Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z żałobą po poronieniu i poczuciem winy za wcześniejsze myśli?

Treść wrażliwa
Półtora miesiąca temu poroniłam w 10 tygodniu ciąży, serce przestało bić w 6 tygodniu. Nie mogę dojść do siebie po tej stracie. Kiedy dowiedziałam się o ciąży byłam załamana, miałam napady paniki ponieważ byłam 5 miesięcy po porodzie, bałam się jak sobie poradzę. Nie chciałam tej ciąży, wciąż powtarzałam że lepiej by było gdybym poroniła. I tak się stało. Wiem że od mówienia tego nie wywołałam poronienia ale nie mogę poradzić sobie z żalem i złością do siebie że tak właśnie myślałam i mówiłam, że nie chciałam tego maleństwa, wypierałam je i myślałam że będzie problemem. Nie zachowałam się jak matka która ma w sobie kolejne dziecko. Nie potrafię nazywać się mama, mam wstręt do siebie. Moj pierwszy rok macierzyństwa zamienił się w koszmar i mimo że moje pierwsze dziecko daje mi mnóstwo radości i miłości to z tyłu głowy pozostaje nie chęć do siebie. Jak wybaczyć sobie tamten czas, jak przeżywać żałobę skoro byłam taka okrutna. Jak iść dalej?
Ryszard Salmanowicz

Ryszard Salmanowicz

W naszej kulturze istnieje wiele tabu i mitów związanych z rodzicielstwem, szczególnie z macierzyństwem. Te tabu i mity przeradzają się w oczekiwania. Tych oczekiwań nie da się spełnić. Proszę zauważyć, nawet napisała Pani, że nie zachowała się "jak matka". Proszę też zobaczyć, jak naładowany jest to przekaz do samej siebie - tak jakby istniała idealna rola, mityczna, do której została nagle Pani powołana i która wymaga totalnego poświęcenia siebie - chociażby poświęcenia własnej agresji, rozdrażnienia, niechęci i strachu. W naszym wyobrażeniu matka nie ma tych cech dla dobra dziecka, nawet tego nienarodzonego.

 

To jest śmiertelnie szkodliwe idealizowanie roli, roli czysto kulturowej. Akceptowanie tych wymogów wyborażenia o roli matki sprawia, że samemu ma się podświadomą niechęć do dziecka, bo ciężar takiego "zatracenia siebie" w relacji z dzieckiem, jest, realistycznie, nie do uniesienia. Nie da się pozbyć niechęci czy nawet nienawiści. O tym jest chociażby sławna książka pisarki Mary Shelly, Frankenstein. Ona nie jest dosłownie o potworze, ona jest o potworze w samym sobie, którego boi się każda matka.

 

I tutaj jest odpowiedź na Pani pytanie: trzeba przepracować i zrozumieć, że oschłość, czy nawet okrutność w myślach, nie jest czymś złym - dosłownie na odwrót! To że one są wyrażane jako myśli, że docierają do świadomości, jest czymś bardzo dobrym i dobrze o Pani świadczy, bo udawanie, że ich nie ma, doprowadziłoby do czegoś o wiele okropniejszego dla dziecka, niż Matka, która totalnie naturalnie przeżywa zdrową niechęć do odpowiedzialności rodzicielskiej - coś o wiele gorszego: matka, która udaje, że jej nie ma i że jest aniołem, a nie człowiekiem. Dziecko, nawet to nienarodzone, nie potrzebuje anioła, potrzebuje miłości prawdziwego człowieka, a w tym też są te aspekty, jak to się mówi w psychologii głębi, cienia: niechęci, nienawiści, oschłości.

 

Innymi słowy, musi Pani zrewidować własne i kulturowe wymagania jakie się narzuca rodzicom, a potem odnieść to do własnej sytuacji. Taka głęboka i bolesna analiza sprawi, że zrozumie Pani, że paradoksalnie dała Pani temu dziecku coś, czego wielu rodziców nie daje przez całe życie: kontakt z prawdziwą osobą, nie z rolą czy oczekiwaniem. A to jest definicja prawdziwej, głębokiej miłości.

