
- Strona główna
- Forum
- kryzysy
- Jak radzić sobie z...
Jak radzić sobie z żałobą po stracie ojca i wspierać cierpiącą mamę?
Anonim
Dominika Płoucha
Teraz jest Pani trudno i to jest normalne, żałoba to proces, który trzeba przejść .Na początku na pewno była Pani zszokowana , miała chaos w emocjach i myślach , teraz uświadamia sobie Pani stratę . Żałoba składa się z kilku etapów , na koniec jednak przychodzi czas odnowy i reorganizacji i tak też na pewno będzie u Pani i Pani matki . Jeśli czuje Pani potrzebę zachęcam do procesu psychoterapii, który pozwoli płynnie przejść przez wszystkie jej stadia .Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku
Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?
Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!
Klaudia Dynur
Dzień dobry,
bardzo mi przykro z powodu tego, co Panią spotkało.
Pani emocje i myśli są naturalną reakcją na stres oraz żałobę. Proces żałoby przechodzi w kilku fazach : od szoku i otępienia, przez tęsknotę, smutek, żal, złość, dezorganizację, aż po stopniową akceptację i układanie życia, gdy danej osoby już z nami nie ma. Warto zaznaczyć, że długość przechodzenia przez poszczególne etapy jest indywidualna.
Z żałobą powikłaną mamy do czynienia, gdy nasilone są objawy ciężkiej depresji, codzienne funkcjonowanie jest znacznie zaburzone, a faza akceptacji nie nadchodzi. Wówczas zalecana byłaby terapia, w celu poradzenia sobie z żałobą i jej domknięcia.
Jeśli chciałaby Pani uzyskać wsparcie w żałobie, może Pani zwrócić się do psychologa lub psychoterapeuty. Istnieje także fundacja wspierająca osoby doświadczające żałoby -https://naglesami.org.pl.
Pozdrawiam serdecznie
Klaudia Dynur
Psycholog, seksuolog w trakcie szkolenia
Daria Składanowska
Dzień dobry,
dziękuję, że podzieliła się Pani swoją historią. Obecnie jest Pani w żałobie — to naturalne, że pojawiają się trudne i intensywne emocje. Warto dać sobie czas oraz przestrzeń na ich przeżywanie, w swoim tempie.
Dobrym krokiem może być konsultacja z psychologiem lub psychotraumatologiem. Jeśli trudności będą się utrzymywać, na przykład w postaci problemów ze snem czy nasilonego lęku, warto również rozważyć konsultację psychiatryczną.
Życzę Pani wszystkiego dobrego i dużo życzliwości wobec samej siebie.
Pozdrawiam serdecznie,
Składanowska Daria
Marianna Wójcik
Dzień dobry,
Bardzo mi przykro z powodu straty Pani taty. Wyobrażam sobie, jak trudny jest to dla Pani czas. To, co Pani opisuje, naprzemienne chwile w których da się funkcjonować i momenty nagłego płaczu, natłoku myśli są naturalnym elementem przeżywania żałoby.
Prawdą jest, że to, co jest dla nas ważne może powodować cierpienie.
W tym czasie szczególnie ważne jest zadbanie o siebie, na tyle, na ile jest to możliwe. Poniżej kilka rzeczy, które dla wielu osób bywają pomocne w żałobie ale proszę traktować je jako propozycje, a nie obowiązki:
1) Proszę postarać się nie stawiać w sytuacjach, gdzie będzie musiała podejmować Pani kluczowe dla siebie decyzje.
2) W ciągu dnia proszę kontrolować swoje samopoczucie a może w tym pomóc zadawanie sobie pytania - "Czy to co robię, pomaga mi czy szkodzi?". Chodzi o to, by na ile się da wybierać takie czynności i momenty, które przynoszą ulgę, nawet jeśli jest ona niewielka.
3) Warto stopniowo wracać do podstawowej rutyny dnia — snu, posiłków, higieny, drobnych codziennych rytuałów. Może się to wydawać błahe, ale daje poczucie minimalnej stabilności w bardzo niestabilnym czasie.
4) Proszę pomyśleć o to, jak może Pani zadbać o swoje ciało, aktywność, odpoczynek.
