
- Strona główna
- Forum
- związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z flashbackami poprzedniej relacji i otworzyć się na nowy związek?
Anonimowo
Ewa Zuzanna Pióro
Witam serdecznie :)
Przede wszystkim powinna Pani zaakceptować myśli i wspomnienia z poprzednich relacji i uważnie się im przyjrzeć. To normalne, że powracają do nas wspomnienia z przeszłości i powodują różne emocje. Ważne jest to, jak często się pojawiają i w jakim stopniu utrudniają codzienne funkcjonowanie. Jeśli będzie Pani próbować je wypierać albo blokować, mogą pojawiać ze zdwojoną siłą. Przede wszystkim ważna jest świadomość, że są to tylko myśli i nie mają one bezpośredniego wpływu na rzeczywistość. Najważniejsze jest to, co Pani z nimi zrobi i na to ma Pani wpływ. Może Pani zacząć zapisywać te myśli oraz wspomnienia i zastanowić się jaka jest przyczyna ich ciągłęgo. pojawiania się. Być może są to nieprzepracowane konflikty, niespełnione potrzeby albo traumatyczne przeżycia. Najlepszym rozwiązaniem byłoby skorzystanie z terapii i przepracowanie tych myśli razem z terapeutą. Dzięki terapii mogłaby Pani dotrzeć do własnych przekonań, które stanowią przyczynę nawracającyh myśli.
Pozdrawiam serdecznie
Ewa Pióro
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
TwójPsycholog
Dzień dobry,
ten dość krótki opis sytuacji może wskazywać na to, że przeżywa Pani jakieś uczucia w związku z poprzednimi relacjami i/lub w związku z pojawieniem się nowej. Być może uczucia, których nie jest Pani świadoma, być może jakieś konflikty, których Pani nie rozwiązała. Fakt pojawiania się wspomnień jest zupełnie normalny, jednak wtedy, kiedy wpływają na nasze życie, utrudniają coś, warto się nad nimi pochylić, zastanowić się czemu uporczywie powracają i próbować je zrozumieć. Często trudno to zrobić samemu, dlatego sugerowałabym skorzystanie z pomocy psychoterapeuty. Terapia może tylko polepszyć Pani samopoczucie i wesprzeć Panią w lepszym rozumieniu siebie i swoich przeżyć. Pozdrawiam Magdalena Bilinska -Zakrzewicz

Zobacz podobne
Witam. Jestem związku małżeńskim od 10 lat. Z początku wszystko układało się świetnie, ale od ok.2 lat mamy nieustanny kryzys. Zaczęło się od problemów męża w pracy i od tego, że stres z tym związany zaczął przenosić na sprawy domowe: łatwo wpadał w złość, często krzyczał na dzieci, kłóciliśmy się również my, pojawiało się dużo wzajemnych pretensji. Rzutowało to na wszystkie aspkety naszego życia, w tym również na życie intymne. W takiej atmosferze i przy braku okazywania czułości nie miałam ochoty na seks. To z kolei powodowało, że sytuacja była coraz bardziej napięta i tym sposobem błędne koło się zamykało.
W tym samym czasie zaczął się mną interesować kolega z pracy. Z początku traktowalam to raczej jako formę żartu i zwykłej koleżeńskiej sympatii, ale z jego strony to od samego początku było coś więcej. Kolega wie, że jestem mężatką i tylko dlatego nie podrywa mnie wprost,ale zarówno ja, jak i reszta zespołu w pracy widzimy, że bardzo mu się podobam. Najbardziej martwi mnie fakt, że coraz częściej zaczynam o nim myśleć. Zaczynam szukać jego towarzystwa, okazji do rozmowy. To w jego towarzystwie, a nie męża, ja się śmieję. To on okazuje mi takie zainteresowanie jakiego nie dostaje od męża. To on prawi mi komplementy, a nie mój mąż. Wiem, że gdybym była wolna to już dawno próbowałby się ze mną umówić. Na szczęście jest typem, którego świadomość, że jestem mężatką hamuje. A ja coraz częściej o nim myślę i coraz bardziej mnie do niego ciągnie. Fizycznie również bardziej mnie pociąga niż mój mąż.
Jak sobie w takiej sytuacji poukładać te relacje tak, żeby nie zniszczyć małżeństwa, ale też nie zranić kolegi?
Jak odnaleźć spokój w takiej emocjonalnej huśtawce?
Inna rzecz, że mąż twierdzi, że ja się zmieniłam i chyba ma rację. Stałam się bardziej świadoma tego czego chcę od życia i zaczynam mieć wrażenie, że z mężem tego nie osiągnę. Pewne jego cechy, które akceptowałam, w tej chwili mnie bardzo irytują. Nie mam już w sobie cierpliwości i akceptacji do pewnych zachowań.
To ja całe nasze małżeństwo byłam za więcej rzeczy odpowiedzialna, to ja o wielu rzeczach decydowałam (i to nie dlatego, że chciałam, tylko on na mnie zrzucał decyzyjność w wielu kwestiach). A teraz wiem, że chciałabym większego oparcia, tego żeby ktoś pomyślał też o mnie, a nie ja o wszystkich (czyt. dom, mąż, dzieci). Dotąd mi to nie przeszkadzało, ale teraz mocno mnie to uwiera... Duży mam mętlik w głowie i nie wiem co o tym wszystkim myśleć i jak to sobie poukładać...
Witam,
narzeczony chyba nie do końca akceptuje moich synów 19 i 30 lat.
Wypowiada się o nich w naszych rozmowach w bardzo niepochlebny sposób (młodszy to poj*b filozof i itp, starszy też nie lepszy). Natomiast w ich towarzystwie jest poprawny (synowie nie mieszkają z nami). Sprawa dotyczy wigilii, niezbyt chce, aby dzieci przyjechały do nas, raczej do ojca niech pojadą, a my do jego siostry. Zaproponowałam, abyśmy spędzili je każdy z własną rodziną, jeśli nie chce spędzać je z moimi dziećmi, to się bardzo oburzył i nie będzie wyjeżdżał z własnego domu.
Trudno mi tę sytuację ogarnąć...
Nie pomaga fakt, że narzeczony jest już chyba uzależniony od alkoholu, bo 2-4 piwa dziennie po pracy, to już raczej podchodzi pod uzależnienie, do tego nie panuje nad własnymi emocjami, wybuchowy itp. Sytuacja z dziś - miałam spotkanie wigilijne z koleżankami z KGW. Wyjeżdżając było wszystko ok, jeszcze mnie poganiał, że się spóźnię, a wróciłam po paru godzinach i było na powitanie -spadaj, bo on sam siedział w domu w niedzielę.
Aby nie zaogniać sytuacji, poszłam do sypialni czytać książkę, to on po chwili do mnie z focha je..łam.
Coraz częściej myślę o wyprowadzce, bo to już zaczyna być ponad moje siły.

