Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Fascynacja przemocą, krwią i tematami mrocznymi – czy to jest z psychologicznego punktu widzenia dziwne?

Treść wrażliwa
Fascynuje mnie zło Z natury nie jestem raczej osobą niemiłą, chamską czy złą. Nie jestem też żadnego typu metalem czy alternatywką. Mimo to zauważyłam u siebie tendencję do fascynacji rzeczami złymi: złymi moralnie, złymi z natury czy wszystkim co dziwne i niewyjaśnione. Nie jest tak że mi to przeszkadza ale często spotykam się z komentarzami że to dziwne. Stąd pomysł aby napisać i spytać czy ktoś tak ma i czy może faktycznie z punktu psychologicznego jest to dziwne. Rozwinę trochę co mam dokładnie na myśli. Uwielbiam przemoc- w kwestii oglądania czy słuchania o niej, lubię krew w sensie wizualnym i smakowym(oczywiście tylko swoją ), lubię jak leci mi krew z nosa czy z jakiejś rany tak samo wizualnie podobają mi się siniaki rany czy tego typu rzeczy. Kocham horrory i nie są one dla mnie straszne wręcz przeciwnie odprężają mnie. Wszystko co jest dziwne dla mnie jest ciekawe i uwielbiam zagłębiać się w takie tematy jak rzeczy paranormalne, tematy narkotykow, mafii ( ogólnie przestępczości) czy prostytucji. Dużo maluje i na obrazach często uwieczniam rzeczy groteskowe i straszne ale w zabawny i kolorowy sposób - trochę jakbym mieszała śmierć z życiem. Koniec tych opisów, czy jest ktoś kto też tak ma albo jakiś psycholog jest mi w stanie to wyjaśnić ?
Katarzyna Michalska

Katarzyna Michalska

Dziękuję, że opisuje Pani swoją sytuację tak otwarcie.

Fascynacja przemocą w kontekście fikcji, horroru, czy tabu, nie jest rzadka ani automatycznie niepokojąca z psychologicznego punktu widzenia. Wiele filmów, seriali czy książek opiera się właśnie na takich motywach, a wiele osób odczuwa ciekawość wobec tego, co zakazane, nieznane lub intensywne. Dla części osób horrory czy mroczna estetyka są też formą zainteresowania artystycznego.

Większe znaczenie niż sama treść zainteresowań ma to, czy przekładają się one na realne zachowania wobec siebie lub innych osób oraz czy powodują dyskomfort albo trudności w codziennym funkcjonowaniu.

To, czemu ewentualnie warto się przyjrzeć, to momenty, w których pojawia się przyjemność związana z własnym bólem czy ranami. Może to być sposób regulowania napięcia przez organizm. Ten obszar można spokojnie zgłębiać podczas spotkania z psychologiem, jeśli poczuje Pani taką potrzebę.

To, co Pani opisuje, nie czyni Pani „dziwną” - raczej wskazuje na określony sposób przeżywania i ciekawość świata.

Pozdrawiam,

Katarzyna Michalska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Witold Bomba

Witold Bomba

To, co opisujesz, wbrew pozorom nie jest aż tak rzadkie ani automatycznie „niepokojące” psychologicznie. Fascynacja mrokiem, przemocą, grozą czy tym, co tabu, często bardziej mówi o ciekawości ludzkiej natury, emocji i granic niż o byciu „złą osobą”. Zwłaszcza jeśli ta fascynacja pozostaje w sferze wyobraźni, sztuki, estetyki czy zainteresowań, a nie realnego krzywdzenia ludzi. Psychologia od dawna się tym zajmuje. Philip Zimbardo pisał m.in. o tym, że człowieka często fascynuje „ciemna strona” natury - zło, przemoc, chaos, śmierć czy przekraczanie norm. To częściowo sposób oswajania lęku, częściowo ciekawość tego, co zakazane i intensywne emocjonalnie. Horrory np. dla wielu osób działają wręcz regulująco i odprężająco, bo pozwalają bezpiecznie doświadczać silnych emocji. Sztuka często jest miejscem „zabawy” tym, co trudne, dziwne lub mroczne. Kluczowe jest raczej to czy odróżniasz fantazję i fascynację od realnej potrzeby krzywdzenia, czy masz empatię wobec ludzi, i czy te zainteresowania nie przejmują kontroli nad Twoim życiem. Z Twojego opisu bardziej brzmi to jak fascynacja intensywnością, symboliką i tym, co nieoczywiste, niż coś patologicznego. A komentarze otoczenia często wynikają po prostu z tego, że wiele osób boi się tematów związanych ze śmiercią, krwią czy mrokiem i automatycznie uznaje je za „dziwne”

