Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Czy normalne jest, że mój partner mówi o innych kobietach jako atrakcyjnych w stałym związku?

Dzień dobry, Chciałabym zapytać o pewną kwestię dotyczącą relacji w związku. Czy to normalne, że będąc w stałym związku mój partner potrafi powiedzieć o innej kobiecie, że jest obiektywnie ładna lub atrakcyjna? Nie chodzi o flirtowanie, porównywanie mnie do innych ani ostentacyjne oglądanie się za kimś, ale o samo stwierdzenie faktu dotyczącego czyjejś urody. Zastanawiam się, czy takie sytuacje powinny być powodem do zazdrości lub niepokoju, czy raczej mieszczą się w granicach normalnych zachowań i nie muszą świadczyć o braku zaangażowania czy szacunku. Z góry dziękuję za odpowiedź.
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

To, co Pani opisuje, jest jedną z najczęstszych kwestii poruszanych w kontekście granic w związku. Z perspektywy psychologicznej warto rozróżnić zauważenie atrakcyjności innej osoby od zaangażowania emocjonalnego czy braku szacunku. Ludzki mózg rejestruje bodźce estetyczne automatycznie – potrafimy docenić piękno obrazu, architektury czy drugiego człowieka bez intencji zmiany czegokolwiek w swoim życiu. Jeśli partner wypowiada się w sposób neutralny, nie porównuje Pani do tej osoby i dba o Pani poczucie bezpieczeństwa na co dzień, to takie stwierdzenie faktu zazwyczaj mieści się w granicach zdrowej, szczerej relacji. Kluczowe jest jednak Pani subiektywne poczucie komfortu. Jeśli takie uwagi budzą w Pani niepokój, warto o tym porozmawiać, nie jak o pewnego rodzaju zakazie, ale jako o Pani potrzebie budowania wyłączności i bezpieczeństwa emocjonalnego.

 

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Karolina Sobczyk

Karolina Sobczyk

Dzień dobry,

zazdrość sama w sobie nie jest czymś niewłaściwym. To sygnał, że dotykamy obszaru ważnej potrzeby, może bezpieczeństwa, może bycia widzianą albo poczucia wyjątkowości w relacji. Warto aby zadała sobie Pani pytanie ,, co się we mnie dzieje (w emocjach, w ciele), o jaką niezrealizowaną potrzebę mi chodzi, kiedy słyszę jak partner mówi, że jakaś kobieta, poza mną, jest dla niego atrakcyjna?".

Warto też sprawdzić, czy potrafi Pani powiedzieć partnerowi: „Kiedy to słyszę, czuję…”. Nie jako zarzut, lecz jako odsłonięcie swojego przeżycia. W relacji bliskość buduje się właśnie wtedy, gdy możemy pokazać siebie w tym, co nas aktualnie porusza -bez oskarżeń, ale też bez udawania, że nic się nie dzieje.

To, czy taka sytuacja mieści się w granicach relacji, zależy nie od ogólnej normy, lecz od tego, jak Wy dwoje ustalacie swoje granice i jak dbacie o wzajemne poczucie bezpieczeństwa.

Pozdrawiam serdecznie

Karolina Sobczyk

Karolina Rzeszowska-Świgut

Karolina Rzeszowska-Świgut

Dzień dobry,

 Sama uwaga, że ktoś jest ładny lub atrakcyjny, nie musi oznaczać braku zaangażowania ani braku szacunku, o ile nie prowadzi do porównań i wyśmiewania. Ważne jest, jak takie uwagi są formułowane i jakie emocje im towarzyszą.  

Jeśli jednak takie wypowiedzi pojawiają się często, budzą niepokój lub powodują, że Pani czuje się mniej wartościowa, to sygnał, by porozmawiać o granicach i potrzebach. Warto się zastanowić, czy chodzi o jednorazowy komentarz, czy o wzorzec, który podkopuje poczucie bezpieczeństwa w związku. W kontekście emocji liczy się to, jak te uwagi wpływają na samopoczucie i zaufanie do partnera.  

