Left ArrowWstecz

Czuję się przytłoczona po decyzji o rozwodzie - jak radzić sobie z myślami o śmierci?

Treść wrażliwa
Czuje sie przytłoczona i bezradna. 4 tygodnie temu powiedziałam mezowi ze chce sie rozwiesc byłam wtedy w szpitalu psychiatrycznym. Od 3 tygodnie mieszkam u mamy. Zabrałam rzeczy z mojego domu. Teraz bardzo żałuję tego co zrobilam bo bardzo kocham meza on nie chce mi wybaczyć krzywdy jaka mu zrobilam. Nie chce mi sie juz zyc. Cały czas myślę o śmierci nie radzę sobie z niczym
Ewelina Ewa Janowicz

Ewelina Ewa Janowicz

Dzień dobry,

 

stan, o którym Pani mówi, może wymagać pilnej i uważnej interwencji, w szczególności, że mówi Pani o poprzednim pobycie w szpitalu psychiatrycznym. Najlepiej skonsultować się z osobami odpowiedzialnymi za Pani proces leczenia w celu ustabilizowania obecnego stanu.

 

Pozdrawiam,

Ewelina Ewa Janowicz

Psycholog

1 dzień temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Pani Magdo, uważam że jest Pani teraz w ogromnym kryzysie emocjonalnym i pod wpływem silnego bólu bardzo trudno zobaczyć przyszłość inaczej niż przez rozpacz a to, że dziś żałuje Pani swojej decyzji, nie oznacza jeszcze, że wszystko jest stracone ale przede wszystkim teraz potrzebuje Pani zadbać o swoje bezpieczeństwo i stan psychiczny.

Myśli o śmierci są sygnałem, że cierpienie stało się zbyt ciężkie do dźwigania samej. Proszę nie zostawać z tym sama, skontaktować się z psychiatrą, terapeutą albo kimś bliskim, kto może być obok. Emocje po kryzysie i rozstaniu bywają bardzo gwałtowne, ale one nie będą miały takiej siły na zawsze.Na ten moment najważniejsze nie jest podjęcie decyzji o przyszłości małżeństwa, tylko to, żeby odzyskała Pani grunt pod nogami i przetrwała ten najtrudniejszy czas.

 

Podaję też numery telefonu dla osób w kryzysie:

 

116 123 telefon zaufania dla osób dorosłych w kryzysie emocjonalnym

(codziennie, zwykle w godzinach popołudniowych i wieczornych);

 800 70 2222 Centrum Wsparcia

(całodobowo, 7 dni w tygodniu);

 lub 112 jeśli pojawia się realne zagrożenie życia lub bardzo silne myśli samobójcze.

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka 

1 dzień temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

To, co Pani pisze, brzmi jak stan ostrego kryzysu i wymaga pilnej pomocy, nie tylko rozmowy na forum. Skoro cały czas myśli Pani o śmierci, nie chce się Pani żyć i niedawno była Pani w szpitalu psychiatrycznym, proszę nie zostawać teraz sama.

 

Najważniejsze na dziś: proszę powiedzieć mamie albo innej bliskiej osobie wprost: „Mam myśli o śmierci i boję się, że mogę sobie coś zrobić. Potrzebuję pomocy teraz”. Jeżeli ryzyko jest duże, proszę dzwonić pod 112 albo zgłosić się na SOR / izbę przyjęć szpitala psychiatrycznego. W nagłych przypadkach można zgłosić się do szpitala psychiatrycznego bez skierowania, a SOR udziela pomocy w stanie nagłego zagrożenia zdrowia lub życia.

 

W tej chwili nie podejmowałbym decyzji o małżeństwie, rozwodzie ani o tym, czy mąż „powinien wybaczyć”. Jest Pani w bardzo silnym cierpieniu, a wtedy umysł często widzi wszystko jako ostateczne i nieodwracalne. To nie jest dobry moment na rozstrzyganie całego życia. Teraz celem jest przetrwać najbliższe godziny i mieć przy sobie realną pomoc.

