
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z depresją wynikającą z uzależnienia finansowego od rodziny?
Ola
Dorota Figarska
Dzień dobry,
współczesny system pracy dla wielu osób jest mało przyjemny, sztywny i bywa doświadczany jak ograniczenie czy „wiązanie”. Zdecydowanie trudniej mają osoby twórcze i ceniące autonomię. To naturalne, że nie każdy odnajduje w nim sens ani satysfakcję.
Jednocześnie trzeba uczciwie zauważyć drugą stronę: rodzina również ma swoje potrzeby, a po latach mogło się w nich narastać poczucie niesprawiedliwości i przeciążenia lub niepewności. Zachęcam do zastanowienia się, jakie wartości są dla Pani naprawdę fundamentalne i za co jest Pani gotowa wziąć odpowiedzialność. Dopiero z tej refleksji może wyniknąć uczciwa decyzja, czy (i jak) zmieniać swoją drogę, tak aby była możliwie spójna zarówno z Pani wewnętrznymi potrzebami, jak i z realiami życia rodzinnego.
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Justyna Bejmert
Dzień dobry Olu. Nie, nie wszyscy muszą pracować na etacie, a życie nie musi polegać wyłącznie na "ciężkiej" pracy. Słyszę, że pojawia się w Tobie silny konflikt między własnymi potrzebami, a presją i oczekiwaniami bliskich. Zatrzymało mnie to, w jaki sposób opisałaś podejście Twojego męża do Ciebie. To naprawdę bardzo przykre, że czujesz się niedoceniana i słyszysz od niego krytykę. To, co może realnie pomóc, to stopniowe budowanie choćby częściowej niezależności finansowej, ale na własnych zasadach, niekoniecznie na etacie. Nie po to, by spełniać oczekiwania bliskich, ale po to, żeby odzyskać poczucie bezpieczeństwa i sprawczości. Życzę Ci wszystkiego dobrego,
Justyna Bejmert
psycholog
Daria Składanowska
Dzień dobry,
Dziękuję za podzielenie się swoją historią. To, co Pani opisuje, wygląda na silne przeciążenie emocjonalne wynikające z długotrwałej presji, krytyki i braku akceptacji ze strony najbliższych. To nie jest dowód na to, że „coś jest z Panią nie tak”, lecz sygnał, że Pani potrzeby, wartości i wrażliwość pozostają w konflikcie z oczekiwaniami otoczenia.
Wysoka wrażliwość, potrzeba autonomii i twórczego życia nie są niedojrzałością ani „syndromem Piotrusia Pana”.
Problem pojawia się wtedy, gdy zależność finansowa łączy się z deprecjonowaniem, poczuciem winy i lękiem a to może prowadzić do objawów depresyjnych i sięgania po alkohol jako formy regulacji emocji.
Fakt, że nie śpi Pani, nie je i odczuwa silny niepokój, jest wyraźnym sygnałem, że potrzebuje Pani realnego wsparcia tu i teraz. Zachęcam do skontaktowania się z psychologiem lub psychoterapeutą, aby bez ocen przyjrzeć się Pani sytuacji, wzmocnić poczucie własnej wartości i poszukać bezpiecznych rozwiązań zarówno emocjonalnych, jak i życiowych.
Nie musi Pani dopasowywać się do jednego „modelu życia”, by zasługiwać na szacunek. Ma Pani prawo szukać drogi, która będzie zgodna z Panią i warto w tym procesie nie być sama. Wszystkiego dobrego w Nowym Roku 2026.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Natalia Legarska
Dzień dobry,
Przede wszystkim - nie, nie jest z Panią "coś nie tak". To, że ceni Pani wolność, kreatywność i nie chce pracy na etacie, nie czyni z Pani dziecka ani pasożyta. To różnica w wartościach i sposobie życia.
Martwi mnie jednak kilka rzeczy:
- Alkohol jako sposób radzenia sobie - to sygnał, że obecna sytuacja jest dla Pani nie do zniesienia. Warto skonsultować to z psychologiem lub terapeutą uzależnień, zanim problem się pogłębi.
- Ciągła krytyka - 15 lat związku, w którym "bardzo rzadko" słyszy Pani pochwały, a "codziennie" pretensje, to toksyczny wzorzec. Niezależnie od tego, czy pracuje Pani na etacie czy nie, zasługuje Pani na szacunek i uznanie w swoim związku.