Opisała też Pani to, jak piękną relację miała Pani z tatą. Czasem pomocne bywa zastanowienie się nad tym, jak Pani tata chciałby, aby teraz Pani o siebie zadbała? Co By Pani powiedział? Może jakich wspierających słów by użył? Mimo, że to może okazać się trudne to proszę postarać się znaleźć w tym ukojenie.
Jeśli myśli Pani o wsparciu specjalisty, warto poszukać specjalisty, który pracuje z osobami w żałobie lub po stracie. Dobrze zwrócić uwagę na to, czy podczas pierwszego kontaktu czuje się Pani bezpiecznie i wysłuchana, to bardzo ważne.
Proszę dać sobie prawo do przeżywania tego czasu we własnym tempie. To, co Pani czuje, jest odpowiedzią na ogromną miłość i ogromną stratę.
Anna Szczypiorska
Bardzo Ci współczuję straty. To, co opisujesz, naprzemienne momenty „trzymania się” i nagłego zalewu płaczu, myśli „co by było gdyby”, analizowanie leczenia, cierpienia taty to naturalna reakcja na żałobę, szczególnie po długiej hospitalizacji i dużym zaangażowaniu z Twojej strony.
Byłaś przy tacie niemal codziennie. Zmęczenie w trakcie choroby nie oznacza braku miłości - oznacza, że jesteś człowiekiem. Silne poczucie niesprawiedliwości, tęsknota i ból są proporcjonalne do więzi, jaką mieliście.
Warto dać sobie prawo do wszystkich emocji i nie zmuszać się do „bycia silną”, zwłaszcza gdy dodatkowo widzisz cierpienie mamy. Ty też masz prawo do żałoby.
Jeśli myślisz o wsparciu, szukaj psychologa lub psychoterapeuty pracującego z żałobą/stratą. Pomocy można szukać także w poradniach na NFZ. Najważniejsze, byś czuła się wysłuchana i bezpieczna. To bardzo świeża strata ale nie musisz przez to przechodzić sama.
Dorota Figarska
Warto pozwolić sobie na żałobę i wszystkie emocje. Strata boli i to normalne, bo pokazuje, jak bliski był dla Pani Tata. Trudno po czymś takim dojść do siebie w dzień, tydzień czy nawet miesiąc. Rozumiem też, że może Pani potrzebować wsparcia, ale warto potraktować psychologa jako towarzysza, który pomoże Pani poukładać w głowie to, czego Pani doświadcza, a nie jako kogoś, kto zabierze smutek lub złość.
Weronika Jeka
Dzień dobry,
bardzo mi przykro z powodu Pani straty. To, co Pani opisuje, jest naturalną reakcją na śmierć kogoś tak bliskiego i ważnego. Żałoba nie przebiega liniowo, chwile względnego spokoju mogą nagle przeplatać się z falą płaczu, bólu i myśli „co by było gdyby”. Pani umysł próbuje zrozumieć coś, co w gruncie rzeczy jest nie do pojęcia i bardzo niesprawiedliwe. Te pytania o lekarzy, cierpienie taty, o to, czy można było zrobić coś inaczej, są częścią żałoby. Widać, jak bardzo była Pani z tatą związana i jak dużo mu Pani dała - obecnością, miłością, troską. Zmęczenie, które się pojawiało, nie odbiera temu żadnej wartości. To, że mimo wszystko jeździła Pani do szpitala, pokazuje ogrom tej więzi. Teraz dodatkowym obciążeniem jest cierpienie mamy, co często sprawia, że własny ból schodzi na drugi plan, choć wcale nie znika.
Na tym etapie najważniejsze jest, by dać sobie prawo do żałoby w takim tempie i kształcie, jakie przychodzą. Pomocne bywa mówienie o osobie którą straciliśmy, płacz, zapisywanie myśli, a także zwykła obecność przy kimś, kto rozumie stratę, nawet bez słów.