 

Proszę też jak najszybciej skontaktować się z lekarzem prowadzącym, oddziałem, z którego została Pani wypisana, poradnią zdrowia psychicznego albo Centrum Zdrowia Psychicznego. Można również zadzwonić całodobowo do Centrum Wsparcia 800 70 2222, gdzie dyżurują osoby przygotowane do rozmowy z ludźmi w kryzysie.

 

Do męża można na ten moment napisać krótko, bez nacisku na wybaczenie: „Jestem w bardzo złym stanie, mam myśli o śmierci i szukam pilnej pomocy. Nie chcę teraz wymuszać na Tobie decyzji, ale chciałam, żebyś wiedział, że jestem w kryzysie”. Ale proszę nie opierać swojego bezpieczeństwa wyłącznie na jego reakcji. Nawet jeśli on jest zraniony i nie gotowy na rozmowę, Pani nadal potrzebuje i zasługuje na pomoc.

 

To, że bardzo cierpi Pani po tej decyzji, nie oznacza, że musi Pani umrzeć. Oznacza, że jest Pani teraz w stanie, którego nie powinna Pani dźwigać sama. Proszę dziś zrobić tylko jeden krok: powiedzieć komuś obok i wezwać pomoc.

Dużo sił
Łukasz Dyłka

1 dzień temu
Karolina Koch

Karolina Koch

Dzień dobry Pani Magdo,

 

Bardzo poruszył mnie Pani wpis. Brzmi to tak, jakby w bardzo krótkim czasie wydarzyło się u Pani ogromnie dużo trudnych emocjonalnie rzeczy: kryzys psychiczny, pobyt w szpitalu, wyprowadzka, rozpad poczucia bezpieczeństwa w relacji i teraz silne poczucie żalu oraz bezradności. W takim stanie naprawdę trudno patrzeć spokojnie na przyszłość.

Najważniejsze jest jednak to, że nie powinna Pani zostawać teraz sama z myślami o śmierci i poczuciem, że „nie chce się żyć”. To moment, w którym bardzo ważne jest ponowne sięgnięcie po wsparcie - kontakt z psychiatrą, terapeutą, oddziałem, na którym była Pani wcześniej, albo kimś bliskim, kto może być teraz obok. Kryzysy emocjonalne potrafią sprawiać, że człowiek widzi sytuację jak coś ostatecznego i nieodwracalnego, mimo że emocje z czasem mogą się zmieniać.

 

Mam też poczucie, że teraz jest Pani w bardzo silnym bólu i może próbować „naprawić wszystko naraz”, odzyskać męża, cofnąć decyzję, odzyskać dawną bliskość. A być może na ten moment najważniejsze jest najpierw odzyskanie choć odrobiny stabilności i zadbanie o siebie, krok po kroku.

Z perspektywy Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) czasem zaczynamy od bardzo małych pytań: co pomaga Pani przetrwać ten dzień choć odrobinę? Czy jest ktoś lub coś, przy czym cierpienie staje się choć minimalnie lżejsze? W kryzysie nawet małe rzeczy mają znaczenie.

 

I proszę potraktować swoje bezpieczeństwo bardzo poważnie. Jeśli myśli o śmierci będą się nasilały albo poczuje Pani, że może zrobić sobie krzywdę, warto pilnie skontaktować się z pomocą kryzysową, psychiatrą lub zgłosić się na izbę przyjęć. Nie musi Pani przechodzić przez to sama.

 

Życzę wszystkiego dobrego!

Karolina Koch

1 dzień temu
Natalia Pisarek

Natalia Pisarek

Pani Magdo, bardzo współczuję tego, z czym mierzy się Pani w tym momencie. Rozumiem, że może czuć się Pani przytłoczona, zagubiona i pełna silnych emocji. W takich chwilach trudno zobaczyć, że ten stan nie będzie trwał wiecznie, dlatego bardzo proszę nie podejmować teraz pochopnych decyzji.

