
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, rodzicielstwo i rodzina
- Granice komunikacji...
Granice komunikacji wobec dziecka: Wulgaryzmy i nieodpowiednie zachowania w rodzinie
Witam, chciałbym zapytać o kwestie granicy zwrotów matki do dziecka. Wlasciwie zwroty, które wymienie nie sa normalne dla mnie osobiście nawet w strone dorosłych (nie wiem dlaczego, bo widze, że w niektórych środowiskach jest to “normalny język”.) Moja partnerka zwraca sie zbyt bezpośrednio do swojego syna - kiedyś sie gdzieś schował, a ona do niego “gdzie ty jesteś, co tam konia walisz?”. Bylo to mega niesmaczne dla mnie natomiast cieżko jest z nia o tym rozmawiać, bo slysze ciagle durny argument “no i co z tego jak przeciez wszyscy to robia”. Nastolatek ma 13 lat. Innym razem pomagala mu golić miejsca intymne (czego tez nie rozumiem) i wychodząc krzyknela z entuzjazmem “aaahhh, wooow, ale bydlak” - chodzilo o jego penisa. Kiedy wyobrażam sobie że mowie do 13 letniej córki “wow, ale cyce” naprawde zbiera mnie na torsje… inna kwestia sa wulgaryzmy… ja ich nie lubie u kobiet, a na pewno nie u dzieci. Kiedyś kiedy jeszcze mlodszy brat zapytal “co to jest dildo” starszy brat odpowiedzial “sztuczny ch*”. Mega mnie to zniesmaczylo - kiedy poźniej o tym chcialem porozmawiać… usłyszałem “dostosuj sie wiedziałeś, do jakiej rodziny wchodzisz”. Myślę, że to ostatnie bylo pod wplywem emocji, ale i tak uważam, ze nie powinno nigdy pasc.
A9
Piotr Ziomber
Reakcje są w tej sytuacji zupełnie zrozumiałe a język, który jest opisywany rzeczywiście przekracza zdrowe granice codziennego, szanującego dziecko obrotu między opiekunem a nastolatkiem. To nie „po prostu taką ich kulturę myślicie”, ale dużo z tych zwrotów jest socjalnie, emocjonalnie i seksualnie granicząco. Jest to demoralizacja a seksualizacja dziecka w jakikolwiek sposób jest nie tylko przekroczeniem granic, ale także podchodzi to pod prawo karne. Myślę, że tutaj by wskazane było, aby sprawą zainteresował się MOPS i został przeprowadzony wywiad środowiskowy, gdyż to co jest opisane jest niepokojące oraz gorszące dla młodocianych.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Rzeszowska-Świgut
Dzień dobry.
To, co Pan opisuje, dotyczy nie tylko „stylu języka”, ale też granic intymności i sposobu seksualizowania dziecka w komentarzach dorosłego. Jeśli Panu jest „niesmacznie”, ma Pan prawo traktować to jako ważny sygnał.
Ponieważ rozmowy z partnerką kończą się argumentem „wszyscy tak robią”, pomocne bywa odejście od sporu o to, kto ma rację, i przejście na rozmowę o tym, jak Pan oczekuje, żeby wyglądał dom i komunikacja z dziećmi. Proszę spróbować nazwać to w formie nadziei i konkretu.
Warto też oddzielić dwie sprawy: kulturę języka w rodzinie oraz granice w relacji. Nawet jeśli „w tej rodzinie tak się mówi”, Pan nie musi tego akceptować u siebie w domu i w swoim najbliższym otoczeniu. Jeżeli partnerka mówi „dostosuj się”, to jest to już komunikat o granicach w związku — wtedy sensowne będzie ustalenie wspólnych zasad rodzicielskich i partnerskich.
Jeśli rozmowa w dwójkę nadal utrzymuje się w kontekście „wszyscy tak robią”, warto rozważyć konsultacje u psychologa rodzinnego/terapeuty par. Takie spotkanie pomoże w uzgodnieniu zasad komunikacji i granic oraz wypracowanie jasnych reguł i sprawdzeniu, czy oboje potraficie je utrzymać w praktyce, bo właśnie to (a nie deklaracje) pokaże, czy da się zbudować bezpieczny dom dla dzieci i dla Pana.
Karolina Grabka
Dzień dobry,
Granica nie musi być atakiem. Może brzmieć spokojnie, lecz stanowczo. Warto jasno oddzielić dwie kwestie. To, że masturbacja jest powszechnym i rozwojowo typowym zachowaniem, nie oznacza, że można w dowolny sposób komentować ją wobec dziecka ani żartować z niej publicznie. Powszechność jakiegoś zjawiska nie jest równoznaczna z przyzwoleniem na zawstydzanie, seksualizujące uwagi czy naruszanie czyjejś intymności.