- Co do "dopasowania" - rzeczywiście, wiele osób twórczych, wysoko wrażliwych lub neuroatypowych ma trudności z pracą etatową. Psycholog specjalizujący się w tym temacie mógłby pomóc zrozumieć Pani funkcjonowanie i znaleźć rozwiązania dopasowane do Pani.
W takiej sytuacji depresja, której Pani doświadcza jest logiczną konsekwencją tego, przez co Pani przechodzi.
Jednak kluczem jest terapia - możliwe że indywidualna + terapia par, żeby przepracować dynamikę w rodzinie i znaleźć kompromis, który nie wymaga od Pani zdradzenia siebie.
Dobrze, że ma Pani przyjaciół, na których może Pani liczyć - to cenny zasób w trudnym czasie.
Pozdrawiam serdecznie

Zobacz podobne
Dzień dobry, Z żoną jestem już 12 lat po ślubie, a razem jesteśmy od 17.
Mamy wspólnie syna w wieku 10 lat. Od wielu lat (conajmniej 11) borykam się z problemem w moim związku, w którym się średnio dogadujemy ze względu na ogromne różnice charakterów, temperamentów, celów w życiu, wspólnych zainteresowań itp.
Od conajmniej 5 lat sam przed sobą stwierdziłem, że ja jej po prostu nie kocham. Kompletnie nic nie czuję, nie tęsknię jak gdzieś wyjadę, nie myślę o niej. Parę miesięcy temu przyznałem się jej do tego, że jej nie kocham i będę chciał zakończyć nasz związek. Ogólnie to poczułem ulgę, że w końcu to powiedziałem i myślałem, że będzie lepiej, ale ulga była na krótko. Oczywiście był płacz, ale po dłużej rozmowie sama stwierdziła, że jest kiepsko. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ona boi się samotności i że sobie już nikogo nigdy nie znajdzie. I jak tak gada to ciężko mi trochę na sercu to słuchać, ale ja nie potrafię dłużej tego ciągnąć. Ja po prostu nie jestem już w stanie dać czułości, miłości, itp. Jak ją przytulam to się dosłownie zmuszam do tego.
Ostatnimi czasy przez przypadek poznałem pewną dziewczynę, z którą się świetnie dogaduję. Jeszcze nic między nami nie zaszło, ale mogłoby dojść. Ja jeszcze staram się trzymać na wodzy z emocjami, bo nie chce niczego odwalić będąc w związku. Dosłowne przeciwieństwo mojej żony. Ja osobiście nie widzę żadnych szans na to, aby się znowu zakochać w żonie. Jest ogólnie dobrą osobą, ale ja już nie mogę tak żyć i siebie oszukiwać. Przez tyle lat też sam się bałem, że nikogo innego sobie nie znajdę, więc tkwiłem w tym. Jest to tak naprawdę pierwsza moja dziewczyna, która mnie zaakceptowała, gdyż nigdy powodzenia nie mialem i być może teraz wychodzą mi jakieś braki z lat młodzieńczych i rzeczy, które powinienem przeżyć w tamtym okresie życia. Żona mówi, że się zmieni itp.ale jak można swój charakter czy sposób bycia zmienić. Ja wiem, że tak się nie da.
Moje pytanie, jak rozwiązać ten cały problem w moim związku, jak to zrobić, aby wszyscy jak najlżej to przeszli… dzień w dzień o tym myślę, śpię tragicznie i jestem już tym wykończony psychicznie i fizycznie. Czy powinienem się udać do psychologa na rozmowę? Nie wiem co zrobić, żeby się uwolnić od tego wszystkiego.
Moje życie w ciągu 3 miesiącu zmieniło się z uporządkowanego w kompletny bajzel! Zakończony letni związek, poszukiwanie nowego mieszkanka na własną rękę, wplątanie się w situationship poniekąd bez świadomości, który teraz też się skończył. To wszystko na raz sprawiło, że czuję się bezwartościowa, że moje życie to pasmo porażek i że nie osiągnęłam nic, z czego mogłabym być dumna. Myślę o rozpoczęciu terapii, bo to wszystko sprawia, że czuję się w sposób, w jaki nie chce się czuć.