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Rembecka (Roguska)

Katarzyna Rembecka (Roguska)

Dzień dobry,

 

to, czego Pani teraz doświadcza, musi być ogromnie trudne - żałoba połączona z poczuciem winy z powodu pierwszych myśli o ciąży, to bardzo skomplikowane emocje. Proszę nie zostawać z tym samej. Choć jak przy każdej żałobie potrzebny jest czas, myślę, że także rozmowa ze specjalistą mogłaby przynieść Pani ulgę i pomóc poukładać te uczucia. Proszę zrobić to dla siebie, a także z myślą o swoim dziecku, które bardzo potrzebuje Pani silnej i spokojnej.

Wszystkiego dobrego! 
Katarzyna Rembecka 

1 dzień temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Dzień dobry

 

   Jest mi niezmiernie przykro z powodu tego, co Panią spotkało.  To jest dla Pani bez wątpienia niezmiernie trudne do akceptacji a poczucie winy Panią przytłacza. A prawda jest taka, że nie ma w  tym Pani winy. Samymi myślami nie można dokonać czegoś co spotkało Pani dziecko. Wiele kobiet neguje ciąże, gdyż nie zawsze jest ona chciana itd.  pani sama  w sobie jest bohaterką gdyż postanowiła Pani urodzić to dziecko. Mimo wszystko. A teraz Pani prawdopodobnie w depresji obarcza siebie winami za to, co się wydarzyło. Nie dziwi mnie to. Doświadczyła Pani traumatycznego wydarzenia, które nie było dla Pani obojętne. Potrzebuje Pani wsparcia psychologa oraz wsparcia psychoterapeuty w nurcie poznawczo - behawioralnym. Proszę z tym nie czekać. I proszę pozwolić sobie na przejście przez wszystkie fazy żałoby. Terapia pomoże Pani odbudować pozytywny obraz samej siebie. Proszę iść do specjalisty. Życzę dużo sił

 

 

Piotr Ziomber psycholog

1 dzień temu
Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Bardzo mi przykro, że przez to Pani przechodzi. I chcę powiedzieć jedną ważną rzecz na początku - Pani myśli i lęki z tamtego czasu nie są „okrucieństwem”, tylko reakcją organizmu przeciążonego strachem, świeżym macierzyństwem i kolejną ciążą.

To, że pojawiały się myśli „nie chcę tego dziecka” albo „boję się, że sobie nie poradzę”, nie oznacza, że była Pani złą matką. To były myśli kogoś, kto był w ogromnym napięciu i próbował sobie poradzić z czymś, co było za trudne na tamten moment.

Poronienie samo w sobie jest stratą, a Pani przeżywa coś jeszcze trudniejszego - żałobę po dziecku i jednocześnie silne poczucie winy za własne myśli sprzed straty. To bardzo częste w takich sytuacjach, ale też bardzo obciążające, bo umysł zaczyna szukać winy, żeby znaleźć sens w tym, co się stało.

Prawda bardziej bolesna, ale też uwalniająca - Pani nie miała wpływu na to, że serce przestało bić, a myśli, które Pani wtedy miała, były próbą poradzenia sobie z lękiem, nie decyzją o odrzuceniu dziecka.

W żałobie nie trzeba zaczynać od wybaczenia sobie na siłę. Czasem pierwszym krokiem jest przesunięcie myśli z „jestem okrutna” na „byłam w bardzo trudnym stanie i robiłam wtedy, co umiałam, żeby przetrwać”.

Jeśli mogę Pani coś delikatnie zaproponować - warto byłoby porozmawiać z psychologiem albo terapeutą pracującym z żałobą po stracie ciąży. Nie po to, żeby „usprawiedliwić” te myśli, ale żeby odciążyć Panią z poczucia winy, które nie należy do Pani w takim stopniu, jak Pani czuje.