Jakub Butkiewicz

Jakub Butkiewicz

Szanowna Pani,
To, co Pani opisuje – owa fascynacja mrokiem, groteską czy estetyką rany – jest zjawiskiem, które w psychologii często wymyka się prostym ocenom „normalności”. Warto zauważyć, że Pani zainteresowania, choć mogą budzić niepokój otoczenia, dla Pani samej stanowią źródło odprężenia i artystycznej ekspresji, co widać w Pani twórczości malarskiej.
​Często bywa tak, że nasza ciekawość kieruje się ku temu, co ekstremalne lub zakazane, ponieważ są to sfery, w których dotykamy granic ludzkiego doświadczenia. To, co dla innych jest przerażające, dla Pani może pełnić funkcję specyficznego „wentyla” bezpieczeństwa lub sposobu na oswojenie lęku przed tym, co nieuchronne, jak cierpienie czy śmierć. Zastanawiam się jednak, jakie konkretnie myśli pojawiają się u Pani w momentach, gdy patrzy Pani na własną krew lub siniaki. Czy jest to czysto estetyczna satysfakcja, czy może towarzyszy temu jakieś specyficzne odczucie w ciele, na przykład ulga lub nagły przypływ intensywności, którego brakuje w codziennym życiu?
​Wspomniała Pani również o tym, że horrory Panią odprężają. To interesujący trop, sugerujący, że Pani system poznawczy może przetwarzać silne bodźce w sposób, który zamiast mobilizacji do ucieczki, przynosi wyciszenie. Czasami fascynacja mrokiem pozwala nam na bezpieczne przyjrzenie się „cieniowi” bez konieczności wprowadzania go w czyn w relacjach z ludźmi – co zresztą Pani potwierdza, pisząc o swojej naturze osoby miłej.
​Gdyby jednak te fascynacje zaczęły z czasem Panią przytłaczać lub gdyby zauważyła Pani, że potrzeba obcowania z krwią czy bólem staje się formą radzenia sobie z trudnymi emocjami, których inaczej nie da się ukoić, warto byłoby porozmawiać o tym głębiej z terapeutą. Specjalista mógłby pomóc Pani przyjrzeć się temu, jaką funkcję te mechanizmy pełnią w Pani życiu i czy nie kryje się pod nimi jakaś niezaspokojona potrzeba emocjonalna.

Pozdrawiam serdecznie

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Moim zdaniem to, o czym Pani pisze, nie musi oznaczać, że jest Pani „zła” albo zaburzona. Sądzę, że wiele osób ma fascynację tym, co mroczne, graniczne, tajemnicze czy tabu, po prostu nie każdy mówi o tym otwarcie. Psychologia często patrzy na to jako na zainteresowanie cieniem ludzkiej natury, próbę oswojenia lęku, ciekawość intensywnych emocji albo formę ekspresji twórczej.Ważne jest przede wszystkim to, że odróżnia Pani fascynację od realnej potrzeby krzywdzenia innych, to ogromna różnica. Horrory, groteska, motywy śmierci czy przemocy od wieków pojawiają się w sztuce, literaturze i kulturze, bo dotykają czegoś bardzo pierwotnego w człowieku: życia, strachu, kontroli, przemijania.Myślę też, że Pani obrazy mogą być sposobem wyrażania emocji i napięć w bezpiecznej formie. Dopiero gdyby pojawiało się cierpienie, utrata kontroli, potrzeba realnego zadawania bólu sobie lub innym albo silny przymus, warto byłoby głębiej to skonsultować. Sama ciekawość mroku nie czyni człowieka kimś niebezpiecznym.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

