Aplikacja TwójPsycholog wsparcie, które masz zawsze pod ręką
pobrań
70 tys.+
App Store
4,8
Google Play
4,6
Oceny na podstawie kilkuset opinii w sklepach
Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak radzić sobie z żałobą po poronieniu i poczuciem winy za wcześniejsze myśli?

Treść wrażliwa
Półtora miesiąca temu poroniłam w 10 tygodniu ciąży, serce przestało bić w 6 tygodniu. Nie mogę dojść do siebie po tej stracie. Kiedy dowiedziałam się o ciąży byłam załamana, miałam napady paniki ponieważ byłam 5 miesięcy po porodzie, bałam się jak sobie poradzę. Nie chciałam tej ciąży, wciąż powtarzałam że lepiej by było gdybym poroniła. I tak się stało. Wiem że od mówienia tego nie wywołałam poronienia ale nie mogę poradzić sobie z żalem i złością do siebie że tak właśnie myślałam i mówiłam, że nie chciałam tego maleństwa, wypierałam je i myślałam że będzie problemem. Nie zachowałam się jak matka która ma w sobie kolejne dziecko. Nie potrafię nazywać się mama, mam wstręt do siebie. Moj pierwszy rok macierzyństwa zamienił się w koszmar i mimo że moje pierwsze dziecko daje mi mnóstwo radości i miłości to z tyłu głowy pozostaje nie chęć do siebie. Jak wybaczyć sobie tamten czas, jak przeżywać żałobę skoro byłam taka okrutna. Jak iść dalej?
Ryszard Salmanowicz

Ryszard Salmanowicz

W naszej kulturze istnieje wiele tabu i mitów związanych z rodzicielstwem, szczególnie z macierzyństwem. Te tabu i mity przeradzają się w oczekiwania. Tych oczekiwań nie da się spełnić. Proszę zauważyć, nawet napisała Pani, że nie zachowała się "jak matka". Proszę też zobaczyć, jak naładowany jest to przekaz do samej siebie - tak jakby istniała idealna rola, mityczna, do której została nagle Pani powołana i która wymaga totalnego poświęcenia siebie - chociażby poświęcenia własnej agresji, rozdrażnienia, niechęci i strachu. W naszym wyobrażeniu matka nie ma tych cech dla dobra dziecka, nawet tego nienarodzonego.

 

To jest śmiertelnie szkodliwe idealizowanie roli, roli czysto kulturowej. Akceptowanie tych wymogów wyborażenia o roli matki sprawia, że samemu ma się podświadomą niechęć do dziecka, bo ciężar takiego "zatracenia siebie" w relacji z dzieckiem, jest, realistycznie, nie do uniesienia. Nie da się pozbyć niechęci czy nawet nienawiści. O tym jest chociażby sławna książka pisarki Mary Shelly, Frankenstein. Ona nie jest dosłownie o potworze, ona jest o potworze w samym sobie, którego boi się każda matka.

 

I tutaj jest odpowiedź na Pani pytanie: trzeba przepracować i zrozumieć, że oschłość, czy nawet okrutność w myślach, nie jest czymś złym - dosłownie na odwrót! To że one są wyrażane jako myśli, że docierają do świadomości, jest czymś bardzo dobrym i dobrze o Pani świadczy, bo udawanie, że ich nie ma, doprowadziłoby do czegoś o wiele okropniejszego dla dziecka, niż Matka, która totalnie naturalnie przeżywa zdrową niechęć do odpowiedzialności rodzicielskiej - coś o wiele gorszego: matka, która udaje, że jej nie ma i że jest aniołem, a nie człowiekiem. Dziecko, nawet to nienarodzone, nie potrzebuje anioła, potrzebuje miłości prawdziwego człowieka, a w tym też są te aspekty, jak to się mówi w psychologii głębi, cienia: niechęci, nienawiści, oschłości.

 

Innymi słowy, musi Pani zrewidować własne i kulturowe wymagania jakie się narzuca rodzicom, a potem odnieść to do własnej sytuacji. Taka głęboka i bolesna analiza sprawi, że zrozumie Pani, że paradoksalnie dała Pani temu dziecku coś, czego wielu rodziców nie daje przez całe życie: kontakt z prawdziwą osobą, nie z rolą czy oczekiwaniem. A to jest definicja prawdziwej, głębokiej miłości.

