Aplikacja TwójPsycholog — wsparcie, które masz zawsze pod ręką

📲 Pobierz aplikację i zadbaj o siebie na własnych zasadach

Dostępne w Google PlayPobierz w App Store
Left ArrowWstecz

Jak zwiększyć asertywność i stawiać granice w relacjach?

Dzień dobry, Jestem 24 letnią osobą, właśnie kończę studia magisterskie. Coraz częściej zauważam, że mam tendencje do bycia mniej asertywnym w relacjach niż inni - wręcz uległy. Nie stawiam granic, zawsze jestem by pomóc innym, a od jakiegoś czasu przyświeca mi myśl "każdy chciałby mieć takiego mnie w życiu, ale ja nie mogę liczyć na kogoś takiego". Kogoś takiego, czyli osobę która będzie na większość zawołań, przewróci oczami nawet jeśli zdenerwuje się na ilość próśb ale i tak zawsze pomoże, zawsze weźmie więcej jedzenia / picia na wycieczkę żeby starczyło dla wszystkich, zawsze weźmie krem spf i pożyczy każdemu i inne takie. Jak to zmienić? Jakie małe kroki mogę wykonać? Staram się ostatnio komunikować z ludźmi dookoła mnie czego od nich potrzebuje, nawet jeśli bardzo się tego obawiam i zwykle kończy się to dobrze, ale mimo tego nadal bardzo się tego boję, szczególnie z moją partnerką, gdzie czasem potrafię nawet dostawać zawrotów głowy i bólu brzucha od stresu, kiedy komunikuję jej moje odczucia czy czego bym od niej chciał. (z moją przyjaciółka też tak czasem mam, może to kwestia tego, że bardzo mi na nich zależy i nie chce być "nie miły"). Pozdrawiam!
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Słyszę tu dużo troski o innych ale też napięcie, lęk przed odrzuceniem i przeciążenie własnej „grzecznością” a to może być bardzo męczący sposób funkcjonowania,szczególnie gdy ciało już reaguje zawrotami głowy i bólem brzucha.Według mojej opini ważne jest, że już próbujesz komunikować potrzeby,to jest realna zmiana, nawet jeśli nadal czujesz strach.Małe kroki, które mogą pomóc:
zacznij od „mikro-granic”, czyli drobnych sytuacji bez dużego ciężaru emocjonalnego (np. odmowa drobnej prośby albo „nie tym razem” bez tłumaczenia się) i drugi krok: po każdej takiej sytuacji zapytaj siebie nie „czy byłem miły?”, tylko „czy byłem fair wobec siebie?” Zastanawiam się: czego dokładnie boisz się najbardziej, gdy stawiasz granicę: złości innych, odrzucenia, czy poczucia winy? czy potrafisz zauważyć, że Twoja wartość nie zależy od bycia „wygodnym dla innych”?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Nauczył się Pan doskonale dbać o innych, czasem niestety kosztem siebie. Samo wspieranie innych jest w porządku tylko u Pana stawianie granic wywołuje lęk przed byciem „niemiłym” albo odrzuconym. Natomiast zrobił Pan już bardzo już duży krok, ponieważ mimo stresu zaczyna Pan mówić o swoich potrzebach. Asertywność nie polega na braku lęku, tylko na działaniu mimo niego. Warto ćwiczyć małe rzeczy np.: nie zgadzać się od razu, dawać sobie czas na odpowiedź, zauważać, kiedy pomaga Pan z potrzeby serca, a kiedy ze strachu przed rozczarowaniem kogoś.

Ważne jest również to, że skoro bliscy zwykle reagują dobrze, gdy mówi Pan o swoich potrzebach, to możliwe, że największy problem leży dziś bardziej w lęku niż w realnym zagrożeniu utraty relacji.
Powodzenia w dalszym budowaniu asertywności i wyrażaniu własnych potrzeb.
Joanna Cichosz

Jessica Gagola

Jessica Gagola

Witaj, stawianie granic i asertywność są dla każdego z nas bardzo ważne. Jeśli czujesz, że masz z tym trudność to już ogromny krok, ponieważ masz świadomość, że warto coś w tym kierunku zmienić.