To, co Pani opisuje, samo w sobie nie musi oznaczać niczego niepokojącego ani „złego psychicznie”. Wiele osób fascynuje się tematami związanymi ze śmiercią, przemocą, horrorem czy tym, co mroczne i niewyjaśnione. Psychika często interesuje się tym, co silnie pobudza emocje, wyobraźnię i przekracza codzienność. U części osób taka estetyka staje się też formą ekspresji artystycznej albo sposobem oswajania trudnych tematów.

Kluczowe jest raczej to, co Pani sama zaznaczyła: że nie ma potrzeby krzywdzenia innych i potrafi oddzielić fascynację od działania. To duża różnica. Samo oglądanie horrorów, zainteresowanie true crime, groteską czy mroczną sztuką jest dość częste, nawet jeśli otoczenie odbiera to jako nietypowe.

Pozdrawiam,
Karolina Grabka

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Wiele nieudanych terapii. Mylne diagnozy. Już się gubię.
Jestem po wielu nieudanych terapiach. Uprzedzając pytanie: trwały one długo i tak, za każdym razem mówiłam o braku rezultatów. Dostałam wiele sprzecznych diagnoz i konceptualizacji mojego problemu. Jedni specjaliści uważają, że cierpię na poważne choroby, inni - że mam tzw. syndrom ofiary i tak naprawdę nie jestem chora, tylko wmawiam sobie chorobę i sztucznie podtrzymuję objawy, aby manipulować moim otoczeniem i zyskiwać od bliskich opiekę. Nie wiem, czy choroby psychiczne mogą w ogóle trwać tak długo. Cierpienie towarzyszy mi w mniejszym lub większym stopniu od okresu dojrzewania, czyli w sumie kilkanaście lat. Już całkowicie się pogubiłam, nie wiem, co myśleć o sprzeczności opinii, które słyszę
Chorując na depresję czuję się ciężarem, mam wrażenie, że zraniłam przyjaciółkę.
Dzień dobry. Jakiś miesiąc temu otrzymałam diagnozę, że mam depresję, jednak od 3 miesięcy chodzę na psychoterapię. Czuję się wszystkim wykończona. Wsparcie mam w bliskiej przyjaciółce, która niestety bardzo daleko mieszka, więc na ten moment nie jest możliwym by się spotkać. Czuję się dla niej ogromnym ciężarem i ogółem dla ludzi wokół mnie, choć nie wiedzą o mojej chorobie, bo nie są na tyle bliscy i raczej sądzą, że depresja to zwykły smutek. Jednak przyjaciółka zawsze mnie wspiera, dodaje otuchy, ciepłych słów, bo sama przez to przeszła. Odkąd choruję ciężko okazać mi wdzięczność, spróbować nowych pomysłów itp., ale naprawdę się staram i ona o tym wie, jednak ja czuję się jak pokraka. Jestem bardzo niecierpliwa w stosunku do samej siebie, bo za 2 miesiące matura, a ja się obijam zamiast pracować. Jednak kilka dni temu powiedziałam mojej przyjaciółce bardzo przykre słowa, które wprost nie dotyczyły niej, tylko ogółem świata i ludzi i musiały ją okropnie zranić. Czuję się jak najgorszą osobą na świecie, przeprosiłam ją szczerze i wyraziłam skruchy, jednak nie mam z nią kontaktu i boję się, że mnie porzuciła na dobre. Nigdy co prawda nie było takiej sytuacji, jednak mój mózg wymyśla same czarne scenariusze i mnie to okropnie męczy. Tak bardzo chciałabym być dla niej tak samo dobrą