Jeśli chodzi o specjalistę, warto szukać psychologa lub psychoterapeuty, który pracuje z żałobą i stratą. Dobrą opcją są też hospicja lub fundacje, które oferują bezpłatne lub niskopłatne wsparcie dla osób w żałobie, nawet jeśli bliski nie był pod ich opieką. Nie jest Pani sama w tym bólu, nawet jeśli teraz tak się wydaje. To, że tak bardzo Pani cierpi, jest świadectwem ogromnej miłości, a nie słabości.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
Weronika Jeka
Paulina Duda
Bardzo mi przykro z powodu straty Taty. To, co Pani przeżywa — naprzemienne chwile „trzymania się” i nagłe fale płaczu, myśli „co by było gdyby” — jest naturalną reakcją żałoby po kimś tak bliskim. Była Pani przy Nim do końca, a emocje jakie Pani obecnie towarzyszą, mogą świadczyć o sile tej więzi. Nie musi Pani przez to przechodzić sama — w pracy z żałobą pomoże psycholog lub psychoterapeuta pracujący z doświadczeniem straty; warto szukać kogoś, kto wprost zajmuje się żałobą lub wsparciem po doświadczeniach traumatycznych.
Pozdrawiam
Paulina Duda

Zobacz podobne
Bardzo nurtuje mnie, wręcz sprawia to depresję, nie wiem, co myśleć, co robić. Nie mam, gdzie odejść, żadnej pracy, pieniędzy na start. Przejdę do rzeczy: 20 lat ogólnie razem, 30 maja 2025 r. minie 16 lat po ślubie. Mąż przez rok chciał walczyć o nasze małżeństwo, zmianę naszego życia, nawet intymnego. Okazał się być takim, jakiego chciałam – czuły, opiekuńczy, troskliwy, namiętny, pożądany, z chemią, magią i więzią, uczciwą miłością. Przestał kryć się z telefonem, zawsze mogę wziąć go w ręce, popatrzeć, co tam ma. Rok temu wdał się w romans z koleżanką z pracy, krążyły plotki, lecz on wszystkiemu zaprzecza, twierdząc, iż nigdy mnie nie zdradził. Zaufałam, a teraz coś mi nie pasuje. Po roku i 3 miesiącach stał się skryty, dwulicowy. Potrafi raz chcieć obłędnego seksu, w sumie jest co wieczór, czasami kłócimy się o noce, że nie przytuli mnie, nie ma spontanicznego seksu i wtulenia podczas snu z jego strony, mojej osoby. I przeplata uczucia, sądząc, że go jaram, że uwielbia ze mną seks, podniecam go i że tylko ja, nikt inny. Robi zdjęcia z całuskami, wstawia na Facebooka słodkie opisy. Odbieram to jako pod publikę, aby ktoś coś zobaczył. Z była koleżanka kochana, nadal pracuje, lecz na moją prośbę zablokował ją wszędzie, a przy mnie ma o niej nagle bardzo złe zdanie, ponieważ nie wiem, w jakim celu podał kobiecie bez mojej zgody mój numer telefonu. Kiedy zapytałam męża, po co, odpowiedział cytat: „ażeby Agnieszka uświadomiła ci, że nic nas nie łączy, nie łączyło, do niczego nie doszło”. Tłumaczę mężowi, że ja mam uwierzyć w to, co ona mówi, czy bardziej, aby on był wobec mnie szczery... Nie ma logicznego toku rozmów ze strony męża, więc zaczęłam miewać obawy, iż oszukuje mnie z kimś, ma kontakt, a potem usuwa, abym nie dojrzała nic. Obiecywał, że nigdy nie wyciszy telefonu, co do czego robi to w momencie, kiedy się posprzeczamy. Nie ma kłótni, jedynie zadra, słowo od słowa, a powody są jedynie takie, że nie przytula mnie w nocy, co uważa, że bardzo uwielbia się do mnie tulić, a nie ma zbliżenia w nocy, które wprowadziliśmy. Do mnie potrafi powiedzieć: „A ty do mnie podchodzisz, zaczepiasz do seksu, przytulasz?” Odpowiadam mężowi, że oczywiście, bo tak jest, chociaż za każdym razem, kiedy podchodzę, żeby nawet, jak to się mówi, zrobić mu loda, on odpycha, nie wychodzi mi po prostu, olewa. Więc po co mam to robić, jak on przytuli przed snem i odwraca się na bok??? I niby sądzi, że zawsze ma na mnie ochotę, jaram go itd. Zaczął nagle mówić, że tematy mamy tylko seksu, tłumaczę, że