To bardzo świeża i bolesna sytuacja. Warto dać sobie trochę czasu, przestrzeni i łagodności wobec siebie. Emocje potrzebują opaść, żeby można było spokojniej spojrzeć na to, co dalej. Proszę pamiętać, że kryzys, nawet bardzo trudny, jest stanem przejściowym.

Nie musi Pani przechodzić przez to sama. Jeśli poczuje Pani, że potrzebuje wsparcia, rozmowy albo że jest Pani z tym za ciężko, proszę zadzwonić pod numer telefonu zaufania: 116 123. Tam dyżurują osoby, które są po to, żeby wysłuchać i pomóc przetrwać najtrudniejsze chwile.

Pani życie ma wartość, nawet jeśli teraz trudno to poczuć. Proszę dać sobie czas i pozwolić sobie na pomoc! 

Jestem z Panią myślami! 

mniej niż godzinę temu
Dominika Płoucha

Dominika Płoucha

Dzień dobry, nie znam szczegółów, ale może dobrze byłoby powiedzieć mężowi, że możliwość rozwodu istnieje zawsze, ale możliwość naprawy, chociaż trudniejsza istnieje właśnie teraz. Zapewne macie sobie dużo do wyjaśnienia , myślę , że ważne byłoby abyście mogli to przegadać. Mówi Pani, że zabrała Pani rzeczy ze swojego domu, tzn. że dom jest Pani lub Wasz i zawsze może Pani tam wrócić. Dobrze, by było aby w tym trudnym czasie miała Pani jakieś wsparcie. Pozdrawiam 

mniej niż godzinę temu
Bożena Nagórska

Bożena Nagórska

Pani Magdo,

w tej chwili najważniejsze jest to, aby nie zostawała Pani sama z myślami o śmierci, ponieważ silne przytłoczenie, poczucie bezradności i chęć odebrania sobie życia to jaskrawy sygnał, że kryzys psychiczny wymaga natychmiastowego wsparcia specjalistów. Proszę poinformować mamę lub inną bliską osobę o tym, jak bardzo źle się Pani czuje, albo udać się na izbę przyjęć najbliższego szpitala psychiatrycznego. Można też zadzwonić pod bezpłatny, całodobowy numer Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Emocjonalnym 800 70 22 22 lub Telefon Zaufania 116 123, gdzie wykwalifikowani eksperci pomogą bezpiecznie przejść przez te najtrudniejsze minuty. Sprawy małżeńskie, ból po rozstaniu i poczucie winy są niezwykle ciężkie, ale teraz priorytetem jest ratowanie Pani zdrowia i życia, a na prostowanie relacji z mężem przyjdzie czas dopiero wtedy, gdy odzyska Pani stabilność emocjonalną i bezpieczeństwo. Niech Pani nie czeka, pomoc jest dostępna i nie musi Pani dźwigać tego ciężaru samotnie.

Wszystkiego dobrego

Bożena Nagórska

 

2 dni temu
Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,

Pobyt w szpitalu psychiatrycznym, wyprowadzka i decyzja o rozwodzie mogły zostać podjęte w stanie dużego cierpienia i chaosu emocjonalnego. W takich momentach działamy bardziej pod wpływem bólu i bezradności niż z racjonalnego przekonania, czego tak naprawdę chcemy. Najważniejsze teraz jest to, żeby nie zostawała Pani sama z myślami o śmierci. Proszę skontaktować się z lekarzem prowadzącym, terapeutą albo kimś bliskim i powiedzieć wprost, że jest Pani bardzo źle i ma Pani myśli rezygnacyjne. To moment, w którym potrzebuje Pani wsparcia, a nie samotnego dźwigania tego wszystkiego. Rozumiem, że kocha Pani męża i cierpi z powodu tego, co się wydarzyło, ale teraz najważniejsze jest ustabilizowanie Pani stanu psychicznego. Wtedy będzie można spokojniej myśleć o relacji i przyszłości. To, że mąż potrzebuje czasu albo jest zraniony, nie oznacza jeszcze, że wszystko zostało definitywnie przekreślone.

