Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak pomóc narzeczonej podejrzewanej o schizofrenię i zmagającą się z bólem głowy oraz lękami?

Cześć, bardzo proszę o pomoc i wskazówki bo już zaczynam opadać z sił i odczuwam niemoc. Podejrzewam u narzeczonej schizofrenie (chyba paranoidalną) w jej rodzinie 2 lata temu starszy brat został zdiagnozowany z tą przypadłością. Narzeczona odczuwa od pół roku w losowych momentach dnia bóle głowy i "piszczenie w uszach" którego nie potrafi opisać. Rok temu mówiła, że nie czuje się bezpiecznie w pracy, że ludzie z jej służbowego otoczenia chcą jej uprzykrzyć życie i ją obgadują (a wiem że była lubiana w pracy bo znałem część tych osób). Później zaczęły się pytanie odnośnie możliwości podsłuchiwania jej telefonu (czy tak się da i czy ktoś z pracy mógł jej tak zrobić) oraz pozycji GPS telefonu, co wzbudziło moje obawy. Później poszła do psychologa albo psychiatry żeby załatwić sobie zwolnienie z pracy bo nie chciała już tam dłużej chodzić, dostała po prostu jakieś małe żółte tabletki na uspokojenie i na lepszy sen. Pół roku temu zwolniła się z pracy. Obecnie szuka pracy i piszę pracę licencjacką, którą twierdzi że nie jest w stanie ukończyć bo "Ci ludzie z pracy" się na nią uwzięli i dalej wpływają na jej życie powodując te bóle głowy i piszczenie w uszach w momencie jak siada do pisania pracy oraz, że bywa śledzona. Była z tymi bólami głowy u neurologa (TK i rezonans magnetyczny), laryngologa, badała kręgosłup (na potencjalne uciski kręgów) i nic nie wyszło. Powoli mam wrażenie, że wchodzi też początek depresji bo twierdzi, że po co się starać i cokolwiek robić skoro i tak nic się nie zmieni. Jak tylko wspominam o psychiatrze to twierdzi, że już była i bierze te leki i nic nie pomaga i że ja jej nie wierzę i chce na siłę zrobić z niej wariatkę bo szufladkuje ją ze względu na to, że jej brat choruje. Ma również straszne wahania nastrojów, jednego dnia kocha mnie i wyznaje mi miłość i snuje ze mną dalsze plany na przyszłość, a następnego, że życie nie ma sensu bo ona nie ma na nie wpływu tylko osoby trzecie i po co się starać. Kocham ją całym sercem i chce pomóc w jakikolwiek sposób ale mam wrażenie, że sam sobie nie poradzę Zastanawiałem się, czy na spokojnie nie porozmawiać z jej Mamą i wprowadzić ją w temat (mama mieszka na drugim końcu Polski ale rozmawiają ze sobą codziennie przez telefon, ale narzeczona się kryje i nic praktycznie o tym nie mówi), żeby może jakoś razem ją wspierać. Sam już nie wiem co mam robić i wszelkie sposoby pomocy wskazówki będą dla mnie bardzo cenne. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Panie Pawle, 

Fakt, że badania somatyczne nic nie wykazały, a narzeczona interpretuje fizyczne dolegliwości jako celowe działanie osób trzecich, sugeruje, że jej kontakt z rzeczywistością uległ chorobowej zmianie, co przy obciążeniu genetycznym w rodzinie wymaga pilnej interwencji. Samodzielne dźwiganie tej odpowiedzialności doprowadzi Pana do skrajnego wyczerpania, dlatego włączenie jej mamy do rozmowy jest teraz absolutną koniecznością, nawet jeśli narzeczona uzna to za naruszenie lojalności.

