Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak sprawić, by były partner znów mnie pokochał?

Jak sprawić, by były partner znów mnie pokochał? Zraniłam go bardzo, do tego stopnia, że zrezygnował z bycia ze mną w związku, uważając mnie za toksyczną. Wciąż mamy kontakt, ale nie chce rozmawiać o „nas”. Spotykamy się co jakiś czas i twierdzi, że miłość może wrócić jeśli zobaczy moją zmianę. Ale co jeśli to nie wystarczy? Co mogę zrobić, żeby do mnie wrócił? Żeby znów mnie pokochał. Jest jakaś szansa, że skoro piszemy, rozmawiamy i czasem się spotykamy, to wrócimy do siebie? Mimo że teraz nie chce o tym rozmawiać.
User Forum

Anonimowo

2 lata temu
Ewelina Smętek

Ewelina Smętek

Słyszę, że partner potrzebuje czasu, aby odbudować zaufanie do Pani. To zapewne wymaga czasu. Cudownie, że nadal macie kontakt to znaczy, że Pani partner nie przekreślił Waszego związku. Wydaje mi się, że czas i Pani cierpliwość będą tu tymi kluczowymi elementami, które zweryfikują Waszą przyszłość.

2 lata temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Usunięty Specjalista

Usunięty Specjalista

Odzyskanie zaufania partnera po skomplikowanym rozstaniu jest trudne. Przed podjęciem jakichkolwiek działań, warto zrozumieć, dlaczego doszło do rozstania i jakie były powody, dla których partner uznał Ciebie za toksyczną osobę. Bez głębokiej analizy tych przyczyn, trudno będzie naprawić sytuację. Przeszłości nie zmienimy, stało się to, co się stało i warto z tego wyciągnąć lekcje dla siebie. Skupiłabym się na swoim rozwoju osobistym. Odnalazła obszary, w których jest coś do przepracowania. Polecam skorzystanie z pomocy psychologa lub psychoterapeuty. Profesjonalista może pomóc Ci zrozumieć swoje emocje, radzić sobie z przeszłością i pracować nad budowaniem zdrowszego związku. Niezależnie od wyniku, warto wyrobić sobie zdolność dostrzegania pozytywnych aspektów w każdej sytuacji oraz koncentrować się na procesie, a nie rezultacie. Nie możesz wymusić miłości u drugiej osoby, ale możesz pracować nad stworzeniem zdrowszego środowiska, które może sprzyjać odrodzeniu uczuć. Najważniejsze jest, aby być cierpliwym, szczerym i otwartym na wzajemne zrozumienie.

2 lata temu
Paweł Franczak

Paweł Franczak

Droga Anonimowo,
miłość nie jest automatem z napojami, nie możemy jej wygenerować zgodnie z naszą potrzebą. Nie umiesz tego ani Ty, ani Twój partner czy ktokolwiek inny. Dlatego, z tej perspektywy, zabieganie o taką warunkową miłość do Ciebie czy raczej to, co chcesz miłością nazwać, jest daremne. Zwłaszcza, że stoi za nią masa poczucia winy, a to kiepski fundament.

Jest jednak ważne, by spróbować odkryć, co sprawiło, że zraniłaś partnera i jak sprawić, by w przyszłym związku (z nim lub z kimkolwiek innym) tego uniknąć. Mądry terapeuta mógłby w tym pomóc.

Jednak taki rozwój jest możliwy tylko wtedy, kiedy pracujesz nad sobą, jako wolna osoba, nie niewolnik swojego lęku przed byciem samą, bez partnera.

 

Powodzenia,

Paweł Franczak 

2 lata temu
Karolina Białajczuk

Karolina Białajczuk


Ważne jest zrozumienie, że uczucia drugiej osoby są niezależne od Twoich działań i chęci. Nie możemy kontrolować czyjegoś uczucia, w tym przypadku czy osoba znów Cię pokocha. Miłość i uczucia to skomplikowany proces, który nie zawsze da się przewidzieć lub kontrolować.

Jeśli zranienie partnera było głębokie i skomplikowane, czasami konieczne jest dużo więcej niż tylko zmiana zachowań. Zmiana i rozwój osobisty mogą być ważne, ale to także wymaga czasu, pracy nad sobą i zrozumienia głębokich przyczyn, które doprowadziły do toksycznej sytuacji.