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Katarzyna Rembecka (Roguska)

Katarzyna Rembecka (Roguska)

Dzień dobry,

 

to, czego Pani teraz doświadcza, musi być ogromnie trudne - żałoba połączona z poczuciem winy z powodu pierwszych myśli o ciąży, to bardzo skomplikowane emocje. Proszę nie zostawać z tym samej. Choć jak przy każdej żałobie potrzebny jest czas, myślę, że także rozmowa ze specjalistą mogłaby przynieść Pani ulgę i pomóc poukładać te uczucia. Proszę zrobić to dla siebie, a także z myślą o swoim dziecku, które bardzo potrzebuje Pani silnej i spokojnej.

Wszystkiego dobrego! 
Katarzyna Rembecka 

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

  Dzień dobry

 

   Jest mi niezmiernie przykro z powodu tego, co Panią spotkało.  To jest dla Pani bez wątpienia niezmiernie trudne do akceptacji a poczucie winy Panią przytłacza. A prawda jest taka, że nie ma w  tym Pani winy. Samymi myślami nie można dokonać czegoś co spotkało Pani dziecko. Wiele kobiet neguje ciąże, gdyż nie zawsze jest ona chciana itd.  pani sama  w sobie jest bohaterką gdyż postanowiła Pani urodzić to dziecko. Mimo wszystko. A teraz Pani prawdopodobnie w depresji obarcza siebie winami za to, co się wydarzyło. Nie dziwi mnie to. Doświadczyła Pani traumatycznego wydarzenia, które nie było dla Pani obojętne. Potrzebuje Pani wsparcia psychologa oraz wsparcia psychoterapeuty w nurcie poznawczo - behawioralnym. Proszę z tym nie czekać. I proszę pozwolić sobie na przejście przez wszystkie fazy żałoby. Terapia pomoże Pani odbudować pozytywny obraz samej siebie. Proszę iść do specjalisty. Życzę dużo sił

 

 

Piotr Ziomber psycholog

Katarzyna Świdzińska

Katarzyna Świdzińska

Dzień dobry, 

 

Bardzo mi przykro, że przez to Pani przechodzi. I chcę powiedzieć jedną ważną rzecz na początku - Pani myśli i lęki z tamtego czasu nie są „okrucieństwem”, tylko reakcją organizmu przeciążonego strachem, świeżym macierzyństwem i kolejną ciążą.

To, że pojawiały się myśli „nie chcę tego dziecka” albo „boję się, że sobie nie poradzę”, nie oznacza, że była Pani złą matką. To były myśli kogoś, kto był w ogromnym napięciu i próbował sobie poradzić z czymś, co było za trudne na tamten moment.

Poronienie samo w sobie jest stratą, a Pani przeżywa coś jeszcze trudniejszego - żałobę po dziecku i jednocześnie silne poczucie winy za własne myśli sprzed straty. To bardzo częste w takich sytuacjach, ale też bardzo obciążające, bo umysł zaczyna szukać winy, żeby znaleźć sens w tym, co się stało.

Prawda bardziej bolesna, ale też uwalniająca - Pani nie miała wpływu na to, że serce przestało bić, a myśli, które Pani wtedy miała, były próbą poradzenia sobie z lękiem, nie decyzją o odrzuceniu dziecka.

W żałobie nie trzeba zaczynać od wybaczenia sobie na siłę. Czasem pierwszym krokiem jest przesunięcie myśli z „jestem okrutna” na „byłam w bardzo trudnym stanie i robiłam wtedy, co umiałam, żeby przetrwać”.

Jeśli mogę Pani coś delikatnie zaproponować - warto byłoby porozmawiać z psychologiem albo terapeutą pracującym z żałobą po stracie ciąży. Nie po to, żeby „usprawiedliwić” te myśli, ale żeby odciążyć Panią z poczucia winy, które nie należy do Pani w takim stopniu, jak Pani czuje.