 

Z poważaniem 

Karolina Rzeszowska-Świgut 

Psycholog, psychotraumatolog

 

Julia Otremba

Julia Otremba

Dzień dobry,

samo stwierdzenie, że ktoś jest obiektywnie atrakcyjny, mieści się w granicach normalnych zachowań. Bycie w związku nie wyłącza nam zdolności dostrzegania urody innych osób. Kluczowe jest to, czy za tym idzie brak szacunku, porównywanie czy umniejszanie – z Pani opisu wynika, że nie.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, co takie sytuacje uruchamiają w Pani. Jeśli pojawia się zazdrość czy niepokój, to zwykle dotyczy to potrzeby poczucia bezpieczeństwa i bycia tą „najważniejszą”. To naturalne.

Jeśli temat wraca lub budzi większe napięcie, spokojna rozmowa z partnerem o swoich uczuciach może wiele wyjaśnić. A gdyby okazało się, że podobne wątpliwości pojawiają się częściej, przyjrzenie się im głębiej – także z pomocą specjalisty – może pomóc wzmocnić poczucie bezpieczeństwa w relacji.

Pozdrawiam ciepło,

Julia Otremba

Karolina Kolwas

Karolina Kolwas

Dzień dobry,

Myślę, że ważne jest to, jak takie spostrzeżenia partnera wpływają na Pani wewnętrzne przeżycia i poczucie bezpieczeństwa w relacji. Czuła rozmowa na temat Pani uczuć dookoła tej kwestii, może pozwolić budować poczucie wzajemnego zrozumienia w parze. 

 

 

Pozdrawiam serdecznie,

Karolina Kolwas

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za wiadomość.

Z tego co Pani pisze wynika, że partner zauważa czyjąś urodę i potrafi powiedzieć, że ktoś jest atrakcyjny,sądzę, iż samo w sobie mieści się to w granicach normy. Dostrzeganie wyglądu innych osób nie znika wraz z wejściem w związek, ważne jest jak i po co to jest komunikowane. Jeśli nie ma w tym porównywania Pani do innych, flirtu, umniejszania Pani wartości ani przekraczania granic, to zwykle nie świadczy to o braku zaangażowania.

Kluczowe jest raczej to, co Pani wtedy czuje. Jeżeli pojawia się dyskomfort lub niepokój, to jest to ważna informacja o Pani potrzebie bezpieczeństwa i bycia widzianą jako wyjątkowa. W takiej sytuacji pomocna bywa spokojna rozmowa o tym, co Pani pomaga czuć się pewnie w relacji, np. więcej czułości, komplementów czy zapewnień.Zdrowa relacja to taka, w której obie osoby mogą być autentyczne a jednocześnie dbają o swoje granice i wrażliwość partnera. Samo nazwanie czyjejś urody nie musi być zagrożeniem: znaczenie ma kontekst, sposób i to, czy między Państwem jest poczucie szacunku i emocjonalnego bezpieczeństwa.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Katarzyna Losoń

Katarzyna Losoń

Dzień dobry,

W opisanej przez Panią sytuacji nie ma niczego niepokojącego. Samo stwierdzenie, że ktoś jest obiektywnie atrakcyjny, mieści się w granicach normalnego funkcjonowania. Ludzie pozostający w stałych związkach nadal zauważają urodę innych osób, podobnie jak zauważają ładny krajobraz czy estetyczny przedmiot. Z tego, co Pani pisze, partner nie porównuje Pani do innych kobiet ani nie oczekuje, by się Pani do kogokolwiek upodobniła, a to właśnie takie zachowania mogłyby naruszać poczucie bezpieczeństwa i szacunku.

Warto natomiast przyjrzeć się własnym emocjom, jeśli pojawia się zazdrość lub niepokój, dobrze zastanowić się, jakie uczucia są pod spodem i skąd mogą wynikać (np. z obaw o bycie wystarczającą, wcześniejszych doświadczeń czy potrzeby większego zapewnienia o bliskości). Sam komentarz o czyjejś urodzie nie świadczy o braku zaangażowania w relację.