Wszystkiego dobrego,

Joanna Cichosz

1 dzień temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

zmianie miejsca życia i jednocześnie mierzy się Pani z poczuciem straty, żalu i lęku. W takim stanie emocje potrafią być bardzo intensywne i przytłaczające.

Bardzo porusza mnie to, że pisze Pani o myślach o śmierci i o tym, że nie daje już sobie Pani rady. Myślę, że w tej sytuacji najważniejsze byłoby, żeby nie zostawała Pani z tym sama i skontaktowała się ze swoim psychiatrą prowadzącym albo z oddziałem, na którym była Pani hospitalizowana. To jest moment, w którym naprawdę warto pozwolić sobie pomóc i otoczyć się opieką.

To, co Pani teraz czuje, nie musi zostać z Panią na zawsze, nawet jeśli w tej chwili wydaje się nie do zniesienia. 

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

20 godzin temu

Zobacz podobne

TW. Bardzo pragnę śmierci, czuję, że za nią tęsknię.
Witam, mam 37 lat. Jestem po prawie udanej próbie. Żyję, bo ktoś zadzwonił po pogotowie. Do próby doszło 5/6 lat temu. Po wyjściu ze szpitala obsesyjnie chciałam się dobić. Wtedy pojawiły się omamy (ta obsesja dobicia się była tak silna, że aż wywołała omamy słuchowe, czuciowe i wzrokowe, wcześniej ich nie miałam). Nie zrobiłam sobie krzywdy, bo nie miałam na to siły. Na początku nie mogłam utrzymać sztućców w ręce. Chodzenie - wysiłek ponad siły... Dziś biegam na małych dystansach (jak mam dobry dzień to 500m dam radę). Teraz niby jest dobrze w porównaniu do tego, co było wcześniej. Kiedy uspokoiłam silne pragnienie dobicia się, omamy prawie zniknęły. Pojawią się tylko w silnie stresowych sytuacjach (chciałabym dowiedzieć się jak takie coś nazywa się w psychologii - chodzi mi o omamy). Jednak cały czas tęsknię za śmiercią. Dla mnie to, że przeżyłam było tak samo silną traumą jak strata bliskiej osoby. Śmierć to dla mnie ktoś bliski. Prawie umarłam i bardzo tęsknię za uczuciem umierania. Psychicznie to uczucie zżera mnie od środka. Od jakiegoś czasu oglądam filmy edukacyjne na temat samobójstw na YT. To jak rozdrapywanie ran po stracie bliskiej osoby. To tak jakby rodzic oglądał filmy z imprez rodzinnych i patrzył na swoje dziecko... Lata chodzenia do psychologów i psychiatrów niczego nie zmieniają. 5 lat chodzenia do jednego specjalisty nie dało żadnej diagnozy (inni też nie dali żadnej diagnozy)... Nie wiem co mi jest, z czym się borykam. Nie wiem, czy mam jakieś zaburzenie, czy chorobę psychiczną za to wiem, że bardzo silnie wyuczyłam się ukrywać problemy. Dla otoczenie jestem spokojną, beztroską osobą, która robi co chce. Nikt nie zna prawdy o mnie. Nie wiem jakie chciałabym zadać pytanie. Bardziej chciałabym przeczytać opinię. Pozdrawiam serdecznie.
Mam wrażenie, że wszystko mnie przerasta, brak własnego mieszkania, na pokładzie 15 miesięczna Nadia i 14 letnia zbuntowana Olivia.
Mam wrażenie, że wszystko mnie przerasta, brak własnego mieszkania (mieszkamy u mojej mamy), na pokładzie 15 miesięczna Nadia i 14 letnia zbuntowana Olivia...no i mąż, który cały dzień jest w pracy. Czasem budzę się rano i pierwsza moja myśl to po co.... Jaki sens wstawać jeśli nic nowego mnie nie czeka tylko problemy...
Jak poradzić sobie z depresją, izolacją i traumą z przeszłości?
