
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, traumy
- Jak poradzić sobie...
Jak poradzić sobie z żałobą po 20 latach od śmierci bliskiej osoby?
Anonimowo
Izabela Piórkowska
Dzień dobry,
to, że po 20 latach wspomnienia o bracie wróciły z taką siłą, nie oznacza, że coś z Panią jest nie tak. To raczej oznaka, że brat był dla Pani ważny i wpisał się w Pani życie. Czas nie leczy ran, ale może uczyć żyć z tym, co się wydarzyło. Pozwala dzięki nowym doświadczeniom zyskiwać nową perspektywę na stratę. Każdy żałobę przeżywa indywidulanie, to naturalne, że się wspomina osobę zmarłą, pojawiają się wówczas czasem trudne emocje. Mam wrażenie, że potrzebuje Pani od męża wsparcia, może warto mu o tym powiedzieć, to nie jest egoizm, ma Pani prawo czuć po swojemu i dzielić się tym z bliską osobą, to może dać ulgę.
Pomysł rozmowy ze sprawcą to też coś indywidualnego – niektórym osobom taka konfrontacja daje ukojenie i poczucie domknięcia, inni wybierają inne formy symbolicznego pożegnania (np. napisanie listu, którego się nie wysyła, odwiedzenie miejsca pamięci, zapalenie znicza, porozmawianie z bratem przy jego grobie). Warto wsłuchać się w siebie i zadać sobie pytanie, co konkretnie chciałaby Pani dzięki temu spotkaniu uzyskać? Jak miałaby wyglądać ta rozmowa, żeby naprawdę pomogła?
Potrafi się Pani uśmiechać, dba o rodzinę i jednocześnie tęskni za bratem – to pokazuje, że ma Pani w sobie życie i wrażliwość. Może pomocne byłoby też spotkanie z terapeutą – nie po to, by „cofnąć się do żałoby”, lecz by bezpiecznie przyjrzeć się temu, co ta rocznica poruszyła, i znaleźć sposób, by przejść przez to łagodniej.
Pamięć o bracie to część Pani historii, życiowej narracji, a nie ciężar, który trzeba „w końcu upuścić”. Czasem właśnie akceptacja tego, że żal niekiedy wraca, może przynieść spokój.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Patrycja Stajer
Dzień dobry,
Pomyślałam sobie, że może teraz nadszedł czas, kiedy mogłaby Pani porozmawiać o stracie ważnej dla siebie osoby - podczas własnej psychoterapii.
Może Pani szukać pomocy w ramach NFZ (no Poradnie Zdrowia Psychicznego) bądź prywatnie.
Joanna Cichosz
To, co Pani przeżywa, jest zupełnie naturalną reakcją na tę stratę. Nagła śmierć brata w dzieciństwie zostawia ślad, który może wracać po latach, szczególnie w okolicach rocznic i na nowych etapach życia (np. narodziny córki). To nie oznacza, że „coś jest z Panią nie tak”, to raczej efekt silnej więzi i ogromnego bólu, który nie znika wraz z czasem. Rocznice często ponownie uruchamiają emocje, zwłaszcza jeśli żałoba była trudna do przeżycia w wieku 13 lat, kiedy dopiero kształtowała się emocjonalna odporność. To, że teraz jest Pani bardziej poruszona, nie świadczy o egoizmie, to po prostu część żałoby. Reakcje męża mogą natomiast wynikać z bezradności, a nie z tego, że ma Pani "przestać czuć”. Nie wszyscy potrafią rozmawiać o bólu otwarcie.
Myśl o spotkaniu ze sprawcą jest zrozumiała, ale to krok, który warto omówić ze specjalistą, aby sprawdzić, czego Pani w tym szuka i czy to może pomóc. Można taką rozmowę odbyć również bardziej symbolicznie, np. w postaci napisania listu, którego Pani nie wyśle.
To, że funkcjonuje Pani na co dzień, świadczy o dużej sile, ale nie musi Pani dźwigać tej historii sama. Rozmowa z psychologiem mogłaby dać Pani przestrzeń do uporządkowania tych myśli i emocji, a finalnie do odczucia ulgi.