Proszę porozmawiać z jej mamą szczerze i przedstawić konkretne fakty dotyczące lęku przed podsłuchami czy śledzeniem, ponieważ ona, znając przebieg choroby syna, może być kluczowym sojusznikiem w namówieniu córki na rzetelną diagnostykę. Narzeczona prawdopodobnie zataiła przed psychiatrą swoje objawy wytwórcze, dostając jedynie leki doraźne, dlatego niezbędna jest kolejna wizyta, podczas której lekarz pozna pełen obraz jej zachowania. Musi Pan zadbać również o własne granice i zdrowie psychiczne, ponieważ bez profesjonalnego leczenia narzeczona może zacząć wciągać również Pana w swoją wizję spisku, co uniemożliwi jakąkolwiek skuteczną pomoc.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam Panie Pawle, 

 

Dziękujemy za podzielenie się swoją historią. Uważam, że jest Pan w sytuacji: między miłością i chęcią pomocy a rosnącą bezradnością. Pana słowa brzmią poważnie i zdecydowanie wymagają wsparcia specjalisty, nawet jeśli narzeczona teraz to odrzuca. W takich momentach nie chodzi o przekonywanie jej, że „to nieprawda”, tylko o bycie obok i delikatne kierowanie ku pomocy. Czasem skuteczniejsze jest mówienie: „widzę, że cierpisz i chcę, żebyś miała wsparcie”, zamiast wchodzenia w spór o to, co jest realne. Rozmowa z mamą wydaje się rozsądnym krokiem: nie przeciwko narzeczonej, tylko dla zbudowania kręgu wsparcia. Samemu naprawdę trudno to unieść.

Może warto też zatrzymać się przy kilku pytaniach:
Na ile ma Pan jeszcze siłę, by to dźwigać bez wsparcia dla siebie?
Gdzie są Pana granice w pomaganiu?
Czy jest ktoś, z kim Pan może o tym otwarcie porozmawiać (np. specjalista)?

Jeśli jej stan będzie się pogarszał (silny lęk, urojenia, rezygnacja z życia), warto rozważyć pilną konsultację psychiatryczną, nawet w trybie nagłym. Sądzę, że najważniejsze teraz to: nie zostawać z tym samemu i zadbać zarówno o jej bezpieczeństwo, jak i o Pana zasoby.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pan opisuje, jest bardzo trudne – zarówno dla Pana, jak i dla narzeczonej. Widać, że jest Pan uważny, zaangażowany i chce pomóc, ale jednocześnie zaczyna Pan czuć, że sam tego nie uniesie.

Objawy, które Pan opisuje (poczucie bycia obserwowaną, wpływu innych ludzi, trudność w odróżnieniu tego, co realne, od tego co przeżywane), są dla osoby bardzo obciążające i jednocześnie często sprawiają, że trudno jej przyjąć pomoc lub spojrzenie z zewnątrz.

To, że reaguje złością na temat psychiatry, też może być częścią tego stanu – niekoniecznie „uporem”, tylko sposobem radzenia sobie z lękiem i poczuciem zagrożenia.

Z Pana strony widać dużą troskę, ale też moment przeciążenia. To ważne, bo w takich sytuacjach jedna osoba nie jest w stanie sama „uratować” drugiej.

Pomysł, żeby włączyć mamę narzeczonej, może być formą poszerzenia wsparcia – szczególnie jeśli ona ma z nią kontakt.

To, że Pan szuka pomocy i nie zostaje z tym sam, jest bardzo ważne.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Anna Czoska @adhdpsycholog

Anna Czoska @adhdpsycholog

Panie Pawle,
MMPI‑2 może być w takiej sytuacji jednym z pomocnych narzędzi, bo daje szeroką, możliwie obiektywną mapę funkcjonowania psychicznego i dostarcza przesłanek do dalszej oceny klinicznej. Nie stawia diagnozy sam w sobie, ale wspiera decyzje specjalistów. Pomaga ocenić bardzo różne rodzaje objawów (m.in. depresyjnych, lękowych, psychotycznych), a także sposób radzenia sobie ze stresem i ogólne funkcjonowanie osobowości. W tym badaniu znajdują się m.in. skale wrażliwe na objawy z kręgu schizofrenii i myśli prześladowczych (np. skala schizofrenii i paranoi), co może być istotne przy Pana obawach o zdrowie narzeczonej.