Warto również przyjrzeć się naszym oczekiwaniom wobec innych ludzi. Często nasze wyobrażenia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. To, że Ty jesteś osobą pomocną, empatyczną i domyślną, nie oznacza, że każdy będzie taki sam.

Podejrzewam, że możesz być osobą wysoko wrażliwą  a z tym często wiążą się pewne schematy i trudności w stawianiu granic.

Ewelina Frankiewicz

Ewelina Frankiewicz

Dzień dobry! 

To dobrze, że ostatnio zacząłeś zwracać większą uwagę na swój komfort w relacjach i swoje potrzeby. To pierwszy krok do stawiania granic. Zastanawia mnie, czy ktoś w Twojej rodzinie też miał takie podejście, był uległy, na wszystko się zgadzał i chciał pomóc. Albo czy ktoś być może te granice przekraczał, że teraz dla Ciebie przekraczanie ich to norma. Czy mogłeś mówić o swoich potrzebach w domu? Czy Twoje uczucia były szanowane, słuchane? 

 

Jeśli nie, to być może masz już odpowiedź dlaczego to się wydaje tak trudne- nie masz prawdopodobnie doświadczenia w tym, że stawiasz granicę, a ktoś jest z tym okej, że ktoś tez czasem dopasowuje się do Ciebie, że można wszystko na spokojnie przegadać i ustalić jak sobie pomóc nawzajem. Relacje to sztuka kompromisu, a brak asertywności powoduje że relacje stają się mniej szczere. 

 

Myślę, że warto żebyś uświadomił sobie, że Ty i Twoje uczucia/potrzeby są tak samo ważne jak ludzi wokół, że Ty też jesteś osobą wartościową i ważną w relacji- obie strony relacji muszą się starać, żeby była szczera i udana, a Ty masz prawo polegać na innych :) Stawianie granic i uważanie siebie za równie ważnego paradoksalnie nie oddala, a przybliża do siebie ludzi. Kiedy widzimy że druga strona nas słucha, akceptuje, nadal lubi, pomimo że np jej odmówiliśmy, to czujemy że możemy być autentycznie sobą i relacja staje się bliższa i bardziej się rozumiemy. 

 

Dobrze, że przełamujesz się i starasz się komunikować swoje potrzeby. Nawet jeśli na ten moment wiąże się to z lękiem, to im częściej będziesz to robił, tym bardziej wejdzie to Ci w nawyk, stanie się to częścią Ciebie, a lęk się zmniejszy lub nawet wygaśnie, jeśli trafisz na osoby które będą Twoje potrzeby otwarte. Myślę że pomocna może być też rozmowa o tym z najbliższymi, powiedzenie im że masz taki problem, że starasz się to zmienić, być może bliskie osoby będą w stanie Cię też w tym wesprzeć :)

Joanna Kaszkur

Joanna Kaszkur

Dzień dobry,

czytając Pana wiadomość mam poczucie, że jest Pan osobą uważną na innych. Trudność pojawia się chyba wtedy, kiedy dla potrzeb innych jest dużo miejsca, a dla własnych już trochę mniej...

To, że mówienie o swoich potrzebach wywołuje u Pana tak silny stres, może pokazywać, jak bardzo obawia się Pan bycia odebranym jako „niemiły” albo sprawiający problem. Wiele osób uczy się, że żeby utrzymać bliskość, trzeba bardziej dbać o innych niż o siebie.

Jednocześnie bardzo ważne jest to, że już próbuje Pan to zmieniać.... izauważa Pan coś istotnego, kiedy mówi Pan o swoich potrzebach, relacje często nadal trwają. Właśnie od takich małych doświadczeń buduje się poczucie, że można być blisko z drugim człowiekiem, nie rezygnując z siebie.

Myślę, że warto zacząć od małych kroków, zatrzymywania się czasem przed automatycznym „tak” i sprawdzania, czego Pan naprawdę chce i potrzebuje. Bo zdrowa relacja to taka, w której jest miejsce także na Pana.

