Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Zmagam się z depresją, nic mnie nie interesuje, nic nie czuję. Nie mam na nic ochoty, rodzina jest toksyczna.

Mam 27 lat. Ogólnie rzecz biorąc, mogę powiedzieć że nie radzę sobie w życiu. Nie wiedziałem, czym to jest spowodowane. Pewnego dnia, tak naprawdę nie mogłem w ogóle wstać z łóżka, po zjedzeniu od razu kładłem się spać i przesypiałem cały dzień. No po czym, zdecydowałem, że idę do psychiatry. Przepisał mi leki na depresję. I spytał się tak naprawdę mnie czemu wcześniej do niego nie przyszedłem, bałem się, że trafię do psychiatryka, tak mu odpowiedziałem. Nie odczuwam satysfakcji z życia. Jestem bardzo płaczliwy, kiedyś myślałem, że jest to spowodowane sytuacjami, które mi się przydarzają, ale okazuje się, że to jest tylko i wyłącznie moja choroba. Nic dla mnie nie ma sensu cokolwiek bym nie robił. Dzisiaj planowałem podjąć pracę w jednej z firm, ale wpadałem w panikę tak naprawdę i tam nie poszedłem, chociaż byłem umówiony na rozmowę, nie poszedłem tam, bo wpadłem- panika polegała na tym, że znowu będę miał takie złe życie, jak miałem do tej pory, znowu będę musiał po 18 km jeździć rowerem do pracy i z powrotem. Takie życie mnie nie zadowala w ogóle. Co wy o tym myślicie? naprawdę jest ze mną aż tak źle? Biorę leki już 23 dzień i tylko senność mi minęła, reszta objawów nadal się utrzymuje. Jestem zobojętniony na wszystko, co się w koło mnie dzieje. Wszystkie rozwiązanie jakie wymyślę są dla mnie bezsensowne po chwili, tak jak by nie było rozwiązania. Pójdę do pracy i co ja mam tam 40 lat przepracować, żeby mieć emeryturę, bo teraz to nic nie mam, tylko wykształcenie, które nic mi nie dało. Mogłem skończyć szkołe specjalną chociaż rentę by mi przyznali i bym miał za co żyć. Już w tylu zakładach pracowałem, że nie zliczę po prostu. Teraz jestem bezrobotny i w ogóle praktycznie z domu nie wychodzę i nie mam ochoty z kimkolwiek rozmawiać. Zawsze jak mi było źle to wyobrażałem sobie, że jestem jakimś pięściarzem czy zawodnikiem mma i słuchałem muzyki wyobrażałem sobie przeróżne sytuacje, w których się znajduje, do tego to pozwalało mi się odciąć na chwilę i poczuć się dobrze, ale tak naprawdę w tym pogrążyłem całkowicie, bo robiłem tak przez cały dzień. Teraz też tak robię, ale ciągle czuję źle. Pochodzę z rodziny patologicznej. Brat ciągle pije, zawsze jakieś awantury, przemoc. Zawsze jak słyszę, że znowu coś się dzieje w chacie, to zakładam słuchawki i słucham muzyki, wyobrażam sobie lepsze życie, w którym mam albo wychodzę z domu i wracam po kilku godzinach. Problem jest w tym, że jak wracam, to oni wciągają mnie do tego problemu, chociaż mnie on nie dotyczy. Brat jest na rencie, czas spędza zalewając się codziennie pije i się awanturuje z wszystkimi wymyśla. Rozumiem, że wyzywa mnie, bo do pracy nie chodzę, ale nie raz nawet jak chodziłem do pracy to robił mi awantury z byle powodu. Nieraz wolałem dłużej w pracy zostać, żeby tylko do chaty nie wracać.
Aleksandra Pawlak

Aleksandra Pawlak

Twoja sytuacja jest naprawdę trudna, ale ważne jest, że podjąłeś kroki, aby zadbać o swoje zdrowie psychiczne, zgłaszając się do psychiatry. Objawy, które opisujesz, wskazują na depresję, co może sprawiać, że wszystko wydaje się bezsensowne i przerażające. Leki antydepresyjne czasem zaczynają działać po około 4-6 tygodniach (zależy od preparatu), więc możliwe, że wkrótce zauważysz poprawę. Jednak ważne jest, aby regularnie konsultować się z lekarzem i informować go o swoim stanie oraz o wszelkich objawach.

Twoje środowisko domowe również wydaje się być bardzo trudne i może przyczyniać się do Twojego stanu zdrowia psychicznego. Może warto rozważyć wsparcie psychoterapeutyczne, które pomoże Ci nauczyć się radzenia sobie z trudnościami w domu i w życiu osobistym. Warto też poszukać wsparcia w lokalnych organizacjach oferujących pomoc osobom w trudnych sytuacjach rodzinnych.

