
- Strona główna
- Forum
- inne, zaburzenia osobowości
- Czy zaburzenia...
Czy zaburzenia osobowości wygaszają się z wiekiem? Borderline a objawy po 30., 40. i 50. roku życia
Anonimowo
Tomasz Pisula
Dzień dobry,
to trudne pytanie, gdyż odpowiedź jest skomplikowana. W skrócie nie wygaszają się, przeciwnie - nasilają się. Jednak wszystko zależy od doświadczenia jakie ma człowiek. Może się wydawać, że się wygaszają, szczególnie przy borderline, ale to dlatego, że:
1. Płaty czołowe, czyli część związane z regulacją emocji dojrzewają i zmniejsza się nasilenie impulsywność.
2. Człowiek ma doświadczenia życiowe, relacje, które powodują integracje mózgu i tożsamości.
Wszystko więc zależy od doświadczenia, jeśli człowiek jest samotny, w izolacji, to patologia będzie się nasilać, a stres będzie powodował rozwój patologii w mózgu i osobowości. Natomiast doświadczenia bliskości, sensu oraz inne doświadczenia, które będą powodować wgląd będą zmniejszać objawy zaburzenia osobowości i rozwój.
U jednego człowieka doświadczenie bólu i straty będzie powodować rozwój, u drugiego wzrost patologii - to zależy od historii, intelektu, wsparcia psychicznego oraz innych czynników.
Dlatego musiałaby/musiałby Pan/Pani doprecyzować pytanie.
Wszystkiego dobrego,
Tomasz
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Bożena Nagórska
Dzień dobry.
Zaburzenia osobowości mają silną tendencję do łagodzenia swojego przebiegu i "wygaszania się" z wiekiem, przy czym proces ten najczęściej staje się zauważalny około 40. i 50. roku życia. Zmiana ta nie dotyczy wyłącznie zaburzenia borderline – dotyczy ona również innych zaburzeń z grupy B i C, takich jak osobowość histrioniczna czy narcystyczna, które z biegiem lat zazwyczaj stają się mniej gwałtowne. Zjawisko to wynika z naturalnego procesu dojrzewania emocjonalnego, stabilizacji neurobiologicznej mózgu oraz wypracowania przez lata skuteczniejszych mechanizmów radzenia sobie ze stresem i relacjami.
Z pozdrowieniami
Bożena Nagórska
Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
Dzień dobry. Tak, z wiekiem nasilenie części objawów zaburzeń osobowości może się zmniejszać, ale nie ma konkretnego wieku, po którym zaczynają się one „wygaszać”. Nie jest tak, że po 30., 40. czy 50. roku życia zaburzenie osobowości po prostu zaczyna znikać.
Najwięcej wiemy na ten temat o osobowości borderline. Duże badania, w których obserwowano pacjentów przez 10 lat i dłużej, pokazały, że u bardzo wielu osób z czasem dochodzi do remisji, czyli przestają one spełniać pełne kryteria zaburzenia. Co ciekawe, objawy często ustępują szybciej niż trudności w codziennym funkcjonowaniu. Można więc już nie spełniać kryteriów borderline, a nadal mieć trudności w relacjach, pracy, regulowaniu emocji czy budowaniu stabilnego życia.
I nie dotyczy to wyłącznie borderline. Metaanaliza z 2023 roku, obejmująca 40 badań i ponad 38 tysięcy osób, pokazała, że zaburzenia osobowości są znacznie mniej „niezmienne”, niż kiedyś sądzono. W większości z nich nasilenie części cech i objawów z czasem spada. Przebieg nie jest jednak taki sam dla wszystkich zaburzeń ani dla wszystkich osób.
Dodałabym tu jeszcze jedną ważną rzecz. Informacja, że coś może z czasem osłabnąć, nie oznacza, że najlepszym rozwiązaniem jest po prostu czekać. Między 25. a 45. rokiem życia jest dwadzieścia lat życia. W tym czasie nasilone trudności mogą kosztować człowieka bardzo dużo: związki, pracę, zdrowie, poczucie własnej wartości, a w niektórych zaburzeniach również prowadzić do poważnych kryzysów czy zachowań impulsywnych.
Dlatego psychoterapia nie służy tylko temu, żeby „szybciej wygasić zaburzenie”. Może pomóc wcześniej zmniejszyć nasilenie objawów, lepiej radzić sobie z emocjami i relacjami oraz ograniczać konsekwencje utrwalonych wzorców funkcjonowania. Badania nad psychoterapią borderline pokazują, że leczenie psychoterapeutyczne może zmniejszać nasilenie objawów i poprawiać funkcjonowanie, choć skuteczność poszczególnych metod i poszczególnych efektów jest różna.