Pozdrawiam :)

Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo utrwalony schemat bycia „tym pomocnym”. Z zewnątrz może wyglądać to jak życzliwość, odpowiedzialność i troska, ale od środka bywa bardzo męczące, bo człowiek zaczyna czuć, że jest potrzebny głównie wtedy, gdy daje, ratuje, przewiduje i nie sprawia kłopotu.

 

Ważne jest to zdanie: „każdy chciałby mieć takiego mnie w życiu, ale ja nie mogę liczyć na kogoś takiego”. Ono pokazuje, że nie chodzi tylko o asertywność, ale też o żal, samotność i nierównowagę w relacjach. Jeśli przez długi czas jest się osobą, która daje więcej, niż bierze, w końcu pojawia się zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości.

Nie trzeba od razu stać się osobą twardą, chłodną albo „niemiłą”. Asertywność nie polega na tym, żeby przestać być dobrym człowiekiem. Polega raczej na tym, żeby nie rezygnować z siebie po to, żeby inni byli zadowoleni.

Małe kroki mogą wyglądać tak:

 

Nie odpowiadać od razu. Zamiast automatycznego „jasne”, można powiedzieć: „Muszę sprawdzić, czy dam radę” albo „Dam Ci znać później”. To daje czas, żeby zapytać siebie, czy naprawdę chcę i mogę.

Ćwiczyć małe odmowy. Na początku w drobnych sprawach, na przykład: „Nie, tym razem nie mogę”, „Dzisiaj nie mam siły”, „Nie wezmę tego na siebie”. Bez długiego tłumaczenia się.

 

Prosić o wzajemność. Jeśli Pan często pomaga, warto zacząć mówić: „Ja mogę zrobić to, ale potrzebuję, żebyś Ty zrobiła tamto”. To uczy relacje równowagi.

 

Sprawdzać swoje ciało. Skoro przy rozmowach z partnerką pojawia się ból brzucha, zawroty głowy i silny stres, to znaczy, że mówienie o swoich potrzebach jest dla Pana czymś bardzo obciążającym. Można zacząć od krótkich komunikatów, nie od wielkich rozmów: „Chcę Ci coś powiedzieć, stresuję się, ale to dla mnie ważne”.

 

Oddzielić „nie jestem miły” od „mam granice”. To, że Pan czegoś chce, czegoś nie chce albo czegoś potrzebuje, nie oznacza, że krzywdzi Pan drugą osobę. Bliskie relacje powinny mieć miejsce także na Pana potrzeby, nie tylko na Pana dostępność.

 

Warto też zauważyć, że lęk po postawieniu granicy może zostać jeszcze przez chwilę. To nie znaczy, że zrobił Pan coś złego. To może znaczyć, że robi Pan coś nowego. Jeśli przez lata organizm uczył się, że bezpieczeństwo daje bycie pomocnym i bezproblemowym, to stawianie granic początkowo może wywoływać napięcie.

Dobrym ćwiczeniem jest pytanie: „Czy ja to robię z życzliwości, czy ze strachu, że ktoś mnie odrzuci?”. Jeśli z życzliwości, to w porządku. Jeśli głównie ze strachu, warto się zatrzymać.

 

Jeśli ten schemat jest bardzo silny, dobrze byłoby rozważyć psychoterapię. Nie dlatego, że z Panem jest coś nie tak, tylko dlatego, że takie uległe funkcjonowanie często ma głębsze korzenie: lęk przed konfliktem, odrzuceniem, zawiedzeniem innych albo przekonanie, że na bliskość trzeba zasłużyć.

 

Na początek niech celem nie będzie „od dziś będę asertywny”. Wystarczy: raz dziennie zauważę, czego ja chcę, zanim zgodzę się na coś dla kogoś innego. To mały krok, ale bardzo ważny.

 

Pozdrawiam
Łukasz Dyłka

Marcin Brodowski

Marcin Brodowski

Dzień dobry,

 

Pańska wiadomość jest już pierwszym małym krokiem we wprowadzaniu zmian w życiu. W tym co Pan opisuje, jest dużo uważności na innych ludzi, troski i odpowiedzialności za relacje - i to są wartościowe cechy. Ważne aby nie odbywało się to kosztem własnych potrzeb, granic i poczucia bezpieczeństwa.

