Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak scalić dwie wersje siebie: asertywna i wrażliwa

Od kilku lat funkcjonuję głównie w 2 wersjach, chociaż jest ich więcej: -asertywna, odważna, ale za to dochodzi do mnie pustka, bezsens życia, smutek, nieprzytulność, chłód życia - wrażliwa, mam problem z asertywnością, bardziej lękliwa, dochodzą natrętne myśli, zachwycam się "małymi rzeczami" dużo fantazjuję, wręcz żyję w swoim bajkowym świecie, bardzo przeżywam jak coś się stanie niedobrego, czyli zarówno przeżywanie dobrych jak i złych emocji jest powiększone Wiem że moje życie nie wygląda tak jak chcę i mam różne problemy. Stąd te trudności u obu części. Nie wiem, która z nich to "prawdziwa ja"? Planuję się wyprowadzić jednak do tego potrzebuję tej 1. wersji bo to wyzwanie, a wraz z nią może pojawić się pustka w nowym miejscu i żałowanie decyzji. Jak mam te wersje scalić? Bo gdy jestem w tej wrażliwej, bajkowej, asertywność jest dla mnie "zdarciem" dobrego stanu, wolę uciec.
Dawid Rowiński

Dawid Rowiński

Widzę, że dzieli Pani siebie na "zimnego wojownika" i "bezbronne dziecko". Ucieka Pani w te skrajności, bo boi się, że bycie silną zabije Pani czułość, a bycie czułą narazi Panią na zranienie. Prawdziwa "Ty" to nie jedna z tych wersji, ale ta osoba, która teraz boi się je połączyć. Pani pustka to cena, jaką płaci Pani za odcinanie uczuć, by przetrwać. Pani "bajki" to cena za lęk przed realnym światem. Scalenie to nauka bycia silną opiekunką własnej wrażliwości, kimś, kto potrafi powiedzieć "nie" światu, by chronić swoje "tak" dla życia. Wtedy wyprowadzka nie będzie wygnaniem, ale przeprowadzką całej "Ciebie" :) 

 

Pozdrawiam ciepło

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Piotr Włodarczyk

Piotr Włodarczyk

Dzień dobry. To, co Pani opisuje, wygląda bardziej jak dwa sposoby radzenia sobie z trudnościami niż dwie różne osoby. Ta bardziej asertywna część pomaga Pani działać i iść do przodu, ale odcina od emocji, stąd pustka. Ta wrażliwa chroni Panią poprzez fantazję i głębokie przeżywanie, ale utrudnia stawianie granic. Nie musi Pani wybierać jednej, celem jest stopniowe uczenie się, by brać z obu to, co wspierające np. działać, jednocześnie zostając w kontakcie z emocjami. Scalanie to proces małych kroków, a nie nagłe przełączenie, pomocna może być też praca z terapeutą, żeby bezpiecznie to połączyć. Pozdrawiam 

Kinga Osmulska

Kinga Osmulska

Dzień dobry,

to, co Pani opisuje, brzmi jak doświadczenie dwóch bardzo różnych sposobów bycia – i naturalne jest pytanie „która jestem prawdziwa”.

Można na to spojrzeć inaczej: obie te części są Panią. Jedna bardziej chroni, daje sprawczość i działanie, druga pozwala czuć, przeżywać, być bliżej emocji. Problem pojawia się wtedy, gdy są od siebie oddzielone i trudno z nich korzystać jednocześnie.

To, że jedna wiąże się z pustką, a druga z lękiem i nadmiarem przeżyć, może sprawiać wrażenie wyboru „albo–albo”.

A to raczej wygląda jak próba znalezienia równowagi między nimi, nie pozbycia się którejś.

To, że przy wyzwaniach pojawia się obawa przed pustką, a przy „miękkim stanie” trudniej o działanie, ma sens – obie te części coś Pani dają, ale też coś utrudniają.

Może być pomocne spojrzenie na to nie jako na „scalanie w jedną”, tylko uczenie się bycia pomiędzy nimi – z dostępem i do działania, i do emocji.

To, że Pani to zauważa i opisuje, jest już ważnym krokiem w tym kierunku.

