Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak przestać porównywać się do byłych partnerek mojego partnera i odzyskać pewność siebie?

Dzień dobry ,
 Jestem w fajnym, zdrowym związku od roku, wszystko między nami układa się super. Ale mam problem, który trochę mnie męczy — ciągle porównuję się do byłych dziewczyn mojego partnera 😔. Miałam tak samo w poprzedniej relacji, więc wiem, że to coś, co siedzi we mnie głębiej. Myślę, że w dużej mierze wynika to z dzieciństwa — byłam często porównywana, zawsze ktoś był „lepszy”, a moja mama bardzo zwracała uwagę na wygląd — swój i mój. Od dziecka słyszałam, że mam nie jeść tyle, że „znowu przytyłam”, chociaż nigdy nie byłam gruba. I tak jakoś ten wygląd zaczął się dla mnie równać z poczuciem własnej wartości. Teraz, mimo że mój partner od początku powtarza, że jestem dla niego idealna i nic by we mnie nie zmienił , ja wciąż potrafię się umniejszać, porównywać, szukać w byłych tego, co „lepsze”. Co najgorsze – na początku, zanim byliśmy razem, ich zdjęcia nie robiły na mnie żadnego wrażenia. Dopiero, gdy doszły emocje, zaczęłam się w to wkręcać i dopatrywać, co mają lepszego ode mnie, szczególnie jeśli chodzi o wygląd. Wiem, że to bez sensu – przecież on jest ze mną, a nie z nimi – ale ciężko mi to wyłączyć. Boję się, że przez to nie będę potrafiła w pełni cieszyć się tym, co mam. Nie umiem wyzbyć się tego porównywania i zazdrości wstecznej Proszę o pomoc i rady Pozdrawiam
Anna Olechowska

Anna Olechowska

Droga Mała Mi,

Zrobiłaś już ogromny krok: widzisz, że takie rzeczy się w Tobie dzieją. Widzisz również z czego wynikają. Teraz zachęcałabym Cię do poszukania psychoterapeuty, który wesprze Cię w zmianie. 

 

Pozdrawiam ciepło,

Anna Olechowska 

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Lucio Pileggi

Lucio Pileggi

Porównywanie się z innymi jest normalnym procesem myślowym, wszyscy się porównujemy. Jest to proces, który ma ewolucyjne i adaptacyjne znaczenie: chcemy pasować do naszej grupy, nie zostać sami, bo od tego zależy nasze przeżycie.


Ale czasami takie porównywanie staje się dominującym procesem myślowym, jak w Pani przypadku. Strach przed odrzuceniem jest tak duży, że ciągle sprawdzamy, czy u nas jest wszystko ok, czy partner dalej nas lubi i czy nie musimy czegoś zmienić.


Przypuszczam, że Pani w swoim życiu miała powód, aby nauczyć się i używać takiej strategii, która do pewnego stopnia się przydała, ale teraz Pani używa tej strategii za dużo i potrzebuje nauczyć się nowego punktu widzenia oraz alternatywnych sposobów budowania relacji z partnerem.
Zalecam spotkanie z psychologiem, aby uzyskać pomoc w tej sprawie.

 

Mam nadzieję, że znajdzie Pani odpowiednią pomoc i wsparcie.

 

Lucio Pileggi, Psycholog

Michał Koliński

Michał Koliński

To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe. Porównywanie się do byłych partnerek często wynika nie z braku zaufania do partnera, ale z dawnych doświadczeń – zwłaszcza, gdy w dzieciństwie była Pani oceniana i porównywana. To zostawia ślad w sposobie, w jaki postrzegamy siebie. Warto pamiętać, że partner jest z Panią „tu i teraz”, a jego przeszłość nie odbiera Pani wartości. Pomaga zauważanie momentów, gdy pojawia się porównywanie, i łagodne przekierowanie uwagi na teraźniejszość i realną relację. Z czasem, jeśli temat wciąż będzie wracał, warto rozważyć rozmowę z terapeutą – to może pomóc w odbudowie pewności siebie i spokoju w relacji.