 

Pozdrawiam serdecznie

Losoń Katarzyna

Psycholog

Natalia Przybylska

Natalia Przybylska

Dzień dobry, 

 

Dostrzeganie atrakcyjności innych ludzi jest naturalnym odruchem, który nie znika wraz z wejściem w związek. Jeśli partner stwierdza obiektywny fakt bez intencji porównywania Pani do kogoś lub wzbudzania zazdrości, zazwyczaj nie świadczy to o braku szacunku czy zaangażowania. Wręcz przeciwnie – taka otwartość może być sygnałem dużego poczucia bezpieczeństwa i zaufania w Waszej relacji. Warto jednak odróżnić samą obserwację partnera od Pani emocjonalnej reakcji na nią. Jeśli takie komentarze budzą w Pani dyskomfort, ma Pani prawo o tym otwarcie porozmawiać. 

 

Wszystkiego dobrego! 

Natalia Przybylska

Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Dzień dobry , zdrowa(umiarkowana )zazdrość jest pożądana w każdym związku . W opisywanej przez Panią sytuacji nie jest niepokojący fakt dotyczący dostrzegania urody innych kobiet przez partnera  , jeśli to zdarzenia okazjonalne. Raczej zastanowiłabym się nad Pani sposobem przeżywania zazdrości -to emocja bardzo złożona .Może płynąć w obawie przed utratą partnera , być wynikiem niskiego poczucia własnej wartości  lub oznaką lękowo- ambiwalentnego stylu przywiązania -osoby te potrzebują dużo zapewnień i sygnałów bliskości . Może być jeszcze tak, że dzieje się coś na poziomie intuicyjnym , wtedy potrzebna jest szczera rozmowa z partnerem. Jeśli wątpliwości jest dużo warto umówić się na konsultację psychoterapeutyczną . Pozdrawiam 

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

To, że zauważasz i zastanawiasz się nad swoimi emocjami w związku, jest ważne — świadczy o Twojej uważności na siebie i relację. Twoje odczucia są realne i zasługują na uwagę.

Rozmowa z psychologiem lub psychoterapeutą może pomóc Ci lepiej zrozumieć, skąd biorą się Twoje emocje, i dać poczucie bezpieczeństwa w podejmowaniu decyzji w związku. Warto sięgnąć po takie wsparcie — nie musisz być z tym sama. Wszystkiego dobrego.

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Stwierdzenie, że inna kobieta jest obiektywnie ładna lub atrakcyjna, mieści się w granicach normalnych zachowań w związku, o ile nie towarzyszy temu flirt, porównywanie czy brak szacunku. To ludzkie dostrzeganie urody innych nie świadczy o braku zaangażowania, a raczej o szczerości i wrażliwości estetycznej partnera.

 Nie musi gdyż zazdrość pojawia się często z niepewności lub niskiego poczucia własnej wartości, ale samo zauważanie czyjejś atrakcyjności nie zagraża relacji monogamicznej. Eksperci podkreślają, że wymaganie od partnera "niewidzenia" innych jest nierealistyczne, bo nie łamie to zasad wierności. Jeśli nie czujesz się Pani z tym komfortowo, otwarta rozmowa o granicach (bez oskarżeń) pomaga budować zaufanie.

Sytuacja staje się niepokojąca, gdy komentarze są częste, porównują Panią do innych lub wywołują dyskomfort a wtedy warto zbadać, czy nie kryje się za tym brak uznania dla Ciebie. W zdrowym związku partnerzy komplementują się nawzajem, co wzmacnia bliskość, ale obiektywne obserwacje nie są zdradą. Proszę skupić się na wzajemnym docenianiu, a nie na kontroli spojrzeń.

 

 


 

