
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, kryzysy, rodzicielstwo i rodzina, uzależnienia, związki i relacje
- Czy to problem...
Czy to problem mojego niedopasowania do obecnych czasów, rodziny męża? Relacja i jego rodzina przeczy moim wartościom, nie widzę budowania tutaj swojej rodziny.
Paulina
Agnieszka Wloka
Droga Pani,
napisała Pani bardzo dużo, ale i tak za mało o Was wiem. Według tego, co Pani opisała, a Pani jedna wie czy to prawda, czy nie - jest Pani w związku skrajnie toksycznym. Generalnie pierwszym pytaniem do zastanowienia jest - jak chce być Pani traktowana przez mężczyznę i czy to pasuje do tego, jak jest Pani traktowana przez męża - jak pasuje to ok, jak nie pasuje - no to pytanie co z tym zrobić? To nie jest kwestia, czy z Panią jest ok, czy nie. Pani nikomu krzywdy nie robi - Pani ma prawo, jak każdy wolny człowiek, realizować siebie, swoje wartości, cele, pragnienia. Oczywiście będąc w małżeństwie są też wspólne szlaki, co nie zmienia faktu, że każdy zostaje wolnym, godnym szacunku człowiekiem. Będąc małżeństwem macie wspólny dom, wspólne gospodarstwo i mielibyście to razem tworzyć. Z tego, co Pani pisze -czuje się Pani jak służka. Temat dzieci jest bardziej pogmatwany, bo wiadomo, że w wielu rodzinach po rozwodzie dzieci a szczególnie nastolatkowie różnie się adaptują do sytuacji - i to już inny temat. Ja naciskam na Pani przyglądnięcie się, co mąż robi z Pani psychiką i jak bardzo już Pani wierzy, że to Pani jest problemem a nie on. Serdecznie Panią proszę o kontynuowanie i indywidualną konsultację psychologiczną- niech się Pani ratuje.

Zobacz podobne
TW (samookaleczanie)
Pocięłam się pierwszy raz w wieku 11 lat, nie wiem czemu, po prostu myślałam, że zacznę się wtedy lepiej czuć. W moim środowisku było parę osób, które również to robiły i pokazywały to, jak to wygląda. Byłam smutna i przerażona tym widokiem aż spróbowałam i wiedziałam, że zrobię to znowu, zdarzało się to co jakiś czas, nie mogę powiedzieć, że byłam wtedy od tego uzależniona, zazwyczaj robiłam to, gdy naprawdę miałam jakiś problem. Wszystko zmieniło się po samobójczej śmierci mojego przyjaciela Mateusza, bardzo to przeżyłam, przez rok nie mogłam się otrząsnąć, byłam ostatnią osobą, do której napisał i zostawił list, czułam się winna za jego śmierć, że nie zrobiłam nic, by temu zapobiec. W wieku 12 lat robiłam to już codziennie, każdego dnia, po parę razy dziennie, nie umiałam przestać, mimo że próbowałam. Moja matka wyśmiała moje problemy, przez co odpuściłam sobie szukanie pomocy i próbowałam sama wychodzić z tego na własną rękę, ale od dwóch lat, czyli 15-17 ciągle o tym myślę, obsesyjnie nie raz nie umiem przez to spać ciągle czuję chęć i potrzebę, by znów to zrobić, by znów poczuć się dobrze. Próbowałam, myślę wszystkiego, próbowałam również zamienić okaleczanie na papierosy, ale nawet to nie dało mi podobnego uczucia, nie wiem już co robić, boję się, że będzie już tak do końca boję się, że to zrobię a mój tata (jedyna osoba, która jest dla mnie tak ważna od śmierci Mateusza) nie przeżyje tego przez swoje chore serce + kazał mi obiecać, że nigdy tego już nie zrobię. żałuję, że obiecałam, bo teraz czuję tego ciężar dwa razy bardziej i już nie wiem, co mam robić
Pewna matka z klasy mojego synka zadzwoniła do mnie, że mój syn jest gnębiony od pewnego czasu. Syn nic mi w domu takiego nie opowiada. Co w związku z tym mam zrobić? Syn nie chce się otworzyć, na pytanie czy chce zmienić szkołę odpowiada, że nie. Co mam robić?