Jeśli obecnie utrzymujecie kontakt, to dobrze, że możecie nadal komunikować się i być dla siebie wsparciem. To może stworzyć bazę do ewentualnej odbudowy zaufania i związku, ale to wymaga cierpliwości i pracy od obu stron.

Pozdrawiam 

Karolina Białajczuk 

2 lata temu

Zobacz podobne

Dzień dobry, mój mąż ma problem z alkoholem, narazie nie widzi w tym problemu, aczkolwiek boi się do tego przyznać.
Dzień dobry, mój mąż ma problem z alkoholem, narazie nie widzi w tym problemu, aczkolwiek boi się do tego przyznać.Od tygodnia nie ma mnie z dziećmi w domu, wyjechaliśmy , dałam mu czas na przemyślenia, został z toksyczną matką i raczej popija cały czas. Dałam mu czas na ogarnięcie się i chociaż zapisanie do terapeuty na indywidualne spotkania. Powiedziałam, że wrócę, jeżeli zacznie coś robić, powiedział że beze mnie nic nie załatwi, muszę ja być z nim i prosi żeby wrócić i zrobi wszystko, co powiem. Narazie nie chcę wracać, niech dzieci jeszcze mają wakacje. Zagroziłam, że jak nie zacznie robić porządku to wrócę po resztę rzeczy. Co mam robić, 13 lat małżeństwa było pod górkę, ale też z górki ?
Bolesne rozstanie po 6 miesiącach związku i wspólnej pracy – czy jest szansa na powrót?
Witam. Kilka dni temu rozstaliśmy się z moją dziewczyną. Rozstaliśmy się w zgodzie, bez kłótni itd. ale jednak odczuwam bardzo silny ból emocjonalny z którym nie potrafię sobie poradzić. Ja mam 23 lata, a ona ma 19. Poznaliśmy się 6 miesięcy temu. Od tamtego momentu wszystko układało się idealnie. Ona również zaczęła pracować w tej samej firmie co ja, więc widujemy się praktycznie codziennie w pracy. Po trzech tygodniach weszliśmy ze sobą w związek. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy więc oboje się na to zgodziliśmy. Na początku wszystko układało się wręcz idealnie. Była dla mnie miła, kochająca, ciągle myślała o mnie i widać było że jest w to bardzo zaangażowana. pierwsze trzy miesiące związku były idealne. Święta Bożego Narodzenia spędziliśmy wspólnie. Została również zaproszona na urodziny mojej mamy gdzie poznała większość mojej rodziny i praktycznie ze wszystkimi dobrze się dogaduje. Ja również poznałem większość jej rodziny i wszyscy mnie polubili. Mówili że w końcu poznała fajnego chłopaka i że wyglądamy na parę idealną. Pasujemy do siebie. Byłem jej pierwszym prawdziwym chłopakiem do związku. Ona dla mnie też więc był to mój i jej pierwszy poważny związek. Ona wcześniej poznawała chłopaków którzy ją ignorowali, odrzucali. Mi również nie powodziło się w życiu z dziewczynami bo zazwyczaj dostawałem przysłowiowego kosza. I dopiero pod koniec stycznia tego roku pojawił się pierwszy kryzys. Zaczęła się ode mnie trochę oddalać, stała się dość oschła, chłodna. Gdy spytałem co się dzieję odpowiedziała mi że Ona na ten moment czuje pustkę. Nie wie czy kocha sama siebie, a co dopiero czy kocha kogoś. Dodam że dziewczyna ta boryka się z problemami psychicznymi. W jej domu nie dzieje się najlepiej. Nikt w jej domu nie okazuje jej wystarczająco dużo miłości. Po dłuższej rozmowie między nami powiedziała że nie chce ze mną zrywać, bo wie że by poźniej tego żałowała i że ja niczym ją nie zraniłem. Później sytuacja między nami się poprawiła, choć mówiła że miewa ona problemy z uczuciami mówiąc że raz jest pewna że mnie kocha, a raz się jednak zastanawia czy aby na pewno coś do mnie czuje. Ja cały