Zobacz podobne

Lękowy styl przywiązania - czy go mam? Spowodował zerwanie związku.
Wydaje mi się, że mam lękowy styl przywiązania, odczuwam bardzo dużą zazdrość i dyskomfort kiedy mojej dziewczyny nie ma obok i mam wielką potrzebę kontrolowania jej, przez co ze mną zerwała. Gdy byłem młodszy moja mama bardzo różnie reagowała na negatywne wiadomości ze szkoły, czasem mówiła, że nic się nie dzieje, a czasem potrafiła na mnie krzyczeć, doprowadzało to do sytuacji, w których przyprowadzałem ze sobą do domu znajomych i wtedy mówiłem jej, że np. dostałem złą ocenę, bo wiedziałem, że wtedy nie będzie krzyczeć. Była też bardzo kontrolująca, dopóki nie skończyłem 18 roku życia zawsze musiałem jej pisać kiedy wychodzę, z kim i gdzie kiedy wrócę, a jeśli na spotkaniach zmieniliśmy miejsce, w którym byliśmy, musiałem ją o tym informować. W czasie tych spotkań też średnio co 2h pisała do mnie czy wszystko dobrze. Teraz zauważyłem, że zachowuje się bardzo podobnie w stosunku do mojej byłej już partnerki. Chciałbym wiedzieć jak sobie z tym poradzić, jak wytłumaczyć to mojej byłej dziewczynie, że nie robię tego specjalnie.
Odkąd choruję ginekologicznie, mąż się odsuwa, nie daje wsparcia.

Moje nurtujące pytanie trochę pogmatwane, lecz upadam z sił. Błagam o poradę, może coś da? 

Otóż czuję, może mi się tylko wydaje, że w moim pięknym życiu małżeńskim jest coś nie tak. Udane sprawy łóżkowe, namiętność, czułość, power, porządanie wszystko jest, nie mam co narzekać. Mąż okazuje czułość, uczucia" kochanie kocham etc, choć od momentu co mam problemy ginekologiczne m.in mięśniaki macicy, torbiel złą cytologię, wycinki, obawy, że pójdę do szpitala, nie daj Boże zabieg usunięcia macicy, czuję się przez męża nagle odepchnięta, niepotrzebna ,nieatrakcyjna, okazuje to w jaki sposób... już piszę. 

Mówi, że bardzo mnie kocha, choć potrafi nie rozumieć mnie w tej sytuacji,  sex nietaki udany, popada w agresję, słowna, ataki furii ,powie cyt ,, zaraz ktoś dostanie w pysk,, ,,lecz się psychiatrycznie psycholu,, po prostu mnie krytykuje, lekceważy, olewa nie da się dotknąć, niby przejmuje się, choć ja tego nie zauważam. 

Biorę leki antydepresyjne, on niby jest wsparciem, ale nie aż takim, jakim powinien być. Obawiam się, że czeka na efekty, co powie lekarz - idziemy 18 listopada razem do ginekologa. Boję się i jemu to mówię, co ciężko dociera, iż spadnie moje libido brak chęci na sex, a teraz tak było pięknie, nawet się popłacze, on z niczego sobie nic nie robi, jedynie na mnie krzyczy i odsuwa się. Po chwili żałuje, przeprasza i kupuje kwiaty, jakby nic się nie stało. Patrzy bardziej na siebie. 

Czy on do mnie coś szczerze jeszcze czuje, czy to oznaki, że odejdzie, choć zapewnia jak bardzo mnie kocha. Wczoraj godz 20.00 aż do 22.00 musiałam się produkować, tłumaczyć, choć słuchał mnie jak to się mówi,, jak zgaszone radio, udawał zmęczenie, zamykał oczy, unikał lekceważył. Wymusiłam zbliżenie. Dziś nagle będąc w pracy czułe słówka, kochanie, tęsknie itp. 

Ja upadam psychicznie z sił. Nie czuję jego troski, a chłód. On twierdzi, że też się martwi, to czemu mnie odpycha? Tym nie okaże mi wsparcia - czułości i troski. Mówi, że nawet jeśli przejdę zabieg i max 2 miesiace bez sexu, będzie do mnie podchodził, dotykał. Mówiłam mężowi" tak samo jak teraz?" Sądzi jak on to mówi cyt ,, jarasz mnie, ciągle mam na ciebie ochotę,, jak mam w to wierzyć?