 

To badanie nie zastępuje konsultacji psychiatrycznej, może jedynie ją uzupełniać i porządkować obraz trudności. Wykonuje się je u psychologa klinicznego/diagnosty, kiedy pacjent jest w stanie przejść dłuższe badanie (to wiele pytań, wymagających skupienia). Obecnie istnieje możliwość przeprowadzenia MMPI‑2 także w formie zdalnej, gdzie psycholog z odpowiednimi uprawnieniami zamawia licencjonowany dostęp do testu przypisany konkretnie do danego pacjenta. MMPI‑2 pozwala ocenić zarówno obecność, jak i nasilenie różnych objawów, w tym właśnie treści prześladowczych, poczucia wyobcowania, dezorganizacji myślenia. Zawiera też tzw. skale kontrolne (np. L, F, K, VRIN, TRIN), które pomagają ocenić, na ile wynik jest wiarygodny: czy osoba minimalizuje trudności, czy je wyolbrzymia, czy odpowiada w sposób chaotyczny. Dzięki temu specjalista nie opiera się wyłącznie na subiektywnym opisie, lecz ma dodatkową, wystandaryzowaną informację.

 

Profil kliniczny, czyli układ wielu skal jednocześnie, pozwala formułować hipotezy: czy obraz bardziej wskazuje na zaburzenia psychotyczne, afektywne (np. depresyjne), lękowe, zaburzenia osobowości, czy reakcję kryzysową. Pomaga psychiatrom i psychoterapeutom trafniej doprecyzować rozpoznanie i dobrać leczenie. W Pana sytuacji takie badanie może stanowić cenne uzupełnienie opieki psychiatrycznej, pod warunkiem że narzeczona będzie czuła się na siłach, by w nim uczestniczyć i wyrazi zgodę na współpracę z psychologiem.

 

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry,

W takich okolicznościach realna pomoc często zaczyna się od zadbania o własne wsparcie, ponieważ jedna osoba zwykle nie jest w stanie samodzielnie udźwignąć takiej sytuacji.

Pomocne może być poszukanie dla siebie miejsca do rozmowy - na przykład konsultacji psychologicznej, gdzie będzie przestrzeń na omówienie obaw, napięcia i sposobów reagowania. To dobry sposób na wzmocnienie własnych zasobów, aby móc funkcjonować stabilniej w relacji.

W odniesieniu do zdrowia Pana partnerki praktycznym krokiem bywa proponowanie wspólnego działania, na przykład pójścia razem na wizytę do psychiatry lub lekarza prowadzącego, zamiast zachęcania jej do pójścia samodzielnie. Często obecność bliskiej osoby obniża lęk i zwiększa szansę na kontynuowanie leczenia lub jego weryfikację.

Rozsądne może być także stopniowe włączanie innych zaufanych osób z otoczenia, takich jak członek rodziny (np. właśnie mama partnerki), tak aby odpowiedzialność za wsparcie nie spoczywała wyłącznie na Panu. Budowanie takiej sieci pomocy zwykle zmniejsza poczucie osamotnienia i przeciążenia. 

Pozdrawiam i życzę powodzenia,
Karolina Grabka

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pan opisuje, jest bardzo trudne i obciążające emocjonalnie, zarówno dla Pana, jak i dla narzeczonej. Objawy, które Pan zauważa – podejrzliwość, lęki o osoby z pracy, poczucie bycia śledzoną, wahania nastroju, bóle głowy bez wyraźnej przyczyny – wymagają profesjonalnej diagnozy psychiatrycznej, najlepiej przez specjalistę od zaburzeń psychotycznych.

