Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy normalne jest, że mój partner mówi o innych kobietach jako atrakcyjnych w stałym związku?

Dzień dobry, Chciałabym zapytać o pewną kwestię dotyczącą relacji w związku. Czy to normalne, że będąc w stałym związku mój partner potrafi powiedzieć o innej kobiecie, że jest obiektywnie ładna lub atrakcyjna? Nie chodzi o flirtowanie, porównywanie mnie do innych ani ostentacyjne oglądanie się za kimś, ale o samo stwierdzenie faktu dotyczącego czyjejś urody. Zastanawiam się, czy takie sytuacje powinny być powodem do zazdrości lub niepokoju, czy raczej mieszczą się w granicach normalnych zachowań i nie muszą świadczyć o braku zaangażowania czy szacunku. Z góry dziękuję za odpowiedź.
User Forum

MiMi

3 miesiące temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pani opisuje, jest jedną z najczęstszych kwestii poruszanych w kontekście granic w związku. Z perspektywy psychologicznej warto rozróżnić zauważenie atrakcyjności innej osoby od zaangażowania emocjonalnego czy braku szacunku. Ludzki mózg rejestruje bodźce estetyczne automatycznie – potrafimy docenić piękno obrazu, architektury czy drugiego człowieka bez intencji zmiany czegokolwiek w swoim życiu. Jeśli partner wypowiada się w sposób neutralny, nie porównuje Pani do tej osoby i dba o Pani poczucie bezpieczeństwa na co dzień, to takie stwierdzenie faktu zazwyczaj mieści się w granicach zdrowej, szczerej relacji. Kluczowe jest jednak Pani subiektywne poczucie komfortu. Jeśli takie uwagi budzą w Pani niepokój, warto o tym porozmawiać, nie jak o pewnego rodzaju zakazie, ale jako o Pani potrzebie budowania wyłączności i bezpieczeństwa emocjonalnego.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

3 miesiące temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Sobczyk

Karolina Sobczyk

Dzień dobry,

zazdrość sama w sobie nie jest czymś niewłaściwym. To sygnał, że dotykamy obszaru ważnej potrzeby, może bezpieczeństwa, może bycia widzianą albo poczucia wyjątkowości w relacji. Warto aby zadała sobie Pani pytanie ,, co się we mnie dzieje (w emocjach, w ciele), o jaką niezrealizowaną potrzebę mi chodzi, kiedy słyszę jak partner mówi, że jakaś kobieta, poza mną, jest dla niego atrakcyjna?".

Warto też sprawdzić, czy potrafi Pani powiedzieć partnerowi: „Kiedy to słyszę, czuję…”. Nie jako zarzut, lecz jako odsłonięcie swojego przeżycia. W relacji bliskość buduje się właśnie wtedy, gdy możemy pokazać siebie w tym, co nas aktualnie porusza -bez oskarżeń, ale też bez udawania, że nic się nie dzieje.

To, czy taka sytuacja mieści się w granicach relacji, zależy nie od ogólnej normy, lecz od tego, jak Wy dwoje ustalacie swoje granice i jak dbacie o wzajemne poczucie bezpieczeństwa.

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Sobczyk

3 miesiące temu
Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

 Sama uwaga, że ktoś jest ładny lub atrakcyjny, nie musi oznaczać braku zaangażowania ani braku szacunku, o ile nie prowadzi do porównań i wyśmiewania. Ważne jest, jak takie uwagi są formułowane i jakie emocje im towarzyszą.  

Jeśli jednak takie wypowiedzi pojawiają się często, budzą niepokój lub powodują, że Pani czuje się mniej wartościowa, to sygnał, by porozmawiać o granicach i potrzebach. Warto się zastanowić, czy chodzi o jednorazowy komentarz, czy o wzorzec, który podkopuje poczucie bezpieczeństwa w związku. W kontekście emocji liczy się to, jak te uwagi wpływają na samopoczucie i zaufanie do partnera.  

