Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z depresją wynikającą z uzależnienia finansowego od rodziny?

Dzień dobry, chciałabym uzyskać poradę/wskazówkę dot. depresji wynikającej z uzależnienia finansowego. Jestem osobą z wyższym wykształceniem, zajmuję się malarstwem i projektowaniem graficznym ale dorywczo. Odpowiadał mi ten układ oraz mojej rodzinie, natomiast od jakiegoś czasu jestem pod ostrzałem bardzo bolesnych krytycznych uwag mojej rodziny, mojego syna i zwłaszcza mojego męża. Wszyscy uważają, że nie mam ambicji, że nie chce mi się pracować na etacie, a przecież wszyscy muszą. To stało się na tyle nie do zniesienia, że zaczęłam coraz częściej sięgać po alkohol. Zawsze byłam rozrywkową osobą i pomimo prawie 40 lat nadal lubię wyjść w weekend potańczyć, wyjść do kina, chodzę na wernisaże, lubię poznawać nowych ludzi. Szukałam kiedyś bardzo długo pracy, odbyłam nawet staż w instytucji państwowej i był to dla mnie koszmar. Ponad wszystko cenię sobie wolność, a moi bliscy chcą mi to za wszelką cenę odebrać. Jestem ponad to osobą wysoko wrażliwą, inaczej odbieram rzeczywistość, bardzo łatwo mnie zranić, wszystko przeżywam dużo mocniej, jestem bardzo empatyczna. Normalny świat jest dla mnie straszny. Dlatego znalazłam partnera-opiekuna. Niestety po 15 latach on widzi we mnie tylko złe cechy, bardzo rzadko mnie chwalił, natomiast pretensje słyszę codziennie. Teraz zostałam zastraszona, że przez moje dziecinne podejście nasza rodzina może się rozpaść. Nie mogę jeść, ani spać, bardzo się denerwuję. Czy być może na prawdę coś jest ze mną nie tak, że nie chcę poświęcać 1/3 doby na jakieś monotonne czynności, tylko dlatego ze tak trzeba albo, że wszyscy tak robią. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim. Proszę o jakąś konstruktywną radę. Wiem, ze trzeba nad sobą pracować, od nowego roku, chcę przejść na dietę, regularnie ćwiczę, chodzę codziennie na spacery, lubię przyrodę, las, naturę. Mam też przyjaciół na których zawsze mogę liczyć. We własnej rodzinie czuję się tak bardzo niezrozumiana, jak piąte koło u wozu, jakiś pasożyt żerujący na ich ciężko zarobionych pieniądzach. Zawsze jest podkreślenie, że życie polega głównie na ciężkiej pracy, że przyjemności muszą zejść na drugi plan. JA tak nie uważam. Może ja nigdy nie dorosłam? Może mam damski syndrom Piotrusia Pana?
User Forum

Ola

1 miesiąc temu
Dorota Figarska

Dorota Figarska

Dzień dobry,

współczesny system pracy dla wielu osób jest mało przyjemny, sztywny i bywa doświadczany jak ograniczenie czy „wiązanie”. Zdecydowanie trudniej mają osoby twórcze i ceniące autonomię. To naturalne, że nie każdy odnajduje w nim sens ani satysfakcję.

Jednocześnie trzeba uczciwie zauważyć drugą stronę: rodzina również ma swoje potrzeby, a po latach mogło się w nich narastać poczucie niesprawiedliwości i przeciążenia lub niepewności. Zachęcam do zastanowienia się, jakie wartości są dla Pani naprawdę fundamentalne i za co jest Pani gotowa wziąć odpowiedzialność. Dopiero z tej refleksji może wyniknąć uczciwa decyzja, czy (i jak) zmieniać swoją drogę, tak aby była możliwie spójna zarówno z Pani wewnętrznymi potrzebami, jak i z realiami życia rodzinnego.

1 miesiąc temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Justyna Bejmert

Justyna Bejmert

Dzień dobry Olu. Nie, nie wszyscy muszą pracować na etacie, a życie nie musi polegać wyłącznie na "ciężkiej" pracy. Słyszę, że pojawia się w Tobie silny konflikt między własnymi potrzebami, a presją i oczekiwaniami bliskich. Zatrzymało mnie to, w jaki sposób opisałaś podejście Twojego męża do Ciebie. To naprawdę bardzo przykre, że czujesz się niedoceniana i słyszysz od niego krytykę. To, co może realnie pomóc, to stopniowe budowanie choćby częściowej niezależności finansowej, ale na własnych zasadach, niekoniecznie na etacie. Nie po to, by spełniać oczekiwania bliskich, ale po to, żeby odzyskać poczucie bezpieczeństwa i sprawczości. Życzę Ci wszystkiego dobrego,

 

Justyna Bejmert

psycholog

1 miesiąc temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,
Dziękuję za podzielenie się swoją historią. To, co Pani opisuje, wygląda na silne przeciążenie emocjonalne wynikające z długotrwałej presji, krytyki i braku akceptacji ze strony najbliższych. To nie jest dowód na to, że „coś jest z Panią nie tak”, lecz sygnał, że Pani potrzeby, wartości i wrażliwość pozostają w konflikcie z oczekiwaniami otoczenia.