 

Warto: 

*zapewnić narzeczonej poczucie bezpieczeństwa i wsparcia, bez oceniania jej przeżyć;

*zachęcać ją delikatnie do ponownej konsultacji psychiatrycznej, najlepiej u specjalisty z doświadczeniem w diagnozowaniu zaburzeń psychotycznych np. MMPI-2;

*zadbać także o własne wsparcie – dla Pana emocjonalnego bezpieczeństwa może być pomocna rozmowa z psychologiem lub grupa wsparcia dla bliskich osób z trudnościami psychicznymi;

*wprowadzenie rodziny do rozmowy może być pomocne, ale tylko jeśli narzeczona na to wyrazi zgodę – w przeciwnym razie warto szukać wsparcia profesjonalnego indywidualnie.

 

Nie musi Pan być sam w tej sytuacji. Ważne jest działanie w kierunku bezpieczeństwa i wsparcia, bez prób „samodzielnego leczenia” – profesjonalna diagnoza i terapia są kluczowe.

 

Składanowska Daria

 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

Tutaj ważne jest postawienie rzetelnej diagnozy, która oparta jest na badaniach psychologicznych, wywiadzie i obserwacji. Ważna jest także troska o siebie, o swoje potrzeby, które są na dalszym planie. Nie można diagnozować sienie lub innych, nie mając ku temu narzędzi i kompetencji, gdyż czasami można wmówić sobie jednostkę chorobową, która ma podobne objawy do innej jednostki chorobowej. Sytuacja jest trudna, ale zalecam troskę o siebie.