 

To, że odczuwa Pan tak silny stres przy komunikowaniu swoich potrzeb może pokazywać, jak bardzo ważne są dla Pana relacje. Często osoby bardzo wspierające innych uczą się, że akceptację lub bliskość zdobywa się poprzez bycie pomocnym i spokojnym. 

 

Jednocześnie widzę bardzo ważną rzecz - Pan już zaczyna to zmieniać. Próbuje Pan mówić o swoich potrzebach, mimo lęku i pisze, że zazwyczaj kończy się to dobrze. To naprawdę istotny krok. Odwaga nie polega na braku stresu, ale na działaniu pomimo niego.

 

Jeśli chodzi o małe kroki, zwykle pomocne bywa:
- zauważanie i eksploracja swoich potrzeb,
- ćwiczenie drobnych odmów,
- obserwowanie, czy faktycznie pomaga Pan z chęci,
- oraz sprawdzanie, jak reagują bliskie osoby, kiedy pokazuje Pan swoje emocje i potrzeby.

 

Bardzo możliwe, że ten proces będzie wymagał czasu i wielu małych doświadczeń pokazujących, że bliskość nie musi opierać się wyłącznie na dawaniu z siebie wszystkiego. 

 

Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wprowadzanie kolejnych zmian, które pomogą Panu w znalezieniu się w miejscu w jakim chciałby Pan być,  

 

Marcin Brodowski

Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pan opisuje, często wynika z lęku przed odrzuceniem i nawyku „bycia dla innych kosztem siebie”.

 

Warto zacząć od małych kroków: odmawiać w drobnych sprawach, dawać sobie czas na odpowiedź zamiast automatycznego „tak” i ćwiczyć mówienie o swoich potrzebach wprost („ja potrzebuję”, „dla mnie to trudne”).

 

Silny stres w ciele pokazuje, że to dla Pana ważna zmiana a nie że robi Pan coś źle.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam poczucie, że jest w Panu bardzo dużo uważności na innych ludzi i ich potrzeby. Jakby naturalnie wchodził Pan w rolę osoby, która pamięta, zabezpiecza, pomaga, bierze trochę więcej na siebie „żeby wszystkim było dobrze”. I sama w sobie, to jest to bardzo piękna jakość.

Tylko mam też wrażenie, że gdzieś po drodze zaczyna się to odbywać kosztem Pana samego. Jakby dużo łatwiej było Panu czuć potrzeby innych niż własne granice.

 

A kiedy próbuje Pan powiedzieć o sobie, czego Pan potrzebuje albo co jest trudne – ciało potrafi reagować napięciem, bólem brzucha, zawrotami głowy. Jakby jakaś część bardzo się bała, że wtedy stanie się Pan „za trudny”, „niemiły”, że ktoś się oddali albo przestanie kochać.

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że bardzo mocno działa tu pewien wewnętrzny krytyk. Taki głos, który pilnuje, żeby być dobrym, pomocnym, nie sprawiać problemów, nie zajmować za dużo miejsca (bo wtedy...i tu odzywa się głos krytyka).

A po drugiej stronie jest proces wtórny – czyli coś mniej znanego, trudniejszego do przeżywania. W tym przypadku może właśnie bardziej stanowczy, asertywny Pan. Taki, który mówi np. „tego nie chcę” albo „to jest dla mnie za dużo”,
 

I często ten proces wtórny wydaje się trochę „niebezpieczny”, bo nie jest jeszcze dobrze oswojony. I jest to temat z którym można i warto pracować.

 

W pracy procesowej czasem próbujemy wręcz wyobrazić sobie taką postać – kogoś bardzo asertywnego, spokojnego w swoich granicach. I na chwilę spróbować poczuć:
- jak on mówi,
- jak siedzi,
- jak reaguje,
- co dzieje się w ciele, kiedy nie musi od razu wszystkich ratować.

