- Strona główna
- Forum
- rodzicielstwo i rodzina, związki i relacje
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z inwazyjnością rodziny w sprawach finansowych i relacyjnych?
Sandra
Karolina Grabka
Dzień dobry Pani Sandro :)
To, że blokuje się Pani w rozmowach z ciocią na temat finansów, ma bardzo zrozumiałe podłoże. Z jednej strony jest tam doświadczenie poprzedniego związku, w którym została Pani oszukana, z drugiej - obecne rozmowy, w których Pani kompetencje i decyzje są podważane. Organizm czasami reaguje napięciem i „zamrożeniem” wtedy, gdy rozmowa dotyka obszaru wstydu, lęku albo poczucia bycia ocenianą. W takich sytuacjach pomocne bywa wprowadzenie jasnych, ale spokojnych granic. Nie musi to przyjmować formy kłótni ani ostrej konfrontacji. Czasem wystarczą krótkie, powtarzalne komunikaty doceniające wsparcie/troskę, lecz stawiające granicę. Być może ważne jest by nie wchodzić w tłumaczenie się, udowadnianie czy szczegółowe wyjaśnianie rachunków - zdarza się, że to tylko otwiera przestrzeń do dalszej kontroli. W komunikacji warto skupić się na naszych emocjach X w sytuacji zachowania Y. Stawianie granic nie oznacza odrzucenia drugiej osoby, tylko ochronę siebie. To proces, który często wymaga czasu i powtarzalności, zwłaszcza w relacjach rodzinnych, gdzie role „opiekuńcze” utrwaliły się lata wcześniej. Jeśli temat nadal będzie Panią silnie blokował warto rozważyć omówienie go z psychologiem z którym już Pani pracuje. Na spotkaniach ze specjalistą zazwyczaj jest możliwość przećwiczenia takich rozmów.
Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia!
Karolina Grabka
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Patrycja Stajer
Dzień dobry,
A co złego jest w pomyśle Cioci, żeby partner więcej dokładał się do wspólnego gospodarstwa skoro zarabia więcej? Czemu nie można ustalić równego % wkładu, każdego z Państwa ?
Nie wiem też czy dobrze zrozumiałam, ale to Pani jest właścicielką mieszkania ? Kupiła je Pani z pomocą ojca, a Pani partner jakoś w tym partycypował ?
Zdaje się że takich pytań można postawić wiele. I zachęcam do takich rozmów i zastanawiania się z własnym psychologiem, bo to on zna Panią najlepiej.
Daria Składanowska
Dzień dobry Pani Sandro,
to, co Pani przeżywa, jest zrozumiałe – ciocia najpewniej kieruje się lękiem i troską, ale wchodzi w obszary, które są już Pani dorosłą odpowiedzialnością. Ma Pani prawo do samodzielnych decyzji i do stawiania granic, nawet jeśli chce Pani zachować relację.
Pomocne może być spokojne, krótkie komunikowanie granic, np. że kwestie finansowe i decyzje w związku są ustalane przez Panią i partnera i nie chce ich Pani omawiać. Warto unikać tłumaczenia się i wchodzenia w dyskusje o pieniądzach, bo to nasila napięcie.
Zablokowanie w rozmowach może mieć związek z wcześniejszym doświadczeniem oszustwa i utraty zaufania – dobrze, że jest Pani już w terapii, to właściwe miejsce, by nad tym pracować. Dbanie o granice nie oznacza odrzucenia bliskiej osoby, lecz ochronę siebie i swojej relacji.
Pozdrawiam,
Składanowska Daria
Zobacz podobne
Jak mam poradzić sobie z alkoholizmem w rodzinie?
Moja mama i brat są uzależnieni, ostatnio zostali aresztowani i będą sądzeni za kilka paragrafów, grozi im do 8 lat więzienia, są oskarżeni o napaść na funkcjonariusza publicznego, oszustwo, pobicie i znęcanie się psychiczne i fizyczne.
Ja mam 17 lat, mam dość tego wszystkiego po prostu...nie mieszkam u siebie w domu, mieszkam u znajomego księdza (jestem w Oazie) a o całej sytuacji dowiedziałem się od policji. I jak mam sobie tak psychicznie z tym poradzić, bo jest bardzo ciężko...?
Moim problemem jest brak jakiejkolwiek sprawczości w życiu. Czuję, że jako nastolatka zostałam złamana przez nadopiekuńcze, toksyczne i nerwowe mamę z babcią. Nic mi nie było wolno, ciągle tylko awantury i znęcanie się psychiczne. Dziś nam 40 lat i jestem na całkowitym utrzymaniu mamy i babci. Za sobą mam 20 lat próbowania różnorakich prac, różnego typu: od prac biurowych, przez związane z moim hobby, po prace fizyczne. Niestety rezygnowałam (lub wyrzucano mnie) z jednego z dwóch powodów: albo nie dawałam sobie rady (mam słaby intelekt, a także jestem słaba fizycznie) albo nie wytrzymywalam tego zamknięcia w pracy. Czułam się jak w pułapce, jakby każda komórka mojego ciała krzyczała, że chce się wydostać. Wiem, że to nieodpowiedzialne, dziecinne, jak głupi, zbuntowany małolat, a nie 40-letnia baba, ale za każdym razem nie wytrzymywałam i dosłownie uciekałam z pracy jak z pułapki. W tej chwili mam już tak mało sił, że nie wierzę, że jeszcze kiedykolwiek ucieknę mamie. Ale chciałabym dać sobie radę, chociażby dorabiając jakieś drobne. Nie stać mnie na terapię, na nfz już byłam, nie pomogło, pan stwierdził, ze widocznie mi za dobrze, że siedzę w tej bezradności. Proszę o pomoc.