Pozdrawiam ,

Kinga Osmulska 

Psycholog, Psychoterapeutka


 

Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Dzień dobry

Przeczytałam Pani opis z dużym zaciekawieniem, ponieważ to, co Pani nazywa „wersjami”, w psychologii często rozumiemy jako różne części naszej osobowości, które wykształciły się, by pomagać nam przetrwać w różnych warunkach. Pyta Pani, która z nich to „prawdziwa ja”, ale prawda jest taka, że obie są Pani częścią i obie pełnią ważne funkcje, choć na ten moment wydają się ze sobą walczyć. Ta pierwsza, asertywna i odważna, to prawdopodobnie Pani wewnętrzna siła, która pozwala Pani działać i stawiać czoła wyzwaniom, ale płaci za to cenę w postaci odcięcia od emocji, co skutkuje poczuciem chłodu i pustki. Z kolei ta druga, wrażliwa i bajkowa, to Pani zdolność do przeżywania głębi świata i zachwytu, która jednak ucieka w fantazję, gdy rzeczywistość staje się zbyt zagrażająca lub wymaga twardych granic.

To, że asertywność kojarzy się Pani ze „zdarciem” dobrego stanu, jest bardzo trafną obserwacją – w tej wrażliwej części czuje się Pani bezpiecznie, ale jest Pani bezbronna, natomiast w tej silnej czuje się Pani bezpiecznie, bo jest Pani skuteczna, ale traci Pani kontakt z radością. Proces „scalania”, o który Pani pyta, nie polega na rezygnacji z którejś z tych wersji, ale na nauce ich współpracy, tak by ta odważna część mogła stać się „ochroniarzem” dla tej wrażliwej. Chodzi o to, by mogła Pani wyznaczać granice właśnie po to, by chronić swój wewnętrzny, piękny świat, a nie zamiast niego.

Planowana wyprowadzka to idealny moment, by zacząć tę integrację, choć rozumiem lęk przed pustką w nowym miejscu. Pustka ta często pojawia się wtedy, gdy działamy tylko z poziomu zadaniowości, zapominając o zaproszeniu do nowego życia swojej wrażliwości. Praca z terapeutą mogłaby Pani pomóc w budowaniu mostu między tymi stanami, tak by asertywność przestała być bolesnym pancerzem, a stała się narzędziem, które pozwala Pani bezpiecznie cieszyć się małymi rzeczami w realnym świecie, a nie tylko w marzeniach. Jest Pani całością, która po prostu uczy się teraz, jak używać wszystkich swoich talentów naraz.

Powodzenia

Bożena Nagórska

Iwona Chrzanowska

Iwona Chrzanowska

Dzień dobry,

to, co opisujesz, brzmi jak bardzo wyczerpujący mechanizm obronny, w którym Twoja psychika dzieli się na „zadaniową” i „czującą”, by poradzić sobie z trudną rzeczywistością. Pustka w takiej sytuacji często pojawia się  tam, gdzie asertywność służy jedynie jako tarcza, a nie wyraz autentycznych potrzeb. Warto wiedzieć, że obie te wersje są prawdziwą Tobą; to po prostu różne strategie adaptacyjne, które na ten moment nie potrafią ze sobą współpracować. Scalenie ich polega na nauczeniu „odważnej” części dopuszczania wrażliwości, a „wrażliwej” – poczucia bezpieczeństwa w realnym świecie zamiast ucieczki w fantazję. Taki proces wymaga jednak czasu i bezpiecznej przestrzeni, abyś nie musiała wybierać między sprawczością a emocjami. Zachęcam Cię do wizyty u psychologa, gdzie wspólnie ze specjalistą będziesz mogła bezpiecznie zintegrować te części i przygotować się do przeprowadzki.

 

Z pozdrowieniami

Iwona Chrzanowska

Marcelina Lipa

Marcelina Lipa

Widzę, że bardzo dokładnie obserwuje Pani siebie i potrafi nazwać różne „części” swojego funkcjonowania. To naprawdę ważna umiejętność.

Z tego, co Pani opisuje, nie wygląda to tak, jakby były dwie „różne osoby”, tylko raczej dwie części, które pełnią różne funkcje.

Ta bardziej asertywna i zadaniowa pomaga Pani działać, podejmować wyzwania i iść do przodu. Ale z drugiej strony może wiązać się z poczuciem pustki czy odcięcia od emocji.
Z kolei ta wrażliwa część daje dostęp do emocji, zachwytu, wyobraźni, ale jednocześnie pojawia się większa lękliwość i trudność w stawianiu granic.

Obie te części są w pewnym sensie „Pani” i każda z nich coś ważnego wnosi. Problem pojawia się wtedy, gdy jedna z nich całkowicie przejmuje kontrolę, a druga znika.