 

Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog

 

3 miesiące temu
Julia Otremba

Julia Otremba

Dzień dobry,

samo stwierdzenie, że ktoś jest obiektywnie atrakcyjny, mieści się w granicach normalnych zachowań. Bycie w związku nie wyłącza nam zdolności dostrzegania urody innych osób. Kluczowe jest to, czy za tym idzie brak szacunku, porównywanie czy umniejszanie – z Pani opisu wynika, że nie.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, co takie sytuacje uruchamiają w Pani. Jeśli pojawia się zazdrość czy niepokój, to zwykle dotyczy to potrzeby poczucia bezpieczeństwa i bycia tą „najważniejszą”. To naturalne.

Jeśli temat wraca lub budzi większe napięcie, spokojna rozmowa z partnerem o swoich uczuciach może wiele wyjaśnić. A gdyby okazało się, że podobne wątpliwości pojawiają się częściej, przyjrzenie się im głębiej – także z pomocą specjalisty – może pomóc wzmocnić poczucie bezpieczeństwa w relacji.

Pozdrawiam ciepło,

Julia Otremba

3 miesiące temu
Karolina Kolwas

Karolina Kolwas

Dzień dobry,

Myślę, że ważne jest to, jak takie spostrzeżenia partnera wpływają na Pani wewnętrzne przeżycia i poczucie bezpieczeństwa w relacji. Czuła rozmowa na temat Pani uczuć dookoła tej kwestii, może pozwolić budować poczucie wzajemnego zrozumienia w parze. 

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Kolwas

3 miesiące temu
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Z tego co Pani pisze wynika, że partner zauważa czyjąś urodę i potrafi powiedzieć, że ktoś jest atrakcyjny,sądzę, iż samo w sobie mieści się to w granicach normy. Dostrzeganie wyglądu innych osób nie znika wraz z wejściem w związek, ważne jest jak i po co to jest komunikowane. Jeśli nie ma w tym porównywania Pani do innych, flirtu, umniejszania Pani wartości ani przekraczania granic, to zwykle nie świadczy to o braku zaangażowania.

Kluczowe jest raczej to, co Pani wtedy czuje. Jeżeli pojawia się dyskomfort lub niepokój, to jest to ważna informacja o Pani potrzebie bezpieczeństwa i bycia widzianą jako wyjątkowa. W takiej sytuacji pomocna bywa spokojna rozmowa o tym, co Pani pomaga czuć się pewnie w relacji, np. więcej czułości, komplementów czy zapewnień.Zdrowa relacja to taka, w której obie osoby mogą być autentyczne a jednocześnie dbają o swoje granice i wrażliwość partnera. Samo nazwanie czyjejś urody nie musi być zagrożeniem: znaczenie ma kontekst, sposób i to, czy między Państwem jest poczucie szacunku i emocjonalnego bezpieczeństwa.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

3 miesiące temu
Katarzyna Losoń

Katarzyna Losoń

Dzień dobry,

W opisanej przez Panią sytuacji nie ma niczego niepokojącego. Samo stwierdzenie, że ktoś jest obiektywnie atrakcyjny, mieści się w granicach normalnego funkcjonowania. Ludzie pozostający w stałych związkach nadal zauważają urodę innych osób, podobnie jak zauważają ładny krajobraz czy estetyczny przedmiot. Z tego, co Pani pisze, partner nie porównuje Pani do innych kobiet ani nie oczekuje, by się Pani do kogokolwiek upodobniła, a to właśnie takie zachowania mogłyby naruszać poczucie bezpieczeństwa i szacunku.

Warto natomiast przyjrzeć się własnym emocjom, jeśli pojawia się zazdrość lub niepokój, dobrze zastanowić się, jakie uczucia są pod spodem i skąd mogą wynikać (np. z obaw o bycie wystarczającą, wcześniejszych doświadczeń czy potrzeby większego zapewnienia o bliskości). Sam komentarz o czyjejś urodzie nie świadczy o braku zaangażowania w relację.