To może brzmieć prosto, ale czasem naprawdę pomaga organizmowi powoli oswajać nowe jakości – więcej odwagi, stanowczości, miejsca dla siebie.

I jednocześnie mam poczucie, że ważna jest tutaj łagodność wobec siebie. Bo skoro ciało reaguje aż tak mocno, to znaczy, że ten proces dotyka czegoś bardzo głębokiego.

Może więc nie chodzi o to, żeby nagle „stać się asertywnym”, tylko żeby bardzo małymi krokami uczyć się, że można powiedzieć o swoich potrzebach i nadal być kochanym, ważnym i bliskim dla innych.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Kłania się brak umiejętności stawiania granic, które są tak bardzo potrzebne. Zalecam rozpocząć od treningu asertywności, a następnie udanie się na terapię cbt 3 fali w terapii schematów. 

Gdzie w tym wszystkim są Pana potrzeby? Jak się Pan sobą opiekuje i swoim wewnętrznym dzieckiem?

dobrostan

Darmowy test na dobrostan psychiczny (WHO-5)

Zobacz podobne

Czy zakończyć związek po 14 latach? Problemy z komunikacją i zaspokajaniem potrzeb emocjonalnych
Witam. Jestem w trudnej sytuacji i nie wiem co jeszcze powinnam zrobić w mojej obecnej relacji, oraz czy to już pora ją zakończyć. Pragnę jeszcze zaznaczyć, że czuję się gotowa odejść, ale chciałabym wpierw mieć pewność, że zrobiłam co mogłam, żeby spróbować relację naprawić. Ja i mój partner znamy się 14 lat, a od 7 jesteśmy razem. (Mam niecałe 30 lat). Już we wczesnej fazie związku przyłapałam partnera na chęci zdrady. Od tamtej pory nie było żadnych złych oznak i relacja jakoś trwała. Było całkiem dobrze. Partner rozumiał moje potrzeby, kiedy tylko płakałam to otaczał mnie troską, przejmował się moimi problemami. Od około półtorej roku zaczęło się wszystko psuć. Przestaliśmy uprawiać seks, nie ważne jak wprost mu dawałam do zrozumienia, to nie potrafił tego skojarzyć z tym komunikatem, że potrzebuję tej bliskości. Zdarzały się pojedyncze razy, kiedy się udawało, ale nie było w tym większej uczuciowości, tylko miałam wrażenie, że jest to szybkie pozbycie się emocji i tyle. Kilka miesięcy temu partner przyznał się, że jednak nie chce wstąpić w związek małżeński, ani posiadać dzieci, ponieważ według niego, nie czuje takiej potrzeby. Jednocześnie na wszystkich imprezach rodzinnych partner uwielbia spędzać czas z dziećmi i bardzo troszczy się o córkę swojego brata, dla której jest wujkiem chrzestnym. Od tamtej pory nasza relacja uległa znacznej degradacji. Obecnie mamy trudną sytuację finansową, ponieważ utraciłam pracę. Mamy jednak odrobinę oszczędności i parę gratów, które możemy sprzedać. Wczoraj umówiłam się z przyjaciółką, aby przejechać się razem do sklepu. Zaznaczę, że nawet nie czułam potrzeby nic kupować, chciałam po prostu spędzić czas, natomiast mój partner, gdy przedstawiłam mu ofertę przyjaciółki powiedział "A masz na to pieniądze?". Nigdy nie spodziewałam się takiego pytania z jego ust. Zrobiło mi się bardzo przykro. Płakałam, a partner nawet nie podszedł do mnie zapytać czy wszystko w porządku, ponieważ uznał temat za zakończony, kiedy powiedział, że jak chcę to mam jechać. Nie pozwolił mi do końca wyrazić swoich emocji. Kiedy powiedziałam mu, że jego słowa mnie zraniły, zaczął mówić, że przesadzam, że wyolbrzymiam wszystkie problemy i on wcale nie zrobił nic złego. Takie właśnie reakcje na moje problemy