Left ArrowWstecz

Jak zwiększyć asertywność i stawiać granice w relacjach?

Dzień dobry, Jestem 24 letnią osobą, właśnie kończę studia magisterskie. Coraz częściej zauważam, że mam tendencje do bycia mniej asertywnym w relacjach niż inni - wręcz uległy. Nie stawiam granic, zawsze jestem by pomóc innym, a od jakiegoś czasu przyświeca mi myśl "każdy chciałby mieć takiego mnie w życiu, ale ja nie mogę liczyć na kogoś takiego". Kogoś takiego, czyli osobę która będzie na większość zawołań, przewróci oczami nawet jeśli zdenerwuje się na ilość próśb ale i tak zawsze pomoże, zawsze weźmie więcej jedzenia / picia na wycieczkę żeby starczyło dla wszystkich, zawsze weźmie krem spf i pożyczy każdemu i inne takie. Jak to zmienić? Jakie małe kroki mogę wykonać? Staram się ostatnio komunikować z ludźmi dookoła mnie czego od nich potrzebuje, nawet jeśli bardzo się tego obawiam i zwykle kończy się to dobrze, ale mimo tego nadal bardzo się tego boję, szczególnie z moją partnerką, gdzie czasem potrafię nawet dostawać zawrotów głowy i bólu brzucha od stresu, kiedy komunikuję jej moje odczucia czy czego bym od niej chciał. (z moją przyjaciółka też tak czasem mam, może to kwestia tego, że bardzo mi na nich zależy i nie chce być "nie miły"). Pozdrawiam!
Agnieszka Włoszycka

Agnieszka Włoszycka

Witam,

 

Słyszę tu dużo troski o innych ale też napięcie, lęk przed odrzuceniem i przeciążenie własnej „grzecznością” a to może być bardzo męczący sposób funkcjonowania,szczególnie gdy ciało już reaguje zawrotami głowy i bólem brzucha.Według mojej opini ważne jest, że już próbujesz komunikować potrzeby,to jest realna zmiana, nawet jeśli nadal czujesz strach.Małe kroki, które mogą pomóc:
zacznij od „mikro-granic”, czyli drobnych sytuacji bez dużego ciężaru emocjonalnego (np. odmowa drobnej prośby albo „nie tym razem” bez tłumaczenia się) i drugi krok: po każdej takiej sytuacji zapytaj siebie nie „czy byłem miły?”, tylko „czy byłem fair wobec siebie?” Zastanawiam się: czego dokładnie boisz się najbardziej, gdy stawiasz granicę: złości innych, odrzucenia, czy poczucia winy? czy potrafisz zauważyć, że Twoja wartość nie zależy od bycia „wygodnym dla innych”?

 

Z pozdrowieniami,

Agnieszka Włoszycka

13 dni temu

Nadal nie znasz odpowiedzi na nurtujące Cię kwestie?

Umów się na wizytę do jednego z naszych Specjalistów!

Joanna Cichosz

Joanna Cichosz

Dzień dobry,
Nauczył się Pan doskonale dbać o innych, czasem niestety kosztem siebie. Samo wspieranie innych jest w porządku tylko u Pana stawianie granic wywołuje lęk przed byciem „niemiłym” albo odrzuconym. Natomiast zrobił Pan już bardzo już duży krok, ponieważ mimo stresu zaczyna Pan mówić o swoich potrzebach. Asertywność nie polega na braku lęku, tylko na działaniu mimo niego. Warto ćwiczyć małe rzeczy np.: nie zgadzać się od razu, dawać sobie czas na odpowiedź, zauważać, kiedy pomaga Pan z potrzeby serca, a kiedy ze strachu przed rozczarowaniem kogoś.

Ważne jest również to, że skoro bliscy zwykle reagują dobrze, gdy mówi Pan o swoich potrzebach, to możliwe, że największy problem leży dziś bardziej w lęku niż w realnym zagrożeniu utraty relacji.
Powodzenia w dalszym budowaniu asertywności i wyrażaniu własnych potrzeb.
Joanna Cichosz

mniej niż godzinę temu
Jessica Gagola

Jessica Gagola

Witaj, stawianie granic i asertywność są dla każdego z nas bardzo ważne. Jeśli czujesz, że masz z tym trudność to już ogromny krok, ponieważ masz świadomość, że warto coś w tym kierunku zmienić.