 

Pozdrawiam serdecznie

Losoń Katarzyna

Psycholog

3 miesiące temu
Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

 

Dostrzeganie atrakcyjności innych ludzi jest naturalnym odruchem, który nie znika wraz z wejściem w związek. Jeśli partner stwierdza obiektywny fakt bez intencji porównywania Pani do kogoś lub wzbudzania zazdrości, zazwyczaj nie świadczy to o braku szacunku czy zaangażowania. Wręcz przeciwnie – taka otwartość może być sygnałem dużego poczucia bezpieczeństwa i zaufania w Waszej relacji. Warto jednak odróżnić samą obserwację partnera od Pani emocjonalnej reakcji na nią. Jeśli takie komentarze budzą w Pani dyskomfort, ma Pani prawo o tym otwarcie porozmawiać. 

 

Wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska

3 miesiące temu
Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Dzień dobry , zdrowa(umiarkowana )zazdrość jest pożądana w każdym związku . W opisywanej przez Panią sytuacji nie jest niepokojący fakt dotyczący dostrzegania urody innych kobiet przez partnera  , jeśli to zdarzenia okazjonalne. Raczej zastanowiłabym się nad Pani sposobem przeżywania zazdrości -to emocja bardzo złożona .Może płynąć w obawie przed utratą partnera , być wynikiem niskiego poczucia własnej wartości  lub oznaką lękowo- ambiwalentnego stylu przywiązania -osoby te potrzebują dużo zapewnień i sygnałów bliskości . Może być jeszcze tak, że dzieje się coś na poziomie intuicyjnym , wtedy potrzebna jest szczera rozmowa z partnerem. Jeśli wątpliwości jest dużo warto umówić się na konsultację psychoterapeutyczną . Pozdrawiam 

3 miesiące temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, że zauważasz i zastanawiasz się nad swoimi emocjami w związku, jest ważne — świadczy o Twojej uważności na siebie i relację. Twoje odczucia są realne i zasługują na uwagę.

Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci lepiej zrozumieć, skąd biorą się Twoje emocje, i dać poczucie bezpieczeństwa w podejmowaniu decyzji w związku. Warto sięgnąć po takie wsparcie — nie musisz być z tym sama. Wszystkiego dobrego.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

2 miesiące temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Stwierdzenie, że inna kobieta jest obiektywnie ładna lub atrakcyjna, mieści się w granicach normalnych zachowań w związku, o ile nie towarzyszy temu flirt, porównywanie czy brak szacunku. To ludzkie dostrzeganie urody innych nie świadczy o braku zaangażowania, a raczej o szczerości i wrażliwości estetycznej partnera.

 Nie musi gdyż zazdrość pojawia się często z niepewności lub niskiego poczucia własnej wartości, ale samo zauważanie czyjejś atrakcyjności nie zagraża relacji monogamicznej. Eksperci podkreślają, że wymaganie od partnera "niewidzenia" innych jest nierealistyczne, bo nie łamie to zasad wierności. Jeśli nie czujesz się Pani z tym komfortowo, otwarta rozmowa o granicach (bez oskarżeń) pomaga budować zaufanie.

Sytuacja staje się niepokojąca, gdy komentarze są częste, porównują Panią do innych lub wywołują dyskomfort a wtedy warto zbadać, czy nie kryje się za tym brak uznania dla Ciebie. W zdrowym związku partnerzy komplementują się nawzajem, co wzmacnia bliskość, ale obiektywne obserwacje nie są zdradą. Proszę skupić się na wzajemnym docenianiu, a nie na kontroli spojrzeń.

 

 


 

