Left ArrowWstecz

Jak przestać porównywać się z innymi i zaakceptować siebie po porażkach życiowych?

Czy jest jakiś sposób by przestać się porównywać z innymi i zaakceptować że jestem nikim Odkąd z 4 lata temu poddałem prawo jazdy po paru nieudanych próbach poczułem bardzo duży wstyd i zażenowanie samym sobą. Mam 23 lata i już czuję że będzie tylko gorzej. Codziennie porównuje się z innymi i już chyba nie daję rady psychicznie jestem gorszy od innych. Szczególnie zauważyłem że czuję ogormny wstyd przy kobietach i chociażby przy swoich kolegach. Bardzo często widuje je studiujące w autach itp a koledzy mają prawo jazdy są po prostu lepsi, czuje po prostu ogormny wstyd samym sobą czuje się mały przy nich nic nie warty nieudacznik. Dlatego to był też jeden z powodów dla których wiem że o związkach mogę zapomnieć dużo naczytałem się postów na internecie wiem że może nie powinienem ale chyba przez to zdałem sobie sprawę że tak naprawdę jako mężczyzna zawiodłem. Pracuje dalej w tej samej pracy od 4 lat za najniższą krajową bo nie mam żadnego planu co chce robic i do tego dalej mieszkam z rodzicami. Przez jakiś czas czułem się lepiej leczę zęby u ortodonty chciałem po tym zrobić operację przegrody nosowej chciałem się na tym skupić skończyć to w pełni ale wiem że to za mało wiem że to wymówki bo po tym nie wiem co będę chciał robić nie mam planu ambicji celu do prawa jazdy dalej boje się podejść. A codziennie się porównuje z innymi i codziennie czuję ból. Mam 23 lata i po prostu robię się starszy i dalej nic nie osiągnąłem będzie tylko gorzej boję się przyszłości ciągle o niej rozmyślam porównuje się do ludzi czytam te posty różne o samotności o tym że jako mężczyzna w pewnym wieku na związki jest po prostu za późno bez statusu odpowiednich pieniędzy czy do tego bycie prawiczkiem to już mnie skreśla. Nie wiem już co mam robić nic mi nie sprawia przyjemności tylko czuję lęk przed przyszłością. Do tego straszny lęk przed kobietami czytając te posty itp wszystko już kompletnie straciłem nadzieję nawet wstydzę się przechodzić koło nich one studiują mają ambicję cokolwiek a ja nic nie mam kompletnie. Ciągle zadaje to samo pytanie ale już nie daję rady chyba będzie tylko gorzej i ja nie wiem jak to wszystko przetrwać jak widzę wokół codziennie tych lepszych ludzi a ja nic nie osiągam
User Forum

Anonimowo

1 miesiąc temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry 

 

  Kolejny raz powtarzające się pytanie, w tym samym tonie.  Nie czuje Pan potrzeby opowiedzenia tego komuś prywatnie, co może przynieść w rezultacie konkretne zmiany w Pana życiu? Ma Pan bardzo zaburzony obraz samego siebie, co przekłada się na niskie poczucie własnej wartości. Jest Pan bardzo młoda osobą i przed Panem wspaniałe decyzje, ale trzeba także zmienić spojrzenie na siebie. Póki co skupia się Pan wyłącznie na negatywach, nie widząc w sobie niczego pozytywnego. Potrzebuje Pan wsparcia psychologicznego oraz podjecia terapii. 

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Paulina Duda

Paulina Duda

To, co Pan opisuje, bardzo porusza - słychać w tym ogrom cierpienia, samotności i ciężaru, z którym zmaga się Pan na co dzień. Życie w ciągłym porównywaniu się i poczuciu, że jest się „gorszym”, może być niezwykle wyczerpujące, sposób, w jaki Pana umysł nauczył się na siebie patrzeć.

Porównywanie się działa jak filtr - widzi Pan u innych tylko to, co „lepsze”, a u siebie tylko braki. Prawo jazdy, praca czy doświadczenia w relacjach nie definiują Pana wartości jako człowieka ani mężczyzny. W wieku 23 lat nic nie jest „przegrane”, choć teraz może Pan to tak czuć.