To, co Pani przeżywa, to nie brak miłości do dziecka. To bardzo ciężkie połączenie żałoby i winy. I z tego da się powoli wychodzić, ale nie przez karanie siebie. 

 

Pozdrawiam i życzę dużo siły,

Katarzyna Świdzińska, Psycholog okołoporodowy

Paulina Duda

Paulina Duda

Dzień dobry, 

doświadczyła Pani w bardzo krótkim czasie dwóch niezwykle obciążających wydarzeń – połogu i opieki nad małym dzieckiem, a następnie kolejnej, niespodziewanej ciąży. Pojawienie się lęku, niepewności czy ambiwalentnych uczuć wobec ciąży w takiej sytuacji jest częstym doświadczeniem. Obecnie jednak, po stracie ciąży, towarzyszy Pani silne poczucie winy i przekonanie, że wcześniejsze myśli świadczą o Pani jako matce. Wydaje się, że obok żałoby po utracie dziecka mierzy się Pani również z bardzo surową oceną samej siebie.

Opisuje Pani nasilone cierpienie emocjonalne, trudność w zaakceptowaniu własnych uczuć i utrzymującą się niechęć wobec siebie. Są to ważne sygnały, że warto rozważyć podjęcie psychoterapii. Praca terapeutyczna może stworzyć bezpieczną przestrzeń do przeżycia żałoby, zrozumienia własnych emocji związanych zarówno z ciążą, jak i jej stratą, oraz stopniowego zmniejszenia obciążającego poczucia winy.

 

Pozdrawiam

Paulina Duda 

Psychoterapeuta CBT

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Czytając Pani słowa, czuję ogromny smutek, żal i poczucie winy, z którymi została Pani sama. Mam jednak wrażenie, że dziś ocenia Pani siebie z perspektywy straty a nie z perspektywy kobiety, którą była Pani wtedy tj. zmęczonej, przerażonej i kilka miesięcy po porodzie. Wspomniala Pani „nie potrafię nazywać się mamą” a przecież każdego dnia jest Pani mamą dla swojego dziecka czyli obecną, kochającą i troszczącą się. Myślę sobie, to, że bała się Pani kolejnej ciąży, nie przekreśla tej miłości. Może zamiast pytać: „Jak mogłam tak myśleć?”, warto zapytać: „Czego tak bardzo się wtedy bałam?”. Czasem pod niechęcią nie kryje się brak miłości, lecz ogromny lęk przed tym, że nie udźwigniemy kolejnego ciężaru. Proszę spróbować spojrzeć na tamtą siebie z taką samą czułością, z jaką patrzyłaby Pani na bliską kobietę w podobnej sytuacji. 

 

Wszystkiego dobrego.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Sylwia Skibińska

Sylwia Skibińska

Dzień dobry,

Bardzo mi przykro z powodu Pani straty. To, że na początku ciąży towarzyszył Pani lęk, nie oznacza, że jest Pani winna poronienia. Wiele kobiet w nieplanowanej lub trudnej ciąży doświadcza ambiwalentnych uczuć – to naturalna reakcja i nie ma wpływu na przebieg ciąży. Teraz przeżywa Pani żałobę, której często towarzyszy poczucie winy. Warto dać sobie prawo do tych emocji i porozmawiać o nich z psychologiem. Z czasem możliwe jest zarówno przeżycie tej straty, jak i wybaczenie sobie. Proszę pamiętać, że trudne myśli nie są tym samym co intencje czy sprawczość.


Zobacz podobne

Co powinnam zrobić, aby zapanować nad niekontrolowanym wybuchami złości?
Co powinnam zrobić, aby zapanować nad niekontrolowanym wybuchami złości? Wszystko jest w porządku, a nagle się wściekam i krzyczę na partnera. Ostatnio nawet rozwaliłam drzwi w ataku.
Zmagania z zaburzeniami lękowo-depresyjnymi: Czy można je wyleczyć?
Witam. Mam 37 lat. Od półtora roku zmagam się z koszmarem jakim są zaburzenia lekowo depresyjne. Od półtora roku leczę się farmakologicznie zaczynałem od depralinu który zażywałem 3 miesiące w dawce 20mg ale nie było poprawy później depratal z egzysta ale też nic nie pomogło później anafranil który źle wpłynął na moją wątrobe później leczyłem się esketamina ale i ona nic nie pomogła a teraz od dwóch tygodni biorę paroksetyne. Zacząłem też psychoterapię . Codzienne życie to koszmar ciągle lęki natrętnr myśli natłok myśli depresja. Tracę nadzieję że wogole kiedykolwiek mi to przejdzie. Cierpię ja i moja żona która mimo że mnie wspiera też już traci nadzieję i cierpliwość Czy można ta chorobę wyleczyć? Jak sobie z tym wszystkim radzić. Proszę o pomoc. Pozdrawiam
Jak pomóc narzeczonej podejrzewanej o schizofrenię i zmagającą się z bólem głowy oraz lękami?
Cześć, bardzo proszę o pomoc i wskazówki bo już zaczynam opadać z sił i odczuwam niemoc. Podejrzewam u narzeczonej schizofrenie (chyba paranoidalną) w jej rodzinie 2 lata temu starszy brat został zdiagnozowany z tą przypadłością. Narzeczona odczuwa od pół roku w losowych momentach dnia bóle głowy i "piszczenie w uszach" którego nie potrafi opisać. Rok temu mówiła, że nie czuje się bezpiecznie w pracy, że ludzie z jej służbowego otoczenia chcą jej uprzykrzyć życie i ją obgadują (a wiem że była lubiana w pracy bo znałem część tych osób). Później zaczęły się pytanie odnośnie możliwości podsłuchiwania jej telefonu (czy tak się da i czy ktoś z pracy mógł jej tak zrobić) oraz pozycji GPS telefonu, co wzbudziło moje obawy. Później poszła do psychologa albo psychiatry żeby załatwić sobie zwolnienie z pracy bo nie chciała już tam dłużej chodzić, dostała po prostu jakieś małe żółte tabletki na uspokojenie i na lepszy sen. Pół roku temu zwolniła się z pracy. Obecnie szuka pracy i piszę pracę licencjacką, którą twierdzi że nie jest w stanie ukończyć bo "Ci ludzie z pracy" się na nią uwzięli i dalej wpływają na jej życie powodując te bóle głowy i piszczenie w uszach w momencie jak siada do pisania pracy oraz, że bywa śledzona. Była z tymi bólami głowy u neurologa (TK i rezonans magnetyczny), laryngologa, badała kręgosłup (na potencjalne uciski kręgów) i nic nie wyszło. Powoli mam wrażenie, że wchodzi też początek depresji bo twierdzi, że po co się starać i cokolwiek robić skoro i tak nic się nie zmieni. Jak tylko wspominam o psychiatrze to twierdzi, że już była i bierze te leki i nic nie pomaga i że ja jej nie wierzę i chce na siłę zrobić z niej wariatkę bo szufladkuje ją ze względu na to, że jej brat choruje. Ma również straszne wahania nastrojów, jednego dnia kocha mnie i wyznaje mi miłość i snuje ze mną dalsze plany na przyszłość, a następnego, że życie nie ma sensu bo ona nie ma na nie wpływu tylko osoby trzecie i po co się starać. Kocham ją całym sercem i chce pomóc w jakikolwiek sposób ale mam wrażenie, że sam sobie nie poradzę Zastanawiałem się, czy na spokojnie nie porozmawiać z jej Mamą i wprowadzić ją w temat (mama mieszka na drugim końcu Polski ale rozmawiają ze sobą codziennie przez telefon, ale narzeczona się kryje i nic praktycznie o tym nie mówi), żeby może jakoś razem ją wspierać. Sam już nie wiem co mam robić i wszelkie sposoby pomocy wskazówki będą dla mnie bardzo cenne. Z góry dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Pozdrawiam
Ciągłe zmęczenie pomimo zdrowego trybu życia - czy to problem psychiczny?
Dzień dobry. Mam 18 lat i mam problem, który bardzo utrudnia mi codzienne funkcjonowanie i nie pozwala mi się cieszyć z życia. Otóż od kiedy pamiętam cały czas, niezależnie od ilości snu jestem bardzo zmęczona i wiele razy przez to słyszałam, że jestem odklejona. Staram się chodzić spać i wstawać o tych samych godzinach nawet w wakacje, mimo zmęczenia chodzę dużo na spacery, moja dieta jest raczej w porządku tzn. staram się jeść zdrowo nie licząc odstępstw, które czasami zdarzają się każdemu, piję około 3 litry wody dziennie, unikam kawy i energetyków, bo ani jedno ani drugie nie działa na mnie pobudzająco, moja waga jest prawidłowa do mojego wzrostu i wieku, wszystkie badania w tym hormony,tarczyca i ciśnienie wyszły w porządku. Jakość mojego snu nie jest chyba jakaś zła, czasami uda mi się zasnąć nawet 10 minut po położeniu się, często mam różne sny, które raczej nie wpływają na moje wysypianie się, bo nie są one jakieś straszne. Zazwyczaj mam tak, że wstanę o jakiejś godzinie dajmy na to o 9:00, niby czuję się wyspana i pełna energii, zaczynam mój dzień i po jakimś czasie czuję się taka bez energii, ledwo stoję na nogach, co chwilę ziewam, odczuwam ból głowy i najchętniej położyłabym się jeszcze spać, mimo przespania np. 8 godzin. Oczywiście moje objawy nie mijają w trakcie roku szkolnego i już jadąc do szkoły tramwajem czuję się okropnie, często muszę na lekcji położyć się na ławce i gdyby nie to, że mam na uwadze to, że jestem w szkole na pewno bym tak trochę czasu przespała, nie mam ochoty nawet na rozmowę ze znajomymi przez moje samopoczucie, bo wszystko wokół mnie denerwuje i myślę tylko o powrocie do domu i położeniu się. Moje myśli wyglądają tak jak przez zaśnięciem tzn. losowe zdania/ wspomnienia, które nie mają ładu i składu, ciężko jest mi się przez to skupić na czym kolwiek i nie chcę wtedy, żeby ktokolwiek do mnie zagadywał, bo i tak nic sensownego nie umiem odpowiedzieć i mam wrażenie, że strasznie plącze mi się język. Dużo razy przez to słyszałam, tak jak już wcześniej pisałam, że jestem odklejona, znajomi się ze mnie podśmiechiwali, że chyba za dużo wypiłam. Oczywiście przez mój problem spotykanie się z kim kolwiek również jest katorgą, nie dlatego, że nie lubię ludzi, tylko nie widzę sensu w tym, że ledwo wyjdę i będę ciągle ziewać, wiem przecież, że dla drugiej osoby to też nie jest przyjemne spotykać się z kimś, kto wygląda na znudzonego wszystkim, a to nie o to chodzi, bo ja naprawdę zawsze się na te spotkania bardzo cieszyłam, ale już w autobusie myślałam, że usnę. Czy może to być związane z psychiką ? 10 sierpnia mam pierwszą w życiu wizytę u psychologa i na pewno mu o tym powiem. Pozdrawiam i liczę na jakieś porady, bo niedługo mnie to wykończy.
Jak radzić sobie z opieką nad starzejącą się matką i własnymi emocjami?
Jak znaleźć spokój. 91 matka, całkiem sprawna psychicznie. Ma obok łóżka toaletę przenośną. Używa ją w nocy. Rano wynosi wiaderko do łazienki. Czasem czuje się słaba i prosi, żeby jej wynieść wiaderko. Dzisiaj wynosiła sama i wylała zawartość na swoje łóżko. Puściły mi nerwy. Niedziela, gotuję obiad dla gości. Wszystko do prania i suszenia. Wykrzyczałam jej, że jest podła i ogólnie byłam wściekła. Ona się nie odzywa bo jej krzywdę zrobilam. Opiekuję się nią od 25 lat, nie mam własnej rodziny. Przepisała mi dom, którego już właściwie nie chcę. Ale oszczędności włożyłam w remont. Nie chcę mi się już żyć.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.