Scalanie nie polega na wybraniu jednej z nich, tylko na stopniowym uczeniu się, jak korzystać z obu jednocześnie, np. być wrażliwą i jednocześnie stawiać granice w małych sytuacjach.

W kontekście wyprowadzki- to naturalne, że może pojawić się zarówno potrzeba działania, jak i lęk czy pustka. To nie musi oznaczać, że decyzja jest zła, tylko że towarzyszą jej różne emocje.

Można zacząć od bardzo małych kroków. Na przykład sprawdzania, jak wyglądałoby wprowadzanie odrobiny asertywności bez „pozbywania” się tej wrażliwej części Pani osoby.

Pozdrawiam.

Karolina Grabka

Karolina Grabka

Dzień dobry :)

Pytanie o to, która z nich jest „prawdziwa”, sugeruje przekonanie, że powinna istnieć jedna spójna wersja siebie. Tymczasem z psychologicznego punktu widzenia obie te części są autentyczne i pełnią określone funkcje. Każda z nich chroni Panią przed czymś innym i wspiera w innych obszarach życia. Z perspektywy cbt'owej obie te części można rozumieć jako różne strategie radzenia sobie, a nie sprzeczne tożsamości.

W pracy nad ich „scaleniem” pomocne bywa zwracanie uwagi na kilka konkretnych obszarów.
Po pierwsze - obserwowanie sytuacji, w których następuje przełączanie się między tymi stanami: co je poprzedza, jakie myśli wtedy się pojawiają i jakie emocje im towarzyszą. To pozwala zobaczyć wzorzec..

Po drugie - przyglądanie się przekonaniom, które stoją za każdą z części. Na przykład w części wrażliwej może pojawiać się myśl, że asertywność „zepsuje” dobry stan lub relację, a w części zadaniowej - że trzeba być silną kosztem emocji. Samo zauważenie tych założeń często jest pierwszym krokiem do większej elastyczności.

Po trzecie - stopniowe ćwiczenie łączenia elementów obu stanów w małych sytuacjach. Na przykład podejmowanie drobnych działań wymagających asertywności, jednocześnie pozostając w kontakcie z emocjami, zamiast traktować je jako coś, co trzeba „zdjąć” lub odciąć. 

W kontekście planowanej wyprowadzki pomocne może być także uwzględnienie, że pojawienie się pustki lub wątpliwości po zmianie miejsca nie musi oznaczać błędnej decyzji, lecz może być naturalną reakcją na nowe warunki. Zwracanie uwagi na to, jak interpretowane są te emocje, może mieć duży wpływ na to, jak Pani funkcjonuje w nowej sytuacji.

Pozdrawiam i życzę powodzenia!
Karolina Grabka

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Dzień dobry,

 

Dziękujemy za kontakt z nami.

Według mnie, to, co opisujesz, to nie są „dwie sprzeczne wersje”, tylko dwie części Ciebie, które próbują Ci pomóc. Ta odważna daje sprawczość i granice ale czasem odcina od emocji, stąd pustka.
Ta wrażliwa zaś: daje głębię i zachwyt, ale bywa zalewana lękiem i trudniej jej działać. Nie musisz wybierać, która jest „prawdziwa”. Prawdziwa jesteś wtedy, gdy masz dostęp do obu. Kluczem nie jest wybór, tylko łączenie: można być jednocześnie wrażliwą i asertywną osobą. Asertywność nie musi być chłodna a wrażliwość nie musi oznaczać ucieczki.
Przy wyprowadzce możesz powiedzieć sobie: „Mogę się bać i jednocześnie zrobić krok do przodu. ”Ta „bajkowa” część nie chce zniknąć: ona boi się, że ją stracisz. Warto ją uspokoić, nie zmuszać. Scalanie zaczyna się od tego, że uznajesz: obie części są po coś, tak sądzę.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,

Dziekuję za wiadomość. 


To, co Pani opisuje, jest naturalne  tj. w nas samych mogą współistnieć różne części osobowości. Obie wersje są Pani częścią i żadna nie jest „zła” czy „nieprawdziwa”.

 

Scalanie ich polega na akceptacji obu: można korzystać z odwagi i asertywności, jednocześnie pozwalając sobie na wrażliwość i fantazję, zamiast je tłumić. Małe kroki, w których ćwiczy Pani odwagę w realnym życiu, przy jednoczesnym dbaniu o swoje emocje i odpoczynek, mogą pomóc połączyć te części w spójną całość.