Zamiast próbować „naprawić całe życie naraz”, warto zacząć od bardzo małych kroków i jednocześnie przyjrzeć się temu w terapii - szczególnie temu silnemu wstydowi i przekonaniom o sobie. Nie musi Pan przez to przechodzić sam, a to, co Pan czuje, jest czymś, z czym naprawdę można pracować i odzyskać poczucie wpływu.

 

Pozdrawiam

Paulina Duda 

1 miesiąc temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry.

Wiek 23 lat to czas budowania fundamentów dorosłości, a nie moment na wystawianie sobie ostatecznego wyroku. Pana wartość jako mężczyzny nie jest mierzalna jedynie stanem konta, posiadaniem prawa jazdy czy opinią anonimowych ludzi z Internetu. Treści, które Pan czyta, karmią się Pana lękiem i traumami z przeszłości, tworząc fałszywy, skrajnie negatywny obraz rzeczywistości, który odbiera siły do jakiegokolwiek działania.

Proszę zrozumieć, że to, co Pan czuje – ten paraliżujący wstyd i poczucie bycia „nikim” – to objawy głębokiego kryzysu psychicznego, a nie obiektywne fakty. Skupienie się na zdrowiu to bardzo dojrzałe i konkretne kroki, których nie wolno Panu umniejszać. Najważniejszą rzeczą, jaką może Pan teraz dla siebie zrobić jako dorosły mężczyzna, to odcięcie się od toksycznych treści w sieci i podjęcie terapii. Pozwoli to Panu przestać patrzeć na siebie oczami osób, które Pana kiedyś skrzywdziły, i zacząć budować życie w oparciu o własne możliwości, a nie cudze standardy.

Powodzenia

Bożena Nagórska

1 miesiąc temu
Rafał Hille

Rafał Hille

To o czym Pan pisze to tylko chwilowa migawka z Pana życia, jest Pan bardzo młody, w tym wieku nie można na siebie patrzeć jak na ostateczną wersję samego siebie. Każdy ma swoje nazwijmy to literacko "wzloty" I "upadki", nie warto podążać za każdą opinia na swoj temat.

pozdrawiam

Rafał Hille

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


czytam w Pana słowach dużo bólu i wstydu. To, jak Pan dziś o sobie myśli, wydaje się bardzo surowe i pełne cierpienia. 

Chciałbym tylko powiedzieć, że to, że czuje się Pan gorszy od innych, nie oznacza, że taki Pan jest.

Widzę w tym dużo samotności i lęku o przyszłość - dobrze, że Pan o tym mówi. To ważne.

Warto skorzystać z wsparcia psychologa. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