Elza Grabińska

Elza Grabińska

Szanowna Pani,

To, że chce Pani pracować nad moim komfortem w relacji, a także, że wie Pani, skąd wynikają pojawiające sie myśli to już bardzo dużo. 

Jeżeli tylko ma Pani możliwość, warto skorzystać z pomocy specjalisty, aby przepracować stare schematy i móc w pełni cieszyć się rozwijającą się relacją. Może też Pani spróbować pracować nad tym samodzielnie np. za każdym razem, gdy pojawia się porównanie, zatrzymać się i świadomie przypomnieć sobie, co Pani w sobie lubi, co jest w Pani wyjątkowe i wartościowe. Pomaga również praktyka wdzięczności wobec siebie, czyli codzienne zapisanie kilku rzeczy, z których może być Pani dumna lub za które może sobie podziękować. Może jest także coś, co mógłby zrobić partner, by czuła się Pani w relacji pewniej? Nie chodzi tu o obarczanie go odpowiedzialnością za pojawiające się myśli, ale o otwartą rozmowę i wspólne budowanie poczucia bezpieczeństwa w relacji. Czasem wystarczy nazwać swoje potrzeby i powiedzieć wprost, co pomaga Pani czuć się spokojniej i bardziej kochaną. Takie szczere rozmowy mogą zbliżyć i sprawić, że zamiast skupiać się na porównaniach, łatwiej będzie Pani czerpać radość z tego, co razem tworzycie.

 

Wszystkiego dobrego, Elza Grabińska.

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Doświadczenie porównywania do innych w dzieciństwie może mocno wpłynąć na naszą postawę w dorosłości. Przykro mi, że Pani tego doświadczyła. 

To, że próbuje Pani racjonalizować swoje zachowanie to bardzo dobry sposób na samopomoc. Tak jak Pani sama pisze - Partner jest z Panią, prawi Pani komplementy, zapewnia Panią w swoim uczuciu. To znaczy, że to właśnie Pani jest dla niego najlepsza. 

Domyślam się, że jest Pani ciężko walczyć z negatywnymi myślami. Może Pani podjąć kolejne kroki do tego, by "wyciszyć" te myśli - znaleźć sposoby na celebrację małych sukcesów, praktykować wdzięczność za to, co Pani ma, zapisać to, co Pani w sobie ceni i lubi. 

 

Pozdrawiam ciepło, 

Katarzyna Świdzińska, Psycholog

Urszula Małek

Urszula Małek

To, że się Pani porównuje, nie znaczy, że coś z Panią nie tak -to często echo dzieciństwa, w którym miłość była warunkowa. Teraz gdy w relacji pojawia się bliskość, dawny lęk o bycie „wystarczającą” odzywa się na nowo. Warto zauważać, co się w Pani wtedy dzieje? Co czuje Pani w ciele, jakie słowa pojawiają się w głowie. To może być początek zmiany, by, zamiast walczyć ze sobą, zacząć siebie wspierać.

Usunięty Specjalista_tka

Usunięty Specjalista_tka

To, co Pani opisuje, jest bardzo zrozumiałe i wcale nie rzadkie. Wiele osób, które w dzieciństwie były oceniane lub porównywane, w dorosłych relacjach doświadcza podobnych emocji — mimo że rozum mówi: „nie mam powodu się martwić”, serce reaguje lękiem, niepewnością i porównywaniem.
 

Te uczucia nie są oznaką zazdrości w złym sensie, ale raczej śladem dawnych doświadczeń. Kiedy w młodości słyszymy komunikaty typu „inni są lepsi”, „musisz bardziej się starać”, „uważaj, jak wyglądasz” — nasza psychika uczy się, że miłość i akceptacja trzeba sobie „zasłużyć”. I choć dorosła część Pani wie, że partner naprawdę Panią kocha, to w środku odzywa się ta młodsza część, która wciąż boi się, że zostanie porównana i przegrana.
 