mnie kręci, podnieca, pożądam, że powinien się cieszyć, a nie narzekać, nie dociera nic, po prostu nic. Kiedy mówię, że powinien udać się do psychologa czy psychiatry, potrafi mi odpowiedzieć, że to ja jestem chora, jemu nie potrzeba pomocy, chociaż popada w silną agresję. Mnie potrafił złapać za szyję, dusił, mówił: „szmata, kurwa”, ale w momencie, kiedy mi powiedział tekst: „ruchasz się z innymi”, i dostał w twarz, strasznie go to zabolało. Poszedł w swoją stronę, kiedy dzwonię, nie odbiera, odrzuca, nie odpisuje na Messengerze, dopiero po jakimś czasie chamskie odzywki. Odbiera, sądząc, że jest sam i był sam, że chce, aby było dobrze, lecz niestety, czuły 10 min potem furiat i tak na okrągło. Mówię mężowi, że zawsze powinien odebrać telefon, że mam podejrzenia, iż takie zachowania świadczą, że spotyka się z kimś. Zaprzecza, więc czemu nie odbierasz? Odpowie, że nie ma potrzeby, wkurwiłaś mnie. W domu zwyczajnie gra na telefonie, nie słucha, co mówię, patrząc w oczy, i chcąc rozmawiać, po prostu jakbym była powietrzem. Mówi mi: „A co, już nic mi nie wolno? Człowiek przy tobie boi się spać, obudzić, bo zawsze wyjesz, robisz dramy, jesteś toksyczna. Ale kocha mnie i pożąda”. Ma tzw. dwie twarze – chwilowo wspaniała osoba, czuła, chcąca seksu, potem taka maruda, agresor, dziwak. Nie wiem, co myśleć, co robić. On od razu powiedział, że nie będzie nigdzie chodził na żadne terapie itp. Kiedyś chodziliśmy, lecz dało jemu to coś na chwilę. Sam mówi, że uwielbia ze mną seks, potem, że nasze życie tylko na tym się opiera. Nie wiem, co mam myśleć, chce, abym przyjeżdżała po niego do pracy. Sama nie wiem czemu, potrafi powiedzieć, że nie wierzy mi we wszystko, że to ja jego zdradzam, wiedząc, że siedzę całe dnie w domu, sprzątam, gotuję, a potem jeżdżę po niego. Sytuacje się napiętniają, coraz częściej mnie krytykuje, poniża, olewa, robi źle, nic sobie z tego już nie robi, jak robił kiedyś. Aż przestało mi się chcieć malować, dbać o siebie, chcieć z nim nadal być. Nie czuję się kochana, pożądana, atrakcyjna, wyjątkowa, choć mówi mi, że taka jestem. Na odległość, kiedy jeździ do pracy, pisze mi, jak mnie kocha, tęskni, jak ma na mnie ochotę, a kiedy już jesteśmy razem, jest zupełnie inaczej. Potrafił mi powiedzieć, że to ja z niego takiego robię, że wchodzę mu do łba, ryję mu łeb, że przeze mnie taki się staje, że mam szukać sobie faceta na ruchanie. Mówię, że mnie to boli, zadaje ból, ale nic z tego sobie nie robi. Czuję się załamana. On sam mówi mi, że jego zdaniem nie czuję się szczęśliwa, bezpieczna w związku, jak mam się czuć, to nie takie proste. Czy tu są podejrzenia, możliwe, iż mąż gra na dwa fronty, a ja koło zapasowe??? Nie wiem, co robić. On nie chce słuchać, co mam do powiedzenia o moich ranach, bólach, cierpieniach, potrzebach seksu itp. Co ja mam robić? Jestem skora popełnić samobójstwo, nie mam siły, wiary, że ta miłość jest prawdziwa i pożądanie. Jestem nikim, czy to jego wina?? Kiedy mężowi mówię, że napiszę do sądu o przymusowe badania psychiatryczne jego osoby, grozi mi, że wtedy wywali mnie z domu, czyli coś ukrywa, wie, że z nim źle??? Mamy takie coś, że on lubi moje nagie zdjęcia i chce, abym wysyłała mu ok, wysyłam, mówię, że go to podnieca. Ma nawet folder z moimi nagimi zdjęciami w telefonie. Niby docenia, co robię, sądzi, że się zmieniłam, lecz po chwili powie, że ja nigdy się nie zmienię, krytykuje. Jak dojść do prawdy, czy on nie kłamie, czy nie manipuluje itp.? Mąż uważa, że to ja manipuluje, rządzę nim, że ja w coś gram i obserwuję go, doszukuję się czegoś, że to ja jestem debilem, itp. Co myśleć?