czas byłem pewny swoich uczuć do niej. Kochałem ją i cały czas kocham, okazywałem jej bardzo dużo miłości, martwiłem się o nią, o jej stan zdrowia psychicznego dlatego razem z jej ciocią znaleźliśmy dla niej psychologa. Zapisałem ją również na wizytę prywatną do kardiologa, bo momentami miewała bardzo wysokie tętno, skarżyła się na bóle i zawroty głowy, tak więc umówiłem ją do kardiologa choć zrobiłem to bez jej zgody. Wiem że to źle, ale chciałem pokazać że bardzo się o nią martwię i zależy mi na niej. Do kardiologa ja pojechałem z nią. Do wcześniej umówionego psychologa również bo zawsze chciałem okazywać jej dużo wsparcia i chciałem udowodnić że zawsze może na mnie liczyć i że chcę być z nią w trudnych dla niej momentach. Było między nami bardzo dobrze, choć wiedziałem że ona ciągle ma mieszane uczucia co do mnie o których mówiłem wcześniej. Nie dawno mieliśmy swój pierwszy raz, było wspaniale. Był to jej i mój pierwszy raz. Ogólnie w sprawach łóżkowych również bardzo dobrze się nam układało. Oboje wiedzieliśmy czego chcemy. Planowaliśmy już wspólną przyszłość, chcieliśmy wynająć mieszkanie by zobaczyć jak będzie nam się żyło razem pod jednym dachem. Jednak dwa tygodnie temu znów pojawił się między nami kryzys. Powiedziała mi że musimy nabrać do siebie trochę dystansu, bo spędzamy ze sobą praktycznie każdą wolną chwilę. Denerwuje ją to że ja ciągle za nią chodzę i nie odstępuję jej na krok. A Ona jest taką osobą która nie lubi gdy kogoś wokół niej jest za dużo, bo ona nie potrafi wtedy pomyśleć, zatęsknić i jej uczucia się wypalają. Po tej rozmowie nabraliśmy do siebie trochę dystansu choć ja popełniłem błąd bo przez parę dni nawet w pracy się z nią nie przywitałem. Wiem że to źle ale byłem strasznie nabuzowany emocjami i nie kontrolowałem tego. Przeprosiłem ją później za to. Przez parę dni w trakcie świąt wielkanocnych nie mieliśmy ze sobą praktycznie żadnego kontaktu. Zero pisania, zero spotkań. Ale mówiła że potrzebuje trochę swojej przestrzeni więc chciałem jej ją dać. Po świętach napisała do mnie że następnego dnia w pracy musimy porozmawiać o nas. Zgodziłem się. Tak również stało się następnego dnia. I powiedziała mi że myślała nad naszym związkiem i chce to zakończyć. Powiedziała że w tym momencie nie jest gotowa na związek, musi sobie poukładać wszystko w swojej głowie. Powiedziała że ja jestem świetnym chłopakiem, że mnie uwielbia ale na ten moment poprostu nic nie czuje do mnie i nie jest gotowa na związek. Rozstaliśmy się w zgodzie ze sobą, powiedziała że mogę do niej zawsze napisać, że chce utrzymywać kontakt. Ja powiedziałem że ona również ma zawsze u mnie wsparcie i zawsze może do mnie napisać w każdej sprawie. Powiedziałem też że jest mi przykro że się rozstajemy i że mam nadzieję że wrócimy do siebie bo cały czas ją bardzo mocno kocham i zależy mi na niej. Ona powiedziała że nie jest to wykluczone że wrócimy do siebie ale żebym nie nastawiał się na to w 100 procentach bo nie wiadomo co będzie. No i tak od kilku dni nie mamy ze sobą kontaktu, prócz tego że tylko w pracy się widujemy. Postanowiłem że będę pisał do niej co jakiś czas by zapytać się czy wszystko w porządku i tak dalej, ale teraz przez kilka dni chciałem jej dać trochę spokoju od siebie poza pracą. Widziałem również, że usunęła wszystkie nasze wspólne zdjęcia na mediach społecznościowych. Jestem ciekaw