
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, zaburzenia nastroju, związki i relacje
- Jak pogodzić się z...
Jak pogodzić się z byciem singlem i brakiem doświadczeń w relacjach w wieku 23 lat?
Anonimowo
Bożena Nagórska
Dzień dobry
Wiek 23 lat to moment, w którym wielu mężczyzn czuje się zagubionych, a brak doświadczenia czy statusu nie jest życiowym wyrokiem, lecz stanem, który można zmienić. Pana ból wynika z traumatycznych wspomnień i lęku, który każe Panu wierzyć, że relacje opierają się wyłącznie na pieniądzach, co nie jest prawdą. Próba zaakceptowania samotności „na zawsze” to w rzeczywistości ucieczka przed lękiem, która nie przyniesie Panu ulgi, a jedynie pogłębi poczucie beznadziei. Zamiast surowo się oceniać, warto poszukać wsparcia terapeutycznego, aby odzyskać poczucie własnej wartości i przestać postrzegać siebie przez pryzmat szkolnych zranień – zasługuje Pan na szansę, by poczuć się dobrze we własnej skórze.
Powodzenia
Bożena Nagórska
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Katarzyna Michalska
Czytając to, co Pan napisał, odnoszę wrażenie, że jest w Panu bardzo dużo bólu, wstydu i poczucia odrzucenia, które ciągnie się od czasów szkolnych. To naprawdę potrafi mocno wpłynąć na to, jak widzi Pan siebie i swoją przyszłość. Może to być bardzo przytłaczające - mieć poczucie, że przyszłość jest już z góry przesądzona.
Zwróciłam uwagę, że wiele rzeczy traktuje Pan jako przesądzone. Używa Pan zwrotów "nigdy", "nie będę", "kobiety zawsze". Można przypuszczać, że biorą się z Pana wcześniejszych doświadczeń odrzucenia, jednak nadal są to tylko wnioski, a nie fakty.
Social media często pokazują relacje jako oparte na statusie, pieniądzach, czy doświadczeniu seksualnym. Może mieć Pan poczucie, że to właśnie te rzeczy decydują - ale w praktyce dużo częściej znaczenie mają obszary, które można rozwijać, np.: sposób bycia, poczucie bezpieczeństwa, komunikacja, wychodzenie ze stosowania mechanizmu unikania.
Unikanie rzeczy dla nas trudnych chroni nas przed bólem, jednak jednocześnie wzmacnia przekonanie, że nie damy rady albo, że świat jest wrogi.
Nie musi Pan podejmować decyzji ‘na całe życie’ już teraz. Może na ten moment ważniejsze byłoby znalezienie jednego małego obszaru, w którym poczuje Pan choć odrobinę większy wpływ albo ulgę - nawet jeśli to coś bardzo niewielkiego.
I co ważne: to, że nie ma Pan prawa jazdy czy innych umiejętności bądź doświadczeń nie definiuje Pana, jako "nikogo". Wszystkie te aspekty można budować stopniowo z odpowiednim wsparciem.
Pozdrawiam,
Katarzyna Michalska
Agnieszka Włoszycka
Dzień dobry,
Czuję w tych słowach ogrom zmęczenia, wstydu i takiego cichego przekonania: „ze mną już nic dobrego się nie wydarzy” i sądzę, że to nie jest prawda o Tobie, to jest historia, którą ktoś kiedyś zaczął w Tobie pisać a Ty dziś próbujesz ją po prostu przetrwać. To, że byłeś wyśmiewany, że czujesz się „gorszy”, że boisz się kobiet to ma sens. Organizm uczy się unikać tego, co bolało ale unikanie chroni tylko na chwilę a potem zamyka Cię jeszcze bardziej w samotności, której tak naprawdę wcale nie chcesz. Uważam, że to nie jest kwestia pieniędzy, statusu czy doświadczenia. To jest kwestia tego, jak bardzo w środku jesteś dla siebie surowy i jak bardzo już uwierzyłeś, że jesteś „nikim”. Człowiek, który tak o sobie myśli, nawet jeśli ktoś by się pojawił i tak nie poczuje się wystarczający. Piszesz, że chcesz „zaakceptować bycie samemu na zawsze”, ale brzmi to bardziej jak rezygnacja niż spokój. Jakbyś próbował zdusić w sobie potrzebę bliskości, żeby już nie bolało.
I zatrzymam się przy jednym zdaniu: „wolę to zrobić teraz niż później”. Jeśli to oznacza myśli o zrobieniu sobie krzywdy, to nie jest coś, z czym powinieneś zostawać sam. To jest moment, w którym naprawdę warto sięgnąć po pomoc np. rozmowę z psychologiem, telefon wsparcia, kogokolwiek bezpiecznego. Ten ciężar jest za duży na jedną osobę. Na teraz zostawię Ci kilka pytań, nie po to, żeby Cię oceniać, tylko żebyś mógł zajrzeć trochę głębiej:
Czy to, co myślisz o sobie, to na pewno Twoje zdanie… czy raczej echo tego, jak inni kiedyś Cię potraktowali?
Gdybyś nie musiał nikomu nic udowadniać jakim człowiekiem chciałbyś po prostu być? Co w Tobie nadal chce żyć i doświadczać, mimo że jest Ci tak trudno?
Nie musisz dziś rozwiązywać całego życia. Wystarczy, że nie zamkniesz go sobie całkowicie.
Z pozdrowieniami,
Agnieszka Włoszycka
Piotr Ziomber
Dzień dobry
Widzę, że temat pojawia się regularnie i mam wrażenie, że osoba "anonim" nie czyta tego, co piszą specjaliści, tudzież nie chce zgodzić się z naszymi poradami. Czas najwyższy stanąć w prawdzie i skontaktować się z psychologiem, z którym rozpocznie się pracę nad zmianami. Życzę powodzenia.