To, co Pani przeżywa, to nie brak miłości do dziecka. To bardzo ciężkie połączenie żałoby i winy. I z tego da się powoli wychodzić, ale nie przez karanie siebie. 

 

Pozdrawiam i życzę dużo siły,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog okołoporodowy

1 dzień temu
dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Brak zaufania do diagnozy ADHD, borderline i dystemii po 7 spotkaniach – skad moja niepewnosc?
Czesc, mam 27 lat. Nie szukam tu diagnozy, ją dostalem, ale jestem na tyle zepsuty, ze w nią nie wierze - bo to jedno z moich zaburzeń, wszedzie szukam drugiego dna, kurwa wszędzie.      Od paru lat, moze 7, zgaslo we mnie calkowicie zycie, chodze, smieje sie, funkcjonuje, mam prace, ale wszystko jest szare. Cale zycie bylem troche inny,  moze dziwny? Ciezko opisac...dorastalem w domu gdzie ciągle byla za wszystko krytyka, krzyk i zawsze byłem "niewystarczający". Nie było patologi, nie bylo przemocy fizycznej, alkoholu (nadmiernego), mialem co jesc, ale czulem sie opuszczony, jakos niedopoeszcozny emocjonalnie.       Jak wspominalem, za wszystko byl krzyk ojca, krytyka, obrazanie mnie (to podobno mialabyc motywacja zebym sie starał), odebralo mi to calkowicie pewnosc siebie...w wieku 27 lat bedac mezczyzną płacze wieczorem, boje sie cokolwiek zrobic, zmienic prace, odezwac bo mam w glowie krzyk ojca i to, ze jestem beznadziejny.     Wracajac, mam ogromną labilnosc emocjonalną, bez hamulcow, z dnia na dzien potrafi mi cos przeskoczyc, ze nie wychpdze z pokoju, w ciagu dnia tez od 0 do 100 i spowrotem do 0... ciągle pdczuwam zmęczenie, CIĄGLE.    Zadnych narkotykow, zadnych fajek, bez alko, zdrowy tryb zycia, a ja ciągle nie mam siły, zrobione wszystkie badania krwi, wszystko git, modlilem ske zeby wkoncu mi wyszla jakas choroba zebym wiedzial na co sie leczyc, alw nie, wszystko dobrze.   Az przyszedl tamten rok, gdzie mnie totalnie wyrzuciło mnie z butów... spanie po 10 godzin, mgla mozgowa, jakbym to nie ja zyl, patezylem na wszystko z boku, totalnie wybrakowanie z emocji, wszystko podbarwione chorym przejmowaniem sie wojną, ale to takim chorym...     Poszwdlem do psychiatry, dostalem leki na depresje, lęki itd.. postawilo mi to o tyle na nogi, ze poszedlem do psychologa klinicznego, diagnoza: ADHD umiarkowane, bordeline ciche, cechy osoby unikającej i kompulsywnej, autyzm do dalszej analizy (nie jest pewna) i dystemia,  dysocjacje.. Czy diagnoza po 7 spotkaniach (SAMO DIVA bylo na 3) jest bardzo rzetelna? Psycholog kliniczny z tytulem doktora.. skad moze wynikac moja niepewnosc? Klamalem tam? O co chodzi
Mianowicie bardzo często zdarza się, że płaczę bądź jestem smutna bez powodu lub z powodu małych błahostek