1 miesiąc temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Jak pomóc 30-letniemu synowi z nerwicą natręctw i pogorszeniem stanu mimo zmiany leków?
Dzień dobry jestem mamą 30 letniego syna który zmaga się z nerwica natrectw od 15 lat Od trzech lat ma zmienione leki na duleksytyna 90 mg i ketipinor 50mg w tym roku nastąpiło pogorszenie stanu niechęć,brak sił ,ciągle zmęczenie brak sensu życia Mimo zwiększonej dawki ketipinor 75 mg stan ten się pogorszył Nie wiem co mam robić w tym przypadku wizyta u psychiatry dopiero w sierpniu
Pytania o depresję i fobię społeczną. Czy nie pozbędę się ich na psychoterapii?
Czy to prawda że przyczyny fobii społecznej (którą mam od zawsze), depresji (od 2019 r.) i nerwicy lękowej (od dzieciństwa) się nie pozbędę na psychoterapii, bo to jest zazwyczaj dzieciństwo, jakieś trudne zdarzenie czy seria zdarzeń, ale jest szansa, że ją przepracuję i zredukuję objawy? Czy przewlekła depresja to inaczej dystymia? Czy po odstawieniu leków psychiatrycznych objawy wracają?
Nie potrafię poradzić sobie ze swoimi emocjami, dziwnie reaguje na wiele sytuacji
Dzień dobry , jestem nastolatkiem , mam 17 lat , i mam dziwne objawy psychiczne takie jak : ataki nerwowe (zwykle , gdy ktoś mnie zdenerwuje , a ja tych nerwów/powodów nie rozumiem , gdy dostaje takiego ataku , to nie umiem nad nim zapanować , macham rękami , gwałtowne ruchy wykonuje , raz się zdarzyło , że na forum publicznym , gdy byłem bardzo zdenerwowany , to rzuciłem butelką na chodniku , nie chciałem robić krzywdy komuś wtedy ) , czasami robię głupie miny , podśmiewywuje się , gdy są poważne rzeczy , to zwykle się zachowuje stosownie , ale też tam zdarzają się dziwactwa (takie jak lekkie śmiechy itd. , zwykle , gdy ktoś zmarł to zachowuje się w miarę ok.) . Czasami mi się mylą osoby w myślach . Gwałtownie reaguje na zagrożenia m.in na robaki , to uciekam , piszczę itd. Mam niestety dziwne myśli , strachy i doznania (w prawie 100% szkolne) m.in czy pani nas wypuści wcześniej , czy kogoś wypuści do toalety (jak kogoś nie wypuści , to mój mózg przeżywa to 1-4 dni , z okresami przypominającymi - zwłaszcza największe afery) . Bronie się tym np. zasłanianiem ucha rękami itd. . Takie natrętne myśli też prześladowały ciągle mnie w wakacje bez powodu . Gadam też do siebie , m.in na ulicy czy w domu . Czasami mi się zdarzają wahania nastroju (i też czasami na tym nie panuje , ale nigdy krzywdy komuś nie zrobiłem) . Świetnie się uczę , mam śr. 5,0 w technikum , zachowanie wzorowe , a niestety takie problemy mnie prześladują . Mam też czasami strach przed szkołą , przed tym , co opisywałem . Dawniej też ocenami się przejmowałem , w kolejnych tekstach to opowiem , czemu . Jeśli chodzi o kolegów i koleżanek , to nie mam ich za bardzo , jakoś nie mam chęci do komunikacji z innymi , jestem taki bardziej odizolowany od kolegów w szkole . Mam kilku znajomych , ale zwykle krótko (rzadko dłużej) z nimi gadam zwykle . Dłużej gadam z tatą , moją babcią i czasami moim kuzynem (jest o rok starszy) . Na lekcjach jestem tak średnio skupiony , ze względu na te myśli , wysoką średnią zazdwięczam nauce w domu (dużo się uczę , mam taki nawyk wyrobiony , też dalej więcej opowiem) . Niestety , ale także zaniedbuje porządek w pokoju (bardzo rzadko kiedy sprzątam) , nic się nie chce m.in rozwijać zainteresować jestem taki bardziej niby leniwy tak można powiedzieć , ale w rzeczywistości potrafię m.in ugotować niektóre dania , wyprać , jechać busami , pociągiem , docierać w różne miejsca , oczywiście jak mam chęć . Ale niestety to jest tylko część moich problemów psychicznych i życiowych . Gdy się urodziłem , to nie mówiłem aż do 4 roku życia , robiłem cyrki m.in głową z góry na dół , wybiegałem niekontrolowanie na ulicę itd. , więc moi rodzice się niepokoili , starali