2 miesiące temu

Zobacz podobne

Chciałabym zakończyć relację z mężczyzną, który jest dziecinny, nie zarabia na siebie, nie ma między nami emocji, ja robię wszystko od rana do wieczora. Jednak boję się, że nie będę nigdy w lepszej sytuacji.
Nie mam z kim porozmawiać. Nie oczekuję, że ktoś to przeczyta. Nie znalazłam innego miejsca, gdzie mogę to napisać. Nie mam żadnych znajomych, koleżanek ani przyjaciółek. Mam faceta, mieszkamy razem. Z jego strony co prawda nigdy nie padło stwierdzenie, że jesteśmy parą/razem, ale wprowadził się do mojego mieszkania 10 lat temu i tak to trwa... Z jego strony nigdy nie padło żadne stwierdzenie na temat wspólnej przyszłości, nigdy nie padło stwierdzenie o ślubie, nie wspominając o dzieciach, o planach na przyszłość. On takowych nie ma. Żyje sobie z dnia na dzień nie myśląc o jutrze. Nie myśli o posiadaniu swojego mieszkania (chodzi mi o to, że mieszka u mnie i dla niego to nie problem). On nie planuje zmiany mieszkania, abyśmy mieli wspólne czy większe. Jeździ moim samochodem, co dla niego nie jest problemem. W weekend ja samochód umyję, wyczyszczę. Ja zajmuję się wszystkim, organizuję dom (ja gotuję, pranie, sprzątanie, remonty, etc.). Poproszenie go o naprawę czegokolwiek oznacza tygodniowe zrzędzenie i oczywiście nie kiwnięcie nawet palcem w danej sprawie, po czym się kłócimy i znowu problem na moich barkach. Kilkukrotnie zaproponowałam, że miło byłoby, gdyby coś ugotował, ponieważ 7 dni w tygodniu gotuję ja. Zaśmiał się, że może mi zupkę chińską przynieść ze sklepu jak sobie wstawię wodę w czajniku i tak ze wszystkim. Próbowałam nie gotować, nie prać. To nie problem ... je bułki cały dzień i zapija je monsterami, a z kosza na ubrania wyjmie gacie i włoży na lewą stronę; w taki sposób po jakimś czasie zmusza mnie prania itd. Seksu brak od początku. Najpierw nie chciałam, później stwierdziłam, że jak się jest przed 40-stką, to warto spróbować. Nie udaje się, nie idzie. On jest zbyt, z jednej strony dziecinny, bo komentarze kilkunastoletniego dziecka stykają się z tym, że on nie wie co robi, przez co jest bolesny. Zwracałam uwagę; najpierw sugestią, potem mówiąc wprost. Bez efektu, za każdym razem to samo. Jemu trzeba mówić krok po kroku co ma robić, tylko, że to i tak bez skutku.. Za każdym razem zawód, dlatego ograniczam bliskość na raz do roku. Nic nie czuję, wszystko dzieje się poza mną. :( Ostatnio w trakcie stwierdziłam, że to nie ma sensu po tym jak zaczął na głos zastanawiać się jakiego burgera zje w Burger Kingu. Na nic skupienie czy wyobrażanie sobie w głownie różnych rzeczy skoro ani orgazmu ani nawet nuty emocji. Próbowałam kilku sposobów, by coś zmienić; ale nic a on nie docenia. Zazwyczaj komentuje w jakiś - wg niego - zabawny, lecz dziecinny sposób niemający wiele wspólnego z romantyzmem. Zachowuje się na chłopaczek nastoletni ciągle zawstydzony wszystkim. Nigdy nie mogę z nim porozmawiać poważnie o nas, o naszym związku, dlatego o seksie również nie będę próbować. Już widzę to zawstydzenie na twarzy i pytanie czy mamy słoik ogórków kiszonych, bo jak nie to on musi do sklepu:( On w każdej poważnej sytuacji