Właściwie to nie mam pytania bo nie ma żadnej odpowiedzi na moje bezsensowne życie. Zaraz będę mieć trzydzieści lat. Jestem DDA. Rodzice alkoholicy. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Przez ostatnie pięć lat jestem na bezrobociu, mieszkam z rodzicami. Nie utrzymuje żadnych relacji. Tylko z kuzynką sporadycznie, ale rodzina chyba się nie liczy. Byłam ostatnio w psychiatryku, ale wszyscy wiemy jak działają takie instytucje albo i nie. Kiedyś byłam jedenaście lat temu w psychiatryku jako 19latka po próbie samobójczej. Nic szczególnego. Jestem taka żałosna, że zabić się nie umiem. Z tego co pamiętam to całe życie cierpiałam. Oprócz życia, które było piekłem, libacji alkoholowych, bicia przez matkę, czy molestowania przez wujka, psychiatryk był poważną traumą. Lekarze beznadziejni, nie podobało im się, że leki nie działają, dawali mi takie dawki, że ledwo stałam na nogach. Wiedziałam, że żeby wyjść musiałam wszystko stłumić cały ból. Potworne to było mam nadzieje, że nigdy już tego nie doświadczę. Ostatnio też byłam w psychiatryku, bałam się, ale skierował mnie lekarz przez myśli samobójcze, no i cóż... Lekarze byli mili, ale dosłownie testują na Tobie leki to jest jak rulettka co Ci wpakują. Cierpiałam trzy tygodnie, obiecałam, że jak wyjdę to się zabije, pomijając to, że mam zaburzenia osobowości schizoidalne to ludzie, szpitale mnie stresują no było ciężko. To długa historia wcześniej miałam ataki paniki. No nie ja pierwsza i nie ja ostatnia ma beznadziejne życie i tylko cierpi. Nauczyłam się, że lepiej tłumić wszystko w sobie w szpitalu jak miałam 19 lat ukarali mnie za płacz. Od tamtej pory nie umiem płakać. Rodzice też tak reagowali na moje emocje czy odczucia. Nie jestem w stanie okazać łez przy kimś obcym, boje się lekarzy itd... Doświadczyłam też tam molestowania. No nie ważne nie będę wszystkiego opowiadać. Drugi raz hospitalizowana no cóż... nie pomogli mi. Znowu kłamałam bo widziałam, że nie ma wyjścia. Mówiłam im, że się źle czuje, ledwo mogłam mówić, a oni napisali, że byłam bierno-agresywna, wpierw wstępnie chcieli mi przypisać osobowość schizotypową, a faszerowali mnie takimi silnymi lekami. Źle mnie zdiagnozowali i zepsuli moje leczenie tak powiedział mój psychiatra, który mnie tam wysłał. Chodzi o to, że mam depresje, a nie nerwicowe zaburzenia depresyjne i lękowe. Zresztą za to nie ma renty, o którą muszę się starać bo nie mam żadnych pieniędzy na leki. Oczywiście mama mi pomaga, ale... Zawsze mnie nienawidziła, zwłaszcza była szczera kiedy piła. Moi bracia mieli lepiej z nią, chociaż nie powiem jesteśmy patologiczną rodziną, a jeden z moich braci obecnie siedzi w więzieniu. Mieszkam na wsi, nie mam kasy ciężko jest o leczenie czy dojazdy dokądś. W pobliżu znalazła się psycholog na nfz (tam gdzie psychiatra w poradni), wizyty są raz w tygodniu i nie zawsze. Psycholog jest starsza ode mnie o rok, ale czuje się przy niej jak dziecko. Jestem dużym dzieckiem. Jakieś relacje bliskie z ludźmi nie wchodzą w grę ostatnio nie mogłam opanować ataku paniki przy ginekologu bo musiałam iść w sprawię anemii po prostu trzęsło się całe moje ciało i nie mogłam złapać tchu. Przy leczeniu doświadczyłam stanu takich, że... Uważałam, że