Warto na to spojrzeć z czułością, nie z oceną. Porównywanie się to często nie lęk o partnera, ale sygnał, że wewnątrz nadal jest ktoś, kto bardzo potrzebuje usłyszeć: „Jesteś wystarczająca taka, jaka jesteś.”
 

To może być dobry moment, by pomyśleć o rozpoczęciu własnego procesu terapeutycznego — nie dlatego, że coś jest „nie tak”, ale by lepiej zrozumieć swoje emocje i reakcje, nauczyć się patrzeć na siebie z większą łagodnością i pewnością. Taka praca naprawdę pomaga uwolnić się od przeszłych porównań i pozwala w pełni cieszyć się relacją, którą Pani tworzy tu i teraz.
 

Witold Prymakowski, psycholog, psychoterapeuta

Usunięty Specjalista_tka

Monika Bała

Monika Bała

Dzień dobry, to „porównywanie wstecz” zwykle jest echem dawnych ocen – kiedy cudzy głos o wyglądzie i byciu „wystarczającą” wchodzi do środka i zaczyna mówić jak własny.
Proszę nazwać ten wewnętrzny głos, łapać momenty zapalniki i wtedy przerwać spiralę: odłożyć telefon, wrócić do faktów np. „on wybrał mnie teraz”, dopisać 2–3 rzeczy, które Pani wnosi do relacji.
Warto wprowadzić zdrowe rytuały: nie śledzić byłych, ukryć stare zdjęcia, nie dopytywać o szczegóły, a z partnerem ustalić delikatne wsparcie (krótkie zapewnienie, przytulenie) bez wchodzenia w długie analizy porównań.
Równolegle budować życzliwość dla siebie i ciała: codziennie zapisać 2–3 rzeczy, które Pani w sobie ceni (nie tylko z wyglądu), robić to, co wzmacnia sprawczość. Gdy wraca stary wstyd, przypominać sobie, czyj to był pierwotnie głos,
Jeśli ten nawyk będzie wracał uporczywie, pomocna bywa praca terapeutyczna nad wzorami  przywiązania i dawnymi przekazami o wyglądzie – nie po to, by zagłuszać zazdrość, ale żeby mieć nad nią wpływ i więcej miejsca na radość z obecnej relacji.

 

Pozdrawiam serdecznie, Monika Bała – psychoterapeuta in spe, psycholog, psychotraumatolog.