czy wyrzuciła wszystkie rzeczy które jej dałem, bo do tego wglądu nie mam a chciałbym wiedzieć. Ja cały czas trzymam w domu wszystkie rzeczy które ona mi dała bo mam nadzieję na powrót no i nie chcę o niej zapominać. Ciągle bardzo ją kocham, myślę o niej praktycznie codziennie i boli mnie to że ona w pracy wygląda na szczęśliwą, nie przejmuje się niczym a ja ciągle chodzę zamyślony, nie potrafię się skupić na niczym bo ciągle myślę o niej. Byliśmy razem 6 miesięcy. Wiem że to nie długo ale jestem pewien swych uczuć do niej, bo jestem pewien tego że jesteśmy dla siebie stworzeni. Bardzo mocno ją kocham i chciałbym naprawić wszystkie swoje błedy. Co mam zrobić? Utrzymywać z nią kontakt czy dać jej trochę czasu? Nie wiem czy ona za mną tęskni, choć ja za nią bardzo. Czy jest jakaś nadzieja na powrót ? Proszę o szybką odpowiedź, bo nie wiem co mam ze sobą zrobić oraz przepraszam za tak długi wpis, ale chciałem dokładnie opisać swoją sytuację.
Jak radzić sobie z depresją wynikającą z uzależnienia finansowego od rodziny?
Dzień dobry, chciałabym uzyskać poradę/wskazówkę dot. depresji wynikającej z uzależnienia finansowego. Jestem osobą z wyższym wykształceniem, zajmuję się malarstwem i projektowaniem graficznym ale dorywczo. Odpowiadał mi ten układ oraz mojej rodzinie, natomiast od jakiegoś czasu jestem pod ostrzałem bardzo bolesnych krytycznych uwag mojej rodziny, mojego syna i zwłaszcza mojego męża. Wszyscy uważają, że nie mam ambicji, że nie chce mi się pracować na etacie, a przecież wszyscy muszą. To stało się na tyle nie do zniesienia, że zaczęłam coraz częściej sięgać po alkohol. Zawsze byłam rozrywkową osobą i pomimo prawie 40 lat nadal lubię wyjść w weekend potańczyć, wyjść do kina, chodzę na wernisaże, lubię poznawać nowych ludzi. Szukałam kiedyś bardzo długo pracy, odbyłam nawet staż w instytucji państwowej i był to dla mnie koszmar. Ponad wszystko cenię sobie wolność, a moi bliscy chcą mi to za wszelką cenę odebrać. Jestem ponad to osobą wysoko wrażliwą, inaczej odbieram rzeczywistość, bardzo łatwo mnie zranić, wszystko przeżywam dużo mocniej, jestem bardzo empatyczna. Normalny świat jest dla mnie straszny. Dlatego znalazłam partnera-opiekuna. Niestety po 15 latach on widzi we mnie tylko złe cechy, bardzo rzadko mnie chwalił, natomiast pretensje słyszę codziennie. Teraz zostałam zastraszona, że przez moje dziecinne podejście nasza rodzina może się rozpaść. Nie mogę jeść, ani spać, bardzo się denerwuję. Czy być może na prawdę coś jest ze mną nie tak, że nie chcę poświęcać 1/3 doby na jakieś monotonne czynności, tylko dlatego ze tak trzeba albo, że wszyscy tak robią. Nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim. Proszę o jakąś konstruktywną radę. Wiem, ze trzeba nad sobą pracować, od nowego roku, chcę przejść na dietę, regularnie ćwiczę, chodzę codziennie na spacery, lubię przyrodę, las, naturę. Mam też przyjaciół na których zawsze mogę liczyć. We własnej rodzinie czuję się tak bardzo niezrozumiana, jak piąte koło u wozu, jakiś pasożyt żerujący na ich ciężko zarobionych pieniądzach. Zawsze jest podkreślenie, że życie polega głównie na ciężkiej pracy, że przyjemności muszą zejść na drugi plan. JA tak nie uważam. Może ja nigdy nie dorosłam? Może mam damski syndrom Piotrusia Pana?
Toksyczne relacje rodzinne, kontrola matki i wyprowadzka do chłopaka: jak sobie poradzić?