Joanna Cichosz - psycholożka, interwentka kryzysowa

Zobacz podobne
Dzień dobry,
piszę w takiej sprawie: od kilku miesięcy zmagam się z problemem co do mojej żony. Od jakiegoś czasu jestem o nią zazdrosny tak bardziej niż kiedyś i każdego potencjalnego faceta traktuje jak zagrożenie. I nie radzę sobie zbytnio z tym. Co zaczyna bardzo irytować moja żonę i mówi mi o tym. Żebym się ogarnął, bo wchodzi to na tory takiego toksycznego związku. Chcę walczyć z tym, ponieważ też niszczy mnie to od środka. Jestem rozjechany emocjonalnie i potrzebuje pomocy. Mam 36 lat, żona 32. Mamy 9- letniego syna, mieszkamy na wsi i mamy trochę ograniczony kontakty z ludźmi, bo ja tylko do pracy od 6 do 16 tak od 11 lat, odkąd się z żoną "mamy". Proszę o pomoc, moja żona jest wspaniała, troskliwa, kochana, ale też mówi, że potrzebuje trochę "swobody". Dziękuję i pozdrawiam. Proszę pomóżcie mi.
Czuję się bezwartościowy ostatnio. Co mogę zrobić z tym?
TW: samookaleczenie
Czemu mój mózg musi mieć zaplanowane wcześniej, gdzie będą blizny po samookaleczaniu na rękach. Planuje, gdzie dokładnie mają być, na ileś ran do przodu. Nie mam pojęcia czemu i czy to jest chore i o co mi chodzi, ale chorobliwie na to patrze
Witam, pięć miesięcy temu rozstałem się z narzeczoną po czterech latach związku. Mimo akceptacji i przejściu refleksji - nadal jest mi bardzo ciężko. Po miesiącu od rozstania, odezwała się do mnie przez wzgląd na tęsknotę (wcześniej zablokowała wszelką drogę kontaktu). Po trzech miesiącach zdecydowaliśmy, że się spotkamy (mieszkamy daleko od siebie), spotkanie pokazało mi, jak bardzo mocno ona jest rozbita, byłem przekonany, że wszystko już przeżyła i spotkanie będzie wiązało się z pożegnaniem. Okazało się, że ktoś jej ciągle mieszał i nie pozwalał przeboleć wszystkiego, dodatkowo sama siebie krzywdziła, jak przyznała, nową relacją (jej przyjaciel wykorzystał to, że jest rozdarta). Powiedziała mi wszystko, płacząc. Od tego momentu wspierałem ją, nakłoniłem ją na skorzystanie z pomocy psychologa - musi udać się na terapię. Znowu się zbliżyliśmy do siebie, narobiłem sobie nadziei na powrót - tak mimo wszystko nadal ją kocham (dodatkowo sama przyznała mi się, że ona nadal mnie też). Tydzień temu zablokowała mnie znowu, tłumacząc się strachem przed skrzywdzeniem, bólem i brakiem siły. Rozumiem jej rozterki, ale przez tę sytuację, wrócił do mnie ból, pustka i tęsknota. Chodzę do terapeuty i mimo wszystko nadal jest mi bardzo ciężko. Wcześniej, gdy się przestawała odzywać, to czułem, że wróci kontakt, a teraz, czuję, że już nie wróci. Ciężko mi się znowu pogodzić z tym, wiem, że ona potrzebuje teraz być sama, by wszystko przepracować. Nie wiem, co robić, by przestać myśleć ciągle o niej, staram się pracować, uczyć się, robić cokolwiek by zająć czas, tylko najgorsze jest to, że wcześniej pogodziłem się z utratą, a teraz nie wiem dlaczego, ale nie potrafię się pogodzić z brakiem. Co mogę jeszcze zrobić, by wrócić do siebie, by aż tak bardzo tego wszystkiego nie przeżywać? Chodzę na siłownię, do terapeuty, uczę się (mam pracę dyplomową na głowie), pracuję (daje z siebie więcej w pracy), oddaje się hobby, plus staram się tworzyć narzędzia dla siebie. Ale już to nie daje tego, co wcześniej.