nie pasuje do tej rzeczywistości i powinnam się zabić. Ogólnie mój psychiatra skierował mnie na swój oddział na psychosomatykę ale wpisał mi depresja umiarkowana i musiałam na izbie skłamać, że nie chce się zabić bo by mnie skierowali na psychiatryk. No i termin mam na luty, ale pewnie zadzwonią wcześniej. Ogólnie gdyby po wyjściu z psychiatryka od razu mnie nie przejrzał bo zobaczył mnie jak ze mną jest źle to bym spróbowała w końcu się normalnie zabić. Po prostu skoczyłabym z mostu, specjalnie pojechałabym do stolicy i to zrobiła. No, ale jestem, nie chce mu problemów robić czy coś. Nie pracuje bo w jedynej pracy do której chodziłam zaczęłam mieć przez nią myśli samobójcze, czasami jak się coś dzieje w domu mam taki impuls, i myśli "zabij się". Szukałam kiedyś pomocy, miałam oszczędności ale już nie mam ani ich, ani nadziei ani niczego. Stresuje się tym szpitalem, ale będzie od doświadczeniem "przetrwania" w nowym miejscu, a kiedy wyjdę znowu będzie to samo. Lekarz myśli, że mi da tabletki i mi minie. Co minie? Traumy, lęki, chęć zabicia się, zmęczenie, bezsens mojej egzystencji. Nie mam żadnego celu tylko zostało mi przetrwać. Wszyscy i tak kiedyś umrzemy może musze poczekać, ale czy dam radę? Nie wiem. Zawsze postrzegałam świat w dziwny sposób, wszystko było zbyt intensywne, bolesne, rozrywające od środka i musiałam to tłumić. Nie chce istnieć. Doświadczać tego podłego życia, jestem zbyt wrażliwa, zbyt pokręcona, chciałabym, żeby to się skończyło, ale trwam w tym stanie zawieszenia. Nie ma tabletek na sens, cel, czy na cierpienie. Nie mogę nic z tym zrobić. Wszystko kosztuje mnie tyle energii, że wolałabym się zabić. Dlatego lepiej nic nie robić. W końcu nie można odebrać sobie życie bo wtedy uważają, że jesteś chory i wsadzą Cię do psychiatryka, gdzie będą eksperymentować na Tobie. Żeby nie było jestem pod opieką psychiatry, mam ten termin do szpitala, ale nic to nie zmieni w moim życiu. Może mam depresje lekodporną. Może potrzebuje terapii. Może potrzebuje więcej rozmów z psychologiem niż raz na tydzień. No, ale jestem biedna, nie mam jak dojeżdżać, nie mam żadnych perspektyw. Nie ja pierwsza i nie ja ostatnia, prawda? Dla systemu tacy jak ja jesteśmy zwykłymi śmieciami, tego dowiedziałam się w psychiatryku jako 19 latka, gdzie lekarze, którzy mieli leczyć znęcali się psychicznie nade mną, bo oni mieli władzę, tak jak byłam mała władzę mieli nade mną alkoholicy i nie można było się sprzeciwić bo zostanie się ukaranym. Słabo sobie radzę z życiem. Często się porównywałam do innych kiedyś. Nie będę nigdy mieć domu, męża, dzieci, prawo jazdy, nie wiem czego jeszcze pracy. Pewnie skończę jako bezdomna jak rodzice umrą, albo się zabije. Nie wiem czy chciałabym mieć męża i dzieci, ale fajnie było by umieć jeździć autem, albo mieć kogoś z kim można byłoby stworzyć dobrą relacje i mieć swój własny kąt, ale to marzenia dziecka, którym jestem. Nie mam już siły do niczego. Patrzę na zegar jak jestem coraz starsza, patrzę jak upływają minuta za minutą, czasami nie mogę tego znieść ile jeszcze? Jak długo będę tkwić w tym cierpieniu... Jestem zepsuta, niedostosowana, zapomniałam dodać, że mam nie wiem jak to się nazywa, ale jak ktoś