Czyli odpowiedź brzmi: osobowość i jej zaburzenia mogą się zmieniać przez całe życie, a z wiekiem część objawów rzeczywiście często łagodnieje. Nie ma jednak jednego wieku, w którym to się zaczyna, i nie traktowałabym upływu czasu jako zamiennika leczenia.
Katarzyna Aleksandrzak-Kamińska
psycholożka, psychoterapeutka w szkoleniu integracyjnym, interwentka kryzysowa
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Nie ma jednego wieku, w którym zaburzenia osobowości zaczynają się „wygaszać”. Rzeczywiście, u części osób z czasem zmniejsza się nasilenie niektórych objawów i dotyczy to nie tylko borderline. Nie oznacza to jednak automatycznie całkowitego zaniku trudności ani tego, że każdy będzie przechodził podobną zmianę.
Ciekawsze od pytania „w jakim wieku to minie?” może być pytanie: co sprawia, że u konkretnej osoby pewne wzorce z czasem słabną, a inne pozostają? Znaczenie mają m.in. doświadczenia życiowe, relacje, środowisko i sposób, w jaki człowiek uczy się regulować emocje oraz reagować na stres. Dlatego wiek sam w sobie nie jest terapią ani gwarancją zmiany.Jeśli pyta Pan/Pani z myślą o sobie, warto spojrzeć nie tylko na diagnozę, ale przede wszystkim na to, które trudności rzeczywiście zmieniają się u Pana/Pani na przestrzeni lat. To często daje znacznie więcej informacji niż sama metryka.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Jagoda Jek
Tak, niektóre objawy zaburzeń osobowości rzeczywiście mogą z czasem słabnąć, ale nie ma jednej granicy typu „po 30.” czy „po 40.”, po której zaburzenie zaczyna wygasać.
Najlepiej udokumentowano to w przypadku osobowości borderline – u wielu osób z wiekiem zmniejsza się m.in. impulsywność, niestabilność emocjonalna czy zachowania autodestrukcyjne. Nie oznacza to jednak, że u każdego nastąpi samoistna remisja ani że po osiągnięciu konkretnego wieku zaburzenie znika.
W przypadku innych zaburzeń osobowości również obserwuje się zmiany w czasie, ale przebieg jest bardziej zróżnicowany. Niektóre cechy mogą się nasilać lub utrzymywać, inne łagodnieć. Duże znaczenie ma też leczenie, doświadczenia życiowe, relacje i rozwój umiejętności radzenia sobie z emocjami.
Warto rozróżnić zmniejszenie nasilenia objawów od całkowitego „wygaszenia” zaburzenia. Ktoś może np. przestać spełniać pełne kryteria diagnostyczne, ale nadal mieć pewne utrwalone cechy osobowościowe.
I jeszcze jedna ważna rzecz: zaburzeń osobowości nie diagnozuje się u dzieci w taki sam sposób jak u dorosłych – wzorce osobowości muszą być względnie trwałe i utrwalone. Dlatego diagnoza zazwyczaj wymaga spojrzenia na funkcjonowanie osoby w dłuższej perspektywie, a nie tylko na pojedyncze zachowania.
Czyli: tak, osobowość i objawy mogą się zmieniać z wiekiem, ale nie ma uniwersalnego wieku „wygaszania” i nie dotyczy to wyłącznie borderline.
~ Jagoda Jek, psycholożka
Sylwia Skibińska
Dzień dobry. Z wiekiem objawy niektórych zaburzeń osobowości rzeczywiście mogą się łagodzić ale nie ma konkretnego wieku, w którym zaburzenie zaczyna się „wygaszać”. Najlepiej udokumentowane jest to w przypadku osobowości borderline, gdzie z czasem często zmniejsza się impulsywność, chwiejność emocjonalna czy zachowania autodestrukcyjne.
W przypadku innych zaburzeń przebieg jest bardziej zróżnicowany. Duże znaczenie mają doświadczenia życiowe, środowisko, relacje oraz podjęte leczenie czy psychoterapia. Dlatego nie zakładałabym, że zaburzenie samoistnie minie po 40. czy 50. roku życia.
Pozdrawiam,
Sylwia Skibińska
Agnieszka Rek
Dzień dobry,
Mówiąc najprościej: tak, część objawów rzeczywiście z wiekiem słabnie, ale nie dzieje się tak przy każdym zaburzeniu i rzadko oznacza to, że problem znika zupełnie sam z siebie. To uspokojenie widać najlepiej właśnie przy osobowości borderline oraz u osób skrajnie wybuchowych i impulsywnych. W okolicach 35.–40. roku życia i później organizm powoli zwalnia obroty. Mózg nie reaguje już tak gwałtownie na każdy bodziec, zmienia się biochemia, a człowiek ma też za sobą trochę bolesnych życiowych lekcji i po prostu uczy się unikać sytuacji, które wywołują pożar. Dlatego po czterdziestce czy pięćdziesiątce u wielu osób z borderline rzadziej dochodzi do wielkich awantur, zrywania relacji z dnia na dzień czy zachowań ryzykownych. Badania pokazują nawet, że spora część z nich w tym wieku formalnie przestaje spełniać kryteria diagnostyczne.