Witam, zwracam się o poradę, gdyż nie daje już rady psychicznie. Chodzi o moją mamę. Od zawsze moi rodzice byli nadopiekuńczy i chcieli kontrolować mnie na każdym kroku. Mój ojciec pozwalał mi co prawda na większość rzeczy, ale moja mama była inna. 

Odkąd pamiętam, zmuszała mnie do bycia najlepszą, co za tym idzie, kazała mi mieć najlepsze oceny w klasie. 

Tak więc po szkole nie miałam czasu na wychodzenie ze znajomymi ani na nic innego, tylko się uczyłam, nawet po nocach. Od 1 klasy podstawówki do 1 klasy liceum miałam świadectwo z paskiem i wspaniałe wyniki, chociaż wiem, że w dalszym życiu mi to nic nie dało i tak. Jeżeli dostawałam ocenę poniżej 4, (w większości 3) to wyzywała mnie itp. Kiedyś jak dostałam 3 z jakiegoś przedmiotu ze sprawdzianu, to rozpłakałam się przy nauczycielce i powiedziałam, że dostanie mi się za tą ocenę. Dodając jeszcze, że w tym czasie mój ojciec był alkoholikiem i sam robił awantury codziennie i nie mogłam się w spokoju uczyć. Tak więc od początku byłam skazana na przemoc psychiczną z obu stron. Mój brat nie wytrzymał i jak tylko nadarzyła mu się okazja, to wyprowadził się do moich dziadków i żyje spokojnie. Dopiero w liceum zaczęłam się jakoś buntować i miałam i dobre oceny i miałam czas na jakieś przyjemności. 

Co prawda dostawało mi się za złe oceny, ale chyba rodzice zaczęli akceptować to, że nie chce zmarnować sobie części życia na naukę. Problem z moim ojcem alkoholikiem skończył się dopiero przed moimi 18 urodzinami, bo ma założoną niebieską kartę, ale i tak zdarzały się sytuację, w których łamał zasadę i wypił, ale moja mama nie chciała tego zgłaszać. 

Relacja moich rodziców jest skomplikowana, gdyż co chwilę albo się kłócą, nienawidzą i grożą sobie rozwodem i wyprowadzką, albo się kochają i udają, że wszystko jest okej. Od prawie 2 lat jestem w związku i tutaj też moja matka musiała wejść. 

Z chłopakiem mieliśmy i mamy podobną sytuację w domu z rodzicami, ale moja mama się zachowuje, jakby u nas było dobrze. Przez jej zachowanie, czyli zabranianie mi wyjazdów do niego (mieszka ok. 30-40min od mojego miasta) mój chłopak zostawał u nas cały czas, na każdą okazję, np. on był na moich urodzinach (był na 18), a mi nie pozwoliła jechać na jego urodziny (co do dzisiaj mój chłopak ma mi za złe), tylko na ten dzień znalazła mi pracę u niej w sklepie i potem kazała mówić, że jestem zajęta. 

Mój chłopak był u mnie z dobre 30 razy, nawet wolał do mnie przyjeżdżać niż jechać do szkoły, a ja miałam zakaz i łącznie byłam może z 7 razy. Za każdym razem jak tam byłam, to moja mama była dla mnie chamska i się obrażała. Jeździłam za zgodą ojca, bo on akurat mi pozwalał. Moja mama nie raz robiła mi wstyd i wkurzała mnie swoim zachowaniem. Jak tylko ukończyłam 18 lat, to trąbi mi o znalezieniu pracy i samodzielności, mimo, że sama mi jej nie daje, bo najchętniej to by ułożyła mi życie po swojemu i tyle. W sylwestra uparłam się i nie patrząc na matkę, pojechałam do chłopaka (początkowo na 4 dni, ale zostałam 2 tygodnie) i za to mi się dostało. Moja mama się rozpłakała przy ojcu i niby przestała jeść, bo zostałam u chłopaka dłużej (chociaż nie dzieje mi się tam żadna krzywda, a nawet jest mi tam lepiej niż we własnym domu). Jak tylko wróciłam do domu, to była na mnie obrażona (do teraz jest) i ojcu i innym mówi, że to ja jestem obrażona i mam ją gdzieś. Mój ojciec dostał bezdechu nocnego (może od palenia papierosów lub czegoś innego), a mama mnie za to obwinia (twierdzi, że stan zdrowia ojca się pogorszył przez moje zachowanie). Co prawda nie mam ochoty gadać z moją mamą, bo zawiodło mnie jej zachowanie z tym płaczem itp., ale według niej wszystko jest moją winą. Nazywa mnie rozkapryszonym gówniarzem, który nie dostaje tego, czego chce i mówi, że jak mi się nie podoba to mam iść do chłopaka, bo tam "będę miała lepiej" (nie patrzę na jego rodziców, ale na to, że u niego mam przynajmniej z kim porozmawiać i naprawdę dobrze się tam czuję). W jej oczach jestem najwidoczniej najgorsza, a jej akcje i kontrolowanie mnie od małego są dla niej chyba normalne. Nie rozumie swoich błędów, a długie i wielokrotne rozmowy na ten temat nic nie dają, bo w ogóle się po nich nie zmieniła. 