się znaleźć przyczynę , ale w końcu ją znaleźli . Miałem guza na głowie (czyli tak zwany torbiel podpajęczynówkowy prawego płata skroniowego) , więc w pilnym czasie pojechałem do neurologa , żeby mi to wycięli , operacja się powiodła na szczęście i zaczęłem mówić i funkcjonować , ale z dużymi problemami . Jeździłem na neurologopedię i na SI i miałem terapię Thomatisa (to akurat przez 1-2 lata) przez kilka lat . Później się zaczęła szkoła niestety i to jest jedna z głównych przyczyn problemów psychicznych . Owszem , byłem najlepszy w klasie (tylko przez 1 rok nie byłem najlepszy) i miałem zachowanie wzorowe , ale niestety to była zasługa reżimowego wychowania mojej mamy i babci (tata miał łagodniejszy stosunek do szkoły) . One mnie goniły do nauki , wymagały w klasach 1-3 SP samych praktycznie 5 i 6 (choć byłem w miarę zdolny , ale nie aż tak jak one myślały) , stresowałem się wtedy , bałem się co będzie itd. Gdy już miałem objawy machania rękami , głupich min , gdy się cieszyłem to karały mnie i mówiły , że ja głupieje i takie zachowanie jest niedopuszczalne . Gdy była już klasy 4-6 to wymagały samych 4 , 5 i 6 . Gdy dostawałem ocenę 3 (byłem chyba fenomemem w szkole , ani jednej 1 i 2 nie miałem w SP) , to mama z babcią uważały , że ja się nie uczę i zabrały mi laptopa (najbardziej surowa była moja mama) , za to , że miałem 1-2 ocen 3 na semestr . Czasami bałem się wracać do domu , miałem stracha , że coś mnie czeka . I za lekkie złe zachowanie też byłem tępiony . I też w SP nie miałem kolegów , nie byłem towarzyską osobą itd . Raz za to , że raz się nie nauczyłem w 6 klasie na kartkówkę z polskiego , to one miały mi zabrać ulubioną grę na 1,5 miesiąca , a gdy byłem bardzo smutny i płakałem to mi skróciły karę do 5 dni . Też robiłem rękami , głupie miny , gdy byłem nerwowy , to też niezbyt panowałem nad nimi (choć nigdy krzywdy nikomu nie zrobiłem) . I potem się zaczęły problemy , choć przestali powoli mi ganiać do nauki , lecz też się zdarzało , że wytykali potknięcia w nauce (ale miałem wbity w głowę rytm , że muszę , bo inaczej będzie źle) i wtedy zaczeły się mi powoli mylić osoby i bardziej myśli się zrobiły natrętne i miałem ataki nerwów czasami . Ale oni to lekceważyli , mówiąc , że robie z siebie idiotę i zabiorą mi laptopa . Gdy było zdalne nauczanie , to bałem się powiedzieć o imionach i nazwiskach moich nauczycieli , nie wiem dlaczego . Stałem się bardziej odizolowany od życia , nie smuciło mnie w sumie to , bo i tak nie miałem kolegów i koleżanek w szkole . Gdy był egzamin , to zdałem śr na 75% i byli ze mnie dumni w miarę . Potem gdy poszłem do nowej szkoły , czyli do technikum , to bardzo się niego bałem , i byłem mega wystraszony . Potem jakoś się oswoiłem , ale było coraz gorzej niestety . Zaczeły się pojawiać dziwactwa m.in czy pani wypuści go do toalety , czy nie , miałem 1 nauczycielkę w 1 klasie technikum, która nikogo absolutnie nie wypuszczała i była jedna taka sytuacja , że powiedziała , że nie , bo była przerwa i żeby nie dyskutował z nią , a ja nie wiem dlaczego , takie myśli się zaplętały przez prawie tydzień , okresowo nawet przez 1-2 lata . , potem doszło kolejne , związane z wypuszczaniem przed dzwonkiem itd. I jeszcze po drodze miałem śmierć mojej mamy i babci , co też niekorzystnie wpłynęło na mnie . Co to mniejwięcej może być ?
Jak radzić sobie z natrętnymi myślami i lękami w szczęśliwym związku?
