Bożena Nagórska
Dzień dobry, to, co Pan pisze, to krzyk bólu i wyczerpania wynikający z poczucia izolacji, której nie da się po prostu „przykryć” muzyką czy hobby. Kiedy samotność staje się tak dotkliwa, że zaczyna budzić myśli o zakończeniu życia, przestaje być ona kwestią braku partnera, a staje się głębokim kryzysem egzystencjalnym i emocjonalnym. Próba „zaakceptowania” tego stanu na siłę, gdy wewnątrz wszystko krzyczy z rozpaczy, jest niemal niemożliwa, ponieważ jako ludzie jesteśmy biologicznie zaprogramowani do więzi – brak bliskości boli tak samo jak ból fizyczny.
W takim momencie rady o szukaniu pasji często brzmią jak drwina, bo nie da się zastąpić drugiego człowieka kolekcjonowaniem płyt czy sportem. Jeśli czuje Pan, że nie ma już siły nawet na to, by dalej tak trwać, najważniejszym krokiem nie jest szukanie sposobu na akceptację samotności, ale szukanie profesjonalnego wsparcia, które pomoże Panu przetrwać ten najtrudniejszy czas. Czasem to, co odbieramy jako wyrok „dożywotniej samotności”, jest wynikiem silnych stanów depresyjnych lub lękowych, które zniekształcają obraz przyszłości i odbierają nadzieję na jakąkolwiek zmianę.
Proszę nie zostawać z tym ciężarem samemu. Kiedy pojawiają się myśli o odejściu, to sygnał, że ból stał się większy niż zasoby, którymi Pan dysponuje w tej chwili. Skonsultowanie się z psychoterapeutą lub psychiatrą nie jest przyznaniem się do porażki, ale próbą znalezienia siły tam, gdzie ona Panu teraz wygasła. Zasługuje Pan na to, by nie czuć tego paraliżującego bólu każdego dnia, niezależnie od tego, jak wygląda Pana sytuacja relacyjna.
Wszystkiego dobrego
Bożena Nagórska