Sposób mówienia do dziecka ma znaczenie dla jego poczucia bezpieczeństwa, obrazu własnego ciała i rozumienia granic. Komentarze dotyczące narządów płciowych, żarty o charakterze seksualnym czy publiczne odnoszenie się do intymnych spraw mogą zawstydzać, naruszać prywatność i rozmywać granicę między tym, co prywatne, a tym, co publiczne. Nastolatek ma prawo do intymności, do szacunku wobec swojego ciała oraz do tego, by tematy związane z seksualnością były omawiane w sposób spokojny, rzeczowy i adekwatny do wieku, bez ośmieszania.
Podobnie w kwestii fizycznej pomocy przy czynnościach intymnych u 13 latka warto zachować szczególną ostrożność i respektować jego autonomię. Standardem rozwojowym w tym wieku jest już samodzielność w takich obszarach. Komentowanie wielkości narządów płciowych dziecka w sposób oceniający, żartobliwy czy entuzjastyczny jest przekroczeniem granic. To wprowadza element seksualizacji i może naruszać poczucie bezpieczeństwa.
W razie trudności z porozumieniem można rozważyć konsultację u psychologa rodzinnego, aby ustalić wspólne standardy dotyczące języka, granic i ochrony intymności dziecka.
Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Dziękujemy za kontakt z nami.
Czytam Pana wiadomość i wyraźnie czuć w niej niesmak, złość, może też bezradność. Mam poczucie, że to brzmi tak, jakby przekraczane były Pana osobiste granice i to w obszarze bardzo wrażliwym: seksualności dziecka i języka, jakim dorośli się do niego zwracają. Ma Pan prawo czuć dyskomfort np.to, że „gdzieś indziej tak się mówi”, nie oznacza, że dla Pana to jest w porządku. Pytanie, które warto sobie zadać, brzmi: co dokładnie jest dla mnie tu nie do przyjęcia? Sam język? Seksualizowanie 13-latka? Brak wstydu/intymności? Nazwanie tego pomoże Panu mówić o tym spokojniej i konkretniej.W wieku 13 lat chłopiec jest w intensywnym okresie dojrzewania. Potrzebuje edukacji ale też granic i poszanowania intymności. Komentarze oceniające ciało czy żarty o charakterze seksualnym mogą budzić zawstydzenie, nawet jeśli są wypowiadane „na luzie”. To nie musi oznaczać złych intencji matki, czasem to kwestia stylu, braku refleksji lub wyniesionych wzorców ale wpływ na dziecko warto brać pod uwagę.
Zamiast oceny („to jest chore”), pomocne bywa mówienie z poziomu siebie:
„Czuję duży dyskomfort, kiedy słyszę takie komentarze. Dla mnie to przekracza granice intymności dziecka.”
Jeśli usłyszał Pan: „dostosuj się”, to mogło Pana dodatkowo zaboleć, jakby Pana wartości nie miały znaczenia. W relacji partnerskiej obie strony mają prawo do swoich granic.
Warto zadać sobie trzy pytania:
Czy to jest różnica stylu, czy różnica wartości?Czy jestem w stanie to zaakceptować, jeśli się nie zmieni?
Co byłoby dla mnie minimalną zmianą, żebym czuł się spokojniej?
Według mnie: to nie jest kwestia „czy przesadzam”, tylko czy to środowisko jest zgodne z Pana poczuciem szacunku i granic, to są bardzo ważne sprawy.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Dzień dobry, opisane przez Pana sytuacje wywołują niepokój o istnienie granic między rodzicem a dzieckiem w kwestii seksualności. W rozwoju seksualnym dzieci i młodzieży ważna jest kwestia adekwatności do wieku oraz zachowania granic. U trzynastolatka wchodzącego w okres dojrzewania, naturalne jest pojawienie się zainteresowania swoim ciałem i seksualnością. Rolą dorosłego jest stworzyć bezpieczną przestrzeń do rozmowy, bez zawstydzania, seksualizowania i komentowania ciała dziecka w sposób oceniający czy żartobliwie uprzedmiotawiający. Nawet jeśli dziecko pozytywnie reaguje na zachowania rodzica, nie świadczy to o braku przekraczania granic. Argument „wszyscy tak robią” jest mechanizmem normalizacji. To, że coś funkcjonuje w danym środowisku, nie oznacza, że jest rozwojowo zdrowe. Często pojawia się przekonanie, że bezpośredniość równa się bliskości. Tymczasem zdrowa bliskość opiera się na szacunku dla prywatności. Sytuacje, które Pan opisał, mogą wpłynąć negatywnie na rozwój seksualny dziecka oraz na jego wcześniejszą seksualizację. Rozmawiając na ten temat z partnerką, warto odejść od tonu oceniającego, skupiając się na własnych odczuciach. Na przykład mówiąc, że martwi się Pan o granice i rozwój chłopca oraz że takie komentarze są dla Pana trudne, bo kojarzą się z przekroczeniem intymności.