 

Ważne jest, żeby przy tym nie zostawać samej. Wsparcie psychologa pomoże bezpiecznie przepracować te emocje i przygotować się do wyprowadzki.

 

Pozdrawaim, 

Składanowska Daria

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 

Ma Pani wgląd w siebie, a to wbrew pozorom nie jest takie oczywiste. Sam przypadek nie jest niepokojący ani nieoczywisty. W różnych sytuacjach reagujemy różnie, reagujemy tak, aby czasami dostosować się do otoczenia a czasami aby wyregulować nasze emocje. Innymi słowy zmieniamy maski w teatrze  według granej sceny. Opisywane "światy" są potrzebne. 

 

kryzys

Czy doświadczasz kryzysu psychicznego?

Zobacz podobne

Niskie poczucie własnej wartości i problemy z wyglądem - jak sobie poradzić?
Mam trądzik i bardzo niskie poczucie własnej wartości. Dodatkowo z każda porażka w pracy czy w życiu codziennym jest poniżej zera. Potęguje. Nie mam nikogo, jestem z tym sama. Jak mam z tego wyjść? Nie mam kontaktu z rodzina, nie mam za bardzo znajomych, nie umiem wyjść do ludzi ani tym bardziej znaleźć sobie chłopaka. Dopada mnie prawie 30. Jestem bezradna. Byłam u wszystkich specjalistów, mam dobrane leki, chodzę do kosmetologa staram się robić co mogę ze swoją twarzą. Niestety jest to walka z wiatrakami. Mój wygląd bardzo mocno przekłada się na moja psychikę. Błędne koło. Nie daje sobie z tym rady, nie umiem tego opanować..
Mąż od zachorowania na depresję wniósł o rozwód, zrzuca na mnie winę, nie jest sobą
Postaram się napisać zwięźle. Mąż był cudownym człowiekiem, empatycznym, inteligentnym, wesołym, rodzinnym. Zawsze mi mówił jaki jest szczęśliwy że mamy siebie, jak bardzo mnie kocha. Po kolei spotkało nas: najpierw było moje poronienie, potem ogromne obciążenie finansowe, czyli kupno domu, pogorszenie się warunków pracy, covid, starania się o dziecko i ten stres związany z badaniami dlaczego nie zachodzę w ciążę . Potem zagrożona ciąża, krwawienia, wylądowanie w szpitalu pod koniec ciąży, stres związany z pierwszymi dniami życia dziecka. Moja depresja poporodowa. Myślę, że ma trochę wyrzutów sumienia, że jak powiedziałam, że potrzebuje pomocy to nie zareagował. Potem samobójstwo jego najlepszego przyjaciela. Moja zmiana pracy i że na początku nie potrafiłam pogodzić pracy z domem. Za bardzo oparłam się o niego, a za mało ja dałam tego oparcia jemu, tak jak dawniej dawałam. Nie byłam troskliwa i nie tworzyłam domu za co mnie kochał. A też tego potrzebował, bo spadła na niego opieka nade mną, dzieckiem i jeszcze dom miał na głowie. Nie potrafił mi powiedzieć o swoich problemach i dusił je w sobie. Jesienią widziałam, że coś jest nie tak, ale mówił, że ma problemy z pracą. Aż w końcu wszystko go według mnie przerosło. W styczniu wyszłam z depresji myślałam, że będzie już wszystko dobrze. A w lutym zakomunikował, że ma depresję. Jest nieszczęśliwy i chce rozwodu. Nie chciał iść na terapię dla par, powiedział, że to nie ma sensu, zresztą on w niczym nie widzi już sensu. Po tym normalnie chodziliśmy do łóżka, wychodziliśmy razem i widziałam wtedy w jego oczach mojego męża. Jak widziałam, że coś zaczyna do niego docierać, to budował mur. W kwietniu złożył pozew o rozwód i się wyprowadził na moją prośbę. Na początku jeszcze się zastanawiał nad powrotem, ale teraz jest zdecydowany na rozwód. Kiedy przyjeżdża do córki nieraz widzę smutek i żal że wychodzi, a niekiedy prawie ucieka z irytacją. Potrafi w ciągu chwili tak poprostu stać się inny. Leczy sie psychiatrycznie, ale widzę tylko, że się pogarsza. Od lipca znów zacznie chodzić do psychologa. Nie wiem czy w ogóle on