sobie żartuje, zmieniając temat, lekceważy co mówię lub manipuluje słowami i udaje, że nie rozumie. A ja chciałabym wiedzieć jaki jest mój status, czy osiągnęłam już wszystko co mogłam w tej relacji i byciem dla niego jedynie stancją i dzieleniem kosztów za lokum. Ja mam kredyt, spłacam sama. Wszystko co związane z mieszkaniem utrzymuję sama, on się nie dokłada. Gdy ktoś z rodziny pyta kłamię, że dzielimy koszty po połowie, bo mi wstyd. On dorzuca się 50% do jedzenia i czynszu za mieszkanie. Przez kilka lat dużo pracowałam. Od poniedziałku do niedzieli po kilkanaście godzin dziennie, ponieważ nie osiągam wielkich dochodów i niestety mam niskie perspektywy zatrudnienia brałam każda godzinę pracy, myśląc o przyszłości. Ostatnio praca mnie omija, mam mało zleceń. Mniej zarabiam. Powiedziałam, że mam ograniczone środki finansowe, a on że "jestem silną niezależną kobietą poradzę sobie" (i zaczął się śmiać). Powiedział tak tylko dlatego, żebym nie próbowała "żyć na jego koszt". Najczęściej spędzamy czas przed komputerami. Ja przed swoim, a on przed swoim. Nie chodzimy na miasto, nie wyjeżdżamy za miasto, nie chodzimy na spacery, nie mamy wspólnego zainteresowania. On ciągle leży i gra w gry na komputerze lub przegląda strony sportowe połączone z odsłuchiwaniem yt. Czasami doprowadza mnie do frustracji, krzyczę, wyzywam go, że to lub to trzeba zrobić. Po 30 minutach wyzywania i krzyczenia na cały blok wyniesie śmieci, ale sam nigdy :( Po takich sytuacjach zawsze czuję się podle; czuję się winna. Winna... właśnie ... zawsze jestem winna. Jako, że on nie ma żadnych potrzeb i oczekiwań od życia a ja czasami chcę gdzieś pójść lub pojechać, to ponoszę win za wszystko co się wtedy wydarzy, od popsutych rogatek ("to Ty chciałaś jechać, to teraz cierp") po inne problemy. Brakuje mi osoby, z którą mogłabym porozmawiać. Nie wiem czy powiedziałabym jej to co napisałam, ale zmieniłabym na kilka chwil otoczenie, wyszła z domu. Próbowałam szukać na fb i forach bratniej duszy, z którą można by się zaprzyjaźnić. Nie udało się. Po wymianie kilku wiadomości znajomość się kończy. Nie mam wielu hobby (o ile jakieś mam), nie umiem robić nic dobrze, raczej we wszystkim jestem słaba lub średnia). Nie umiem grać w gry planszowe, w karty, płynnie angielskiego, aby podróżować po odległych zakątkach (proponowano podróż do Indii - nie zgodziłam się; kontakt się urwał), nie chodzę na dyskoteki i stresuje mnie przebywanie w grupie, więc szybko odpadam jako potencjalna koleżanka. Chętnie się nauczę od kogoś grać w planszówki, ale nie mam od kogo. Nie mam również urlopu w pracy, po pracuję na umowy o dzieło /zlecenia (i moi klienci szybko znajdą kogoś innego na moje miejsce, więc nie ryzykuję utraty pracy). Owszem czasami gdzieś jadę za granicę, ale z pracą (online) i trochę zwiedzam, a trochę pracuję. Chciałabym poznać kumpelkę, z którą mogłabym pogadać, pospacerować, czasami coś poprzymierzać w sklepach, skomentować, posłuchać o jej problemach i opowiedzieć o swoich. Kogoś z kim można spotkać się w realnym życiu. Kogoś, kto będzie powodem do wyjścia z domu. Nie mam pomysłu jak to zrobić. Jestem