przyjaciółką jak wcześniej, kiedy jeszcze czułam się dobrze. Teraz czuję, że sprawiam same kłopoty, a na odległość pomoc jest zdecydowanie trudniejsza, gdy nie można np. dotknąć tej osoby. Bardzo się martwię czy te słowa nie były aż za mocne i czy nie zrobiła sobie krzywdy, choć raczej nie jest tego typu osobą. Nie kłóciłyśmy się, to była wymiana zdań, choć na trudne tematy i w pewnym momencie się wycofała i przestała się odzywać. Nie odczytuje wiadomości, nie jest aktywna nigdzie, martwię się, że tym razem może jednak mi nie wybaczy. Naprawdę żałuję tych słów i cofnęłabym je, gdybym mogła. Bardzo chciałabym już być zdrowa i myśleć samodzielnie niż mieć czarną płachtę na głowie, która czasem kontroluje moje myślenie.
Czy psychoterapia powinna wyglądać tak, że sama dochodzę do przyczyny wszystkich swoich stanów?
Czy psychoterapia powinna wyglądać tak, że sama dochodzę do przyczyny wszystkich swoich stanów? Że mimo, że mówię wprost, jakimi obowiązkami niedostosowanymi do wieku byłam obciążona, jako dziecko, jak musiałam i muszę wysłuchiwać rodziców, doradzać im i dbać o nich, to hasło, że była i jest to parentyfikacja i tak musi paść z moich ust? Jest to jeden z przykładów, ale mogłabym wymieniać dalej. Nie wiem czy jest to kwestia tego konkretnego terapeuty, czy problemem jestem, jak zwykle ja. Nie ukrywam, zawsze przychodzę na sesję przygotowana, w dodatku, że starannie ułożonym planem spotkania w głowie i z odpowiedziami, które sama odnalazłam. Terapeuta właściwie wyłącznie mi przytakuje. Być może przez swoją nadmierną potrzebę kontroli i wszechobecną samowystarczalność przejmuję prowadzenie spotkania. Czy terapeuta widząc, jak sobie radzę, może po prostu zostawiać mi pole do popisu, a tym samym dawać motywację do dalszych poszukiwań odpowiedzi, czy świadczy to jednak źle o przebiegu tych spotkań?
Szanowni Państwo, korzystam z pomocy lekarza psychiatry na NFZ.
Szanowni Państwo, korzystam z pomocy lekarza psychiatry na NFZ. Lekarz bardzo dobrze dobiera leki. Jeśli zachodzi konieczność zmiany dawkowana lub leku na inny, to robi to z dużym wyczuciem tak, że nie daje się tego zauważyć. Niestety, poza tym, nie bardzo interesuje się przyczyną problemów. Interesują go tylko objawy ogólne i ich ocena przez pacjenta. Jedyny wywiad, to ten pierwszy, który zadecydował o postawieniu diagnozy i włączeniu leków. Przyczyną problemów mogę, lecz nie muszę, zajmować się z pomocą dostępnych psychologów. Czy takie podejście lekarza do tematu jest prawidłowe?
Terapia na NFZ - jakie kroki należy podjąć?
Jak mam się zapisać na psychoterapię na NFZ? Muszę udać się do lekarza rodzinnego czy zadzwonic bezpośrednio do centrum zdrowia psychicznego?
Przemoc

Przemoc - definicje, rodzaje i formy zjawiska

Przemoc to globalny problem dotykający miliony osób. Zrozumienie jej definicji, rodzajów i form jest kluczowe dla skutecznego przeciwdziałania. Poznaj skutki i rodzaje przemocy oraz dowiedz się, jakie są możliwości uzyskania pomocy dla ofiar.