Warto również przyjrzeć się naszym oczekiwaniom wobec innych ludzi. Często nasze wyobrażenia mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. To, że Ty jesteś osobą pomocną, empatyczną i domyślną, nie oznacza, że każdy będzie taki sam.

Podejrzewam, że możesz być osobą wysoko wrażliwą  a z tym często wiążą się pewne schematy i trudności w stawianiu granic.

14 dni temu
Ewelina Frankiewicz

Ewelina Frankiewicz

Dzień dobry! 

To dobrze, że ostatnio zacząłeś zwracać większą uwagę na swój komfort w relacjach i swoje potrzeby. To pierwszy krok do stawiania granic. Zastanawia mnie, czy ktoś w Twojej rodzinie też miał takie podejście, był uległy, na wszystko się zgadzał i chciał pomóc. Albo czy ktoś być może te granice przekraczał, że teraz dla Ciebie przekraczanie ich to norma. Czy mogłeś mówić o swoich potrzebach w domu? Czy Twoje uczucia były szanowane, słuchane? 

 

Jeśli nie, to być może masz już odpowiedź dlaczego to się wydaje tak trudne- nie masz prawdopodobnie doświadczenia w tym, że stawiasz granicę, a ktoś jest z tym okej, że ktoś tez czasem dopasowuje się do Ciebie, że można wszystko na spokojnie przegadać i ustalić jak sobie pomóc nawzajem. Relacje to sztuka kompromisu, a brak asertywności powoduje że relacje stają się mniej szczere. 

 

Myślę, że warto żebyś uświadomił sobie, że Ty i Twoje uczucia/potrzeby są tak samo ważne jak ludzi wokół, że Ty też jesteś osobą wartościową i ważną w relacji- obie strony relacji muszą się starać, żeby była szczera i udana, a Ty masz prawo polegać na innych :) Stawianie granic i uważanie siebie za równie ważnego paradoksalnie nie oddala, a przybliża do siebie ludzi. Kiedy widzimy że druga strona nas słucha, akceptuje, nadal lubi, pomimo że np jej odmówiliśmy, to czujemy że możemy być autentycznie sobą i relacja staje się bliższa i bardziej się rozumiemy. 

 

Dobrze, że przełamujesz się i starasz się komunikować swoje potrzeby. Nawet jeśli na ten moment wiąże się to z lękiem, to im częściej będziesz to robił, tym bardziej wejdzie to Ci w nawyk, stanie się to częścią Ciebie, a lęk się zmniejszy lub nawet wygaśnie, jeśli trafisz na osoby które będą Twoje potrzeby otwarte. Myślę że pomocna może być też rozmowa o tym z najbliższymi, powiedzenie im że masz taki problem, że starasz się to zmienić, być może bliskie osoby będą w stanie Cię też w tym wesprzeć :)

14 dni temu
Joanna Kaszkur

Joanna Kaszkur

Dzień dobry,

czytając Pana wiadomość mam poczucie, że jest Pan osobą uważną na innych. Trudność pojawia się chyba wtedy, kiedy dla potrzeb innych jest dużo miejsca, a dla własnych już trochę mniej...

To, że mówienie o swoich potrzebach wywołuje u Pana tak silny stres, może pokazywać, jak bardzo obawia się Pan bycia odebranym jako „niemiły” albo sprawiający problem. Wiele osób uczy się, że żeby utrzymać bliskość, trzeba bardziej dbać o innych niż o siebie.

Jednocześnie bardzo ważne jest to, że już próbuje Pan to zmieniać.... izauważa Pan coś istotnego, kiedy mówi Pan o swoich potrzebach, relacje często nadal trwają. Właśnie od takich małych doświadczeń buduje się poczucie, że można być blisko z drugim człowiekiem, nie rezygnując z siebie.