Pozdrawiam serdecznie
Zuzanna Barełkowska-Wamberska
Psycholog
Łukasz Dyłka
To, co Pan opisuje, dotyczy granic. I to są realne granice, nie „przewrażliwienie”.
W każdej rodzinie jest inny styl komunikacji. W niektórych domach żarty seksualne czy wulgaryzmy są normą i nikogo to nie dziwi. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna osoba czuje, że coś przekracza jej poczucie przyzwoitości albo bezpieczeństwa.
Komentarze o genitaliach 13-latka, nawet w żartobliwym tonie, to bardzo delikatny obszar. Nastolatek jest w wieku intensywnego wstydu, budowania tożsamości, poczucia własnego ciała. Dla części dzieci takie teksty są „luźne”, dla innych zostają jako coś zawstydzającego. Nie chodzi o pruderię, tylko o szacunek do intymności.
Podobnie z pomocą przy goleniu miejsc intymnych. Sam fakt pomocy nie musi być nieprawidłowy, jeśli to była realna potrzeba i zgoda dziecka. Ale sposób komentowania już ma znaczenie.
To, co Pana tak mocno porusza, wynika z Pana systemu wartości. Dla Pana to jest przekroczenie. I to jest ważne. W relacji partnerskiej nie chodzi o to, kto ma rację, tylko czy potraficie uznać swoje granice.
Zdanie „dostosuj się, wiedziałeś do jakiej rodziny wchodzisz” zamyka rozmowę. A zdrowa relacja opiera się na możliwości rozmowy o różnicach.
Tu są trzy poziomy do rozróżnienia:
Czy dziecku dzieje się krzywda?
Z tego, co Pan opisuje, to raczej kwestia stylu niż przemocy. Ale warto obserwować, czy chłopak nie reaguje skrępowaniem, wycofaniem, nadmiernym zawstydzeniem.
Czy Pana wartości są respektowane w tej relacji?
Jeśli coś Pana regularnie odrzuca i nie ma przestrzeni na rozmowę, to problemem staje się nie język, tylko brak wzajemnego szacunku.
Najważniejsze pytanie brzmi: czy Pana partnerka jest w stanie w ogóle wysłuchać Pana perspektywy bez wyśmiewania jej?
Dużo dobrego!
Emil Borkowski
Dzień dobry,
Z tego co Pan opisuje jest przesunięta zdrowa granica, którą Pan czuje w sobie dzięki swojemu wychowaniu.
Jedno jak dzieci są małe i trzeba np. umyć je, bo same nie są w stanie. Jednak nastolatek w wieku 13 lat powinien być uczony, kiedy są granice przekraczane by w dorosłym życiu umiał poczuć jak ktoś inny przekracza jego granicę.
Wydaje mi się, że Pańska partnerka rozładowuje też swoje napięcie sytuacją po przez wulgaryzmy, czy umniejszanie sytuacji. Zarówno Pana partnerka odpycha od siebie swoją część odpowiedzialności przez słowa “dostosuj się wiedziałeś, do jakiej rodziny wchodzisz”.
Rozumiem, że stresuję Pana mówienie tego co Pan na prawdę czuje, bo brakuje Panu przyjęcia z strony partnerki, a otrzymuje Pan informację, że to Pan ma się dostosować (takie odepchnięcie).
Zachęcam do prób rozmawiania z partnerką, że Pana potrzeby, czy zdanie - by syn samodzielnie się golił w miejscach intymnych lub słownictwie w domu - jest tak samo ważne jak zdanie Pana partnerki. Tak by państwo byli na równi, jako dorośli i mogli się Państwo nawzajem słyszeć w wychowaniu dzieci.