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

C-PTSD a wzrost drażliwości: Czy aktywacja nerwu błędnego powoduje pogorszenie?
Dzień dobry, mam C-PTSD. Od około 3 miesięcy robię systematycznie różne ćwiczenia aktywujące nerw błędny brzuszny. Od jakiegoś czasu stałem się bardziej drażliwy, pojawia się nadwrażliwość na bodźce, częściej doświadczam niepokoju, lęku i czasem jest on silniejszy niż zwykle, ogólnie chaos emocjonalny. Czy to pogorszenie wynika z tego, że robię coś źle, czy to efekt "rozmrażania" układu nerwowego? Proszę o odpowiedź i wskazówki, bo trochę mnie to martwi.
Jak poradzić sobie z żałobą po 20 latach od śmierci bliskiej osoby?
Kryzys w 20 rocznicę śmierci brata - nieprzepracowana żałoba czy kwestia rocznicy? Dobry wieczór. 20 lat temu (i prawie miesiąc temu) zginął mój starszy o 8 lat brat. Okoliczności wypadku były okropne, jechał jako pasażer z przyjacielem, przyjaciel nie odniósł poważnych obrażeń, natomiast mój brat poniósł śmierć na miejscu. Jako rodzina dowiedzieliśmy się o tym w środku nocy, nagły telefon, krzyk mamy, która odebrała połączenie, potem cała noc niedowierzania, płaczu, krzyków. Najgorsza noc w moim życiu. Miałam wtedy 13 lat, mój brat 21. Byliśmy ze sobą bardzo blisko związani, on się mną dużo opiekował, ja byłam w niego zapatrzona jak w obrazek, był dla mnie zawsze wzorem. Pierwsze miesiące były dla nas - rodziców i mnie (byliśmy najbliższą rodziną we czwórkę, czyli rodzice, brat i ja) koszmarne. Dużo płaczu, dużo żalu. Z czasem przywykliśmy do tego, co się stało. Do tej pory często o bracie wspominamy, pojawia się w wielu rozmowach. Uważam, że czas nie leczy ran, tylko powoduje właśnie, że zaczynamy żyć z uwzględnieniem tej nowej rzeczywistości. Co roku czas w okolicach wypadku był dla mnie ciężki. W tym roku od miesiąca nie mogę sobie natomiast z tym poradzić. Bardzo dużo myślę o samym wypadku i jego okolicznościach, o sprawcy. O bracie w mega fajnych wspomnieniach, ale też o tym ile go omija i mnie razem z nim. Mam trzyletnią córeczkę i dobija mnie, że nigdy nie pozna wujka. Mam też męża, z którym nie do końca mogę porozmawiać na ten temat, w dobie dzisiejszego świata, gdzie praca wiedzie pierwsze skrzypce ciężko o chwilę na taką rozmowę o uczuciach. No ale właśnie - jak już rozmawiamy, to mąż potrafi mi powiedzieć, że „przecież minęło już 20 lat, po co rozpamiętywać”, „przecież czas leczy rany” itd. Nie chcę być egoistką, boję się trochę, że w całej tej tragedii siebie stawiam na pierwszym planie. Ale czy mąż ma rację? Czy coś jest ze mną nie tak, że po 20 latach te uczucia i wspomnienia tak mocno wróciły? Z czego to może wynikać? Pomyślałam, że chciałabym się spotkać ze sprawcą, że może w jakiś sposób rozmowa z nim pozwoliłaby mi przejść dalej. Mąż nie podziela mojego postrzegania i uważa, że to zły pomysł. „Przecież minęło 20 lat, masz teraz swoją rodzinę i na nią powinnaś patrzeć”… Nie chcę robić z siebie ofiary, ale dla 13-letniej dziewczyny tak nagle odejście brata, na które nijak nie można się było przygotować, nastawiło chyba całe przyszłe życie. Co mam zrobić, żeby było lepiej? Czy faktycznie moje cierpienie w tym momencie rzutuje na rodzinę? Nie uchylam się od żadnych obowiązków, śmieje się z córką, żyję normalnie, poza momentami, kiedy dziecko pójdzie spać czy jestem sama i dopadają mnie wspomnienia.
Czy powinnam to przepracować? Nie współczuję i nie odczuwam śmierci bliskich, którzy byli przemocowi.
Witam. Całe życie bałam się śmierci, bałam jak ktoś umarł 2 ulice dalej i współczułam. Nie mogłam spać w nocy jako dziecko. Od dzieciaka byłam traktowana przemocowo. Bicie, potem poniżania psychiczne. Po terapii odbudowałam się IE i zauważyłam, że przestała mnie śmierć ruszać psychicznie. W ogóle nie współczuję ludziom obcym i jak kogoś nie lubię, to potrafię w głowie powiedzieć "i dobrze Ci tak". Ciężko znoszę odejście osób, które lubię (mało jest takich), ale babki, ciotki, znajomi przemocowi ze szkoły - to dla mnie dno. Czy powinnam to przepracować? Nie przeszkadza mi to i nie czuje satysfakcji. Ale mam "wyrąbane". Nie jestem w stanie pójść na cmentarz i zapalić lampkę babce albo ciotce, bo udawałam, że ich lubię. Źle wychowali moich starych, połowa rodziny mnie biła, śmiali się, poniżali... Zawsze mówili, że jestem głupia, chociaż jako jedna w rodzinie zaszłam tak daleko w sferze edukacji. Jestem krytykowana glownie za samotność, a prawda jest taka, że mając traumy długo musiałam pracować nad sobą, żeby w ogóle funkcjonować. Skąd ta oziębłość? Czy to rys psychopatyczny? Nie wiem, czy mam się martwić, ale gdyby umarła moja koleżanka najlepsza, to bym z miesiąc do siebie dochodziła. Natomiast jakby moja siostra umarła, która całe życie bardzo źle mnie traktuje, to byłaby to dla mnie chyba ulga. Wstyd mi to pisać, boje się komuś powiedzieć, że weźmie mnie za nieczlowieka.