 

Wysoka wrażliwość, potrzeba autonomii i twórczego życia nie są niedojrzałością ani „syndromem Piotrusia Pana”.

 

Problem pojawia się wtedy, gdy zależność finansowa łączy się z deprecjonowaniem, poczuciem winy i lękiem  a to może prowadzić do objawów depresyjnych i sięgania po alkohol jako formy regulacji emocji.

 

Fakt, że nie śpi Pani, nie je i odczuwa silny niepokój, jest wyraźnym sygnałem, że potrzebuje Pani realnego wsparcia tu i teraz. Zachęcam do skontaktowania się z psychologiem lub psychoterapeutą, aby bez ocen przyjrzeć się Pani sytuacji, wzmocnić poczucie własnej wartości i poszukać bezpiecznych rozwiązań zarówno emocjonalnych, jak i życiowych.

 

Nie musi Pani dopasowywać się do jednego „modelu życia”, by zasługiwać na szacunek. Ma Pani prawo szukać drogi, która będzie zgodna z Panią i warto w tym procesie nie być sama. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2026. 

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria 

 

1 miesiąc temu
Natalia Legarska

Natalia Legarska

Dzień dobry,

 

Przede wszystkim - nie, nie jest z Panią "coś nie tak". To, że ceni Pani wolność, kreatywność i nie chce pracy na etacie, nie czyni z Pani dziecka ani pasożyta. To różnica w wartościach i sposobie życia.

 

Martwi mnie jednak kilka rzeczy:

- Alkohol jako sposób radzenia sobie - to sygnał, że obecna sytuacja jest dla Pani nie do zniesienia. Warto skonsultować to z psychologiem lub terapeutą uzależnień, zanim problem się pogłębi.

- Ciągła krytyka - 15 lat związku, w którym "bardzo rzadko" słyszy Pani pochwały, a "codziennie" pretensje, to toksyczny wzorzec. Niezależnie od tego, czy pracuje Pani na etacie czy nie, zasługuje Pani na szacunek i uznanie w swoim związku.

- Co do "dopasowania" - rzeczywiście, wiele osób twórczych, wysoko wrażliwych lub neuroatypowych ma trudności z pracą etatową. Psycholog specjalizujący się w tym temacie mógłby pomóc zrozumieć Pani funkcjonowanie i znaleźć rozwiązania dopasowane do Pani.

 

W takiej sytuacji depresja, której Pani doświadcza jest logiczną konsekwencją tego, przez co Pani przechodzi.
 

Jednak kluczem jest terapia - możliwe że indywidualna + terapia par, żeby przepracować dynamikę w rodzinie i znaleźć kompromis, który nie wymaga od Pani zdradzenia siebie.

 

Dobrze, że ma Pani przyjaciół, na których może Pani liczyć - to cenny zasób w trudnym czasie.

 

Pozdrawiam serdecznie

1 miesiąc temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Mam 30 lat, strasznie męczą mnie natrętne myśli. Boję się, że mam schizofrenię
Dzień dobry, mam 30 lat, strasznie męczą mnie natrętne myśli. Boję się, że mam schizofrenie, ponieważ mam wrażenie, że wycofuję się ze społeczeństwa. Mam straszne lęki, negatywne myśli, ciągła gonitwa myśli, a najgorzej jest rano po przebudzeniu się i jak mam czas wolny i np. leżę z synem, oglądamy bajkę a tutaj te myśli - że wariuję, że jestem na coś chory, że mam raka albo że zrobię komuś krzywdę.
Jak uporać się z odejściem drugiej osoby, która zostawiła mnie bez słowa wyjaśnienia i zacząć nowy związek?
Jak uporać się z odejściem drugiej osoby, która zostawiła mnie bez słowa wyjaśnienia i zacząć nowy związek? Jestem wyczerpana psychicznie i mam czasami myśli samobójcze, czuję się niewystarczająca dla innych osób, mam niską samoocenę, jestem wyczerpana psychicznie i fizycznie i nie umiem sobie z tym poradzić, bo każdy mój związek kończy się szybkim rozstaniem.
Przemocowy mąż, boję się odejść ze względu na dzieci i że sobie coś zrobi.

Jestem z mężem od 18 lat (10 lat po ślubie). Gdy się poznaliśmy Mąż był człowiekiem bardzo skromnym, delikatnym i spokojnym. 

