardzo dobrze tj. wie Pani, co sprawia trudność, a co sprawia chwilową ulgę. Już samo to, że Pani o tym pisze i potrafi nazwać swoje zachowania, jest krokiem w stronę zmiany.
Zamiast próbować od razu zrobić wszystko „na raz”, możemy spojrzeć na małe, konkretne kroki, które Pani może wykonać:
Co jest w tej chwili najprostsze do wykonania, choćby najmniejsza rzecz, która da poczucie działania?
Kiedy ostatnio udało się Pani zrobić coś trudnego – nawet małego i jak Pani się wtedy poczuła?
Jak mogłaby Pani wykorzystać chwilę energii z leków na jeden konkretny, realny cel, zamiast całego dnia w internecie?
W moim nurcie, w którym pracuję czyli TSR często korzystam z pytania: „Co byłoby pierwszym, malutkim sygnałem, że idzie Pani w dobrą stronę?” Czasem jeden mały krok daje poczucie sprawczości, które potem przyciąga kolejny.
Można też przyjrzeć się temu, co Pani robi dobrze w codziennym życiu: nawet siedzenie w internecie może być źródłem wiedzy, inspiracji czy strategii, które później da się zastosować w realnych sprawach. Kluczowe jest, by szukać rozwiązań, które Pani pasują, zamiast zmuszać się „na siłę” do rzeczy, które wydają się nie do przejścia.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka

Zobacz podobne
Nie radzę sobie ostatnio z bardzo silnie obniżonym nastrojem. Mam 23 lata, od 18 roku życia biorę leki z grupy SSRI,z krótką przerwą, która była próbą odstawienia leków-dodam, że nieudaną. Dodam, że w wieku 18 lat zdiagnozowano u mnie ciężką depresje. Od lipca tego roku czułem się bardzo dobrze i postanowiłem na własną rękę nie odstawić, nie mogłem pogodzić się z myślą, że będę musiał brać leki do końca życia, myślałem, że wszystko będzie okej. Od jakiś 3 miesięcy czuje się dziwnie, często boli mnie głowa, nie mam na nic siły i ledwo daję radę pracować. Często przesypiam ponad 10 godzin, a i tak budzę się zmęczony, nie mam siły na treningi, które jeszcze niedawno były stałym elementem mojego życia, zmuszam się do spacerów, żeby zachować jakąkolwiek aktywność poza pracą, która jest sama w sobie fizyczna. Nic nie sprawia mi radości, mam wrażenie, że do każdej czynności muszę się zmuszać i męczy mnie ona 3 razy bardziej, jestem przerażony. Czy taki stan to prawdopodobnie nawrót choroby w skutek odstawienia leków?
Jestem z chłopakiem dwa lata. Od pół roku mieszkamy razem, głównym pomysłodawcą byłam ja, a on bardzo chętnie się na to zgodził. Zanim zamieszkaliśmy razem, to dużo czasu przebywaliśmy u siebie wzajemnie, dzięki naszym pracom było to możliwe i zdarzało się, że nawet spędzaliśmy razem 5-6 dni na tydzień, więc myślałam, że już sporo o sobie wiemy i to jak funkcjonujemy, jest nam znane. Niestety po wspólnym zamieszkaniu zaczęłam dostrzegać ogrom jego wad i zaczęłam się oddalać od niego. Większość z tych rzeczy wynika z faktu, że w jego domu rodzinnym wszystko robiła mama, która jest typową gosposią domową i dba o wszysko - od sprzątania, gotowania, zakupów, koszenia trawy itp. Mój chłopak przywyknął do tego, że wszystko ma podane na tacy, mimo, że wydawałoby się, że wcale tak nie jest. Już kilka razy próbowałam z nim rozmawiać, że ja nie jestem jego mamą, że zaczynam mieć tego dość, bo jeśli ja nie wypiorę, nie odkurzę, nie opróżnię zmywarki i lub nie wymyje naczyń, nie posprzątam kotu, nie zrobię zakupów, to on tego też nie zrobi. Ogólnie wszystkiego co się robi w domu. Jestem zmęczona, sfrustrowana, zła, czuje się niezrozumiana. Zaczynam przechodzić wewnętrzny kryzys. Leczę się na depresję od kilku lat i biorę leki. Niestety musiałam już nawet mieć zwiększona dawkę, bo moje uczucia zaczynały być takie, jakie nie powinny. Mój chłopak przyjdzie z pracy i ma przygotowany obiad. Zje go, puści w międzyczasie serial, wyjmie piwko, swojego papieroska z niedozwoloną substancją, posiedzi chwile i pójdzie grać w gry, wróci, siedzę z kolejnym piwkiem i będzie tak siedzieć na krześle przy wyspie, oglądając tv, aż nie zaśnie. Narzeka na brak bliskości, ale ja nie chce jej z nim, jeśli nie jest trzeźwy. Wcześniej dużo palił zielonego, przestał, ale zaczął inne rzeczy, które działają podobnie. Patrząc na niego, widzę wiecznie wypitego i zjaranego faceta, który nic nie zrobi, jeśli ja nie zrobię awantury. Oczywiście ma momenty przebłysku i zrobi więcej, niż prosiłam, ale są to momenty. Bardzo, ale to bardzo go kocham, jednak ja nie dam rady tak dłużej. Adoptowaliśmy wspólnie psa, planowaliśmy zakup mieszkania lub budowę jakoś od przyszłego roku, ale ja tego nie widzę. Nie wiem na ile to zmienia się przez to jego podejście czy przez moją chorobę. Wynegocjowałam z nim, że alkohol tylko przez weekend.. nie wiem, czy coś to da.. bo on nie zna umiaru, a niewiele mu trzeba. Jemu wystarczą 3 piwka i ma dość. Ja mam dość, patrząc na to wszystko. Nie sądziłam, że tak to będzie wyglądać.. oczywiście nie jestem idealna, bo wiecznie się go czepiam, narzekam, marudzę itp, ale kto by tego nie robił? Czuje, jakbym miała dorosłe dziecko. Zaczynam żałować mojej propozycji. Planowałam zamieszkać sama, ale po rozmowie z nim, zaproponowałam jemu wspólne mieszkanie i nie wiem, czy to nie zniszczy naszego związku.