na tyle aspołeczna, że nawet gdy zaczęłam chodzić na jakiś kurs nie umiałam się do nikogo odezwać, poza "cześć" na wejściu, nie umiałam się przebić. Oni zorganizowali się w paczkę, z którą spędzają czas, ja nie jestem zapraszana. Zawsze stoję obok, sama. To samo w każdym innym miejscu, zawsze czuję na sobie wzrok innych i uśmiech (niekoniecznie życzliwy). Nie umiem podrywać facetów, nie jestem zbyt urodziwa, więc na nadmiar zainteresowania nigdy nie narzekałam. Każde miejsce, w którym jest więcej niż jedna osoba powoduje mój dyskomfort, na tyle silny, ze np. wolę zapłacić karę niż pójść do jakiejś instytucji coś wyjaśnić itd. Wiem, że nie mam motywacji do żadnych działań. Szybko jestem zmęczona, często płaczę (bez powodu), stale myślę o smutnych rzeczach. Wiele razy chciałam się rozstać. Trzy razy prosiłam go o to by się wyprowadził, bezskutecznie. Wydawało mi się, że gdy będę mówić spokojnie, bez podnoszenia tonu głosu i bez emocji to zrozumie, że ma się wyprowadzić, ale nie zrozumiał. Olał. Za każdym razem olał; wrócił do komputera i leżał. Po tym jak zapytałam kiedy się wyprowadzi stwierdził, że "przecież nie dzisiaj; należy się termin każdemu lokatorowi"... Ustalaliśmy ten termin i dalej nic. Po tym terminie zaczynał rozmawiać jakby nigdy nic. Momentami myślę, że mu moi rodzice płacą żeby ze mną mieszkał, bo nie wierzę, ze faceci tak mogą.... Mam świadomość, że jeśli kiedykolwiek usunęłabym go ze swojego życia, to na pewno nie zaangażuję się w żaden inny związek. Mam problem z seksem, a jednak dla facetów to ważne. Poza tym czuję silne zmęczenie, nie wyobrażam sobie, by ktoś ze mną mieszkał. Ale też wiem, że gdyby doszło do rozstania to moja rodzina obarczałaby mnie za to. Oni uważają, że chwyciłam Pana Boga za nogi i powinnam siedzieć cicho (on jest wykształconym człowiekiem, niestety zbyt dobrze znającym swoje prawa dlatego są problemy z eksmisją; umie też mną zaszantażować bo zna moje słabe punkty), poza tym jak raz człowiek złapał faceta, to nie można go zmieniać - takie opinie ma moja rodzina. Zdaję sobie sprawę, że musiałabym zerwać kontakty z rodzicami i ograniczyć z pozostałą częścią rodziny. Niestety, znam ich na tyle dobrze, że wiem jak by reagowali. Uważaliby, że to moja wina, że jestem głupia i nie nadaję się do niczego. Przechodzę dość częśto takie docinki, zazwyczaj nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością, ale jestem dobrym obiektem do śmiechu i żarów (nawet wśród rodziców) bo zawsze się gdzieś uderzę albo mam przygodę (nie z mojej winy). Podsumowując, dzisiaj widział, że od rana mam gorszy nastrój (przyczynił się wczoraj), ale udaje że nic się nie stało. Siedzi w innym pokoju i klika myszką... Ani razu nie zapytał, nawet czy wszystko jest ok albo dlaczego płaczę... O nic. Wg niego jest fajnie, nic od niego nie chcę, nie przeszkadzam mu. Zamówiłam pizze na obiad, odebrałam więc wystarczyło tylko ułamać kawałek i super, bo o dziwo ułamał sam, nie prosił o podanie ...
Partner chce wyjechać za granicę do pracy - wiem, że bardzo mnie to obciąży, znam swoje potrzeby.