Myślę, że warto zacząć od małych kroków, zatrzymywania się czasem przed automatycznym „tak” i sprawdzania, czego Pan naprawdę chce i potrzebuje. Bo zdrowa relacja to taka, w której jest miejsce także na Pana.

Pozdrawiam :)

14 dni temu
Łukasz Dyłka

Łukasz Dyłka

Dzień dobry.

 

To, co Pan opisuje, brzmi jak bardzo utrwalony schemat bycia „tym pomocnym”. Z zewnątrz może wyglądać to jak życzliwość, odpowiedzialność i troska, ale od środka bywa bardzo męczące, bo człowiek zaczyna czuć, że jest potrzebny głównie wtedy, gdy daje, ratuje, przewiduje i nie sprawia kłopotu.

 

Ważne jest to zdanie: „każdy chciałby mieć takiego mnie w życiu, ale ja nie mogę liczyć na kogoś takiego”. Ono pokazuje, że nie chodzi tylko o asertywność, ale też o żal, samotność i nierównowagę w relacjach. Jeśli przez długi czas jest się osobą, która daje więcej, niż bierze, w końcu pojawia się zmęczenie i poczucie niesprawiedliwości.

Nie trzeba od razu stać się osobą twardą, chłodną albo „niemiłą”. Asertywność nie polega na tym, żeby przestać być dobrym człowiekiem. Polega raczej na tym, żeby nie rezygnować z siebie po to, żeby inni byli zadowoleni.

Małe kroki mogą wyglądać tak:

 

Nie odpowiadać od razu. Zamiast automatycznego „jasne”, można powiedzieć: „Muszę sprawdzić, czy dam radę” albo „Dam Ci znać później”. To daje czas, żeby zapytać siebie, czy naprawdę chcę i mogę.

Ćwiczyć małe odmowy. Na początku w drobnych sprawach, na przykład: „Nie, tym razem nie mogę”, „Dzisiaj nie mam siły”, „Nie wezmę tego na siebie”. Bez długiego tłumaczenia się.

 

Prosić o wzajemność. Jeśli Pan często pomaga, warto zacząć mówić: „Ja mogę zrobić to, ale potrzebuję, żebyś Ty zrobiła tamto”. To uczy relacje równowagi.

 

Sprawdzać swoje ciało. Skoro przy rozmowach z partnerką pojawia się ból brzucha, zawroty głowy i silny stres, to znaczy, że mówienie o swoich potrzebach jest dla Pana czymś bardzo obciążającym. Można zacząć od krótkich komunikatów, nie od wielkich rozmów: „Chcę Ci coś powiedzieć, stresuję się, ale to dla mnie ważne”.

 

Oddzielić „nie jestem miły” od „mam granice”. To, że Pan czegoś chce, czegoś nie chce albo czegoś potrzebuje, nie oznacza, że krzywdzi Pan drugą osobę. Bliskie relacje powinny mieć miejsce także na Pana potrzeby, nie tylko na Pana dostępność.

 

Warto też zauważyć, że lęk po postawieniu granicy może zostać jeszcze przez chwilę. To nie znaczy, że zrobił Pan coś złego. To może znaczyć, że robi Pan coś nowego. Jeśli przez lata organizm uczył się, że bezpieczeństwo daje bycie pomocnym i bezproblemowym, to stawianie granic początkowo może wywoływać napięcie.

Dobrym ćwiczeniem jest pytanie: „Czy ja to robię z życzliwości, czy ze strachu, że ktoś mnie odrzuci?”. Jeśli z życzliwości, to w porządku. Jeśli głównie ze strachu, warto się zatrzymać.

 

Jeśli ten schemat jest bardzo silny, dobrze byłoby rozważyć psychoterapię. Nie dlatego, że z Panem jest coś nie tak, tylko dlatego, że takie uległe funkcjonowanie często ma głębsze korzenie: lęk przed konfliktem, odrzuceniem, zawiedzeniem innych albo przekonanie, że na bliskość trzeba zasłużyć.

 

Na początek niech celem nie będzie „od dziś będę asertywny”. Wystarczy: raz dziennie zauważę, czego ja chcę, zanim zgodzę się na coś dla kogoś innego. To mały krok, ale bardzo ważny.