Cześć, mam pewien problem ze sobą. Mianowicie bardzo często zdarza się, że płaczę bądź jestem smutna bez powodu lub z powodu małych błahostek. Kiedyś nie było to bardzo uciążliwe, ale odkąd mam chłopaka, to trochę przeszkadza. Sytuacja wygląda tak, że leżę u niego i nagle bez powodu jestem smutna i czasami zaczynam płakać. On widzę, że się o mnie martwi i myśli, że to przez niego, a ja nie potrafię mu wytłumaczyć, że to tak samo z siebie i on nie jest niczemu winny...
Czy mogę odczuwać smutek i mieć depresję przy idealnym życiu?
Mam 23 lata, nie umiem stwierdzić czy kiedykolwiek byłam szczęśliwa, raczej bym to określiła tak, że są weselsze momenty w moim życiu. Jest mi bardzo źle i głupio z tym, że doskonale wiem że ludzie mają bardzo ciężko w życiu. Sytuacje rodzinne, problemy finansowe, nieuleczalne choroby, a ja można powiedzieć że mam „idealne życie”. Nie mam takich problemów, problemem jestem ja sama, wszystko mnie przytłacza, ciągle płaczę, cały czas się denerwuję, ludzie w sklepie doprowadzają mnie do furii. Mój najgorszy problem jest taki, że nie wiem co robić jak skończę studia. Jednocześnie nikt na mnie nie wywiera żadnej presji, ja sama to robię. I brzmi to żałośnie przy wszystkich problemach świata, że ja sobie nie radzę w życiu. Strasznie się wszystkim przejmuję, najmniejsza sprzeczka z kimś wywołuje u mnie silne emocje, w nocy jak zacznę zbyt o wszystkim myśleć to płaczę tak, że nie mogę się uspokoić. Innym aspektem jest to, że sama sobie diagnozuję choroby. I mam świadomość, że jest to głupie, ale jak tylko czytam coś i objawy mi pasują to jestem wręcz przekonana. Podchodziłam do tego z dystansem, ale czasem myślę że mogę mieć depresję lub zaburzenia lękowe, bo widzę że ludzie się nie zachowują jak ja, nie reagują i myślą pozytywnie. Też mnie zastanawia czy nie jest to robienie z siebie ofiary, bo nie umiem sobie poradzić z własnym życiem? Że łatwiej jest stwierdzić, że musi coś być ze mną nie tak, ale nie chodzę i nie wmawiam ludziom że mam depresję nie mając jej zdiagnozowanej. Wiem, że powinnam się wybrać do psychologa, nawet dla spokoju, żeby stwierdził, że na nic nie choruję, ale jak myślę o opowiadaniu o tym komuś na żywo, właśnie nie mając podstaw do bycia nieszczęśliwą to już mi się chcę płakać na samą myśl takiej sytuacji. Powinnam być szczęśliwa mając pełną, zdrową, normalną rodzinę i dobrą sytuację finansową. Więc właściwie nie wiem o co chcę zapytać, może o to czy powinnam się tak czuć. Czy lekarz mnie oceni? Czy moje zachowania na coś wskazują? Czy jest to robienie z siebie ofiary? Czy są takie przypadki, gdzie wszystko w życiu teoretycznie jest okej, ale w głowie wszystko wariuje?
TW. Jak radzić sobie z poczuciem pustki, agresją i lękiem przed odrzuceniem?