Trzymam kciuki,
Emil Borkowski
Zuzanna Szczepańska
To, co Pan opisuje, nie jest wyłącznie kwestią „gustu” czy różnic środowiskowych, tylko dotyczy granic intymności i seksualizacji dziecka. Komentowanie genitaliów 13 latka w sposób entuzjastyczny czy żartobliwie seksualny przekracza dla wielu specjalistów granice adekwatnej relacji rodzic dziecko. W tym wieku normą rozwojową jest już wzmacnianie autonomii i prywatności, a nie wchodzenie w intymne obszary z komentarzem oceniającym czy seksualizującym. Podobnie teksty typu „co tam konia walisz” mogą być traktowane jako żart, ale w praktyce często budują zawstydzenie i rozmywają zdrowe granice. Wulgaryzmy same w sobie nie są automatycznie przemocą, jednak to dorośli ustalają standard komunikacji w domu. Argument „wszyscy tak robią” nie jest argumentem rozwojowym, kluczowe jest to, czy dziecko ma zapewnione poczucie szacunku do własnego ciała i prywatności. Jeśli chłopiec jest zawstydzany, ośmieszany albo jego intymność jest naruszana bez realnej potrzeby, to przestaje być kwestia stylu wychowania, a zaczyna być problem granic. Rozmawiając z partnerką, warto odejść od kategorii „to jest niesmaczne”, a mówić wprost: dla mnie to przekracza granice prywatności dziecka i może wpływać na jego poczucie wstydu oraz obraz własnego ciała. Ma Pan prawo czuć dyskomfort to sygnał, że Pana system wartości reaguje na możliwe przekroczenie granic. Jeśli rozmowy nie przynoszą efektu, rozsądnym krokiem może być konsultacja rodzinna, gdzie temat granic i norm komunikacji zostanie omówiony profesjonalnie.

Zobacz podobne
TW (samookaleczanie)
Pocięłam się pierwszy raz w wieku 11 lat, nie wiem czemu, po prostu myślałam, że zacznę się wtedy lepiej czuć. W moim środowisku było parę osób, które również to robiły i pokazywały to, jak to wygląda. Byłam smutna i przerażona tym widokiem aż spróbowałam i wiedziałam, że zrobię to znowu, zdarzało się to co jakiś czas, nie mogę powiedzieć, że byłam wtedy od tego uzależniona, zazwyczaj robiłam to, gdy naprawdę miałam jakiś problem. Wszystko zmieniło się po samobójczej śmierci mojego przyjaciela Mateusza, bardzo to przeżyłam, przez rok nie mogłam się otrząsnąć, byłam ostatnią osobą, do której napisał i zostawił list, czułam się winna za jego śmierć, że nie zrobiłam nic, by temu zapobiec. W wieku 12 lat robiłam to już codziennie, każdego dnia, po parę razy dziennie, nie umiałam przestać, mimo że próbowałam. Moja matka wyśmiała moje problemy, przez co odpuściłam sobie szukanie pomocy i próbowałam sama wychodzić z tego na własną rękę, ale od dwóch lat, czyli 15-17 ciągle o tym myślę, obsesyjnie nie raz nie umiem przez to spać ciągle czuję chęć i potrzebę, by znów to zrobić, by znów poczuć się dobrze. Próbowałam, myślę wszystkiego, próbowałam również zamienić okaleczanie na papierosy, ale nawet to nie dało mi podobnego uczucia, nie wiem już co robić, boję się, że będzie już tak do końca boję się, że to zrobię a mój tata (jedyna osoba, która jest dla mnie tak ważna od śmierci Mateusza) nie przeżyje tego przez swoje chore serce + kazał mi obiecać, że nigdy tego już nie zrobię. żałuję, że obiecałam, bo teraz czuję tego ciężar dwa razy bardziej i już nie wiem, co mam robić
TW. Samookaleczanie
Mam duży problem.
Miałam pogadać z moją mamą o samookaleczaniu wczoraj i przy tym miała pomoc mi siostra. Niestety jak wróciłam ze szkoły mama dostała wyniki badań, które nie wyszły najlepiej, bo ma podejrzenie szpiczaka.
Nie wiem teraz, czy rzeczywiście powinnam o tym pogadać.
Moje rany są płytkie i nie powinna przez to się zamartwiać, ale nie jestem pewna, bo ostatnio robię to coraz częściej.
Nie wiem, ile mam poczekać z tą rozmową, bo wiem, że moja mama to bardzo przeżywa.
W październiku tamtego roku, siedziałam z moimi koleżankami na stołówce, gadałyśmy o moim ówczesnym chłopaku, który mi się podobał. Wtedy wszedł tam też on, nazwijmy go Mateusz.