 

Pozdrawiam
Łukasz Dyłka

14 dni temu
Marcin Brodowski

Marcin Brodowski

Dzień dobry,

 

Pańska wiadomość jest już pierwszym małym krokiem we wprowadzaniu zmian w życiu. W tym co Pan opisuje, jest dużo uważności na innych ludzi, troski i odpowiedzialności za relacje - i to są wartościowe cechy. Ważne aby nie odbywało się to kosztem własnych potrzeb, granic i poczucia bezpieczeństwa.

 

To, że odczuwa Pan tak silny stres przy komunikowaniu swoich potrzeb może pokazywać, jak bardzo ważne są dla Pana relacje. Często osoby bardzo wspierające innych uczą się, że akceptację lub bliskość zdobywa się poprzez bycie pomocnym i spokojnym. 

 

Jednocześnie widzę bardzo ważną rzecz - Pan już zaczyna to zmieniać. Próbuje Pan mówić o swoich potrzebach, mimo lęku i pisze, że zazwyczaj kończy się to dobrze. To naprawdę istotny krok. Odwaga nie polega na braku stresu, ale na działaniu pomimo niego.

 

Jeśli chodzi o małe kroki, zwykle pomocne bywa:
- zauważanie i eksploracja swoich potrzeb,
- ćwiczenie drobnych odmów,
- obserwowanie, czy faktycznie pomaga Pan z chęci,
- oraz sprawdzanie, jak reagują bliskie osoby, kiedy pokazuje Pan swoje emocje i potrzeby.

 

Bardzo możliwe, że ten proces będzie wymagał czasu i wielu małych doświadczeń pokazujących, że bliskość nie musi opierać się wyłącznie na dawaniu z siebie wszystkiego. 

 

Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za wprowadzanie kolejnych zmian, które pomogą Panu w znalezieniu się w miejscu w jakim chciałby Pan być,  

 

Marcin Brodowski

mniej niż godzinę temu
Daria Składanowska

Daria Składanowska

Dzień dobry,


to, co Pan opisuje, często wynika z lęku przed odrzuceniem i nawyku „bycia dla innych kosztem siebie”.

 

Warto zacząć od małych kroków: odmawiać w drobnych sprawach, dawać sobie czas na odpowiedź zamiast automatycznego „tak” i ćwiczyć mówienie o swoich potrzebach wprost („ja potrzebuję”, „dla mnie to trudne”).

 

Silny stres w ciele pokazuje, że to dla Pana ważna zmiana a nie że robi Pan coś źle.

 

Pozdrawiam, 

Składanowska Daria

13 dni temu
Martyna Kaleta

Martyna Kaleta

Dzień dobry,

czytam to i mam poczucie, że jest w Panu bardzo dużo uważności na innych ludzi i ich potrzeby. Jakby naturalnie wchodził Pan w rolę osoby, która pamięta, zabezpiecza, pomaga, bierze trochę więcej na siebie „żeby wszystkim było dobrze”. I sama w sobie, to jest to bardzo piękna jakość.

Tylko mam też wrażenie, że gdzieś po drodze zaczyna się to odbywać kosztem Pana samego. Jakby dużo łatwiej było Panu czuć potrzeby innych niż własne granice.

 

A kiedy próbuje Pan powiedzieć o sobie, czego Pan potrzebuje albo co jest trudne – ciało potrafi reagować napięciem, bólem brzucha, zawrotami głowy. Jakby jakaś część bardzo się bała, że wtedy stanie się Pan „za trudny”, „niemiły”, że ktoś się oddali albo przestanie kochać.

W psychologii procesu powiedzielibyśmy może, że bardzo mocno działa tu pewien wewnętrzny krytyk. Taki głos, który pilnuje, żeby być dobrym, pomocnym, nie sprawiać problemów, nie zajmować za dużo miejsca (bo wtedy...i tu odzywa się głos krytyka).

A po drugiej stronie jest proces wtórny – czyli coś mniej znanego, trudniejszego do przeżywania. W tym przypadku może właśnie bardziej stanowczy, asertywny Pan. Taki, który mówi np. „tego nie chcę” albo „to jest dla mnie za dużo”,
 

I często ten proces wtórny wydaje się trochę „niebezpieczny”, bo nie jest jeszcze dobrze oswojony. I jest to temat z którym można i warto pracować.