Witam, Jestem osobą ze stwierdzonym borderline i DDA. W związku potrzebuję dużej ilości uwagi i kontaktu, aby czuć się bezpiecznie i komfortowo. Z partnerem jesteśmy razem od nieco ponad roku. Do tej pory pojawiały się poważniejsze konflikty, jednak każdy z nich takim czy innym sposobem udawało się zażegnać. Kilka dni temu partner oświadczył, że chce pracować za granicą. Od razu powiedziałam, że nie podoba mi się ten pomysł. Wyniknęła dyskusja, w ktorej partner podkreślił, że on tego chce. Mając świadomość, że może być to dla niego dobra okazja do podreperowania budżetu, mam poczucie, że nie powinnam mieć wobec tego obiekcji. Nie zmienia to jednak mojego wewnętrznego sprzeciwu. Wiem, że taki wyjazd oznacza mniej kontaktu, a to jest dla mnie przerażające. Pojawiają się obawy o nadużywanie alkoholu, podupadającą więź emocjonalną, mniejszą satysfakcję ze związku i obciążenie psychiczne, jakie może to za sobą nieść. Czuję, że tego typu relacja (mam tutaj na myśli związek na odległość) jest zaprzeczeniem tego, czego potrzebuję albo oczekuję od relacji romantycznej, o której myślę przyszłościowo. Wiem, że godząc się na taką relację, zaniedbam swoje potrzeby i że będzie mnie to kosztowało mnóstwo energii. W połączeniu z przebodźcowaniem i silnym niepokojem, który odczuwam na codzień może to negatywnie na mnie wpłynąć. Zastanawiam się co powinnam w takiej sytuacji zrobić. Biorę pod uwagę rozstanie, ale tutaj pojawiają się myśli o opuszczeniu, osamotnieniu i porażce ("nie poradzę sobie", "zostanę sama", "stracę go na zawsze"), a przede wszystkim wątpliwości co do własnego postrzegania sprawy. Nie wiem też jak poruszyć - i czy w ogóle warto to zrobić - ten temat z partnerem w taki sposób, aby nie eskalować konfliktu (nie robić "big deal"), ale jednocześnie przedstawić kwestię swoich uczuć i potrzeb tak stanowczo jak wymaga tego sytuacja.
Dzień dobry, 3 tygodnie temu zerwałem z dziewczyną
Dzień dobry, 3 tygodnie temu zerwałem z dziewczyną (3-letni związek) z powodu obsesyjnych wręcz wątpliwości "Czy to ta jedyna, czy to miłość itp..." Zerwałem, bo przestałem czuć miłość i tęsknotę do niej, choć było nam w związku dobrze i chciałem zatęsknić, zweryfikować uczucie i nie dawać nadziei w przypadku gdybym nie wrócił. (Pomieszkiwałem u niej 3-4 dni w tygodniu, wszystko stało się bardzo szybko, dzień wcześniej mówiłem, że kocham, a na drugi zerwałem). Stało się wręcz przeciwnie, szybko przestałem czekać na wiadomości od niej, nauczyłem się żyć sam, tęsknoty już nie ma, ale ciągle się zastanawiam kiedy poczuję tęsknotę i impuls do naprawy związku, które nie przychodzą... Czy jest we mnie to uczucie, tylko lęk przed wątpliwościami przysłania mi je, czy rzeczywiście jej nie kocham? Mam 32 lata i oboje byliśmy swoimi pierwszymi partnerami. Coś w środku podpowiada mi, że zrobiłem błąd (nigdy się nawet nie pokłóciliśmy), ale coś innego blokuje mnie przed próbą powrotu. Nie chce robić tego na siłę, aby nie niszczyć jej od nowa, bo ona i tak przeżyła to rozstanie, lecz z drugiej strony boję się, że całkowicie ostygnę i będzie to już sytuacja całkowicie beznadziejna.
Mój chłopak mnie obrzydza - jak poradzić sobie z problemami w związku?