Błagam co mam myśleć, robić czy wierzyć w tą miłość i uczucia, czy to już porażka, wypalenie, kłamstwa od strony męża? Manipulowanie? Czasem myślałam, że jest toksycznym człowiekiem, bo nie potrafi rozmawiać i panować nad emocjami. Napomknę, że chodziliśmy na terapię małżeńskie i dużo to dało, choć teraz jestem w totalnej rozsypce. Błagam o pomoc

Gdzie mam swoją miłość?
Gdzie mam swoją miłość?
Bardzo boję się, że mąż mnie zrani. Wycofywałam się z relacji z tego lęku.
Dzień dobry, mam taki problem, że cały czas się boję, że mąż mnie zrani. Zawsze tak było. Każdy związek kończyłam, bo bałam się zranienia, udawałam, że mi nie zależy. Z mężem jestem 19 lat. I był taki czas, że byłam spokojna, niezazdrosna, bo wiedziałam, że mnie kocha. Ale wraca ten stan, że cały czas się trzęsę od środka ze strachu. Boję się, że znowu się zachowa tak, że będę się bała. On nie zrobił w sumie nic złego, nie zdradził mnie. Ale czasem jego zachowanie mi się nie podoba. Każde obejrzenie się za inną kobietą, czy rozmowa, żart to zapalnik. I myśl o tym wraca cały czas. Nic złego a nie mogę o tym zapomnieć. Boli mnie każde słowo, nawet w żartach. I już nie daje rady
Wycieńczenie w związku z długami i brakiem bezpieczeństwa emocjonalnego
Piszę ten tekst, ponieważ od dłuższego czasu czuję się skrajnie wyczerpana psychicznie i emocjonalnie. Jestem zagubiona i nie wiem już, co w mojej sytuacji jest normalne, a co przekracza moje granice. Potrzebuję obiektywnej, zewnętrznej perspektywy i pomocy. Od kilku lat żyję w małżeństwie, które zamiast dawać mi poczucie bezpieczeństwa i stabilności, generuje coraz większy lęk, stres i poczucie utknięcia. Mój mąż ma około 40 tysięcy funtów długu na kartach kredytowych. Nie są to zobowiązania związane z domem czy realnym majątkiem, ale długi konsumpcyjne. O zadłużeniu wiedziałam jeszcze przed zaręczynami – było ono wtedy znacznie mniejsze i miało być systematycznie spłacane. Minęły cztery lata, a dług zamiast się zmniejszyć, wzrósł. Co roku słyszę, że „to już ostatni rok” i że „teraz będzie plan”, jednak ja od dawna nie mam już poczucia bezpieczeństwa ani zaufania, że ta sytuacja realnie się zakończy. Mój mąż pracuje na kontrakcie, co wiąże się z dużą niepewnością finansową. Zdarzyło się, że źle wyliczył podatek i musiał dopłacać, co ponownie zostało pokryte kartami kredytowymi. To powoduje u mnie stałe napięcie i lęk o przyszłość. Nie potrafię planować życia ani myśleć długoterminowo, bo ciągle boję się, że pojawi się kolejny problem finansowy. Dodatkowo mąż ma problemy zdrowotne (żołądek, zatoki, anemia), które wpływają na nasze codzienne funkcjonowanie. Jego dieta jest bardzo restrykcyjna i kosztowna. Wiele zwykłych aktywności jest niemożliwych: nie chodzimy na spacery, bo wiatr pogarsza jego zatoki, nie możemy razem napić się kawy, nie podróżujemy, bo każdy wyjazd wydłuża spłatę długów. Jeśli gdziekolwiek wychodzimy lub wyjeżdżamy, zazwyczaj płacę za to sama, ponieważ boję się, że jakiekolwiek jego wydatki tylko pogłębią zadłużenie. Od kilku lat nasze życie jest bardzo ograniczone. Nie ma randek, spontaniczności ani inicjatywy z jego strony. Żyjemy bardziej jak współlokatorzy niż partnerzy. Wszystko jest „odłożone” do momentu spłaty długów. Na początku związku było inaczej, były wyjazdy, restauracje, wspólne podróże. Dopiero z czasem zrozumiałam, że to życie było finansowane kartami kredytowymi. Dziś czuję, że ponoszę konsekwencje tamtych decyzji, mimo że formalnie dług nie jest mój. Nie czuję się bezpiecznie ani stabilnie. Od lat funkcjonuję w ciągłym stresie. Mam objawy somatyczne: ścisk