Pomimo trudności, które opisujesz, masz również coś, co pomaga Ci się odstresować – wyobrażenie o byciu sportowcem. Może to być cenny zasób, który pomoże Ci znaleźć trochę radości i ulgi. Rozważ, czy możesz rozwijać tę pasję w bardziej strukturalny sposób, np. przez rozpoczęcie ćwiczeń fizycznych w miarę możliwości.

Pamiętaj, że poszukiwanie pomocy i dbanie o siebie to znaki siły, nie słabości. Nie jesteś sam w swojej sytuacji, a zdobycie odpowiedniego wsparcia może znacząco poprawić Twoje samopoczucie i jakość życia.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Zobacz podobne

Jak przezwyciężyć negatywne myślenie przy zakładaniu własnego gabinetu kosmetycznego?
Chciałabym w przyszłym roku założyć własną firmę gabinet kosmetyczny. Pracuje w tym zawodzie już 5 lat, w obecnej firmie nie mogę się rozwijać, czuję się wykorzystywana przez szefową. Chciałabym skorzystać z dofinansowania na założenie firmy. Jak przestać myśleć negatywnie. Boję się, że mi się nie uda, a klientki mówią, że czują się u mnie na wizycie zrelaksowane i wysłuchane. W jaki sposób myśleć pozytywnie?
Pani dziekan zachowuje się w moim stosunku niepokojąco. Nie wiem jak reagować?
Dzień dobry, Jestem studentem. W tym semestrze zaczęło mnie trochę niepokoić zachowanie Pani dziekan. Na pierwszym spotkaniu w tym semestrze powiedziała do mnie, że zawsze może na mnie liczyć. Natomiast we wtorek przed świętami po zamówieniu obiadu w barku stanęła dwa stoliki przede mną i z uśmiechem patrzyła się na mnie. Podobna sytuacja była w grudniu podczas konferencji, w której brała udział, stała na scenie i po przedstawieniu jej jako uczestnika debaty patrzyła się w moim kierunku. Mam wrażenie, że chce, aby ją podziwiać. Co robić i jak w takiej sytuacji się zachować i jak na to reagować?
Pomimo ciężkiej pracy cały czas czuję, że robię za mało...
Lekko ponad dwa miesiące temu zaczęłam pracę w zawodzie. Praca jaką chciałam wykonywać, w dodatku w szpitalu o trzecim stopniu referencyjności, w którym najbardziej chciałam pracować i na wymarzonym oddziale (kobiety po porodzie wraz z noworodkami). Od samego początku wiedziałam, że moje podejście będzie różniło się od podejścia koleżanek, bo dało się to mocno odczuć już w trakcie praktyk. Założyłam sobie jednak, że będę robić inaczej - będę podchodzić holistycznie, nie będę lekceważyć potrzeb moich pacjentek, a do ich dzieci podejdę z odpowiednią troską i czułą opieką. I tak faktycznie jest. Widzę ile mam w sobie pokładów tego ciepła i energii. Widzę też wdzięczność moich pacjentek. Widzę jak po udzieleniu wsparcia szukają mnie żebym przyszła do nich pomóc im rozwiązać kolejne wątpliwości. Bardzo mi miło gdy pytają mnie kiedy mam kolejny dyżur albo mówią, że w czasie pobytu to właśnie ja pomogłam im najbardziej. W oczach koleżanek jestem od zadań specjalnych, czyli "trudnych pacjentek", z którymi według nich tylko ja wytrzymam, bo nikt nie ma takiej cierpliwości. Nie mogę jednak znieść ile tak naprawdę bezsensownych rzeczy trzeba na tym dyżurze zrobić, a w związku z tym ograniczyć czas na interakcję i wsparcie pacjentek. Irytują mnie również komentarze koleżanek, które sarkastycznie dopytują u kogo byłam tyle czasu i jaki znowu jest u tej pacjentki problem. Zaznaczę tutaj, że są to przeważnie sytuacje kiedy i tak oddział jest obrobiony, więc nie jest to tak, że one muszą wypełniać obowiązki za mnie, bo ja znikam na jakiejś sali. Boli mnie, że chcąc odbyć w moim odczuciu dobry dyżur muszę tak naprawdę robić wszystko kosztem siebie - zrezygnować z przerwy, pójść do łazienki z kilkugodzinnym opóźnieniem, a do domu wrócić odwodniona. Nie mogę przeżyć tych dyżurów tak jakbym chciała, bo to co trzeba dzielę z osobami ze zmiany, a resztę, czyli kontakt z pacjentem, który również jest obowiązkiem, robię tylko ja. I przez to, że wszyscy o tym wiedzą jest to dodatkowo wykorzystywane. Póki co wdzięczność pacjentek mi wystarcza i motywuje do dalszej pracy, ale czuję się jednak zmęczona, zawiedziona