
- Strona główna
- Forum
- kryzysy, rodzicielstwo i rodzina
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z brakiem akceptacji od rodziców i niską samooceną?
Czasem jest mi tak bardzo smutno. Czuje się niedowartościowana. Wiem, że mam męża i że dla niego jestem piękna i że on mnie akceptuje. Jednak czasem mam tak, że nie akceptuje siebie. Ranię się słowami, że jestem beznadziejna. Bezwartościowa... Moi rodzice nigdy nie powiedzieli, że mnie kochają...Że mnie akceptują. Nigdy nie usłyszałam od taty, że jestem piękna, ani od mamy żadnych motywujących słów. Owszem byli na mojej obronie pracy licencjackiej... Owszem pomagali nam przed ślubem...Owszem przeprosili nas mnie i dwie siostry przed ślubem za to wszystko, co było źle... No ale co z tego? Skoro nic w tej relacji się nie zmieniło. Ja do dzisiaj pamiętam jak mama kazała mi i mojej siostrze spakować się w torby reklamówki z biedronki i usiąść na ławce przed domem, by przemyśleć swoje zachowanie... Nie mam w rodzicach wsparcia. Moje mama nie jest moją przyjaciółką...Owszem szanuje ich, bo dali mi życie...ale co z tego ?
Katarzyna Świdzińska
Przykro mi, że doświadczyła Pani takich sytuacji ze strony najbliższej rodziny. Takie wydarzenia bardzo wpływają na naszą samoocenę, nawet jeśli miały miejsce dawno temu. Wsparcie, dobre słowa i wyrażana słowami czy gestami duma i miłość rodziców są niezwykle ważne, szczególnie w okresie dzieciństwa i wieku nastoletniego.
Czy rozważała Pani podjęcie terapii? Wiem, że to nie zmieni Pani relacji z rodziną, ale może pomóc poukładać sobie w głowie pewne rzeczy, poprawić samoocenę i nauczyć, jak radzić sobie z negatywnymi myślami i emocjami.
Pozdrawiam,
Katarzyna Świdzińska, Psycholog
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Karolina Walczyk
Rozumiem, o czym piszesz, w miejscu najbliższym gdzie powinno być nam dobrze i bezpiecznie, gdzie powinniśmy czuć się wysłuchani i widziani, właśnie tego zabrakło. Twoje słowa pokazują, jak głęboko potrzebujemy od rodziców akceptacji, miłości i poczucia bycia ważnym. Jest to naturalna i podstawowa potrzeba – i kiedy właśnie nie zostaje zaspokojona, w dorosłym życiu mogą pojawiać się takie momenty smutku, poczucia bezwartościowości czy samokrytyki. To nie znaczy jednak, że naprawdę jesteś bezwartościowa – oznacza, że wewnętrzne „dziecko” w Tobie nadal czeka na te słowa i gesty, których nie dostało w dzieciństwie.
To, że Twój mąż widzi w Tobie piękno i wartość, jest niezwykle ważne i rozumiem też, że może to nie wystarczać, gdy wewnętrznie wciąż czujesz braki i zranienia, a one domagają się zauważenia, ukojenia i przeżycia. Spróbuj zadbać o siebie, rozważ rozmowę ze specjalistą, zauważ relacje wokół siebie, które Ci służą, które są źródłem akceptacji i obecności, one również mogą być wsparciem w drodze do uleczenia tych ran z dzieciństwa.
Serdecznie pozdrawiam,
Karolina Walczyk
Psycholog, Psychoterapeuta
Maria Ciba
Dzień dobry,
To, co Pani opisuje, brzmi jak doświadczenie relacji rodzinnych, w których musi być Pani bardzo trudno. Niewątpliwie może być tak, że Pani obecny obraz siebie wynika poniekąd z tych relacji i to, co Pani słyszała na swój temat, bądź czego Pani nie dostała od innych członków rodziny (głównie rodziców), dziś jest częścią Pani własnego przeżycia i myślenia o sobie.
Może się okazać, że Pani relacje z niektórymi członkami rodziny się nie zmienią, bo nie ma Pani kontroli nad czyjąś zmianą, ale to, co może Pani zrobić to sprawić, aby te doświadczenia nie kierowały Pani obecnym dorosłym życiem i nie powodowały cierpienia w Pani relacjach z innymi, ale przede wszystkim w relacji ze sobą. W tym celu bardzo pomocna może okazać się psychoterapia.