Flashbacki z dzieciństwa w terapii ADHD - znaczenie i przygotowanie do ekspozycji
Witam wszystkich. Chciałabym się zwrócić do Państwa z pewnymi pytaniami, ponieważ nie mam komu ich zadać, a wiadomo, profesjonaliści znają się na tych sprawach najlepiej. :) Nakreślając krótko sytuację: Jestem od prawie roku w terapii poznawczo-behawioralnej, a to, co mnie na nią przywiodło to chęć pracy nad swoimi objawami ADHD oraz trudnościami związanymi z ADHD mniej lub bardziej bezpośrednio, jak np. RSD (Rejection Sensitivity Dysphoria) i perfekcjonizm, ale terapeutka zahaczała także o inne rzeczy, jak np. moje dzieciństwo i traumatyczne doświadczenia w życiu dorosłym. Zdecydowałam, by najpierw zająć się ADHD, a później innymi rzeczami i dlatego to właśnie zaburzenie było naszym głównym wątkiem, a inne tematy nie były omawiane nader szeroko, ale też nie były traktowane pobieżnie - coś po środku tych dwóch. Mam poczucie, że zbudowałam ze swoją terapeutką silną, głęboką relację terapeutyczną (oczywiście przestrzegając odpowiednich granic tejże relacji), czuję się do niej przywiązana jako do terapeuty, mam do niej pełne zaufanie, daje mi ogrom wsparcia, ciepła, mam wrażenie, że naprawdę mnie rozumie i widzę to chociażby po tym jak doskonale mnie "czyta" nawet gdy nic nie mówię, a w tym wszystkim ma również wyczucie, kiedy mnie lekko popchnąć, a kiedy dać mi czas i przestrzeń, konfrontuje moje szkodliwe schematy, komunikuje się jasno i stanowczo bez owijania w bawełnę, ale też bez wywierania presji, czy forsowania. Pierwsza rzecz, która mnie bardzo zastanawia to - ja ogólnie będąc już osobą pełnoletnią nie pamiętałam w zasadzie swojego dzieciństwa, oprócz wydarzeń, które były traumatyczne lub pojedyncze wydarzenia, które sprawiły, że byłam bardzo szczęśliwa. To było dosłownie z sześć wspomnień na krzyż, a poza tym czułam się tak, jakby ten etap życia się w ogóle nie wydarzył, czarna dziura. Z kolei parę dni temu zaczęłam mieć flashbacki z dzieciństwa, sięgające nawet do czasów, gdy miałam 5 lat. W losowych chwilach dnia, gdy moja głowa była w zupełnie innym miejscu, nagle miałam przebłysk jakiejś sytuacji z dzieciństwa, natomiast owe przebłyski to zaledwie fragmenty jakichś rozmów, albo jeden konkretny obraz, często połączony z konkretnym zapachem, ale nie zawsze. Dopiero gdy staje mi to przed oczami przypominam sobie, że to faktycznie miało kiedyś miejsce, a nigdy wcześniej o tym w ogóle nie pamiętałam. Niestety, nie są to przyjemne wspomnienia. Są to albo trudne rzeczy, albo wręcz traumatyczne (przemoc). Dlaczego właśnie teraz te flashbacki się pojawiają i po co? Czy to oznacza, że terapia działa i coś mi "magicznie" odblokowuje, czy może coś jest nie tak? A drugie moje pytanie dotyczy stricte pewnej metody terapeutycznej. Otóż, ostatnio wyznałam terapeucie pewien swój sekret, o którym poza nią wie jedynie moja przyjaciółka, z którą się znamy dziesięć lat. Jednym z ostatnich flashbacków była właśnie tamta sytuacja, to mnie nakłoniło do podzielenia się tym z terapeutą, ponieważ potrzebowałam usłyszeć od kogoś obiektywnego, czy tamto zdarzenie było "normalne", czy przemocowe (spoiler: było przemocowe i złe pod każdym względem) i zważywszy na fakt, że kończył nam się czas, terapeutka powiedziała, że będziemy ten wątek rozwijać na kolejnych sesjach oraz wykonamy ekspozycję na najbliższej, po czym zajęła się moimi emocjami, by mieć pewność, że wyjdę z gabinetu w dobrym stanie, toteż nie było jak dopytać o pewne kwestie. Pytanie do Państwa - czego mogę się spodziewać na najbliższej sesji? Na czym może polegać taka ekspozycja? W teorii wiem, że jest kilka jej rodzajów i jaki ma cel ta technika, ale chciałabym poznać Państwa przewidywania jako ludzi, którzy tym narzędziem operują na co dzień. Czy będę musiała opowiadać o tym wydarzeniu bardzo szczegółowo np? Nie ukrywam, stresuje mnie taka wizja. Z góry dziękuję za każdą odpowiedź i pozdrawiam!
Czy trauma z przeszłości może uniemożliwić rozwój związku?

