Dzień dobry,
Czuję w tych słowach ogrom zmęczenia, wstydu i takiego cichego przekonania: „ze mną już nic dobrego się nie wydarzy” i sądzę, że to nie jest prawda o Tobie, to jest historia, którą ktoś kiedyś zaczął w Tobie pisać a Ty dziś próbujesz ją po prostu przetrwać. To, że byłeś wyśmiewany, że czujesz się „gorszy”, że boisz się kobiet to ma sens. Organizm uczy się unikać tego, co bolało ale unikanie chroni tylko na chwilę a potem zamyka Cię jeszcze bardziej w samotności, której tak naprawdę wcale nie chcesz. Uważam, że to nie jest kwestia pieniędzy, statusu czy doświadczenia. To jest kwestia tego, jak bardzo w środku jesteś dla siebie surowy i jak bardzo już uwierzyłeś, że jesteś „nikim”. Człowiek, który tak o sobie myśli, nawet jeśli ktoś by się pojawił i tak nie poczuje się wystarczający. Piszesz, że chcesz „zaakceptować bycie samemu na zawsze”, ale brzmi to bardziej jak rezygnacja niż spokój. Jakbyś próbował zdusić w sobie potrzebę bliskości, żeby już nie bolało.
I zatrzymam się przy jednym zdaniu: „wolę to zrobić teraz niż później”. Jeśli to oznacza myśli o zrobieniu sobie krzywdy, to nie jest coś, z czym powinieneś zostawać sam. To jest moment, w którym naprawdę warto sięgnąć po pomoc np. rozmowę z psychologiem, telefon wsparcia, kogokolwiek bezpiecznego. Ten ciężar jest za duży na jedną osobę. Na teraz zostawię Ci kilka pytań, nie po to, żeby Cię oceniać, tylko żebyś mógł zajrzeć trochę głębiej:
Czy to, co myślisz o sobie, to na pewno Twoje zdanie… czy raczej echo tego, jak inni kiedyś Cię potraktowali?
Gdybyś nie musiał nikomu nic udowadniać jakim człowiekiem chciałbyś po prostu być? Co w Tobie nadal chce żyć i doświadczać, mimo że jest Ci tak trudno?
Nie musisz dziś rozwiązywać całego życia. Wystarczy, że nie zamkniesz go sobie całkowicie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka