Dzień dobry,
bardzo mi przykro z powodu Pani straty. To, co Pani opisuje, jest naturalną reakcją na śmierć kogoś tak bliskiego i ważnego. Żałoba nie przebiega liniowo, chwile względnego spokoju mogą nagle przeplatać się z falą płaczu, bólu i myśli „co by było gdyby”. Pani umysł próbuje zrozumieć coś, co w gruncie rzeczy jest nie do pojęcia i bardzo niesprawiedliwe. Te pytania o lekarzy, cierpienie taty, o to, czy można było zrobić coś inaczej, są częścią żałoby. Widać, jak bardzo była Pani z tatą związana i jak dużo mu Pani dała - obecnością, miłością, troską. Zmęczenie, które się pojawiało, nie odbiera temu żadnej wartości. To, że mimo wszystko jeździła Pani do szpitala, pokazuje ogrom tej więzi. Teraz dodatkowym obciążeniem jest cierpienie mamy, co często sprawia, że własny ból schodzi na drugi plan, choć wcale nie znika.
Na tym etapie najważniejsze jest, by dać sobie prawo do żałoby w takim tempie i kształcie, jakie przychodzą. Pomocne bywa mówienie o osobie którą straciliśmy, płacz, zapisywanie myśli, a także zwykła obecność przy kimś, kto rozumie stratę, nawet bez słów.
Jeśli chodzi o specjalistę, warto szukać psychologa lub psychoterapeuty, który pracuje z żałobą i stratą. Dobrą opcją są też hospicja lub fundacje, które oferują bezpłatne lub niskopłatne wsparcie dla osób w żałobie, nawet jeśli bliski nie był pod ich opieką. Nie jest Pani sama w tym bólu, nawet jeśli teraz tak się wydaje. To, że tak bardzo Pani cierpi, jest świadectwem ogromnej miłości, a nie słabości.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
Weronika Jeka