Mam 16 lat i odczuwam głębokie uczucie pustki oraz dezorientacji, które towarzyszy mi na co dzień. Często czuję się zagubiona, nie wiedząc, gdzie się znajduję ani kim naprawdę jestem, co wprowadza mnie w stan frustracji i zniechęcenia. Zmagam się z problemami z agresją, które przejawiają się w skrajnych reakcjach – zdarza mi się rzucać na moją dziewczynę, wyzywać ją i angażować się w bójki, co sprawia, że nasza relacja staje się coraz bardziej napięta. Czuję także silną potrzebę wyładowania swojej złości na innych, co prowadzi mnie do myśli o pobiciu kogoś, gdy coś mnie zdenerwuje. 

Kiedy doświadczam krzywdy ze strony innych, pojawiają się w mojej głowie myśli o zrobieniu sobie krzywdy lub chęci, by trafić do szpitala, aby inni mogli poczuć wyrzuty sumienia i w końcu zauważyć, że naprawdę źle się czuję. 

Odczuwam głęboki lęk związany z odrzuceniem i nieustannie boję się, że ktoś bliski może mnie zostawić, co dodatkowo potęguje moje negatywne emocje. Często mam chwile, gdy wydaje mi się, że wszystko może się poprawić, ale nagle doznaję załamania, staję się smutna i zaczynam płakać, co sprawia, że czuję się jeszcze bardziej bezradna. 

W moim domu panowała przemoc emocjonalna ze strony ojca, co z pewnością miało ogromny wpływ na moje zachowanie i sposób, w jaki postrzegam siebie oraz innych. 

Boję się samotności, zwłaszcza w sytuacjach, gdy moja dziewczyna potrzebuje czasu dla siebie, co dodatkowo wzmacnia moje obawy. 

W trudnych momentach często sięgam po alkohol i palę papierosy, sądząc, że to sposób na radzenie sobie z emocjami, które mnie przytłaczają. Miałam także groźby dotyczące zrobienia sobie krzywdy lub okaleczenia się, co jest dla mnie bardzo niepokojące. Bliscy zauważają, że mogą występować u mnie problemy, które sugerują zaburzenia osobowości. Chciałabym zasięgnąć porady psychologicznej, ale odczuwam ogromny strach przed wizytą, co sprawia, że nie potrafię podjąć tego kroku. Czy to na coś wskazuję?

Jak poradzić sobie z samotnością i poczuciem utknięcia na emigracji?

Dzień dobry. Mam problem ze swoimi emocjami. Od kilku lat mieszkam z rodziną za granicą. Emigracja była moim pomysłem, ponieważ chciałam coś zmienić w swoim życiu. Teraz mija piąty rok tutaj, a ja nadal nie mogę się odnaleźć. Czuję się tu bardzo samotna, a wszystko wokół wydaje się obce. Nie zbudowałam tutaj żadnych bliższych relacji, nie spotykam się z nikim po pracy, nie rozwijam się. Po prostu utknęłam. Każdego ranka toczę walkę sama ze sobą, żeby wstać z łóżka. Nienawidzę mojej pracy, a poza nią nie robię tu nic innego. Praca mojego męża zabiera mu cały czas. Kiedy już jest w domu, zasypia ze zmęczenia na kanapie. Moje dzieci odnalazły się tu lepiej, choć jeden z synów (przez początkowe trudności z akceptacją wśród nowych rówieśników) także stał się bardziej zamknięty w sobie. Jedynym plusem naszego wyjazdu jest to, że poprawiła nam się sytuacja materialna. To jest główny powód, dla którego mój mąż nie chce słyszeć o powrocie do Polski. Mówi, że tam będziemy zaczynać od zera. Fakt, będziemy musieli znaleźć nową pracę, ja będę musiała się przebranżowić, on prawdopodobnie też. Będziemy musieli mieszkać w gorszych warunkach, ponieważ w Polsce mamy malutkie mieszkanie. Jeśli chcielibyśmy kupić większe, to czeka nas kredyt. Mój mąż twierdzi, że żyję marzeniami, że na własne życzenie nie potrafię być szczęśliwa. A ja nie mam ochoty spędzić tutaj kolejnego roku życia. Czuję, że życie ucieka mi przez palce, że w Polsce mogłabym się wykształcić i rozwijać. Czuję się jak w klatce. Tutaj mamy dobre warunki i stabilną sytuację materialną, ale nic poza tym. Mam 37 lat i nie mam życia. W Polsce miałabym życie, ale nic poza tym nie jest pewne. Jestem potwornie zagubiona, nie wiem, co mam zrobić. Nie chcę zmarnować kolejnych lat życia na wegetacji w miejscu, którego nienawidzę.

kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!