mówi o smutnych rzeczach, albo ja opowiadam o swoim gównianym życiu to się śmieje, afekt niedostosowania chyba. I jakieś zaburzenia emocjonalno- decyzyjne. To tyle, przepraszam za chaotyczny tekst, ale nie chciało mi się go układać w jakimś porządku. Jest jak moje życie, nie chce mi się tego składać. Już dość. Nie wiem czy jest sens, żeby ktokolwiek mi na ten tekst odpowiedział. W końcu nie zadałam żadnego pytania. Tylko w skrócie opowiedziałam jak jest beznadziejnie być mną.
Partner wybiera porno zamiast seksu ze mną – jak przestać obwiniać siebie i odbudować poczucie własnej wartości?
Gdy poznałam mojego Partnera bardzo się zakochałam, niemal od razu . Bylam wtedy trochę przy kości, ale mówił że podoba mu sie moje ciało itd. Aż w końcu zaczęły się problemy z seksem...usłyszałam,ze nie podniecam go jak powinnam, ze problem jest we mnie ...bardzo sie starałam byc lepsza . Do tego wszystkiego nagminnie oglądał się i ostentacyjnie gapił na inne kobiety nawet kiedy bylam obok i to w taki sposób, ze potrafil zapomnieć ze jestem obok. Wiedziałam ze sie masturbuje ale to przecież normalne .Chcial oglądać filmy po to ,aby się podniecić i wtedy kochać sie ze mna. Gdy przestałam sie na to zgadzać bo bardzo mnie to raniło...zaczęły sie większe problemy z seksem ...zasugerowałam, ze może tabletki ...spróbowaliśmy i ok technicznie sie udalo ale nie mogl dojść. Powiedział mi wtedy,ze on nie ma problemu bo np Pani z apteki lub pogodynka spowodowały u niego podniecanie. Powiedział mi tez ,ze raz na jakis czas musi "zerżnąć " inna kobietę- aktorkę z filmu porno . Było mi z tym bardzo trudno. On wybierał samozaspokajanie sie przy filmie zamiast bliskości ze mną, ukrywał ,ze robił to kompulsywnie...jeden raz trwał 1,5/2 h...a robił to wiecej razy w ciągu dnia ...pózniej okłamywał, ze juz tego nie robi .Teraz jest trochę inaczej, ja sporo schudłam, On ponoć sie zmienil .Przeszliśmy przez piekło - On niszczył mnie ja Jego ....teraz jest już lepiej .Ale mam duży problem np kiedy ma problem zeby sie podniecić..czy znowu coś ja ...czy znowu cos robi . Mam tez problem jesli obok nas choćby przechodzą inne atrakcyjne kobiety od razu sledzę jego wzrok ..I w zależności jak wyglądam dobrze - jestem w stanie to przemilczeć ale kiedy nie czuje ze wyglądam dobrze mam ochotę rozpłakać sie i uciec .wcześniej wiele razy mi mówił,ze powinnam wyrzucić to z głowy, ze nie normalne jest to jak dlugo mnie to trzyma ... Bardzo chciałabym wiedzieć, ze to nie jest moja wina.Jak sobie z tym poradzić?
DDA, obsesyjna potrzeba kontroli i wybuchy złości – jak przestać „grać rolę” i zacząć być sobą?
Nie wiem czy to normalne u dda ale mam obsesyjna potrzebę kontroli wszystkiego... jak cos idzie nie po mojej mysli to wpadam w szał albo w totalna rozpacz. nienawidze tego u siebie ale to silniejsze odemnie. czuje sie jakbym ciagle grala jakas role a nie byla soba. pomozcie :(
asertywność

Asertywność – jak ją rozwijać i dlaczego jest ważna?

Asertywność może odmienić Twoje życie. Poznaj techniki, które pomogą Ci budować zdrowe relacje, chronić się przed mobbingiem i wyrażać potrzeby. Dowiedz się, jak stać się bardziej asertywnym i cieszyć się lepszą jakością życia osobistego i zawodowego.