Związek z osobą, która zmaga się z traumą z wcześniejszego związku. Poniżej opisuję wszystko w skrócie. 

Trauma, którą przeżywa moja partnerka (a teraz już bardziej była), wydaje mi się bardzo osobista, dlatego nie będę wnikał w szczegóły. Mianowicie, około 4 lata temu jej były partner zmarł na jej oczach w domu, a ona nie mogła mu pomóc. 

To wydarzenie bardzo odbiło się na jej psychice. Trafiła na terapię psychologiczną i zaczęła przyjmować leki, które miały pomóc jej złagodzić ten ból. Zaznaczam, że wtedy jeszcze jej nie znałem – poznaliśmy się dopiero 4–5 lat po tym wydarzeniu. 

Widać było, że jej stan się poprawił: dużo pracowała, podróżowała po świecie, co zapewne pomagało jej zapomnieć o przeszłości. Poznałem ją w pracy, a po około 4–5 miesiącach znajomości, gdy wszystko między nami dobrze się układało, zaproponowała mi wspólny wyjazd na wakacje – na początku tylko jako przyjaciele. Zgodziłem się, bo jako mężczyzna liczyłem na coś więcej, zwłaszcza że dobrze spędzaliśmy razem czas. 

Polecieliśmy do Afryki na prawie dwa tygodnie. Nic między nami się tam nie wydarzyło, ale bardzo się do siebie zbliżyliśmy. 

Po wakacjach nadal traktowaliśmy się jak przyjaciele, jednak nasze spotkania stały się coraz częstsze i bardziej intensywne. 

W końcu spaliśmy ze sobą. Ona nie była do końca pewna, czy tego chce, ale ostatecznie oboje na to przystaliśmy. Od tego momentu nasz związek nabrał innego charakteru. Regularnie rozmawialiśmy, spotykaliśmy się, spędzaliśmy czas na randkach – po prostu było nam razem dobrze. Przez około 4 miesiące nikt z nas nie wyznał swoich uczuć, ale pewnego dnia, pod wpływem emocji, powiedziałem jej, że ją kocham. Odpowiedziała, że bardzo by chciała powiedzieć to samo, ale nie jest w stanie. 

Zrobiło mi się trochę przykro, ale zrozumiałem jej sytuację i postanowiłem to załagodzić, nie złościć się i zapomnieć. 