dostrzega nagłe zmiany w swoim zachowaniu. Wypomina mi, że musiał się wyprowadzić po złożeniu pozwu. Od swojej mamy się odciął, bo go krytykuje, ona go zna i widzi, że nie jest sobą, że będzie tego żałować, bardzo martwi się o niego, nie ma dnia, żeby nie płakała. Za to zbliżył się do ojca (jego rodzice są rozwiedzeni), który nie zauważa zmian u niego. Tylko, że on nie zna mojego męża tak dobrze. Od dzieciństwa mieli dość okrojony kontakt. Mój mąż zawsze mówił że ma z nim kontakt bo ojciec pomaga mu w różnych rzeczach w domu i że nigdy mu nie pokazuje jaki jest naprawdę. Mąż zaczął mówić, że jestem toksyczna. Że tak naprawdę tylko wmawiam sobie, że go kocham. A jednocześnie mówi ,że jedynymi osobami na świecie, które go kochają to ja i nasza córka. Mówi, że go kontrolowałam przez telefon pisząc „co porabiasz?” albo „o której będziesz?”. Zarzuca mi, że sprawdzałam jego komórkę (nigdy, przez 15 lat związku, nie przejrzałam mu telefonu). Wypomina mi, że jak córka miała z 2-3 miesiące i pojechał z koleżanką na parogodzinny wyjazd służbowy to, że widział, że byłam zazdrosna jak wrócił choć o tym nie mówiłam. Ale chodzi o to ,że jak mi to powiedział to byłam w szoku, bo ja byłam przekonana, że pojechał na ten wyjazd z kolegą, więc jaką on zazdrość widział? To ja nie wiem. Byłam zazdrosna owszem. Ale ja wiedziałam, że cieleśnie mnie nigdy nie zdradzi. Byłam zazdrosna o jego kontakty z innymi kobietami, bo on potrafi o bardzo intymnych rzeczach rozmawiać z nimi i dużo im mówi o nas. A mi to nie pasuje co wiele razy mu mówiłam. Nawet nie chce sobie przypominać za co mnie pokochał. Uważ,a że zbuduje sobie szczęście beze mnie. Widzi we mnie tylko osobę z depresja poporodową nie widzi, że już mi przeszła. Uważa, że na dłuższą metę te rozstanie tylko dobrze nam zrobi. Że sobie radzę i że mi jest lepiej bez niego. Wszyscy pamiętają jacy byliśmy szczęśliwi z powodu zaręczyn i ślubu, a on mi powiedział w marcu, że oświadczył się i wziął ze mną ślub, bo bał się, że sobie coś zrobię. Nie wiem na jakiej podstawie tak sądzi. Zawsze miałam epizody uczucia smutku, ale myślałam że to normalne, że nie zawsze jest się szczęśliwym. Nikt nigdy mi nie powiedział, że coś ze mną nie tak. Teraz psycholog powiedział, że mogłam chorować na dystymie od paru lat. Jego psycholog powiedział mum że logicznie mówi i że depresja pomogła mu odejść ode mnie. Moja psycholog przypuszcza, że odszedł, bo podświadomie chce nas chronić przed samym sobą. Ponieważ nie wie co się z nim dzieje. Kiedy powiedziałam o tym mężowi powiedział że „być może” i że zapyta się psychologa. Nie poznaje ludzi na ulicy, inteligentny i wykształcony człowiek, a ma problem z czytaniem ze zrozumieniem wiadomości. W maju mu przeczytałam to co zapisałam sobie o moich uczuciach i widziałam wzruszenie, potem się tego wypierał. Dałam mu prezent na pamiątkę, patrzył się jakbym mu dała jadowite stworzenie i powiedział że otworzy dopiero po rozwodzie. Jednocześnie widzę (zresztą rodzina też) że lubi moje towarzystwo i lubi ze mną rozmawiać. Moja Babcia i teściowa uważają, że coś go dręczy. Im bardziej ja lub rodzina próbujemy mu wytłumaczyć, że się myli tym bardziej reaguje na to złością i ucieczką. Kocham go, zależy mi na nim, nie chce rezygnować z tej rodziny, ale zaczynam dostrzegać że to nie ma sensu. Mój Mąż zniknął i pojawił się jakiś dziwny mężczyzna na jego miejscu. Zastanawiam się czy może on poprostu taki byl, tylko mnie kochał, więc był dla mnie inny. Ale jak mogłabym tego nie zauważyć przez 15 lat związku? Chce jego szczęścia nawet kosztem swojego, ale nie wiem co na niego wpływa czy depresja, a może rzeczywiście mnie już nie kocha? Jak mam się pogodzić z jego odejściem? Zaakceptować jego decyzję? Nie mam jak go nie widzieć, bo mamy córkę 2,5 letnią. Tak bardzo go kocham i brakuje mi mojego Męża. Tego cudownego zabawnego, dobrego i pracowitego mężczyzny który zawsze był gotowy pomagać innym. Przeciwnika rozwodów i zwolennika ratowania związków.