występują od pewnego czasu, myślę, że może od niecałego roku. Rozmawiałam z nim na temat zakończenia związku, mówiąc, że po prostu oczekuję od mojego partnera czegoś więcej, aby się mną zaopiekował, aby moje emocjonalne potrzeby były dla niego ważne. Zaznaczę, że partner chętnie się przytula, ale jednak mam cały czas poczucie, że na jego warunkach. I choć nie odmawia mi przytulenia się do niego, ani nic z tych rzeczy, to jednak nie czuję, aby ta relacja mnie zaspokajała. Wczoraj informując go o tym wszystkim, widziałam, że siedzi w fotelu, trochę głupio i nerwowo się uśmiecha, przewraca oczyma i jego postura mówi, że najchętniej by z domu wyszedł. Nie miał problemu z tym, aby zostawić mnie płaczącą w sąsiednim pokoju, aby zdrzemnąć się przed pracą. Obecnie uzgodniliśmy, że do końca stycznia dam mu czas, aby zastanowił się zarówno nad swoim zachowaniem, które mnie rani, oraz aby zastanowił się czy widzi sens w relacji ze mną, wiedząc, że chciałabym się ustatkować - wziąć ślub i posiadać dzieci. Na sam koniec dodam tylko, że partner ani razu podczas tej poważnej rozmowy sam z siebie nie powiedział, że nie chce abym odeszła, że jestem dla niego ważna i chce to naprawić. Trochę wyglądało to, jakby był psem z podkulonym ogonem, który nie wie co zrobić. Próbowałam namówić go na wizytę u psychologa, ale nie chce się zdecydować, twierdząc, że nie widzi większego problemu. Czy jest jeszcze coś o czym mogłabym spróbować z nim porozmawiać? Może powinnam jeszcze jakieś tematy poruszyć? Nie wiem co jeszcze mogę zrobić, a chciałabym mieć pewność, że jeśli będę musiała zakończyć ten związek, to z wiedzą, że zrobiłam wszystko co mogłam na dany moment, aby go naprawić, oczywiście nie zatracając przy tym siebie. Z góry dziękuję za wszystkie rady i za zerknięcie na mój problem "trzecim okiem".
Jestem z dziewczyną od 9 lat. Nigdy przed nią nie miałem innej partnerki. Ona miała 3 partnerów.
Dzień dobry, Jestem z dziewczyną od 9 lat. Nigdy przed nią nie miałem innej partnerki. Ona miała 3 partnerów. Mimo, że wszystko nam się układa, zaczęła przerażać mnie myśl, że będę miał tylko jedną partnerkę seksualną w życiu. Zżera mnie ciekawość do innej kobiety (tylko w sferze seksualnej). Zastanawiam się nad jednorazową zdradą z ekskluzywną prostytutką. Domyślam się, że w oczach mojej dziewczyny byłoby to obrzydliwe - myślę, że to normalny odruch jak jest się z kimś w związku - to samo mam jak pomyśle, że ona robiła to kiedyś z innymi - taka natura. Wkurza mnie, że nie spróbowałem tego przed związkiem, nie byłoby wtedy zdrady, ale nie myślałem o tym wtedy. A teraz jestem w sytuacji, w której jednorazowa zdrada wydaje się najlepszą opcją. 1 sytuacja Jestem wierny do końca i nieszczęśliwy, bo z narastającą ciekawością, z poczuciem, że coś w życiu mnie ominęło przez przypadek. 2 sytuacja Zdradzam jednorazowo, zachowuję tajemnicę, jestem zaspokojony, dziewczyna o niczym nie wie, nie cierpi z tego powodu, związek trwa dalej, a my w nim szczęśliwi. 3 sytuacja Nie chcąc zdradzić i nie chcąc w życiu czegoś ominąć, zmuszony jestem rozstać się z dziewczyną. Ja po części zaspokojony, ale z drugiej strony oboje będziemy cierpieć z powodu rozpadu udanego związku. 