Zobacz podobne
Dzień dobry. W zeszłą sobotę obchodziłem swoje 34 urodziny. Na początku byliśmy z moją narzeczoną w kawiarni, ale ona musiała jechać tego dnia do pracy i zaproponowała, że jeśli chcę, to mogę zostać na mieście, zadzwonić do znajomych i pójść np. do klubu, żeby uczcić urodziny i nie siedzieć samemu w domu tego dnia. Pomyślałem, że nie jest to głupi pomysł, chociaż w klubie nie byłem od ponad 8 lat. Jeden znajomy wyrwał się na drinka w klubie, tam poznaliśmy dwóch pozytywnych chłopaków, którzy się do nas dosiedli i złożyli mi życzenia urodzinowe. Po około dwóch godzinach mój znajomy musiał wracać do domu, a ja namawiany przez niego i dwóch nowo poznanych gości postanowiłem zostać, tym bardziej, że zabawa była całkiem fajna. Taniec, śpiew i… alkohol. Piliśmy drinki i shoty jakby jutra miało nie być. Zdecydowanie przesadziłem z celebracją urodzin, a uważam się za rozsądnego i statecznego gościa. Następnego dnia, obudziłem się z silnym lękiem i strachem. Nie pamiętałem powrotu do domu, ani ostatnich kilku godzin i końcówki imprezy. Narzeczona mi powiedziała, że przyjechałem w nieswojej kurtce, w kącie oka miałem zasinienie, jakby ktoś mnie uderzył, bolał mnie lewy pośladek. Pamiętam, że chodziliśmy z tymi chłopakami po mieście w poszukiwaniu otwartego sklepu w celu zakupu papierosów i że jeden z nich miał podobną kurtkę do tej, w której wróciłem. Sprawdziłem historię powrotu Uberem, okazało się, że zamówiłem Ubera w miejsce oddalone od klubu o 15-20 minut pieszo. Nie mam jednak pojęcia, jak znalazłem się w miejscu, gdzie odebrał mnie Uber. Totalna pustka. Narzeczona na dokładkę zapytała mnie z uśmiechem, czy pamiętam jak po powrocie do domu, postawiłem wodę w czajniku na gaz, później nałożyłem sobie ciasta z lodówki na talerzyk, a następnie zalałem tą wodą talerzyk z ciastem i to jadłem. Dodała, że myślała, że tę wodę postawiłem sobie na kawę, ale ten pomysł z ciastem ją zaskoczył. Takiego wstydu nie czułem od dawna. Próbowałem znaleźć jakiś kontakt do tych dwóch chłopaków, żeby dowiedzieć się, co się działo, gdzie jest moja kurtka i dlaczego mam (prawdopodobnie) ich kurtkę. Zero nowych kontaktów, numerów telefonów, brak nieznanych połączeń i SMSów, brak zdjęć w galerii. Czuję się strasznie. Uczucie lęku jest tak silne, że musiałem wziąć wolne w pracy. Czuję ucisk w klatce, zbiera mi się na płacz. Nie imprezuję na co dzień, nie piję alkoholu nawet w weekendy, a tu jedna impreza i ciąg jakichś dziwnych zdarzeń. Czuję się brudny, jakbym sięgnął dna.
Mam obawy, że zachowywałem się głupio, że ktoś znajomy to widział, a być może ktoś mnie nawet nagrał. Nie wiem, jak sobie poradzić z tymi emocjami i uczuciem wstydu. Czy to moje zachowanie z ciastem i wrzątkiem to zwiastun jakiejś choroby psychicznej? Dlaczego nie pamiętam najważniejszych rzeczy?
Ta sytuacja skutecznie wyleczyła mnie z jakichkolwiek imprez i alkoholu. Będę wdzięczny za jakąś podpowiedź, pomoc.
Czy są osoby takie jak ja, że nie nadają się do niczego? Do żadnej pracy, do macierzyństwa, do kontaktów z ludźmi? Przyjaciółka zerwała ze mną kontakt, bo nie mogę przyjść na jej ślub. Siostra rozmawia ze mną tylko sarkastycznie. Zwolnili mnie z pracy, bo nie umyłam podłogi na koniec zmiany. Nie pytam, jak odnaleźć sens, bo go nie ma. Ale może chociaż są osoby, które borykają się z tym samym?
Kilka miesięcy temu straciłam pracę. Od tamtej pory sytuacja w domu jest bardzo napięta. Dziś po raz kolejny mój partner, mówiąc kolokwialnie, wydarł się na mnie, bo nic nie robię tylko leżę i udaję, że jestem zmęczona. Rzecz w tym, że jestem zmęczona. Jestem po kilkunastu operacjach kręgosłupa, od dwóch lat leczę się na epilepsję. ZUS nie chce mi dać renty, bo jestem mobilna, nigdzie nie mogę znaleźć pracy, bo wymagane jest prawo jazdy, gdzie ja samochodem jeździć nie mogę albo po prostu nikt się nie odzywa. Dziś wydarł się na mnie, bo wzięłam spodnie z podłogi do prania. Rozumiem, że on też jest spięty i zestresowany, ale krzyczeć na kogoś na cały regulator, że ma wypierdalać do pracy? Jak mam to zrobić, jak nigdzie mnie nie chcą. Dziś po jego kolejnym wybuchu zaczęłam się poważnie zastanawiać nad skończeniem ze sobą. Wszystkim ulży a on nie będzie miał już problemu na głowie. Bo tym dla niego jestem najwyraźniej. czy w tej sytuacji powinnam się już udać do psychiatry? Chodziłam na terapię psychologiczną, ale najwyraźniej efektu to nie dało. Nie wiem już co robić.

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?
Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.