Od długiego czasu czuję w sobie straszny lęk, brak chęci do spotkań z ludźmi, brak radości z czegokolwiek.
Dzień dobry. Od długiego czasu czuję w sobie straszny lęk, brak chęci do spotkań z ludźmi, brak radości z czegokolwiek. Przeszkadza mi wszystko najbardziej hałas, nawet bawiące się dzieci są wielkim problemem, gdy się bawią głośno, bardzo mocno się denerwuje. Jakiś czas temu miałam myśli samobójcze, na tę chwilę ich nie mam. W pracy staram się być kontaktowa (3gdz dziennie) po powrocie do domu wszystko się zmienia. Mam problem ze sprzątaniem, robieniem posiłków z prawie każdą codzienną czynnością, nic mnie nie cieszy. Trwa to bardzo długo, nie byłam nigdy na żadnej poradzie, mam problem, żeby rozmawiać na ciężkie tematy. Bardzo proszę o poradę.
Zmagam się ze stanami lękowymi, depresyjnymi, zespołem stresu pourazowego
Zmagam się ze stanami lękowymi, depresyjnymi, zespołem stresu pourazowego. Czasami nie potrafię zrozumieć sama siebie, ale też mam wrażenie, że inni mnie nie rozumieją. Jednego dnia się śmieje, drugiego płacze lub to i to tego samego dnia, mam straszne koszmary w nocy. Boję się o swoje bezpieczeństwo. Jestem matką dwójki dzieci, mąż się znęcał nade mną psychicznie, jestem w trakcie rozwodu. Toczą się sprawy sądowe przeciwko niemu. Jest to wszystko dla mnie bardzo trudne. Czuję przed nim ogromny lęk. Nie mogę podjąć pracy odradził mi psycholog, skierowanie mam do psychiatry po leki. Chciałabym wrócić do dawnego swojego zajęcia, ale nie potrafię, boję się, że mi nie wyjdzie, że nikt tego nie kupi itd. Nie wiem, co mam zrobić ze sobą. W ostatnim czasie lekarz wykrył u mnie cukrzycę typu 1. Jak żyć, gdy wokoło tak dużo negatywnych rzeczy? Jak się zmienić dla dzieci, aby miały szczęśliwą matkę? Mam nowego partnera i bardzo mnie wspiera, ale mimo wszystko nie potrafię się cieszyć życiem. Jest dla mnie zupełnie inny niż mąż i czasami uważam, że za dobry. Bo nigdy tego nie doświadczyłam tego, co mi on daje. Raz już byłam na lekach przeciwdepresyjnych. Ale się boję, czy one nie obniża mi libido, bo te wcześniejsze takie były. Wiem, że potrzebuje pomocy psychiatry i leków, bo jak psycholog powiedziała, za kilka miesięcy będzie ze mną gorzej. A dla swoich dzieci chcę żyć, chcę być silna, ale czasami jest naprawdę ciężko. Jak to wszystko ogarnąć, jak wziąć się za siebie? Tak bardzo chcę zmiany, a nie mam pojęcia od czego zacząć? Oprócz tego, że chodzę do psychologa...
Czuję się ogromnie przeciążona i przytłoczona codziennym życiem. Jak sobie radzić?
Ostatnio czuję się zmęczona, mam wrażenie, że nic mi się nie udaje, nic mi się nie chce, mimo to coś tam robię , chce mi się płakać , szybko tracę cierpliwość i wpadam w złość , szybko się denerwuję i reaguje agresją ,głowę mam nabitą różnymi sprawami. Mam wrażenie, że życie mnie zaczyna przerastać , chodzę do pracy, opiekuje się synem lat 5, mam 40 lat.
zdrada

Zdrada – przyczyny, skutki i jak sobie z nią radzić?

Zdrada to głębokie naruszenie zaufania w związku, występujące w formie fizycznej lub emocjonalnej. Powoduje trwałe rany psychiczne u obu partnerów. Analizujemy przyczyny zdrad, ich konsekwencje oraz metody odbudowy relacji po takim doświadczeniu.