 

W pracy procesowej czasem próbujemy wręcz wyobrazić sobie taką postać – kogoś bardzo asertywnego, spokojnego w swoich granicach. I na chwilę spróbować poczuć:
- jak on mówi,
- jak siedzi,
- jak reaguje,
- co dzieje się w ciele, kiedy nie musi od razu wszystkich ratować.

To może brzmieć prosto, ale czasem naprawdę pomaga organizmowi powoli oswajać nowe jakości – więcej odwagi, stanowczości, miejsca dla siebie.

I jednocześnie mam poczucie, że ważna jest tutaj łagodność wobec siebie. Bo skoro ciało reaguje aż tak mocno, to znaczy, że ten proces dotyka czegoś bardzo głębokiego.

Może więc nie chodzi o to, żeby nagle „stać się asertywnym”, tylko żeby bardzo małymi krokami uczyć się, że można powiedzieć o swoich potrzebach i nadal być kochanym, ważnym i bliskim dla innych.

 

pozdrawiam,

Martyna Kaleta

13 dni temu
Piotr Ziomber

Piotr Ziomber

Dzień dobry

 

 Kłania się brak umiejętności stawiania granic, które są tak bardzo potrzebne. Zalecam rozpocząć od treningu asertywności, a następnie udanie się na terapię cbt 3 fali w terapii schematów. 

Gdzie w tym wszystkim są Pana potrzeby? Jak się Pan sobą opiekuje i swoim wewnętrznym dzieckiem?