Zmagam sie z natrętnymi myślami... w moim związku wszystko jest w porządku, jesteśmy szczęśliwi, od 2 lat jesteśmy razem, od 9 miesięcy mieszkamy razem, mamy wspólne plany na przyszłość, spędzamy razem wolny czas (zaczęliśmy chodzić na tenis i jeździć rowerami - nasze wspólne hobby ktore nawzajem w sobie odkrylismy), myślimy w przyszłości o małżeństwie i dzieciach, obecnie mamy 2 pieski (1 mój, 1 mojego chlopaka). Oboje mamy w sobie duzo czułości, bliskosci i miłości wobec siebie. Zdarzają sie sytuację ze sie pokłócimy, bo każdy był wychowany inaczej, albo mamy jakieś problemy nieprzepracowane - wtedy siadamy, rozmowa i próbujemy dojść do kompromisów, zawsze sie udaje, czasami po chwili, czasami oboje potrzebujemy na to wiecej czasu. Uwielbiamy nasze życie, oboje jesteśmy mega szczęśliwi w tym związku- i tu pojawia sie problemy. Im bardziej my jesteśmy szczęśliwi, im bardziej widze ze on sie stara, zależy mu, kocha mnie tym czesciej ja mam natrętne myślimy i leki ktore nie sa wogole faktami- pewnie z kimś pisze, mamy kogoś innego, zdradza mnie, albo w koncu zdradzi... o moich lekach tez rozmawialiśmy, on probuje mnie zrozumieć, wspiera, otacza bliskością, a ja ciagle mam w głowie te rzeczy i nje mogę ich wywalić. Mecza mnje tak bardzo, ze nie klge sobie czasem z nimi poradzić. Czuję sie jakbym sama sabotować nasze związek. Dzisiaj powiedział cos miłego, ale to bardzo uderzyło mnie, ze musze w koncu cos z tym zrobic "daj luzu, przestań analizować, myśleć, bo wykończysz siebie i mnie, wszystko jest dobrze między nami" i ja wiem, ze jeśli sie nie ogarne to tak bedzie ...
Czuję, że mam posypane życie, czuję się niepotrzebna na świecie. Nie chcę cierpieć, nie chcę depresji.
Witam, Od dłuższego czasu mam silne lęki i ciągły niepokój, że nie ogarnę życia, nie radze sobie ze stresem i ze zmianami, a tych w życiu miałam już bardzo dużo, może zbyt dużo. Mam 40 lat, przeszło 10 lat mieszkałam za granicą, aktualnie od 6 lat mieszkam w PL, jestem samotna, nie mam dzieci, mam kredyt, mój związek rozpadł się 10 lat temu, a ostatnio podjęłam decyzję o odejściu z pracy, którą lubię, ale przez ciągłe reorganizacje w dziale nie wytrzymuję psychicznie. Poza tym mam ciągłe poczucie, że się do niczego nie nadaję i że nie jestem wystarczająca i dość dobra, przez to odczucie, nie umiem stworzyć żadnej relacji z nikim, wręcz unikam ludzi, spotkań, unikam kontaktów, mam nieustające i męczące odczucie, że przeszkadzam wszystkim i że beze mnie będzie lepiej i współpracownikom i mojej Rodzinie. Nie jestem w stanie zmienić toku myślenia, choć staram sie udawać, że wszystko jest w porządku, neguje każde dobre słowo powiedziane i uważam je za kłamstwo i ironię, jestem chorobliwie podejrzliwa i nieufna. Wszystko to o czym piszę, zaczęło narastać na przestrzeni ostatnich 2-lat i jest coraz gorzej, czuję też, że jest to związane z Firmą w której obecnie jeszcze pracuję. Doszły do tego też dolegliwości somatyczne (tak myślę ponieważ wyniki mam w normie), mam problemy kardiologiczne, dusznosci, źle sypiam, miewam obrzęki i problemy ze skórą i włosami. Strach przed zmianą jaja mnie czeka gdy odejdę z firmy, spowodował u mnie silny atak paniki, ktorego wcześniej nie doświadczyłam, objawiał się panicznym strachem przed tym, że sobie nie poradzę i nie znajdę pracy i zostanę z długami i z tym jak bardzo zawiodłam bliskich itd.itp. Było to tak silne uczucie niepokoju, jakiego jeszcze nie miałam, nie mogłam znaleźć sobie miejsca, zaczęłam jeść kilka rodzajów tabletek aptecznych na uspokojenie, bez nich, to uczucie ciągle wraca... Nie mam i nie bylo u nas w rodzinie chorób psychicznych, wręcz przeciwnie, rodzeństwo mam idealne, oczka w głowie Rodziców od najmłodszych lat, mają już własne Firmy i są stabilni. W domu, zawsze ja byłam tym dzieckiem, które sprawiało najwięcej kłopotu i do tego było wpadką. Ale nie doszukuję się swoich problemów w dzieciństwie, bo nie mogę na nie narzekać,poza tym było by to zbyt proste, zwalić problemy na dzieciństwo i Rodziców. Myślę, że to w mojej głowie coś się psuje wbrew mojej woli. W życiu zawsze najbardziej bałam się depresji i alkoholizmu.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.