Pozdrawiam
Maria Ciba
Psycholog, psychoterapeuta psychodynamiczny w trakcie szkolenia

Zobacz podobne
Od 2 lat spotykam się z mężczyzną, który ma syna z poprzedniego związku. Matka jego dziecka robi mu ciągle o coś problem np. Że nie zajmuje się dzieckiem, bo pracuje, a jak ma wolne i proponuje, że zabierze syna do siebie, to wymyśla różne wymówki, żeby tylko go nie wziął, albo też mówi, że nie pojawia się w szkole u syna a jak partner chce pójść do szkoły to twierdzi że nauczyciele go nie znają i kategorycznie się nie zgadza itd. Takich sytuacji jest naprawdę wiele. Kontakty mają ustalone przez sąd, a każda próba spotkań z dzieckiem częściej niż zostało to ustalone w sądzie, kończy się odmową ze strony matki. Czasem wydaje mi się że ta osoba czerpie ogromną satysfakcję z tego, że utrudnia mu życie. A ja widzę, jak wiele nerwów kosztują go te ciągłe kłótnie, ale nie potrafię mu pomóc. Nie wiem, jak radzić sobie z takim człowiekiem
Dzień dobry. Niepokoi mnie, a właściwie również męczy zachowanie męża. Mamy własną firmę, mąż bardzo dużo pracuje i jest notorycznie zmęczony. W domu nie robi kompletnie nic. Jak już jest, to telefon nie wychodzi mu z ręki - sporo pracujemy telefonem (prowadzimy firmę transportową) no ale tik tok jest na porządku dziennym.
Uwagi zwrócić nie można, bo on się odstresowuje.
Ja również pracuję, robię w naszej firmie wszystko oprócz jazdy i szeroko pojętego planowania. Dodatkowo zajmuje się dziećmi, domem, psami, mężem. On uważa, że głównie to on pracuje. Teksty - ja będę gotował obiadki (bo w tej dziedzinie chyba mnie tylko widzi) a Ty jedz w trasę, przygotuj mnie na wyjazd (chodzi o proste rzeczy jak nawet wyjęcie jedzenia z lodówki - tylko że to mam zrobić ja) zrób mi zakupy, wypierz mi czapkę, potrafi zrobić awanturę, że sprzątam łazienkę i czuć chemią, gdzie to ja głównie w tej chemii siedzę.
Awantura o brak pasty do zębów (używa 2 na zmianę - muszą być dwie zawsze) o brak nitki, kulki pod pachę, skarpet (ma jakieś sto par, ale zawsze jest awantura o skarpety), że mało, zawsze mało. Takie absurdy mogę mnożyć. Teraz nawet jak to piszę, jest mi wstyd. Chyba bardziej siebie, że w tym trwam. Jestem wykształconą, Zaradną kobietą a pozwoliłam się tak poniżyć. Od wielu lat nie dostałam od męża nic- bo on uważa, że skoro mam wolny dostęp do konta, to on nie musi się starać, bo zakupy go stresują. Dzieci są już nastolatkami, ale wiedzą, że liczyć mogą tylko na mnie. Dodatkowo wiecznie robi z siebie biednego, zmęczonego, chorego. Dziś, kiedy źle się czuł, najpierw kazał zrobić sobie herbatę, potem zrobił awanturę, że za słodka a na koniec wyszedł obrażony, że źle się czuje i musi jechać do pracy. Po kłótni nie odbiera tel. Potrafi go wyłączyć kiedy, wie, że ja nie mam pojęcia jak pokierować pracą ludzi. Ostatnio było tak już dwa razy. To był dla mnie tak duży stres, że dostałam ataku paniki. Nigdy nie przeprasza, bo on uważa, że wszystko jest zawsze moją winą. Zastanawiam się, czy to, co on robi to egoizm, narcyzm, czy jakieś zaburzenie.
Patrzę na niego i zastanawiam się jak mężczyzna może siedzieć na kanapie z tel w ręku, kiedy ja noszę kamień na ogrodzie z dziećmi, kosze trawę, robię po prostu wszystko.