i trochę wykorzystana. Mimo, że z pracą łączę jeszcze studia, czyli bywa i tak, że nie śpię po ponad 36 godzin, to w dalszym ciągu czuję, że robię za mało, że mogłabym się jeszcze bardziej angażować, bo jestem niewystarczająca. W pracy nie odczuwam tego zmęczenia, ale za to w domu towarzyszy mi poczucie winy, że nie mam już siły żeby chociażby iść z psem na długi spacer. Mam również poczucie winy gdy są takie dyżury, że nie ma właściwe czasu żeby na te sale wejść i w odpowiedni sposób zająć się pacjentkami. Są to przeważnie dni kiedy jest dużo przyjęć, a pacjentki leżą przez brak miejsc na korytarzu. Bywa tak, że będąc na dyżurze we 4 mamy pod opieką prawie 60 pacjentów. Wracając do domu mam wtedy zjazd psychiczny i płaczę, bo wiem, że nie tak ten dyżur powinien wyglądać. Wiem, że nie jest to moja wina, że tak właśnie wygląda system, ale nie mogę się z tym pogodzić. Przed każdym dyżurem rozmyślam ile pacjentek będzie na oddziale, ile będzie przyjęć, w ile czasu zdążę zrobić to co trzeba i ile zostanie mi na ten kontakt. Te podstawowe obowiązki staram się robić jak najszybciej i jak najbardziej usprawnić ich wykonywanie. W domu pomimo braku sił i tak szukam dodatkowo różnych informacji żeby jak najbardziej doedukować się we wszystkich możliwych tematach z zakresu mojego oddziału, a tym samym jeszcze bardziej usprawnić opiekę. Wszystkie te zachownaia odbijają się niestety na reszcie mojego życia, bo jeśli mam już jakiś dzień wolny, to absolutnie nie mam siły żeby pożytecznie go spożytkować, więc właściwie tylko wegetuję. Zastanawiam się czy świadomość tego wszystkiego chroni mnie w jakiś sposób przed wypaleniem zawodowym, czy jednak te opisane czynniki sprawiają, że mam do niego większe predyspozycje.
Dyskomfort po seksualnych i seksistowskich żartach w pracy - adekwatna reakcja czy unikanie?
Czy moja reakcja jest proporcjonalna, czy to raczej unikanie? Pracuję w obecnej firmie od czterech miesięcy. Ostatnio podczas wspólnego śniadania szef opowiadał o korzystaniu z usług prostytutek na wyjazdach służbowych, o tym, kogo było słychać podczas orgazmu, a także o żarcie polegającym na ubrudzeniu łazienki kosmetykiem przypominającym spermę. Innym wmówiono później, że jeden z pracowników się tam masturbował. Pojawiły się też komentarze o tym, że kobiety z niektórych krajów są brzydkie. Wszyscy poza mną się śmiali, a ja czułam duży dyskomfort. Nikt nie mówił tego bezpośrednio do mnie i pierwszy raz w ciągu tych czterech miesięcy rozmowa zaszła aż tak daleko. Mimo to nadal o niej myślę, czuję silną niechęć do tej firmy i mam ochotę się zwolnić. W diagnozie wskazano u mnie cechy osobowości unikającej, fobię społeczną i zaburzenia depresyjne. Wcześniej również źle czułam się w wielu miejscach i miałam potrzebę wycofania się. Czy mój dyskomfort w tej sytuacji był adekwatny? Czy jednak długie przeżywanie jednego zdarzenia i chęć odejścia z pracy mogą już wynikać z nadmiernej wrażliwości albo unikania? Jak odróżnić stawianie granic od uciekania przed każdym większym dyskomfortem?
Jak radzić sobie z jednostronnym uczuciem i odbudować samoocenę?

Czuję, że coraz częściej dopada mnie smutek przez to, że kogoś lubię, ale to nie działa w dwie strony. Mam wrażenie, że przez to czuję się gorsza, mniej pewna siebie i ciężej mi się skupić, czy to w pracy, czy w relacjach z ludźmi. Jak mogę sobie z tym poradzić? Jak zmienić te negatywne myśli na coś bardziej pozytywnego i zacząć lepiej dogadywać się ze sobą i z innymi? Czy macie jakieś pomysły albo techniki, które mogłyby mi pomóc? I co zrobić, żeby zaakceptować, że nie wszystko musi być odwzajemnione, a jednocześnie nie pozwolić, żeby to mnie ciągle ściągało w dół?

Mobbing

Mobbing – definicja, objawy i jak sobie radzić?

Mobbing w pracy to poważny problem wpływający na życie zawodowe i osobiste. Sprawdź, jaka jest definicja mobbingu, objawy, skutki oraz sposoby ochrony przed nim. To pomoże ci lepiej zrozumieć zjawisko i chronić swoje prawa w pracy.