Nie raz prosiłam o swobodę (chociażby z wyjazdami do chłopaka), ale zawsze mnie potem wyzywała i kazała wyprowadzić. Stwierdziła, że skoro mieszkam u nich, to nie mam nic do gadania i ona za mnie decyduje, chociaż mam już prawie 20 lat. 

Cały czas szukam pracy w swoim mieście, ale staje to na niczym, ponieważ nikt nie chce przyjąć studentki i osoby, która nie ma doświadczenia w danej branży (pracowałam już u mamy w sklepie, ale nikt na to nie patrzy), a moja mama tego nie rozumie i uważa mnie za leniwą. Chciałabym coś znaleźć i się wyprowadzić, bo naprawdę mam już dosyć tej toksyczności. Mój chłopak ma się zapytać u siebie o jakiś staż w przedszkolu lub pracę i myślę, czy to nie czas na wyprowadzkę do niego. Wiem, że powinnam najpierw zarobić, a potem uciec, ale ja już nie daje rady. 

Odkąd wróciłam od chłopaka (3 dni jestem w domu), to cały czas czuję pustkę w sercu i chce mi się płakać. Mój brat sam się śmieje z zachowania mamy, a kiedyś nawet ją za nie opieprzył (byłam u chłopaka na próbach do poloneza i zrobiła mi aferę, bo mojemu bratu nie pasowało mnie odebrać o takiej godzinie, o której ona chciała (był ze swoją dziewczyną i napisał, że będzie wieczorem, to matka mi zrobiła awanturę i kazała się kłócić z bratem, żeby zostawił dziewczynę dla mnie). U chłopaka i w drodze do domu płakałam i byłam cała roztrzęsiona, a jak wróciłam, to jakby nigdy nic. Dodam jeszcze, że od małego byłam narażona na duży stres (sytuacja w domu, nagonki ze strony mamy i szkoła) i od 1 klasy podstawówki mam niedowagę i ogromne problemy ze stresem. Miałam też myśli i kilak prób samobójczych, ale jak to kiedyś powiedziałam mamie (że chce się zabić), to nic z tym zbytnio nie zrobiła. Co powinnam zrobić? 

Czy praca i wyprowadzka do chłopaka to dobry pomysł patrząc na to, że rozmowy ani nic innego nie działa?

Proszę o pomoc - uzależnienie, przemoc, kryzys suicydalny
Cześć. Mam na imię Magda. Jestem bita przez męża i syna. Jestem osobą uzależnioną od alkoholu. Nigdy nikogo nie biłam. Upijałam się w samotności. Mam wyższe wykształcenie. Byłam na odwyku. Nie radzę sobie. Wczoraj chciałam się zabić. Dziś jest lepiej. Dzięki babci.
toksyczny związek

Toksyczny związek – jak go rozpoznać i zakończyć?

Czy zastanawiasz się, czy Twój związek jest zdrowy? Nie każda trudność jest toksyczna, ale jeśli czujesz lęk, winę, wątpisz w siebie, boisz się mówić, co myślisz – warto się zatrzymać. Tutaj dowiesz się, jak rozpoznać toksyczny związek i jak go zakończyć.