
- Strona główna
- Forum
- dzieci i młodzież, odżywianie się
- Jak pomóc 10latce...
Magda
Julia Gavryshchuk
Dzień dobry,
Zachowania dzieciaków są często odpowiedzią na jakąś trudność w środowisku. Tzn. nie w dziecku jest problem, a w jego środowisku, na niego tak reaguje. Może zrozumienie, próba rozmowy na co dziecko w taki sposób odreagowuje, pomogłoby znaleźć inne sposoby. Wsparcie dziecka przez terapeutę byłoby również pomocne.
Pozdrawiam,
Julia
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Aleksandra Budzik
Dzień dobry,
W tej sytuacji warto zacząć od przeanalizowania jakie podejście do słodyczy panuje w domu, aby podjąć odpowiednie działanie. Proszę zastanowić się z czego może wynikać zachowanie córki. Poniżej kilka czynników, które mogą nasilać sięganie po słodycze:
- - Dzielenie jedzenia na złe i dobre
- - Zakazywanie jedzenia słodyczy
- - Słodycze od święta, traktowanie ich jako nagrody
- - Nasze podejście do słodyczy i do jedzenia (dziecku zakazujemy, a sami sięgamy po słodycze)
- - Źle zbilansowana dieta dziecka
- - Czy w diecie występują słodkie posiłki, które mogłyby zaspokoić chęć na coś słodkiego
- - Słodycze znajdują się na widoku (np. Na stoliku w salonie), a przekąski, które chcielibyśmy by dziecko jadło są trudniej dostępne
- - Brak edukacji na temat jedzenia i poszczególnych produktów
- Edukacja i rozmowa na temat jedzenia jest bardzo ważnym aspektem, który pomaga dziecku ukształtować dobra relacje z jedzeniem.
- Pozdrawiam
- Aleksandra Budzik

Zobacz podobne
Gdzie szukać pomocy dla dziecka 10 lat, mamy dwie niebieskie karty, jesteśmy ofiarami przemocy domowej
Czy to normalne, że mam tylko jednego przyjaciela?
Rozmowy z innymi nie są łatwe dla mnie i nawet nie wiem, czy chce mieć jakichkolwiek innych znajomych. Czuję, jakbym nie powinna należeć do tego społeczeństwa i mojej grupy wiekowej. Osoby w liceum interesują się tylko alkoholem, imprezami i zboczonymi żartami. Nie mam prawie żadnych tematów, jakie mogłabym z nimi poruszyć. Rozumie mnie tak naprawdę tylko mój przyjaciel, co ma podobne poglądy, jak ja. Nie wiem, czy mam jakąś fobię społeczną, czy coś. Zawsze nauczyciele nazywali mnie po prostu nieśmiała. Jednak prezentacje przed klasą czy nawet pogadanie z “kolega” z klasy jest dla mnie trudne. Do połowy osób z klasy nigdy się nawet nie odezwałam, mimo że znam ich już od połowy roku. W podstawówce sytuacja wyglądała bardzo podobnie. Zmiana środowiska nic nie zmieniła, pomimo dużych chęci. Niedobrze się czuję, jak widzę, że każdy jest inny ode mnie. Wychowawca na siłę proboje mnie zmusić do gadania z kimś innym, grożąc obniżeniem zachowania.
Podobno w przedszkolu byłam bardzo rozgadana i gadałam z każdym. W grupach z większą ilością osób czuję się po prostu niekomfortowo. Próbowałam na początku nowej szkoły spotykać się z kilkoma dziewczynami z klasy. Nie było to jednak przyjemne i wolę być z kimś na osobności. Gdy jestem w grupie, po prostu się nie odzywam. Nikogo też raczej to nie obchodzi. Potem utworzyły się tylko grupki w klasie, które tylko śmieją się ze mnie i mojej przyjaciółki. Utrzymuje jakiś kontakt z innymi w klasie, ale jest on raczej przymusowy. I to nawet nie do końca z mojej winy. Gdy są rozmowy w parach na np angielskim inne dziewczyny wolą po prostu gadać z sobą. Czy naprawdę jest coś nie tak we mnie?