10 dni temu
komunikacja w zwiazku

Darmowy test na jakość komunikacji w związku

Zobacz podobne

Zauważyłam, że mój partner ogląda profile półnagich kobiet na tik toku i nie tylko. To był dla mnie cios! Mam wrażenie, że jest uzależniony. Zaufanie... legło w gruzach chociaż zapewnia mnie, że mnie nie zdradza (tylko ogląda) . Nie potrafi wyjaśnić dlaczego. Czuję się okropnie i nie potrafię sobie z tym poradzić. Mówiłam mu o tym. Uważa, że nic złego nie robi i że od zawsze oglądał "dupy"-jak to określa, nawet zanim się poznaliśmy. Czy to normalne zachowanie u mężczyzn a ja przesadzam? Czy to musi oznaczać, że jest mną znudzony? Że jestem tylko materacem do wyżycia się? Proszę o anonimową pomoc.
Mąż i rodzina uważają mnie za leniwą i roztargnioną. Często nie panuję nad emocjami czy słowami. Czy możliwe, że mam ADHD?
Co mam zrobić, nie mam pojęcia. Ludzie za mną nie przepadają, bo czasami nie panuję nad emocjami lub słowami. Potrafię kogoś nieświadomie urazić. Dodatkowo wszyscy uważają, że jestem leniwa i nieudacznik. Nawet ostatnio usłyszałam od męża, że przez to, że ciągle coś po mnie naprawia i za mnie czasami myśli oraz nie wie co jeszcze nieświadomie odwalę. Więc przez to zaczął pić. Moi rodzice też uważają mnie za leniwą, a nawet teść. Jedynie dla dzieci jestem najlepszą mamą na świecie. Czasami jak się kłócę z mężem lub kimś o moim zachowaniu przychodzą do mnie myśli, że może wszystkim by było lepiej jakby mnie nie było, a potem uświadamiam sobie, że są osoby, dla których jestem całym światem. Czy naprawdę może być ze mną coś nie tak ? Czy mogę być zepsuta ? Zastanawiałam się parę razy czy nie mam ADHD, jednak musiałabym ukryć, że robię diagnozę w tym kierunku, bo mąż, rodzice i teść uważają takie osoby po prostu za głupie, bo mają żółty papierek.
Jak poradzić sobie po porzuceniu przez ukochanego, kiedy nie mogę przejść do fazy akceptacji?
Jak poradzić sobie po porzuceniu przez ukochanego, kiedy nie mogę przejść do fazy akceptacji? Porzucił mnie ukochany po 5 latach znajomości, w tym 2 latach kontaktów intymnych. Pierwszy raz zrobił to w marcu tego roku (2023) i po ponad miesiącu stoczyłam się tak mocno, że popadłam w alkoholizm (picie pół litra codziennie albo 1-2 butelek wina) z poczuciem zakończenia życia, rozsypaną samooceną, kompletnym brakiem dalszego sensu życia, rezygnacją ze wszelkich aktywności, silną bezsennością, zaniedbywaniem pracy, nerwowością, agresją, poczuciem winy, porzuceniem kontaktów z kontaktów, itp. Itd. Po ponad miesiącu zobaczyliśmy się na żywo i widząc w jakiej jestem rozsypce (wypiłam litr wódki i byłam w fazie, że organizm domagał się alkoholu, okropny ból ciała i zaburzenia świadomości), zlitował się nade mną i chciał mi pomóc, nie zostawiać mnie w tak fatalnym stanie. Pogodziliśmy się i poszukałam terapeuty, u którego na przełomie maja-czerwca miałam terapię, ale zrezygnowałam, bo spotkania nic mi nie dawały i nie łagodziły cierpienia. Nie piłam w tym czasie i w czerwcu oraz pod koniec wakacji sierpień + początek września spotkaliśmy się w celach intymnych, jednak mój strach przed ponownym zostawieniem tak mocno narastał, że powodowałam konflikty. Zdarzało się, że ignorował mnie, nabierał dystansu i chłodu i to znowu powodowało cierpienie. Zaczęłam znowu pić, najpierw mniej, a potem znowu wróciłam do codziennego spożywania, znowu wróciła bezsenność. Nie straszył mnie zostawieniem, ale cały czas był głuchy na moje potrzeby bliskości, czułości, empatii, wsparcia, cokolwiek nie powiedziałam, nie słuchał co do niego mówiłam, tylko zarzucał mi robienie kolejnej dramy i jazd, z czym się nie zgadzałam i miałam kolejne fazy wzmożonego cierpienia i bezsensu życia. Nie tak dawno, bo koniec listopada, a potem początek grudnia spotkaliśmy się znowu i było intymnie (generalnie zgadzałam się na jego wszystkie fantazje i w takim normalnym rozumieniu były to ostre, hardcorowe czynności), po czym ostatniego dnia spotkania grudniowego kupił mi 2 flaszki wina, które przy nim wypiłam. Zrobiłam wielką jazdę z wytykaniem, jak bardzo kiepsko się czuje, traktowana przedmiotowo i tylko do seksu, jak bardzo go potrzebuje, ale nie tylko do celów seksualnych... zaznaczam, że miałam też bardzo ciężki okres w pracy i w tej pracy tez mam taką napiętą sytuację, pt. tykająca bomba "kiedy szef mnie zwolni" i też