Zobacz podobne

Jestem bardzo wrażliwa, naiwna, łatwo mnie wykorzystać, ale też trzeba wiedzieć jak.
Jestem bardzo wrażliwa, naiwna, łatwo mnie wykorzystać, ale też trzeba wiedzieć jak. Bardzo dużo osób w tym moi najbliżsi, skrzywdzili mnie (szantaż emocjonalny,..., czy molestowanie (przez konkretną osobę)). To wszystko głównie działo się podczas pandemii. Pogorszyły mi się oceny, samopoczucie i ogl z takiej energicznej, optymistycznej, kreatywnej dziewczyny zmieniło się na takie pudełko bez dna. Nie wiem, jak inaczej to określić - bardzo często mylę rzeczywistość ze snem/moimi myślami/fikcyjnym światem, mam wrażenie często, że to, co się w danej chwili dzieje to nie jest prawdziwe, albo że czas inaczej płynie (zbyt wolno jak wejdę w taki jakiś stan, a kiedy z niego wyjdę, to mam wrażenie, że za szybko). Nieustanne poczucie pustki, nic dosłownie nic nie czuję. Często mam wrażenie, jakbym się zaczynała dusić (mam problem z oddychaniem czy przełykaniem, z niewiadomego powodu), albo jakby mnie coś przygniotło (czuję się strasznie ciężka), praktycznie cały czas mam wrażenie jakbym była na jakiś prochach (kręci mi się w głowie, jestem zmęczona nie zależnie jak długo lub krótko śpię, mdłości, bóle głowy, wszystko potrafi mi wirować przed oczami albo się po prostu rusza (odsuwa/przysuwa, zmniejsza/zwiększa)). Boli mnie bardzo często brzuch (ciśnie). Około 3 lata temu znienawidziłam siebie - wygląd, charakter, no wszystko. Cały czas zazdrościłam moim rówieśnikom dosłownie wszystkiego. Znienawidziłam się na tyle, że przyśniło mi się, jak umieram w bardzo bolesny i dość długi sposób (jakbym czuła, że właśnie na to jedynie zasługuje) i od tamtego czasu zasłaniam się (nie świadomie/automatycznie) lepszą wersją siebie, która nie istnieje i nie zaistnieje (mam całkowicie inny charakter, budowę ciała, głos, WSZYSTKO). Często też wyobrażam sobie śmierć, albo cierpienie moich bliskich (tak jakbym im tego życzyła, a ja często nie robię tego świadomie, po prostu myśli same mi się nasuwają) lub swoją. Nie potrafię się skupić i mam problemy z pamięcią (wszystko pamiętam jak przez mgłę), nie potrafię powiedzieć, co robiłam wczoraj, nawet godzinę temu (muszę się intensywnie zastanowić/skupić, żeby sobie przypomnieć, albo wszystko poukładać ). Nie lubię, jak ktoś zadaję mi dużo pytań, bo nie umiem się wysłowić/opisać, albo określić, o czym myślę. Gadam do siebie często (bardziej do głosu w swojej głowie, albo ludzi, których obok mnie nie ma, ale istnieją i nie mówię jedynie o wymyślaniu scenariuszy). Często mam wrażenie, że jestem obserwowana, nie czuję się bezpiecznie, codziennie mam takie mini ataki paniki - duszności, przyśpieszone tętno, potliwość, wspomniane wcześniej mdłości i zawroty głowy, drżenie (nie widać tego, ale ja czuję, jak się trzęsę w środku, czasem tak bardzo, że ciężko mi coś utrzymać w rękach), nie czuję się zrozumiana i mam wrażenie, że wszyscy są negatywnie do mnie nastawieni. W grudniu zaczęłam się se!f h@rmow@ć, przestałam, jak mama zobaczyła i minęły prawie dwa miesiące. Znalazłam parę godzin temu ostrze od temperówki, którym sobie robiłam krzywdę i nagle nabrałam giga ochoty znowu to zrobić, poddałam się pokusie i zrobiłam sobie trzy kreski, poczułam dziwną satysfakcję (nie jestem masochistką, bo nie przepadam za uczuciem bólu). Ja od zawsze tłumie w sobie emocję - złość, smutek, itd. ale zawsze trzymałam to w sobie, jak przestałam czuć cokolwiek to zaczęłam być bardziej obojętna, ale jednak bywały sytuację wywołujące u mnie stres, niepokój, itd. i choć nie okazywałam tego, albo nie czułam jakoś specjalnie, to jednak czułam, że to we mnie siedzi (czułam ciężar przygniatający mnie psychicznie). Nie płacze, często czuję, że potrzebuję, ale nie potrafię, jak mi się chcę płakać to albo zbiera mi się Jedynie do powieki, albo zaczynam się śmiać. Jakiś czas temu powróciły moje tiki nerwowe z czasów przedszkolnych/klas 1-3, albo po prostu jakieś moje takie dziwne zachowania (np. muszę przejść obok konkretnej strony słupa, albo muszę stać w odpowiedniej odległości czy z odpowiedniej strony kogoś, bo inaczej robię się nerwowa i czuję się zagrożona). Jestem wrażliwa na hałas (nie lubię, jak ktoś bardzo głośno mówi, bo mnie zaczynają boleć uszy i robi mi się słabo). Nie wiem, co jeszcze dopisać, to są takie najważniejsze rzeczy. Przepraszam za tak długi opis, nie chciałam opuścić czegoś ważnego.
Jak poradzić sobie z nerwicą natręctw?
Jak poradzić sobie z nerwicą natręctw? Męczy mnie to od dłuższego czasu, na każdym kroku muszę wszystko sprawdzać. Nawet czy kawę dobrze zamknęłam czy coś na pewno schowałam do szuflady, liczyć coś kilka razy czy coś jest w opakowaniu, gdy to tam włożę, dotknąć coś kilka razy, czy mam pieniądze w portfelu, jak idę do sklepu. Wszystko sprawdzam po 10 razy, bo inaczej czuje lęk, stres, napięcie, póki tego nie zrobię, nie da mi to w myślach spokoju. Jak samemu z tym sobie poradzić wygrać z tym jest na to jakiś sposób? Bardzo to męczące z dnia na dzień dużo czasu to zabiera.
Schizofrenia a unikanie kontaktów społecznych: jak radzić sobie z lękiem i izolacją?