Warto jednak pamiętać, że to, co widać na zewnątrz, a to, co dzieje się w środku, to dwie zupełnie różne sprawy. Nawet jeśli ktoś z wiekiem przestaje gwałtownie krzyczeć czy trzaskać drzwiami, w środku nadal może zmagać się z ogromnym lękiem przed samotnością, odrzuceniem czy poczuciem pustki. Te cichsze, głębokie emocje rzadko znikają same i do poradzenia sobie z nimi zazwyczaj i tak potrzebna jest praca ze specjalistą. Nie dotyczy to również wszystkich zaburzeń. O ile impulsywność ma tendencję do opadania, o tyle inne trudne cechy potrafią się z wiekiem wręcz nasilać. Osoby skrajnie nieufne, chorobliwie wycofane z relacji czy zafiksowane na punkcie przesadnej kontroli bez terapii często na starość jeszcze bardziej zamykają się w swoim świecie i utrwalają w sztywnych nawykach. Podobnie bywa przy cechach narcystycznych, gdzie upływający czas, utrata dawnej pozycji czy urody bywają powodem ogromnego kryzysu i zgorzknienia, a nie żadnego wygaszenia. Wiek potrafi więc mocno stępić ostre krawędzie wybuchowości, ale sam z siebie nie załatwia problemu.
Pozdrawiam serdecznie,
mgr Agnieszka Rek
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Odpowiedź została już udzielona, ja jednak tutaj dodam, że nie ma sztywnych granic wiekowych, gdyż u każdego człowieka jest to inna droga i wynika z różnych czynników jak doświadczenia życiowe, środowisko, nasilenie objawów w trakcie życia. Duzy wpływ ma tutaj leczenie i opieka specjalistów.

Zobacz podobne
Dzień dobry, mam 23 lata i jestem na trzecim roku studiów psychologicznych. Odkąd pamiętam, miałam trudności w relacjach społecznych. Nie wiem, z czego to wynika — może z mojego perfekcjonizmu, wysokich wymagań wobec siebie (które często przekładam też na innych), potrzeby kontroli, a może z tego, że jestem wybredna, jeśli chodzi o ludzi. Wielokrotnie próbowałam to zrozumieć, ale wciąż nie doszłam do jednoznacznego wniosku. Rok temu rozpoczęłam terapię. Zdiagnozowano u mnie osobowość borderline, jednak podeszłam do tej diagnozy z dystansem — nie chciałam od razu „przyklejać sobie łatki”. Mimo to miałam świadomość, że niektóre cechy rzeczywiście mnie dotyczą, i poczułam dużą motywację, by pracować nad sobą i wprowadzić zmiany w swoim życiu. W skrócie opiszę, jak wyglądała moja historia relacji. W szkole podstawowej miałam najlepszą przyjaciółkę Milenę i kilka bliższych koleżanek, ale to właśnie z Mileną przyjaźniłam się najdłużej — także w gimnazjum. Tam jednak zaczęły się pewne zmiany: trafiłyśmy do innych klas, a ja poznałam Zosię, z którą udało mi się nawiązać więź. Nadal jednak bardzo trzymałam się z Mileną. W drugiej klasie gimnazjum poznałam resztę jej koleżanek i zaczęłyśmy trzymać się w piątkę. Z czasem Zosia zaczęła się ode mnie oddalać — później zrozumiałam, że mogła czuć się odrzucona. Starałam się utrzymywać z nią kontakt, chciałam, żeby do nas dołączyła, ale nie czuła się dobrze w tamtym towarzystwie. Nasza piątka z biegiem czasu stała się toksyczna: pojawiały się kłótnie i konflikty, przestałam czuć się sobą, często miałam poczucie wykluczenia i braku przynależności. Pod koniec gimnazjum nasza grupa się rozpadła. W liceum trafiłam do klasy z Zosią i naszym wspólnym kolegą z klasy z gimnazjum. Poznałam wtedy nową „grupkę” – dość rozpoznawalną w klasie. Gdy Zosia zaczęła do nas dołączać, zauważyłam, że reszta grupy się ode mnie dystansuje, przestaje rozmawiać, a czasem nawet mnie wyśmiewa. Było mi bardzo ciężko – czułam się samotna. Poza szkołą też nie było lepiej, bo Milena poznała nowe koleżanki, z którymi spędzała coraz więcej czasu (wakacje, wyjazdy, Sylwester) Ja natomiast często zostawałam sama. Pod koniec drugiej klasy sytuacja w mojej grupie trochę się