mój chłopak mnie obrzydza skrótowo: wygląd: otyłość, nie dba o swój wygląd i higienę seks: szybko kończy, zapomina co lubię, robi rzeczy, które mi przeszkadzają brak inicjatyw, namiętności: czuję się przy nim jak przy koledze albo dziecku, gdy mu mówię o jakimkolwiek problemie, to odpowiada, że postara się to zmienić albo że z tym nic nie da się zrobić i czasami przez krótki czas jest odrobinę lepiej, ale to tylko tymczasowa poprawa, później wraca do stanu pierwotnego długi opis Otyłość: po pójściu na siłownię z nadwagi doprowadził do otyłości 2 stopnia (do swojego jedzenia dorzucił kolejne kalorie w postaci produktów z białkiem), a z tym kolejne rozstępy, pęknięta skóra, jeszcze większy brzuch. Gdy mówię na przeróżne sposoby, czy to przez jedzenie mniejszych porcji (do tej pory je jak 2 porcje), więcej się ruszał, chodził na spacery czy robił więcej cardio, to reaguje sporą niechęcią. Mówi, że 1) sam sobie poradzi; 2) to się nie zmieni, bo zawsze był gruby Większość czasu spędza w swoim pokoju (studiuje, ale nie pracuje, mieszka dalej z rodzicami), ma bardzo mało ruchu Odnośnie jedzenia, to tekst, że pójdzie w końcu do dietetyka (po 4 latach mówienia tego dalej nie poszedł, a z wcześniejszego jadłospisu na tyle samo kcal nie korzysta), nie ma jak inaczej jeść, bo mu mama robi jedzenie Tym bardziej mi na tym zależy, bo ta choroba przekłada się na wszystkie inne aspekty życia, w tym jego pozostałe sprawy zdrowotne, a ma niespełna 25 lat. Nadpotliwość: najbardziej przeszkadza mi to w seksie. Nie mogę czerpać z tego przyjemności, cieszyć się chwilą, bo po max 10min jest już cały mokry i śmierdzi. Podobnie się to przejawia nawet, gdy tylko siedzi i nic nie robi. Jak wchodzi z dworu do mieszkania, to tak samo jest zalany cały potem i się klei Brak dbania o swój wygląd: goli się głównie, jak mu to wielokrotnie przypomnę, a z jego rzadkim myciem przy potliwości (co 2/3 dni) to szybko też robi się brzydki zapach (zwłaszcza w okolicach penisa i odbytu), niedokładnie i niewystarczająco myje zęby fryzjera też unika, nie chce, żebym ja mu skróciła, woli chodzić z włosami, które już mu do ucha wchodzą. To z kolei wpływa znowu na stan jego cery i potliwość- ma tłuste włosy i odracza to w czasie nie zwraca uwagi jak się ubiera: często na lewą stronę, długie skarpety do krótkich spodenek, do tego wyciągnięte na maxa jak podkolanówki (i miejsce na pięty ma przy kostce). Chodzi często w podziurawionych przy kroczu spodniach (niekiedy nawet całe pięści można przez nie przełożyć), majtkach czy białych bluzkach z żółtymi plamami od potu. Po zwróceniu uwagi odpowiada, że je później zaszyje, mu nie przeszkadzają albo tego nie widać (końcowo daje je mamie) Seks: niby zwraca uwagę, jak mu mówię, przypominam co lubię, ale w praktyce później nie pamięta w jaki sposób. Jest niezdarny, więc często przez przypadek mnie przygniata, co momentalnie mniejsza podniecenie. Lubię namiętny seks, ale on nie podnieca mnie tak jak lubię. Niekiedy pomija to albo robi z tego parodię/robi to w prześmiewczy sposób (na to jego argumentem jest, że lubi jak się uśmiecham/śmieję). Przez co w rolę wchodzi tylko lubrykant, bo inaczej jestem przy nim zbyt sucha. Głośno dyszy, szybko się męczy, poci, gada w międzyczasie inne rzeczy, przez co mnie to rozprasza. Jestem jego 1 dziewczyną, dlatego na wiele sposobów mówiłam w jaki sposób, kiedy może robić, co mi się podoba, a co nie. Pokazywałam, mówiłam, zapisywałam, ale z niewystarczającym skutkiem. Ma problem ze wczesnym wytryskiem, przez co łącząc te wszystkie rzeczy, po prostu nie satysfakcjonuje mnie z nim seks, czuję się przy nim obrzydzona i lekceważona Oprócz tego jest wspaniałym człowiekiem, ale do tej pory te zachowania zostały albo nasiliły się i już nie mam zbytnio pomysłu jak to rozwiązać. Z perspektywy osoby obok wygląda mi to na depresję/autyzm, ale wiadomo - tego sama nie zmienię. Dlatego proszę o porady jak moglibyśmy się z tymi rzeczami uporać, głównie ja i przestać czuć do niego odrazę i obrzydzenie przez wymienione wszystkie powyżej rzeczy (bo moja cierpliwość i siła dobiega już końca). Chcę się poczuć przy nim kobieco, jak dziewczyna, a nie wieczna nauczycielka

Zaburzenia osobowości partnera a toksyczna relacja - jak dbać o siebie?

Od pewnego czasu przeżywam trudności w moim związku. 

Mój partner ma stwierdzone zaburzenia osobowości, co sprawia, że nasza relacja stała się trochę toksyczna. 

Często czuję się manipulowany i obwiniany za sytuacje, na które nie mam wpływu. Z jednej strony bardzo mi na nim zależy, ale z drugiej coraz bardziej odczuwam, że tracę siebie. 

Konflikty między nami są intensywne i wyczerpujące, a ja coraz częściej zastanawiam się, czy jestem w stanie to znosić dalej. Tego typu toksyczne zachowania zaczynają wpływać na moje poczucie wartości i samoocenę. Często czuję się zagubiony i przytłoczony, nie wiedząc, jaką decyzję podjąć. 

Czy w takiej sytuacji lepiej skupić się na wsparciu partnera, czy raczej na ochronie własnego zdrowia psychicznego? Jakie działania mogę podjąć, by poradzić sobie z tą sytuacją, nie pogarszając naszej relacji? 

asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.