w żołądku, silne lęki, smutek, poczucie bezsensu i rezygnacji. Od około pięciu lat wypadają mi włosy, mam problemy hormonalne (podwyższona prolaktyna, zaburzenia tarczycy). Gdy przebywam w Polsce, a mąż zostaje w Anglii, na samą myśl powrotu pojawia się u mnie silny stres i stany depresyjne. Bardzo istotnym elementem tej relacji jest sposób, w jaki reaguje on na moje emocje. Gdy próbuję mówić o swoich lękach, niepewności czy obawach dotyczących przyszłości, mąż odbiera to jako brak zaufania wobec niego. W odpowiedzi często słyszę, że jeśli mu nie ufam, to „nie ma sensu być w takim związku”. To sprawia, że zaczęłam bać się wyrażać swoje uczucia. Każda próba rozmowy kończy się u mnie lękiem, że on odejdzie. Z czasem nauczyłam się tłumić swoje emocje i potrzeby, aby nie doprowadzać do konfliktu ani groźby rozstania. Czuję się przez to coraz bardziej samotna i zamknięta w sobie. W tej relacji coraz częściej funkcjonuję w roli osoby silniejszej – jakbym to ja musiała wszystko dźwigać, rozumieć, ratować i wspierać. Czasami czuję się bardziej jak matka niż partnerka. Brakuje mi poczucia wspólnego kierunku, partnerstwa i bycia prowadzoną przez stabilnego, odpowiedzialnego mężczyznę. Moje trudności z poczuciem bezpieczeństwa są dodatkowo związane z moją historią rodzinną. Moja mama rozstała się z moim ojcem z powodu jego nieodpowiedzialności finansowej i została sama z małym dzieckiem, którym byłam ja. Przez całe dzieciństwo byłam dzieckiem czekającym na ojca, który odwiedzał mnie raz w roku. Mój ojczym również nie był osobą wspierającą mnie emocjonalnie w okresie dorastania. Nie miałam w życiu stabilnego wzorca mężczyzny. Mama zawsze powtarzała mi, że muszę być niezależna, a stabilność finansowa jest bardzo ważna. Dlatego bezpieczeństwo i przewidywalność są dla mnie kluczowymi wartościami. Boję się założyć rodzinę w obecnej sytuacji, ponieważ przeraża mnie myśl, że mogłabym powtórzyć historię mojej mamy – zostać sama z dzieckiem i bez poczucia oparcia. Jednocześnie słyszę od bliskich, że mój mąż jest „dobrym człowiekiem”: spokojnym, miłym, niepijącym, niepalącym. To sprawia, że zaczynam podważać własne odczucia i zastanawiać się, czy powinnam być bardziej wdzięczna i zostać, skoro „nie jest zły”. Jednak mimo tego wszystkiego nie przestaję czuć braku bezpieczeństwa i narastającego lęku, że marnuję swoje najlepsze lata na czekanie na życie, które może nigdy się nie wydarzyć. Ślub odbył się wyłącznie formalnie – bez rodziny i bliskich – ponieważ nie było nas stać nawet na zaproszenie mojej babci, co było dla mnie bardzo bolesne. Często się przeprowadzamy, nie mamy stałego miejsca do życia. Czuję się wykorzeniona – językowo, kulturowo i emocjonalnie. Rozmawiamy po angielsku, który nie jest moim językiem ojczystym, co dodatkowo utrudnia mi wyrażanie emocji i potrzeb. Piszę ten tekst, ponieważ czuję, że jestem na granicy swoich sił. Z jednej strony widzę, że mój mąż nie jest złym człowiekiem, z drugiej – moje ciało i psychika od lat wysyłają sygnały, że ta relacja mnie niszczy. Nie wiem już, co jest normalne, a co nie. Wiem tylko, że czuję się uwięziona, wyczerpana i coraz bardziej oddalona od życia, jakie chciałam mieć. Czy mogłabym uzyskać neutralną opinię co warto by było zrobić w takiej sytuacji? Przemyślenia, wsparcie. Mam wrażenie, że tak jestem w tym problemie już zamieszana w swoich myślach, że nie wiem co jest właściwe, a co nie. Czy to ja jestem problemem, nie będąc wyrozumiała, czy może jest inaczej... Będę wdzięczna za pomoc w ocenie tej sytuacji. :(
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.