poprawiła. Zaprosiłam ich na ognisko i wtedy jeden z chłopaków powiedział mi, że wcześniej słyszeli na mój temat różne rzeczy, dlatego się ode mnie odsuwali, ale że w rzeczywistości okazałam się bardzo fajną osobą. Po liceum ta grupa się rozpadła, a ja zrobiłam sobie rok przerwy. To był najtrudniejszy czas w moim życiu, z Mileną rozstałyśmy się na dobre, ponieważ ona wyprowadziła się do miasta na studia, poznała nowych znajomych, a ja zaczęłam się do niej porównywać, wtedy utrzymywałam kontakt tylko z Zosią i jedną wspólną koleżanką z liceum, ale po czasie zauważyłam, że one spotykają się częściej we dwójkę. Znowu zostałam sama. Potem zaczęły się studia. Nowe środowisko, nowi ludzie. Przez pierwsze pół roku poznawałam różne osoby, ale znajomości nie trwały długo. W końcu poznałam Sandrę – zaprzyjaźniłyśmy się, a ona wprowadziła mnie do swojej grupy znajomych. Tam poznałam chłopaka, Tymona, który bardzo mi się spodobał. Wydawało mi się, że jemu również na mnie zależy. Zaczęliśmy się spotykać, ale po pewnym czasie dowiedziałam się, że wcześniej był w relacji FWB z Sandrą. To było dla mnie trudne. Zaczęłam się od niej dystansować, a ona zerwała kontakt ze swoimi znajomymi. Z Tymonem byliśmy razem ponad pół roku, w tamtym czasie najbliżej trzymalam się z jego przyjaciółmi, ale związek był bardzo burzliwy i w końcu się rozstaliśmy. Po rozstaniu poczułam ogromną pustkę — zdałam sobie sprawę, że nie mam nawet komu się wygadać. Czułam, że nie mam nikogo, z kim łączyłaby mnie prawdziwa, głęboka więź. Z czasem odważyłam się napisać do Kamili — przyjaciółki Tymona. To było dla mnie trudne, bo kojarzyła mi się z przeszłością, ale zależało mi na odbudowaniu kontaktu, ponieważ wtedy dobrze mi się z nią rozmawiało. Udało mi się też zbliżyć do naszej wspólnej znajomej Julii — mamy kontakt do dziś, czasem rozmawiamy i spotykamy się, ale mimo wszystko nie czuję, że gdzieś przynależę. Nie mam „swojej” osoby, przy której mogłabym być w pełni sobą. Czasem czuję zazdrość, gdy widzę, że inni mają bliższe relacje. Dla mnie słowo „przyjaciel” jest bardzo ważne, a w tej chwili nie mogę nikogo tak nazwać. W ostatnim roku bardzo się starałam – chodziłam na różne wydarzenia, czy podróżowałam (bardzo często sama, nie mam z tym problemu, jednak szkoda, że nie mogłam dzielić tego z kimś) poznawałam nowych ludzi, wychodziłam z inicjatywą, próbowałam odzywać się do starych znajomych, ale nie było to odwzajemnione oraz próbowałam budować nowe relacje. Niestety, większość znajomości kończyła się po miesiącu lub dwóch. Nie wiem już, co robić. Mam wrażenie, że zawsze tak będzie – że już nikogo naprawdę bliskiego nie poznam. Dotyczy to zarówno relacji przyjacielskich, jak i romantycznych. Wydaje mi się, jakbym nigdzie do nikogo nie pasowała, jakbym z nikim nie była blisko, nie miała więzi, z nikim nie miała nic wspólnego. Potrafię zagadać do obcych osób, jednak jeśli chodzi o podtrzymywanie tych znajomość jest gorzej. Nie chcę już żeby to tak wyglądało, za dużo czasu już spędziłam sama. Jednak może ja zbyt szybko odtrącam ludzi? Zauważyłam, że gdy nie mam zbyt dużo wspólnego z kimś to raczej się dystansuje, bo uznaję, że raczej nie mamy wspólnego „vibe”. Często też wychodzenie z inicjatywą do istniejących już znajomości jest dla mnie bardzo trudne, aż niekiedy paraliżujące, boję się ktoś udaje, że mnie lubi, że nie ma czasu, że wymyśla wymówki itp. Męczy mnie jak to wygląda, bo gdy przychodzi moment jak np. Wyjazd na wakacje, spędzenie urodzin czy Sylwestra, to zdaje sobie sprawę że nawet nie mam kogo zaprosić, ponieważ wszystkie moje znajomości są powierzchowne, niezbyt bliskie. Większość ludzi, którymi się otaczam to raczej „znajomi”, napewno nie przyjaciele.