Wszedł ze swoimi kolegami na stołówkę, mieliśmy krótki kontakt wzrokowy, wtedy ja się skuliłam. (Ponieważ, słyszałam plotki, że jest babiarzem, no nie zbyt dobry typ chłopaka) Oni to zauważyli, bo chwilę później podbił do mnie i zapytał się, czy chodzę z jakimś chłopakiem (miał tak samo na imię jakiś przyjęliśmy czyli Mateusz) i chwilę z nim dyskutowałam, taka wymiana zdań, że "nie jestem z nim" "nie no jesteś" i tak dalej. Aż przerwał to jego kolega, który z resztą jego grupy stał za nim i powiedział mu, że mnie z kimś pomylił "Stary, ale to nie ona" wtedy odszedł.
Ja wraz z dziewczynami się z tego śmialiśmy i miałyśmy "laga", ale wróciliśmy do rozmowy o wcześniejszym chłopaku. I po tym jak powiedziałam "Dobra, to wróćmy do rozmowy o moim crushu" długo nie minęło, jak znowu do nas podszedł i usiadł na miejscu wolnym obok mnie. Chciał posłuchać, o czym gadamy (i tutaj nie wiem, czy on słyszał, że powiedziałam to o moim crushu czy nie). Moje koleżanki go jednak wyrzuciły, (chociaż on nie chciał, odchodzić) ponieważ ja byłam w za dużym szoku. Potem jak już zbuczany przez swoich kolegów odszedł, ja z dziewczynami obgadałam to i poszłyśmy pod naszą salę na górze.
Jak się okazało, on też już tam był i latał z góry na dół, ciągle się na mnie patrząc. Podobno zapytał jeszcze mojego kolegi z klasy jak się nazywam - co już było hitem. Po kolacji wychodziłam z dziewczynami ze stołówki (mieszkam z nim razem w internacie) On z kolegami siedział na kanapie, ja jako, że jestem osobą czasami nadzwyczaj śmiałą, to pomachałam do niego, a on na mnie warknął, i wiem jak to brzmi, ale naprawdę sama byłam w szoku. Kolejna sytuacja z kolacją to było jak, ja na nią nie poszłam. A on czekał na mnie tam godzinę, i jak moja koleżanka na głos tak, żeby słyszał, powiedziała, że już idę, to zaczął się poprawiać i od razu się wyprostował. Pod koniec grudnia, jeszcze przed przerwą świąteczną, do naszej szkoły przyjechali Izraelczycy, i jeden z nich z którym się dogadaliśmy. Powiedział nam, że jeśli mamy problem ze swoimi miłościami, to może nam pomóc je zdobyć, więc dziewczyny kazały mi iść po Mateusza. Tak też zrobiłam. Spotkałam go na stołówce, jak wiązał buta, ja podeszłam do niego i zapytałam "Hej, pójdziesz ze mną na chwilę gdzieś" lub coś takiego, na co on kazał mi poczekać i od razu poszedł za mną, co mnie zaskoczyło, bo odpowiedział mi nawet miło, bez problemu i w ogóle. Podczas gdy gadał z tym izraelczykiem, ja stałam obok - i dowiedziałam się, że ma dziewczynę z innego miasta i szczerze przyznam, byłam lekko załamana. Jak się później jeszcze okazało co do tej dziewczyny, był z nią, już w czasie jak zaczął mnie "podrywać" co obrzydziło mnie do niego i zapomniałam o nim. Jednak wrócił, bo zerwali i to było niedługo (nie no tak z prawie 4 tygodnie do 5) po tym, jak się dowiedziałam, że z kimś jest. Sytuacja z niedawna. Moje koleżanki postanowiły siąść przy nim na kolacji, dosłownie stolik obok. Akurat tak się zdarzyło, że wybrały mi miejsce idealnie tak, że on mógł patrzeć na mnie a ja na niego. I patrzył się prawie ciągle, jak odchodziłam od stolika, również nie obeszło się bez spojrzenia na mnie i to takim idącym po mnie. Jak jego kolega chciał zostać i zjeść na swoim miejscu, dalej od naszego stolika to on nalegał, żeby ściąć tam, gdzie wcześniej, do tego zmienił pozycję i siadł na wprost okien też także mnie. Gdy wychodziłam z kolacji, to mijałam się z nim i centralnie zjechał mnie wzrokiem, tak się dziwnie popatrzył.
Czy ktoś mi może pomóc, co ja mam zrobić z tym chłopakiem, czekać, odpuścić, zagadać nie wiem i co on ma na myśli, robiąc takie coś? Podoba mi się bardzo i nie chciałbym Tego zostawiać, ale nie jestem za chętna już do prawie 5-miesięcznego czekania