4 sytuacja Powiedzieć jej o mojej potrzebie - wątpię by się zgodziła i uważam, że to ryzykowne zagranie, które może skończyć się rozstaniem. Zastanawiałem się, jakbym ja postąpił w takiej sytuacji i dochodzę do wniosku, że obrzydzałoby mnie to, ale zgodziłbym się na to, by ona spełniła swoją taką potrzebę (bez emocji, romansu, czysta fizyczność) i chciałbym znać jak najmniej szczegółów tego spotkania. Nie myślałem, że będę kiedyś przed taką decyzją. Jakbym wiedział, wyszalałbym się przed związkiem, ale popełniłem błąd. Analizuję teraz sytuacje, jak tylko mogę, żeby nie popełnić kolejnego błędu. Chciałbym zasięgnąć opinii kogoś z zewnątrz.
Pomoc w leczeniu ataków paniki i uporządkowaniu życia dla 52-letniej kobiety
Poszukuję specjalisty, który mógłby pomóc mi w: (1) leczeniu ataków paniki. Jestem kobietą mam 52 l. (2) Uporządkowaniu mojego życia, żebym nie czuła się, jak popychadło.
Przemoc w małżeństwie i brak zaufania – jak walczyć o relację?
Witam. Mam ogromny problem w małżeństwie. Żona chce sie ze mną rozwieźć chce walczyć lecz nie wiem na tym etapie czy ma to jakikolwiek sens. Żona zarzuca mi, że straciła do mnie zaufanie. Tak oczywiście mogło sie to zdarzyć kiedyś nie postąpiłem dobrze zdradziłem ją emocjonalnie. Stało sie to przez jeden incydent podejrzałem na pewnym portalu była dziewczynę żona to zauważyła. Nie zrobiłem dobrze wiem, ze mogło ją to zaboleć. Nigdy więcej tak nie postąpiłem szczerze nie wiedziałem z czym może sie to wiązać. Nie napisałem do niej chodziło mi o czysta ciekawość. Od tej pory żona sie zmieniła... mamy dwójkę córeczek. Pracuję żona zajmuje się domem. Po pracy pomagam jak tylko mogę... Zajmuje sie dziećmi zawsze jestem gdy czegoś potrzeba. Nie jestem z osób siedzących przed tv. Żona wstrzyma awantury o małe drobnostki. Zamyka sie w sobie odcina kontakty z moją rodziną... Nie mogę córek zabrać ze sobą do dziadków są wydaje mi sie zastraszone przez zone. Teraz najważniejsze każdy mój sprzeciw odmienne zdanie kończy sie wyzwiskami w moim kierunku oraz rekoczynami ze strony żony czy też go ma pod ręką rura do odkurzacza również wchodzi w grę. Jestem na skraju wykończenia psychicznego. Mówienie proszenie aby mnie nie biła nic nie daje. Groźnie niebieska karta również wręcz przeciwnie. Nie jestem z miękkich osób ćwiczę biegam lecz psychicznie wrak. Nigdy nie wyzwałem tym bardziej uderzyłem nie tak mnie wychowano... Po całych sytuacjach zostaje wyrzucony ze wspólnego mieszkania blokowane są mi pieniądze w celu wynajęcia noclegu. Jestem bezsilny i potrzebuje pomocy. Bardzo chciałbym aby sie zmieniła lecz dużo osób mówi mi że nigdy sie to nie wydarzy tylko poglebi... potrzebuję pomocy
Dzień dobry. Od dwóch lat jestem w terapii.
Dzień dobry. Od dwóch lat jestem w terapii. Od psychoterapeutki wiem, że świetnie radzę sobie nawet z sytuacjami, których nie omawiałyśmy i przede wszystkim potrafię myśleć (co nie jest dobrze odbierane przez moją rodzinę - odkąd pamiętam, miałam postępować zgodnie z oczekiwaniami, które i tak zmieniały się każdego dnia). Trudnym momentem było też pogodzenie się z myślą, że moja rodzina to osoby niedojrzałe emocjonalnie i nigdy się nie zrozumiemy (należy dodać, że propozycje terapii rodzinnych wychodziły ode mnie już kiedy miałam 15 lat, co kończyło się przemocą psychiczną i fizyczną). Musiałam walczyć o siebie sama, nie miałam nigdy przyjaciół. Zawsze