Wydaje mi się jednak, że ją tym trochę przestraszyłem. Miesiąc później poprosiła mnie o rozmowę, w której stwierdziła, że lepiej będzie, jeśli się rozstaniemy w zgodzie. Powiedziała, że nie chce mnie zranić ani sprawiać, bym był sfrustrowany jej wahaniami nastrojów. Podkreśliła, że to nie jest moja wina, lecz jej mentalna blokada, która uniemożliwia jej wejście na wyższy poziom w związku. Rozstaliśmy się, dając sobie około tygodnia na refleksję. Dla mnie to było trudne do przeżycia, bo na takie rozmowy nigdy nie ma odpowiedniego momentu. Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba. Po tygodniu odnowiłem kontakt, bo nie mogłem dłużej wytrzymać. Ona również była w trudnym momencie, ponieważ straciła babcię. Chciałem ją wesprzeć, więc pojechałem do niej z kwiatami, by zawalczyć o naszą relację. Po dłuższej rozmowie udało nam się dać sobie jeszcze jedną szansę i ustalić, że wrócimy do rozmowy o naszej przyszłości za jakieś 3–4 miesiące. Oczywiście doszliśmy do wniosku, że oboje musimy się poprawić, jeśli chcemy, aby to wszystko się udało. 

Ponownie byliśmy razem. Udało nam się wyjechać na kolejne wakacje, tym razem do Azji, już jako para, a nie przyjaciele. 

Po powrocie wszystko wydawało się w normie – nadal się spotykaliśmy, czasami mieszkaliśmy razem przez kilka dni. Widziałem jednak, że ciąży na niej jakaś presja. Prawdopodobnie wynikała ona z moich oczekiwań, które okazały się zbyt trudne do spełnienia. Pewnego dnia, jak gdyby nigdy nic, dostałem wiadomość z pytaniem, czy możemy się spotkać i porozmawiać o nas. Zgodziłem się, ale zamiast spotkania zadzwoniłem, bo i tak wiedziałem, jaka będzie ostateczna decyzja. Wolałem zachować emocje dla siebie i dać nam przerwę na refleksję, by zastanowić się, czy jest sens dalej to ciągnąć. Po 3 dniach ciszy napisałem do niej list, w którym podziękowałem za wspólne chwile i przeprosiłem za rzeczy, które mogłem zrobić lepiej. Odpisała, że się tego nie spodziewała, ale bardzo ciepło odebrała mój list. Napisała, że również docenia nasze wspólne chwile. Stwierdziła jednak, że nie zgadza się z tym, że się obwiniam, ponieważ to nie jest moja wina – jej psychika po prostu wygrała i nie jest w stanie wejść na wyższy poziom uczuć. Dodała, że nie wie, czy kiedykolwiek jej się to uda – czy to ze mną, czy z kimś innym. Wyjaśniła, że kilka razy w roku miewa takie wahania, szczególnie w okresie zbliżającym się do rocznicy traumy. Z szacunku do mnie powiedziała, że nie chce marnować mojego czasu ani sprawiać, bym był sfrustrowany, czekając na coś, co może nigdy się nie wydarzyć. Napisała jednak, że na razie nie odpowie na mój list, ponieważ jest w nim zbyt wiele informacji. Potrzebuje spokojnie to przemyśleć i odezwie się za kilka dni, aby spotkać się osobiście. Pytanie, które się nasuwa, to, czy jest możliwe, że osoba po takim przejściu już nigdy nie odzyska zdolności do głębokich uczuć, czy może rzeczywiście, tak jak powiedziała, nie jest gotowa zrobić tego kolejnego kroku? W końcu, po 10 miesiącach związku, powinna już chyba wiedzieć, czego chce. Dodam, że jest ode mnie starsza prawie o 7 lat, więc z pewnością lepiej zdaje sobie sprawę z tego, co jest dla nas najlepsze, a może ja coś przeoczyłem. Czy warto jeszcze walczyć i próbować kolejnego podejścia? A może na razie lepiej dać sobie czas na odpoczynek, aż może ona sama dojdzie do wniosku, że warto spróbować jeszcze raz? Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji i chciałbym usłyszeć opinie innych. Dzięki

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!