przez to się stresowałam okropnie. A on... jeszcze przed świętami nabrał do mnie tak dużego dystansu, jak nigdy wcześniej, w trakcie "rozmowy" wyrzucił mi bardzo wiele negatywnych rzeczy na mój temat (co też wcześniej robił, ale teraz to zintensyfikowal), mówiąc przy okazji jak to nigdy się ode mnie nie uwolni, jak w końcu mam to zaakceptować, że nic się nie zmieni, on się nie będzie angażować, jak to odrzuca go kontakt ze mną. Powiedział tak wiele strasznych rzeczy, w sumie to jak jestem stara (33 lata) nigdy od nikogo nie usłyszałam tyle negatywnych rzeczy na mój temat. Byłam tak mocno wzburzona, tak doszczętnie rozchwiana emocjonalnie, że pierwszy raz w życiu się samookaleczyłam i przecięłam (płytko) nadgarstki żyletkami. Nie za wiele pamiętam z tego zdarzenia, ale wiem, że już po prostu chciałam, żeby moje wielomiesięczne cierpienia się skończyły. Nigdy wcześniej jednocześnie tak w nikim mocno się nie zakochałam mimo mojego już "zaawansowanego wieku" jak na silne miłości, jak i nie cierpiałam tak mocno. Napisałam mu o tym, że się pocięłam. Jeszcze w święta złożył mi życzenia, ale odezwałam się do niego 26 grudnia wieczorem i po tym, co pisał, widzę, że kolejny raz chce mnie tak definitywnie zostawić, jak w marcu br. Upodliłam się do końca, nie mam już żadnej godności i jakiegoś szacunku do siebie i błagałam go, żeby tego nie robił, bo wtedy po tym marcu wiem, co się ze mną działo, jak się stoczyłam i zaczęłam chorendalnie pić i porzuciłam dosłownie wszystko, czym się zajmowałam. Naprawdę mam świadomość, że ludzie się rozstają, nawet po wiele dłuższych związkach niż mój, mają dzieci, dzielą majątki, ale naprawdę nie przypuszczałam, że trafie na takiego faceta, który w 100% będzie mi odpowiadał. A na początku mi się niezbyt podobał, to on długimi rozmowami a później pierwszym kontaktem intymnym po 3 latach znajomości sprawił, że się w nim zakochałam dosłownie bez pamięci. Dzięki niemu po 30 latach pierwszy raz przeżyłam orgazm i byliśmy idealnie dopasowani pod tym kątem, ale nie o to chodzi. Przez te lata stawał się moim najbliższym przyjacielem, rozumiał mnie i tak naprawdę tylko jemu mogłam opowiedzieć dosłownie wszystko i nie rzucał mi głupimi radami. Nie poświęcałam innym tyle czasu co jemu, a teraz on chce mi zapewnić ponownie ten sam koszmar, który przechodziłam wtedy w marcu. Nie wiem, czy drugi raz to przeżyje, zważywszy na to, że tak się wtedy stoczyłam, a teraz w dodatku pierwszy raz się w życiu pocięłam i naprawdę nie chce żyć, chce skrócić to cierpienie. Myślę o tym, jaki jest limit cierpienia u człowieka. Nie widzę szans, że moje życie kiedykolwiek się poprawi, bez niego. Jestem w kompletnej rozsypce i chce mi się wyć na głos. Nie wiem, czy jest w ogóle jakąkolwiek szansa na poprawę tej sytuacji, czy istnieje jakiś ratunek.
Wychodzi na to, że jestem osobą współuzależnioną od toksyka.
Wychodzi na to, że jestem osobą współuzależnioną od toksyka, mimo iż nie jesteśmy razem. Sto razy przekroczył granicę, dawałam szansę i boję się, że mogę to zrobić kiedyś jeszcze raz. Choć wiem, że nie powinnam. To jakaś nigdy niekończąca się historia, wieczne traumy. Mam dość, ale przecież tyle razy miałam już dość, tyle razy był definitywny koniec. I znów powtarzam błędy... Jak sobie pomóc? Czy psychoterapia jest w stanie coś zaradzić? Nie mam czasu, nie mam sił od nowa wałkować problemu samemu psychologowi, a bardziej może możliwości zostawiania małego dziecka (łącznie mam 3 dzieci). Sam psycholog, wysłuchiwanie problemów to za mało :( Jakie są szanse, że psychoterapia odmieni mnie? Jakich narzędzi można się spodziewać na psychoterapii, mam na myśli ćwiczenia czy coś, czym to się różni od wizyt u psychologa?
Zdradziłam narzeczonego przed ślubem – jak poradzić sobie z poczuciem winy i wyrzutami sumienia?
Nienawidze sie za to co zrobilam... zdradzilam faceta z ktorym planowalam slub. nwm dlaczego to sie stalo, czuje sie jakbym byla jakas inna osoba w tamtej chwili. serio nie wyrabiam z tymi wyrzutami sumienia, nie jem, nie spie, tylko rycze. co mam robic??
kryzys w związku

Kryzys w związku – jak go przetrwać i odbudować relację?

Twój związek w kryzysie? To naturalny etap, który może wzmocnić relację. Poznaj sprawdzone strategie i porady ekspertów, by skutecznie przez niego przejść i odbudować więź. Czytaj dalej!