Gdy urodził się pierwszy syn zaczęły się bardzo nerwowe sytuacje. W kłótniach Mąż potrafił uderzać pięścią w drzwi aż zrobił w nich dziurę, rozwalił mi telefon twierdząc, że go zdradzam. Niejednokrotnie groził, że sobie coś zrobi. 

Często robi awantury przy dzieciach i to mnie najbardziej boli. Zarzuca mi, że to wszystko moja wina, bo ja mało z nim współżyje. A ja już po tych wszystkich wydarzeniach zamknęłam się na niego. Ciężko mi z nim rozmawiać, dzielić problemami, śmiać. Nasze rozmowy to tylko są na temat dzieci. Nie chcę, żeby mnie przytulał, dotykał. On twierdzi, że czuje się bardzo odrzucony. 

Ostatnio w kłótni powiedział przy dzieciach "pakuj się i wypier*alaj ". Wczoraj przez godzinę krzyczał na mnie jaka jestem okropna, bo znowu się z nim nie kocham, że pójdzie do moich koleżanek jak tak dalej będzie, znowu, że sobie coś zrobi. Kazał mi wybierać albo on albo moja rodzina. Nie mam od niego zbyt wiele pomocy, jest wiecznie chronicznie zmęczony. W domu rzadko robi coś sam od siebie, o wszystko muszę się prosić, albo obiecuje ze coś zrobi a nie robi. I znowu zostaje z tym ja. Mam ochotę odejść, ale boję się, że faktycznie sobie coś zrobi. No i dzieci...kochają go strasznie....

Jestem 15 letnim uczniem liceum, który ma dużo przyjaciół, dobre oceny, jest pogodny i miły do innych. Tak wygląda maska, którą ubieram za każdym razem gdy zaczynam z kimś rozmawiać. Mogę siedzieć długo smutny, a gdy ktoś podejdzie nagłe się zaczynam uśmiechać i robić wygląd, że się cieszę tym życiem. Ale wystarczy, że osoba się odwróci na chwilę, a ja już jestem smutny, depresyjny, ponury... taki jaki naprawdę jestem. Chodzę do psychoterapeuty lecz coraz częściej nawet u niego w gabinecie na mnie się ubiera ta maska, nie robię tego świadomie, to się dzieje samo. Coraz trudniej mi jest zostawac samemu, nawet na chwilę, ponieważ gdy nikogo nie ma w okół mnie to się zaczynam czuć smutno i przygnębiony. W pewnym sensie, nawet się przyzwyczaiłem do tej maski, jest... przyjemna, łatwa, dużo łatwiej jest udawać kogoś szczęśliwego niż takim być. Tylko, że ten smutek, gdy zostaję sam jest z każdym dniem Coraz większy i Coraz bardziej nieznośny. Nie wiem co mam z tym robić, chciałbym być szczęśliwy nie tylko wtedy gdy mam kogoś obok...
Czuję się niepotrzebna w 23-letnim małżeństwie: brak wsparcia i bliskości od męża

Witam. Od pewnego czasu czuję, że lepiej byłoby wszystkim, gdybym zniknęła z ich życia, a zwłaszcza męża. Jesteśmy małżeństwem 23 lata. On był moim pierwszym chłopakiem i ostatnim. Mamy trzy córki, najmłodsza 15 lat i tylko ona jeszcze z nami mieszka, dwie starsze już na swoim. Od kilku miesięcy może dłużej mam wrażenie, że mu przeszkadzam. Jest dobrze (wg niego) jak się nie odzywam, robię swoje on swoje, wieczorem obejrzymy film i to tyle ze wspólnie spędzonych chwil. W łóżku coraz rzadziej dochodzi do zbliżeń. Niby mnie przytuli, ale to nie jest takie prawdziwe przytulenie, a raczej powalenie na mnie ręki i tyle. Gdy tylko odezwę sie, że coś mi nie pasuje, że mało rzeczy razem robimy, że nie czuje się ważna dla niego, to albo stwierdza że wymyślam, albo kończy się okresem milczenia i udawania ze wszystko jest w porządku przecież!? I ta cisza trwa, dopóki ja się nie odezwę pierwsza. Gdy już coś uda nam się ustalić, gdzieś razem wyjść to głównie z mojej inicjatywy. Jak on ma coś wymyślę to raczej nie doczekałabym się. Żadna terapia małżeńska nie wchodzi w grę, bo on nie widzi problemu i obcym ludziom nie będzie nic opowiadał. Ja wychowałam dzieci, mąż wciąż pracował, nigdy nie poczułam, że jest mi wdzięczny za cokolwiek, a sam oczekuje pochwał za wszystko. Jak dzieci były małe, to żyłam i jakoś to funkcjonowało, teraz jak dzieci dorosłe to sami ze sobą nie wiemy, jak żyć...

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!