Dzień dobry. Cierpię na schizofrenię, jestem wycofana, boję się kontaktu z ludźmi na dłuższą metę, jeśli chodzi o przejście przez ulicę, to jest ok, z chłopakiem spotykam się 10 lat, ale u niego w domu byłam przez ten czas może z pięć razy.

Jak pomóc narzeczonej podejrzewanej o schizofrenię i zmagającą się z bólem głowy oraz lękami?
Cześć, bardzo proszę o pomoc i wskazówki bo już zaczynam opadać z sił i odczuwam niemoc. Podejrzewam u narzeczonej schizofrenie (chyba paranoidalną) w jej rodzinie 2 lata temu starszy brat został zdiagnozowany z tą przypadłością. Narzeczona odczuwa od pół roku w losowych momentach dnia bóle głowy i "piszczenie w uszach" którego nie potrafi opisać. Rok temu mówiła, że nie czuje się bezpiecznie w pracy, że ludzie z jej służbowego otoczenia chcą jej uprzykrzyć życie i ją obgadują (a wiem że była lubiana w pracy bo znałem część tych osób). Później zaczęły się pytanie odnośnie możliwości podsłuchiwania jej telefonu (czy tak się da i czy ktoś z pracy mógł jej tak zrobić) oraz pozycji GPS telefonu, co wzbudziło moje obawy. Później poszła do psychologa albo psychiatry żeby załatwić sobie zwolnienie z pracy bo nie chciała już tam dłużej chodzić, dostała po prostu jakieś małe żółte tabletki na uspokojenie i na lepszy sen. Pół roku temu zwolniła się z pracy. Obecnie szuka pracy i piszę pracę licencjacką, którą twierdzi że nie jest w stanie ukończyć bo "Ci ludzie z pracy" się na nią uwzięli i dalej wpływają na jej życie powodując te bóle głowy i piszczenie w uszach w momencie jak siada do pisania pracy oraz, że bywa śledzona. Była z tymi bólami głowy u neurologa (TK i rezonans magnetyczny), laryngologa, badała kręgosłup (na potencjalne uciski kręgów) i nic nie wyszło. Powoli mam wrażenie, że wchodzi też początek depresji bo twierdzi, że po co się starać i cokolwiek robić skoro i tak nic się nie zmieni. Jak tylko wspominam o psychiatrze to twierdzi, że już była i bierze te leki i nic nie pomaga i że ja jej nie wierzę i chce na siłę zrobić z niej wariatkę bo szufladkuje ją ze względu na to, że jej brat choruje. Ma również straszne wahania nastrojów, jednego dnia kocha mnie i wyznaje mi miłość i snuje ze mną dalsze plany na przyszłość, a następnego, że życie nie ma sensu bo ona nie ma na nie wpływu tylko osoby trzecie i po co się starać. Kocham ją całym sercem i chce pomóc w jakikolwiek sposób ale mam wrażenie, że sam sobie nie poradzę Zastanawiałem się, czy na spokojnie nie porozmawiać z jej Mamą i wprowadzić ją w temat (mama mieszka na drugim końcu Polski ale rozmawiają ze sobą codziennie przez telefon, ale narzeczona się kryje i nic praktycznie o tym nie mówi), żeby może jakoś razem ją wspierać. Sam już nie wiem co mam robić i wszelkie sposoby pomocy wskazówki będą dla mnie bardzo cenne. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam
Jak pomóc mamie ze schizofrenią, gdy odmawia leczenia?

Mama choruje na schizofrenie... 

Kilkakrotnie hospitalizowana w szpitalu psychiatrycznym. 

Mama nie chce się leczyć, uważa, że jest zdrowa. 

Do tej pory mieszkała z tatą i on się nią zajmował. Niestety tata zmarł, a mama została sama w domu. Mama nie chce dać sobie pomóc, a choroba znowu postępuje. 

Nie da się jej namówić na leczenie. Co mógłbym zrobić w takiej sytuacji? Jej stan się pogarsza.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!