byłam odrzutkiem, w szkole obniżano mi oceny z zachowania tylko dlatego, że żadne z dzieci nie chciało się ze mną bawić (chyba że coś chciały, a często rozdawałam im wszystko, co miałam przy sobie, żeby tylko mnie lubiły). Terapia była bardzo potrzebna, ale też dużo zrozumiałam sama, przed terapią, tylko ciężko było mi uwierzyć, że mogę mieć rację. Od października 2022 czułam się gorzej, a w grudniu nie byłam w stanie podnieść się z łóżka. Styczeń, nowy rok, przyniósł diagnozę depresji w stopniu zaawansowanym. Zastanawiałam się dlaczego, przecież tak dobrze mi szło. Byłam załamana również dlatego, że rodzina niezbyt przychylnie patrzy na kwestie związane ze zdrowiem psychicznym. Obecnie jestem z siebie dumna, że się nie poddałam, że już te kilka lat temu, kiedy prawie całe dnie (w czasie pandemii) spędzałam w łóżku i nie byłam w stanie ogarnąć nawet siebie, pomimo myśli o wyrządzeniu sobie krzywdy, zupełnie sama, bez wsparcia, szukałam pomocy. Oprócz tego od dziecka miałam lęk społeczny, który w zeszłym roku znacznie się zmniejszył. Wszystko wydaje się w porządku, ale... No właśnie tu zaczynają się schody. Mam znajomych, ale... • również lęk, że zostanę sama jak dawniej • poczucie, że te relacje są przelotne, płytkie • słyszę, że potrafię pomagać, że dużo rozumiem, że nie oceniam, nie wyśmiewam, nie daję złotych rad, zamiast się obrażać, szukam przyczyn i to bardzo im pomaga, mogą poczuć się normalnymi ludźmi • 90% znajomości kończy się po tym, kiedy ludzie uzyskają ode mnie wsparcie • czy na pewno poczucie własnej wartości jest u mnie zdrowe? Może właśnie zależy od ludzi wokół mnie, tego co o mnie powiedzą • coraz trudniej jest mi słuchać o przyjaźniach i związkach innych osób (bywa, że mam ochotę wybuchnąć) - albo jestem już przemęczona mnogością i siłą emocji, jakie odbieram, albo też zazdrosna (a zazdrość nie jest zła - pokazuje, czego w życiu brakuje) • moje wspomnienia (już z czasów szkolnych) to historie opowiadane przez innych ludzi, NIE MA W TYM MNIE • poznaję nowych ludzi, naprawdę zależy mi na tym, żeby w końcu pojawiły się zdrowe relacje, ale nawet z tymi "nowymi" ludźmi wychodzi tak jak ze wszystkimi poprzednimi Jestem załamana. Nawet kiedy człowiek fizycznie jest sam, chyba czuje, że gdzieś tam na świecie jest ktoś, komu na nim zależy... Sama nie wiem. Kiedy próbuję poruszać takie tematy ze znajomymi słyszę, że za dużo myślę, a ludzie tego nienawidzą, albo że powinnam dołożyć sobie więcej obowiązków, żeby nie myśleć. Dokładam sobie zajęć, ale to nie pomaga mojej psychice, poczucie osamotnienia wychodzi nad to, czym się zajmuję. Samotność w tłumie jest okropna. Każda interakcja z ludźmi jest dla mnie na wagę złota, ale to nie jest to, czego (w sumie każdy człowiek) potrzebuje. Nie wiem już co robić. Terapię kończę, nie wiem, co omawiać na sesjach, rozmawiałam o tym naprawdę wielokrotnie. Nie dostanę złotej rady, a sama nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Wiem, skąd się to wszystko bierze, ale nie chcę czekać (nawet aktywnie) na odpowiednich ludzi, bo mnie to wykańcza. Z zewnątrz wszystko wygląda świetnie, tym bardziej w ostatnich miesiącach, ale ta samotność tworzy ogromną dziurę, pustkę wewnątrz mnie. Może rzeczywiście przesadzam?
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!